bumcykcyk2
15.02.05, 14:37
Zastanawiałem się ostatnio nad życiem adepta nauki w naszym kraju, czytałem
forum i wyszła mi z tego taka to przypowieść, śmieszna, ale nie za bardzo;(
1) Na studiach.
Zwykle się przykładnie uczy, więc z życia za wiele nie ma. No może jakieś
groszowe stypendium naukowe. Świat imprez podziwia z daleka.
2) Przed doktoratem
W czasie kiedy inni po uzyskaniu dyplomu, mało bo mało, ale jakoś tam
zarabiają i pną się zawodowo do góry, nasz bohater dostaje od życia 'prezent"
w postaci dalszych studiów. De facto pracuje - prowadzi zajęcia, pomaga przy
organizacji konferencji naukowych, egzaminach itp., oczywiście, ślęczy też
nad swoim doktoratem. Ale dla ustawodawcy to są radosne studia bez uprawnień
emerytalnych, przywilejów pracowniczych itp. Jest sfrustrowany, biedny i ma
problemy z kobietami.
3) Broni doktorat
No i ch*j! W końcu się udało, wiek tak jakby już zaawansowany, a właściwe
życie w zasadzie nierozpoczęte. Wezmą na etat, to zacznie życie zawodowe z
pułapu 1500 złotych netto, nie wezmą, to może jechac do Anglii zmywać gary.
4) Przyjęli na uczelnię
No to teraz circa 15 lat harówy i szukania chałtur w prywatnych uczelniach.
Póki głowa sprawna, to nie da się jej używać, bo trzeba tłuc chałtury dla
biologicznego przeżycia, a zresztą klika uczelniana i tak nie pozwoli na
habilitację ("jeszcze by się nam zaczął szarogęsić?!"). Jak głowa robi się
niesprawna i wiek mocno zaawansowany, starszyzna łaskawie zezwala na
habilitację.
5) W okolicy 50-tki wymęczył habilitację
Żenadne to dzieło, żona, dzieciaki, chałtury nie pozwalały pisać, zresztą
głowa juz nie ta. No, ale koledzy z wydziału pomogli, lata chlania na
konferencjach też, ck jakoś strawiła , no i qrwa wreszcie jestem gość.
6) Przy 60-tej wiośnie życia dostaje pierwsze stołki
Paru gości z wydziałowej starszyzny zeszło z tego świata (oczywiście podczas
dorabiania do emerytury w trakcie prowadzenia zajęć). Zwolniło się miejsce i
dali naszego naukowca na stołek prodziekana. Przyjemny dla studentów nie
jest, ale podobno z flaszką i kopertą wiele da się z nim załatwić.
7) Robi publikacje
Zapragnął dostać belwedera, bo idzie fama, że profesorów uczelnianych mają
posunąć. Wykazuje aktywność w zlecaniu studentom tematów prac magisterskich
będących fragmentami jego własnego planowanego dzieła. Wyszarpał też fundusze
z kasy wydziału i z tego tytułu wydał trzy książki "pod redakcją", do których
napisał po gorzale napuszone wstępy. Wypuścił jednego własnego doktora. Udał
się też na konferencję naukową, gdzie wygłosił przyczynkarski referat.
8) Dostał belwedera
W uznaniu zasług, z okazji 70 rocznicy urodzin dostał od Kwacha tytuł
profesora. Z kasy wydziału udało się sfinansować ochlaj z tej okazji.
9) Odcina kupony
Parę uczelni prywatnych z "terenu" wyraziło chęć aby dał im swoje nazwisko do
minimum programowego. Nawet nie musi tam ani razu jechać, ważne żeby skrobnął
oświadczenie. Po długich targach i podbijaniu stawki wyszarpał 6000 złotych
netto miesięcznie i tytularne stanowisko dziekana. Koledzy zazdroszczą -
siedzi w domu i pije, a kasa sama leci.
10) Zbiera owoce życia
Na wydziale powstała idea wydania księgi pamiątkowej ku Jego czci. Zebrano 68
okolicznościowych artykułów. Wytypowali go do Centralnej Komisji Stopni i
Tytułów Naukowych. Został dziekanem. Mimo swoich 73 lat trzyma sie krzepko, a
wieść niesie że z pewną doktorantką z Parzygłowów Dolnych wiąże go układ
seksualny. Ma dużo kasy, którą przeznacza głównie na wnuki.
----
Co Wy na to?