Dodaj do ulubionych

Ach, ci studenci:-/

26.10.06, 22:08
Muszę sie wyżalić. Koniec października i na moich konsultacjach pojawiają się
"spady". Tak było co roku. Ale jest niestety coraz gorzej.

Już nie chodzi tutaj o coraz słabszy poziom, który prezentują. Ale o
elementarny brak dobrego wychowania. Słowem - totalna chamówa, słoma wystaje z
butów i zaśmieca mi pokój.

Mała próbka:

Sytuacja 1
Studentka niezapowiedziana zjawia się na moich zajęciach i oświadcza, ze chce
pisać kolokwium. Pomijam fakt, że wypadało się zapowiedzieć, może miałem inne
plany no i przygotowanie testu to też nie bułka z masłem. Nieważne. Pisze
kolosa, w połowie zajęć kończy, kładzie test na stół i PRZERYWA mi wykład
pytając się kiedy poprawię. Po zajęciach - mówię (chyba oczywiste, że nie
rzucę wszystkiego w środku zajęć!). Kończę zajęcia i w eksrpesowym tempie
poprawiam test. Mówię że zdała i zapraszam do mojego pokoju, bo muszę
sprawdzić ja w papierach - który to termin. Co słyszę? "Ach, skoro tak długo
czekałam, to mogę się i do Pana pofatygować".

Sytuacja 2
Przychodzi student po raz 3 zdawać ten sam materiał. Strasznie tego mało, w
sumie może 30 stron tekstu (duża czcionka). Zadaję jedno pytanie. Drugie.
Trzecie. Czwarte. Nic. Mówię że to koniec. A on oczywiście, ze się nauczył,
czy nie można jeszcze jednego pytania. Ja mu na to, że on się nie nauczył. Co
odpowiada? Prostolinijnie, rzecz jasna. "Ja tylko chcę zaliczyć". Ale Pan nie
umie - odpowiadam. A ten na to: "no, ale warto było spróbować". W totka chyba.

Sytuacja 3
Student wchodzi na zajęcia spóźniony o 50 minut. "Można?" - do mnie tonem
oznajmiającym. Ja na to, że nie - a on się awanturuje...

Sytuacja 4
Student który miał mieć prezentację spóźnia się o 15 minut na zajęcia. Gdy
pytam, czy raczy przedstawić swoją prezentację z pretnsją w głosie stwierdza,
że nie miał czasu. Gdy oznajmiam mu, że ma banię - jest oburzony.

Sytuacja 5
Student zjawia się przed dyżurem i stwierdza, że "musi zaliczyć". Zapraszam go
na dyżur. On na to, że jemu nie pasuje i przyjmuje postawę wyczekującą.
Dodaje, że termin przedłużenia sesji mu się kończy i dziekan nie podpisze
nowego pisma. I dodaje, ze do poniedziałku musi mieć zaliczenie. Zero
proszenia o dodatkowe spotkanie, odrobiny wyczucia sytuacji. Ja i moje
potrzeby, a pracownik uczelni ma być dla mnie dostępny 24 h na dobę, 7 dni w
tygodniu.

Odnoszę wrażenie, że zamiast na uczelni nauczam chyba w zawodówce, a może
nawet w przedszkolu. Dzieci i do tego źle wychowane.

Te 5 sytuacji to tylko z dzisiaj, żeby nie było wątpliwości.
Obserwuj wątek
    • santorsola Re: Ach, ci studenci:-/ 26.10.06, 22:33
      witamy w klubie....

      ja swoich też mam ochotę czasem rozszarpać. Ostatnio negocjował ze mną jeden
      zaliczenie z ćwiczeń (nie może podejść do egzaminuz wykładu jeśli ćwiczeń nie
      zaliczy. Wykład to teoria a ćwiczenia praktyka - taka "transakcja wiązana") i
      równolegle z panią profesor prowadzącą wykład - jej powiedział, żeby go już
      przepytała (bo ma kupiony już bilet do Anglii) a u mnie to sobie zaliczy
      później. Ona miała dyżury np. we wtorki, ja w czwartki a biedaczek miał bilet
      na piątek i nie mógł jeszcze tydzien poczekać. Poza tym, że jak mi ise objawił
      na moim ostatnim dyżurze w sesji poprawkowej, to go pierwszy raz na oczy
      widziałam od maja, i szczerze mówiąc myślałam, że rzucił te studia...

      scenka druga: w pisemnej pracy rocznej znalazłam jakieś 70% tekstu zerżniętego
      słowo w słowo z różnych źródeł i zapytałam studentkę czy zna pojęcie plagiatu na
      co ta niewzruszona "przecież nie CAŁE spisałam..."

      scenka trzecia: przychodzi studentka na dyżur z hasłem że właśnie wyskoczyła z
      pracy na godzinkę i chciałaby napisać dwa testy zaliczeniowe (z dwóch różnych
      przedmiotów, które na jej roku prowadzę), i na moje stwierdzenie, że potrzebuje
      na to 2 x po godzinie, bo testy długie odpowiada "eee... jakoś sobie poradzę".

      więc jak widzisz - rozumiem cię i współczuję (tobie, sobie i pozostałym, którzy
      się dopiszą)
      • flamengista ładne: negocjuje... 26.10.06, 22:51
        Nie powiem, trochę się uśmiałem, choć w sumie to przerażające;)

        Zrewanżuję się prawdziwą perełką. Osioł patentowany nie zdał po raz n-ty.
        Ponieważ dwóję miał już w pierwszym terminie zaliczenia, a kolejnego regulamin
        studiów nie przewiduje (tzn, trzeciego), to go odsyłam. A on na to, że właśnie
        mija przedłużenie sesji i składanie indeksu. I CZY MÓGŁBYM WSTAWIĆ MU ZALKĘ
        "ZAOCZNIE", A ON POŹNIEJ PRZYJDZIE TO ZDAĆ...

        Mało co nie umarłem wtedy ze śmiechu, szczególnie że on to mówił całkiem na
        poważnie.
        • autumna Re: ładne: negocjuje... 27.10.06, 08:41
          > mija przedłużenie sesji i składanie indeksu. I CZY MÓGŁBYM WSTAWIĆ MU ZALKĘ
          > "ZAOCZNIE", A ON POŹNIEJ PRZYJDZIE TO ZDAĆ...

          U koleżanki zjawiły się takie dwie panie. Poprosiły o to samo, argumentując, że "one bardzo proszą, bo już mają dwa przedmioty niezaliczone i jak dojdzie trzeci, to będą wysłane na powtarzanie roku".
    • niewyspany77 szanuj sie stary! 26.10.06, 22:33
      Jeseli tolerujesz akcje typu wpad w srodek zajec oraz 'dyskusje' z kombinatorami
      to sie nie dziw. Zaliczenia zalegle, konsultacje, dyskusje itd - od teog masz
      dyzury. Student *NIE MA PRAWA* przerywac Ci zajec. 50 minuut spoznienia? Wejsc
      niech wejdzie ale obecnosci mu nie licz.

      Jesli sie nie szanujesz to sie nie dziw ze inni nie szanuja.
      • flamengista ano się szanuję 26.10.06, 22:46
        ad. 1
        Studentkę op.liłem i wytłumaczyłem uprzejmie;) że to JA robię jej uprzejmość,
        nie odwrotnie.

        ad. 2
        Student usłyszał, że JA zasługuje na odrobinę szacunku i by nie marnował mojego
        cennego czasu, póki naprawdę się nie nauczy.

        ad. 3
        Student wyleciał za drzwi, a grupa usłyszała mini-wykład o dorby wychowaniu i
        korzyściach, jakie ono daje:)

        ad. 4
        Student dostał banię mimo to;)

        ad. 5
        Student został wyrposzony, zaproponowałem mu przyjście na kolejny dyżur.

        Nie, ja jestem BARDZO asertywny. Tyle że po prostu mnie to chamstwo przeraża i
        zwyczajnie v.c.u.r.v.i.a. Bardzo lubię swoją pracę, ale dydaktykę - coraz mniej.
    • carnivore69 Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 01:00
      Klient nasz pan. Na szczescie wiekszosc owego panstwa jest zupelnie sensowna ;).

      Pzdr.
    • niewyspany77 Re: 27.10.06, 01:38
      Podawanie studentom namiarow ktore moga wykorzystac na zasadzie "mam problem
      wiec niech pani mi pomoze" albo "mam problem i pan *musi* mi pomoc" jest bez
      sencu, tudziez podawanie namiarow na gg\tlena\skype\whatever. Mozna spokojnie
      zalozyc i podac studentom specjalny mail z zastrzezeniem "odbieram raz czy dwa
      razy dziennie". Mialem taka sytuacje, ze wszystkim pozaliczane a tu telefon z
      uczelni ze dwie panienki nie maja zaliczenia (TRZY TYGODNIE po sesji
      zaliczeniowej!!!), i *mam przyjechac wpisac zaliczenie*. A ja 500 km od uczelni.
      Stwierdzilem ze to nie moj problem, nie przyjechalem.
      • babazgaga Re: 27.10.06, 08:08
        Eeeee założyć i podawać specjalny mail????
        U mnie na uczelni wszyscy pracownicy mają maila skontruowanego wg tych samych
        zasad, wystarczy wiedziec jak się nazywa, i juz wiadomo jakiego ma maila. I
        wszyscy rowniez pracownicy mają obowiązek z niego korzystać. Więc po co jakies
        specjalne maile???

        Z rzeczy które mnie rozwalają (a dodam że nie daję sobie studentom w kaszę
        dmuchać) - wchodzi delikwent na konsultacje i patrząc na mnie, siedzącą na
        wprost drzwi, tymi pustymi oczkami, pyta czy jest dziś może pani doktor ... (tu
        wymienia moje nazwisko) bo on chcial wpis z zaliczenia. Z reguły mowie ze nie ma;)
        • niewyspany77 Re: 27.10.06, 08:10
          babazgaga napisała:

          > Eeeee założyć i podawać specjalny mail????

          No, generalnie chodzilo mi o to zeby oddzielic babazgaga@w_robocie.pl od
          babazgaga@na_piwie.pl ;)
    • autumna Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 08:36
      To ja Wam podam przykład chyba nie do pobicia. Do znajomego prowadzącego zajęcia z projektowania serwisów www przychodi laska i mówi, że ona na konsultacje z tegoż tematu. Znajomy wybałusza oczy, bo widzi ją pierwszy raz na oczy (dziewczyn u niego na wydziale jak na lekarstwo, więc zapamiętać wszystkie szybko nie problem). Okazało się, że panna nie jest ani z ich wydziału, ani z podyplomówki, tylko była święcie przekonana, że wykładowca to jest takie coś jak urzędnik państwowy albo informacja kolejowa i w godzinach konsultacji każdy może przyjść i sobie wyjaśnić jakiś problem; słowem - darmowe korepetycje. Oburzona była wielce, że to tylko dla studentów, którzy uczęszczają na dany przedmiot na tym wydziale. Wpadlibyście na coś takiego?
      • aphoper1 Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 09:55
        Hmm, moze to zalezy od postawy danej osoby wzgledem wykladowcy, ale... ja bym
        sie nie pogniewala, gdyby przyszedl do mnie na dyzur ktos z miasta podyskutowac
        o tym, czym sie zajmuje;)
        • autumna Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 11:03
          Ale to też zależy o jaką tematykę chodzi. Bo co innego pogadać o nurtującym zagadnieniu z zamiłowania do wiedzy, a co innego przyjść do fachowca od informatyki, bo się wzięło (za pieniądze oczywiście) zlecenie na zrobienie strony www i okazało się poniewczasie, że nie umie się tego zrobić. A to wyraźnie była taka sytuacja, więc bezczelność skrajna.
      • aiczka Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 12:17
        Może uczył ją w szkole ten sam nauczyciel fizyki co mnie. On nam parę razy
        doradzał, żeby, jak mamy jakiś problem, udać się na Wydział Fizyki UW, wpakować
        do gabinetu jakiegoś profesora i on nam na pewno bardzo chętnie pomoże. ^_^
      • tocqueville Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 13:28
        przecież wykładowca na uczelni państowej JEST urzędnikiem państwowym - jego
        pensja opłacana jest z budżetu, pochodzi ze składek podatników
        • carnivore69 Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 14:15
          Wiec?

          Pzdr.
        • niewyspany77 Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 17:48
          > przecież wykładowca na uczelni państowej JEST urzędnikiem państwowym - jego
          > pensja opłacana jest z budżetu, pochodzi ze składek podatników

          zapomniales tylko dopisac ze ten urzednik swiadczy swoje uslugi dla konkretnej
          grupy ludzi (studentow). tak samo w urzedzie pracy nie rejestrujesz auta ani w
          usc nie skladasz podania o paszport.
          • tocqueville Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 18:15
            niewyspany77 napisał:

            > zapomniales tylko dopisac ze ten urzednik swiadczy swoje uslugi dla konkretnej
            > grupy ludzi (studentow). tak samo w urzedzie pracy nie rejestrujesz auta ani w
            > usc nie skladasz podania o paszport.

            W urzędzie pracy nie rejestruję auta. Podobnie do specjalisty od pedagogiki nie
            pójdę po informacje dotyczące chemii organicznej. :)
    • tocqueville studenci ok 27.10.06, 09:52
      Studenci czasem po prostu sprawdzają wykładowcę: a może się uda
      jeśli robią to kulturalnie, to ok - taka gra :)

      nie miałem jakichś poważnych starć ze studentami
      jeśli nie mogę dać zaliczenia, grzecznie wyjaśniam dlaczego
      czasem studenci nie znają zwyczajów, regulaminu - informuje ich o kryteriach i
      warunkach

      takie przypadki jak opisujecie, to przecież margines, przynajmniej u mnie

      Ps: pracuje na niepaństowej uczelni
    • flamengista jakim cudem student ma twój numer? 27.10.06, 10:59
      Przecież to są jaja! Student może się kontaktować mailowo, mam też telefon w
      pracy który jest dla nich dostępny.

      Ale od mojej prywatnej komórki i telefonu domowego - wara!

      Przecież musisz mieć odrobinę prywatności. Jejku, co by się ze mną działo w
      sesji, gdyby studenci mieli mój numer;) Co 5 minut telefon, nawet o 2 w nocy i
      tekst w stylu: "panie magistrze, co dostałem(am) z kolokwium/egzaminu?"
    • rilian Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 16:56
      jako współadmin apeluję o kulturalne wyrażanie się (wykasowałem właśnie trzy
      posty, w których były słowa nie do końca cenzuralne, mimo, że rozumiem ich
      użycie - ale nie tu - oraz niezbyt sympatyczne określenie leniwych i olewczych
      studentów). bardzo proszę szanownych kolegów i koleżanki o nie zniżanie się do
      poziomu opisywanych przez siebie przypadków.

      pozdrawiam serdecznie!
      • aga9001 troche śmieszne :) 27.10.06, 17:06
        Sesja letnia za pasem......
        Godz. po 22
        Ja osoba młoda :) wraz z koleżankami siedzimy na swieżym powietrzu delektujemy
        sie chłodnym piwkiem i rozmawiamy o wysztkim i niczym. W pewnym momemncie obok
        przechodzi grupka studentów .... Z całej grupy wyrywa sie jeden,
        najodważniejszy i lekko zataczajac sie zbliża do stolika.
        Zatrzymał się , oparł o stolik i pyta: A Paaniii magister czemuu list z
        ocenami niee wywiesiłaa ?

        • rilian Re: troche śmieszne :) 27.10.06, 19:33
          heheheh
      • flamengista bez przesady 27.10.06, 21:21
        rillan, nie dość że praktycznie nie udzielasz się na forum, to jeszcze bawisz
        się w cenzora...

        Proponuję nabrać trochę dystansu do rzeczywistości, szczególnie tej wirtualnej.
        • autumna Re: bez przesady 29.10.06, 13:23
          Ech, Rilian w gruncie rzeczy zrobił przysługę autorom ocenzurowanych postów. Nie zapominajmy, że internet jest mniej anonimowy niż nam się często wydaje. Nie wiemy, kto tu zagląda - może nasi studenci? promotorzy? dziekani? koledzy z instytutu czyhający na ten sam etat co my? Abstrahując kompletnie od kwestii kultury osobistej (sianie wyrazami uważanymi powszechnie za wulgarne przez ludzi, którzy powinni reprezentować nieco wyższy poziom niż pierwszy lepszy żul, to temat na oddzielną dyskusję), choćby z tego względu odradzam nazywanie swoich studentów hołotą, nawet gdyby IQ mieli na poziomie nogi stołowej.
          • flamengista ładna ta latrynka;) 29.10.06, 17:17
            jw.
          • madaminka Re: bez przesady 30.10.06, 10:20
            Slowo HOLOTA az takim najgorszym nie jest w polskim slowniku....a poza tym
            czyzby nawet na forum wkradala sie polityka ukladow, strachu i cenzury???? bo
            czyta to promotor, nasi STUDENCI, koledzy.....a niech czytaja, w koncu ma byc
            to przestrzen na wymiane PRAWDZIWYCH doswiadczen i na refleksje na ich temat ,
            a nie na lek ze czyta to ktostam....Czasem mocniejsze slowo uzyte pozwala na
            dobitniejszy opis rzeczywistosci niz tysiac innych kurtuazyjnych.....A jak juz
            wspomnialam holota to przeciez nie jest tak tragicznie.
            • autumna Re: bez przesady 30.10.06, 12:24
              > wspomnialam holota to przeciez nie jest tak tragicznie.

              Ale jednak pogardliwe. Szacunek sam na nas nie spłynie z nieba, jeśli chcemy na szacunek zasługiwać, musimy zachować go dla innych - mimo wszystko. Trudno, admini są szurniętymi idealistami i chyba nie ma na to rady :-))))

              > czyzby nawet na forum wkradala sie polityka ukladow, strachu i cenzury????

              A w żadnym wypadku! To raczej marzenie, by choć ten kącik pozostał wolny od wzajemnego obrzucania się błotem, taplania w szambie. I od wulgaryzmów. Jestem w stanie zrozumieć wpis "w afekcie" - niech będzie, zdenerwowany człowiek czasem musi. Ale jeśli ktoś pieczołowicie wpisuje gwiazdki między literki, żeby przypadkiem automat GW bluzgu nie wykasował, budzi to mój głęboki niesmak. Nawet silne emocje można wyrażać bez słownictwa rynsztokowego. Tak by forum "Doktoranci" nie zmieniło się w forum "Pseudodoktoranci" (forumowi weterani wiedzą, co mam na myśli :-))
    • santorsola dzisiejszy "kwiatek" 27.10.06, 17:07
      właśnie zadzwonił do mnie mój sekretariat (pracujący do 16.00) czy nie mam
      przypadkiem numeru telefonu "gwiazdki", która w poniedziałek ma się bronić
      (jestem recenzentem) a nie złożyła indeksu przed obroną... Jeśłi ludzie na V
      roku robią takie numery to co się dziwić tym z młodszych lat? Choć zauważyłam,
      że jak sobie wychowałam kiedyś pierwszaków to na IV roku jeszcze pamiętali
    • flamengista a może mały konkurs? 27.10.06, 21:30
      Proponuję wybrać najlepszy "numer" naszych studentów.

      Ze swojej strony mam jeszcze to:

      Sytuacja wydarzyła się parę lat temu, gdy nasz zakład mieścił sie w tylko 2
      pokojach. Oba były ze sobą połączone. W jednym urzędowało dwóch profesorów, w
      drugim - reszta.

      Na skutek chwilowej awarii drzwi od pokoju szefa były zamknięte, więc studenci
      na konsultacje przeciskali się przez nasz, tuż obok mojego małego biurka. Jednak
      to było bardzo uciążliwe, a w dodatku studenci postanowili sobie uczynić
      "kolejkę" już u nas, czekając na audiencję u profesora.

      Wtedy nie wytrzymałem i w uprzejmych słowach wyjaśniłem, że właśnie drugie drzwi
      do pokoju profesora zostały odblokowane i w celu likwidacji kłopotliwej dla nas
      wszystkich sytuacji niech studenci wyjdą na korytarz, by czekać z drugiej
      strony. Na to studentka, która była pierwsza w kolejce zaczyna się przepychać,
      niemal wywracając moje krzesło i z uśmiechem na ustach mówiąc "ale dla nas to
      żaden problem";)
    • dr_lolo Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 21:40
      dawno temu zrezygnowalem z podawania innych namiarow niz e-mail i numer
      stacjonarnego telefonu (sluzbowego) studentom. oczywiscie moi dyplomanci znaja
      moje namiary komorkowo/gg/tlenowe, ale nigdy tego nie naduzyli. natomiast dawno
      dawno temu umieszczenie numeru komorki na mojej stronie www skutkowalo durnymi
      telefonami 24h/365. dosc!

      studentow trzeba traktowac z szacunkiem, ale tez trzeba szanowac siebie.
      przyjmuje ich wylacznie w godzinach swoich konsultacji, badz wymagam umowienia
      sie poprzez e-mail. gadajacych/przeszkadzajacych wyrzucam z wykladow. tepie
      chamstwo. oczywiscie w anonimowych ankietach czesc studentow skarzy sie, ze
      jestem niemily, ale coz. taka jest cena, za bycie wymagajacym i twardym.
      uczelnia jest dla studenta - zgadzam sie. ale jako pracownik
      naukowo-dydaktyczny, mam prawo do pracy naukowej przede wszystkim. to jest moja
      praca. nie musze wlazic studentom w d*. podobne podejscie mialem jak pracowalem
      przez rok na prywatnej uczelni i zaskarbilem sobie szacunek. tam obowiazywala
      generalna zasada wlazenia studentom w d*, czego nie akceptowalem. zasada nasz
      klient nasz pan nie obowiazuje wg mnie na uczelni. obowiazuja nas inne zasady
      motywacji zawodowej.
      • niewyspany77 Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 21:45
        dr_lolo napisał:


        > studentow trzeba traktowac z szacunkiem, ale tez trzeba szanowac siebie.
        > przyjmuje ich wylacznie w godzinach swoich konsultacji, badz wymagam umowienia
        > sie poprzez e-mail. gadajacych/przeszkadzajacych wyrzucam z wykladow. tepie
        > chamstwo. oczywiscie w anonimowych ankietach czesc studentow skarzy sie, ze
        > jestem niemily, ale coz. taka jest cena, za bycie wymagajacym i twardym.

        "Pani jest nietolerancyjna i nie wykazuje empatii dla studenta". Kolezanka tak
        uslyszala od pewnego dziekana, za to o czym mniej wiecej piszesz ;/
      • flamengista tak, uczelnia jest dla studenta 27.10.06, 21:49
        tyle ja rozumiem to w ten sposób: uczelnia jest dla kulturalnego i porządnego
        studenta. Dla niego trzeba się starać, oferując jak najlepszy produkt
        edukacyjny. Tym samym nie wolno iść po najmniejszej linii oporu i ustępować
        studentom-lesserom, których jedyną ambicją jest dostanie dyplomu i przebimbanie
        całego roku akademickiego.

        W przeciwnym wypadku deprecjonujemy wizerunek nauczyciela akademickiego, a nie
        szanując siebie, ośmieszamy równocześnie naszą uczelnię. W rezultacie kiedyś
        obudzimy się widząc siebie w dzienniku telewizyjnym, nagranego telefonem
        komórkowym, z koszem na głowie i obrzucanym papierkami przez naszych studentów.

        Po prostu pora zacząć się szanować. Dobrzy studenci to zrozumieją i docenią.
        Złych nam nie potrzeba.
      • carnivore69 Re: Ach, ci studenci:-/ 27.10.06, 22:03
        > zasada nasz klient nasz pan nie obowiazuje wg mnie na uczelni

        Pan przynajmniej w takiej samej czesci, jak udzial dochodow z dydaktyki w
        budzecie departamentu.

        Co do kultury, godnosci itp - pewne standardy sa oczywiste. Sprzedawca
        warzywniaka za rogiem rowniez nie zaakceptuje klientow wywracajacych mu skrzynki
        z pietruszka czy innym ziemniakiem (a w jego biznesie zasada powyzsza znajduje z
        pewnoscia zastosowanie).

        Pzdr.
        • santorsola Re: Ach, ci studenci:-/ 28.10.06, 09:27
          no to jeszcze jeden kwiatek:

          student przychodzi do mnie po zaliczenie, ma niewypełniony indeks. Każę mu
          powpisywać wszystko do rubryk, wna początek wpisuje złą nazwę przedmiotu, a
          potem pyta: "a pani nazwisko?"

          a mojej koleżance studentka powiedziała "przez Panią...., przez Panią to ja mam
          cukrzycę!!"
          • iwona_an Re: Ach, ci studenci:-/ 29.10.06, 19:45
            Właśnie wróciłam z zajęć i z zaciekawieniem przeczytałam Wasze obserwacje na
            temat studentów i powiem krótko nic dodać nic ująć.
            Dzisiaj pierwszy raz ostro zareagowałam na nieodpowiednie zachowanie kilku
            moich studentów podczas wykładu, nagadałam im publicznie, a co mi tam.
            Słuchajcie na ćwiczeniach usiedli w pierwszej ławce, a aktywni byli jak nigdy. -
            -
            Michaś i Michasia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka