flamengista
26.10.06, 22:08
Muszę sie wyżalić. Koniec października i na moich konsultacjach pojawiają się
"spady". Tak było co roku. Ale jest niestety coraz gorzej.
Już nie chodzi tutaj o coraz słabszy poziom, który prezentują. Ale o
elementarny brak dobrego wychowania. Słowem - totalna chamówa, słoma wystaje z
butów i zaśmieca mi pokój.
Mała próbka:
Sytuacja 1
Studentka niezapowiedziana zjawia się na moich zajęciach i oświadcza, ze chce
pisać kolokwium. Pomijam fakt, że wypadało się zapowiedzieć, może miałem inne
plany no i przygotowanie testu to też nie bułka z masłem. Nieważne. Pisze
kolosa, w połowie zajęć kończy, kładzie test na stół i PRZERYWA mi wykład
pytając się kiedy poprawię. Po zajęciach - mówię (chyba oczywiste, że nie
rzucę wszystkiego w środku zajęć!). Kończę zajęcia i w eksrpesowym tempie
poprawiam test. Mówię że zdała i zapraszam do mojego pokoju, bo muszę
sprawdzić ja w papierach - który to termin. Co słyszę? "Ach, skoro tak długo
czekałam, to mogę się i do Pana pofatygować".
Sytuacja 2
Przychodzi student po raz 3 zdawać ten sam materiał. Strasznie tego mało, w
sumie może 30 stron tekstu (duża czcionka). Zadaję jedno pytanie. Drugie.
Trzecie. Czwarte. Nic. Mówię że to koniec. A on oczywiście, ze się nauczył,
czy nie można jeszcze jednego pytania. Ja mu na to, że on się nie nauczył. Co
odpowiada? Prostolinijnie, rzecz jasna. "Ja tylko chcę zaliczyć". Ale Pan nie
umie - odpowiadam. A ten na to: "no, ale warto było spróbować". W totka chyba.
Sytuacja 3
Student wchodzi na zajęcia spóźniony o 50 minut. "Można?" - do mnie tonem
oznajmiającym. Ja na to, że nie - a on się awanturuje...
Sytuacja 4
Student który miał mieć prezentację spóźnia się o 15 minut na zajęcia. Gdy
pytam, czy raczy przedstawić swoją prezentację z pretnsją w głosie stwierdza,
że nie miał czasu. Gdy oznajmiam mu, że ma banię - jest oburzony.
Sytuacja 5
Student zjawia się przed dyżurem i stwierdza, że "musi zaliczyć". Zapraszam go
na dyżur. On na to, że jemu nie pasuje i przyjmuje postawę wyczekującą.
Dodaje, że termin przedłużenia sesji mu się kończy i dziekan nie podpisze
nowego pisma. I dodaje, ze do poniedziałku musi mieć zaliczenie. Zero
proszenia o dodatkowe spotkanie, odrobiny wyczucia sytuacji. Ja i moje
potrzeby, a pracownik uczelni ma być dla mnie dostępny 24 h na dobę, 7 dni w
tygodniu.
Odnoszę wrażenie, że zamiast na uczelni nauczam chyba w zawodówce, a może
nawet w przedszkolu. Dzieci i do tego źle wychowane.
Te 5 sytuacji to tylko z dzisiaj, żeby nie było wątpliwości.