Dodaj do ulubionych

Grant Promotorski - KWOTY

02.01.08, 17:03
Witam,

zlozylem w lipcu wniosek o grant, niedlugo bedzie rozstrzygniecie, ale mnie
interesuje wysokośc kwoty o jaką starają sie doktoranci.

Ja zlożyłem wniosek na grant promotorski na 2 lata, kwota okolo 45 000zl, w
tym jest zakup komutera, pensja i konferencja (bez zadnej innej aparatury,
dziedzina matematykla). U mnie na uczelni nikt nie byl w stanie mi powiedziec
o jaka maksymalnie kwotę mogę się ubiegać, więc powyższą kwotę wziałem z
grantu kolegi.

Podświadomie, moja matematyczna intuicja, podpowiada mi jednak, że mógłbym się
starać o większą kwote (możę 60 000?)
A jak było u was? Domyślam się że kwota zależy od dziedziny, bo czasem trzeba
kupić aparaturę, odczynniki, itd...
Obserwuj wątek
    • flamengista Re: Grant Promotorski - KWOTY 02.01.08, 18:52
      U nas standardowo roczny grant - to składa się o 25 tys. Niby max. to 30 tys.,
      ale ponoć to źle widziane i większość takich wniosków odrzucane. Czyli 60 tys.,
      o których wspomniałeś to trochę dużo. Moim zdaniem kwota 45 tys. na 2 lata to
      bezpieczna granica.

      Przeglądając wnioski z poprzednich lat zauważyłem jedną, gorszącą sprawę. Ja
      rozumiem, że jak się staramy o grant to chce się też dostać forsę do kieszeni. W
      końcu jest też obsługa grantu, która wymaga sporo czasu i papierkowej roboty.

      Rozumiem, że dla studenta-doktoranta grant to szansa na poświęcenie się
      wyłącznie badaniom naukowym i brak konieczności dorabiania.

      Ale jeśli ktoś pracuje na uczelni, ma normalną pensję i pisze o 25 tys., z czego
      połowę przeznacza na płace (tylko dla siebie, rzecz jasne) to moim zdaniem jest
      to przegięcie. O dziwo, takie wnioski były przyjmowane!

      Może jestem bardzo naiwny, ale to przecież są środki z budżetu, polski podatnik
      oczekuje że wyda się je na badania naukowe, a nie na napchanie wyłącznie własnej
      kabzy i kupienie wypasionego laptopa.

      Bo na napchanie kabzy po doktoracie są granty unijne;)

      Acha, ja złożyłem też w lipcu i ciągle się zastanawiam, czy na pewno tego grantu
      chcę. Poważnie! Z tzw. grantu własnego, który dostanę jak KBNowski nie wypali
      dostanę kilkanaście tysięcy, ale odpada dodatkowy recenzent, mnóstwo papierkowej
      roboty i środki są szybciej dostępne. Jedyny minus (?) - kasa jest tylko na
      sprzęt, książki i konferencje, nie można wypłacić sobie tych pieniędzy.
      • wichajster4 Re: Grant Promotorski - KWOTY 02.01.08, 22:06
        50000 zyli na 18 miesięcy. Na wynagrodzenia własne 15%. Hmmm te 15%
        to dużo czy mało? Czy mogę zapisać o większą ilość kasy dla siebie(
        na wynagrodzenia)?;)
        Ciekawe czy dostanę. Moja kumpela pisała o tą samą kwotę i też na 18
        miechów i dostała.
        • matdokt Re: Grant Promotorski - KWOTY 03.01.08, 03:03
          U mnie na wynagrodzenie idzie okolo 50%, koledzy tak mieli i dostali wiec ja tez
          tak napisalem:)
          • rrudi Re: Grant Promotorski - KWOTY 03.01.08, 15:13
            A ja złożyłam na 50 tys na 12 miesięcy, z czego 12500 to
            wynagrodzenie i grant dostałam.
            Nie przesadzajmy , wynagrodzenie to niewielkie kwoty w skali budżetu
            i podatnicy na pewno na tym nie ucierpią. A ile wynosi wynagrodzenie
            doktoranta (jeśli takie otrzymuje) to wszyscy wiemy...
            • wichajster4 Re: Grant Promotorski - KWOTY 03.01.08, 16:19
              Kurcze, to mnie podbudowałaś:) A napiszę o 15000 dla siebie! Co mi
              tam;)
              Ciekawe czy można przeksięgować pieniądze jak zostaną z badań na
              wynagrodzenie dla siebie. Wiem, że moja koleżanka przeksięgoawała
              kasę z aparatury na kasę na wyjazdy na konferencję, ale to już chyba
              zupełnie inna para kaloszy.
              • profes0r Re: Grant Promotorski - KWOTY 03.01.08, 19:02
                O ile dobrze pamiętam, jakoś na jesieni Ministerstwo wydało okólnik zakazujący
                takich rozwiązań.
            • flamengista ale to coś zupełnie innego 03.01.08, 20:24
              Celowo napisałem, że:

              dla mnie to nie jest do końca w porządku, że etatowy pracownik uczelni, asystent
              który dostaje normalną pensję jeszcze ściąga z 30 tys. grantu 50% na
              wynagrodzenia. A za pozostałe 15 tys. kupuje wypasiony laptop za 8 tys. i jedzie
              na wycieczkę zagraniczną (pardon, konferencję;)

              Co innego student-doktorant, który w najlepszym wypadku jedzie na samym
              stypendium. I z tego co piszesz, to u Ciebie wynagrodzenie stanowi zaledwie 25%.
              • rrudi Re: ale to coś zupełnie innego 04.01.08, 17:52
                W naszym instytucie zasady wynagrodzeń w grantach są jasno
                określone - jest to 25%. Instytut bierze 20 lub 25% a reszta jest
                przeznaczona na badania, sprzęt i konferencje/wyjazdy. Można jakieś
                niewielkie kwoty przesuwać do innych kategorii, ale nie można
                zwiększać wynagrodzenia. Wszystkie zmiany należy konsultować z
                ministerstwem. Nie słyszałam aby ktoś w grancie przeznaczył 50% na
                wynagrodzenia. U nas jest też tak, że na zagraniczną konferencję
                można pojechać jeżeli się wygłasza referat (nie poster:-) a więc
                taka znuwu wycieczka to nie jest. A finanse na droższe konferencje
                zdobywamy sami, finansujemy je z grantów lub projektów.
                • niewyspany77 Re: ale to coś zupełnie innego 04.01.08, 17:55
                  > Instytut bierze 20 lub 25%

                  Mozesz rozwinac?
                  • profes0r Re: ale to coś zupełnie innego 04.01.08, 20:15
                    "Koszty pośrednie" ?
                    • niewyspany77 Re: ale to coś zupełnie innego 04.01.08, 21:57
                      No to grant 25 kafli = kasa dla naukowca 7,5 kafla, krecenie lodow 7,5 kafla,
                      wypas maszyna 8 kafli, reszta na turystyke.

                      Kurde, az sie rozmazylem. I niech mi teraz ktos sproboje jejczec, ze nie ma kasy :)
                      • profes0r Re: ale to coś zupełnie innego 05.01.08, 14:55
                        Popraw mnie, jeśli się mylę, ale o wypas maszynie możesz zapomnieć -
                        sprzęt/książki z grantu po jego zakończeniu stają się własnością macierzystej
                        uczelni, chyba że kupisz je z wynagrodzenia. 2 lata temu na mojej uczelni była
                        akcja wyciągania od biorców grantów promotorskich z ostatnich lat książek
                        zakupionych za te pieniądze i przekazywania ich do biblioteki uczelnianej.
                        • flamengista w praktyce jest z tym różnie 06.01.08, 13:23
                          U nas laptop de facto staje się własnością grantobiorcy - oczywiście do czasu,
                          gdy na uczelni pracuje. Moim zdaniem to uczciwe, bo przecież pracuję na takim
                          sprzęcie przede wszystkim w domu - nie tylko licząc, pisząc, ale także odpisując
                          na maile studentów i prowadząc na tym sprzęcie zajęcia.

                          Co do książek - również pozostają one u grantobiorcy, w najlepszym wypadku w
                          jego zakładzie/katedrze.

                          Choć tutaj mam mieszane uczucia. Z jednej strony, z grantu kupuje się czasem
                          książki, które dobrze mieć zawsze pod ręką. W dodatku warto mieć ekstra książki
                          w katedrze, które można pożyczyć tylko swoim seminarzystom.

                          Z drugiej strony sporo książek w ten sposób leży bezużytecznie na półkach, mimo
                          że kosztowały 100 euro i więcej. A powinny być dostępne w bibliotece, dla
                          wszystkich.
                          • profes0r Re: w praktyce jest z tym różnie 06.01.08, 14:56
                            A u nas instytucji "książki w katedrze" po prostu nie ma, wszystko leży w
                            bibliotece wydziałowej. Ot, co uczelnia, to inny obyczaj.
                • matdokt Re: ale to coś zupełnie innego 05.01.08, 00:24
                  rrudi napisała:

                  > W naszym instytucie zasady wynagrodzeń w grantach są jasno
                  > określone - jest to 25%. Instytut bierze 20 lub 25% a reszta jest
                  > przeznaczona na badania, sprzęt i konferencje/wyjazdy. Można akieś
                  > niewielkie kwoty przesuwać do innych kategorii, ale nie można
                  > zwiększać wynagrodzenia. Wszystkie zmiany należy konsultować z
                  > ministerstwem. Nie słyszałam aby ktoś w grancie przeznaczył 50% na
                  > wynagrodzenia. U nas jest też tak, że na zagraniczną konferencję
                  > można pojechać jeżeli się wygłasza referat (nie poster:-) a więc
                  > taka znuwu wycieczka to nie jest. A finanse na droższe konferencje
                  > zdobywamy sami, finansujemy je z grantów lub projektów.

                  Ja pisalem o grancie promotorskim, ktorego kierownikiem bedzie promotor danego
                  doktoranta. Wiec z tego co wiem, kwestie ile sie wpisze w kosztorysie na pensje
                  a ile na konf/ksiazki/komputer/... nalezy uzgodnic z promotorem, tzn. wymagany
                  jest jego podpis. Z reguly promotorzy nie intersuja sie takimi kwotami, bo
                  zgodnie z przepisami promotor nie moze finansowo uczestniczyc w grancie
                  promotorski (moze tylko naukowo). U mnie w instytucie (moja dziedzina:
                  matematyka) jest regula, ze na pensje bierze sie 50%, tzn. wsrod kosztow
                  bezposrednich pensja stanowi 50%, a drugie 50% to "Inne koszty realizacji
                  projektu". Oczywiscie ministerstwo zawsze moze obciac kwoty, ale u nas rzadko to
                  sie zdarza jesli chodzi o granty promotorskie (czasami tak bywa z grantami
                  wlasnymi).
                • flamengista a tego nie rozumiem 06.01.08, 12:59
                  Przecież poster jest uznawany za wystąpienie konferencyjne.

                  Z całym szacunkiem dla twojego instytutu, ale to kompletna głupota.

                  Wystąpienia plenarne na niektórych zagranicznych konferencjach są zarezerwowane
                  dla największych tuzów. Na tej zasadzie ja mógłbym wyjechać na taką konferencję
                  dopiero po otrzymaniu Nobla, albo w najlepszym wypadku po 10 artykułach w AER. A
                  przecież kontakt z lepszymi od siebie jest konieczny, by móc robić postępy.

                  Dodam, że na takich konferencjach selekcja obejmuje również wystąpienia
                  posterowe - i tak nieliczni mają taką szansę.

                  Słowem poster posterowi nierówny. Co więcej, często autor postera ma szansę na
                  wnikliwsze komentarze, niż prelegent z sesji.
                  • carnivore69 Re: a tego nie rozumiem 06.01.08, 15:43
                    > dla największych tuzów. Na tej zasadzie ja mógłbym wyjechać na
                    > taką konferencję dopiero po otrzymaniu Nobla, albo w najlepszym
                    > wypadku po 10 artykułach w AER.

                    O jakiejs intergalaktycznej konferencji piszesz? Bo w ukladzie slonecznym nie ma
                    zadnej, przy ktorej prelegenci musieliby spelniac takie wymagania. (Stad w wielu
                    miejscach niechec do finansowania wyjazdow z wylacznie posterem.)

                    Pzdr.
                    • flamengista Re: a tego nie rozumiem 08.01.08, 10:20
                      Na przykład ta:
                      www.eaps.nl/activities/epcs.html
                      • carnivore69 Re: a tego nie rozumiem 08.01.08, 15:30
                        Chyba nie twierdzisz, ze wszyscy z owych prezentujacych afiliowanych w Warnie,
                        Salonikach czy Brnie ma 10 aer-ow. (Stawiam dobre whisky, ze 90% nie ma zadnego.)

                        Poza tym - na konferencjach takich AEA, ES czy EEA (czyli wyzej juz niz nie ma)
                        mozesz zaprezentowac paper nie majac w swoim CV ani jednej publikacji. Wazne po
                        prostu, zeby Twoj prezentowany artykul byl wystarczajaco ciekawy.

                        Pzdr.
              • angelik1 Re: ale to coś zupełnie innego 05.01.08, 15:27
                pensja asystenta nie jest dużo wyższa od stypendium...
                Nie rozumiem dlaczego jeden miałby dostać wynagrodzenie a drugi nie.
                • angelik1 Re: ale to coś zupełnie innego 05.01.08, 15:33
                  Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że asystent duzo zarabia, więc
                  pieniędzy nie potrzebuje a doktorant ma tylko stypendium, więc się
                  należy
                  • niewyspany77 Re: ale to coś zupełnie innego 05.01.08, 15:52
                    Ja tylko zauwaze, ze asystent pensje musi dostac, zas doktorant niekoniecznie ma
                    stypendium.
                  • flamengista jeszcze inaczej 06.01.08, 13:31
                    To ujmę to w ten sposób.

                    Moim zdaniem jesteśmy zbyt biednym krajem, by szczupłe środki z badań przejadać
                    dodatkowo na wynagrodzenia. Środki z KBN powinny iść przede wszystkim na
                    BADANIA, następnie na wyjazdy konferencyjne, dopiero potem na książek i wreszcie
                    sprzętu. Przynajmniej w naukach społecznych.

                    Przez badania rozumiem zamówienie zbierania danych przez wyspecjalizowaną
                    instytucję, ew. opłacenie ankieterów i statystyka do opracowania materiału. Ew.
                    zakup dostępu do baz danych.

                    Jeszcze rozumiem, jak z grantu promotorskiego na wynagrodzenia pójdzie do 25%
                    środków, szczególnie gdy grantobiorca jest studentem studiów doktoranckich,
                    mającym śmieszne stypendium (częściej tego stypendium w ogóle nie ma). Ale to i
                    tak półśrodek, bo wynagrodzeń być nie powinno!

                    Gdyby zlikwidować wynagrodzenia z grantów KBNowskich, od razu 50% potencjalnych
                    cwaniaków zrezygnowało by z aplikowania, pozostali by na placu boju ci, którzy
                    chcą się rozwijać naukowo.

                    W dodatku wpłynęło by to stymulująco na liczbę wniosków o granty unijne, w tej
                    mierze jesteśmy w Europie na szarym końcu.
                    • niewyspany77 Re: jeszcze inaczej 06.01.08, 14:59
                      Pozwalam sobie wtracic moje 3 gr.
                      - jestesmy tez zbyt biednym krajem by kupywac "aparature badawcza" w rodzaju np.
                      laptopa za kilka srednich krajowych do zadan typowo biurowych. Idac dalej mozemy
                      zadac specjalnej komorki do kontaktow z uczelnia plus auta bo trzeba dojechac i
                      takie tam ;)
                      - o ile zbieranie danych moze byc klopotliwe (tzn zbieranie ankiet i
                      przenoszenie wynikow do pliku) o tyle analiza tych danych powinna byc robiona za
                      kase wlasna (jak ktos leniwy) albo samodzielnie. Az tak strasznie czasochlonne
                      to nie jest, nie przesadzajmy. Oczywiscie jesli wszystko traktowac jako
                      "zawracajdupy" to mozemy rownie dobrze rozwijac nauke na podstawie pomyslow z
                      prac licencjackich i magisterskich.
                      - kasa na baze danych to troche abstrakcja, bo to chyba minimum przyzwoitosci
                      dla szanujacej sie uczelni, by takowa zapewnic (nie tylko dla kadry ale jako
                      swobodny dostep do biblioteki).
                      - co do konferencji to finansowany powinien byc tylko taki, gdzie delikwent jest
                      uczestnikiem aktywnym, bo jak nie to jest zwykla turystyka.
                      - co do wynagrodzen w pelni sie zgadzam. kasa na badania powinna byc na badania
                      a nie na badania, zbytki i do kieszeni. To tylko zacheca do manipulacji.
                      • rrudi Re: jeszcze inaczej 07.01.08, 16:36
                        Nie mogę naprawdę zrozumieć jak można się domagać aby doktoranci czy
                        też asystenci (sama jestem asystentem) pracowali za tak małe kwoty i
                        nie brali pieniędzy (tez małych) za granty.
                        Po pierwsze, nie jest tak bardzo łatwo ten grant promotorski dostać,
                        i jeżeli się go dostanie to za poniesioną pracę powinno się dostać
                        wynagrodzenie.
                        Dalej, często doktoranci pracujący w dzidzinie nauk ścisłych czy
                        przyrodniczych itp. nie mogą sobie pozwolić na dodatkową pracę bo
                        siedzi się całymi dniami a często i weekendami w labie(nie wiem jak
                        to naprawdę wygląda u humanistów).
                        Na prowadzenie badań potrzeba dużych pieniędzy i te marne grosze
                        jakie dostają doktoranci czy asystenci nie uratują polskiej nauki a
                        umożliwiają młodym ludziom pracę naukową. Może spójrzmy z innej
                        strony - coraz mniej ludzi interesuje się pracą naukową a najlepsi
                        idą do firm bo nie widzą szansy na utrzymanie się za 1000zł. Jak
                        ktoś chce naprawdę rzetelnie pracować naukowo to powinien dostawać
                        za to wynagrodzenie bo ta praca wymaga bardzo dużo czasu.
                        A co do konferencji to się zgadzam - jechanie jako "widz" nie
                        powinno byc opłacane z instytutowej kasy.
                        A u nas jest tak - wynagrodzenia są małe ale jest szereg premii za
                        aktywność, publikacje, osiągnięcia.
                        • niewyspany77 Re: jeszcze inaczej 07.01.08, 18:54
                          Co do czesci pierwszej to zaczynamy sobie tutaj dyskuowac na temat bardzo
                          problematyczny, czyli taki, czy pisanie doktoratu to praca czy nie, czy
                          wynagrodzenie sie nalezy czy nie, i ile tego ma byc. I tym sie nie zajmuje
                          tutaj, wiec nie uwazam za jakikoliwke argument.

                          Zas co do istoty problemu: ja uwazam, ze WYNAGRODZENIEM, moze niezwykle ciezkim
                          do oszacowania, jest zdobycie stopnia dr. Zakladanie ze wszystko powinno byc za
                          darmo, a jeszcze by nam za to placili, jest niezwykle trudne do ogarniecia - dla
                          mnie. Kasa ma byc na badania, wzglednie na udokumentowane potrzebne wydatki etc,
                          ale w zadnym przypadku do kieszeni.
                          Zysk w wymiernych zlotowkach moze dac to, co za grant splodzisz i do tego mozesz
                          juz moim zdaniem miec prawo.
                          Zauwaz, ze za darmo dostajesz, a co pomijasz, takie pikusie jak a) studia (warte
                          2 tysiace wzwyz za semestr, a czesto i 4 za semestr), darmowe otwarcie przewodu
                          z darmowymi recenzjami (typowy koszt przewodu z recenzjami to obecnie ok 7 tysiecy).
                          Nie mam nic przeciwko grantom - bierzcie, robcie, korzystajcie. Ale niech
                          zyskiem z tego bedzie to, co opublikujecie, wynajdziecie, opatentujecie.

                          Ale z grantu do kieszeni - jak dla mnie zdecydowanie nie. I argument, ze etatu
                          nie ma, stypendium nie ma - dla mnie nie jest tu argumentem. Jesli kasa za prace
                          ma byc - ok ale niech bedzie ujmowana jako stawka za wykonanie zadania,
                          wynagrodzenie, salary, stypendium, scholarship cokolwiek - ale NIE kasa z grantu.

                          No chyba ze nagle odkryjemy, ze pod Polska mamy sklad ropy na 100 lat. Wtedy
                          bedzie nas stac.
                          • gagolek Re: jeszcze inaczej 07.01.08, 22:39
                            widzisz Niewyspany w naukach przyrodniczych w Polsce doktoranci to
                            glowna sila robocza i bez problemu moga znalezc miejsce na doktorat
                            za granica ze stypendium. Nawet w USA na wielu uczelniach mozesz
                            liczyc na stypendium i oczywiscie nie placisz z wlasnej kieszeni za
                            takowe studia a robi to szef z grantu. Malo tego, jesli decydujesz
                            sie na jednoczesne robienie doktoratu z nauk biomedyczbnych i
                            studiowanie medycyny (program MD/PhD)nie tylko nie placisz za studia
                            medyczne (tak okolo 50 000USD rocznie) ale mozesz tez mozesz liczyc
                            na dodatkowe stypendium. W przypadku wiekszosci stypendiow dla
                            doktorantow przyznawanych z zewnatrz jest oczywiscie przwidziana
                            kasa na place.
                            Jesli sie chce aby ktos w Polsce zajmowal sie biochemia, biologia
                            molekularna, chemia na powaznie nie mozna wymagac, aby ci ludzie do
                            30 roku zycia byli na garnuszku rodziny. To raz, dwa doktoranci
                            musza sie uczyc jak zdobywac pieniadze na badania, a koszty badan to
                            rowniez pensja. W innym wypadku nikt dobry przy zdrowych zmyslach
                            nie bedzie nawet rozwazal pozostania po studiach w Polsce, skoro
                            tyle mozliwosci czeka za granica!
                            • niewyspany77 Re: jeszcze inaczej 07.01.08, 22:54
                              No widze gagolek, ale tez od razu na wstepie wsponialem, ze sprawa stypendiow
                              czy pensji to jedno a kasa z grantow co innego :)

                              Jednak nadal uwazam, ze koszty badan to nie pensja. Pensja powinna byc
                              rozwiazaniem calkowicie niezaleznym od pieniedzy na badania. Z kolei nie
                              bierzesz pod uwage, ze kazdy grant jest na jakis cel, ma przyniesc jakis efekt.
                              Moim zdaniem roziwazanie proponowane przeze nie jest lepsze - zarobic mozna na
                              efektach, co moim zdaniem powinno byc bardziej motywujace.

                              Bo jesli mam sobie krzyknac 10 tysiecy za badania, ktore rozsadnie sfinansuje
                              kosztem 1 tysiaca, ale musze miec 2,5 tysiaca pensji, 2,5 odpalic niewiadomo
                              gdzie, za 4 tysiaki kupic wypas laptopa i wydac 1 na badania - to raczej
                              nieporozumienie.

                              • gagolek Re: jeszcze inaczej 08.01.08, 17:24
                                Sadze, ze znacznie bardziej motywujacy jest system amerykanski, w
                                ktorym granty finansuja zarowno zakup odczynnikow i sprzetu jak i
                                pensje. To wszystko sklada sie na koszty badan. Taki system swietnie
                                wymusza jednak robienie czegos, poniewaz utrata grantu rowna sie
                                utracie znacznej czesci dochodow, a w wielu przypadkaxch i
                                stanowiska.
                                Pamietaj, ze aby dostac grant musisz zaprezentowac wyniki wstepne i
                                plan pracy oraz co zmaierzasz osiagnac. Nawet o grant poromotorski
                                mozesz sie starac na koncowym etapie swojej pracy. W przypadku
                                kolejnych grantow brane jest rowniez pod uwage to czego juz
                                dokonales. Poprawa finansowa po otrzymaniu grantu motywuje, aby o
                                niego sie starac. Zyski z patentow sa zbyt odlegla perspektywa i
                                dotycza ostatnich osob w ogniwie badan.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka