Dodaj do ulubionych

No i stało się - zwolnienia na uczelni w Łodzi

31.01.09, 19:18
Po kilku latach świadomości , że mam stabilne zatrudnienie , przyszła informacja:

www.umed.pl/pl/?dir=akt&mn=tresc-komunikat&txt=798
Będą zwolnienia. Z pewnością kryterium zwolnienia nie będą osiągnięcia, liczba
i jakość publikacji tylko...
Jak powiedział publicznie syn pewnego profesora :"Mam to gdzieś, moja rodzina
zostanie". A wspomnę, że pracują wszyscy na UM....
Obserwuj wątek
    • chill Re: No i stało się - zwolnienia na uczelni w Łodz 31.01.09, 21:38
      Może nie będzie tak źle... z tego co wiem, nasz nowy rektor to całkiem skuteczna
      miotła do wymiatania różnych krewnych i znajomych przysłowiowego królika... ;)
      Oby tak było!!!
      • rupertor Chcialbym żeby wymiótł znajomych..... 08.02.09, 11:06
        Wszyscy na UM liczyli , że nowy Rektor to zrobi. Ale coraz więcej zwykłych
        asystentów widzi , że znajomi zostają i są premiowani. Obym się mylił.....
    • 0oo.owieczka Re: No i stało się - zwolnienia na uczelni w Łodz 31.01.09, 21:43
      Nie tyle zwolnienia, ile zmniejszenie nadgodzin. To można przeżyć.
      • chill Re: No i stało się - zwolnienia na uczelni w Łodz 31.01.09, 21:56
        I tak w większości zarobkujemy w inny sposób... Dla mnie zmniejszenie pensum
        dydaktycznego jest nawet na rękę-więcej czasu mogę poświęcić na dobrze płatne
        wykłady na kursach szkolenia ustawicznego i tym podobnych...
        • oluuu Re: No i stało się - zwolnienia na uczelni w Łodz 01.02.09, 20:25
          Wtrącę się do dyskusji, choć ja z innej parafii:-).
          Ten dokument UM sugeruje co innego.
          Możliwości są dwie i się nie wykluczają:
          1. Mniej godzin dydaktycznych łącznie, bo więcej studentów na zajęciach.
          2. Większe pensum, bo wówczas potrzeba mniej pracowników do obsługi tej samej
          liczby godzin.

          Wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że oprócz 1. będzie stosowane 2.
          1. dotyka studentów i jakości kształcenia, a 2. dotyka wykładowców i ich kieszeni.
    • flamengista czy ja wiem? 01.02.09, 07:42
      Z tego komunikatu wynika, że zwolnienia to ostateczność. Chcą za to ograniczyć
      koszty - tu im się nie dziwię.

      Na przykład na naszej uczelni nagminne jest to, że nawet w danym zakładzie jeden
      pracownik nie wyrabia pensum, drugi - ma nadgodziny w wysokości 50% pensum. I te
      nadgodziny się wypłaca, bo się argumentuje że pierwszy zajęć wziąc nie mógł, bo
      się na nich nie zna. Teraz jest presja, by je wziął mimo wszystko...

      Może moja uczelnia jest wyspą szczęśliwą, ale słyszę właśnie o przypadku, że NIE
      DA się zwolnić pracownika - mimo zerowych wyników pracy i zakończenia kontraktu.
      • aistionnelle Re: czy ja wiem? 02.02.09, 17:01
        U nas od ładnych paru lat (prawdę mówiąc nie pamiętam żeby było
        inaczej) mowy nie było żeby ktokolwiek w zakładzie (katedrze) miał
        nadgodziny a inny był niedopensowany.Pamiętam jak zaczynałam i
        dostałam zajęcia "po kimś " na urlopie, zwolnieniu, nie pamiętam. Na
        moje nieśmiałe, że nie wiem czy sobie poradzę, bo sie na tym nie
        znam usłyszałam "to się pani pozna, im szybciej tym lepiej".Potem
        doszło do zwiększenia liczby studentów w grupie do uwaga -45 !Był
        taki rok, na którym było tyle osób no i jedna grupa, bo władze
        orzekły, że to w sam raz. Makabra.Teraz oczywiście będą cięcia i to
        obawiam się osób zwykłych, nietykalni pozostaną, mimo nieróbstwa, ze
        względu na to, że "dobrymi nauczycielami są ",ze względu na bliskość
        stołka i wiele innych, trudnych do logicznego uzasadnienia
        kryteriów:-((
        • adept44_ltd Re: czy ja wiem? 02.02.09, 19:19
          teoretycznie, jeśli wejdą nowe zasady finansowania, uczelni nie powinno się to
          opłacać, ale obawiam się, że masz rację... zresztą już widziałem na rw takie
          głosowanie nad znajomym byłego prorektora (twierdzącego, że należy zwalniać
          nierobów)...
    • med_doc NIESTETY, JEDNAK ZWOLNIENIA 02.02.09, 15:43
      Niestety, na UM w Łodzi będą zwolnienia. W poniższym linku komunikat prorektora:

      www.umed.pl/pl/?dir=akt&mn=tresc-komunikat&txt=802
      W moim zakładzie jest asystent z dużym dorobkiem. Zatrudniony najkrócej ze
      wszystkich. Ma już powiedziane, że jezeli ktoś to on...
      Zięć byłego prorektora i drugi z ojcem rektorem przez 10 lat nie zrobili nic i
      śpią spokojnie.
      • flamengista powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 03.02.09, 19:29
        Nie wiem, czy uczelnie medyczne niż dotyka bardziej niż ekonomiczne, czy to
        kwestia zarządzania...

        U nas po prostu ludzi się nie zwalnia. Nawet tych, których POWINNO się zwolnić.

        Ach, faktycznie coś się zmieniło. Coraz mniej zatrudniamy asystentów-magistrów.
        Za to są dzienni doktoranci - mają ponoć prowadzić zajęcia;)
        • mirusz Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 07.02.09, 14:56
          flamengista napisał:
          > Ach, faktycznie coś się zmieniło. Coraz mniej zatrudniamy asystentów-magistrów.
          > Za to są dzienni doktoranci - mają ponoć prowadzić zajęcia;)

          A co, do tej pory nie prowadzili?
          • flamengista Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 08.02.09, 18:48
            A skąd!

            Jak ktoś płacił 5 tys. za semestr, to miał jeszcze zajęcia za friko prowadzić?

            Do tej pory mieliśmy tylko doktoranckie niestacjonarne, płatne.

            Przy okazji jestem bardzo ciekawy tego eksperymentu, bo przecież ogranicza się
            liczbę godzin dla ćwiczeń i konwersatoriów - w ramach oszczędności. Jakie więc
            zajęcia będą oni prowadzić - skoro wykłady można prowadzić od dr wzwyż?
            • tocqueville Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 08.02.09, 19:01
              ja prowadziłem wykłady jako magister
              egzaminy też przeprowadzałem
              nie ma takich ograniceń, że mgr nie może prowadzic wykładu
              • adept44_ltd Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 08.02.09, 19:47
                :-)tu zasada wyłączonego środka nie działa... nie wiem, czy to jest zapisane,
                ale zdaje się tak, bo znam przypadek starszego wykładowcy mgra, który robił
                aferę w MEN-ie o to i okazało się, że nie może...
                • tocqueville Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 08.02.09, 19:56
                  zatem proszę o podstawę prawną
                  • adept44_ltd Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 08.02.09, 22:09
                    niestety, nie znam... u mnie to jest tak, że musi się zgodzić rada wydziału...
                    • charioteer1 Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 08.02.09, 22:12
                      adept44_ltd napisał:

                      > niestety, nie znam... u mnie to jest tak, że musi się zgodzić rada wydziału...

                      Na magistra?
                      • pr0fes0r Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 09.02.09, 00:26
                        U mnie tak samo; nawet doktorom trzeba zezwalać na prowadzenie wykładów,
                        natomiast (starsi) wykładowcy ze stopniem magistra nie mają do tego prawa wcale.
                        • dala.tata Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 09.02.09, 00:33
                          u mnie jest podobnie. ale nie jest to zgoda 'na prowadzenie wykladow', ale zgoda
                          na prowadzenie wykladow z konkretnego przedmiotu.
                        • tocqueville Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 09.02.09, 08:58
                          nie mówię o starszych wykładowcach, ale o asystentach
                          no chyba, że u was zamiast asystentów są doktoranci
                          u nas jest potrzebna zgoda rady wydziału na prowadzenie wykładu przez
                          magistra-asystenta, to fakt
                          • pr0fes0r Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 09.02.09, 13:11
                            U nas asystentów nie ma, pozbyliśmy się ich dobre kilka lat temu.
                            • tocqueville Re: powtarzam - u nas wręcz przeciwnie 09.02.09, 13:17
                              :) a u nas są
                              • flamengista u nas są, ale się to kończy 09.02.09, 18:54
                                Asystentów nowych prawie się nie zatrudnia, profesorowie wiążą olbrzymie
                                nadzieje ze studiami doktoranckimi. Zobaczymy jak to się skończy - za 4-5 lat
                                będzie można powiedzieć coś więcej.
                                • mirusz Re: u nas są, ale się to kończy 09.02.09, 19:00
                                  flamengista napisał:

                                  > profesorowie wiążą olbrzymie
                                  > nadzieje ze studiami doktoranckimi.

                                  Tzn. jakie nadzieje? Że doktoranci zastąpią studentów, których wyssie np. niż
                                  demograficzny czy doktoranci się obronią i zasilą kadry naukowe uczelni?
                                  • flamengista to znaczy 10.02.09, 09:18
                                    że:

                                    1. będą dodatkowi studenci w dobie niżu
                                    2. będą dodatkowi, darmowi pracownicy którzy odwalą zajęcia za darmo i bez dyskusji
                                    3. doktoranci będą zdyscyplinowani i będą robić za przysłowiowych Murzynów -
                                    każdy będzie afiliowany w danej katedrze/zakładzie - a profesorowie liczą, że
                                    będą tam siedzieć po 8 godzin i odwalać za nich czarną robotę.

                                    O ile punkt 1 się sprawdza, a pkt 2 jest możliwy (choć nie widzę zajęć, które
                                    doktoranci mają prowadzić - w nowych programach strasznie tnie się ćwiczenia) to
                                    pkt. 3 jest nierealny. Doktoranci, którzy do nas przyjdą będą mieć
                                    prawdopodobnie zatrudnienie gdzie indziej, nie będą mieć czasu na pracę naukową.
                                    A na doktoranckie przyjdą po papierek. Może uda się znaleźć pojedynczych
                                    naiwnych, ale to będą wyjątki.
                                    • mirusz Re: to znaczy 10.02.09, 13:00
                                      To prawda co piszesz. To, że uczelnie czy profesorowie, wykorzystując studia
                                      III-go stopnia, robią jak im wygodnie to raczej naturalna tendencja i mnie już
                                      nie dziwi. Wszak męczy mnie trochę, że to ministerstwo wzmacnia ten dziwaczny
                                      trochę pozorowany układ, kreując taki a nie inny algorytm finansowania
                                      (zdecydowanie stawiający na ilość głów, a nie jakość, motywując wręcz do patologii).
              • flamengista ograniczeń niby nie ma 09.02.09, 09:11
                tyle że u nas wykłady może prowadzić de facto tylko dr hab. I taki jest zwyczaj
                na uczelni.

                Doktor może dostać tzw. veniam ligendi czy jakoś tak. A więc prawo do
                wykładania, nadane przez radę wydziału.

                Z kolei magister prowadzący wykład to ewenement - na to musiałby dać zgodę dziekan.

                Nie wiem, co to znaczy "u was", ale kontrola PKA jakby wykryła taki proceder, to
                by się zastanowiła nad akredytacją... W końcu chodzi o kompetencje takiego
                wykładowcy.

                Nie wykluczam, że może dojść do sytuacji, że doktoranci będą prowadzić regularne
                wykłady (nie konwersatoria - to coś innego) - ale to doprowadzi do radykalnego
                obniżenia i tak niskiego poziomu dydaktyki na polskich uczelniach.
    • sammy456 Niestety, nic nie da się zrobić... 06.02.09, 12:43
      Chyba jednak bez zwolnień się nie obędzie. Jak wynika z informacji z internetu
      liczba niepotrzebnych etatów jest duża.
      Myślę, że nie wszyscy z tego forum rozumieją specyfikę takiej uczelni.
      Uniwersytet Medyczny to jednak bardzo różna uczelnia od "normalnego"
      uniwersytetu. Znaczna część kształcenia odbywa się w szpitalach. Często
      nieuniwersyteckich. Wtedy nauczyciele akademiccy mają etat na uniwersytecie plus
      cały lub część etatu szpitalnego na pracę z pacjentami. Poza tym są tam też
      lekarze , którzy nie są wykładowcami akademickimi. Nawet jak uniwersytet zwolni
      ludzi to zostaną oni na etatach szpitalnych i będą zmuszani do pracy ze
      studentami. Tak jest już teraz. Więc dydaktyka będzie "szła" i nikt nic nie
      zauważy. Zapytacie dlaczego zgadzamy na taki wyzysk? Bo panowie profesorowie
      medycyny mają zdanie decydujące we wszystkim w medycynie. Decydują o etatach
      (nawet w szpitalach powiatowych) a przede wszystkim decydują kto otworzy lub nie
      specjalizację lekarską. Tak więc przygryzamy język i pracujemy za darmo. Sam
      robię doktorat na studiach niestacjonarnych , czyli płacę za niego. A itak
      prowadzę zajęcia ze studentami ,nawet takimi co płacą . Pieniądze bierze mój
      promotor...
      Niedawno były podwyżki płac minimalnych na UM w Łodzi. Teraz jest wielka
      awantura, bo córki, synowie, zięciowie i synowe członków rad wydziałów ich nie
      dostali. Myślicie , że to walka z nepotyzmem? Nic bardziej mylnego. Po prostu
      mieli tak duże stawki, że płace minimalne po podwyżce są niższe niż ich pensje.
      Walczą oni teraz o podwyżkę "proporcjonalną". Tak więc czarno to wszystko widze.
      • krysiulka Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 13:34
        > Tak więc przygryzamy język i pracujemy za darmo. Sam
        > robię doktorat na studiach niestacjonarnych , czyli płacę za niego. > A i tak
        prowadzę zajęcia ze studentami ,nawet takimi co płacą . Pieniądze bierze mój
        > promotor...

        Ruszyłeś moje sumienie.
        Chciałam więc napisać, że PRZEPRASZAM, że narzekałam, będąc dzienną doktorantką,
        mając stypendium wysokości 1250 zł (wraz z dodatkiem za szkodliwe warunki
        pracy), a później 1175 zł (bo w trakcie studiów nam stypendia obniżyli), mając
        pełno płatnych nadgodzin i harując na uczelni przez cztery lata od rana do nocy,
        by jeszcze co nieco zbadać, opisać i opublikować.
        Przepraszam!!!
      • mirusz Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 17:38
        sammy456 napisał:

        > Tak więc przygryzamy język i pracujemy za darmo. Sam
        > robię doktorat na studiach niestacjonarnych , czyli płacę za niego. A itak
        > prowadzę zajęcia ze studentami ,nawet takimi co płacą . Pieniądze bierze mój
        > promotor...

        Jak czytam takie rzeczy to wydaje mi się, że całe to "doktoranctwo" w ramach
        studiów III stopnia to coraz większe bagno. Koszmar i wykorzystywanie
        determinacji doktorantów.
        • adept44_ltd Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 17:57
          to może warto by się za to zabrać, zbiorowo, co??? podpowiem - zwłaszcza teraz,
          kiedy jesteście cennym nabytkiem dla uczelni... w związku z tym zresztą wiele z
          nich będzie was robiło w konia, ale może warto jednak ponegocjować swoją siłą???
          • krysiulka Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 19:59
            >...ale może warto jednak ponegocjować swoją siłą??

            Powiem Ci z własnego doświadczenia - gdy nam z nieznanych przyczyn obniżyli
            stypendium, nie było możliwości zaprotestowania, bo ludzie się przestraszyli, że
            stracą posady i z tego lęku nie wychylali się. Tak, mówię serio!
            Był jeden zakład na innym wydziale z nieprawdopodobną liczbą godzin
            dydaktycznych, w którym sześćdziesięciu doktorantów złożyło wypowiedzenia - i
            tamtym stypendiów nie obniżono.
            Jednak u mnie na wydziale takie solidarne działanie było nie do przeprowadzenia.
            Niewykluczone, że podobnie jest także gdzie indziej.
            • adept44_ltd Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 20:06
              zdaję sobie sprawę... (zresztą to dotyka również pracowników), ale może warto
              spróbować? powtarzam - zwłaszcza teraz, kiedy to uczelnie polują na doktorantów?
              może warto zacząć od założenia tu wątku "Gdzie i dlaczego nie studiować na
              doktoranckich"? może warto uruchomić istniejące stowarzyszenia doktorantów itp.
              itd., rozmawiać z Kudrycką...
              • dala.tata Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 21:09
                zgadzam sie tu z krysiulka - mysle ze to jest nie do przeprowadzenia, wlasnie ze
                strachu. gdyby wszyscy doktoranci nan przyklad zagrozili odejsciem, mysle ze
                bylby to prysznic na uczelnie. ale czy ja, na przyklad, na miesiac przed
                zlozeniem pracy do obrony zdecydowalbym sie na to? bez gwarancji bezpieczesntwa
                mysle ze byloby trudno.
                • adept44_ltd Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 21:17
                  ale może coś by się dało...
                  bo w istocie jest tu taka drabina pokarmowa: państwo daje mało uczelniom - te
                  zamiast powiedzieć: "basta", kombinują i to m. in. kosztem doktorantów. Bo myślę
                  sobie, że gdyby ich nie było do prowadzenia zajęć, to by była katastrofa pewnie
                  i trzeba by zatrudniać asystentów...
                • krysiulka Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 21:30
                  > zgadzam sie tu z krysiulka - mysle ze to jest nie do przeprowadzenia, wlasnie
                  ze strachu.

                  Pomyślałam chwilę o tym, przypomniałam sobie sytuację sprzed kilku lat - moim
                  zdaniem to wynika z konformizmu. Bo wygodniej siedzieć cicho i gryzmolić
                  doktorat, niż narażać się "za miliony" i ryzykować np. późniejsze zatrudnienie
                  po ustawionym konkursie.[Zdecydowanie nie moja filozofia.]
                  A może takie sytuacje mają miejsce głównie w środowiskach, gdzie wartość
                  merytoryczna działalności naukowej jest na dalszym planie?

                  Przypomniał mi się inny kwiatek: na początku października "przyjęto na gębę"
                  (czyli dano czarną robotę do zrobienia) dwie nowe doktorantki, prymuski, broniły
                  mgr w czerwcu.
                  Dziewczyny były przekonane, że dostaną stypendium od października - jakież było
                  ich zdziwienie (i płacz), gdy okazało się, że że stypendium uczelnia wypłaci
                  dopiero od grudnia! Byłam już wtedy na III roku,poczułam się więc w obowiązku
                  bronienia słabszych i poszłam do mojego promotora (szefa katedry) z prośbą, żeby
                  COŚ zrobił, bo one są bez pieniędzy od czerwca i bardzo liczyły na
                  październikowe stypendium - usłyszałam, że nic się nie da zrobić.
                  Cóż - wystarczyło wcześniej poinformować, że stypendium uczelnia zapłaci dopiero
                  w grudniu - ale w tej sytuacji czarna siła robocza nie brałaby się raczej do
                  prowadzenie dydaktyki za free, nieprawdaż?

                  Ale widzę, że ta sytuacja nie umywa się nawet do paskudnych warunków innych
                  doktorantów, więc proszę nie odbierać moich słów jako narzekanie, lecz jako
                  informację...

                  Moja prywatna konkluzja: ludzie, walczcie o swoje, bo jeśli Wy sami siebie nie
                  docenicie, to nikt inny Was nie doceni.
                  • adept44_ltd Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 21:37
                    no w pojedynkę pewnie nikt nie da rady...
                  • dala.tata Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 21:55
                    no to trzeba bylo obie panie o tym poinformowac, czyz nie?
                • charioteer1 Re: Niestety, nic nie da się zrobić... 08.02.09, 21:33
                  sammy456 napisal:

                  > Zapytacie dlaczego zgadzamy na taki wyzysk? Bo panowie profesorowie
                  > medycyny mają zdanie decydujące we wszystkim w medycynie. Decydują o etatach
                  > (nawet w szpitalach powiatowych) a przede wszystkim decydują kto otworzy lub nie
                  > specjalizację lekarską.

                  Nie przejdzie i nie ma nad czym dyskutowac. Moze na innej uczelni...
              • krysiulka Adept 08.02.09, 21:43
                > może warto zacząć od założenia tu wątku "Gdzie i dlaczego nie studiować na
                > doktoranckich"? może warto uruchomić istniejące stowarzyszenia doktorantów itp.
                > itd., rozmawiać z Kudrycką...

                Masz swoje możliwości, masz doświadczenie, wiesz dużo więcej, niż większość
                bywalców tego forum. Proszę Cię - przekuj swoje słowa i dobrą wolę w czyn, a
                wiem, że jesteś w stanie.

                Generalnie za dużo gadamy, za mało działamy i odzwyczailiśmy się od ryzyka
                działania, a to sprzyja konformizmowi - który (moim zdaniem) nie sprzyja
                robieniu nauki z prawdziwego zdarzenia.
                • adept44_ltd Re: Adept 08.02.09, 22:05
                  nie sprzyja...
                  ja rozumiem, że struktura jest feudalna i nie jest lekko, ale też myślę sobie,
                  że właśnie teraz może być jakaś szansa -
                  1. uczelnie widzą dla siebie ratunek w studiach doktoranckich (niż),więc powinny
                  się starać,
                  2. coś się mówi o reformie nauki, a jak głosi wątek sąsiedni - Kudrycka chce pytać,

                  należę może do niepoprawnych optymistów, przekonanych, że status quo jednak nie
                  będzie trwało wiecznie i coś się musi wydarzyć.
                  Ale wiesz, w tej materii - to, co mogę zrobić, to niczego nie ukrywać (a nawet
                  wprost przeciwnie... ;-) i tak zresztą postępuję w realu, natomiast zrobić coś
                  muszą doktoranci, jednak spora ilość ludzi w PL, tylko rozproszona i zdezorientowana
                  I dodam, że widziałbym też taką rolę forum - może tu da się coś zacząć!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka