Dodaj do ulubionych

Wracac do polski czy nie ?

13.02.10, 14:42
Podstawowym pytaniem jest to czy wracac mam do polski z dziecmi czy zostac w angli i miec nadzieje ze bedzie lepiej ? sad
Kocham meza on mnie tez kocha ale jego zycie ma inne priorytety niz moje .Czasem jest całkiem ok a czasem mam ochote zostawic wszystko i uciekac najdalej od tego wszystkiego. Dzis jest jeden z tych dni co chce sie pakowac i wracac do domu sad Kurcze ale mi teraz zle nawet przez mysl mi przechodza głopie pytania i jest mi jeszcze gorzej.
Co wy byscie zrobiły zostawic meza w angli i wracac do domu do polski ?
(mamy mieszkanie w białymstoku)
Obserwuj wątek
    • 3bitt Re: Wracac do polski czy nie ? 13.02.10, 16:08
      Nie znam Twojej sytuacji więc ciężko mi coś doradzić.
      Wiesz nie wszędzie jest różowo jakby się zdawało na pierwszy rzut oka. Różnie
      się czasem układa. Sama mam nieraz takie dni ze mam ochotę spakować walizki i
      wynieść mężowi za bramę, ale jeśli w zasadzie to tylko niewielkie różnice
      poglądów podsycane przez złość i zły nastrój wywołują problem to moim zdaniem
      warto porozmawiać i spróbować znaleźć kompromis.
      Jeśli czujesz, że pewne sprawy poszły już za daleko to wtedy powinnaś zastanowić
      się jak sobie wyobrażasz życie samotnie w kraju, bez męża i z liczną gromadką
      dzieci.
      Nie będzie ci żal w samotne wieczory? Ja wiem, ze dzieci... ale wiem też że to
      nie to samo bo jak mój wyjechał to tęskniłam jak szalona mimo, ze kilka tyg
      wcześniej zastanawiałam się czy nasze małżeństwo ma w ogóle sens.
      Najlepiej porozmawiaj z kimś zaufanym aż przejdzie ci złość i wtedy na spokojnie
      porozmawiaj z mężem.
      Życzę rozwiązania problemów i dobrego wyboru!
      • 3bitt Re: Wracac do polski czy nie ? 13.02.10, 16:10
        A tak w ogóle to chciałam Ci napisać, ze ostatnio oglądaliśmy wasze zdjęcia z
        mężem i mówiliśmy sobie "Jaka fajna rodzinka. Oni to na pewno nie mają żadnych
        zmartwień. Nie to co u nas".
        Mam nadzieję, że wam się wszystko poukłada smile
    • bibba Re: Wracac do polski czy nie ? 13.02.10, 16:14

      jesli zostaniesz, byc moze przez rozmowy/prace nad zwiazkiem uda wam
      sie odnalesc wspolna plaszczyzne, albo decyzja o wyjezdzie stanie
      sie tym bardziej oczywista.
      jesli wyjedziesz juz teraz, to wlasciwie przekreslasz mozliwosc
      naprawy tego co sie dzieje, no chyba ze m pojedzie za toba.
      nieprzemyslane i szkodliwe dla dzieci byloby wyjechac do pl a potem
      dac sobie jeszcze szanse z m i wrocic tutaj - za duzo ruchu, za
      duzo zmian.
      • luxnordynka Re: Wracac do polski czy nie ? 13.02.10, 19:55
        Piszesz, że sie kochacie. Jesli wyjedziesz to maz bedzie jedynie
        gosciem w Twoim mieszkaniu w Bialymstoku, a Ty gosciem w jego domu w
        Anglii. Takei wyjazdowe malzenttwa maja male szanse na normalne
        funkcjinowanie. czy rzeczywiscie bedzie Ci lepiej samej z 4 dzieci w
        Polsce? A co maz mowi na Twoje plany wyjazdowe? Moze jednak jest w
        stanie zmienic priorytety, żeby Was zatrzymac przy sobie. Ewa
    • sdec Re: Wracac do polski czy nie ? 13.02.10, 20:06
      Na pewno jest to ciężki czas dla ciebie i waszego związku. Myślę, że wyjazd to
      najgorsza rzecz, to na pewno nie rozwiąże waszych problemów, a kiedy znów
      będziecie razem się konflikt narośnie i pogorszy się dalej. Musicie szukać co
      zrobić, żeby było lepiej, może przeczekać razem te złe chwile. Trzeba myśleć, że
      będzie w końcu dobrze. Wiem, że są to tylko słowa (pocieszenia), nikt, kto nie
      przechodzi(ł) kryzysu nie zrozumie tego jak to jest wtedy źle. Nie wiem, co jest
      powodem waszego kryzysu, czasem u nas też jest ciężko, wtedy niby trzeba
      rozmawiać, ale nie zawsze druga strona chce tej rozmowy, co na pewno nie pomaga
      ponownie.
      Tak jeszcze tylko podpowiem, żeby rozmawiać, a nie krzyczeć (choć z tym zapewne
      jest gorzej), bo przy krzyku to osiągnie się najmniejszy rezultat.
      • andevi Re: Wracac do polski czy nie ? 13.02.10, 20:24
        Nie, nie opuszczaj meza!
        W Anglii bardzo popularne sa tzw.marriage course, poszukajcie, zapiszcie sie, no
        i chodzcie! Naszemu malzenstwu bardzo taki kurs pomogl, nauczyl wlasciwej
        komunikacji, naswietlil wiele spraw od innej strony, dal dystans do siebie
        nawzajem i do dzieci. Nie jest to typowa terapia malzenska, ale po prostu czas
        dla siebie nawzajem, z wprowadzeniem, cwiczeniami,wspolnym posilkiem we dwoje.
        Serdecznie polecam!
        Wygooglaj sobie marriage course + nazwe swojej miejscowosci, na pewno w okolicy
        cos znajdziesz. I powodzenia zycze!
        • rene41 Rozmowa juz była w tamtym tygodniu :( 13.02.10, 21:43
          Jestem matka 4 dzieci zona od 9lat znam zakres moich obowiazkow ale wydaje mi sie ze czesc moich obowiazkow jest tez obowiazkiem mojego M.
          Nasze dzieci nasze zycie a u nas jest tak ze ja sobie a M sobie. Krzysiek pracuje od6-18 w domu jest od 19 jak daje mu na rece dziecko to tylko na 5 min a potem buch do kołyski sadjak cos robi w domu wszystkie sprzety zostawia tam gdzie pracował zadko kiedy odłozy na miejsce. Cały tydzien w kuch stały skrzynki z narzedziami lutownice itp. Czasem przebiera sie w salonie i tam kładie koszulke czy spodnie a potem szuka i bierze czyste nosz f... to ja mam jeszcze po nim zbierac i pilnowac co gdzie jest .
          Rozmawialismy o tym i chciałam dac mu szanse naprawy nic niemowiłam niekazałam miałam nadzieje ze po 2-3 dniach sprzatnie ale nie stało cały tydzien az dzis sie wydarłam bo juz niewytrzymałam. A dzis pozwolił Mateuszkowi isc do dzieci grac w piłke nieubrany bez czapki szalika nos zasmarkany kurcze ile on ma lat zeby tak robic . sad
          • ukryta Re: Rozmowa juz była w tamtym tygodniu :( 13.02.10, 23:21
            hm.
            domyślam się, że to tylko część problemu?
            musić być coś więcej. głupio się rozstać z powodu porozrzucanych brudnych ubrań.

            tak jak i Ty mieszkam na Wyspach. mamy 3 dzieci.
            on pracuje poza domem /taxi/ a ja w domu.

            z moim domowym bałaganiarzem w kwestii ubrań przerobiłam już chyba wszystkie warianty.
            zbierałam i zanosiłam do pralni
            nie zbierałam i awanturowałam się
            nie zbierałam, gotowałam się w srodku, aż litościwie i z troski pozbierałam i uprałam
            szykowałam piżamkę do spania /bo lubi zjawić się w łóżku zdjąwszy tylko spodnie. skarpety do spania przestał już przemycać. te same, z całego dnia!/
            szykowałam poranny zestaw świeżego ubranka /miewa okresy ograniczonego mycia i niechętnego przebierania/
            aż wreszcie-
            nie zbierałam, nie zanosiłam do pralni i olałam sprawę.
            a jak nieświeżo pachnie - wywalam z łóżka /w nocy/ albo na głos mówie, co i jak /w dzień/*

            łóżko w sypialni stoi tak, że może sobie usypać po swojej stronie całkiem sporą hałdę ubrań i jej nie widzę.
            domowe obwieszczenie brzmi - piorę tylko to co jest w pralni. pozbierać po domu mogę ewentualnie ręczniki i pościel.
            i po paru akcjach - nie mam zadnych skarpetek! gdzie są moje spodnie?! nie uprałaś ich??- trochę się poprawił big_grinbig_grinbig_grin

            a reszta? mój kolekcjonuje wazne papiery. paragony, ulotki, rachunki, wizytówki, korespondencje wraz z poszarpanymi kopertami. wtyka je wszędzie - za momitor, za mikrofalówke, na książki w biblioteczce. zawartość kieszeni - niemała! zasypuje stół i szafkę przy lóżku. wszystkie są ważne i trzeba je tylko przejrzec! ale do tego nigdy nie dochodzi. co jakiś czas robię porządki big_grinbig_grinbig_grin zgarniam cały ten majdan do torby/toreb i składuję w mało widocznym miejscu. co jakiś czas jest akcja - miałem gdzieś tutaj taką wizytówkę/list z banku/cokolwiek! gdzie jest? i wtedy MUSI zrobić przegląd makulatury big_grin

            nie zbieraj tych ubrań. jak ci przeszkadzają - kopnij gdzieś za sofę.
            a narzędziami pozwól się bawić dzieciom. nie chroń ich /narzędzi wink! a nawet potknij się o nie, niosąc tortownice z surowym biszkoptem. jest szansa, ze się nauczy wink sam wink

            a co do dzieci. jak całkiem małe - to się nie dziw. facetom czasem trudno się zachwycać i zajmować mało kontaktowym dzieckiem. o ile przy pierwszej córce mój głupiał od samego początku, to drugą zaczął właściwie dostrzegać koło 1roku jej życia. po prostu - mając starszą gadatliwą siostrę taki maluch jest nudny i niezbyt interaktywny smile ale i ze starszymi czasem trzeba podsunąc tatusiom pomysły na zabawy z dziećmi. albo lekko na siłę coś zorganizować czy wysłać gdzies.

            bo tak naprawdę - jeśli by się nad tym zastanowić - czy to są AŻ TAK ważne sprawy? ważniejsze, że macie podobne poczucie humoru i moze pasje wspólne i cel w życiu i system wartości.
            głupio by przecież brzmiało - mamo, dlaczego tata z nami nie mieszka? bo zostawiał brudne koszulki na sofie!!

            uszy do góry.
            pozdrawiam serdecznie


            * co najlepiej podziałało? kiedy ukochana córeczka tatusia przytula się do niego, mówi - nieładnie pachniesz i ucieka. big_grin
          • 3bitt Re: Rozmowa juz była w tamtym tygodniu :( 14.02.10, 14:20
            heh to ja na pocieszenie napisze że u mnie jest to samo:
            Do łóżka się kładzie zdejmując tylko spodnie, ale się drę ze łazienka czeka big_grin
            (nie wiem dlaczego niektórzy faceci tak stronią od wody, a inni mają wręcz
            przeciwnie. Narzeczony mojej siostry nie wyjdzie z domu w niewyprasowanej
            koszulce i jak ma nieobcięte paznokcie. Szczerze to nie wiem co gorszetongue_out )

            Z praniem nie mam problemu. Przestałam mu prać i prasować. Stwierdziłam ze skoro
            ja prasuje i układam w półeczce a on tam grzebie wywala wszystko i wrzuca potem
            jak leci to nie będę sobie dodatkowego zajęcia szukać. Wole włączyć laptopa niż
            żelazko. Chodzi w pomiętym. Jak idziemy gdzieś razem to mu prasuje a tak to w
            pomiętym tongue_out Ja się za niego przestałam wstydzić. My z dziećmi mamy wyprasowane tongue_out

            Jak idę na zajęcia i zostaje z dziećmi to wracając zastaje dzieci zakrwawione bo
            "spadły z szafki" (pytanie co robiły na szafce?),
            "Pogryzły się" ( nosz kurcze to przecież nie są psy!). Najczęstsze tłumaczenie
            to "nie wiem co się stało"... Też bym nie wiedziała jakbym wsadziła nos w
            komputer, albo zasnęła na środku dywanu udając ze jestem autobusem...

            Zabawa z dziećmi wygląda tak "Jestem pieskiem- hał hał haaaaał".... piesek śpi.
            Nie wiem czy mój mąż ma symptom królewny śnieżki czy cukrzyce czy po prostu jest
            przemęczony ale on potrafi zasnąć w każdej sytuacji i w każdej pozycji, a zabawa
            z dziećmi kołysze go do snu jak najlepsza kołysanka big_grinbig_grin

            Bez czapki, szalika powiadasz? Mnie to nie dziwi. Biorąc pod uwagę, ze mój maż
            nie wie czym się różni sukienka od śpioszków potrafię zastać dziecko wystrojone
            w pidżamkę (przebrane wcześniej z innej pidżamki) albo rajstopki na lewą
            stronę... Dobrze ze starsza jest już na tyle pojętna ze pomaga tatusiowi i mówi
            mu co gdzie się zakłada.

            Twój coś przynajmniej naprawi, a mój... siedzi już 3 godzinę w piwnicy i
            "próbuje" naprawić zamek w drzwiach, który przedwczoraj zepsuł... nie reaguje.
            Jutro przyjadą fachowcy, będzie nowy zamek.

            Jakby tego było mało to mój mąż ma po prostu zwyczajnego pecha.
            Ja mam sporo farta w życiu a on pecha jakich mało.
            Potrafi rozwalić auto zaraz po wyjechaniu z garażu, wykupią mu ze sklepu towar
            które zawsze jest w nadmiarze, zgubi kartkę z ważną informacją, telefon wpadnie
            mu do kibla a on nie zauważy i spuści wodę, zaparkuje auto na poboczu a
            przejeżdżający pług tak mu je zasypie, ze żeby móc wyjechać będzie musiał
            pożyczać od dozorcy szufli do odśnieżania (to atrakcja z dzisiaj ) big_grinbig_grin

            Mam nadzieję, ze ci to poprawi troszkę humor i dostrzeżesz, że to nie są powody
            do poodejmowania takich decyzji.
            Wiem, ze nerwy człowieka ponoszą, ale tak na prawdę to wszystko to pikuś i mało
            ważne sprawy, ale zauważa się to dopiero w obliczu prawdziwych problemów.

            Daj małemu jakieś witaminki, herbatkę z malinami i katar zniknie. My też
            walczymy z przeziębieniem!

            Pozdrawiam.
            • bibba Re: Rozmowa juz była w tamtym tygodniu :( 14.02.10, 15:38
              >zaparkuje auto na poboczu a
              > przejeżdżający pług tak mu je zasypie, ze żeby móc wyjechać będzie
              musiał
              > pożyczać od dozorcy szufli do odśnieżania (to atrakcja z
              dzisiaj ) big_grinbig_grin

              usmialam sie big_grin
            • jkl13 3bitt 15.02.10, 12:27
              A nie przeszkadza ci to dodatkowe dziecko w domu (mąż)? Bo ja mam
              tak samo, ale mam tego po prostu dość.

              Mam dość mówienia, gdzie leżą ręczniki, śpioszki, pieluchy, majtki
              itp. bo zawsze są w tym samym miejscu (nawet mój 5-latek zawsze
              znajdzie sobie ubranie, a mąż nie).

              Mam dość przypominania, że niemowlak je regularnie, czyli co 3
              godziny (wczoraj pojechałam na zakupy, nie było mnie 2 godziny,
              wracam do domu, maluch ryczy, a mąż nie wie dlaczego. Pytam, czy dał
              mu jeść, a ten się na mnie patrzy jak na wariata, że przecież
              dopiero co jadł. Ja na to - no tak, to było ponad 4 godziny temu).

              Mam dość pilnowania, czy dzieci dostały leki (starszy choruje, mąż
              wziął na niego zwolnienie, siedzą w domu, ale z podaniem leków czeka
              na mnie, bo "on nie wie jakie". To nic, że to antybiotyk; to nic, że
              kartka jak wół wisi na lodówce; on nie wiedział, a poza tym to nic
              się nie stało).

              Mam dość odśnieżania chodnika, bo mąż nie widzi takiej potrzeby ("no
              kochanie, przecież da się przejść, to po co się męczyć". I nie
              rozumie, że wychodząc co rano w niemowlakiem na ręku boję się, że
              się przewrócę na tym zasypanym i oblodzonym chodniku).

              I choć co prawda powód rozstania "bo tata zostawiał koszulki na
              kanapie" jest śmieszny, to życie codzinne z dodatkowym 30-
              kilkuletnim dzieckiem już takie śmieszne nie jest...
    • kifaru24 Re: Wracac do polski czy nie ? 14.02.10, 10:49
      Polecam krotkie, kilkudniowe wyjazdy,(oddzielnie!), pozwalaja na
      nabranie dystansu do siebie, ochloniecie , opadniecie negatywnych
      emocji.
      W naszym przyopadku dzialaja cuda.
      Wrocic do Polski jest latwo, ale posklejac wszystko, gdy sie juz
      zwiazek rozsypal moze byc bardzo trudno, wrecz moze to juz byc
      niemozliwe.
      Jestem zdania, ze calkowite rozstanie to juz najzupelniejsza
      ostatecznosc.
    • nata76 Re: Wracac do polski czy nie ? 14.02.10, 15:27
      rene, zapraszam Cie na podforum zamkniete:
      forum.gazeta.pl/forum/f,40115,zaufane_miejsce.html
      była niedawno dyskusja o małzenstwie...
    • undomestic_goddess Re: Wracac do polski czy nie ? 14.02.10, 18:26
      Dlugo sie zastanawialam, czy wogole cokolwiek pisac. Macie 4 dzieci,
      one potrzebuja i ojca, i matki, wiec skoro sie na nie
      zdecydowaliscie, to macie obowiazek dbac o swoj zwiazek, a nie jedno
      pakuje manatki, bo drugie brudnych gaci nie umie do pralki wlozyc. Co
      to jest za filozofia pralke zaladowac? Co to jest za filozofia,
      wyszlam za maz, dzieci narodzilam, ale maz nie jest idealem, wiec sie
      pakujemy?

      Zbieraj sie do lekarza, moze to depresja poporodowa? I rozmawiac,
      rozmawiac, rozmawiac. Teraz nie urazona duma i/albo wsciek na meza,
      ale praca nad zwiazkiem.

      Czy wracac, czy nie - nie ma znaczenia, byle razem. Chcieliscie
      dzieci, to czas sie wykazac odpowiedzialnoscia. Ile macie lat?
      Nascie?
    • rycerzowa Re: Wracac do polski czy nie ? 14.02.10, 23:43
      Dziewczyny, naprawdę uważacie,że bałaganiarstwo mężczyzny to powód do rozstania?
      Nie straszcie.
      Gdzieś przeczytałam, że widomym znakiem,że miłość romantyczna się skończyła, jest reakcja żony na porzucone skarpetki męża:
      jeśli ten widok już nie rozczula, nie wzrusza a wnerwia, to wiadomo...

      Być może można nauczyć mężczyznę porządku.
      Ale nie każdego. Są przypadki beznadziejne. Po prostu istnieje taka dysfunkcja - dysporządkowość, "normalna" jak każda inna.
      Nie nauczysz wszak dyslektyka ortografii.

      Mam takiego syna.Oboje z mężem jesteśmy w miarę "uporządkowani", tzn. wprawdzie nie pedantyczni, ale nie znosimy bałaganu, ma być czysto i wszystko na miejscu.
      Tymczasem nasz rodzony syn...
      Dziś dorosły, wystarczy,że się zjawi w domu,i już po kilku godzinach w całym dużym mieszkaniu, w każdym miejscu jest bałagan, wszędzie rozłożone książki, części garderoby, narzędzia do majsterkowania, różne gadżety.
      A od dziecka uczony był porządku.
      Kiedyś bywało wręcz niebezpiecznie,jako że potomek kochał chemię i elektryczność.
      W pewnym momencie zrozumiałam,że to nie zła wola ani nieposłuszeństwo tylko dysfunkcja, bo on naprawdę chciał dobrze i się starał.

      Jestem bardzo wdzięczna mojej synowej, że to rozumie, nie obraża się, tylko każe to i tamto schować.
      Młodzi są , jeszcze ją porzucone skarpetki wzruszają...
      No i nie mają jeszcze dzieci.

      Syna udało się nauczyć (wytresować) tylko (do)jednego: by się kąpał rano i wieczorem i zawsze brał wszystkie ciuchy czyste. Nie jest w stanie ocenić, czy coś z wczoraj nadaje się do ubrania dzisiaj.
      Na to doktorowi nauk ścisłych nie starcza inteligencji.
      Ciuchy w łazience zawsze zostawi na podłodze.

      Za to syn ma wiele innych zalet, wszystko w domu naprawi,ulepszy, obiad ugotuje, chleb i ciasto upiecze, ale posprzątać po tym sam nie potrafi, bo on po prostu nie widzi bałaganu.
      Ani problemu.

      Rene, może z twoim jest podobnie?

      • bibba Re: Wracac do polski czy nie ? 15.02.10, 00:03
        ja po czesci musze sie przyznac ze cierpie (??) na te dysfunkcje!
        balagan w ogole mnie nie rusza, tzn, ja wwszystko zgarniam w jeden
        kat i w sumie juz mi ok, ale - i to jest znaczace ale - jestem
        czysta tongue_out przekladam moje sterty z miejsca na miejsce, ale nie mam
        kurzu, podlogi umyta, lazienki czyste, pranie zrobione, dywan
        odkurzony (w jednym tylko pokoju mamy).

        moj maz jest - hm... no niemcem jest big_grin
        on nie nie trawi balaganu big_grin ale na brud juz nie zwraca uwagi!!! big_grin

        ech, kombinacje, zycie, ....

        w tym watku na pewno nie chodzi o porzadek lub jego brak.
        • asia889 bibba 15.02.10, 09:19
          To wyście się dobrali idealnie! To znaczy kompensujecie nawzajem swoje braki.
      • ukryta Re: Wracac do polski czy nie ? 15.02.10, 09:52
        oooo - to to to!
        Rycerzowa - absolutna racja.
        oni - panowie, faceci, mężczyźni - oni PO PROSTU nie widzą pewnych rzeczy. nie rozumieją, nie myślą, nie mają wyobraźni - ich mózg sobie nie radzi z pewnymi rzeczami. ot i cała filozofia.
        zeby być uczciwym - nasz, kobiecy, też sobie czasem nie radzi. aczkolwiek mamy większe zdolności adaptacyjne wink

        przyzwyczaić się! skoro się już pokochało big_grin
        albo w przedbiegach zapomnieć o mężczyznach.
        kochać psy, koty albo kobiety.
        hihi wink
    • rycerzowa Re: Wracac do polski czy nie ? 15.02.10, 11:38
      Wiecie, oboje małżonkowie mogą mieć różne "dysfunkcje".
      Tylko trzeba je odpowiednio interpretować.
      Nie można przecież machnąć ręką i np. bałaganiarza we wszystkim wyręczać.
      Ale nie można myśleć tak:
      "Tyle razy mu mówię, tłumaczę, proszę, a on swoje.
      Zatem jest leniwy, wredny, nieodpowiedzialny, robi mi na złość, nie zależy mu na
      nas, nie kocha nas".
      Bo to nie jest tak.
      • rene41 Re: Wracac do polski czy nie ? 15.02.10, 13:47
        Długo myslałam o naszym zyciu o nas o tym co nas łaczy .
        Piszecie tu sporo prawdy moze musze inaczej spojrzec na zycie
        od niedzieli jest troche inaczej i bardzo mi sie to podoba .
        Moja mama wychowała 7 dzieci sama i wiem ze lekko niejest i ze dzieci potrzebuja ojca tak naprawde niechce byc sama z dzieciakami sad Ale jestem tylko kobieta ktora potrzebuje pomocy i wsparcia . Jak daje rade sama to jest ok ale gdy potrzebuje pomocy od najblizszej mi osoby a słysze NIE jest mi bardzo przykro .
        Całymi dniami chodze cos robie a M wypoczywa sad
        Niemowie ze tak jest zawsze ale bardzo czesto niestety. Rozmawiac rozmawiamy ostatnio czesciej . Zobaczymy co nam zycie pokaze.
        • luxnordynka Re: Wracac do polski czy nie ? 15.02.10, 19:58
          Jestem losowi wdzieczna, że takie "dysfunkcie" męża mnie nie
          ruszaja, ba nawet nie zauważam czy je ma czy nie. I to zadna w tym
          moja zasluga, tak juz mam, nie potrafie przejac sie
          zwykla "codziennoscia". Nie przeszkadza mi, ze maz czasem odpoczywa
          a ja zasuwam, bo innym razem jest odwrotnie (dbam o to, żeby tak
          bylo, hehe). Zrteszta ja po prostu nie potrafie tak zwyczajnie
          odpoczywac, lubie ruch nawet jesli oznacza on sprzatanie, moze
          dzieki temu jestem szczuplasmile. Rene, z Ciebie tez fajna kobieta,
          moze wlasnie dzieki ruchowi. Usmiechnij sie do tej mysli, Ewa
        • andevi Re: Wracac do polski czy nie ? 15.02.10, 21:51
          Rene, mysle, ze wiem, co Cie gryzie. Z Twoich postow przebija jakas bezradnosc,
          potrzeba wsparcia, i potezne wycie samotnosci. Teraz rozumiem, dlaczego chcesz
          wracac do Polski, czy z mezem, czy bez... Typowa choroba emigrancka.Ja tez z
          tych na emigracjismileDo tego jeszcze maz Holender. Rodzina meza liczna i mieszkaja
          wszyscy w odleglosci 7 km od nas, ale pomocy to jeszcze nigdy od nich nie
          uswiadczylam, nawet gdy trzeba bylo mnie zawiezc do szpitala czy w tym czasie z
          dzieckiem zostac. Mozemy liczyc tylko i wylacznie na siebie. Moj maz podobnie
          jak Twoj pracuje od 8 do 16, dojazd zajmuje mu srednio godzine w jedna
          strone(dojezdza rowerem), wiec nie ma go po 10 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu.
          Dopoki sobie radze, to radze,i w domu zrobione, i dzieci zadbane, gorzej, jak
          cos ze mna szwankuje (choroba, ciaza, migrena itp.). Jestem w tej chwili juz na
          wylocie w trzeciej ciazy.No i boje sie, po prostu sie boje. Bo jak zaczne teraz
          rodzic, to: jestem sama w domu z dzieckiem, maz w pracy. To oznacza, ze musze
          sama sie zawiezc na porodowke (taksowka czy autobusem) i jeszcze ciagnac dziecia
          ze soba do szpitala, bo opieki dla niego nie mam. Niby moja mama obiecala
          przyjechac, ale wybiera sie do nas dopiero na poczatku marca. Termin mam co
          prawda na 16 marca, ale maluch juz gotowy do podrozy, a i ja czuje sie nie
          najlepiej, powinnam lezec. Czuje sie wiec w tej sytuacji bardzo samotna, choc
          meza mam naprawde do rany przyloz!
          Nie wiem, co Ci doradzic. Proponowalam te kursy. Nie wiem, jak sobie radzicie z
          jezykiem. No, na pewno doradze, bys walczyla z samotnoscia. Moze matki kolegow
          starszych dzieci, moze sasiedzi, moze zatrudnijcie nianie, bys miala troche
          czasu tylko dla siebie? No i nie obwiniaj meza, bo mysle, ze problem jest
          bardziej zlozony, niz na pierwszy rzut oka sie wydaje.
          Swoja droga, domagasz sie, by on docenial i widzial Twoja prace w domu.A czy Ty
          doceniasz i widzisz jego prace poza domem? Faceci lubia byc doceniani i
          podziwiani, jesli go ciagle strofujesz i widzisz tylko to, czego nie robi, no to
          to raczej Waszego zwiazku nie zbuduje...
      • ukryta Re: Wracac do polski czy nie ? 15.02.10, 21:49
        > "Tyle razy mu mówię, tłumaczę, proszę, a on swoje.
        > Zatem jest leniwy, wredny, nieodpowiedzialny, robi mi na złość, nie zależy mu na nas"

        co jak co, ale nakręcać to się potrafimy, nie?
        ale ja walczę. i często wygrywam.
        bo bywa, ze budzę sie w dobrym nastroju, dzień całkiem miło się zapowiada, ale gdzieś po drodze potknę się o te cholerne porzucone skarpetki i w mojej głowie zaczyna się nakręcnie. sama sobie zrzędzę, gderam, zatruwam i nakręcam się. a kiedy moje biedne dysfukcyjne mężydło wstanie /przypominam, ze pracuje w nocy/, na dzień dobry powarkuję na niego a nawet wywalam rozdęte do niewyobrażalnych rozmiarów problemy. tak na miły początek dnia.
        jak się na tym spokojnie zastanowić, to masakra! ja bym zwiała po paru takich jazdach!
        więc walczę. nie widzę, tłumaczę sobie, olewam.
        mam już parę sposobów. ale to chyba warte osobnego wątku smile

        pzdr
    • jaga68 Re: Wracac do polski czy nie ? 16.02.10, 13:56
      Tak sobie myślę, że najlepiej byłoby wyjechać,wyjść gdzieś na dzień, dwa, słowem zrobić coś kompletnie innego od codziennego kieratu. To pozwoli złapać dystans.
      Usłyszałam kiedyś takie magiczne zdania, które mi pomagają przetrwać kryzysy.
      1) nie wyrażaj swoich potrzeb poprzez pretensje.
      2) nie oczekuj od krowy, że ci da sok cytrynowy, czyli urealnij oczekiwania
      3) nasz nastrój zależy od tego jaką wydamy ocenę n/t drugiego człowieka / wydarzenia. Jak pomyślimy, że ktoś coś zrobił specjalnie, to zawsze będziemy wściekłe smile
      Wpadła mi ostatnio w ręce taka książka w ręce "porozumienie bez przemocy". Przyznam, że po jej lekturze inaczej spojrzałam na wypowiedzi i zachowania swoje i bliskich mi osób
      Trzymam za Was kciuki. Po burzy zawsze wschodzi słońce.
      • nata76 jaga68-to jest świetne!!!!!!!!!!!!!! 16.02.10, 15:41
        no bomba te trzy punkty!!!!!zwłaszcza o krowie!!!

        ja chyba nauczyłam sie wyrazac,o co mi chodzi. zreszta, chyba tak od
        poczatku było,nie wiem,czy ja to po hegemońskuwink narzuciłam, nie
        wiem...
        • jaga68 Re: jaga68-to jest świetne!!!!!!!!!!!!!! 16.02.10, 18:12
          Dzięki Natasmile.Nie ja jestem autorem, ale na tyle te stwierdzenia przemówiły do
          mnie, że je zapamiętałam smile.
          Ps. Choć czasem, na przekór faktom, chciałoby się jednak dostać ten sok
          cytrynowy smile. A tu rzeczywistość skrzeczy smile. smile, smile
          • luxnordynka Re: jaga68-to jest świetne!!!!!!!!!!!!!! 16.02.10, 19:43
            Andewi, no wlasnie-los emigrantow. Ja usilnie szukam czegos dla
            siebie, jakiejs sobotniej ucieczki z domu. Znalazlam warsztaty
            teatralne, wychodze na 5 godzin, ale czuje ze to nie dla
            mnie...Najfajnie jsze z nich to samotny dojazd autobusem na miejsce,
            hehe. Rezygniuje z nich i znow pustka zawitala. Szukam, szukam i
            szukam odskoczni. Wiem co chcialabym robic, ale w soboty to
            niemozliwe sad, ehhhhh. Jak czegos zaraz nie znajde to czuje ze
            zdoluje. Kursy fajna rtzecz tyle ze u nas sa wieczorami, ale maz
            jeszcze w pracy. Trzymajcie kciuki zebym cos znalazla, prosze, Ewa
            • nata76 luxnordynka 16.02.10, 20:15
              luxnordynka,trzymam kciukasy!!!!!
            • andevi Re: jaga68-to jest świetne!!!!!!!!!!!!!! 16.02.10, 22:27
              Ja jestem "na wygnaniu"juz 7 rok, w tym czasie w Polsce bylismy trzy razy, mniej
              wiecej raz do roku przyjezdza do nas ktos z mojej rodziny, a tak na co dzien
              pozostaja sms-y do mamy,Skype, telefon od wielkiego dzwonu... Trzeba wiec bylo
              jakis oikos sobie tu na miejscu zbudowac, by sie z tesknoty nie zagryzc. W
              pierwszych trzech latach malzenstwa mielismy wspolnote, ale kiedy sie synek
              urodzil, wspolnota nas odrzucila jako rodzine(tzn.nie moglismy chodzic na
              spotkania razem z dzieckiem).Dzis po kolejnych trzech latach nie mamy nawet
              kontaktu z tamtymi ludzmi, widac to nie bylo to, relacje sie nie zawiazaly.
              Z rodzina meza tez nijak, ot, na "krzywy ryj" na impreze przyjda, i na tym sie
              relacje koncza.Wlasnie przerabiamy odcinanie sie od tesciowej, ktora nie dosc,
              ze nas okradla, to jeszcze w potezne dlugi by wciagnela, gdyby nie to, ze jest
              mozliwosc odciecia sie. Niemila sytuacja.
              Mamy jedna oddana przyjaciolke, kobieta w wieku naszych rodzicow.
              Co do aktywnosci poza domem, to mam chor w parafii. Dyrygent tez dojezdza, z
              sasiedniej do naszej wsi, zbiera po drodze jeszcze innych chorzystow, i cala
              paczka jedziemy na probe. No, teraz od miesiaca nie bylam, bo a to ciaza
              zaawansowana i dziec juz mocno na przepone cisnie, albo jakies zoladkowe grypki
              czy przeziebienia.
              Poza tym, oglosilam sie z lekcjami holenderskiego dla Polakow. przyjemne z
              pozytecznym smile I zarobek, i ludzie do mnie przyjezdzaja, po lekcji przy kawusi
              gada sie troche po polsku o wszystkim i niczym. Ludzie czesto mieszkaja w
              okolicy, maja dzieci, po jakims czasie zaprzyjazniamy sie, dzieciaki bawia sie
              razem.
              No, to moje sposoby na samotnosc.
              W niedziele po kosciele ucinalismy sobie jeszcze obiadek w malej chinskiej
              restauracyjce. Tez fajna sprawa.
              • rene41 Re: jaga68-to jest świetne!!!!!!!!!!!!!! 17.02.10, 00:46
                andevi napisała:

                > Ja jestem "na wygnaniu"juz 7 rok,
                A gdzie mieszkasz ? mam siostre niedaleko amsterdamu.


                > Poza tym, oglosilam sie z lekcjami holenderskiego dla Polakow.

                Dobrze wiedziec siostra planowała sie troche podszkolic smile
                • andevi Re: jaga68-to jest świetne!!!!!!!!!!!!!! 17.02.10, 18:37
                  Randtstad, no czyli te okolice.
                  A dokladniej okolice Leidensmile
    • mamapodziomka Re: Wracac do polski czy nie ? 17.02.10, 10:43
      Dziewczyny napisaly juz wiekszosc tego co moglabym sklecic, ale nie pojawil sie
      jeszcze jeden aspekt, na ktory zwrocilam uwage.

      Pracuje na normalny etat 8 godzin + pol godziny przerwy na lunch. I czesto
      wracam do domu tak zmeczona, ze mnie M. i cora klada na pol godzinki, zebym byla
      znow zdatna do uzytku. Gdybym na dlusza mete pracowala od 6 do 18 to zapewne po
      jakims czasie kompletnie bym sie rozsypala. Wiem, ze ilosc pracy, ktora da sie
      zniesc jest zalezna i od rodzaju pracy i od jednostki, ale 12 godzin codziennie
      to jednak jest sporo, jakby na to nie patrzec. Moze daloby sie to jakos zmienic,
      tak zeby maz mial jeszcze energie i ochote na zycie domowe?

      Nie sadze, zeby Twoja wyprowadzka do Polski pomogla. Byc moze maz w pierwszym
      momencie odczuje nawet ulge, bo bedzie mogl po pracy po prostu isc spac, ale na
      dluzsza mete...
      • luxnordynka Re: Wracac do polski czy nie ? 17.02.10, 19:25
        no wlasnie, te godziny pracy sa absolutnie nie prorodzinne, my
        zyjemy do weekendu do urlopu i tak w kolkosmile
        a znajomych na emigracji na szczescie nam nie brakuje, spotkan
        towarzyskich mamy czasem az za duzo... to mile, ale jednak nie jest
        to dla mnie odskocznia bo potrzebuje samotnosci od rodziny od czasu
        do czasu, Ewa
    • elgosia Re: Wracac do polski czy nie ? 19.02.10, 12:06
      Męża nie zostawiaj - to byłby początek końca, którego chciałabyś chyba uniknąć.
      U nas lekarstwem na problem jest rozmowa, a na co dzień empatia wobec drugiego i
      nie stawianie zawyżonych wymagań. Ale to powinno działać w obie strony. My
      jesteśmy w Ruchu Światło - Zycie (Oaza dla rodzin) i to nam bardzo pomaga. Wiara
      pomogła nam przetrwać najgorsze kryzysy. Jeśli jesteś wierząca, a on nieskory do
      współpracy módl się za męża, to to pomaga. Jeśli skory - módlcie się razem, bo
      trudności to niestety normalna sprawa. Chodzi o to, żeby je przezwyciężyć, a nie
      przed nimi uciekać. Powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka