Dodaj do ulubionych

PORODY W DOMU- WIELOMAMY

09.04.07, 13:03
Witam, mam 2 dzieci , chciałabym 4,
1 córeczkę urodziłam w komfortowych warunkach w szpitalu Św zofii w
warszawie, 2 synka urodziłam sama w domu, planowany poród domowy, położna
spóźniła się 5 minut, mąż 10, za co bardzo Bogu dziękuję, bo to był piękny
samodzielny poród i teraz właśnie proszę odezwijcie się te które mają więcej
dzieci i rodziły w domu, ja już nawet w najlepszym szpitalu nie chcę rodzić.
Jak było z każdym następnym, dużo Was jest, czy w ogóle????
odezwijcie się prosze
Obserwuj wątek
    • agnieszkas72 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 09.04.07, 23:53
      Mam czwórkę-wszystkie urodziły się w naszym poprzednim mieszkaniu,przy pomocy
      położnej,która kiedyś,jako debiutantka poznałam w szkole rodzenia.Myślę,że
      wyszło nam to na zdrowie-wspaniale wspominam wszystkie porody.Każdy kolejny był
      krótszy chociaż podobno nie jest to regułą.Moja koleżanka miała długi i ciężki
      trzeci poród-domowy,bez komplikacji ale najbardziej męczący.
      • barbegazi Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 10.04.07, 00:12
        Ja dwa razy rodziłam w szpitalu, trzecie dziecko ze wspaniała położną i moim
        dzielnym mężem w domu. Poród w domu to rewelacja! Następne dzieci też zamierzam
        rodzić w domu w tym samym składziesmilechoć wymęczona byłam nieziemsko to
        psychicznie czułam się wspaniale.
        Poznałam kiedyś pewną mamę, która urodziła pierwsze dziecko w szpitalu a 6
        następnych w domu.
        • embro1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 10.04.07, 00:48
          Miłe moje, a jaka to położna była?, bo moja też wspaniała, chociaż już tylko
          łożysko odebrała smile - Irena Chołuj i może poproszę o szczegółowsze opisy jeśli
          nie nazbyt wiele wymagam... To takie super przeżycie, że chciałabym wysłuchać
          też Waszych historii, sama też mogę opisać jeśli chce ktoś smile
          • mamajudo Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 10.04.07, 21:15
            Zazdroszczę Ireny Chołuj, choć na niewiele Ci się przydała wink
            Sama bardzo chciałam z nią rodzić w domu, ale nie miałam serca
            ciągnąć ją tyle kilometrów w czasie Świąt.
            P.S. Niedługo ukaże się jej druga książka smile
    • andaba Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 11.04.07, 00:04
      A ja podziwiam was za odwagę. Ja jednak wolę rodzić w szpitalu, pewniej się czuję.
      Pomijając to, że i tak w tym szpitalu bym wyladowała, bo wszystkie dzieci miały silną żółtaczkę.
    • barbie-torun w Toruniu to zabraniali w domu 12.04.07, 13:51
      zazdroszczę Wam bo nie miałam takiego wyboru

      ginekolog - właściciel prywatnej szkoły rodzenia
      zabraniał porodów w domu

      nawet po 8 latach od pierwszego porodu, przy 4 dziecku
      żadna położna (ze szpitala czy prywatnych poradni)
      nie podjęła ryzyka domowego porodu
      a kasa była rzędu jej miesięcznych poborów
      • agnieszkas72 Re: w Toruniu to zabraniali w domu 12.04.07, 14:24
        Każdy lekarz może mieć własne prywatne zdanie ale nie ma przepisów
        zabraniających położnym i lekarzom odbierania porodów domowych.Poród domowy jest
        prowadzony zupełnie inaczej(zdanie sie na instynkt rodzącej,jak najrzadziej
        wykonywane badanie rozwarcia szyjki,pozycja w pionie i unikanie parcia przy
        skurczach partych) niż szpitalny i położna z rutyna szpitalną mogłaby tylko
        zaszkodzić,więc to rozsądne z ich strony,że nie mając doswiadczenia,
        odmawiały.Gdyby któras skusiła się na kasę,mogłaby narazic ciebie i dziecko na
        poważne kłopoty.
    • kaakaa Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 12.04.07, 14:47
      Urodziłam w domu wszystkich trzech synów. Z Ireną. Mam nadzieję na więcej!
    • barbie-torun to nie kasa tylko starch 13.04.07, 10:16
      strach przed utratą pracy w przychodni
      skoro odbierasz porody domowe to wio z pracy...
      do przychodni przejdą położne szpitalne z pocałowaniem ręki
      lub na to miejsce jest kilka młodych za 30 % mniej bo stażowego nie doliczają
      to tak w skrócie
      • embro1 Re: wielomamy poród w domu 14.04.07, 21:10
        andaba, a czy przypadkiem nie miałas podawanej oksytocyny przy porodach???
        z reguły to ona wywołuje silną żółtaczkę, a normalną żółtaczkę fizjologiczną
        miały oba moje dzieci, synka urodzonego w domu wcale z tego powodu nie trzeba
        było wieżc do szpitala, a w ogóle to wiele rzeczy nieprawidłowych wywołane jest
        właśnie porodem w szpitalu, nie mówiąc juz o tym, że każdy szpital, choćby nie
        wiem jak czysty to siedlisko bakterii, wirusów i innych paskudstw, brrr, mam
        nadzieję, ze moje następne dziecko też tego uniknie
        • kaakaa Re: wielomamy poród w domu 14.04.07, 22:27
          embro - skąd ta informacja o wpływie "zewnętrznej" oksytocyny na nasiloną żółtaczkę?
          Pytam, bo u mnie tylko przy jednym porodzie miałam podawaną minimalną dawkę i
          właśnie ten maluch, jako jedyny przechodził silną żółtaczkę. Może zbieg
          okoliczności, ale jeśli znasz źródło, to chętnie bym poczytała na ten temat.
          • embro1 Re: wielomamy poród w domu 16.04.07, 11:33
            Nieocenionym źródłem wiedzy była moja położna mgr.Irena Chołuj, która oprócz
            tego, że nasz maluch był bodajże 280 którymś dzieckiem przyjętym w domu, to
            jeszcze ma oczywiście wieloletnią praktykę w szpitalu ( Irenka jest już dobrze
            po 50 tce) i tysiące przyjętych porodów szpitalnych. Podała mi jeszcze wiele
            informacji, o których lekarze nie mówią...
            • embro1 Re: wielomamy poród w domu 16.04.07, 11:35
              Aha, sądzę , że zapewne takie rzeczy są w podręcznikach do
              ginekologii-położnictwa... w księgarniach akademickich
              • embro1 Re: wielomamy poród w domu 16.04.07, 11:36
                Ale widzę, ze rodziłaś z Ireną, może po prostu ją zapytaj... ?
                • fizula Re: wielomamy poród w domu 17.04.07, 00:16
                  Piękny wątek! Tego mi trzeba było!
                  Tylko pierwszy poród wspominam z przykrością, a to tylko i wyłącznie z powodu
                  procedur medycznych, rutyny szpitalnej, ubezwłasnowolnienia mnie jako
                  pacjentki, no i niestety bezosobowego traktowania przez personel. A i jeszcze z
                  powodu stosowania oksytocyny podanej przez kroplówkę, która wywołuje wyjątkowo
                  nienaturalne skurcze (nie czułam przerw między skurczami i nie umiałam podać
                  zdezorientowanemu mężowi ani położnej). W takiej stresowej atmosferze
                  szpitalnej rodziła się nasza ukochana obecnie 7-letnia Lidusia.
                  Kolejne porody już w domu, chociaż sporo dłuższe były dla mnie o wiele
                  łatwiejsze, łagodniejsze. Drugi poród z naszą zaprzyjaźnioną lubelską położną
                  był odtrutką na ten pierwszy. Danielek spokojnie urodził się w naszym małym
                  mieszkanku ku naszej wielkiej radości.
                  A 4-miesięczna Tosia była na tyle sprytna, że na samym finiszu tak
                  przyśpieszyła, żeby nie zaczekać na naszą drogą położną Zosię. Nasz mały domowy
                  cud. Super było podczas porodu rozpalać i siedzieć przy kominku, przygotowywać
                  i jeść z rodzinką obiad, cieszyć się razem z dziećmi, że "to już", słuchać
                  grania mojego męża na gitarze, dziękować za ten szczególny dzień i że mogę być
                  w miejscu, gdzie czuję się najbezpieczniejsza z osobami, którym ufam. Zapewniać
                  swoje starszaki, że kocham je bardzo mocno i że teraz też mi są bardzo
                  potrzebne.
                  Dwa następne porody, przy których asystowała ta położna były tzw. "z rączką"
                  czyli po generalsku (dziecko podczas porodu trzyma rękę na głowie). Oba były
                  również bez pęknięć, jedynie lekkie otarcia. Jestem dla Zosi pełna podziwu.
                  Pomimo chorej nogi, potrafi wiele czasu spędzić na kolanach przy rodzącej, żeby
                  mogła rodzić jak najbardziej w pozycji spionizowanej.
                  Przed tym trzecim porodem pacowałam trochę na położnictwie i tam właśnie tym
                  bardziej się utwierdziłam, że dom jest lepszym miejscem do rodzenia dla zdrowej
                  mamy i zdrowego dziecka. Przejęły mnie prawdziwą grozą liczne częste zakażenia
                  szpitalne, stan rozbicia psychicznego matek po porodzie, pozostawienie ich
                  samym sobie, liczne nieprawidłowe ingerencje w akt rodzenia i karmienia, i brak
                  dbałości personelu o zachowanie intymnych warunków dla rodzącej rodziny
                  (wiecznie otwarte drzwi). Z wielką ulgą przyjęłam możliwość rodzenia w domu.
                  Pozdrawiam wszystkie mamy :o)
                  • barbie-torun poród w szpitalu 17.04.07, 08:13
                    pięknie piszesz Fizula smile
                    ja nie miałam tyle szczęścia
                    a ostatni czyli 4 poród udręka od drzwi- "po co pani tak wcześnie przyjechała?"
                    albo lekarz dyżurny - "po co poród rodzinny? lepiej na sali..."
                    w trakcie- położna- "pani zarzyje lekarstwo(do dziś nie wiem co to było) pod
                    język to będą szybsze skurcze..."
                    dwie położne na dyżurze zamiast 3 -bo jedna chora na zastępstwo brak- w tym
                    czasie rodziło ok. 9-11 kobiet,
                    mój rodzinny przebiegał tak,że przez ok. 30 minut położna nie mogła dodzwonić
                    się do banku krwi pępowinowej z paczką od rodzącej przede mną, do tego pomylone
                    numery paczki z formularzem zgłoszeniowym u nich w Krakowie, ciekawe ile innych
                    paczek pomylili i żeby malec nie zachorował sad
                    kołomyja a ja skurcze mam co 5 minut opasujące, od 2 dni nie spałam bo miałam
                    skurcze przepowiadające,
                    siedzę na sako albo wiszę na drabinkach, położna mnie przeprasza już 5 raz, a
                    mąż kwituje to dowcipami,
                    pani potem znika na nastepne 10 minut,
                    potem pyta czy mam skurcze parte
                    a ja nie wiem,
                    lekarza nie ma jeszcze,
                    zabiera mnie na salę porodową obok na fotel rodzący,
                    na moją prośbę podnoszą mi oparcie,
                    na salce ciasno bo dostawili zieloną wannę porodową " dla fok i morsów" jak ja
                    to nazywam, rozczarowana kobieta przezde mną ta od krwi pępowinowej była bo nie
                    mogła w wannie rodzić, skażenie by od wody było, ale jakieś znieczulenie miała,
                    bo malec spał prawie przez 2 doby po(neonatolog tak powiedziała, ze od
                    znieczulenia) nawet nie płakał, taki osowiały był, mogłą wyspać się w
                    przeciwieństwie do mojej niuni, która darła się w niebogłosy od chwili
                    wyjrzenia na świat,
                    na ogólnej sali we 3 mamy + dzieci byłyśmy ale dostawiono czwarty komplet
                    tarasując dojście do umywalki;
                    leżałam sobie obolała pod kroplówkami nie mogąc ruchu zrobić,
                    po 3 juz kroplówce położna znowu spytała czy mi lepiej, a ja NIE
                    więc po obchodzie dano mi jeszce 1 kroplówkę i znowu pytano czy lepiej a ja
                    znowu NIE bo ruszać nogą nie mogę, ani na bok się obrócić, znowu po kwadransie
                    pytają czy lepej więc dla spokoju odpowiadam, że TAK
                    i to był błąd- przychodzi salowa czy pani już się kapała ? bo jak nie to panią
                    podmyję...
                    COOOO na oczach 3 kobiet i kręcącego się personelu...
                    dostałam pałera i pomaluśko do łazienki,
                    oczywiście mała ryczała w niebogłosy wiec zeszło mi dobrą godzinę zanim wyszłam
                    po umyciu, mała znowu wyje, szwy ciągną, głowa skołatana, zakaz odwiedzin bo
                    grypa w mieście panuję, wygłodniała jak wilk a obok dziewczyny zajadają, ja
                    swoje 2 kanapki dawno temu pochłonęłam i czekam na obiad;
                    mąż dojechał ok. 17 i przywiózł kanapki, wodę i dzieciaki smile
                    zobaczyły mamę i siostrę bo potajemnie przemycił się korytarzami, bocznymi
                    obejściami(swój chłop rutyna to już 4 raz Tatą został) a jakaś swojska położna
                    odworzyła im drzwi na korytarz,
                    bąble pytały: "Mama kiedy wracasz?"
                    "Jutro albo pojutrze"

                    oczywiście standard- 48 godzin pobyt-pobranie krwi z piętki, wypis i do domu z
                    adnotacją "dalszą opiekę przejmuje położna środowiskowa"
                    która dotarła do mnie do domu 3 dni póżniej o godzinie 20.00 NIE DOWIDZĄC
                    dobrze (5 grudnia) czy żółtaczka się utrzmuje czy nie...
                    no i za kilka dni pojechaliśmy do szpitala zbadać aparacikiem poziom żółtaczki
                    takie piknięcie w czółko i badanie ogólne noworodka przy tym,
                    położna środowiskowa jeszcze raz zadzwoniła do domu i cały patronaż zakończony,

                    po co mi było przeprowadzac się do nowego domu a by po latach mieć gorszą
                    opiekę medyczną niż w wieżowcu w kawalerce?
                    wygód się chciało
                    ale wszystko zależy od człowieka

                    a wielomatka wytrzyma WIELE

                    maleńka w domu spała po 3-5 godzin,
                    mamusia wykąpana, najedzona, wyspana
                    książki czytała, seriale oglądała, ciuszki układała
                    i żyła pełną piersią ... MLEKA oczywiście smile))
    • mamusiewa Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 17.04.07, 11:31
      A u mnie było odwrotnie-pierwszy poród w domu, a reszta w szpitalu. Dobrze,że
      pierwszy w domu, bo te 20 godzin trudno byłoby znieść w szpitalu. Tańczyłam,
      jadłam, kąpałam się kiedy chciałam, nie było nacięcia, więc przy kolejnych
      porodach w szpitalu już im nie wypadało tego robić. Urodziła si ę zdrowa Julia.
      Przy drugim dziecku nasza położna akurat miała bardzo ważny wyjazd, a Antoś na
      nią nie poczekał, więc pojechalismy do szpitala. Po 12 godzinach wyszłam ze
      szpitala na własną prośbę. Kolejne dzieci w szpitalu z założenia, ale jechałam
      tam na ostatnią chwilę-moja mama też jest położną, więc mnie badała i do końca
      byłam w domu. Na izbie przyjęć zdążyłam się podpisać( ogólnie do wyjścia na
      swiat Emilki upłynęło ok. pół godziny). 3 i 4 dziecko rodziłam w szpitalu,
      bo....nie chcialo mi się rozkładać w domu z tym bałaganem, a poza tym obawiałam
      się nieco reakcji dzieci i mojej, gdyby porody wypadły w dzien. Mój
      ostatni,szpitalny poród opisałam już w wątku: JUŻ JEST .Szpitalne porody
      wspominam dobrze, bo: zawsze były w nocy lub na popołudniowym weekendowym
      dyzurze, nie było innych rodzących oraz miałam cudowne połozne.Byłam tez bardzo
      dobrze traktowana, a może to dlatego,że w tym szpitalu pracuję? Uważam, że
      kobieta powinna mieć wybór miejsca porodu, bo teraz rodzenie w domu nie obywa
      się bez negatywnych komentarzy środowiska medycznego,rodzinnego itp., a to
      nieco przycmiewa radość rodzenia.
      • embro1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 19.04.07, 02:31
        Mój pierwszy poród- kołatała się mysl żeby w domu, ale nie byłam pewna jak to
        jest smile
        Szpital Św Zofii w Warszawie o najwyższych notowaniach, ale nie obyło się bez:
        przy przyjęciu dłuuugie przepytywanie do "papierów" pesel itd... a ja miałam
        rozwarcie na 4 cm (wody odeszły w domu o 18.30), potem z automatu wpisały datę
        porodu na next day (była godz 20.00) a na słowa mego meza, że urodzę dzisiaj
        powiedziały Taaa na pewno... i co- pomyliły się urodziłam o 23.15.
        Poród bardzo miły, połozna z dyżuru, ale ja jakaś otumaniona byłam, poddałam się
        i wykonywałam o co prosiła, m inn zupełnie nie wiem dlaczego urodziłam na fotelu
        dla rodzących, zamiast tak jak chciałam przedtem w kucki... Ot niepewnie i nie
        na swoim gruncie czułam się nawet w tym niby miłym pokoju agrestowym. Połozna co
        jakis czas sprawdzała rozwarcie, zupełnie niepotrzenie moim zdaniem.
        Większośc porodu spędziłam w wannie, ale to wstawanie z wanny i wychodzenie
        kilka razy na korytarz żeby dostać się do wc, na oczach wszystkich w dyżurce nie
        było zbyt fajne, nie rozumiem dlaczego nie zainstaluja chociaż takich mini
        turystycznych toaletek?
        Położna ogólnie miła, asystowali jeszcze w końcówce lekarz i lekarka, w sumie
        nie wiem dlaczego, ale ok, przynajmniej pokazali nam na naszą prośbę i opisali
        szczegółowo łożysko smile Ogólnie poród wspominam jako bardzo dobry, ale nie ma co
        się równać do domowego... Przy partych nie krzyczałam, krocze nie było nacinane
        ale pękło i też nie wiem dlaczego zszywała mi na żywca, bolało bardziej niż cały
        poród, brrr, tu dopiero krzyknęłam.
        Po porodzie w szpitalu wynajęlismy pokój rodzinny tzn. taki w którym mógł
        przebywać też mój mąż przez całe 3 doby ze mną i maleńką.Spałam, spałam, spałam
        z przerwami na karmienie. Czułam się jakbym była chora, wizyty lekarzy, obchody
        itd...
        No i cena, w 2002 roku poród + pokój kosztowały nas łącznie 2100zł
        Gdy córcia miała 1 rok i 9 msc, urodziłam synka- sama.
        Miałam skurcze przepowiadające, już na 5 dni przed porodem chcieli mnie
        zatrzymać w szpitalu, ale odmówiłam i bardzo się cieszę, bo pewnie by mi
        przyspieszyli, a tak wody odeszły raniutko o 7.15.
        Zdecydowaliśmy, że ponieważ córcia dopiero wstała i była nieco nieprzytomna, mąz
        zawiezie ją do dziadków.
        W tym czasie byłam w kontakcie tel z Ireną, która po raz pierwszy miała 2
        porody po sobie, i mój 3 bezpośrednio po tamtych, jechała z dośc odległej
        dzielnicy. Próbowałam kąpieli, ale poczułam skurcze parte i w 1 minutę (
        dosłownie, mam zapisane w pamięci telefonu- między dwoma połączeniami z Ireną)
        wyskoczył mój synek, rodziłam oczywiście kucająco- klęcząco, na ręczniku.
        Nigdy tego nie zapomnę, ta siła którą czułam i duma, taka pierwotna siła
        kobiety bliskiej naturze. Nikt mi nic nie kazał, nie prowadził, ciało samo wie
        co ma robić, ja byłam tylko obserwatorem.
        Już przed porodem miałam przeczucie, że cos takiego może się zdarzyć i
        omówiłyśmy szczegółowo z Ireną jak mam urodzić sama, dzięki temu nie czułam
        żadnego lęku, to niesamowite doświadczenie, że natura sama za mnie pcha syna na
        zewnątrz, jak on sam obraca się we mnie i przybiera właściwą pozycję wychodząc,
        jak układa się na mych dłoniach, które podłożyłam, by go przyjąć, myślę, że
        nawet z położną jednak troszkę by mnie to ominęło, a tak ja, moje ciało i
        dziecko byliśmy tylko my, maksymalnie skupieni.
        Kajtuś urodził się o 8.25
        57 cm, 4300g 10 apgar, Irena spóźniła się 5 minut, mój mąz 10min, razem
        urodziliśmy łożysko. Potem leżeliśmy w łóżku, Irena pomagała nam w sprawach
        domowych, rozmawialiśmy... Koło południa maz pojechał po Nataszkę, a ona 1rok,9
        msc powiedziała " chce przytulić Kajtusia" i tak zrobiła, a potem leżeliśmy
        wszyscy razem, szczęśliwi... po południu wstałam, zrobiłam sobie herbaty, miałam
        ochotę ugotować obiad, poprzestałam na kanapkach, okres poporodowy minął mi
        niezauważalnie. Czułam się silna, zdrowa, spełniona i piękna.
        Jeśli mam rodzic to tylko w domu.
        • embro1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 19.04.07, 02:33
          Aha i w domku nic mi nie pękło, tylko maleńkie otarcie było, ha!
          • embro1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 19.04.07, 02:36
            Zapomniałam przy córci napisać , że 57 cm, 3700 i 10 apgar było. smile
        • mamajudo Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 19.04.07, 08:44
          Pięknie to opisałaś, aż dostałam gęsiej skórki smile
          Pięknie. Cudnie.
          • barbie-torun porody i rodzina 19.04.07, 08:50
            piękne wspomnienia masz...
            rozczulam się bardzo gdy ktoś tak pięknei to przeżył
            ja tylko wiem jakie były moje cierpienai i niedogodności
            a potem psychiczne zmęczenie i ciągłe krzyki męża
            oraz wypominania rodziny
            ehh taki mój los
            czy ja zrobiłam coś złego urodziłąm przecież tylko dzieci
            i do tego zdrowe i łądne
            to dlaczego od innych dostaję reprymendy
            i nie mogę liczyć na pomoc
            dobrze ze zawsze jakąś opiekunkę znajdę
            i mogę wrócić do pracy
            co też przeszkadza niektórym

            chciałabym mieć kochajacego mężą
            i rodzinę na którą mogłabym liczyć
        • fizula Re: Embro1 20.04.07, 23:11
          Podoba mi się, jak piszesz.
          Wiesz co, my też mieliśmy przeczucie, że może się nam zdarzyć samodzielny
          poród. Zwłaszcza mój mąż się tego obawiał baaardzo (równoczesny wyliczony poród
          miała inna rodząca, z którą była położna umówiona). Nawet w celu wyrażenia
          naszych obaw zaprosiliśmy naszą położną (z którą na przyjacielskiej stopie
          jesteśmy), ale ona to zbyła: "A gdzie Wasza wiara w Opatrzność Bożą?" (no i w
          sumie zawstydziła nas tym, bo jesteśmy wierzący). Zaczęła wymieniać odległe
          miejscowości (np. 50 km), do których do tej pory zdążyła dojechać i nigdy się
          nie spóźniła. Ale na końcu dodała: "Ale przecież sama to nie urodzisz? Też
          urodzisz i to dobrze"
          No i pięknie się sprawdziło :o) Dobrze, że zachęciłam męża, żeby przeczytał
          rozdział na temat samodzielnego rodzenia. Był naprawdę najlepszą położną dla
          mnie, spełniającą wszystkie zachcianki, uprzedzająco pomocną, a przy tym
          baaardzo spokojną. Co 3 minuty wychodził, by się denerwować i dzwonić do
          położnej, a schodził na dół, bym nie musiała tego słuchać, po czym wracał i
          niczym nie zakłócał mojego wyciszenia, po prostu był do mojej dyspozycji,
          ścierał mi pot, pomagał wchodzić do wanny, wychodzić itd.
          Najpiękniejszy moment, kiedy kucnęłam i zawołałam: "Grzesiu, pomóż" (a Grześ
          nie wiedział, jak i w czym, i że to już, o naiwności męska :o) i wtedy Tosia
          spłynęła na czworo naszych rąk. I była najpiękniejsza, bardzo śliska,
          mięciutka. Piszę "spłynęła", bo wtedy dopiero pękł pęcherz płodowy i odpłynęły
          wody płodowe. Dzięki czemu Tosia w czepku się urodziła (a czepek zgubiliśmy ku
          rozpaczy naszej położnej, która się martwiła, że niecałe błony urodziłam, ale
          później sobie o nim przypomnieliśmy).
          Teraz przez to nagminne przyspieszanie porodów niewiele dzieci rodzi się w
          szpitalu w czepkach, bo błony płodowe zazwyczaj wcześniej przebijają.
          POzdrawiam ciepło Was wszystkich :o)
          • embro1 Re: Embro1 22.04.07, 13:25
            Fizula. Ty tez pięknie... i inne rodzące w domku, pozdrawiam smile))
            ps. przeczytałam dawno temu, w jakims piśmie medycznym, że w Holandii około 40 %
            porodów odbywa się w domu, rodząca wzywa tylko specjalnie wyposażoną karetkę, w
            której są lekarze położnicy- gin. a karetki wyposażone tak by nawet cesarkę
            mozna było przeprowadzić. Taka karetka "koczuje" pod domem rodzącej przez cały
            poród na wszelki wypadek i nie wtrąca się niepotrzebnie. Nie jestem pewna, ale
            chyba płaci za to państwo, to i tak taniej niż przyjęcie rodzącej do szpitala i
            jej 3-7 dni pobytu..., a u nas ciemnota wśród lekarzy, nie mówiąc o tym, że
            karetek takich nie ma ( w karetce siedzi np stażysta internista, który porodu na
            oczy nie widział), no i wezwanie takiej karetki "na wszelki wypadek", żeby stała
            pod bramą- nie ma mowy, zaraz władują się do domu i będą chcieli zabierać,
            lepiej nie wzywać. Jeden znam tylko przypadek, kobieta lekarka po znajomosci
            zamówiła sobie prywatną ( chyba Falck) karetkę i zapłaciła by koczowali pod
            domem, oczywiście obyło się bez ich interwencji. A dla niedowiarków- zadajcie
            pytanie w szpitalu ile statystycznie trafia do nich kobiet z komplikacjami w
            porodzie domowym, wymagających szybkiej interwencji, ratującej życie mamy lub
            dziecka- w 2004 roku zadawałam to pytanie w kilku szpitalach, odpowiedź- "nie
            pamiętamy takiego przypadku", a straszyć to potrafią... czasem zdarza się, że
            łożysko nie odejdzie całe i trzeba udać się na zabieg oczyszczania macicy,
            czasem mama rodzi bardzo długo i boleśnie i zmienia zdanie- jedzie do szpitala
            przyspieszyć lub znieczulic, ale o przypadkach śmierci, bądź utraty zdrowia w
            porodzie domowym w ostatnich latach to jednostkowe przypadki, a wszpitalu-
            statystyki mówią same za siebie- wiele takich przypadków każdego dnia...
            no tak się rozpisałam, bo czasem słyszę jakieś głupie uwagi nt. rodzenia w domu...
            • embro1 Re: Embro1 22.04.07, 13:37
              aha, barbie torun, położne które przyjmuja w domu z reguły mają swoją
              działalność i w zasadzie nie przyjmują w szpitalach, po prostu dlatego że nie
              podoba im się "przemysł" rodzenia szpitalnego. przyjmuja porody domowe, lub w
              prywatnych klinikach, domu narodzin itd. najlepiej nie szukac ich w szpitalu
              tylko pocztą pantoflową i z polecenia...
    • doraf Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 24.04.07, 23:58
      Drogie Wielomamy, jak balsam jest to co piszecie o porodach domowych. Miło jest
      to wszystko czytać. Jestem położną domową i czasami zastanawiam się czy ma sens
      to co robię. Po takiej lekturze mam ochotę na dalszą działalność.
      Położna.
      • embro1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 25.04.07, 19:54
        Doraf, twoja praca ma sens !!! Dzięki takim jak Ty połoznym wiele kobiet ma
        szansę przeżyć poród jako coś pięknego, we własnym ciepłym domku, tak naprawdę
        to jest Was za mało, i za mało jest dobrej promocji rodzenia w domu.
        Pozdrawiam Cię i trzymaj się cieplutko w tym co robisz...
        • barbegazi Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 26.04.07, 16:19
          No to może dopiszę że właśnie Doraf odbierała nasz poród w domusmile)) JA CHCĘ
          WIĘCEJ TAKICH PORODÓW big_grinDD
          • kaakaa Doraf, nie odbieraj porodów... 26.04.07, 21:44
            proszę! nie odbieraj, przyjmuj. I uświadamjaj wszystkie swoje podopieczne, że
            nie jesteś od tego by im cokolwiek odbierać. Niech nikt więcej nie napisze, że
            mu "odebrałaś poród", bo aż przykro to czytać... wink
            A porody domowe oczywiście popieram. Co więcej, uważam, że powinny być bardziej
            powszechne oraz refundowane przez NFZ.
            Czy położne nie mogłyby się zorganizować i przeforsować wciągnięcia na listę
            refundowanych świadczeń opieki położniczej w trakcie ciąży, porodu domowego i
            poradnictwa w okresie połogu? To by się tak bardzo przydało...
            • embro1 Re: Doraf, nie odbieraj porodów... 26.04.07, 23:52
              tak Irena tez mi zawsze mówiła ze ona przyjmuje, ale tamto określenie tak bardzo
              wrosło w język, że się zapominam, zresztą dla mnie nazewnictwo nie ma takiego
              znaczenia, jak podejście.
              • kaakaa Re: Doraf, nie odbieraj porodów... 07.05.07, 12:12
                embro1 napisał(a): dla mnie nazewnictwo nie ma takiego znaczenia, jak podejście.

                Trudno się z tym nie zgodzić. Jednak uwzględniając podejście postulowane przez
                neurolingwistyczne programowanie, należy zauważyć, że to, w jaki sposób o czymś
                mówimy ma przemożny w pływ na nasze działanie...
                • housewife1 Re: Doraf, nie odbieraj porodów... 09.05.07, 21:43
                  kaakaa
                  Częsciowo się zgodzę, chociaż są przecież różne podejścia psychologiczne...
                  Mnie najbardziej pasuje, że największy wpływ ma sposób myślenia, który przekłada
                  się na działanie. Wiec jeśli dla mnie słowa "odbieranie porodu" nie jest
                  jednoznaczne z "zabieraniem porodu", tylko po prostu jest to dla mnie termin
                  medyczny to nie ma to na mnie jakiegoś specjalnego wpływu, natomiast każdy ma
                  oczywiście swoje skojarzenia.
                  W sumie do "przyjmowania porodu" jakby ktoś chciał to też może mieć złe
                  skojarzenia np, że połozna przyjmuje dziecko niejako od matki
                  (przyjmuje-przejmuje), w zasadzie znaczenie jest podobne, i tu i tu, położna
                  "robi coś" z porodem i dzieckiem.
                  Mnie osobiście najbardziej by pasowało określenie "pomaga przy porodzie",
                  właśnie tak, ani nie odbiera, ani nie przyjmuje tylko pomaga matce i dziecku w
                  porodzie, bo poród powinien moim zdaniem należeć do kobiety i dziecka, a
                  połozna, lekarze i inni tylko im pomagać.
                  • kaakaa Różnica miedzy odbieraniam a przyjmowaniem 11.05.07, 00:10
                    W moim odczuciu:
                    Odbieranie - jest aktywne, wymaga działania ze strony osoby odbierającej (przy
                    porodzie działać mają kobieta i dziecko a nie personel, więc określenie, że
                    położna "odbiera poród" zupełnie nie przystaje do pracy, którą powinna wykonywać)
                    Przyjmowanie - jest pasywne, strona przyjmująca poród czeka, żeby przyjąć,
                    aktywność pozostawia się rodzącej kobiecie.

                    Przez analogię - odbieranie gościa (mi się kojarzy z tym, że jedziemy po kogoś
                    na dworzec lub litnisko) i przyjmowanie gościa (czekamy sobie spokojnie na kogoś
                    w domu, i zajmujemy się nim kiedy przyjdzie).
                    To tak z lingwistycznego punktu widzenia.
                    Oczywiście każdy może mieć nieco inne odczucia. Jednak spotkałam wiele osób
                    zwalczajcych określenie "odbierania porodu", więc nie tylko moje skojarzenia są
                    nieprzyjemne.
    • agava07 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 26.04.07, 21:43
      Pierwsze w szpitalu na Karowej - czułam się zażenowana, zaszufladkowana, itd. -
      powiedziałam: nigdy więcej,
      dwa następne w domu ze znaną położną; oba z tą samą, a jednak ten trzeci trochę
      mnie już rozczarował - ciągle mówiła o pieniądzach - czar prysł sad
      Z czwartego porodu w odnowionym szpitalu w Międzylesiu jestem bardzo
      zadowolona - było jak w prywatnej klinice, a jednak opłaty symboliczne, jak na
      Warszawę. Szkoda mi było oddać całe becikowe położnej za ... w sumie nie tak
      ciężką pracę
      • embro1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 26.04.07, 23:47
        ja zapłacilam uwcześnie 700 zł, mimo ze nie zdążyła na właściwy poród, ale
        płacisz nie tylko za poród, także za wczesniejsze konsultacje (my mieliśmy kilka
        spotkań), za gotowość, że przyjedzie do Ciebie ( bo w tym samym terminie musi
        komuś odmówić, nie może mieć więcej jak 3, 4 osoby o bardzo zbliżonych
        terminach) no sama praca fizycznie może nie tak ciężka, ale za to psychicznie na
        pewno zdecydowanie bardziej obciążająca, bo ona wie, że w razie czego jest sama,
        bez zaplecza medycznego. mnie się wydaje ze ten tysiąc to i tak tanio, ja za
        poród w zofii zapłaciłam w 2002 roku razem 2100, teraz pewnie jest drożej, a
        siostra mego męza za poród w klinice damiana w 2004r.- 6000 (sześć tysięcy)!!!
        dolicz wizyty lekarskie itd.
        • embro1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 26.04.07, 23:49
          acha i jeszcze nami się opiekowała po porodzie bezpośrednio, potem ze dwie
          wizyty, i była na telefon jako konsultant od karmienia itd...
          • willyfog Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 06.05.07, 18:14
            Ja pierwsze dziecko urodziłam w szpitalu, drugie w domu sama z mężem, bo
            położna również nie zdążyła, a niedługo urodzę trzecie. Zdecydowałam się na św.
            Zofię, chociaż wolałabym również w domu. Macie jakieś namiary na różne położne,
            z którymi dobrze się Wam rodziło?
            • kaakaa Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 06.05.07, 21:11
              Na Żelaznej jest takie trio - Magda, Monika i Marysia. Trzy położne, które
              współpracują ze sobą. Przyjmują porody na Żelaznej i w domu też. Dziewczyny
              umawiają się z nimi trzema (wszystkie są bardzo OK) wskazując swoje preferencje
              - z którą najchętniej, z którą mniej chętnie chciałyby rodzić. To, z którą się
              rodzi zależy od preferencji i dostępności danej położej. Moim zdaniem to lepsze
              rozwiązanie niż umawianie się z konkretną położną, która w momencie Twojego
              porodu może być akurat po dwunastogodzinnym dyżuże. Jeśli interesują Cię
              szczegóły, to napisz na priv.
              • barbegazi Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 10.05.07, 00:43
                Polecam stronę o dobrym porodzie:
                www.dobrzeurodzeni.pl/

                A tu jest zdjęcie naszej córci "dobrze urodzonej" smile- to ta w niebieskim
                ręczniczku:
                www.dobrzeurodzeni.pl/galeria/strona1.html


    • sumatra1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 17.05.07, 22:49
      Ech, porody domowe... też miałam ochotę rodzić w domu, żeby było tak przytulnie,
      rodzinnie. Przy pierwszym się nie udało, bo wylądowałam duzo wcześniej w
      szpitalu i miałam wywoływany poród... Przy drugim byłam bliska podjęcia decyzji.
      Całe szczęście, ze się nie zdecydowałam bo małemu dramatycznie zaczęło spadać
      tętno, trzeba było zrobić natychmiast cesarkę itd... a zima była sroga i nie
      wiem jak długo jechałaby do nas karetka. Jestem wdzięczna mężowi, że mnie
      odciągnął od myśli o porodzie w domu. Przy trzecim już się nie odważę, chociaż
      ciągle taka myśl mi sie po głowie kołacze...
      • housewife1 Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 24.05.07, 23:00
        jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości nie rodź na siłę w domu, każda połozna ci to
        powie, rodzić w domu mogą kobiety zdecydowane i zdeterminowane, silne
        psychicznie i zdrowe fizycznie ( to ja embro1 nowy nick)
    • silije.amj Re: PORODY W DOMU- WIELOMAMY 03.06.07, 22:22
      Witajcie Wielomamy smile Dziękuję za ciekawy wątek. Jestem w trzeciej ciąży,
      termin za niecałe 20 dni i zamierzamy rodzić w domu. Nasza położna jest z Piły,
      my spod Poznania. Dwie córki urodziłam w szpitalach, a teraz proszę,
      potrzymajcie za nas kciuki, by udało się pięknie urodzić w domku smile.
      • kaakaa Uda się!!! 05.06.07, 00:25
        Nie mam cienia wątpliwości, że będzie pięknie!
        • housewife1 Re: Uda się!!! 09.06.07, 02:56
          jeśli tylko będziesz dobrej myśli, na pewno wszystko się uda...
          położna tylko (i aż) pomaga, rodzisz ty, jeśli chcesz uda się pięknie, napisz
          jak było...
          • silije.amj Re: Uda się!!! 02.07.07, 08:15
            Racja! Udało się i nie mogło być lepiej niż było!
            Urodziłam gładko synka-olbrzymka (4,5 kilo) w piątkową noc, prosto na imieniny
            tatusia w przytulnym pokoju na worku sako. Jesteśmy tacy szczęśliwi. Szczegółowa
            relacja już prawie spisana, zamieszczę do niej linka smile.
            Dziękuję!
            • housewife1 Re: Uda się!!! 02.07.07, 10:13
              Gratulacje, bardzo się cieszę, że się pięknie udało. Czekam na relację...
              Pozdrawiam cieplutko całą rodzinkę
              • silije.amj Re: Uda się!!! 02.07.07, 14:49
                Relacja jest zamieszczona tutaj, ale wyszła mi dłuższa niż sam poród wink. Więc
                tylko dla wytrwałych czytaczy wink
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45447&w=65215556
                • kaakaa Gratuluję jeszcze raz 03.07.07, 13:05
                  Nie miałam cienia wątpliwości, że się uda smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka