Dziewczyny,kopiuję moja wypowiedz w watku o wielodzietnosci i
religijności. Moze bedzie bardziej widoczny. zalezy mi na waszych
wypowiedziach.....
Taka mnie refleksja naszła.....
U nas nie łaczy sie religijnosc i ilosc dzieci. Pamietam,ze na
jednym z forum dla wielorodziców,był temat cos w stylu "czy znacie
wielodzietne rodziny niewierzace". wynikało z tematu,że raczej nie.
Zreszta, temat grzaski i niebezpieczny,poruszany w róznych
warianatach nie raz i na tym forum tez.
PAmietacie, jak jakis wielodzietny Pan Ambasador napisała,ze
wielodzietność kojarzona jest "albo katolik albo alkoholik". I
jednak, ogolnie, to chyba tak funkcjonuje.
JA denak chciałbym o czyms innym.
Nie wiem, jak mam okreslic siebie...Dlatego napisałam,ze trudno być
RELIGIJNYM w małym miesice, bo to chyba cos innego od bycia
poboznym, czy WIERZACYM.
Nie wiem jaka jestem. W kazdym razie nie religijna i pobozna...
Trudno mi z tym,bo corke na religie posyłam, chcrzcialam dzieci i
czzsem ide do kosciola,a pewnie teraz czesciej, jak corka do komunii
pojdzie....
Ale moralnie mi z tym zle. Najchcetniej bym nie wychowywala dzieci
religijnie. Tzn.corka uczy sie na religii,al w domu nie zyjemy
wiara. Owczem, modlimy sie do aniola stróza,bo to takie urocze,
zytam im o JEzusie i Biblii,bo to element naszej kultury i mam
wielki szacunek. Lubie im o paiezu czytac, bo mogłam dotknac sama
DOBRA....
ale juz cała sprawa z komunia to dla mnie szopla
bedzie...Jednoczesnie same nie chodziłsmy do koscioła bedac dziecmi
i do komunii, i wiemy z sioistra co przeyysmy....ze strony wzorowych
parafian

byłysmy zydki,kocia wiara itp. Niestety,nie mysle,zeby
wiele sie zmieniło,zwłaszcza w małych miasteczkach.... Widze to...
Np.wiecie, gdzie było rozpoczecie roku u mojej corki w zwyczajnej
pulbicznej szkole? W kosciele........
Kurka, jak mnie ten temat meczy.........nie wiem jak sie
okrecic.....