Dodaj do ulubionych

trudno jest byc niereligijnym w małym mieście

17.10.08, 12:38
Dziewczyny,kopiuję moja wypowiedz w watku o wielodzietnosci i
religijności. Moze bedzie bardziej widoczny. zalezy mi na waszych
wypowiedziach.....

Taka mnie refleksja naszła.....
U nas nie łaczy sie religijnosc i ilosc dzieci. Pamietam,ze na
jednym z forum dla wielorodziców,był temat cos w stylu "czy znacie
wielodzietne rodziny niewierzace". wynikało z tematu,że raczej nie.
Zreszta, temat grzaski i niebezpieczny,poruszany w róznych
warianatach nie raz i na tym forum tez.
PAmietacie, jak jakis wielodzietny Pan Ambasador napisała,ze
wielodzietność kojarzona jest "albo katolik albo alkoholik". I
jednak, ogolnie, to chyba tak funkcjonuje.
JA denak chciałbym o czyms innym.
Nie wiem, jak mam okreslic siebie...Dlatego napisałam,ze trudno być
RELIGIJNYM w małym miesice, bo to chyba cos innego od bycia
poboznym, czy WIERZACYM.
Nie wiem jaka jestem. W kazdym razie nie religijna i pobozna...
Trudno mi z tym,bo corke na religie posyłam, chcrzcialam dzieci i
czzsem ide do kosciola,a pewnie teraz czesciej, jak corka do komunii
pojdzie....
Ale moralnie mi z tym zle. Najchcetniej bym nie wychowywala dzieci
religijnie. Tzn.corka uczy sie na religii,al w domu nie zyjemy
wiara. Owczem, modlimy sie do aniola stróza,bo to takie urocze,
zytam im o JEzusie i Biblii,bo to element naszej kultury i mam
wielki szacunek. Lubie im o paiezu czytac, bo mogłam dotknac sama
DOBRA....
ale juz cała sprawa z komunia to dla mnie szopla
bedzie...Jednoczesnie same nie chodziłsmy do koscioła bedac dziecmi
i do komunii, i wiemy z sioistra co przeyysmy....ze strony wzorowych
parafianuncertain byłysmy zydki,kocia wiara itp. Niestety,nie mysle,zeby
wiele sie zmieniło,zwłaszcza w małych miasteczkach.... Widze to...
Np.wiecie, gdzie było rozpoczecie roku u mojej corki w zwyczajnej
pulbicznej szkole? W kosciele........
Kurka, jak mnie ten temat meczy.........nie wiem jak sie
okrecic.....
Obserwuj wątek
    • hanti w dużym też 18.10.08, 21:01
      tyle że my z mężem jesteśmy zdeklarowanymi niewierzącymi. Długo to trwało bo
      zostaliśmy wychowani, ja to nazywam w zakłamaniu uncertain
      Znaczy na religię się chodziło, komunia owszem, ale już do kościoła było nie po
      drodze i w domu też temat nie istniał.
      Jako dorośli ludzie odcięliśmy się od tych kłamstewek, stwierdzając ze to nie
      nasza bajka.
      Starszaki jeszcze były chrzczone, bo ulegliśmy namowom babć, potem miałam
      strasznego kaca moralnego że ochrzciłam dzieci, bo doskonale widziałam że żadne
      z nas nie da rady wychować ich w wierze katolickiej. Młodsze dziewczynki nie
      były i nie będą chrzczone.

      Dzieciaki nie chodzą na religię i tu zaczęły się schody, bo wychowawczyni Kuby
      jest wierząca i zarzuciła mi to że JA !!! jestem nietolerancyjna bo dziecku
      zabraniam na religię chodzić......... szkoda gadać

      W każdym razie staram się aby dzieci wiedziały kim był Jezus, tak jak kim był
      Budda. Jako ludzie dorośli sami podejmą świadomą decyzję.
      • hedonka Re: w dużym też 20.10.08, 18:40
        O rany hanti, ja Cię podziwiam, a jak Kuba z tym niechodzeniem na religię? Nie
        rusza go, że inni chodzą? Nie ciągnie go?
        Ja też strasznie skacowana w tym temacie, bo też wychowana katolicko, jeszcze
        ślub wzięliśmy w kościele, ale to jakiś ostatni podryg był, teraz jestem
        niewierząca i już. Ale z dziećmi nie wiem, co zrobić. Wojtek poszedł teraz w
        zerówce na religię, zanim w ogóle zdążyliśmy się nad tym zastanowić, poszedł
        raz, powiedział, że pani fajna i chce chodzić. Szlag mnie trafia na religię w
        szkole, ale nie mam odwagi jasno powiedzieć NIE i wziąć na siebie ewentualne
        konsekwencje.
        Najstarsza miała właśnie komunię, żrobiliśmy, co w naszej mocy, żeby nie było
        szopki, tylko rzeczywiste doświadczenie, z Matysią urodzoną 10 dni wcześniej
        nawet nie było tak trudno o metafizykę smile
        Niby uczciwie mówię dzieciom, że ja nie wierzę, ale też pozwalam im chodzić na
        religię, trójka starszych jest ochrzczona, obchodzimy święta, czy to nie jeszcze
        większy kociokwik?
        • hanti Re: w dużym też 21.10.08, 08:53
          Kuba wcale nie chce na religię chodzić, bo stierdził że ta pani od religii
          kłamie tongue_out a było to tak:
          pierwsza lekcja, pani "zapomniała" sprowadzić Kubę do świetlicy, mimo że Kuba
          przypominał jej o tym. Pani katechetka wyjęła kartkę na której był napis "Kocham
          Cię" i mówiła dzieciom że to Jezus napisał. Potem jeszcze kazała Kubie, mimo że
          on nie chciał, przeżegnać się i po tym Kuba odmówił chodzenia na religię.

          Komunia mnie nie martwi, bo dla mnie do impreza prezentowa, wyścig szczurów,
          która dziewczynka będzie miała ładniejszą fryzurę, kto będzie miał imprezę w
          lepszej knajpie, no i "najważniejsze" prezenty i kasa.....szczerze to dla mnie
          okropne i nie zgadzam się żeby moje dzieci w tym uczestniczyły
          • tolka11 Re: w dużym też 21.10.08, 09:05
            Nie wiem dokładnie jak pojmujesz religijność - jesli chodzi ci o
            taką ludową typu obrazy na ścianach, bieganie na kazdy różaniec,
            obnoszenie się z wiara. To nie, nie jestem.
            Jestem Wierząca. I dzieci wychowuję w wierze razem z mężem. Msza
            niedzielna to spotkanie z Bogiem, modlitwa to spotkanie osobiste,
            nie klepiemy modlitw, uczymy rozmawiać. Nie chodzimy na majowe,
            różaniec, bo to kulty poboczne, jedynie zalecane, ale niekonieczne,
            chociaż w Polsce mocno widoczne. Do mnie nie przemawiają. Przemawia
            za to pismo św., szczególnie nowy testament.
            Religia w szkole to mordęga, stanowczo jestem za powrotem
            katechizacji do salek.
            Komunia św to nie szopka, bo moje dzieci przystępują do tzw.
            wczesnej - przygotowywane są na katechizacji przy parafii i w domu,
            uroczystość jest skromna, bez prezentów i blichtru. Dla nich to
            przyjęcie osobiste Jezusa. Mają wtedy 6 lat, teraz właśnie
            przygotowuje się sredniak.
            I chyba odpowiedziałam mimochodem na twoje pytanie.
            • nata76 Re: w dużym też 21.10.08, 09:59
              tolka, temat jest wyrażny NIERELIGIJNYM. Chyba każdy z nas czuję
              różnicze między byciem RELIGIJNYM a WIERZĄCYM........

              Wiara to coś tak silnego i pieknego,jełi się ją ma ,że sie ma
              dylematów....
              • tolka11 Re: w dużym też 21.10.08, 16:19
                Wiesz, dla wielu religijność i wiara są tożsame. I przecież mogą być
                jesli się tę religijność rozpatruje przez pryzmat wiary, a nie samej
                religijności na pokaz.
                • luxnordynka Re: w dużym też 21.10.08, 22:44
                  Nata, trudno tez byc religijnym\wierzacym w Luksemburgu, tu jestesmy zdecydowana
                  mniejszoscia. Po prostu trudno byc mniejszoscia, Ewa
                  Tolka, fajne masz podejscie... ladnie napisalas, ehh, jak my bysmy chciali
                  obronic te wartosci ktore sa dla nas wazne w tym panstwie, w naszych dzieciach,
                  oby sie udalo, ale dewotami nie jestesmy smile)
                  • tolka11 Re: w dużym też 22.10.08, 09:04
                    >Po prostu trudno byc mniejszoscia

                    Ot i sedno problemu. Tak to własnie jest, trudno być mniejszością.
                    • wegielek Re: w dużym też 23.10.08, 11:10
                      jestesmy z mezem wierzacy. ale nie super religijnismile
                      na msze w niedziele nie chodzimy tylko w sobote i to wieczorem,
                      sasiedzi nie widza naszych rodzinnych przemarszow do kosciolasmile
                      na majowe, rozaniec tez nie.
                      swieta obchodzimy, chrzcimy dzieci, ale nie robimy megaimprez. nie w
                      lokalu, tylko w domu. z komunia pewnie bedzie podobniesmile
                      czytamy Pismo sw dla dzieci, modli sie maz z dziecmi wieczorem.
                      tyle.

                      a to jak sie katechetka obeszla w szkole z Kuba hanti napawa mnie
                      wstydem i oburzeniem - jak mozna KAZAC dziecku sie przezegnac? dla
                      mnie to nie do pomyslenia.znam ludzi niewierzacych, mam takich w
                      rodzinie, wychowywalam sie z dziecmi niewierzacymi. mozemy zyc razem
                      i obok siebie, nie przeszkadzajac sobie nawzajem. dla mnie to tez
                      sytuacje gdy mozna dzieciom mowic, ze ludzie sa rozni. i zydzi i
                      muzulmanie i buddysci i chrzescijanie i niewierzacy... dla mnie to
                      bogactwo kulturowe smile
                      • wegielek jeszczo jedno o szkole 23.10.08, 11:15
                        tak sobie jeszcze mysle, ze katechetka w szkole Kuby nie okazala mu
                        po prostu szacunku - przeciez byl pierwszy raz na religii, tak? to
                        chyba powinno jej dac do myslenia.
                        ale sa ludzie i parapety...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka