Kazda z nas zmieniajac kraj i dokladajac do tego meze/niemeza w postaci
obcokrajowca musiala zaadoptowac polskie zwyczaje do nowej rzeczywistosci
plus bardzo czesto adoptowac nowe zwyczaje. Jestem ciekawa jak to u was
jest/bylo? czy mialyscie problemy z zaakceptowaniem pewnych zyczajow czy tez
stalo sie to niejako automatycznie? A jak wasze polowki?
Moj maz doskonale przyjal wiekszosc polskich tradycji, przekonal sie nawet
do specjalnej wielkanocnej salatki, choc jak pierwszy raz zobaczyl co
mieszamy razem to mina mu troche zrzedla
Ja jestem otwarta na wszelkiego rodzaju nowosci takze wszystko przyjelam
niejako automatycznie.
Oczywiscie z polskich tradycji zatrzymalismy:
wigilie- ze zmodyfikowanym menu; bez karpia (lokalny jakis niesmaczny i do
tego drogi), bez kutii (maly bardzo uczulony)
wielkanoc (swieconka)
tlusty czwartek-prawdziwe ciazkostrawne superkaloryczne polskie paczki
+ popielec, trzech kroli....
Z lokalnych dodalismy:
Galette de roi- na trzech kroli. Kupuje sie ciasto francuskie z puree
migdalowym w srodku w ktorym ukryte sa dwie fasole, ciemna i jasna (krol i
krolowa), kto znajdzie fasolke jest krolem krolowa przez caly rok. Zabawa
jest super poniewaz piekarnie dolaczaja do ciasta 2 korony
Cabana sucre- wyjazd na syrop klonowy.Od konca lutego do poczatku kwietnia
tradycyjnie jezdzi sie do miejsc w ktorych zbieraja syrop. Mozna jezdzic do
malych miejsc gdzie na raz moze jesc 20-50 osob ( bylam i jakos mi nie
podeszlo) albo do miejsc gdzie iles tam set osob na raz moze usiasc do
stolow,a w soboty wieczorem odbywa sie najprawdziwsza dyskoteka z muzyka
polfolklorystyczna. W jadalni najmniejszy stol ma okolo 2o miejsc,stolow
jest ze 40. Niesamowity widok jak robia omlety-wiadrami wylewaja rozbite
jajka na patelnie ( wielkosci 3 niemowlecych wanienek) i lopatkami wielkosci
wiosla do kajaka mieszaja to. Menu jest typowe, omlety, szynka wedzona i
gotowana- wszystko to polewa sie dowolna iloscia syropu klonowego. Do tego
domowe frytki,fasola, marynaty, domowy keczup, cieple buleczki, jakies
smarowidla. A na deser paczki i tarteletki-oczywiscie skapane w syropie
klonowym
Po tym skromnym jedzonku idzie sie na spacerek w las, tylko nie wolno
zbaczac ze sciezek i trzeba uwazac na misie, bo tez lubia sie przechadzac
...i nie wiem czemu

w drodz powrotnej do domu widze wszedzie sledzie,
kapuste kiszona i ogorki w occie.
Wrzesien/pazdziernik-wyjazd na jablka. Wszyscy jezdza na jablka i kazdy ma
swoje ulubione miejsce. My jezdzimy do Cystersow. Sad jest ogrooomny,
wjezdza sie samochodem, a pozniej tylko chodzi sie i zbiera jablka. Mozna
lazic po drzewach, wchodzic na drabiny albo zbierac z ziemi. Na
'skrzyzowaniach' pomiedzy odmianami jablek siedza braciszkowie i pilnuja aby
ludziska sie nie pogubily. Jezdzimy na caly dzien z prowiantem i robimy
sobie piknik. A potem kupujemy wyroby wlasne braciszkow: ucierany miod,
cuchnacy serek, czarna czekolade i musujace wino jablkowe.
Thanksgiving-indyk, nadzienie z watrobki i pietruszki zielonej,warzywa
(marchew,cebulki,rzepa, brukselka zapieczone z tymiankiem, maslem i odrobina
syropu klonowego),kartofle, sos do indyka no i oczywiscie domowy sos z
zurawiny. W Kanadzie obchodzonyw drugi poniedzialek pazdziernika.
I to chyba najwazniejsze a juz na pewno ulubione
A jak u was?
Agnieszka