Wracajac wczoraj z ogledzin kolejnego Volvo wytypowanego do ewentualnego
kupna, w autobusie spotkalam... zjawisko, bo tego inaczej nie da sie nazwac.
Indianin! ale nie taki w pioropuszu, lub meloniku

Elegancko ubrany, z
pieknym, szlachetnym profilem, wlosy do ramion, klasyczny, orli nos, wzrok
utkwiony gdzies daleko poza mijane budynki. I gdy stal trzymajac drazek
autobusowy, wygladal niczym Winetou cwierc wieku pozniej.Dumny i wyniosly...,
autobus zatloczony, ale liczyl sie tylko On, Wodz. Dostojenstwo jakiez niego
bilo bylo powalajace. Widac bylo, ze w jego zylach plynie niepospolita krew.
Bylam tak zauroczona, ze zapomialam iz mam aparat.
*******************************
www.polcom.cl/patagonia
volvina.blog.onet.pl
smakosze.blox.pl