Dodaj do ulubionych

Rozterki emigranta.

13.08.05, 13:33
Post napisany na sąsiednim forum.
Ciekawa jestem czy macie jakieś własne komentarze do tego..

Chodzi oto jak się czujemy w nowych krajach ,jak je odebraliśmy i czy jesteśmy
zadowolwni z opuszczenia Polski smile))


P i e r w s z e w r a ż e n i e.

1983 rok. Szaro - bura Polska i marzenia o tym żeby wyjechać.
Z mojej strony to była trauma po stanie wojennym i codzienna paranoja.
Jak to zgrabnie ujął TEY :
"Co innego widzę ,co innego słyszę."

Więc jak wreszcie dostałam paszport to wsiadłam w samolot do Lyon i opuściłam.
Znajomy Francuz odebrał mnie na lotnisku i jadąc samochodem francuską
autostradą czułam sie jak w filmie smile)
Trudno mi dziś to opisać , to po prostu był inny świat , szerokie drogi ,
mnóstwo światła na autostradzie , reklamy, poczucie bycia w kompletnie innej
rzeczywistości.

Potem nastapiła codzienność i to bardzo szybko. Nie miałam problemów z językiem
ale długo nie mogłam się zmusić żeby mówić po francusku . Około miesiąca.

Podjęcie waznych decyzji , szukanie pracy , pierwsze rozczarowania.

A s y m i l ac j a.

Hmm. To chyba sprawa indywidualna.
Ja we Francji raczej przebywałam w polskim towarzystwie poznanym przez moją
przyjaciółkę wrocławską.
Pobyt tam był przypadkowy i nie do końca dobrowolnie wybrany. Ale świetnie się
czułam w Paryżu , trochę jak na wakacjach.

Do DE wyemigrowaliśmy za chlebem. Od razu zostaliśmy zaakceptowani w ze wzgledu
na status exa.
Pierwsze cztery lata były trudne mimo że przebywałam w środowisku wyłącznie
niemieckim a moje dzieci się tam urodziły.
Po czterech latach zmieniliśmy miejsce zamieszkania i wtedy poczułam się u siebie.
Zaczęłam mówic bdb poniemiecku , miałam wyłacznie niemieckie koleżanki.
Brałam udział we wszystkich ważnych wydarzeniach miejscowej wioski.
Wioska z tych większych , ponad 2000 mieszkanców.
Nie odczuwałam za bardzo faktu bycia Polką , bo nikogo specjalnie nie obchodziło.

Nauczyłam się niemieckiej kuchni , zwyczajów , podpatrywałam moje znajome Niemki
i robiłam to samo coone.
Po sześciu latach pobytu w DE czułam sie tam bardziej u siebie jak w Polsce.

N o r w e g ia.

Przyjechaliśmy tu ... Nie wiem do końca dlaczego ale tak sie stało i juz.
Pirwsze lata były koszmarne.
Wszystko mnie irytowało , nie chciałam sie nauczyć jezyka , przeżyłam ogromne
rozczarowanie.
Ale trzy lata temu gdy przeniosłam sie do Oslo , nauczyłam się jezyka ,dzieci
poszły do porządnych szkół zrobiło sie lepiej.

Ale nigdy Norwegia nie bedzie moim krajem. Jestem tu jako Polka i jako człowiek
szanowana i akceptowana . Norge daje mi takie możliwości zawodowe jakich nie
dałaby mi ani PL ani DE ani Francja.

P o d s u m o w a n i e.

Nie wiem jakie byłyby losy moje gdybym nie wyjechała z PL.
Teraz wiem że nigdzie nie czuję się u siebie , najblizszym krajem są mi dla
mnie Niemcy głownie z powodu moich dzieci.
Mam ciekawe i burzliwe życie...Może warto tak mieć.
Mam poczucie że nie jestem związana z żadnym miesjscem.

Ale nie wiem czemu słucham właśnie berlińskiego radia...
Fajny jazz i mój ulubiony języksmile))

Kran.
Obserwuj wątek
    • alltid_ung Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 13:46
      oj....janie ..jak to czytam to ...hmmm.....ja nie mialam
      rozterek ....wyjechalam co prawda z Polski ale tak naprawde to chyba nie
      koniecznie uswiadomilam sobie to ze nie wroce.....pierwsza moja promese
      dostalam na pol roku i tyle myslalam ze zostane......wiec sie dobrze bawilam bo
      chcialam miec cos do opowiadaniea jak przyjade zpowrotem ;D......a nie
      wrocilam surprised ......a kiedy wkoncu pojechalam do POlski i mojej Warszawki to nie
      znalazlam tego co zostawialam .......i z przyjemnoscia wrocilam do
      mojej "Rzeczpospolitej Szwedzkiej"......i tu jest moje miejsce .....i tutaj
      zawsze chce wrocic.....mmo ze z radoscia zawsze jade do Polski....i z mniejsza
      do innych krajow wink bo ja taki jakis nie koniecznie "podroznik" jestem ;D ;D
      • neeki Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 15:21
        a mnie rozterki towarzyszyly od poczatku. przyjechalam do londynu na wakacje a
        potem mialam problem : zostac nie zostac wink zostalam z milosci, milosc sie
        skonczyla a ja ciagle tu jestem. gdy pojechalam do polski po 2 latach
        uswiadomilam sobie ze to juz nie moj kraj, ze jestem tam gosciem. a polsce
        mialabym lepsze zycie w sensie materialnym, ale tu czuje sie wolna. prace
        mam "niewyspecjalizowana", ale ja lubie, lubie ludzi z ktorymi pracuje, powoli
        mnie awansuja. to smieszne te awansiki jak sie mialo byc prawnikiem w polsce a
        tu mnie awansuja na kolejne stopnie robienia kawy, ale coz wszystko ma swoja
        cene. i ja ja place za to ze nie musze juz zyc w katolickim kraju, gdzie
        wszyscy musza byc tacy sami a jak ktos troche odstaje to w leb. i nie musze
        konczyc prestizowych studiow zeby zarabiac 900zl i zastanawiac sie za co kupic
        buty na zime. moge sobie przechodzic przez ulice na czerwonym swietle bez obaw
        ze dostane mandat od znudzonego policjanta. i klasc nogi an siedzeniu w
        autobusie. i chodzic z piwem po ulicy, a jesli kiedys bede miala psa to bedzie
        sobie latal bez smyczy i bez kaganca. to takie male rzeczy ale dla mnie
        oznaczaja wolnosc. i kocham anonimowosc londynu i to ze kazdy tu jest inny wiec
        dla kazdego znajdzie sie miejsce.
        przy czym ja zawsze podkreslam ze mieszkam w Londynie a nie w anglii bo to
        miasto jest po prostu inne. wiec czuje sie londynczykiem wink
        tylko sie czasami martwie ze moze ta cena za rozwiniecie skrzydel bedzie za
        wysoka wink poki co skladam o rezydenta a po 5 latach wystapie o brytyjski
        paszport.
    • sylwek07 Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 15:29
      to w Londynie mozna bezkarnie przechodzic na czerwonym swietle a psy lataj bez
      smyczy i kaganca?
      • neeki Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 15:33
        dokladnie. jak jest pusta ulica to sobie idziesz. a psy sa dobrze wychowane bo
        tutaj jak kogos pies ugryzie to wlascieciel zabuli.
        to mnie najbardziej wkurzalo w polsce tracenie czasu na stanie na swiatlach
        • sylwek07 Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 15:37
          ja tam przechodze na czerwonym swietle czy to rano,poludnie czy tez wieczor ,co
          do psow to tez w Polsce wlasciciel buli ale Sady pomalu pracuja wiec to jest
          ten maly problem...
          • izabelski Re: Rozterki emigranta. 14.08.05, 01:14
            psy sa dobrze wychowane - bo sa z reguly wykastrowane smile
            • asica74 Re: Rozterki emigranta. 14.08.05, 01:15
              ach ty nocny markusmile
      • malpka108 Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 15:39
        Ciekawy topik, wiec moze i ja sie dolacze choc moj staz w US jest bardzo
        krotki. Przyjechalam tu do narzeczonego, podjelam decyzje juz duzo wczesniej,
        ze na pewno zostaje tutaj (moj maz jest pharmacist in charge i nie mialoby
        sensu przenosic go do Polski,nawet nie zna jezyka) Mam mocne postanowienie, nie
        spedzic zycia stojac okrakiem nad oceanem, mam zamiar traktowac to miejsce jako
        swoje. Bardzo mi w tym pomaga rodzina meza (teraz juz tez moja), bo sa
        niewyobrazalnie szczesliwi, ze pomimo juz troche pozniejszego wieku zdecydowal
        sie na malzenstwo. Poza tym mam juz doswiadczenie zycia za granica (choc wtedy
        wiedzialam, ze wroce), pod koniec lat 90tych mieszkalam przez prawie 2 lata w
        Londynie i zadziwiajaco szybko sie zaaklimatyzowalam. Zycze wszystkim
        powodzenia w trudnej ale interesujacej sztuce adaptacji smile
      • tamsin Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 17:51
        ciekawe z tymi psami, ja mimo ze posiadam dwa duze psy, smiertelnie boje sie
        obcych psow..nawet jak sa najbardziej przyjazne..chyba zawalu
        dostalabym..czyzby nie bylo w londynie "leash law" dla psow?
        • neeki Re: Rozterki emigranta. 14.08.05, 13:40
          do autobsu ciagle ktos wsiada z psem bez smyczy i kaganca i pies sobie siada na
          siedzeniu. bardzo mi sie to podoba. przyznaje ze tutaj widok pitt bulla mnie
          nie przeraza mimo ze jest bez smyczy w polsce nawet na smyczy mialam zawal a to
          dlatego ze na koncu tej smyczy byl drech.
    • basia553 Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 17:38
      alez Kranie, nie rozumiem Twojej rozterki. W Niemczech stale szukaja ludzi do
      pracy w domach starcöw, wiec dlaczego nie przeniesiesz sie do Niemiec? Do tego
      masz teraz tutaj cörke.
      • jan.kran Re: Rozterki emigranta. 14.08.05, 00:38
        basia553 napisała:

        > alez Kranie, nie rozumiem Twojej rozterki. W Niemczech stale szukaja ludzi do
        > pracy w domach starcöw, wiec dlaczego nie przeniesiesz sie do Niemiec? Do tego
        > masz teraz tutaj cörke.

        Córkę mam w DE ale w Norge syna.
        I Jemu trudno by było wrócić do DE akurat dziś.
        Natomiast nie mam zamiaru wrócić do Niemiec na niepewne , bezrobocie wysokie
        ,jak wierzyć mediom to Niemcy niedługo padną smile)))

        Poza tym nie po to z takim trudem nauczyłam się języka Wikingów żeby tego nie
        wykorzystać...
        Jak skonczę studia to akurat Junior będzie po maturze a Młoda na finiszu i
        wtedy się zobaczy.
        Kran.
        • basia553 Re: Rozterki emigranta. 14.08.05, 08:40
          a zaczelas juz te studia?
    • syswia Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 17:57
      Wyjezdzajac nastawilam sie na to, ze nie wroce do Polski, ze nie bede na sile
      szukac kontaktu z Polonia, nie bede szukala pracy w polskim srodowisku i ze
      chce sie czuc w Toronto jak u siebie, a nie jak "imigrant".
      Czuje sie tu bardzo dobrze, jak u siebie mimo, ze:
      1. Dwie moje najlepsze kolezanki sa Polkami
      2. Moj maz lubi polskie ciasta i miesa, wiec ciaga mnie po polskich cukierniach
      i sklepach wedliniarskich. Stal sie tez ulubionym "klientem" polskiej
      biblioteki. (nie, zebym go jakos specjalnie odwodzila od tych pomyslowsmile)))
      3. Probowalam nawiazac kontakt z "dzialaczami" polonijnymi, ale na szczescie
      nic z tego nie wyszlo.
      4. Pracuje dla czlowieka pochodzenia polsko-ukrainskiego.... calkiem
      przypadkiemsmile

      PS. Nie mam rozterek. Mam duzo nadziei na dobra przyszlosc i pozytywne mysli.
      Moje zycie w ciagu 3 lat wywrocilo sie do gory nogami, ale bilans jest BARDZO
      dodatni: mam wspanialego meza, pogodne mysli, piekny dom, cieplych tesciow,
      porzadna prace i wlasne miejsce na tej ziemi.
      I o to chodzi.
      • foxie777 Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 20:04

        Ja tez jestem tym doskonale zaaklimatyzowanym emigrantem.
        To juz prawie 30 lat. Wyjazd raczej przypadkowy w 77 roku.
        Rodzina amerykanska, przyjaciele rozni kilku super Rodakow
        bardzo dobra praca, ale jak jestem w Polsce to zawsze mam bardzo
        cieple uczucie do wszystkiego.Tutaj jest moj dom, a tam
        swiat dziecinstwa, wczesnej mlodosci i sentymentow.

        pozdrawiam
      • gherarddottir Re: Rozterki emigranta. 17.08.05, 21:54
        ja mam podobnie jak Syswia..moj maz kocha Polske i polskie jedzenie, kulture
        zwyczaje...
        Zaklimatyzowalam sie juz w kraju w ktorym zyje, ale mam duzy sentyment do Polski
    • triskell Re: Rozterki emigranta. 13.08.05, 21:35
      jan.kran napisała:
      > Mam poczucie że nie jestem związana z żadnym miejscem.

      Kraniku, ze mną jest dokładnie przeciwnie, tak trochę na zasadzie "wherever I
      lay my hat is my home". Czuję się "w domu" czy też "u siebie" zarówno tu w moim
      amerykańskim (wynajmowanym, ale urządzonym i udekorowanym przeze mnie i bardzo
      _moim_ jeśli chodzi o styl) mieszkaniu, jak i w mieszkaniu, które mam we
      Wrocławiu (pomimo remontu, który przeprowadza tam moja siostra - na szczęście
      mamy podobny gust).

      Wyjechałam z miłości. Jak już pisałam w innym wątku, nasza sytuacja rodzinna
      wymaga, żebyśmy tu jeszcze przez kilka lat pomieszkali. Potem oboje bardzo
      chcemy przenieść się do Polski.

      Mam więc wybór - albo usychać z tęsknoty i zupełnie nie cieszyć się tymi kilkoma
      latami w innym kraju, albo wykorzystać je w pełni, poznawać nowe miejsca, nowych
      ludzi, nabywać nowe zdolności (to tu nauczyłam się robić paper mache, batik, czy
      szyć - nie, żebym nie mogła tego robić w Polsce, ale tu akurat spotkałam ludzi,
      którzy mi pomogli w nauce). Wybrałam to drugie (co nie znaczy, że nie tęsknię,
      ale nie pozwalam tej tęsknocie się zdominować). Jestem w kraju, gdzie mój
      pogański handfasting był oficjalnym aktem małżeństwa. Jestem w kraju, gdzie już
      niedługo będę mogła starać się o obywatelstwo i wtedy oficjalnie zmienić imię na
      Triskell. Te i inne możliwości są możliwościami, których nie miałabym w Polsce.
      Więc czemu ich nie wykorzystać smile.

      Kiedy przyjeżdżam do Polski i spotykam się z przyjaciółmi, mam wrażenie,
      jakbyśmy po raz ostatni widzieli się dzień wcześniej. Jesteśmy w stałym
      kontakcie i bardzo tych ludzi kocham. Wiem, że czekają na mój powrót. Ale
      tymczasem mam długie i fascynujące wakacje, z których mam nadzieję wrócić
      bogatsza o nowe przeżycia smile.
      • mijaczek Re: Rozterki emigranta. 14.08.05, 17:29
        A ja wciaz jestem na etapie asymilacji...
        Nigdy nie ukrywam, ze wrocilam do Stanow ze wzgledu na Erika, ale prawda jest
        taka, ze jak bylam w Polsce przez 9 m-cy, zeby skonczyc studia to cos we mnie
        tesknilo za Hameryka...
        Prawda jest taka, ze ja wlasnie [jak ktos to napisal] okrakiem nad oceanem
        stoje... jedna noga w Polsce, jedna noga tu...
        No nic...juz niedlugo na swiecie bedzie Emma... moje amerykanskie dziecko :o)
        dla niej bede tam gdzie bedzie najlepiej...
        • basia553 Re: Rozterki emigranta. 14.08.05, 19:33
          Ty uwazaj na Emme, jak tak stoisz nad oceanemsmile)))))
          • asia.sthm Re: Rozterki emigranta. 14.08.05, 19:41
            Czas nozki dostawic jedna do drugiej
            :o)
    • szpulkaa Re: Rozterki emigranta. 15.08.05, 08:46
      wiesz... potrafisz sie adoptowac do nowych warunkow. udalo Ci sie to w 3
      krajach!smile i to chyba normalne, ze jest takie miejsce, w ktorym czujemy sie
      najlepiej i "u siebie". i wcale nie oznacza to, ze tym miejscem musi byc kraj
      urodzenia... znajomi, wspomnienia, sentymenty to jest to, co liczy sie na
      dluzsza mete. moze daj wiecej czasu Norwegii, zeby i tam zbudowac cos, co Cie
      bedzie trzymalo i dawalo poczucie komfortu, ze to moj domwink
      ja raczej nie czuje sie i nigdy nie czulam emigrantka. na krotko bywam w obcych
      krajach i czesto je zmieniamwink juz za miesiac znow sie przeprowadzam... tym
      razem do Warszawy /coz za egzotyka!wink)/ na rok... teraz jest Rumunia, wczesniej
      Francja... przez te zmiany i ciagle jezdzenie miedzy roznymi domami ciagle czuje
      sie u siebie w wielu krajach... jestem bardziej podroznikiem mimo woli niz
      emigrantem z wyborusmile
    • mon101 Re: Rozterki emigranta. 16.08.05, 13:58
      Kranie, Twoj post spowodowal, ze zaczelam sie zastanawiac to jak to jest ze
      mna. Jakos po tylu latach przestalam o tym myslec. Wyjechalam z Polski pierwszy
      raz na Zachod( Tak to sie wtedy mowilo) jak chodzilam do liceum Moi rodzice z
      trudem zalatwili ze przyjechala do nas na miesiac Francuzka i potem razem
      pojechalysmy na miesiac do Paryza. I pamietam kolosalne wrazenie jak pociag
      przetoczyl sie powolutku z Berlina Wschodniego do Berlina Zachodniego, z
      czarnej nocy (godzina byla pozna) do kaskady swiatel, tlumu ludzi na dworcu i
      ulicach.
      Kiedy moje SGPIsowskie studia zblizaly sie ku koncowi wpadlam w panike, ze oto
      teraz trzeba do pracy, juz sie nie wyjedzie, kaucja, odmowa paszportu itd, itd.
      Wobec tego zrobilam wszystko zeby chociaz jeszcze raz odetchnac zachodnim
      powietrzem (zdesperowana dwudziestolatka, ha, ha). Pomogly mi w tym kontakty z
      moimi przyjaciolmi z emigracji 68 roku, ktorzy masowo wyjechali i
      radosnie "sciagneli" mnie do Szwecji. Tu studia (rozniste, typ historia sztuki,
      wiedza o filmie, teatrze itd, itp), praca, nieudany zwiazek i znow zaczelo mna
      rzucac. Poznalam chlopaka z Polski (przyjezdzali wtedy studenci na truskawki) i
      ciach, wrocilam do Kraju. A tam (pozne lata siedemdziesiate), po paru latach w
      Szwecji, nie umialam sie odnalezc. Ot dylemat emigranta, po pewnym czasie
      jestes "ani, ani". 13 grudnia, piec minut po polnocy milicja nad naszym
      tapczanem Kolega malzonek internowany, na pierwzym widzeniu w Bialolece mowie -
      jak tylko stad wyjdziesz jedziemy do Lali (przyjaciolka w Sztokholmie) I tak
      sie tez stalo, dostalismy paszport w jedna strone, musielismy wszystko sprzedac
      oddac, wyjezdzalismy dramatycnie, nie wiedzac kiedy zobaczymy sie z Rodzina.
      OJ, chyba sie rozpislam, wiec teraz krociutko. Mieszkamy w Sztokholmie,
      zrobilismy tu "kariery", mamy rodzine przyjaciol Powrot do Polski nigdy nie
      przychodzil nam do glowy (zwlaszcza kolega Malzonek zawsze sie oburzal na taka
      mysl). Ale wiecie ze teraz jezdzinmy do Poski coraz czesciej (tanie linie) i
      zastanawiamy sie czy nie kupic tam malego mieszkania. Nie zeby sie przenisc,
      ale zeby moc sobie tam czesto jezdzic. Uwielbiam Sztokholm, zwlaszca latem nie
      ma wspanialszego miasta, ale i Warszawa jest mi bardzo bliska. Tu i tam czuje
      sie w domu i wcale nie czuje ze stoje "okrakiem". Za kazdym razem przeskakuje
      obydwoma nogami.... Sorry za dlugosc tego postu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka