Dodaj do ulubionych

Kierowca+M jako pasazer

14.09.05, 19:21
OPczywiscie tym kierowca jestem ja a upierdliwym pasazerem moj M.Nie
lubie ,och jak nie lubie jezdzic z moim obok.

Wczoraj jedziemy na spotkanie do szkoly,ja za kierownica,po drodze policja
przede mna(nie pierwszy raz i nie ostatni),M-uwazaj,ja-nie jestem
slepa,widze.Skrecam w lewo,zatrzymuje sie ,pieszy przechodzi na
swiatlach ,czekam cierpliwie,ostroznie rozgladam sie ,nikogo nie
ma,jade.Tylko ze w miedzy czasie powtarza swoje-uwazaj,zebys nikogo nie
potracila,no i ta policja niedaleko.Skonczylo sie karczemna awantura w
aucie,darlam sie,ze przez te jego uwagi to tylko sie wkurzylam,rece zaczely
mi si etrzasc a wtedy o wypadek nie trudno.

JAK JA NIE LUBIE JEZDZIC Z MOIM STARYM.
Obserwuj wątek
    • asia.sthm Re: Kierowca+M jako pasazer 14.09.05, 19:40
      Nie wiem czy cie to pocieszy ale ja swojego w tej sprawie wychowywalam jakies
      15 lat i dalam sobie poniekad spokoj bo przeszlam na taktyke wrzasku .
      Po pierwszej uwadze zaczynalam robic awanture nie czekajac az sie sama
      zdenerwuje.
      Teraz po 20 latach skutki widac .... moj maz otwiera dzioba zeby cos powiedziec
      na temat mojego jechania i SAM sie zatrzymuje na drugim trzecim gora slowie.
      Zdarza sie to bardzo rzadko,ale jak potrzebuje podwozki to grzeczny jak aniolek.
      Sam niecierpi jak sie ktos mu wtraca,bez wzgledu na to czy to jestem ja czy
      jego rodzony brat czy kolega.
      Wiele lat mi to wychowywanie zajelo ,bo nie mialam nikogo kto by mi powiedzial
      od poczatku, ze oni sami z siebie NIGDY nie przestana i ze trzeba uzywac
      drastycznych metod zanim popsujemy sobie same nerwy smile))
      Nie dawac sie dziewczyny.

      PS. co innego kiedy potrzebujemy pilota i wtykamy im do reki mape. Wtedy
      sluchamy co sie do nas mowi smile))
      • tamsin Re: Kierowca+M jako pasazer 14.09.05, 19:55
        podpisuje sie Frankie pod twoim bolem. moj stary jak wsiada ze mna to czasami
        podkresla, "szybko pasy zapinac bo moja zona prowadzi" - no jezdzic sie
        odechciewa. Chce do tego dodac, ze on juz nazbieral wiele mandatow a ja
        zadnego!! on stuknal kogos a ja jedynie bylam stukana pewnie przez takich
        madralinskich jak on. Aha, mial nawet taki wypadek, jeszcze w Holandii, ze
        autko poszlo do kasacji, nie wiem jak on z tego calo wyszedl, ale to byl cud.
        Aha, ile razy wyjezdzam z podjazdu to on ma komentarze, ze na pewno tym razem w
        slup wjade (mamy laternie publiczna po jednej stronie a po drugiej prywatna
        lampe). Staram sie unikac z nim jezdzic, ale nie lubie jego jazdy, bo on
        praktycznie na zakretach na dwoch kolach jedzie.
        • iwo19 Re: Kierowca+M jako pasazer 14.09.05, 20:38
          Oj ,uwazaj na niego zebys sie naprawde nie zdenerwowala.Ja tak mialam gdy
          jezdzilam z ojcem jakies 19 lat temu .Do tej porey pamietam ten koszmar.Ale M
          to nir ojciec.Moj M uwaza mnie za dobrego kirowce ale czasami tez mu sie
          wymyka ,"jak ty dzisiaj jezdzisz!".Strasze go ze go wysadze ,jak mnie wkurzy na
          maxa to staje na poboczu i otwieram drzwi.Kto tu rzadzi.Zazwyczaj pomaga.
          Ale powaznie ,przyda sie Wam rozmowa na spokojnie,nie w samochodzie a w
          domu .Ustalcie "samochodowe" zasady.Masz racje trzesace sie rece nie pomoga Ci
          w jezdzie.
          trzymaj sie.iwo
          • frankie36 Re: Kierowca+M jako pasazer 14.09.05, 20:50
            Iwo probowalismy na spokojnie,w domku,niby wszystko ok. dopoki nie pojedziemy
            gdzies razem.najspokojniej jest jak wioze go po alkoholu(tzn.on po alkoholu nie
            ja),wtedy nic nie gada.Broni sie tym ,ze chce mi pomoc.Tylko ze ja sie naprawde
            o te pomoc nie pytam,a juz szczegolnie sposob w jaki mi jej udziela.

            Ostatniej zimy,jechalismy razem i wpadlismy w malutki poslizg(M
            prowadzil),stuknelismy w kraweznik,nie moglam sie opanowac,usmieszek na twarzy
            mialam od ucha do ucha.

            Od tej pory jak chce kierowce,morda w ciup albo wysiadam.
          • asica74 Re: Kierowca+M jako pasazer 14.09.05, 20:52
            o! wiec koszmar jezdzenia z wlasnym ojcem, to nie tylko moje doswiadczenie???
            Iwo, kiedys tak sie zdenerwowalam, ze wysiadlam z auta na srodku ulicy i na
            piechote wrocilam (7 kilometrow) do domu.
            • mulinka Re: Kierowca+M jako pasazer 14.09.05, 21:26
              Dziewczyny, Wy nie wysiadajcie
              to pasazera trzeba wysadzic
            • elagrubabela Re: Kierowca+M jako pasazer 14.09.05, 22:19
              I tu widze wyzszosc bycia niepelnosprawnym kierowca z pelnosprawnym pasazerem.
              On mojego samochodu nie poprowadzi, bo Mu nie dam wiec jak chce byc wozony to
              musi siedziec cicho. A ja do Jego Jeepa wsiadam bardzo rzadko, bo troche mi z
              tym trudno wiec jezdzimy glownie moim Nissanem. Teraz ma to jeszcze dodatkowy
              plus, ze moj mniej pali. Jakby man chcial cos komentowac to by szedl piechota
              albo jechal za mna swoim, dogadywania nie toleruje. Taka juz jestem
              nietolerancyjna. Elka
              • mulinka Re: Kierowca+M jako pasazer 14.09.05, 22:33
                a jak Twoje Malenstwo? kopie?
                I w ogole jak sie czujesz?
                • elagrubabela Re: Kierowca+M jako pasazer 15.09.05, 00:36
                  mulinka napisała:

                  > a jak Twoje Malenstwo? kopie?
                  > I w ogole jak sie czujesz?

                  Czuje sie wysmienicie chociaz podobno za malo przybralam na wadze. W ogole
                  sobie nie wyobrazam, ze mozna wiecej i jeszcze mozna sie ruszac ale lekarze
                  lubia sie czepiac. Jakos musza uzasadniac swoje istnienie. Heniek jest raczej
                  leniwy, kopie umiarkowanie, najczesciej sie przekreca i wystawia jedna konczyne
                  z ktoregos boku. Wszytko to bardzo dziwne. Czuje sie jak planeta z filmu
                  science fiction - pecznieje, nabrzmiewam i bedzie buuuum smile Cesarke mam
                  wyznaczona na taki jeden dzien, o ktorym jeszcze sza ale jakby sie cos zaczelo
                  wczesniej to beda ciac bez odwolania. I tak jestem czyms w rodzaju krolika do
                  nauki dla grup roznych studentow od ginekologii, poloznictwa, neurologii,
                  genetyki, ortopedii i sama juz nie wiem czego jeszcze. Podobno jestem cudem
                  natury - moj man miewa chyba ostatnio watpliowosci w tej sprawie, bo zrobilam
                  sie jeszcze wredniejsza niz bylam. Bardzo licze na to, ze mi to przejdzie razem
                  z ciaza, bo juz mi czasem wstyd za zlosliwy jezyk i ogolny krytycyzm wobec
                  wszystkiego i wszystkich. Dlatego tez malo sie tu udzielam zeby nie wyszlo na
                  jaw jaka sie jedza zrobilam.
                  Dziekuje za pytanie. Chyba mi jednak latwiej napisac o sobie niz odpowiadac
                  rodzinie i znajomym face-to-face. Odezwe sie jeszcze zanim Heniek wychynie.
                  Elka
                  • mulinka Re: Kierowca+M jako pasazer 15.09.05, 01:12
                    Elu, nie wiem ile przytylas, ale mysle, ze kazdy organizm troche to sam
                    reguluje. ja jadlam normalnie, przytylam w ciazy...8kg, urodzilam zdrowe 3.300
                    dziecko, a po porodzie ubieralam sie w ciuchy sprzed ciazy (no...teraz to i w
                    te ciazowe bym sie pewnie nie zmiescila smile
                    Dlatego mysle, ze jak dobrze sie czujesz, to wszystko jest ok.
                    Zycze zdrowka i usmiechu, no...i poglasz Henia od nas smile)
                    buziaki i ...odzywaj sie, my tam sie zlosliwosci nie boimy
    • cobaea Re: Kierowca+M jako pasazer 15.09.05, 10:47
      NIe jezdzilam jeszcze z moim M. Ale jesli bede, to on chyba nie bedzie mial wyboru, bo sam nie
      ma prawa jazdy, he he he.

      A moj tato, o dziwo, jest ok. Posadzalam go o tyle "zlych" rzeczy... A on caly szczesliwy, ze
      mam prawko, w koncusmile
      • azja1974 Re: Kierowca+M jako pasazer 15.09.05, 11:18
        po prostu chyba wszyscy m sa tacy sami! moj tez lubi mowic uwazaj i mnie tez to
        doprowadza do szewskiej pasji. obiektywnie jezdze dobrze (zero wypadkow,
        kolizji, stluczek, raz przytarlam bok na wyjezdzie z podziemnego parkingu,
        strasznie stromym i ostrym , ale to bylo jak ledwie co jezdzilam). m. ma na
        pewno wieksze doswiadczenie ode mnie, bo jezdzi od lat chyba 15 a ja od ...2 z
        kawalkiem. ale on po prostu MUSI mi powiedziec uwazaj. tez konczy sie krzykami,
        a on na to, jaka to nerwowa i niezrownowazoina jestem. raz tez wysiadlam na
        skrzyzowaniu i sobie poszlam, a macie racje, ze trzeba bylo jego wysadzic.
        kolezanka z biura ostatnio wysadzila ojca, wprawdzie nie o jej jazde sie
        klocili, a o sprawy dla niej zyciowej wagi, ale ojciec zszedl ponizej poziomu
        troglodyty, wiec zatrzymala sie na stacji benzynowej (na drodze szybkiego
        ruchu, na trasie milano-meda), poprosila ojca, zeby pomogl jej zatankowac,
        poczekala, az wysiadzie, wsiadla i odjechala! mocna, nie?
        • syswia Re: Kierowca+M jako pasazer 17.09.05, 01:10
          E, nie wszyscy... Moj ostatnio mi powiedzial, ze lubi ze mna jezdzic i ze czuje
          sie bezpiecznie ze mna za kierownica... I nawet mi nie wypomina tego koguta,
          ktorego rozjechalam na gierkowce dwa lata temu....
    • jollyvonne Re: Kierowca+M jako pasazer 15.09.05, 12:31
      Moj malzonek mial kiedys inna przyware, ale juz rozwiazalam problem big_grin
      W miescie wszystkie drogi dochodzace z prawej maja pierszenstwo przejazdu (o
      ile nie ma innego znaku), malzonek wychylal sie wiec do przodu i obracal do
      okna aby zobaczyc czy nic nie jedzie. On jest duzy, okno male, wiec ja tracilam
      caly widok i musialam czekac az on mi powie co widzi! To samo w momencie gdy
      wyjezdzalismy z parkingu skretem w lewo: on patrzyl a ja usilowalam cos
      podgladnac, bo jednak najlepiej samemu widziec czy cos jedzie, czy droga wolna.
      Problem rozwiazalam metoda dosc drastyczna: zapowiedzialam ze jesli on jeszcze
      raz tak obroci sie w aucie ze zasloni mi widocznosc po prawej, to ja zamkne
      oczy i on bedzie mi musial wszystko(!) opowiadac. Pierwszy wyjazd na miasto, ja
      prowadze, skrzyzowanie, malzonek z przyzwyczajenia obraca sie w prawo
      sprawdzajac czy cos jedzie ... a ja zwalniam do 20km/h i zamykam oczy (7 rano
      na odludziu i na prostej). Malzonek mowi: nic nie jedzie, czemu zwalniasz? a
      nastepnie wrzeszczy: kochanie, nie wyglupiaj sie, otworz oczy!!!!!
      Minelo juz prawie trzy lata od tego dnia, a on na skrzyzowaniach siedzi jak
      wprasowany w fotel, hehe.
      Malzonek nigdy nie mial tendencji do komentowania, ale zabezpieczylam sie na
      wszelki wypadek: powiedzialam ze jak tylko skomentuje ze cos zle robie, to
      puszczam kierownice i drazek skrzyni biegow, i wtedy on moze brac czynny udzial
      w prowadzeniu auta, i mowic mi co mam robic z pedalami sprzegla, hamulca i
      gazu ...

      jollyvonne
      • asia.sthm Re: Kierowca+M jako pasazer 15.09.05, 12:51
        Jolly, ty to jestes skarbnica pomyslow. smile))
        Ze ja cie nie znalam jakies 20 lat temu... sad
        • azja1974 Re: Kierowca+M jako pasazer 15.09.05, 16:55
          zgadzam sie, jolly ma chyba jakis wyzszy stopien inteligencji ode mnie, zamiast
          samej nerwy tracic, tak robi, zeby m sie spocil. i to jakie rezultaty! od 3 lat
          pamieta! albo moze tez bardziej inteligentny od zwyklego chlopa... smile
          • iwo19 Re: Kierowca+M jako pasazer 16.09.05, 16:05
            Oj ale sie usmialam .naprawde szkoda ze nie mialam takich wspanialych pomyslow
            gdy jezdzilam z moim tata.Ale bylby ubaw.
            Ojcie codziennie gdziekolwiek musial jechac kazal mi byc swoim kierowca.Mimo
            szkoly ,lekcji nie bylo "ale" .Wsiadaj i wiez go.Jest taki troche tyran.
            Wtedy nieznosilam tego. szybko jednak docenilam .Prawie zadna z moich
            rowiesnic robiacych ze mna prawko ,nie jezdzila przez dlugie lata.Ja po tych
            ciezkich przejsciach ,nie balam sie juz jezdzic.
            Pamietam jak pewnej nocy wracalismy od babci ze wsi.Jakis facet gonil psa na
            nieoswietlonej ulicy. Uderzylam psa , widzialam faceta podbiegajacego do
            zwierzaka,ojciec nie pozwolil mi sie zatrzymac,tlumaczac ze wlasciciel jest z
            psem .Nie wiem wiec czy go zabilam czy nie.Placzac jechalam zemszczac na
            nieczulego tate. Jak sie troche uspokoilam ojciec powiedzial i ze nie pozwolil
            mi sie zatrzymac, bo nie chcialabym potem juz wiecej wsiasc do samochodu.Pewnie
            mial racje ale pamietam to i nie jest mile wspomnienie.Nadal mam wyrzuty
            sumienia.Ale u nas nie bylo "nie" do taty.Oj wspomnienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka