Dodaj do ulubionych

moje hiszpanskie perypetie

13.09.08, 11:13
wklejam tu wpis z innego watku. sylwek zaproponowal zebym zalozyla
taki watek. w sumie pomysl wydal mi sie fajny o tyle, ze faktycznie
moze jak ktos przeczyta to, co tu sobie bede klikac to moze mu sie
kiedys przyda.chcialabym zamieszczac info tzwpozyteczne jaki takie
wolne wnioski moje, czasami po prosrtu opisac co sie dzieje.mam
nadzieje ze nie macie nic przeciwko smile
i tak na wstepie mieszkam tu w Hiszpanii (Andaluzja) od konca lipca
po przeroznych "przygodach" chyba zaczynam
podnosic sie z kolan. poczatki byly koszmarne. poczawaszy od pradu,
tu kilka wskazowek wink
prad w Hiszpanii okreslany jest w cyferkach (nie pytajcie o co
chodzi bo do dzis nie rozszyfrowalam tajnikow technicznych). wiem ze
my na poczatku mielismy 4,9 z czyms tam czegos i powiedziano nam ze
to malo i mielismy zwiekszyc wg pana z endessy (taka chyba polska
elektrownia)na 6,9 no i tak zrobilismy, ale przy duzym domu i
wiekszej rodzinie (nas jest sztuk 4) powinno byc 13,85 tak jak mamy
teraz, a mamy po 3-dniowej walce, uzywaniu jednej rzeczy w jedym
momencie (np do zagotowania wody na kawe musialo byc wszystko inne
wylaczone), tysiacu telefonach i finalnej wizycie w tak jakby biurze
obslugi klienta mam prad o wlasciwej cyferce. ale uwaga kazde
zwiekszenie pradu kosztuje i to niemale pieniadze i te koszty
powinien pokryc wlasciciel mieszkania. to dla tych co by sie tu
wybierali
kolejna sprawa kazde miasto ma swoje tzw. ayutamiento (to taki jakby
nasz urzad miasta) a kazde ayutamiento ma swoje przepisy i tak np w
la cala de mijas zeby sie zameldowac trzeba miec zgode wlasciciela
na specjalnym druku. tego dowiedzialam sie znowu tydzien po
zameldowaniu (jak mi sie wtedy wydawalo) jak przyszla do mnie pani z
ayutamiento z pismem ze nie moga nas zameldowac.
aha i jecze jedna dobra rada bardzo dokladnie literujcie imie i
nazwisko i sprawdzajcie milion razy czy zapisali je poprawnie.

finalnie prad mam, internet tez mam, meldunek juz w koncu tez mam,
konto w banku mam i karty tez mam ale nie mam pin kodow
buhahahaha,bo ida do mnie juz od yyyyyyyyyyyyyy 3 tyg i dojsc nie
moga jakos, ubezpieczenie z polisa i kartami w reku tez mam, dziecko
doszkoly zapisane uff
zostalo jeszcze kilka rzeczy jak np wyrobienie libro de familia,
zakup reszty rzeczy do szkoly ale to juz na powoli. w razie jakby
ktos mial pytania to sluze pomoca przez trzy tyg dostalam szkole
zycia i chetnie podziele sie doswiadczeniem bo nikomu nie zycze
takich przejsc.kosztowalo mnie to duuuuuuuzo nerwow
Obserwuj wątek
    • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 13.09.08, 11:15
      z ciekawostek Hiszpanie powiedzmy nie przepadaja za Anglikami,
      z tej przyczyny ze ci drudzy nie chca sie uczyc hiszpanskiego mimo
      ze tu mieszkaja, a nawet jesli znaja hiszpanski to nie chca uzywac,
      wola po ang., szczegolnie tu w andaluzji, gdzie jest ich bardzo
      duzo. w zwiazku z tym Hiszpanie cenia sobie ludzi ktorzy nawet jesli
      kalecza masakrycznie ich jezyk ale sie staraja (czyt. ja do takich
      naleze ;p), chociazby wtracaja zdanie proste najprostsze do rozmowy.
      generalnie jak mowie po ang to na dzien dobry nastawienie liche
      szczegolnie w urzedach, szkolach (p. dyr. powiedziala mi ze mowi
      troche po ang, ale mieszka w hiszpanii i mowi po hiszp), ale jak
      mowie ze jestem z polski, ucze sie hiszp. na razie rozumiem i
      potrzebuje czasu na mowienie to rozmowa jest zupelnie inna. zalecana
      nauka w stopniu chociazby podstawowym przed przyjazdem. to znacznie
      ulatwia zycie smile
      • sylwek07 Re: moje hiszpanskie perypetie 13.09.08, 11:17
        dziekuje smile

        moze ktos jeszcze cos dopisze do tego watku smile
    • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 13.09.08, 11:22
      czego sie jeszcze dowiedzialam.otoztrzeba bardzo mocno i uparcie
      chodzic przy swoich sprawach i wszystko sprawdzac. generalnie tu
      jest tak ze wszelkie oplaty pobierane sa z konta (w polsce np sama
      robilam przelewy internetem, tutaj instytucje wola sciagac same,nawe
      w szkola za obiady - podajesz konto i oni juz sciagaja platniasc).
      niemniej trzeba to mocno kontrolowac bo banki czasami sie pomyla w
      kwocie,tudziez "zapomna" przelac konto i tak znajoma mojej znajomej
      pewnego dnia odkrecila kran i nie poleciala woda okazalo sie ze ma
      zaplombowane liczniki. po wyjasnieniu okazalo sie ze... zawalil
      bank. takze sprawdzac sprawdzac i jeszcze raz wszystko samemu
      sprawdzac dzwonic i przypominac w razie co

      z opinii innych ludzi (ja jeszcze tego nie doswiadczylam mocno i
      bolesnie) urzednikom brakuje kompetencji i temu sprawy urzedowe
      trwaja masakrycznie dlugo. w sumie u mnie tez to wyszlo z
      zameldowaniem pani wziela wszystkie dokumenty, dala papier
      potwierdzajacy meldunek, poczym tydzien pozniej przyslano inna pania
      z dokumentem ze nie mozna bo czegos brakuje.
      • a.nancy Re: moje hiszpanskie perypetie 18.09.08, 20:27
        > jest tak ze wszelkie oplaty pobierane sa z konta (w polsce np sama
        > robilam przelewy internetem, tutaj instytucje wola sciagac same

        ja wiem? mi nikt nic nie siaga. no, ostatnio za mieszkanie bo sama chcialam.

        banki sa tak samo nieprzytomne jak urzedy, ostatnio przyslali mi 4 karty
        kredytowe pod rzad, bo na kazdej bylo zle wydrukowane nazwisko, wiec anulowalam
        kolejne w te i nazad wink

        > urzednikom brakuje kompetencji i temu sprawy urzedowe
        > trwaja masakrycznie dlugo.

        ale to ma jedna zalete: Hiszpanie sa do tego przyzwyczajeni, wiec sie nie
        przejmuja wink wszystko trwa dlugo, ale sympatycznie i nikt ci nie robi
        nieprzyjemnosci (w Polsce nawet jak urzad sie pomyli, to zwala wine na petenta)
        w powyzszej sprawie z bankiem okazalo sie, za od poczatku maja zle wpisane moje
        nazwisko w systemie, a mino to przychodzily przelewy, dzialaly wszystkie
        operacje. zeby nie karta kredytowa, to bym sie nie zorientowala wink
    • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 13.09.08, 11:25
      samochody

      proponuje z klima i male. duzo tu waskich ulicze, do tego z obu
      stron zastawionych autami, miejsca waskie, miejsc parkingowych
      malo,ale plus maja sporo podziemnych parkingow.
      natomiast nigdy przenigdy nie parkujcie na zoltych liniach
      (szczegolnie na obcych blachach) nawet jesli zaparkowanych jest tam
      mnostwo innych aut. to akurat nie moja przygoda tylko pana ktory
      wynajmuje mi dom. zaparkowali tylko na chwile bo inne auta tz
      parkowaly. jak wrocili po chwili po aucie zostalo puste miejsce. 3
      dni zajelo im dochodzenie ktora guardia civil odholowala im auto i
      na ktory parking i kosztowalo bagatela prawie 1000 euro, takze
      wystrzegajcie sie zoltych linii smile
      • asia.sthm Re: moje hiszpanskie perypetie 13.09.08, 14:37
        Rudzikowa, ty tu za eksperta do spraw hiszpanskich bedziesz. To sa
        wiadomosci warte worek zlota i worek zaoszczedzonych nerwow.
        Dzieki. Jak mnie zaniesie do Hiszpanii to nie zapomne tych zoltych
        linii, nawet noga ich nie nadepne smile)
        • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 13.09.08, 15:55
          heheh my jak uz znajdziemy wolne miejsce to pierwze co patrzymy czy
          nie ma zoltych linii,potem czy nie dla inwalidow, dalej czy nei ma
          tam bramy i zakazu parkowania, na koncu parkujemy ale jeszczedlugo
          sie odwracamy czy aby na pewno mozna bylo. jak przerejestrujemy
          samochod tudiez kupimy tutaj z es balchami pewnie namprzejdzie wink
          • tamsin Re: moje hiszpanskie perypetie 15.09.08, 01:43
            swietnie sie czyta te opisy perytpetii zamieszkania w Hiszpanii.
            Mieszkalam tam kiedys rok, bardzo dobrze wspominam, chyba dlatego ze
            nie mialam samochodu i te zolte linie mnie nie przesladowaly.
            Jedynie te pistole na codzine mnie dobilaly i brakowalo mi innego
            chleba. Pisz jak najwiecej, ja bede wiernym czytelnikiem bo fajnie
            piszesz.
            • rudzikowa szkola 15.09.08, 15:28
              ujc straszne przezycie (malo ze sie czlowiek od swojej wreszcie
              wyzwolil to teraz przezywa z dzieckiem na razie dzieki bogu i partii
              z jednym).otoz zaczelo sie i tu wcale nie najlepiej, ale juz chyba
              przywyklam ze wszystko po grudzie. zapisywalam mlodego 3 dni heheh.
              pierwszego dnia (zreszta i tak juz po czasie, bo zapisy sa w
              czerwcu, no ale nas tu w czerwcu nie bylo i musialam to zrobic we
              wrzesniu, bo caly sierpien to czas urlopowy i nikogo w szkolach nie
              ma i juz), tak wiec pierwszego dnia p. dyr nie miala
              internetu,systemu nic i nie bylapewna czy samiejsca. powiedziala zey
              przyjsc na nasytepny dzien ale zapomniala powiedziec w jakich
              godzinach.i tak oto zjawilysmy sie z kolezanka polka ktora robi za
              mojego tlumacza na nastepny dzien o 1145 by przczytac na bramie
              wejsciowej zamknietej na dwa spusty ze sekretariat jest czynny i
              owszem od 1000-1130.tiaaaaaaaa no to sobie pojezdzilysmy w te i na
              zad. trzeciego dnia udalo nam sie zapisac w koncu maloleniego do
              szkoly. ale p. dyr nie miala dlaniego listy podecznikow,w nastepnym
              tyg prosze przyjechac. w nastepnym tyg bylo zebranie i poszlam do
              niej po ta liste gdzie sie dowiedzialam ze ... zapomniala wydrukowac
              ta liste. ale da mi taki papiorem zeby mi zarezerwowali te
              podreczniki (aaaa bo tu jest tak ze dostaje te podreczniki za darmo,
              zobowiazuje sie ze oddam je w bdb stanie niepogryzdane itd.), ale
              zeby je dostac musze miec ta magiczna liste.ok mysle sobie od 15
              zaczyna sie szkola, zawioze maloletniego i wezme liste.
              niestety wczoraj tajfun przeszedl przez moj dom. maloletni przeszedl
              samego siebie w brojeniu byla awantura po czym po wielkich lzach
              moich i jego dowiedzialam sie ze n nie chce tu mieszkac, nie chcedo
              szkoly, boi sie, nie zna jezyka i on chce do polski. po dlugiej
              rozmowie stwierdzil ze sprobuje uffff
              dzisiaj jechalam do szkoly normalnie na wcisnietym sprzegle, dobrze
              ze go nie zatarlam ani nie spalilam, bo takowe zdolnosci tez
              posiadam. lzy krylam za wielkimi okularami, na szczescie bylo
              wielkie slonce. mlody poszedl do szkoly, ja odnalazlam p. dyr.
              chwile po 0900, ale ona nie ma czsu teraz mam czekac do 1000, ze juz
              nie wspomne ze caly czas uparcie nawija po hiszp. wiedzac ze ja
              rozumiem jak cie moge a raczej jak cie nie moge uncertain. mowie ok. siedze
              z maloletnia i czekamy, maloletnia dostaje szalu, bo juzskonczyly
              siekanapki i w ogole nie wiedziala o co chodzi,dlaczego tak rano
              jestesmy w dziwnym miejscu, ktore na dodatek wciagneo gdzies brata i
              nie oddaje.w koncu wybila 1000 pani dyr. przyszla i ... powiedziala
              ze listy dalej nie ma, bo nie miala czasu nosz jasny gwint. mam
              czekac na tel od niej, ciekawa jestem tylko do kiedy.
              za to maloletni przekonal sie do szkoly, ma 4 kolegow z ktorymi
              hmmmm ktorych rozumietroche i rozmawia na migi hihihihihi.ale jutro
              tez chce isc. zobaczymy pierwszy kryzys zazegnany.
              teraz martwia mnie tylko te ksiazki uncertain
            • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 15.09.08, 15:33
              tamsin napisała:

              > brakowalo mi innego
              > chleba.

              no my tu jemy glownie bagietki w kazdym rozmiarze. mi brak chleba
              rekompensuja oliwki.za to najbardziej brakuje mi ziela ang i
              korzenia bialej pietruchy, zamiast niej we wloszczyznie jest biala
              rzepa ???? nie wiem po co bo jak sie z tym ugotuje zupe to
              fuuuuuuuuuuuuujc. i mieso jest niestety bez smaku.w polsce
              ugotowalam rosol na 3 skrzydelkach i kostce, plus warzywa i te inne
              i mniam, a tu trzy kurpyle kurzece wrzucilam, a do tego kostke
              rosolowa, warzywa i dziec skrzywil sie mowiac no co ty makaron z
              woda nam dalas. makabra. jedye co moge zrobic to ugotowac zupe na 4
              kostkach najlepiej bez miesa uncertain, wiec zaczelam gotowac kalafiorowa,
              brokulowa, czasami pomidorowa. no coz na kuchnie tez musimy sie
              przestawic
              • notocolem Re: moje hiszpanskie perypetie 18.09.08, 17:19
                mozna zakupic maszynke do pieczenia chleba, usilowalam sprowadzic
                make droga pocztowa ale niestety przesylka, ze wzgledu na skojarzenia
                z bialym proszkiem zostala 2 razy cofnieta do polski. wiec pozostaje
                delektowac sie tym co jesz, a z czasem zaczniesz rozrozniac smaki
                w tzw. bagietkach.
                • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 18.09.08, 18:13
                  maszynke do pieczenia chleba mam w polsce, teraz jak bedziemy jechac
                  to ja zabieram ze soba. zapas miesznek chlebowych tez ;P. wiem ze w
                  polsce kolezanka wyczaila dobre niemieckie mieszanki chlebowe w
                  lidlu, tu jeszcze nie patrzylam czy to maja, bo nie mam maszynki,
                  ale sprobuje sie rozejrzec.ja mam maszynke z przepisami moze uda mi
                  sie tu dobrac skladniki, albo sprobuje zamienic cosna cos i moze
                  stworze jakis jeszcze inny chlebek, bo szczerze powiem uwielbiam
                  samopieczony chlebek mniam :d
          • a.nancy Re: moje hiszpanskie perypetie 18.09.08, 20:28
            hehe, to stawajcie jak Hiszpanie - na swiatlach awaryjnych na srodku ulicy wink))
            • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 19.09.08, 00:43
              a.nancy wierze ze mozesz nie wierzyc )ja czasmi tez nie wierze jak
              czytam ;p) ale ludzie z ktorymi sie tu zaczelaspotykac i
              poznawac,tudiez sasiedzi tez majaoczy jakpileczki od golfa jak o tym
              wszystkim slysza, bo tez mieszkaja pare lat i nigdy nie slyszeli
              takich opowiesci z krypty hehehehe. moze faktycznie mamy
              permanentego pecha, jedyne co mnie pociesza ze mozepierwsze sliwki
              robaczywki i potem pokula sie jakos przynjamniej po prostej smile
              twarde babsko ze mnie i nieustepliwie, a zwlaszcza jak cos idzie
              nie tak, byleby dzieciom sie krzywda nie dziala, to z reszta dam
              sobie rade, zreszta zaprawe mam juz z wczesniejszych lat smile
              • a.nancy Re: moje hiszpanskie perypetie 19.09.08, 01:00
                a kto mowi ze nie wierze?

                ale dacie rade, no nie? pewnie ze dacie smile
    • notocolem Re: moje hiszpanskie perypetie 18.09.08, 17:13
      rudzikowa,kazde tzw. wojewodztwo (comarca) ma swoje prawa i mimo kilku
      lat w tej krainie, 2 przeprowadzka, i rejestrujesz kazdy proces od nowa, to co
      wczesniej bylo do szybkiego zrobienia, teraz jest procesem,
      niektore stany tutaj zadaja rejestracji samochodu tylko na tzw. zone
      czyli okreslone pueblo i trzeba spelnic wymogi jako mieszkaniec, jezeli chcesz
      bezplatnie zaparkowac przed domem, gdzie jestes zameldowana.To jest ten folklor.
    • a.nancy Re: moje hiszpanskie perypetie 18.09.08, 20:22
      hej rudzikowa smile
      dziwia mnie te twoje trudnosci, ja sie nigdy z takimi rzeczami nie spotkalam w
      Hiszpanii smile (nie, zebym krytykowala czy ci nie wierzyla, ale to pewnie kwestia
      farta, jak sie komu trafi)

      > prad w Hiszpanii okreslany jest w cyferkach

      o matkobosko wiesz ze ja pierwsze slysze o jakis cyferkach? a mieszkam tu juz
      ladnych pare lat?
      pewnie dlatego ze nam zawsze produ starczalo, ale jest nas tylko dwoje plus pies wink

      > kolejna sprawa kazde miasto ma swoje tzw. ayutamiento (to taki jakby
      > nasz urzad miasta) a kazde ayutamiento ma swoje przepisy i tak np w
      > la cala de mijas zeby sie zameldowac trzeba miec zgode wlasciciela
      > na specjalnym druku.

      ayuntamiento to ratusz. naprawde przepisy o zameldowaniu sa wszedzie inne? ja
      myslalam, ze papierek od wlasciciela to standard.

      > tego dowiedzialam sie znowu tydzien po
      > zameldowaniu (jak mi sie wtedy wydawalo) jak przyszla do mnie pani z
      > ayutamiento z pismem ze nie moga nas zameldowac.

      hehe, zapomniala wam na poczatku powiedziec? to tez standard wink
      w urzedach sa nieprzytomni, ja przez rok mieszkalam bez zameldowania bo nikt mi
      nie powiedzial ze jest potrzebne, a w dodatku wydali mi trajeta comunitaria mimo
      tego wink))

      zycze powodzenia w dalszej walce
      • monika9990 Re: moje hiszpanskie perypetie 24.09.08, 23:55
        Rudzikowa straszne perypetie przechodzisz. Jeszcze jak się nie zna języka to
        wyobrażam sobie ile nerwów Cię to wszystko kosztowało.
        Ja napotkałam jedną zaciętą panią urzędniczkę i do tej pory nie mam NIE dla dzieci.
        Zameldowanie za to dostałam na podstawie rachunku za telefon.
        Jeśli chodzi o libro de familia to coś słyszałam, ze to tylko Hiszpanie dostają.
        Obcokrajowcom się nie należy.
        Jeśli chodzi o język to w moim rejonie jak Hiszpan zna angielksi to i tak powie,
        że nie. Rozumie, ale zawsze odpowiada po Hiszpańsku. Najgorsze, że zamiast
        odpowiedzieć jednym zdaniem to wywala tysiąć słów jak z karabinu i w efekcie nic
        nie mogłam zrozumieć.
        Na szczęście hiszpański to prosty język i można się go szybko nauczyć.
        Powodzenia.
        Monika z Galicji.
        • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 25.09.08, 00:29
          dzieki Monika smile ja na szczescie NIE mam dla wszystkich (chociaz tu
          poszlo bez oporow). u mnie z rozumieniem nie najgorzej (w polsce
          uczylam sie troche jezyka, ale ciezko jest jak sie ma na glowie dom
          z dwojka dzieci i meza okazjonalnie). niemniej pomoglo mi to chociaz
          w rozumieniu ich, a jak zaczynaja cekaemem strzelac to z uporem
          maniaka powtarzam mas despacio por favor, do momentu a zwolnia hihi.
          tu mam o tyle dobrze ze cala masa angoli wiec nie trudno mi sie
          dogadac. hiszpanie rozmieja mnie ja ich wiec sobie gadamy po
          angielskohiszpansku. niemiej zamierzam zatrudnic nauczyciela
          przychdzacego do domu i wziac sie porzadnie za jezyk, wszak wieszosc
          spraw juz uporzadkowana, a maz przyjezdza w sobote w kocu do domu
          wiec bedzie mi latwiej. na szczescie jak piszesz hiszpanski jest
          prosty wiec jak sie zawezme (a zawzieta ze mnie bestyja jest) to sie
          go szybko naucze, bo najgorzej jak trafisz do instytucji w ktorej
          albo hiszpanski albo katalonski, wtedy jestem ugotowana. tu w
          andaluzji jest o tyle gorzej ze oni mowia ¨niechlujnie¨ czyli zjadja
          wszystko co sie da zjesc pomijaja koncowki idt. ostatnio dziewczyna
          ktora mnie uczyla hiszpanskiego w polsce mowila ze ogladala film po
          andaluzyjsku i nie zrozumiala prawie 90% z tego co mowili heheheh,
          no coz ja naszych polskich gorali tez nie do konca rozumiem wink

          a musze sie pochwalic, ze mlody daje sobie coraz lepiej rade w
          szkole, nawet jest chwalony, zaczyna sporo rozumiec i zaczal
          poslugiwac sie bardzo przydatnym zdaniem ;p ¨puedo ir al servicio,
          por favor¨co oznacza nic innego jak ¨czy moge isc do toalety
          poprosze¨ hehehehe. najwazniejze ze chce i probuje big_grin nawet jak
          dzieci zegnaja siez nim po ang to mlody odpowiada adios, hasta
          manana, albo cos w tym guscie i nie bardzo chce rozmawiac po ang,
          chociaz i z tego jezyka sporo rozumie, czyli chyba zmierza ku
          powiedzmy prostej wink zeby jeszcze nie zapeszyc
          • monika_a_b Re: moje hiszpanskie perypetie 26.09.08, 07:27
            Hehe, Rudzikowa, ależ mnie wspomnienia naszły!... smile Mieszkałam we
            Valencji kupę lat temu (98-99), do tej pory mam straszny sentyment
            do tego miasta... Chyba nigdy i nigdzie nie czułam się tak wolna i
            tak szczęśliwa... wink I tak często chora, haha, bo kaloryferów tam
            niet... Białe miasto pachnące kwitnącymi pomarańczami, la huerta de
            España... I Las Fallas!!! Mam zdjęcia w przebraniu "fallera",
            haha... Ech, to były czasy... wink

            Co do nauki języka, to polecam ci poszukanie EOI (Escuela oficial de
            idiomas), to szkoła państwowa i wyjątkowo tania, zresztą w jednej z
            nich uczyłam niemieckiego jako assistant teacher.
            www.eeooii.org/
            Co do chleba, to pamiętam, że dyrektorka tej szkoły, a której
            pracowałam sama piekła chleb w domu, bez maszyny, w sieci jest
            mnóstwo różnych przepisów, więc może znajdziesz coś odpowiedniego
            (może na forum Kuchnia?). Niestety, nie potrafię Ci powiedziec, skąd
            brała mąkę...

            Pozwodzenia i pisz więcej i tej mitycznej Hiszpanii... W jakim
            mieście mieszkacie?

            Moni

            PS: Niedawno wzięło mnie na przygotowanie tapas... Mniam, mniam...
            • rudzikowa Re: moje hiszpanskie perypetie 26.09.08, 10:57
              dzieki za namiary na szkole, mam tylko nadzieje ze maja cos takiego
              ak pywatne lekcje w domu bo inaczej ja nie dam rady.
              my mieszkamy w mijas costa (miedzy marbella a malaga, rejony
              fuengirola, benalamadena). kaloryferow co prawda nie mamy, ale mamy
              kominek. do dzis nie uzywany przez nikogo ale ja mysle ze zaczne w
              nim pierwsza palic jak bedzie zimno, bo przy dwojce dzieci nie mam
              ochoty na szpital w domu, tym bardziej ze jak sama wiesz tu sa tylko
              kafle wszedzie uncertain
              tutaj wszystko jest zdominowane przez flamenco, nawet siostrzenica
              zamowila sobie suienke od cioci zeby w niemczech wystapic na
              fashing wink
              do valncji natomiast chcemy sie wybrac do oceanografico podobno jest
              obledne nie tylko dla dzieci ale i dla doroslych big_grin. na razie przez
              te wszystkie perypetie niemielismy czasu na zwiedzanieale jaktylko
              zaczniemy to bede relacjonowac co widzielismy co naszym zdaniem
              warto zwiedzic zobaczyc
    • rudzikowa cisza na morzu kto sie odezwie balwan 30.09.08, 20:21
      i tak poprosze juz do konca smile. wszystko powoli sie uklada.
      maloletni zaadoptowal sie w szkole i coraz wiecej rozumie, sra
      directora tez mnie zaakceptowala i nawet zagaduje oczywiscie po
      hiszpasku, ja natomiast wyluzowalam, uspokoilam sie nabralam wiary w
      siebie i rodzine czyli damy rade. coraz wiecejrozumiemi
      corazbardziej przelamuje sie do uzywaniajezyka,co prawdana duzy
      minusjest to ze tu masaangoli, bo czlowiek, znaczy ja, istota leniwa
      zamiast wyslilic mozg do rozmowek hiszpanskich to idzie po
      namniejszej linii oporu i ezie z angielskim ech no cozal muszemusze
      sie wziac za espanol.
      teraz jedziemy do polski, musimy zalatwic wszelkie urzedowe sprawy
      po kradziezy i powymieniac zami w mieszkaniu polsim no i w
      samochodzie bo smigamy na jednej parze kluczykow i sie
      ubezpieczalnia czepia. takze znowu wir urzedowych spraw, ale widze
      po sobie i rodzinie ze chcemy tu wrocic wiec chyba najgorzej nie
      jest smile
      • sylwek07 to powodzenia zycze 30.09.08, 20:39

        • vivaespana puk,puk 08.10.08, 00:18
          Witam polonie w hiszpanii...Wtrace tylko od siebie kilka groszy.

          Rudzikowa - ja mieszkam w miasteczku pod Valencja wiec jak
          bedziecie sie wybierac w moje strony, to zapraszam na kawke. Mam
          dwojke malych lobuziakow. Starszy 3 latek wlasnie poszedl do szkoly
          i jest bardzo zadowolony, a zaczynal niecaly miesiac temu nie
          rozumiejac nic a nic!!!

          Poczytam jutro co tu naskrobaliscie, bo teraz oczy odmawiaja
          posluszenstwa...Zasypiam...
          • vivaespana Re: puk,puk 09.10.08, 00:20
            Przewertowalam watek... i z moich 2 letnich doswiadczen powiem, ze
            nic nie slyszalam o zadnych cyfrach "pradowych". Zameldowanie
            zalatwilam bez problemu.
            Co do libro de familia - przysluguje dziecku urodzonemu w
            Hiszpanii. U nas w rodzinie tylko mlodszy syn je ma. Starszy 3-
            latek nie ma, ale to nigdy nie byl problem bo zadaja przetlumaczony
            polski akt urodzenia(partido de nacimiento). Numer NIE bez problemu
            zalatwilam dla synow. Szkoda tylko ze nie daja juz Tarjeta de
            recidencia - my z mezem mamy i o wiele latwiej sie nia poslugiwac.

            Na brak polskiego chleba nie narzekam, bo maz przynosi z pracy
            bardzo dobre bagietki podobne do polskich bulek.

            A do rosolu zawsze mam wegete z Polski lub z polskiego sklepu.
            Dzieki temu rosol ma dobrze znany smak.

            • monika9990 Re: puk,puk 09.10.08, 10:12
              Rudzikowa cieszę się, że już prawie wszystko ułożone.
              Escuela de idiomas u mnie kosztuje 100 euro za półrocze. Za to jak chcesz kogoś
              do domu to trzeba się liczyć z 20 euro za godzinę. Najlepiej zaprzyjaźnić się z
              jakąś tutejszą mamusią i z nią dużo rozmawiać.
              Jeśli chodzi o chleb to słyszałam, ze w Lidlu można dostać mąkę a nawet kapustę
              kiszoną. Ja znalazłam jedną piekarnię, gdzie chleb smakuje normalnie a nie jak
              skorupa.
              Powodzenia.
              • rudzikowa nie bedzie teraz wesolo 17.10.08, 11:42
                nie odzywalam sie dlugo bo jak pisalam gdzies wczesniej musielismy
                przyjechac do polski. dotarlismy ale niestety jak zwykle z
                przygodami i tym razem bardzo przykrymi. mielismy wypadek dwie
                godziny od barcelony, auto do kasacji nam nie wiem jakim ale
                przeogromnym cudem nic sie nie stalo. wszyscy dzieci i my jestesmy w
                bardzo dobrym stanie, nie bylo hospitalizacji, zadnych urazow oprocz
                drobnych pojedynczych sniniakow, glownie u mnie. nie wiem co nad
                nami czuwalo ale dziekuje temu z calego serca, urodzilismy sie na
                nowo glownie psychicznie. opowiem wam wszystko dokladniej ale nie
                wiem kiedy. teraz jestesmy ciagle w polsce, kupa zalatwiania roznych
                dziwnych spraw, kolejnych walk w urzedach itd. mamy nadzieje ze
                uwiniemy sie ze wszystkim szybko i bedziemy mogli wracac do
                hiszpanii mimo wszystko, a tam na spokojnie usiade i popisze i
                poczytam co tam u was slychac, bo teraz nawet ten post pisze z
                oddechem meza na lecach bo musimy do firmy ubezpieczeniowej jechac i
                do urzedu i sama nie wiem jeszcze gdzie sad
                pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieje do szybkiego popisania i
                poczytania

                dzieki za zaproszenie na kawke jak amy rade uporzadkowac
                wszystkomoze uda sie skorzystac i oczywiscie zaproszenie zwrotne
                rowniez jest
                • sylwek07 rudzikowa 17.10.08, 14:37
                  jakbys miala jakies problemu z firma ubezpieczeniowa(ubezpieczenie
                  komunikacyjne) to napisz do mnie na gazetowa poczte..

                  a tak to zdrowia zycze .
                  • tamsin Re: rudzikowa 18.10.08, 18:26
                    oj rudzikowa, wspolczuje wypadku, ale dobrze ze nic sie wam nie
                    stalo.
                    • asia.sthm Re: rudzikowa 18.10.08, 18:54
                      Oj do dupy takie wakacje. Rudzikowa, przeczytaj ty nasze motto w
                      zajawce i od razu bedzie ci lepiej.
                      Trzymaj sie.
                  • rudzikowa Re: rudzikowa 18.10.08, 20:56
                    dziekuje Sylwku batalie z firma ubezpieczeniowa mamy juz za soba i
                    nie bylo najgorzej.
                    do hiszpanii wracamy jakos tak pon-wt bo juz nawet udalo nam sie
                    zakupic auto. czyli nie dajemy sie mimo wszystko wink
                    pobyt w polsce uswiadomil mnie ze wyjazd nie byl zlym pomyslem a im
                    dluzej tu jestem tym barziej sklaniam sie do wniosku ze byl pomyslem
                    dobrym
                    jak tylko wrocimy zabieram sie na powaznie za jezyk i ukladanie nam
                    zycia tam
                    a eypadek coz mogl nam sie zdarzyc wszedzie, nikt nie jest
                    kuloodporny i nieprawda ze zle rzeczy dzieje sie dookola nas
                    omijajac. na cale szczescie skonczylo sie tylko na strachu i lekkich
                    siniaczkach, niemniej przewartosciowalismy swiatopoglad nasz.
                    najwazniejsze ze zyjemy i jestesmy cali i wszyscy razem.
                    • sylwek07 Re: rudzikowa 18.10.08, 21:18
                      To dobrze ze znalazlas swoje miejsce na ziemi i dobrze sie
                      czujesz ,.do tego jestescie zdrowi i razem to polowa sukcesu w
                      zyciu ..a reszta,,to sama w tzw praniu wyjdzie...
                      • rudzikowa znalazlam i sie delektuje(my) :D 02.11.08, 00:41
                        a mowa jest o chlebie, a raczej mieszance chlebowej, ktora
                        wynalezlismy z malzowinka w sklepie islandzkim. mamy chleb bialy i
                        graham, ale jakie mniamniusne, yh. oczywiscie jak sie domyslacie
                        maszyna do wypiekania chleba jest przytargana z polski. piekny
                        zapach, super smak i wykupilam im prawie wszystko hihihihihi. ale
                        pychotne wychodza chlebki, zawsze swieze, cieplutkie mniam,
                        maloletnia wcina z samym maslem, nieletni z czym popadnie, maz
                        oklada jak to mezczyzna wedlinka i pomidorek, a ja lubie na sucharka
                        taki jeszcze cieplusi uch mniam jutro znowu odpalam maszyne big_grin
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka