Dodaj do ulubionych

Zerwanie kontaktow z rodzicami

19.11.08, 01:12
Uwazam, ze jest to usprawiedliwione, gdy rodzice z roznych powodow
zatruwaja nam zycie. Niestety w polskiej kulturze jest to czesto nie
do pomyslenia. Mamy rodzicow tolerowac tak dlugo jak zyja, wspierac
materialnie, chyba jest nawet prawo, ktore do tego zmusza. Na
szczescie pozostaje emigracja, odciecie sie od nich na odleglosc.
Nie zawsze ma sie ochote tlumaczyc znajomym i reszcie rodziny
dlaczego nie chcemy miec z rodzicami nic wspolnego. Duzo ludzi nie
potrafi tego zrozumiec, traktuje nas jak potworow, a my po prostu
chcemy miec swiety spokoj.
Znacie takie sytuacje.
Obserwuj wątek
    • sylwek07 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 19.11.08, 08:41
      Znam takie sytuacje ..sa rozne tego powody ,od tzw nie chce mi sie
      utrzymywac kontaktow po bardziej skomplikowane (jak alkohol itp)..
      Tak samo jest ze znajomymi,przyjaciolmi i innymi podobnymi osobami i
      nie bylo by w tym nic zlego jakby taka-takie osoby faktycznie
      odciely sie a nie prosily o pomoc,o zalatwienie czegos i tak moglbym
      pisac o podobnych sprawach ..Bo Ty musisz to zrobic a ja nic nie
      musze robic i nie zrobie i odcinam sie od znajomosci ..
      • borrus Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 13:08
        Jak widzę łatwo wybaczacie sobie - ale nigdy rodzicom. Macie obowiązki wobec
        nich- i zanim zaczniecie rozliczać ich- rozliczcie wpierw siebie.
        Powiem tylko jeszcze jedno zdanie- wasze dzieci widzą jak postępujecie ze swoimi
        rodzicami i odpłacą wam dokładnie tym samym.
        • katarz1 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 14:58
          Super, nadęta wypowiedź o niczym. Co właściwie chcesz powiedzieć? Że
          rodzice sa wolni od blędów, że zawsze trzeba im przyznawać rację?
          Otóż nie zawsze, wyobraź sobie. Można mieć wyrzuty sumienia, widziec
          własne niedoskonałości, rozliczac siebie i jednocześnie czuć żal do
          rodziców i widzieć ich błędy. Zakładasz, że osoba która ma złe
          relacje z rodzicami to egoista pozbawiony empatii. Bzdura, własnie w
          takich rodzinach dzieci maja największe poczucie winy - rodzice
          skutecznie je wdrukowują.
          • borrus Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 15:40
            Jakim cudem Kasiu wyczytałaś w moim poście coś czego nie ma? Ja piszę o
            normalnych relacjach rodzice- dzieci, a nie o jakiś "toksycznych rodzinach"
            Tak jak na rodzicu ciąży obowiązek wobec dziecka - zapewnienia mu
            opieki,bezpieczeństwa materialnego i miłości na drogę ( bo mądry rodzic
            doskonale wie że dla pełnego rozwoju pisklę musi wylecieć z gniazda, tak na
            dziecku ciąży obowiązek pomocy i wsparcia dla rodzica w razie potrzeby.
            Z moich obserwacji wynika że ogromna większość rodziców wywiązuje się ze swojego
            obowiązku rodzicielskiego (lepiej lub gorzej). Natomiast duża część dzieci ani
            myśli wywiązać się ze swoich obowiązków i aby oszukać własne sumienie zwala winę
            na rodziców. Przykładem jest ta dyskusja.
          • tw.babcia Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 00:25
            katarz1 napisała:

            > Super, nadęta wypowiedź o niczym. Co właściwie chcesz powiedzieć? Że
            > rodzice sa wolni od blędów, że zawsze trzeba im przyznawać rację?
            > Otóż nie zawsze, wyobraź sobie. Można mieć wyrzuty sumienia, widziec
            > własne niedoskonałości, rozliczac siebie i jednocześnie czuć żal do
            > rodziców i widzieć ich błędy. Zakładasz, że osoba która ma złe
            > relacje z rodzicami to egoista pozbawiony empatii. Bzdura, własnie w
            > takich rodzinach dzieci maja największe poczucie winy - rodzice
            > skutecznie je wdrukowują.

            Masz absolutną rację.


    • sylwek07 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 19.11.08, 09:16
      Na szczescie pozostaje emigracja, odciecie sie od nich na odleglosc.
      ------------------------------------------

      Sa takie osoby ze zyja w tym samym miescie a nie odwiedzaja rodzicow
      czesto a nawet sporadycznie.Tak wiec nie trzeba wyjzdzac aby sie
      odciac od rodzicow-rodziny...

      • rudzikowa Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 19.11.08, 10:44
        znacie. ja zylam w domu toksycznym, tzn. stalo sie tak po tym jak
        rodzice sie rozwiedli a siostra wyjechala, czyli zostalam tylko ja i
        sie zaczelo. "wyrwal" mnie z domu moj malzon ale najpierw
        przeprowadzilismy sie nirdaleko wiec sytuacja nic sie nie zmienila,
        potem troche dalej i bylo niewiele lepiej. teraz jestesmy tutaj i...
        nie wiem jak bedzie. w rozmowach jeszcze probuje mnie z
        lekka "terroryzowac" ale coraz mniej. teraz ma przyjechac i nie wiem
        czy mam sie cieszyc czy nie. zobaczymy moze to ze jestesmy tak
        daleko zmieni jej podejscie do mnie jak nie no to trudno ja zostane
        tu ona u siebie i bedziemyu odbywac krotkie rozmowy telefoniczne.
        niemniej w polsce nie raz slyszalam kretynskie teksty jej
        kolezaneczek jaka to ja wyrodna jestem bo..... i tu dluga lista, ona
        sie nakrecala i z pretensjami do mnie. ale tez sama miala swoje
        zdanie na wiele tematow. konkluzji powiem tylko tak doszlo do
        sytuacji gdzie wyrzucilam ja z mojego domu, po prostu przegiela.
        nie wiem moze jestem wyrodna, ale kieruje sie zasada, moze niezbyt
        kulturalna, ale w jej dosadnoosci tkwi sila: jak sobie dasz raz
        nasrac na glowe to ci z niej kibel zrobia. zycie jest jedno i chce
        je przezyc tak by umierajac powiedziec bylam szczesliwa, poza tym
        glowe mam calkiem niezla nie chce miec na niej wc wink
        • bielinka Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 19.11.08, 14:22
          Ja mam podobny "kłopot" z ojcem. A właściwie nie mam smile Bo się
          odcięłam i tyle. Zerwaliśmy kontakty kilka lat temu, a
          raczej "wygasły". Jedyne co mnie czasem trapi to to co odpowiedzieć
          synkowi gdy zapyta o mojego "tatusia"? Bo ma z jednej strony Babcię
          i Dziadka a zdrugiej strony tylko Babcie. Na szczęście jest
          przyjaciel Babci wink, który trochęt o tuszuje, ale i tak Olek wie,
          ze to nie Dziadek. Na razie jeszcze temat nie wypłynął, ale kobieta
          to nie jest taka żeby się nie martwić na wyrost, nie? smile
        • agatazieba Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 12:01
          kiedys chodzilam do katolickiej szkoly. ile ja sie tam nasluchalam o moim
          grzesznym stosunku do matki... teraz mieszkam w niemczech i tata z bratem pisza
          do mnie zalosne maile, jak im ona zycie zatruwa.

          zycie jest rozne. nie mozna oceniac innych. przynajmniej nie pochopnie.
        • sandra1973 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 12:44
          dobre rozwiązanie, jak mam rodziców którzy mnie wykorzystywali
          finansowo bo mam dobrze płatną pracę itp. rodzeństwo było zawsze
          traktowane lepiej bo mniej zarabiali, potwierdzili swój stosunek do
          mnie w momencie gdzy przeszli na emerytuę, nie dostałam nic -
          rodzeństwo przeciwnie.
      • marziiionline Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 21.11.08, 22:50
        Jesli sie ma natretnych rodzicow to lepiej uciekac jak najdalej smile
    • marziiionline Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 21.11.08, 22:48
      Witam
      Dokladnie zgadzam sie z Toba sama jest wlasnie w takiej sytuacji.
      Teraz obecnie jestem w NL wyjechalam tu niby tylko na dlugi weekend
      a zostalam juz, co dla moich rodzicow bylo szokiem i nadal jest oraz
      zupelnie nie do pomyslenia. Ale w koncu mam swoje zycie i musialam
      tak zrobic ile to mozna mieszkac z rodzicami i sluchac ciaglych
      nazekan pouczen itd itp. ... Czasami cos w czlowieku peka i nie
      wytrzymuje tak sama bylo ze mna i jak narazie nie zaluje swojej
      decyzjii smile
      • foxie777 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 22.11.08, 05:10
        No tak wyjechac mozna za granice, ale to przeciez nie znaczy
        ze zrywamy kontakty.Znam wiele przypadkow wsrod znajomych
        kompletnego zerwania i zawsze jest mi ich zal.Rozumiem, ze czasami
        jest to mozliwe, ale w sumie bardzo tragiczne.
        Nie wyobrazam sobie, aby moj Syn cos podobnego zrobil, no ale
        ja jestem ok mama.Ciezka sprawa z takimi "toksycznymi"
        stosunkami w rodzinie.
        pozdr
        • sylwek07 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 22.11.08, 06:31
          foxie777 i tutaj masz racje co do toksycznosci bo jesli jej bedzie
          za duzo to jak zyc?jak dzialac??ciezka sprawa....
      • sikorka68 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 07:34
        marziiionline napisała:


        "...Ale w koncu mam swoje zycie i musialam
        > tak zrobic ile to mozna mieszkac z rodzicami i sluchac ciaglych
        > nazekan pouczen itd itp. ... "

        No właśnie, skąd się bierze taka nadopiekuńczość. Czy to czasem nie jest brak
        wiary, że dobrze wychowało się swoje dziecko?
    • rozowy.moherowy.beret Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 11:41
      Tak, zerwałam kontakt z matką (ojca nigdy nie było). Za całokształt
      mojego życia. Na szczęście w tym samym miasteczku mieszka babcia z
      siostrą matki i wiedzą jaka jest. Ewentualne plotki jaka niby jestem
      wyrodna szybko gaszą.
    • decymka toksyczni rodzice - toxic parents S.Forward 04.12.08, 12:03
      „TOKSYCZNI RODZICE” SUSAN FORWARD

      Bolesna spuścizna po toksycznych rodzicach jest udziałem wielu z nas. Przejawia
      się ona w postaci trudności w układaniu sobie życia z partnerem, w podejmowaniu
      decyzji i karierze zawodowej, a także w różnych formach depresji. Niektórzy z
      nas obarczani są brzemieniem wstydu po alkoholizmie w rodzinie, po porzuceniu
      lub opuszczeniu, znieważeniu fizyczną przemocą. Są wśród nas zarówno dotknięci
      zbrodnią kazirodztwa jak i subtelnie uwodzeni w dzieciństwie tak, iż nie zdają
      sobie sprawy z dokonanego na nich seksualnego nadużycia. Wielu ludzi miało
      rodziców nadmiernie kontrolujących, zachłannych, nad opiekuńczych, którzy
      udaremnili rozwinięcie skrzydeł, stanięcie mocno na nogach i afirmację własnego ja.
      Rodzice toksyczni to rodzice, których można określić mianem tyranów stosujących
      różne metody nękania swoich dzieci, może to być niszczenie słowem: przeklinanie,
      wyzywanie, poniżanie, wyśmiewanie, obelgi, obarczanie winą, wypominanie
      przeszłości, stwierdzanie, że żałują, że dziecko w ogóle się urodziło. Stanowi
      to często wynik rywalizacji z własnym dzieckiem, szczególnie gdy to wkracza w
      okres dojrzewania. Rodzice toksyczni wówczas nie potrafią cieszyć się z
      sukcesami własnych dzieci, ale ustawicznie starają się być od niego lepsi za
      wszelką cenę. To rodzice perfekcjoniści nie dający dziecku prawa do błędu,
      stosujący oprócz przemocy werbalnej także przemoc fizyczną, czyli bicie dziecka
      bez względu na faktyczne przewinienia czy ich brak, tłumaczenie własnych napadów
      agresji tysiącem problemów, czy ranienie dziecka poprzez nie reagowanie na
      krzywdy wyrządzane przez drugiego z rodziców czyli tzw. tyrania pasywna. W
      rodzinach toksycznych często czułość i miłość przeplatana jest przemocą, co
      powoduje dezorientację i nieumiejętność rozpoznawania prawdziwych emocji,
      nienawiść dziecka do samego siebie, obarczanie siebie winą za napady agresji
      rodzica, zamknięcie się w sobie i obrona rodzinnej tajemnicy.
      Rodzice nieadekwatni, niedojrzali sprawiają, że dziecko musi przejąć ich
      obowiązki, role, czasem następuje wręcz odwrócenie ról – dziecko daje wsparcie
      emocjonalne rodzicowi, staje się matką swojej matki, lub ojcem swojego ojca. W
      wyniku tego zostaje ono okradzione z dzieciństwa, staje się nad wiek dojrzałe, i
      na ile początkowo może się to wydawać urocze „jaki ten chłopiec jest dojrzały,
      mądry...!” ono nie ma szans rozwinąć się emocjonalnie.
      Toksyczny rodzic to także rodzic nadmiernie kontrolujący. Kontrola jednak nie
      musi oznaczać tylko bezpośrednich nacisków, czy jawnej lustracji każdego ruchu
      dziecka. Może być zakamuflowana przez dobre intencje. Rodzic może kontrolować
      mówiąc, że robi to tylko dla dobra dziecka, może także uważać, że nacisk to
      jedyna możliwość by dziecko zrobiło coś naprawdę dobrze. Może wreszcie uciekać
      się do manipulacji swoim dzieckiem, by to zgodziło się wyręczać rodziców z ich
      obowiązków, by udowodniło, że potrafi coś zrobić, a tym samym, by poświadczyło,
      że może coś zrobić dla ukochanego rodzica. Mogą to być niewielkie sprawy jak
      rezygnacja z wakacji ze względu na prośby rodziców, czy podejmowanie decyzji
      tak, by nie zrobić im przykrości. Wszystko to jednak nawet pod przykrywką
      dobrych zamiarów sprawia, że często już nawet dorosłe dziecko pozostaje
      ubezwłasnowolnione, bez własnej tożsamości, bez własnego zdania i możliwości wyboru.
      Alkoholizm, także może stać się pretekstem dla toksycznych działań rodziców.
      Nieustanne zaprzeczanie problemowi alkoholizmu w rodzinie, piastowanie rodzinnej
      tajemnicy, tak by nie wyszła ona na jaw, bezustanna i bezpodstawna wiara w
      możliwość naprawienia przeszłości i obarczanie dziecka obowiązkami
      przekraczającymi jego możliwości to najczęstsze znamiona jakie pozostawiają po
      sobie rodzice – alkoholicy. Gdy dołożyć do tego także robienie z dziecka „kumpla
      do picia”, bądź zrzucanie na niego wszelkiej odpowiedzialności za każdy rodzinny
      problem, wynikiem tego typu działań może stać się zaszczepienie u dziecka braku
      zaufania wobec osób je otaczających, a także braku wiary w szczęśliwe
      zakończenie nie tylko koszmaru dzieciństwa.
      Większość rodziców mówi czasami coś uwłaszczającego własnym dzieciom. Jeśli nie
      zdarza się to często, nie pozostawia w psychice dziecka trwałych śladów.
      Znieważające są, natomiast, częste napaści słowne, w których przedmiotem jest
      wygląd dziecka, jego inteligencja, umiejętności czy też wartości jako istoty
      ludzkiej. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że nazywanie dziecka „leniem”,
      „fajtłapą”, „złośliwcem”... sprawia, że ono właśnie takie się staje. Wielu
      rodziców skrywa słowną tyranię pod maską opiekuńczości. Dla usprawiedliwienia
      okrutnych i oczerniających uwag używają takich argumentów jak: „Próbuję pomóc ci
      stać się lepszym człowiekiem” lub „Świat jest bezwzględny, a my uczymy cię jak w
      nim żyć”. Ponieważ ten rodzaj tyranii przybiera ochronną maskę wychowania,
      dorosłemu dziecku jest szczególnie trudno uznać jej destrukcyjny wpływ.
      Najgłębsze jednak rany pozostawia po sobie przemoc innego rodzaju, przemoc
      seksualna, kazirodztwo, przemoc która do niedawna stanowiła temat tabu, a do
      dziś jest traktowana jako coś szczególnie ohydnego i odrażającego. Jest to temat
      kłopotliwy ze względy na funkcjonujące wokół niego mity. Susan Forward w swojej
      książce przytacza kilka z nich, są to stwierdzenia, że:
      - kazirodztwo zdarza się rzadko,
      - kazirodztwo zdarza się tylko w rodzinach biednych lub niewykształconych, albo
      też w odizolowanych, prymitywnych wspólnotach,
      - kazirodczy napastnicy są społecznymi i seksualnymi zboczeńcami,
      - kazirodztwo jest reakcją na deprywację seksualną,
      - dzieci – zwłaszcza nastoletnie dziewczynki – są uwodzicielskie i przynajmniej
      po części są odpowiedzialne za to, że są napastowane,
      - większość historii o kazirodztwie jest nieprawdziwa; tak naprawdę są one
      fantazjami pochodzącymi z seksualnych tęsknot dziecka,
      W rzeczywistości jednak problem kazirodztwa nie jest odosobniony w tzw.
      toksycznych rodzinach. Nie jest on wyjawiany często ze względu na to, że
      napastnicy dopuszczający się kazirodztwa korzystają z pogróżek, by zapewnić
      sobie milczenie ofiary. Do najczęstszych pogróżek należą:
      - Jeśli powiesz, zabiję cię.
      - Jeśli powiesz, zbiję cię do krwi.
      - Jeśli powiesz, mama się rozchoruje.
      - Jeśli powiesz, ludzie pomyślą, że zwariowałaś.
      - Jeśli powiesz, nikt ci nie uwierzy.
      - Jeśli powiesz, mama będzie bardzo zła na nas.
      - Jeśli powiesz, znienawidzę cię do końca życia.
      - Jeśli powiesz, wyślą mnie do więzienia i nie będzie komu utrzymać rodziny.
      Dziecko skrzywdzone w ten sposób przez własnego rodzica zostaje trwale zranione
      na długie lata. Nie potrafi zaznać i zrozumieć prawdziwej miłości, czuje odrazę
      przed seksem, a każde pozytywne uczucia wokół niego mogą, że czuje się źle.
      Stając się dorosłym dziecko zdaje sobie sprawę z ogromu krzywdy jakiej doznał od
      własnych rodziców i nie potrafi wymierzyć im odpowiedniej kary, która mogłaby
      być adekwatna do zadanych mu ran. Susan Forward twierdzi, że mimo tak wielkiego
      spustoszenia jakie doświadczenie kazirodztwa dokonały w psychice dziecka, jest
      ono najzdrowszym członkiem rodziny, w której pojawił się ten problem. Inni jej
      członkowie bowiem bądź przyzwalają na to barbarzyństwo, bądź przymykają na to
      oczy chcąc zachować homeostazę i ładny obraz faktycznie chorej rodziny.
      Co zrobić, by wyzwolić się spod nacisku i wpływu toksycznych rodziców? II część
      książki Susan Forward odpowiada na to pytanie. Autorka prezentuje w niej różne
      sposoby terapii, które stosuje, by pomóc osobom ciemiężonym przez własnych
      rodziców. Zwraca uwagę na to, że by móc uleczyć swój ból nie konieczne jest
      przebaczenie swym rodzicom. Konieczne natomiast jest stawianie czoła problemowi,
      uznanie swojej niezależności, samookreślenie siebie, obarczanie
      odpowiedzialnością tego, kto faktycznie jest odpowiedzi
      • decymka toxic parents II 04.12.08, 12:04
        Konieczne natomiast jest stawianie czoła problemowi, uznanie swojej
        niezależności, samookreślenie siebie, obarczanie odpowiedzialnością tego, kto
        faktycznie jest odpowiedzialny. Uwieńczeniem procesu terapeutycznego jest
        konfrontacja, która często stanowi punkt zwrotny i jest momentem, który
        ostatecznie pozwala zerwać z toksyczną przeszłością i budować zdrową przyszłość.
        Proces terapeutyczny komplikuje się, gdy wśród toksycznych doznań dzieciństwa
        znalazły się doświadczenia kazirodztwa. Leczenie w tym przypadku obejmuje wiele
        etapów, aby stało się skuteczne Susan Forward stosuje różne techniki
        terapeutyczne jak: pisanie listów (do agresora, milczącego partnera, siebie –
        jako zranionego dziecka), pisanie bajek, odgrywanie kierowanej przez terapeutkę
        psychodramy.
        Książka „Toksyczni rodzice” jest to książka, którą autorka adresuje przede
        wszystkim do osób, które wychowały się w toksycznych rodzinach. Poprzez
        naświetlanie problematyki chorej, nieadekwatnej rodziny, a także dzięki
        prezentacji autentycznych historii osób borykających się z tym problemem.
        Autorka w sposób dostępny zwraca uwagę na trudy i niewdzięczny temat problemów
        wewnątrz pozornie moralnych rodzin. Stanowi to zdecydowany atut książki.
        Kolejnym atutem jest na pewno obrazowość i emocjonalność języka, którym książka
        jest napisana. Sprawia on, że lektura staje się pretekstem do głębszych
        przemyśleń dotyczących problemu toksycznych rodzin. Sposób prezentacji wyników
        terapii, które autorka prowadziła wśród swoich pacjentów, a także sam opis
        technik terapeutycznych pozwala wierzyć w możliwość wyleczenia z ran jakie
        nieadekwatni rodzice zadają dziecku.
        Książka napisana jest w sposób przejrzysty. Podzielona jest na dwie części.
        Każda z części podzielona jest na rozdziały i podrozdziały, sprawia to, że
        treści przeczytane przez autorkę są klarowne i jasno wyjaśnione. Książkę tą
        warto przeczytać gdyż zwraca uwagę na problemy wewnątrz rodzin i stanowi
        uzupełnienie książek, które prezentują obraz rodziny adekwatnej, zdrowo
        funkcjonującej.
        • kotka_w_marcu Re: toxic parents II 04.12.08, 12:24
          Decymka, po co przepisujesz książkę? Forum jest po to, żeby wymieniać opinie, a
          nie przepisywać epistoły. Czytałam ją, również mam takich rodziców - i co z
          tego? Jak ktoś będzie chciał się dowiedzieć o czym to jest, sięgnie po nią.
          Aż się nie chce czytać, bo to nie Twoje słowa...
          • decymka Re: toxic parents II 04.12.08, 14:01
            forum jest także od tego że jak nie chcesz
            to nie czytaj.
            Nie każdy ma książkę pod ręką - to są jednak istotne informacje.
    • jurek.powiatowy Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 12:29
      Tak znamy. To się nazywa psychopatia emocjonalna. Ale uwierz mi, jeżeli rodzice
      gwałcili Cię, bili i psychicznie maltretowali to nikt Cię nie zmusi do tego abyś
      się nimi opiekowała. Na prawdę. Bo nie wyobrażam sobie innej sytuacji, w której
      człowiek chciałby odciąć się od rodziców.
      • ideefiks Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 13:12
        jurek.powiatowy napisał:

        > Tak znamy. To się nazywa psychopatia emocjonalna. Ale uwierz mi,
        jeżeli rodzice
        > gwałcili Cię, bili i psychicznie maltretowali to nikt Cię nie
        zmusi do tego aby
        > ś
        > się nimi opiekowała. Na prawdę. Bo nie wyobrażam sobie innej
        sytuacji, w której
        > człowiek chciałby odciąć się od rodziców.

        To w takim razie masz wyjątkowo ubogą wyobraźnię...
        • titta Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 16:21
          Wtedy ta odcinajaca sie osoaba powinna sobie przypomniec: "szanuj
          ojca i matke abys dlugo zyl i dobrze ci sie powodzilo" i nie miec
          pretensji do innych, ze w zyciu ma pod wietr.
          • ideefiks Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 17:26
            titta napisała:

            > Wtedy ta odcinajaca sie osoaba powinna sobie przypomniec: "szanuj
            > ojca i matke abys dlugo zyl i dobrze ci sie powodzilo" i nie miec
            > pretensji do innych, ze w zyciu ma pod wietr.

            Chyba że np. ta odcinająca się osoba ma wrażenie, że rodzice zrobili
            ją sobie po to, żeby na nich pracowała traktując ją jak darmową siłę
            roboczą i inwestycję w pogodną emeryturę. Tak jakby człowiek nie
            miał sam dość własnych problemów i jeszcze musiał myśleś o tym
            jak "zapewnić byt" rodzicom którzy są po prostu niewygodnym
            obciążeniem na które nie mamy wpływu.

            Moja droga - nikt z nas się na ten świat nie pchał, z tego też
            względu nic a nic nie jesteśmy swoim rodzicom winni - co więcej, to
            właśnie oni - skoro już nas na ten świat powołali - mają zafajdany
            obowiązek pomagać swojemu potomstwu tak długo jak ono tego
            potrzebuje.

            Potomstwo spłaca ten dług mając swoje potomstwo i się nim opiekując -
            mając wobec niego taki sam zafajdany obowiązek jak jego rodzice
            mają wobec swoich dzieci, każda inna zależnośc byłaby chora i z
            gruntu niesprawiedliwa.

            Także zapamiętaj sobie - rodzice z definicji ma obowiązek zapewnić
            dzieciom godny start w dorosłe życie. Dziecko nie ma żadnego
            obowiązku wobec swoich rodziców - będzie go mieć dopiero wobec
            swoich własnych dzieci na tej samej zasadzie jak jego rodzice mieli
            wobec niego.

            Dotarło?
            • borrus Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 18:10
              Nie tym tonem do tak wartościowej osoby jak Titta,

              To że nie masz racji to rzecz oczywista- poglądy Twoje kłócą się zarówno z etyką
              chrześcijańską ("czcij ojca swego i matkę swoją"} jak i z obowiązującym prawem
              nakładającym na dzieci obowiązek alimentacyjny wobec rodziców ( jeżeli zachodzi
              uzasadniona potrzeba)

              Dotarło?
              • tamsin Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 18:41
                borrus napisał:

                > nakładającym na dzieci obowiązek alimentacyjny wobec rodziców (
                jeżeli zachodzi
                > uzasadniona potrzeba)

                nawet jezeli istnieje obowiazek alimentacyjny wobec rodzicow w
                POlsce to nie znaczy to, ze istnieje na calym swiecie. Poniewaz
                osoby ktore tu pisza w wiekszosci mieszkaja "po swiecie" czy w ogole
                ten obowiazek warto przytaczac?
                • kik-ki Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 05:36
                  Obowiazek alimentacyjny wobec wstepnych i zstepnych obowiazuje w
                  wielu krajach , tych ktore opieraja swoje prawodawstwo na prawie
                  rzymskim (sic) czyli w wiekszosci krajow europejskich.
              • samson.miodek Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 19:10
                borrus, a co z poszanowaniem mlodego czlowieka?JAk go rodzice nie
                nauczycli szacunku i nie okazywali mu owego to niech nie licza ze
                latorosl okaze im szacunek w pozniejszym czasie.Kij ma dwa konce.
                Nie mozna oceniac innych.NIe wiemy do konca jakie byly przyczyny
                takiego postepowania danej osoby.To jak rodzice wywala z domu
                doroslego syna/corke bo juz maja dosyc to jest ok, ale jak corka/
                syn wywala z domu rodzica bo maja ku temu bardzo powazne powody to
                juz sa wyrodni, co? Mowie o powaznych powodach, a nie o tym ze komus
                nie na reke bo rodzic niedolezny i trzeba sie zajac.Nie masz
                warunkow w domu - sa domy opieki.Przyklady mozna mnozyc.
              • ideefiks Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 20:45
                borrus napisał:

                > Nie tym tonem do tak wartościowej osoby jak Titta,

                wartościowa czy nie wartościowa, niech nie wypisuje farmazonów...

                >
                > To że nie masz racji to rzecz oczywista- poglądy Twoje kłócą się zarówno z etyk
                > ą
                > chrześcijańską ("czcij ojca swego i matkę swoją"} jak i z obowiązującym prawem

                ple ple ple... Ciągle te same bezmyślnie powielane banały. Na tym właśnie polega
                problem - wieczne połączenie pempowiną z mamusią - przez całe życie najpierw
                moja mamusia a potem ja i cała reszta... Czego doskonałym przykładem jest
                niejaki Jarek były premier Kaczyński..

                Co ma etyka chrześcijańska i obowiązujące prawo do zachowania gatunku? Rodzice
                są po to żeby wydać potomstwo, potomstwo jest po to żeby wydać swoje potomstwo.
                Jeśli masz wybór - decydujesz się na własne dzieci lub bierzesz na utrzymanie
                rodziców to co wybierasz? Bo ja wybieram własne dzieci, inaczej gatunek zwany
                człowiekiem zniknąłby z tej planety bardzo szybko (choć może to i lepiej z
                punktu widzenia planety...)

                Poza tym dziecko też może pozwać rodziców powołując się na taki sam obowiązek
                alimentacyjny - nie zapominaj o tym...

                A czemu nie pomyślisz w ten sposób:
                Ja się na ten świat nie pchałem - a jeśli rodzice to ofiary losu, które nie
                zapewniają mi tak zwanego "godnego startu w dorosłe życie" to za co niby mam im
                być wdzięczny? Skoro zdecydowali się na dzieci to powinni zdawać sobie sprawę z
                tego jakie to rodzi konsekwencje i nakłada na nich obowiązki. A nawet jeśli
                załatwili mi pracę, dali samochód i ciepłe mieszkanko to co z tego? Taki ich
                zafajdany obowiązek skoro już się zdecydowali na dziecko... Nie rodzi to wobec
                nich żadnych zobowiązań ani konieczności bycia wdzięcznym z mojej strony. Co
                najwyżej moja dobra wola i tyle...

                Popatrz na przyrodę z wyjęciem tego chorego gatunku jakim jest człowiek. W niej
                jest tylko opieka rodziców nad dziećmi. Nigdy w drugą stronę. Bo to wbrew logice
                przetrwania gatunku - szkoda marnować energię na coś co się już zużyło, lepiej
                włożyć ją w przekazanie życia dalej - do nowego pokolenia. I niezależnie od tego
                jak bardzo by ci się to nie podobało, tak właśnie działa natura. W niej na
                ckliwość w stylu "dziękuję ci mamo za to że dałaś mi życie" po prostu nie ma
                miejsca, poza tym to po prostu bez sensu, a że większość ludzi jest oślepiona
                skrzywieniem jakie wyrobili w nich rodzice wywołując w dzieciach uzależnienie
                ich od siebie połączone z poczuciem dozgonnej powinności wobec taty i mamy
                (zresztą dla własnych korzyści i własnego wygodnictwa) to już zupełnie inna sprawa.
                • borrus Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 21:52
                  A ja myślałem Ideefiks że ludzie czymś się jednak różnią od zwierząt. Że nasza
                  sfera uczuć wyższych pozwala nam żywić takie uczucia jak wdzięczność, empatia,
                  zrozumienie. Już Homo habilis - nasz przodek- opiekował się ludżmi starymi,
                  chociaż z punktu widzenia strategii przetrwanie gatunku nie było to może
                  korzystne. Jak widzisz człowieczeństwo zaczynało się tam gdzie kończą się
                  prawa przyrody.
                  Ale niektórzy jak widać nic się nie zmienili. Nadal siedzą na drzewach.
                  • ideefiks Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 09:53
                    borrus napisał:

                    > A ja myślałem Ideefiks że ludzie czymś się jednak różnią od
                    zwierząt.

                    Dobra wola. Dlatego też wspomniałem o dobrej woli.
                    To jest właśnie to co nas odróżnia od zwierząt.

                    A jeśli komuś mamusia mówi: wybieraj: albo ja albo twoja żona / twój
                    mąż, to takiej mamusi należy dać kopa w _upsko bo szkoda własnego
                    życia. Poczucie winy bo "należy się coś moim rodzicom ode mnie" to
                    nieporozumienie.

                    Wiem że trudno ci się pogodzić z faktami z których nigdy przez całe
                    swoje życie nie zdawałeś sobie sprawy i tego od ciebie nie wymagam.
                    • bambussi Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 10:31
                      ideefiks napisał:

                      > Dobra wola. Dlatego też wspomniałem o dobrej woli.
                      > To jest właśnie to co nas odróżnia od zwierząt.

                      a ja myślę że jest jeszcze kilka innych rzeczy które odróżniają nas
                      od zwierząt - jak widać ciebie raczej odróżnia niewiele...

                      > A jeśli komuś mamusia mówi: wybieraj: albo ja albo twoja żona /
                      twój
                      > mąż, to takiej mamusi należy dać kopa w _upsko bo szkoda własnego
                      > życia.

                      zanim dasz kopa w dupsko pieprzony egoisto może zwróć mamusi kasę
                      która władowała w twoja edukację, zrekompensuj nerwy, czas stracony
                      na wycieranie twojego dupska itd.

                      > Poczucie winy bo "należy się coś moim rodzicom ode mnie" to
                      > nieporozumienie.

                      nieporozumieniem (i to dużym() to ty jesteś - mam nadzieję że nie
                      masz dzieci bo takie odczłowieczone indywidua nie powinny się
                      rozmnażać - a jeśli masz dzieci to mam nadzieję że w swoim czasie
                      dostaniesz od nich solidnego kopa w dupsko, tak jak na to
                      zasługujesz...

                      > Wiem że trudno ci się pogodzić z faktami z których nigdy przez
                      całe
                      > swoje życie nie zdawałeś sobie sprawy i tego od ciebie nie wymagam.

                      z jakimi faktami? faktem jest to że (na szczęście) zdecydowana
                      wiekszość ludzi przejawia uczucia wobec swoich rodziców i to twoje
                      poglądy są wynaturzeniem...
                  • izabela.balcerak Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 12:04
                    Borrus
                    szanuję Twoje poglądy, ale nie zniosę kłamstwa jakim jest pisanie, iż homo habilis zajmował się starszymi
                    Podobną bzdurę ostanio słyszałam tylko od studentów I roku studiów, którzy naczytali się pisma z żółtą ramką (uwielbiam to lanie wody i zero argumentów)
                    Gdybyśmy bezkrytycznie wierzyli we wszystko co napisane w źródłach w tym w Biblii, to przyszło by nam wierzyć w krasnoludki (w końcu tyle o nich napisano).
                    Zakładam, że Twoje poglądy opierają się na wierze w której cię wychowano (oczywiscie swe poglądy opierasz o Nowy Testament, bo w starym są jakieś takie dziwne historie, że oko, za oko, wrogowi dom spalić należy itd.)
                    Ponadto przypuszczam iż jesteś w wieku lat około 50 gdy młode mają z gniazda odlecieć, czyli patrzysz na problem z drugiej połówki, życia oczekując, iż twoja dziatwa zaopiekuje się Tobą.
                    Jeśli byłaś/eś dobrym rodzicem którzy zapewnił dzieciom wsparcie, i dał wolną drogę do odlotu, to dzieciaki same do ciebie wrócą jako do swego przyjaciela i powiernika, beda dbały o Ciebie.
                    Ale nie masz prawa mówić co jest właściwe a co nie ludziom, którzy nie mieli wpsarcia w swoich rodzicach. Bo właśnie ci ludzie musza sie uporać nei tylko ze swoim życie, ale też nadrobić to z czego ich w dzieciństwie okradziono. Ich rodzice sami wykluczyli się w ten sposób z życia swoich dzieci. Dlatego nie do dzieci powinni kierować swe pretensje.
                    Pamietaj by ludzi nie oceniać z perspektywy wąłsnego życia.

                    pozdrawiam
            • kik-ki Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 05:53
              Tak jakby człowiek nie
              > miał sam dość własnych problemów i jeszcze musiał myśleś o tym
              > jak "zapewnić byt" rodzicom którzy są po prostu niewygodnym
              > obciążeniem na które nie mamy wpływu.

              To samo pewnie oni mogli powiedziec o Tobie , kiedy byles ( bylas )
              dzieckiem . Pewnie z nie jednej rzeczy rezygnowali dla Ciebie . Ale
              co to Ciebie obchodzi - to ich zakichany obwiazek , prawda?

              Moja droga - nikt z nas się na ten świat nie pchał, z tego też
              > względu nic a nic nie jesteśmy swoim rodzicom winni

              Piekne stwierdzenie pryszczatego nastolatka , ktory ma pretensje do
              calego swiata o wszystko .

              mają zafajdany
              > obowiązek pomagać swojemu potomstwu tak długo jak ono tego
              > potrzebuje.

              Nawet jezeli beda mieli po 80 - 90 lat , a Ty np. 60 - 50 i okazesz
              sie niedojda zyciowym to oni maja obowiazek pomagania Tobie , bo TY
              chcesz nowa zabawke - samochod ,itd ? Rozumiem ,ze nie bedzie Ciebie
              interesowalo to jak sie czuja . Nie potrzebuja emerytury , Ty za to
              potrzebujesz ciagle ich pieniedzy . Najlepiej zeby szybko umarli i
              zostawili Tobie w spadku duzy majatek .

              W Twoich wypowiedziach widac zlosc i potworny egoizm . Tylko ja, ja
              i ja . Chyba dotyczy to nie tylko relacji z rodzicami . Za chwile
              bedziesz musial ( musiala ) zerwac kontakt z calym swiatem , wszyscy
              okaza sie zli , bo nie bede chcieli zaspokajac Twoich zachcianek .
              I coz pozostanie dom starcow czy eutanazja ?
              Do pewnych relacji miedzyludzkich trzeba dorosnac . Czego Tobie
              zycze .
          • sikorka68 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 08:15
            titta napisała:

            > Wtedy ta odcinajaca sie osoaba powinna sobie przypomniec: "szanuj
            > ojca i matke abys dlugo zyl i dobrze ci sie powodzilo" i nie miec
            > pretensji do innych, ze w zyciu ma pod wietr.

            Święta zasada, ale jak dobrze pomyślisz, to sama dojdziesz do wniosku, że aby
            była prawdziwa, musi mieć swoje wyjątki. Wtedy nie jest pod wiatr.
    • lavinka Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 13:46
      Rozumiem Cię jak diabli. Ale czasem trzeba dać sobie i rodzicom
      szansę. Z bardzo daleka ale jednak. Taka kilkuletnie ochłodzenie
      kontaktów dużo daje. Ale nie zawsze pomaga. To znaczy nie w każdym
      przypadku. Sama się odcięłam od sporej części rodziny, bo byli
      toksyczni (nie od rodziców). Są niereformowalni i przez to
      niebezpieczni. Rozumiesz, patologia.
      • elle444 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 14:18
        Zgadzam się. Myśle, ze każdy z nas na pewnym etapie życia chciał sie
        odciąć od swoich rodziców. Dzieje sie to zazwyczej w chwili
        wyprowadzania sie na swoje, albo zkładania nowej rodziny. Rodzicom
        trudno przychodzi zrozumienie, że układ sie zmnienił... I często
        nawet dobrzy rodzice zaczynają stosować różnie formy manipulacji,
        aby zkłonić dziecko do robienia tego, co dla nich miłe, zazwyczaj
        częstszych kontaktów. Próbują też ustawic hierarchię wartosci,
        najpierw my, potem żona/mąż, potem teściowie. Niewielu jest na tyle
        madrych i dojrzałych, żeby uznac ze nowa rodzina jest ważniejsza.
        Prawie wszystkim natomiast sie wydaje, ze teściowie mają lepiej ...
        Wiele młodych małżeństw boryka sie z problemem niemoznosci
        zadowolenia obu rodziców i czesto jednak dokonuja karkołomnych
        wysiłków kosztem swojej nowej rodziny (vide dwie kolacje wigiline,
        pretensje z obu stron i stres zamiast świątecznego wypoczynku).

        Na pewno jednak lepiej jest ponegocjować, zamiast zrywac stosunki.
        To jest troche tak, jak w małżenstwie trzeba sie dotrzec. Brak
        kontaktów z rodzicami jednak zubarza życie no a dzieci zwykle za
        dziadkami pzrepadają. Nie wypowiadam sie oczywiście o rodzinach
        toksycznych.

        Ideałem jest jak ludzie sie spotykają bo chcą i lubią, ale czasem
        tez warto po prostu sprawic przyjemnosć rodzicom i dac przykład
        dzieciom. Mnie jest czasem trudno z moim ojcem, ale staram sie go
        traktować tak, jakbym chciała żeby mnie w przyszłosci traktowała
        moja córeczka, choć nie zawsze mi wychodzi ...
    • janneke Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 19:00
      Doskonale znam ten problem - od podszewki właściwie wink
      Wiele lat łudziłam się, że w końcu zrozumieją, zmienią podejście, zdanie o mnie,
      do tej pory z resztą gdzieś w głębi serca marzę o tym. Ale przestałam się
      oszukiwać, górę wziął zdrowy rozsądek. Odcięłam pępowinę od rodziców, inaczej
      nie dało się tego załatwić.
      Bolało jak cholera, nadal boli. I to poczucie winy. Okrutne uczucie.
      Niezrozumienie wśród pozostałych członków rodziny i nazywanie mnie idiotką są na
      porządku dziennym.
      Ale zrozumiałam *w końcu i bogu dzięki*, że jeśli chcę żyć normalnie i po
      swojemu, to trzeba zastosować metodę zdartej płyty i zimnej suki.
      Nie mam czasu. Nie wiem. Nie. Nie.Nie. Nie mam czasu, wybaczcie. Jeśli nie
      przestaniesz wychodzę. I wychodzę. Nie będę teraz o tym rozmawiać. Ponieważ nie
      czuję się na siłach. Ponieważ to nieodpowiedni moment. Bo nie mam ochoty. Proszę
      to uszanować. Jeśli nie, to odkładam słuchawkę. Spieszę się. Tak. Nie. Miłego
      dnia. Wpadnę jak będę miała czas. I wpadam, raz na miesiąc, dwa. Szybka kawa,
      małe bla bla bla, po godzinie robi mi się ciężko, do głosu zaczyna dochodzić
      kur.wica, więc szybko się zawijam i odchorowuję kilka kolejnych dni we własnych
      czterech ścianach.
      Po prostu no.. nie da się inaczej. Nie da się. Działamy na siebie toksycznie i
      wyniszczamy się psychicznie. Dosłownie.
      I co mam z tym zrobić? Płakać? Nie, po prostu wziąć się w garść i zaakceptować
      fakty. Dostosować się do warunków i postawić na swoim. Bo to moje, kurna, życie.
      MOJE. Mam je tylko jedno.. nikt nie przeżyje go za mnie, nikt mi też nie będzie
      w nim bruździł, bo chcę je przeżyć po swojemu, na tyle na ile się da.
      Nie znaczy to,że im nie pomogę, że nie mogą na mnie liczyć. Mogą, zawsze. Bo to
      moi rodzice. Ale na co dzień wolę zachować dystans, bo dzięki temu ataki
      depresji i nerwicy nie pojawiają się tak często smile
      • wenus123 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 20:00
        Mam tak samo ze starym toksycznym ojcem, który jest wściekły na siebie i świat,
        bo się zestarzał i z tego powodu wszyscy i wszystko powinno przecież kręcić się
        wokół niego.
        Nie cierpię chodzić do niego i słuchać tego ciągłego narzekania i/lub wrzasków.
        • zawsze.gosc Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 20:29
          ja zerwałam kontakt całkowicie z matką około 5 lat temu, ciężkie
          dzieciństwo mi zgotowała, potem też nie było za fajnie...okrutne
          jest uczucie,że własna matka ma Cię głęboko w nosie i że tak
          naprawde jej nie masz i nigdy nie miałaś...
        • griswold79 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 20:29
          U mnie odleglosc powoduje ograniczony bardzo kontakt (no ale jest
          ich wnuk). Ale im dalej od ojca tym lepiej. Mama zawsze mówila ze
          nie taki zły oszukujac samą siebie, ale niestety gorzała wszystko
          zniszczyła. Niby nie dużo tu 2 piwa, jedno, na trzeci dzien flaszka
          i strach mój co tym razem zrobi, do czego sie przyczepi. Dzis im
          dalej od niego tym lepiej. Jak dzwonie to sprawdzam czy jest w domu
          by z nim nie rozmawiac. Rozsadek powoduje ze trzymam sie jak
          najdalej od niego ale moze 1% chce by kiedys bylo ok. Aczkolwiek nie
          bedzie, bo alkoholu nie odstawi. Jego wybór. Dodam ze jest byłym
          wojskowym i stosunkow ojciec-syn gdy bylem malym dzieckiem nie bylo.
          Potem wzial sie dopiero za "wychowanie" gdy byl caly czas na
          miejscu. Osoba co wyzej napisala ma racje. Ma sie jedno zycie i nie
          warto psychicznie sie wykonczyc w imie przyzwoitosci i dobrej opinii
          otoczenia.
          • incoguttor Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 04.12.08, 23:56
            Każdy kij (oprócz takiego w kształcie procy) ma dwa końce (proca ma trzy smile):
            Na pewno nie zgodzę się z tezą, że rodzicom nie jesteśmy nic winni. W większości wypadków jesteśmy. Sam mam dziecko i wydaje mi się, że robię dla niego ile się da - nie tyle ile wypada, tylko daje z siebie maxa...
            Oczywiście dysfunkcyjna rodzina nie należy do rzadkości - są rodzice, którzy nie robią nawet tego co jest niezbędnym minimum dla swoich dzieci.
            Alkoholizm, charakteropatie, patologie związne z biedą - współczuję, jeżeli mieliście to w domu.
            Potrafię zrozumiać chęć odcięcia i brak gotowości do wspierania rodziców n starość w takim wypadku...

            Co do zrywania kontaktów - tu kwestia jest dość prosta.
            Albo jesteście w stanie zapanować nad relacją i nadać jej rozsądny charakter, albo ograniczacie kontakty do minimum...
            Sam miałem problemy z teściami, którzy w dobrej przecież wierze (intencje-bruk-piekło), włazili mi i mojej żonie na głowę. Próby dyplomatycznej sugestii okazały się nieskuteczne, więc na wizty biorę kijaszek i walę po łbach tak długo, aż się nie zaczną zachowywać. Może to nieestetyczne i niewyrafinowane, ale przecież tylko dlatego że mam głupich teściów nie odetnę im kontaktów z wnukiem...

            Na koniec ogólna konstatacja:
            Nie każdy, kto chce zerwać kontakty z rodzicami jest zwyrodnialcem.
            Ludzie w znacznym procencie najzwyczajniej nie radzą sobie w życiu.
            Z tego rodzą się nerwice, alkoholizm, charakteropatie i cały ten syf i gówno wylewa się najczęściej na głowy własnego potomstwa, raz że najłatwiej, dwa, że jaby się człowiek nie starał to zawsze coś tam skapnie.
            Dzieci są ofiarami patologii psychicznych rodziców i jeżeli nie są jako dorośliw stanie tego zmienić to po co się z "psycholami" męczyć...
    • tw.babcia Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 00:23

      Znam sytuację, gdy to rodzice zerwali kontakt z własnym dzieckiem praktycznie
      bez powodu. Rozeszło się chyba (chyba, bo pojęcia nie mam o co) o to, że nie
      dzwoniliśmy do nich przez jakiś czas a może o to, że mieliśmy problemy finansowe
      i strasznie, strasznie potrzebowalismy w pewnym momencie pomocy (groził komornik
      bo nie mogliśmy sprzedać mieszkania, chodziło o choćby o niewielką pożyczkę,
      żeby przetrwać tę sprzedaż lub choćby dobre słowo, zainteresowanie, jakąś radę
      bo zostaliśmy kompletnie sami z niemal beznadziejną sytuacją). I w takim
      momencie matka przestała poznawać własną córkę! W końcu przeprowadziliśmy się,
      mamy zmieniony numer telefonu, adres, którego nie znają. Idą święta i pewnie
      nawet kartki od nas nie dostaną.

      Jest to przerażające, że można się tak odizolowac od siebie. Ale to chyba dowód,
      że żadnego z nas nigdy nie kochali i nie szanowali, rozumiem, gdyby był
      rzeczywisty powód do obrazy ale 2-3 tygodniowe milczenie ?!.



      • borrus Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 06:15
        Klasyczny przykład w relacji dziecko - matka w którym to matka jest ofiarą. Mamy
        tu szantaż emocjonalny ze strony dziecka - nie ma pożyczki- nie będzie
        kontaktów. Żal mi Twoich rodziców - dziewczyno- z prawdopodobieństwem sięgającym
        pewności rodzice wspomagali dziecko (dzieci)maksymalnie jak udżwignęli- kosztem
        swojego życia. "Oderwanie pępowiny" odebrali jako sygnał ustania tego obowiązku.
        Może nagle zrozumieli że Oni też mają tylko jedno życie i np...wpłacili sobie po
        raz pierwszy wolne pieniązki na wycieczkę. I pojawia się córusia która mówi-
        bardzo potrzebuję pieniędzy- wy nie musicie jechać na wycieczkę- jak nie dacie
        kasy to zerwę z wami kontakty.
        Szkoda że ja nie jestem Twoim tatą - była by guma i wąskie drzwi. Ale wielki
        szacunek dla Twojej matki- być może sama zrozumiała że uleganie emocjonalnym
        szantażom to najgorsze rozwiązanie i że w ten sposób nie zdobędzie ani miłośći ,
        ani szacunku swojego dziecka.
        Swoją drogą niezłe z ciebie ziółko tw.babcio, ale jestem pewien że zaraz odezwie
        się cały chór w Twojej obronie. Dlaczego? Dlatego że w większości sami mają
        niezbyt czyste sumienia więc dorabiają teorie aby siebie usprawiedliwić.
        • bambussi Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 10:37
          święte słowa....

          w ogóle cała ta idea "toksyczności" rodziców i parnterów to jakieś
          bzdurzenie tych, którzy taką gadką starają się przykryc swój egoizm
          i nieumiejętnośc budowania normalnych stosunków miedzyludzkich

          co to w ogóle znaczy "toksyczny" - jak rodzic pije, bije, maltretuje
          psychicznie czy wykorzystuje seksualnie to popełnia zwyczajne
          przestępstwo, a jeśli tego nie robi to jest to normalny rodzic
          (mniej lub bardzij udolny, ale normalny)

          ale ok wasza sprawa - każdy dostanie to na co zasłużył i nie myślcie
          że odcinając się od swoich rodziców kiedykolwiek zdobędziecie
          szacunek u własnych dzieci - one w swoim czasie potraktują was tak
          samo (do pewnego czasu jak skarbonkę, a potem jak śmiecia)
        • elle444 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 11:55
          Nie jest to takie proste. Ale masz racje, ze czasami jest to układ
          toksyczny w obie strony. Nie wszystkie dzieci potrafią i chcą się
          usamodzielnic, zrezygnować z postawy roszczeniowej na rzecz
          partnerstwa ... (choć tez w stosownym czasie można ich było tego
          nauczyć).
          Ale też niektórzy rodzice nie potrafią przestać żyć sprawami swoich
          dzieci oraz zrozumieć, że wychowuje sie moze do 18-roku zycia, a
          potem rady i uwagi można czynić jedynie na wyraźną prosbę. Rodzą
          jedno (czasem dwoje dzieci), które potem musza swoich
          rodziców "emocjonalnie" dopieszczać, bo im się w życiu zwyczajnie
          nudzi, albo już sami ze sobą nie potrafią wytrzymać. Gdyby dzieci
          było pięcioro, można byłoby ten obowiązek dzielic na pięć i byłoby
          mniej toksycznie... Ale na pewnym etapie życia nie chciało sie
          wiecej obowiązków ... Zawsze powtarzam moim kolezankom, które
          uważają ze jedno dziecko wystarczy, że w przyszłosci tego jedynaka
          zamęczą. Planujac swoje życie będzie musiał zawsze brac rodziców pod
          uwage, Np. do Chin sie nie wyprowadzi gdyby chciał, bo będzie
          jedynym oparcim materialnym bądź emocjonalnym dla pary rodziców i
          dwóch par dziadków (bo czasem jest to już jedynactwo pokoleniowe).
          Dramat... Dzieci nie wychowuje sie po to by miec oparcie na
          starość... Jak ktoś rodzi z takim założeniem, to na pewno bedzie
          toksycznym rodzicem... Emocjonalne oparcie powinno się mieć w
          mezu/zonie, a o finansowe powinno sie zadbać samemu (jedynym
          usprawiedliwieniem jest wychowanie większej ilosci dzieci, co
          tłumaczy niezgromadzenie zasobów na starość, ale wtedy jest komu ten
          ciężar ponosić).

          Oczywiście sa rózne sytuacje zyciowe. Mój tato został sam i wiem, że
          musze go emocjonalnie wspierać. Staram sie jak mogę, ale nie zawsze
          mu to wystarcza niestety ... Choć pewnie idealna też nie jestem.
          Moich teściów trzeba bedzie niedługo wspierać finansowo, bo nie
          zadbali o godziwe emerytury (praca na czarno), ale ponieważ mi męża
          dobrze wychowali to niech im będzie smile
          • izabela.balcerak Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 05.12.08, 12:23
            elle444 bardzo mnie cieszy Twoja wyważona opinia smile
            jest to podejscie jak najbardziej życiowe, nie można jednej czy 2 osobom zrzucac na barki całego ciężaru i idpowiedzialności w okresie w którym tego potrzebuję (nie oszukujmy się najczęściej jest to wsparcie psychiczne, czy faktyczne (naprawy w domu, czy porąbanie drewna)żadziej materialne.
            A już naprawdę podoba mi się Twoje podejscie do teściów big_grin
            To jest to o czym pisałam do borrus, jeśli mamy być za co wdzięczni swoim rodzicom i tesciom to sami wyjdziemy im na przeciw.
            Jestem ciekwa opinii wojującego (chyba) chrześcijanina borrusa na moją wypowiedź powyżej.
            pozdrawiam
            • zyta2003 Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 07.12.08, 02:22
              Ciekawe byloby uslyszec opinie, tych toksycznych rodzicow, bo
              wypowiadaja sie tutaj omal wylacznie dorosle dzieci. Chcialam
              zwrocic uwage, ze nie pelnoletniosc (18 lat) jest granica, kiedy
              rodzice moga zwracac dziecku uwage. Doroslosc polega nie na
              ukonczeniu 18 lat, tylko na umiejetnosci zycia na wlasny rachunek,
              za wlasne pieniadze.
              Dlaczego nikt nie poruszyl sprawy, ze chore relacje miedzy
              pokoleniami wynikaja i z tego, ze w Polsce rodzice nie umieja zyc
              wlasnym zyciem, tzn. miec swoje przyjemnosci, na siebie wydawac
              pieniadze, umiec po prostu zyc swoim, a nie dzieci zyciem.
              Mieszkajac za granica obserwujemy taki rozdzial pokolen, czy
              poprawia to wszystkie relacje? Na pewno nie, ale jesli nawzajem nie
              oczekuje sie za wiele, pozwala nawzajem zyc jak sie chce (takze
              dorosle dzieci nie powinny miec pretensji, ze im rodziece w niczym
              nie pomogaja - przeciez juz nie musza) - to po prostu wiele
              polskich problemow miedzypokoleniowych nie istnieje.
              • sylwek07 zyta 07.12.08, 09:34
                Od tego trzeba zaczac ze Ci rodzice by musieli wiedziec co jest
                dobre a co zle i dlaczego tak postepuja,nie ma tak ze jak osoba zle
                robi to o tym wie lub tez o tym swiadoma,Ona mysli ze tak musi byc
                lub tez ze tak ja nauczyli wiec i Ona tak musi robic...
                Jest wiele przypadkow takich ze dopiero po glebszej rozmowie moze
                cos z tego wyjsc i zobaczyc dlaczego tak kto sie dzieje...
                A czasami tak sie dzieje ze wszystko jest ok a Ci rodzice postepuja
                nie wiadomo dlaczego zle bo np Ich rodzice zle nie uczyli i
                postepowali dobrze..
                • rudzikowa sylwkuu 07.12.08, 11:34
                  a ja mysle sobie ze ludzie w ogole maja problem z rozmawianiem ze
                  soba szczerze i otwarcie w realu. przestalismy sie do siebie odzywac
                  slowem mowionym w cztery oczy, zaczela sie era smsow i for, a takze
                  komentarzy do... artykulow, zdarzen itp itd. jak wielu z nas latwo
                  jest oceniac, krytykowac a nawet uzyc niemilych epitetow w stosunku
                  do innych, bo chroni nas anonimowosc intrnetowa. poza tym slowo
                  pisane w wielu przypadkach jest zle interpretowane lub
                  nadinterpretowane i zanim autor postara sie wyjasnic co mial na
                  mysli nadinterpretacja wyrazona slowami na forum ciagnie za soba
                  lawine roznych dziwnych wypowiedzi
                  ja nie rozumiem tylko dlaczego ten temat w wiekszosci sprowadzil sie
                  do pieniedzy?? bo chyba nie o to chodzilo zalozycielowi watku

                  jak dla mnie jestesmy spoleczenstwem bardzo roszczeniowym, ktore
                  swoje roszczenia podpiera religia. wg mnie kazdy ma to, na co sobie
                  zapracowal i nie chodzi mi o pieniadze, ale o szacunek, realcje z
                  ludzmi, z dziecmi, uznanie zawodowe itp itd. nic nikomu sie nie
                  nalezy bo takie jest przykazanie, przyslowie, bo tak i juz. na
                  wszystko trzeba sobie zapracowac. a od zwierzat rozni nas przede
                  wszystkim zdolnosc rozumowania. chociaz, jesli mamy sie
                  poslugiwac "zlotymi myslami" powiedziano juz dawno ze czlowiek jest
                  najokrutniejszym ze zwierzat, bo rozumnym. niekotre ze zwierzat
                  porzucaja swoje mlode i nie ma problemu kto, kim i w jakim czasie ma
                  sie opiekowac i pomagac. pomaganie rodzicom nie jest obowiazkiem
                  ("dlug" opieki rodzicow nad nami, spalcamy opiekujac sie wlasnymi
                  dziecmi) jest nasza dobra wola. i jesli rodzice wypracowali sobie w
                  procesie opiekunczo-wychowawczym dobre relacje z dziecmi, to tak jak
                  ktos tu napisal dzieci wroca do gniazda i pomoga ale nie z poczucia
                  obowiazku tylko z przyjemnosci i z przyjemnoscia.
                  poza tym powolywanie sie na przepisy prawne jak dla mnie jest wrecz
                  smieszne, bo skoro prawo jest notorycznie lamane w kazdej jego
                  galezi, a lamiacy je pozostaja praktycznie bezkarni to o czym my
                  mowimy. zreszta wezmy przypadek rozwodu miedzy rodzicami, wystarczy
                  ze jeden rodzic ograniczy prawa rodzicielskie drugiemy (chociazby po
                  zlosci, ze nam w zyciu nie wyszlo to ukaram moja druga ekspolowke
                  ograniczeniem praw rodzicielskich) lub wrecz je odbierze, to w tym
                  momencie wygasa obowiazek alimentacyjny dzieci wobec rodzica. i co z
                  tego ze tenze rodzic do pewnego czasu wywiazywal sie z roli rodzica
                  (oczywiscie bierzemy przypadek gdy rodzice sie rozwodza z przyczyn
                  niezaleznych od dzieci np notoryczne zdrady, niezgodnosc charakterow
                  itp, zdne maltretowanie dzieci) i dalej jest kochanym?a
                  tausiem/mamusia nie ma co liczyc na pomoc ze strony doroslego
                  dziecka, no chyba ze ta jak wczesniej pisalam wypracowal sobie i tak
                  ulozyl relacje z dzieckiem, ze mimo iz nie sa juz pelna rodzina,
                  dziecko nadal kocha, chce trzymac kontakt, a w razie potrzeby
                  zaopiekowac sie rodzicem.
                  • sylwek07 Re: sylwkuu 07.12.08, 13:03
                    rudzikowa ten temat nie nalezy do prostych bo jesli rodzice w miare
                    swoich mozliwosci wychowuja dzieci dobrze a One sie na nie wypinaja
                    to co wtedy?znam pare takich przypadkow ,,bo to ze ktos sobie tak
                    zapracowal to sie zgodze..
                    To samo jest ze sami sobie zapracowujemy na swoje i nic sie nie
                    nalezy-tez cos w tym jest ale wyobraz sobie ze pracujesz na
                    cos,pokazujesz swoja praca a ktos i tak wie swoje bo sie np
                    nasluchal ze Ty jestes zly a przeciez Twoje zycie tak nie wyglada i
                    co wtedy?jak wtedy nalezy zyc i co robic aby do takich sytuacji nie
                    dochodzilo zbyt czesto?wtedy jest trudno z takim czyms zyc i isc
                    dalej (tak mialem przez dluzszy czas )..
                  • sylwek07 Re: sylwkuu 07.12.08, 13:06
                    Co do rozmowy to tez racja,trzeba umiec nauczyc sie rozmawiac aby po
                    1 podac czego sie oczekuje ,odpowiedziec na pytania-pytanie a do
                    tego przyjac np odmowe lub tez ze ktos ma Nas w tzw tylku ...
                    • rudzikowa Re: sylwkuu 08.12.08, 15:10
                      hmmm ja naleze do ludzi A. bardzo gadatliwych (nie mylic z paplaniem
                      o niczym) B. wykladajacych swoja prawde i oczekujacych tego od innych

                      ja wiem ze ludzie i o mnie zle mowia mimo ze daje z siebie wszystko,
                      ale wiesz co, jesli ktos wierzy komu innemu i nie podejdzie do mnie
                      i nie zapyta jak to wlasciwie tak naprawde jest, to mam takiego
                      ktosia i jego opinie o mnie gdzies. przykro mi tylko ze dalam z
                      siebie wszystko, a ktos to zrujnowal, ale coz takie jest zycie, raz
                      batem po plecach innym razem piorkiem. nauczylam sie wyciagac
                      wnioski i nie rozdrapywac. wiele mialam tez takich sytuacji ze ktos
                      nawet mnie nie znal a juz sie nasluchal i potem nagle przypadkowe
                      poznanie i stwierdzenie ooooooo bo ty jestes calkiem inna taka
                      fajna. jak zapytalam inna od czego/kogo, bo przeciez wczesniej sie
                      nie znalismy, to odp brzmiala noooooo od tego co ktos mowil o tobie.

                      ja mysle ze nie nalezy sie za bardzo i za dlugo przejmowac. krytyke
                      przyjmuje jako nauke. znam swoja wartosc i wiem kiedy sie przejmowac
                      zlym slowem a kiedy nie.
                      mysle ze najpierw trzeba nauczyc sie przyjmowac odmowe, albo to ze
                      ktos ma nas w tzw tylku i nie rozpaczac nad tym, pamietaj ze zawsze
                      zadajac pytanie musisz sie liczyc z trzema odpowiedziami pozytywna,
                      negatywna i zaskakujaca.
                      • sylwek07 Re: sylwkuu 08.12.08, 15:29
                        wiele mialam tez takich sytuacji ze ktos
                        nawet mnie nie znal a juz sie nasluchal i potem nagle przypadkowe
                        poznanie i stwierdzenie ooooooo bo ty jestes calkiem inna taka
                        fajna. jak zapytalam inna od czego/kogo, bo przeciez wczesniej sie
                        nie znalismy, to odp brzmiala noooooo od tego co ktos mowil o tobie.
                        ------------------------------------------
                        Ile ja razy tak mialem ale to dopiero od kilku lat tak jest ale sa
                        takie osoby ze nadal mysla i wiedza swoje , teraz potrzebuje
                        wiecej czasu aby poukladac sobie pewne sprawy,potrzebuje spokoju-
                        rozumienia-pomocy i po jakims czasie cos sie zbuduje..
                        • rudzikowa Re: sylwkuu 08.12.08, 18:08
                          sylwek07 napisał:

                          >teraz potrzebuje
                          > wiecej czasu aby poukladac sobie pewne sprawy,potrzebuje spokoju-
                          > rozumienia-pomocy i po jakims czasie cos sie zbuduje..
                          >
                          >
                          >
                          ja mysle ze potrzebujesz porozmawiac sam ze soba i nabrac dystansu.
                          zawsze bedzie tak ze beda ludzie ktorzy wiedza i mowia swoje,
                          pozostaje sie z tym w ten czy inny sposob pogodzic. ten kto bedzie
                          chcial sie dowiedziec prawdy, przyjdzie i porozmawia inni nie sa
                          warci naszej uwagi. trzymam za Ciebie kciuki, zdrowa dla siebie
                          postawa w stsunku do swiata znacznie ulatwia zycie big_grin
                          • sylwek07 Re: sylwkuu 08.12.08, 19:59
                            rudzikowa moze od 3-4 lat powoli widze co bylo nie tak,co bylo zle
                            lub tez mozna bylo zrobic inaczej,ktos moze powiedziec ze dobrze ze
                            teraz i bedzie miec racje big_grin

                            Jesli cos sie zmieni w moim zyciu w duzym stopniu lub tez bedzie ta
                            droga wyjscia to napisze tutaj o tym...
    • sylwek07 Należy zrozumieć, że rodzice to tylko ludzie, 07.12.08, 09:17
      Czcij ojca swego i matkę swoją.

      Toksyczni rodzice to ciągle temat tabu dla polaków. Dlaczego?
      Stwierdzenie, że rodzice mogą popełniać poważne wychowawcze błędy,
      które mogą okaleczyć osobę na całe życie uderza w polską wiarę w
      podstawowa jednostkę społeczną. Takie teorie uderzają w nasze
      świętości, w nasze religijne wierzenia. Rodziców należy szanować, a
      w naszej koncepcji szacunku nie mieści się żadna krytyka ich
      postępków. To sprawia, że wielu ludzi ma problem z powiedzeniem na
      głos, że czują się pokrzywdzeni przez swoich rodziców.

      Należy zrozumieć, że rodzice to tylko ludzie, którzy również
      popełniają błędy. Wiele nadopiekuńczych matek jest przekonanych, że
      dobrze robią kontrolując swoje dzieci na każdym kroku. Wielu ojców
      uważa, że ich synowie nie potrzebują tyle czułości, co ich córki.
      Nie każdy z nas jest tak samo podatny na fatalne działanie osób
      toksycznych, jako że najlepiej radzą sobie one z kimś o niskim
      poczuciu własnej wartości, kimś kto jest przyzwyczajony do tego ze
      ludzie nie szanują jego praw. Jeśli jesteś dzieckiem toksycznego
      rodzica, masz większe szanse stać się ofiarą. W miejscu pracy to
      kobiety są bardziej narażone na łamanie praw, jako, że są z reguły
      bardziej elastyczne i łatwiej przystosowują się do (często trudnych)
      sytuacji i w efekcie dłużej pozostają w krzywdzącej relacji.

      theppd.org/index.php?id=37,49,0,0,1,0
      • foxie777 Re: Należy zrozumieć, że rodzice to tylko ludzie, 09.12.08, 05:56
        Uwazam, ze wiele osob nie powinno miec dzieci bo sie do tego z
        roznych powodow nie nadaja.Niestety jeszcze istnieje presja
        spoleczenstwa, ze kobieta musi miec dziecko bo inaczej jest
        niedowartosciowana.Boze, jak to slysze to mi skora cierpnie.
        Ciezka sprawa z tymi toksycznymi rodzicami.Znam kilka przypadkow i
        jest to bardzo smutne.Skomplikowane sa te ludzkie uklady.
        pozdr
        • rudzikowa Re: Należy zrozumieć, że rodzice to tylko ludzie, 09.12.08, 22:47
          otoz to kretynskie stereotypy niestety i jednym z nich jest
          koniecznosc posiadania dziecka, no a jak jednego to i minimum
          drugiego zeby nie krzywdzic jedynaka brakiem rodzenstwa. ale nikt
          nie pomysli o rodzicu, by jego nie skrzywdzic posiadaniem dzieci,
          przeciez nie kazdy chce i to jego sprawa. mysle ze wieksza ilosc
          przypadkow toksycznych rodzicow (gdzie w opinii tzw. obiegowej taka
          fajna rodzina, rodzice tacy wspaniali a te dzieci wyrodne fe, bo sie
          odcinaja na starosc) moze wynikac z tego ze nie chcieli miec dziecxi
          ale nie wypadalo i nadal nie wyada nie miec. zauwazmy ze jesli
          ludzie biora slub, to pierwsze pytanie jest a co w ciazy jestescie,
          jelsi to sie nie potwierdzi to potem odwieczne pytania o bociana, a
          jak i ten dlugo nie nadlatuje to hmmmm pewnie bezplodni, a na
          tlumaczenia chcemy nacieszyc sie soba, zrobic kariere cokolwiek
          zalicza sie w twarz tekstem egoisci dzieci trzeba miec by byc w
          pelni spelnionym a nie kariere robic.
          a wlasnei nikt sie nie zastanowil ze moze rodzice calowo w taki
          sposob sie zachowuja by dzieci sie od nich odwrocily, bo to oni maja
          potomstwa dosc. moze spojrzec na ta sprawe od tej strony??
          • zyta2003 Re: Należy zrozumieć, że rodzice to tylko ludzie, 10.12.08, 02:34
            Rodzice toksyczni, to nie ci, ktorzy nie za bardzo byli
            zainteresowani rodzicielstwem, ale wrecz przeciwnie. Traktuja
            dziecko jak swoja wlasnosc, ma ono postepowac zgodnie z ich
            oczekiwaniami i byc im podporzadkowane, wtracaja sie w zycie
            doroslych dzieci, szantazuja je emocjonalnie. To wlasnie "nadmierne
            rodzicielstwo" jest toksyczne. Ojciec - bijacy alkoholik jest
            psychopata, a nie toksycznym rodzicem. Rodzic - taki wiecej
            obojetny, ktory nie chce pomagac dzieciom, bo ma swoje zycie - to
            tez nie rodzic toksyczny.
            Dalej uwazam, ze "kazda prawda ma dwie strony, twoja i moja". A tu
            caly czas znamy tylko jedna strone prawdy.
            Akurat w ostatnich czasie obserwuje wielce zamozna matke trojki
            dzieci, samodzielna kobieta duzego sukcesu i ciagle to ona ma
            mozliwosc w razie potrzeby zapewnic dawno doroslym dzieciom pomoc i
            ja zapewnia. Nie moge powiedziec, zeby dzieci to docenialy, jakie
            maja w niej oparcie. Sa egoistyczne, nie poswieca jej ani jednej
            chwili, ktora kolidowala by z ich planami, potrafia byc
            chamskie..., wszystkie wyszly na tzw.ludzi, ale jednak to za malo.
            Widze te relacje - matka nie dostrzega. Dzieci te tez maja na
            pewno swoje racje.
    • 36mayfair Re: Zerwanie kontaktow z rodzicami 10.12.08, 04:54
      Mam znajoma, ktora zaczela zyc w pelni dopiero wtedy gdy zerwala
      kontakty z jednym z rodzicow. Latami znecal sie nad nia psychicznie
      i fizycznie, drugi rodzic biernie to obserwowal. Z powodu ciaglego
      stresu w domu, znajoma miala depresje, nie skonczyla mimo zdolnosci
      szkoly, miala wiele problemow, po prostu nie umiala poradzic sobie z
      wieloma aspektami zycia, bo emocjonalnie byla wrakiem. Uciekla z
      ojczyzny, ale nawet wtedy nie udalo jej sie uciec przed
      toksycznoscia rodzica. W koncu zerwala kontakty z czlowiekiem, ktory
      latami ja trul i zaluje, ze nie zrobila tego wczesniej. Dopiero
      teraz czuje, ze jej zycie sie zaczelo, ze jest pelne mozliwosci.
      Nie mozemy pozwalac sie dreczyc ludziom, niezaleznie od tego kim sa,
      znajomymi, czy rodzicami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka