Gość: J.B.
IP: *.icpnet.pl
02.06.04, 14:48
Dawid, Mojżesz, Pieta, Sykstyna ? to owoce miłości. Sztuka jest miłością. By owoc był wyśmienity,
trzeba się jej oddać całkowicie. Twórca w swej wyobraźni widzi dzieło w całej doskonałości, idealne
w każdym, najdrobniejszym szczególe. Dla niego liczy się tylko urzeczywistnienie wizji. Musi zmagać
się nie tylko z własną bojaźnią ? czy podoła, czy się uda zrealizować zamiar, ale także z
codziennością życia. Małostkowość, skąpstwo, prostactwo, zawiść ? to otoczenie.
Świadomość zagrożeń ? wady ukrytej marmuru, przekroczenia granicy zdejmowania
kamienia, dekomponującej dzieło, czy wręcz zagrażającej stateczności (np. Dawid), wykonania dzieła
w umownym terminie, przy bezprzecznym wysiłku fizycznym podczas pracy ? to wszystko powiększa
stan napięcia. Napięcie jest konieczne, jest siłą sprawczą, powodującą chęć zmierzenia się z
zadaniem, ale jest także obezwładniające. Proces twórczy trwa długo. Nie można przyspieszyć. Im
bliżej końca, tym wymaga większej precyzji. I stałej kontroli z każdej strony. Rzeźba wolnostojąca
musi być intrygująca nie tylko ?od frontu?. Trzeba w swej wyobraźni widzieć efekt końcowy: jak
światło będzie wydobywało poszczególne partie, jak je różnicować fakturalnie, jak oszukać skróty
perspektywy (Mitoraj z małymi glówkami postaci stojących). I ta ostatnia warstwa ? wypieszczona
powierzchnia. Czy uda się uzyskać cudowny wyraz twarzy (Matka Boska ? Pieta), czy wyjdzie
omdlewające ciało Chrystusa. Czy uda się wyrazić Boskość, Tajemnicę, Piękno.
I choć nie ośmielam się nawet przez moment na porównanie z Mistrzem, to rozumiem jego stan
ducha coraz bardziej, jak wiek odbiera siły. Pomyślcie, strop Sykstyny, które to piętro, ile szczebli
drabin? A świadomość odpowiedzialności. Widział jak spłynęło malowidło Leonarda. Trudno się
dziwić, że człowiek zamyka się w sobie. Stała szarpanina ze zleceniodawcami o pieniądze, stała
obawa, że ich zabraknie przy realizacji, na opłaty materiałów, ludzi, rusztowań, ponaglania papieża,
złośliwości skąpego skarbnika i pokonywanie własnej niemocy (malowanie leżąc na plecach)?
Nikt, kto nie przeżywa drogi twórczej, nie może wiele wiedzieć o stanie ducha. I choć podziwiane
dzieła nie noszą śladów męki artysty, tylko są przesycone miłością, to jestem pewien, że nie
pozostawało jej już dla nikogo?
J.B.