Dodaj do ulubionych

Sąd wydał recenzję

IP: *.chello.pl 12.05.08, 09:00
to zamordyzm. jak widac, korzystaja na nim wylacznie male grupki (trzymajace wladze?;) a zwykli ludzie cierpia.
i nie mowcie mi, ze kopiowanie/zmienianie to kradziez, bo patent na mysli czy slowa to chora rzecz!
Obserwuj wątek
    • Gość: Zniesmaczony widz. Sąd wydał recenzję IP: 194.146.248.* 12.05.08, 09:18
      W powyższym artykule jest mniej więcej takie stwierdzenie, że sąd rozumie
      reżyserkę, że chcąc uprzystępnić w/w sztukę jak najszerszemu gronu odbiorców
      dopisała wulgaryzmy i prymitywne żarty...
      A więc już tak dalece schamieliśmy, że kultura możemy zrozumieć tylko jeśli
      zawiera wulgaryzmy i prymitywne żarty?! Kto ma takie złe zdanie o odbiorcach.
      Przecież to twórcy- autorzy, reżyserzy, tłumacze- kształtują gusta odbiorców a
      nie na odwrót. Coś tu wszystko pokręcone. I potem żale, że ludzie na takie
      sztuki nie chodzą, bo dość mają wulgaryzmów.
    • fantastic-j7 Sąd wydał recenzję 12.05.08, 09:34
      Tak sie sklada,ze znam Strzepke osobiscie i nie mam dla niej krzty
      szacunku jako "tworczyni ".Jej wyksztalcenie teatrelne jest
      watpliwej jakosci,a jedyna forma jaka opanowala do perfekcji jest
      zniesmaczenie odbiorcy w mysl zasady : szokowac,by zaistniec.Kto ja
      wpuscil na scene???Kto jej dal pieniadze na realizacje syfu???Wstyd
      dla teatru.Wstyd dla widza.
    • eugeniusz_kroczak Sąd wydał recenzję 12.05.08, 09:52
      Gratuluję Sądowi werdyktu. Gratuluję tłumaczce postawy pilnowania kultury
      języka podawanego w sztuce teatralnej.Reżyser ma być przekazicielem intencji
      autora, którego tłumacz stał się wiernym przekazicielem. Inaczej reżyser staje
      się oszustem, wkładającym aktorom tekst nie autora, ale swój - i w dodatku
      wulgarny, rynsztokowy, a w afiszach kłamiąc,wprowadza widzów w błąd
      przypisując własne słowa autorowi. Widać z tego wyraźnie, iż to reżyserzy
      teatralni wulgaryzują język polski. Dziś nawet tzw. "element", czy ci "spod
      budki z piwem" nie używają takich tekstów, jak "reżyser". sztuka to jest
      "COś"! Jeśli, teatr chce być rynsztokowy, to niech będzie - w imię swojej
      fałszywej wolności, ale za prywatne pieniądze dyrektora teatru i reżysera.
      Państwo ma obowiązek strzec kultury języka, a przez to podnosić kulturę ogólną
      obywateli.
      Gazeta Wyborcza jest fałszywą prasą - wulgaryzuje życie społeczne Polaków,
      niszczy polską kulturę - upadla ludzi zamiast ich podnosić wyżej.
    • Gość: pszeszczep666 Sąd wydał recenzję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.08, 10:10
      Tak jak zazwyczaj stwierdzam, że prawa autorskie są naduzywane i zbyt restrykcyjne, tak tutaj uważam, że dobrze się stało. Pomijam uzasadnienie sądu, które jest głupie i nie w tym duchu powinno się to rozstrzygać. Dobrze napisał pierwszy ze specjalistów komentujących sprawę: wszystko powinno sie opierac na dobrze skonstruowanej umowie. ponieważ polscy reżyserzy teatralni swój i swojego zespołu brak umiejetności notorycznie starają sie zamaskować wulgaryzmami, drastycznymi elementami obyczajowymi i rozmaitymi innymi fajerwerkami i bynajmniej żaden z nich nie ma wyczucia Tarantino:P Tak jakby ktoś nawalił do potrawy góre chilli, żeby ukryć brak oryginalnych składników i wyczucia w komponowaniu smaków, a czasem także nie pierwszą świeżość
    • loppe Sąd wydał recenzję 12.05.08, 10:16
      to kolejny triumf IV RP realizwanej przez PiS i PO - wzrosła
      świadomość prawna, wszyscy już wiedzą że nie wszystko wolno, także z
      dziełami artystycznymi
    • Gość: Stanisław08 Sąd wydał recenzję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.08, 10:24
      Teatr był niegdyś instytucją kultury, gdzie prowadziło się młodzież, aby
      obcowała z najwyższymi wartościami, aby uczyła się pięknego języka...
      Dzisiaj przyzwoity człowiek omija ten rynsztok, do jakiego sprowadzony został
      teatr szerokim łukiem, aby chamstwo, które teatr opanowało, nie obluzgało go. I
      chamy, które same siebie nazywają artystami, każą sobie jeszcze za to płacić z
      publicznych pieniędzy!
    • grimperpl Sąd wydał recenzję 12.05.08, 10:32
      A mi sie zawsze wydawalo, ze waznym elementem teatru jest interpretacja dokonana
      przez rezysera. Czy wiec skonczy sie na tym, ze autor tekstu bedzie akceptowal
      intonacje z jaka mowia aktorzy? A co bedzie jak sie pomyla?
      Ponadto tlumacz nie jest autorem tekstu! A jesli to tlumacz zrobil
      nadinterpretacje? A jesli rzeczywisty autor wyraza zgode na zmiany?
    • Gość: graf Sąd wydał recenzję IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.08, 10:34
      Absurdalne uzasadnienie sądu, ale sam wyrok sensowny.
      Jeżeli teatr/reżyser podpisał umowę z tłumaczką, umowę dającą prawo do
      wykorzystania jej pracy i reklamowania się tą pracą. A w czasie prac jedna ze
      stron uznała że umowa została przekroczona lub nie jest wypełniania to może
      odwołać się do sądu - prosta sprawa.
      Wystarczyłoby aby sąd ogłosił iż zakres zmian w tekście przekraczał ramy umowy
      pomiędzy stronami i gotowe.
    • loppe Sąd wydał recenzję 12.05.08, 10:47
      Grimperl, teatr użył tłumaczenia tej tłumaczki i jej nazwiska...
      Mógł sobie inne tłumaczenie ufundować i innym nazwiskiem te ch... i
      p... podpisać.

      A autor zawsze ma prawo veta w razie zmian w tekście których
      chciałby dokonać reżyser (musi uzyskać zgodę autora) - znowu dlatego
      że autor nie musi chcieć firmować swoim nazwiskiem...

      Znane są wysokie wymagania np. S. Mrożka który wielokrotnie odmawiał
      zgody reżyserom na wystawienie jego dramatów gdy chcieli coś z nich
      wyjąć albo coś dopisać.
    • Gość: jacek Proste, zmienić tłumaczkę IP: 121.221.210.* 12.05.08, 11:31
      na taką co się nie awanturuje, a jak tej zadziornej panience utną się zlecenia
      to przestanie stroić fochy... proste, tanie, skuteczne
    • Gość: w obronie wartości Sąd wydał recenzję IP: *.net-partner.pl 12.05.08, 11:35
      W dobie hamburgeryzacji sztuki wyrok cenny, choć dla niektórych może
      dyskusyjny. Kiedyś Joana Szczepkowska opisywała, jak "product
      manager" teatru telewizji pociął jej rolę, żeby znaleźć czas na blok
      reklamowy. Po interwencji przed następną inscenizacją zastrzegła, że
      ani jedno słowo nie zostanie wycięte - i co? - WYCIĘTO CISZĘ!
      To jest proces w obronie wartości, o których już wielu po prostu nie
      ma pojęcia.
    • Gość: Aneta Sąd wydał recenzję IP: *.phils.uj.edu.pl 12.05.08, 11:37
      Sąd uznał, że
      1. istnieje coś takiego jak zasadnicza idea i koncepcja utworu
      2. że wie, na czym ona polega w tym konkretnym przypadku oraz
      3. że tłumaczka tejże idei sprostała, a reżyserka sztuki nie.

      Co ciekawe, sąd nie widział spektaklu (!) - ograniczył zatem samą sztukę do jej wersji pisemnej. A co z aktorstwem, wkładem reżysera, czy scenografa? Oni też tworzą spektakl i decydują o jego ewentualnej zgodności z ideą utworu. Wszak sposób rozegrania danej sceny ma ogromny wpływ na interpretację wypowiadanych w niej słów. Sam przerobiony tekst do oceny zgodności nie wystarczy.

      Nie wiadomo również, czy sąd porównał tekst oryginału z tłumaczeniem (wątpię...), by sprawdzić jakość tego ostatniego. A z uzasadnienia wynika, że przyjął zgodność przekładu z ideą i koncepcją oryginału.

      Sąd wydał zatem wyrok na podstawie dwóch ocen o charakterze artystycznym (uznał zgodność przekładu z ideą utworu oraz niezgodność spektaklu z przekładem reprezentującym według niego ideę utworu).

      Co więcej - przyjął istnienie czegoś takiego jak idea utworu. Każdy kto choć trochę zajmował się sztuką wie jednak, że istnienie czegoś takiego wcale nie jest oczywiste. Istnieje mnóstwo argumentów przeciwko tezie o istnieniu owego wyznaczonego przez intencję artysty 'rdzenia' dzieła sztuki.

      Poza tym - od kiedy to sąd wydaje oceny w kwestiach artystycznych? Jakimi kompetencjami dysponuje w tym zakresie?

      Zastanawia mnie również postawa tłumaczki świadcząca o kompletnym niezrozumieniu zasad funkcjonowania sztuki, przede wszystkim zasady wolności artystycznej (z której sama dokonując przekładu skorzystała, wszak przekład jest działaniem o charakterze twórczym). Tak jak ona oskarżyła teatr, tak i ją mógłby oskarżyć autor sztuki powołując się na prawa autorskie i niewierność przekładu.

      Ta sprawa to niebezpieczne kuriozum. Mam nadzieję, że teatr odwoła się od wyroku. Inaczej - drżyjcie kuratorzy - od teraz artyści mogą oskarżyć was o niedochowanie wierności koncepcjom ich dzieł, np. przez 'złe', generujące 'niewłaściwą' interpretację, zestawienie ich dzieł z dziełami innych artystów na wystawie...

      Dodam jeszcze, że wskazane powyżej aspekty nie mają nic do rzeczy z jakością spektaklu. To są aspektu związane z funkcjonowaniem każdej sztuki, nawet złej.

      A to Polska właśnie! Co robić? Emigrować???

      Mój blog o sztuce i filozofii:
      www.parergonn.blogspot.com
    • tajny_agentub Co właściwie chronimy ? 12.05.08, 11:42
      Zostawmy na chwilę poziom artystyczny, wulgaryzmy, itp.

      Zajmijmy się sednem: reżyser reżyseruje sztukę. Aktorzy grają role. Autor
      napisał sztukę. Tłumacz przetłumaczył.
      Każdy ma swój wkład w powstające dzieło. KAŻDY.
      Każdy reżyser dokonuje adaptacji scenariusza, mniej lub bardziej posuniętej. Nie
      widzę powodu, by tego zakazywać. Uszanujmy prawa autorskie (KASA), ale zostawmy
      innym prawo do MODYFIKACJI. Niech to się nazywa "na podstawie ...", a nie
      "autorstwa ...".
      Ale nie kneblujmy reżysera!

      Nikt się nie zastanawia nad prawami autorkimi do dramatów Szekspira, a
      wystawiane są nieraz w sposób "daleki od oryginału". I co ?
      Mówimy jedynie o udanej, bądź nie inscenizacji.
      Dlaczego dzieła żyjących twórców mają być traktowane inaczej ???
    • Gość: Franz.Keim Sąd wydał recenzję IP: *.pekao-fs.com.pl 12.05.08, 11:58
      Po fotką:
      'Aktorzy Teatru Jeleniogórskiego - Jakub Giel i Małgorzata Osiej-
      Gadzina w spektaklu "Horror samuraja"'

      To w końcu "Honor samuraja", czy "Horror samuraja".
      A Może sąd nie tę sztukę "recenzował" ? :D
    • Gość: marter I co dalej? IP: *.ioc.ee 12.05.08, 12:03
      W sumie wyrok jest ciekawy. Zwłaszcza fragment uzasadnienia o zmianie sensu.

      A teraz moje pytanie - czy w związku z tym wyrokiem mogę składać reklamacje
      kiepsko przetłumaczonych książek czy filmów? Od kogo powinienem dochodzić
      odszkodowania?
    • Gość: tłumacz Sąd wydał recenzję IP: *.catv.net.pl 12.05.08, 12:08
      tajny_agencie, zmiana szyku zdania czy określonej zbitki słów (np. "gęśli szli") która może sprawiać aktorowi trudności lub powoduje, że dialog staje się sztywny i nienaturalny, to jedno i mieści się w zakresie dopuszczalnych zmian dokonywanych przez reżysera czy nawet samych aktorów!
      Dodawanie wulgaryzmów i wypaczanie wydźwięku utworu to już całkiem inna historia, np. kiedy XIX-wieczna dama woła "O, psia kostka!", a reżyser zmienia to na "O, w mordę!". Myślę, że właśnie o taką ingerencję tu chodziło.
      Niestety dzisiaj jest moda na rubaszny, prostacki humor, knajackie dialogi i wypaczanie języka polskiego, a potem dzieci, które nie czytają książek, a wiedzę o języku czerpią głównie z telewizji, rzadziej z teatru, powiedzą "no bo ja wtedy zły byłem trochę". (Swoją drogą ciekawe, czy ktoś zauważy dlaczego to zdanie jest błędne).

      Pozdrawiam
      tłumacz
    • Gość: Fanfan Żądać odszkodowań IP: *.catv.net.pl 12.05.08, 12:27
      do marter: problem w tym, że ani czytelnicy, ani widzowie nie reagują na złe tłumaczenia pełne błędów merytorycznych. A należałoby wysłać pismo do wydawnictwa, że np. w książce takiej a takiej, roi się od błędów translatorskich, np. tłumacz nie odróżnia bilardu od basenu (Druga część Bridget Jones - "miał piękną willę z bilardem" - oczywiście w tym kontekście "pool" oznacza basen). Odszkodowania należy dochodzić u wydawców, bo to oni zatrudniają tłumoków, na których czytelnik się później zżyma.

      W przypadku tłumaczeń filmów sprawa jest jeszcze prostsza, najczęściej słyszymy oryginalny dialog pod przekładem, więc można od razu ustalić, czy tłumacz popełnił bąka czy nie. Jeśli popełnił, poczekajmy do końcowych napisów filmu, kiedy lektor zwykle czyta "Wersja polska na zlecenie Telewizji X, studio Y, tekst: Iksiński, czytał: Igrek"
      Sprawdzamy w książce telefonicznej namiar do danego studia i dzwonimy lub wysyłamy e-mail z reklamacjami do redakcji opracowań filmu. Jest tylko jedno "ale" - musi nam się chcieć. Dopiero jak zaczniemy reagować i domagać się jakości, za którą de facto płacimy w postaci przeróżnych abonamentów, dopiero wtedy będziemy mogli oczekiwać, że coś się zmieni na lepsze. Ale mój mail czy telefon póki co niczego nie zmienił, dlatego wszyscy musimy zacząć reagować.

      Pozdrawiam fanów Beksińskiego i nie tylko :D

    • Gość: seth Szczerkowska rżnie gałąź IP: *.ntlworld.ie 12.05.08, 12:46
      Po prostu Szczerkowska nie będzie dostawać więcej tekstów do tłumaczenia i
      będzie musiała wyjechać na zmywak do Irlandii, gdzie jej miejsce i czego jej -
      oraz licznym tu obrońcom moralności i dobrego smaku - serdecznie życzę.
    • Gość: fred Sąd wydał recenzję IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.08, 13:05
      rozbawili mnie. Ochrona praw autorskich tłumacza? Sąd powinien zwrócić się do
      autora sztuki czy taka treść mu odpowiada i do jego spadkobierców. Tłumaczenia
      polskich "specjalistów" w żaden sposób nie oddają treści, spójrzmy choćby na
      tytuły filmów(Dirty Dancing - Wirujący seks, z "Old men country" powstaje
      całkowita odwrotność czyli "To nie jest kraj dla starych ludzi"). Wg mnie prawa
      do sztuki ma autor i to on i jego spadkobiercy mają oceniać co jest a co nie
      jest dopuszczalną ingerencją. A nie jakiś niedorozwinięty tłumacz

      Testy IQ: www.iq-test.pl/?d=5087
      Nagrody za darmo: www.look4win.pl/rejestracja.php?polec=fredator
    • fantastic-j7 Sąd wydał recenzję 12.05.08, 13:17
      Wszyscy rozprawiaja o wolnosci sztuki,a tutaj sprawa jest prosta:
      jakas wiejska dziewucha bez wyksztalcenia zabiera sie za
      rezyserie .Wyrok sadowy otrzymala Strzepka za jej prymitywizm i
      ubogie pojecie o sztuce. Strzepka nie zasluzyla na zajmowanie
      miejsca naleznego ludziom teatru.Czy kazdy idiota moze wystawiac za
      panstwowe pieniadze?Sprawa tlumaczenia jest tylko pretekstem do
      zadania daleko idacych pytan.Strzepka wielokrotnie udowodnila
      poziomem swojej "tworczosci ",ze jej miejsce jest nie w
      Teatrze ,lecz na polu kartofli pod Tarnowem.
    • Gość: rex fred przezentujesz zerową wiedzę o prawach aut. IP: *.aster.pl 12.05.08, 13:27
      i nie wiedzieć czemu okraszasz to doniesieniami o swoim dyletanckim
      rozbawieniu decyzjami fachowców
    • Gość: Stanisław08 Sąd wydał recenzję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.08, 13:58
      Do Anety:
      Ponieważ kończysz swoją bełkotliwą wypowiedż pytaniem, czy emigrować, dobrze ci
      radzę: spie..j jak najszybciej i jak najdalej. (Forma tej rady nie powinna
      cię, jako miłośniczkę wulgaryzmów, obrażać.)A ja jako podatnik odetchnę, że
      jeden cham do karmienia ubył z kraju.
    • Gość: why should I care? Sąd wydał recenzję IP: *.gdynia.mm.pl 12.05.08, 13:59
      "Nie tylko w Jeleniej Górze mają problemy z Hanną Szczerkowską. W ubiegłym roku
      tłumaczka nie zgodziła się na wprowadzenie zmian do inscenizacji sztuki Rappa w
      Teatrze Ludowym w Nowej Hucie. Reżyser chciał zastąpić paralizator, którym
      posługuje się jeden z bohaterów, bardziej efektownym nunchaku (rodzaj japońskiej
      broni), ale po interwencji tłumaczki wycofał się."

      Maja problemy?

      Tłumacz jest włascicielem zstepnych praw autorskich.

      To nie TEATR MA KłOPOTY Z Hanną Szczerkowską, to Hanna Szczerkowska ma kłopoty
      z rezyserami którzy maja ochotę bezprawnie plagiatiataryzowac tłumaczone dzieła.

      Jezeli chodzi o zmiany to tylko autor ORYGINAŁU ma prawo je zatwierdzic,
      jego intencje jako twórcy sie tutaj licza a nie opinia tłumaczki czy sądu!

      Natomiast TEATR wprowadzajac zmiany w orginale i sprzedajac ten produkt jako
      parodie moze uniknac wszystkich praw autorskich, jak również opinii sadów.

      Parodie jako sztuka NIE podlegaja pod "twórców praw autorskich" ... oryginałów!
    • Gość: czerwony kosz Sąd wydał recenzję IP: *.gdynia.mm.pl 12.05.08, 14:18
      Zniesmaczony widz napisał:


      > W powyższym artykule jest mniej więcej takie stwierdzenie, że sąd
      > rozumie reżyserkę, że chcąc uprzystępnić w/w sztukę jak
      > najszerszemu gronu odbiorców dopisała wulgaryzmy i prymitywne
      > żarty...

      > A więc już tak dalece schamieliśmy, że kultura możemy zrozumieć
      > tylko jeśli zawiera wulgaryzmy i prymitywne żarty?! Kto ma takie
      > złe zdanie o odbiorcach.

      chamstwo kontrowersja, golizna, sex i pornografia zawsze dobrze sie
      sprzedaje!

      > Przecież to twórcy- autorzy, reżyserzy, tłumacze-kształtują gusta >
      odbiorców a nie na odwrót. Coś tu wszystko pokręcone.
      > I potem żale, że ludzie na takie sztuki nie chodzą, bo dość mają
      > wulgaryzmów.

      Jeżeli ludzie na takie sztuki nie chodzą, to tylko znaczy że gusta odbiorców
      decyduja o tym za cobeda płacic a nie "twórcy"

      Dlatego za bilety powinnoplacic sie przy WYJSCIU po obejzeniu spektaklu, a nie
      płacic .... przed!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka