Dodaj do ulubionych

Odszedł St. Lem (*)

IP: *.it-net.pl 27.03.06, 18:29
Szkoda, jeszcze jedna wielka postać.
Żegnaj! (*)(*)(*)(*)(*)(*)

"Czy życie ma jakąś przyszłość?" W jego dziełach napewno ma!

Jeśli pyta pan o przyszłość ludzkości, to myśląc o tym, niezmiennie odczuwam
niepokój. Zmierzamy bowiem nieuchronnie w stronę konfliktu nuklearnego. Nie
wiem jednak, kiedy nastąpi ostateczne starcie, bo gdybym to wiedział, pewnie
siedziałbym zamknięty u amerykańskiego prezydenta w kasie pancernej."
To straszna prognoza.

Straszna, ale poparta faktami. Wystarczy spojrzeć choćby na następujący
fragment krajobrazu politycznego: z chwilą, gdy Teheran ogłosił, że chce
kontynuować program nuklearny, izraelski polityk Benjamin Netanjahu
oświadczył,
iż ma plan zbombardowania irańskich ośrodków atomowych, a w odpowiedzi
Teheran
zakupił od Rosjan rakiety średniego i krótkiego zasięgu, które mają być użyte
w
razie ewentualnego ataku. Takie napięcie nie rokuje długotrwałego pokoju.

Myśli pan, że Stany Zjednoczone mogą stracić nad tym wszystkim kontrolę?

Ale Stany Zjednoczone, jak powiedział kanadyjski premier Paul Martin, to
gigant
bez głowy. Prezydent Bush ma bowiem tę właściwość, że jest głupi. Świadczy o
tym choćby fakt, że wystąpił przeciwko teorii ewolucji na rzecz tzw.
inteligentnego projektu, w którym chodzi o to, że nie wiadomo, o co chodzi.
Cała jego administracja forsuje tę idiotyczną teorię, ale im po prostu
brakuje
rozumu.

Idea inteligentnego projektu, polegająca między innymi na przekonaniu, że w
procesie ewolucji macza palce Bóg, jest odrzucana przez świat nauki, ale nie
przez prawicę. Przecież Bush ponoć konsultuje swoje decyzje z samym Stwórcą.

Ach, proszę pana, ale nie każda prawica jest głupia, zdarza się rozsądna. Na
przykład angielscy konserwatyści wcale nie są idiotami.

A polska prawica, która właśnie doszła do władzy?

O czym tu mówić, skoro Polska jest, za przeproszeniem, cywilizacyjnym
zadupiem,
które tak naprawdę nie liczy się w świecie? Nikogo nie obchodzi, że u nas są
jakieś Kaczory. Czytałem niedawno w „Przeglądzie” pańską rozmowę z reżyserem
Andrzejem Żuławskim, który to wszystko nazwał po imieniu: nadeszła era
Rydzyka.
Nic dodać, nic ująć. Zawsze myślałem, że bliźniaki są rozsądniejsze.
Tymczasem
próba rozwiązania problemów Polski za pomocą zaostrzenia kodeksu karnego to,
niestety, gry i zabawy małego Jasia: dajcie mi dużą pałkę, a wszystkich
poustawiam. Nawet nie warto o tym mówić.

Może nie warto, ale widzę, że jednak budzi to w panu emocje.

Owszem, negatywne. Bo jak się ktoś upiera, że 3 razy 7 równa się 40, to
trudno
siedzieć spokojnie. Gdybym był 30 lat młodszy, to pewnie chciałbym znów
opuścić
Polskę. Tyle że nie ma dokąd.

?

Tak, wszędzie jest nieprzyjemnie. W Szwajcarii jest nudno, w Stanach
Zjednoczonych głupio...
Będę się jednak upierał, żebyśmy powiedzieli parę słów o Polsce. Co panu tu
jeszcze się nie podoba?

To, że wmawia mi się, że mam trzy nogi, podczas gdy mam dwie. Bo co nam na
przykład dała wspólna ze Stanami Zjednoczonymi inwazja na Irak? Guzik. Po co
mamy tam jeszcze trzymać nasze wojska? Albo becikowe. Podzielam pogląd, że
jeśli jakaś kobieta zdecyduje się urodzić dziecko tylko dla pieniędzy, to
powinno się jej odebrać prawa rodzicielskie, bo ona nie ma rozumu. Za tysiąc
złotych mąż tej kobiety może co najwyżej pójść parę razy na wódkę, ale
przecież
za te pieniądze nie da się wychować dziecka.

A co pan sądzi o lustracji? Kaczyńscy ideę rozliczeń wypisali sobie na
sztandarach.

To jest bez sensu, bo trzeba patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość. Dziś o
Mrożku, który był przecież dręczony przez Służbę Bezpieczeństwa i wyjechał z
kraju, mówi się, że kpił z Polski. Cóż to za brednie! Całe to nasze grzebanie
się w przeszłości polega właśnie na tym, że jeśli jakiś idiota coś dziś
powie,
to 40 filozofów nie wystarczy, żeby to odkręcić. My stoimy teraz przed innymi
wyzwaniami. A te hordy moherowych beretów nic nam nie pomogą, jeśli jacyś
Arabowie zechcą w warszawskim metrze podłożyć bombę. Jakiś czas temu zrobiono
eksperyment, który miał na celu sprawdzenie czujności polskiego społeczeństwa
na wypadek ataku terrorystycznego: w miejscu publicznym położono podejrzaną
paczkę. I co? Ktoś zawiadomił policję? Nie, bo jakiś nasz rodak po prostu ten
pakunek ukradł. Taka jest kondycja naszej obywatelskiej postawy. I nad tym
trzeba pracować, a nie nad przeszłością, której już nie ma i nie będzie.

Sądzi pan, że nie jesteśmy przygotowani na zagrożenia, jakie niesie
współczesny
świat?

A czy polityk wygra wybory, jeśli zechce sprzedawać ludziom poczucie
zagrożenia, choćby było najbardziej realne? Politycy wolą opowiadać bajki.
Tymczasem rząd powinien się zajmować nie tym, jakie przywileje ma otrzymywać
ojciec Rydzyk albo czym przekonać Leppera, ale stworzyć dalekosiężny program,
który pozwoliłby na przykład na wodorowanie węgla, co znacznie usprawniłoby
naszą gospodarkę.

Teraz sprzedaje pan jakąś utopię. Przecież u nas nie ma porządnej autostrady,
a
co dopiero mówić o doskonaleniu skomplikowanych technologii, wymagających
miliardowych nakładów.

Cóż, to rzeczywiście pachnie straszną utopią; nawet na Słowacji są lepsze
drogi. Ale, wie pan, jak się nie podwinie rękawów i nie zacznie czegoś robić,
to się zawsze będzie kończyć na gadaniu. A świat naprawdę zmierza w kierunku
przepaści. Sprawa iracka zabagniona. Syria też niezbyt czysta. Teheran na
pewno
się nie przestraszy Rady Bezpieczeństwa ONZ. Naprawdę uważam, że nie jest
ważne, kto będzie prezydentem Polski. Ważne, kto jest prezydentem Ameryki.
Każdego dnia kilkadziesiąt osób ginie w Iraku, a ten głupek mówi, że jest
coraz
lepiej. No i co zrobić z takim człowiekiem?

Może impeachment?

Nie ma na to żadnej podstawy konstytucyjnej. A nawet jeśli jakiś brzydki Arab
by go trafił, to mamy wiceprezydenta Cheneya, który jest nie lepszy od Busha.
Właśnie przez takich ludzi świat jest w coraz gorszej kondycji.

Widzę, że podtrzymuje pan to, co mówił w rozmowach ze Stanisławem Beresiem,
że
światem rządzą idioci albo wariaci?

A nie jest tak? Jednego dnia słyszę, jak Lepper mówi: Balcerowicz musi
odejść,
drugiego: Balcerowicz musi zostać, a jeszcze potem wódz Samoobrony twierdzi:
Balcerowicz powinien pracować w kamieniołomach. I co? Choć Lepper nie ma
żadnego programu politycznego, ludzie na niego głosują i zdobywa on trzecie
miejsce w wyborach. Mało tego, jakimś cudem udaje mu się przyciągnąć do
siebie
nawet profesorów uniwersytetu. A potem Kaczyński umożliwia mu wybór na
wicemarszałka Sejmu. No przecież jak ktoś ma jeszcze włosy na głowie, to
patrząc na to wszystko, powinien je sobie wyrywać. Ja, na szczęście, już nie
mam.

Tylko że tu będzie jeszcze gorzej, bo tak naprawdę nic się jeszcze nie
zaczęło.

Tak, zacznie się na dobre po 23 grudnia, kiedy Kaczyński oficjalnie obejmie
urząd prezydenta. Choć już pełni honory domu, bo jak przyjechała Condoleezza
Rice, to pierwszy pobiegł uścisnąć jej rączkę.
Bo nam bardzo zależy na przyjaźni z Ameryką.

A co mamy robić? Z Putinem o przyjaźni nie ma mowy, bo on nas nie lubi, nie
tylko za pomarańczową rewolucję, która zresztą, jak widać, specjalnie niczego
nie zmieniła. Nie mówię tylko o politycznych konfliktach, ale też o warunkach
życia ludzi. Mój znajomy, pisarz Radek Knapp, który mieszka w Austrii, był na
zaproszenie we Lwowie i jak wrócił, opowiadał przerażony, że woda jest tam
trzy
godziny dziennie, bieda aż piszczy, potworna nędza, uliczne bruki z 1939 r.
Jest to dla mnie szczególne bolesne, bo ja przecież pochodzę ze Lwowa.

A czy widzi pan jakąś przyszłość dla Polski w UE? ..."
Obserwuj wątek
    • Gość: Ciupazka Re: Odszedł St. Lem (*) IP: *.it-net.pl 27.03.06, 18:39
      Pozostawił po sobie m.inn.:


      St. Lem Powrót z gwiazd WL 1981
      St. Lem Obłok Magellana Iskry 1967
      St. Lem Głos Pana Interart 1996 ******
      St. Lem Śledztwo WL 1969 *****
      St. Lem Biblioteka XXI wieku WL 1986 *****
      St. Lem Maska WL 1976
      St. Lem Listy, albo opór materii. WL 2002 ****
      St. Lem Bomba megabitowa WL 1999 ***+
      St. Lem Zagadka t. 1 ? 2 Interart 1996
      St. Lem Fantastyka i futurologia t. 1 ? 3. Interart 1996
      St. Lem Solaris MON 1963 ******
      St. Lem Pamiętnik znaleziony w wannie. Interart 1997 *****
      St. Lem Summa technologiae Interart 1996 *****
      St. Lem Cyberiada / Bajki robotów t. 1 ? 2 Interart 1995 ******
      St. Lem Cyberiada WL 2002 ******
      St. Lem Bajki robotów WL 2002 ******
      St. Lem Okamgnienie WL 2000
      St. Lem Katar Gebethner i ska 1993 *****
      St. Lem Dialogi WL 1957 ****+
      St. Lem Sex Wars Nowa 1996 ***+
      St. Lem Dzienniki gwiazdowe WL 1982 ****
      St. Lem Opowieści o pilocie Pirxie. WL 1986 ****
      St. Lem Szpital przemienienia. Interart 1995 ****
      St. Lem Czas nieutracony. WL 1957
      St. Lem Kongres futurologiczny. Maska. WL 1983
      St. Lem Przekładaniec. WL 2000
      St. Lem Wizja lokalna. WL 1998 *****
      St. Lem Golem XIV. WL 1999 *****
      St. Lem Apokryfy.
      St. Lem Wysoki zamek WL 1975
      St. Lem - Dylematy. WL 2003
      St. Lem - Niezwycieżony. Dzieła Zebrane Wyd. Literackie
      St. Lem, Solaris, Warszawa 1961.
      • Gość: Ciupazka Re: Odszedł St. Lem (*) IP: *.it-net.pl 27.03.06, 19:19
        PAP.
        W wieku 84 lat zmarł w poniedziałek w Krakowie Stanisław Lem, jeden z
        najpopularniejszych i najbardziej cenionych polskich pisarzy. Łączny nakład
        jego książek tłumaczonych na 41 języków przekroczył 27 mln egzemplarz
        Pisarz zmarł w szpitalu Collegium Medicum UJ, gdzie przebywał od kilku tygodni.

        Stanisław Lem urodził się 12 września 1921 r. we Lwowie. Jego ojciec był
        lekarzem laryngologiem. Choć Stanisław Lem zdał egzaminy na Politechnikę
        Lwowską, ze względu na niedobre pochodzenie nie został przyjęty na uczelnię, a
        ojciec korzystając ze swoich znajomości umieścił go na medycynie.

        Podczas okupacji niemieckiej Stanisław Lem pracował jako mechanik i spawacz. W
        1946 r. w ramach akcji repatriacyjnej przeniósł się z rodzicami do Krakowa,
        gdzie kontynuował studia medyczne. Jak sam przyznał przełomem w jego życiu było
        spotkanie doktora Mieczysława Choynowskiego i posada asystenta w założonym
        przez niego Konserwatorium Naukoznawczym. Lektura dzieł z logiki, metodologii
        nauk, psychologii, historii nauk przyrodniczych oraz wielu innych dziedzin
        okazała się niezwykle przydatna dla pisarza science-fiction.

        W 1946 r. zadebiutował drukowaną w odcinkach w "Nowym Świecie Przygód"
        fantastycznonaukową nowelą "Człowiek z Marsa", którą napisał w czasie wojny. W
        1948 r. Lem zaczął pracować nad powieścią "Szpital Przemienienia", ale ponieważ
        nie podobała się cenzurze, musiał ją wielokrotnie przerabiać.

        Jego debiutem powieściowym stali się "Astronauci" (1951), historia wyprawy na
        Wenus z pacyfistycznym przesłaniem. Eksploracja nieznanej planety, próba
        rozwiązania naukowej zagadki, nieszablonowa wizja kosmitów to motywy, do
        których Lem będzie wracał w kolejnych powieściach

        Kolejne dzieła Lema:"Powrót z gwiazd", "Solaris", "Opowieści o pilocie
        Pirxie", "Dzienniki Gwiazdowe", "Cyberiada" weszły do kanonu najsłynniejszych
        dzieł science fiction XX wieku. Na granicy powieści fantastyczno-naukowej i
        kryminalnej sytuują się "Śledztwo" i "Katar".

        Lata swojego dzieciństwa we Lwowie opisał w autobiograficznej powieści "Wysoki
        Zamek". Lem uprawiał także prozę dyskursywną: "Dialogi", "Summa
        Technologiae", "Filozofia przypadku", "Fantastyka i futurologia", "Rozprawy i
        szkice".

        W 1973 r. Stanisław Lem został honorowym członkiem Science Fiction Writers of
        America (Stowarzyszenia Pisarzy Science Fiction w Ameryce). Tytuł wkrótce
        stracił, kiedy skrytykował poziom amerykańskiej fantastyki. W 1976 r.
        postanowiono mu to członkostwo przywrócić (co poparła m.in. Ursula K. Le Guin),
        Lem jednak odmówił.

        Pół roku po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego pisarz wyjechał do Niemiec, a
        później do Austrii. Do kraju wrócił w 1988 r. Współpracował z "Tygodnikiem
        Powszechnym", "Odrą", "PC Magazine".

        Przez ostatnich kilkanaście lat Stanisław Lem był autorem felietonów w
        Tygodniku Powszechnym. Nagrywał je co tydzień w domu podczas spotkań z zastępcą
        redaktora naczelnego gazety, Tomaszem Fiałkowskim.

        Ostatni raz Fiałkowski spotkał się z Lemem w ubiegły czwartek. Lem otrzymał
        wówczas porcję kilkudziesięciu pytań od rosyjskich, białoruskich i ukraińskich
        internautów. Wśród nich wielu było ludzi młodych dla których pisarz był jednym
        z największych autorytetów. W rozmowie z IAR Fiałkowski wspomina, że Stanisław
        Lem był wzruszony i onieśmielony tym faktem.

        Tomasz Fiałkowski wspomina, że Stanisław Lem do ostatniej chwili na bieżąco
        czytał zagraniczną prasę i śledził nowe odkrycia naukowe.

        Lem jest kawalerem Orderu Orła Białego, honorowym obywatelem Krakowa, doktorem
        honoris causa Politechniki Wrocławskiej, Uniwersytetu Opolskiego, Lwowskiego
        Państwowego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu Jagiellońskiego.


        miasta.gazeta.pl/krakow/1786092,65505,2704677.html
        miasta.gazeta.pl/krakow/1786092,65505,2701528.html
    • luna-a Re: Odszedł St. Lem (*) 28.03.06, 01:03
      Byłam zauroczona fantazją Pana Lema...

      img395.imageshack.us/img395/7064/swieca3ob.gif
      Kiedy wśród Gwiazd spotkam kiedyś Pana Stanisława Lema,
      wyznam, jak Go chłonęłam. Trauma, że Go wśród nas nie ma.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26289&w=39305526
      • Gość: Ciupazka Re: Odszedł St. Lem (*) IP: *.it-net.pl 28.03.06, 09:31
        Oto Polska właśnie, w wypowiedziach tutaj dokładnie to widać, przykro
        niektóre wypowiedzi czytać.:

        wiadomosci.wp.pl/kat,1329,wid,8128141,wiadomosc.html?
        • billy.the.kid Re: Odszedł St. Lem (*) 28.03.06, 18:30
          jhakoś tak lem był raczej TRUDNY. nie oczekuj więc od katolików zrozumienia
          tekstów w których mowa o m.b.
    • Gość: adam czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.06, 20:06
      jw
      • Gość: billy Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.06, 20:11
        to już q...a ipn będzie się zajmować krytyką literacką???
        • Gość: poraj Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.06, 08:43
          Zajmie sie czy nie zajmie, to ja już dziś, z własnej i nie przymuszonej woli
          zeznaję, że we wczesnej młodosci byłem po przemożnym wpływem niejakiego pilota
          Pirxa;)))
          • ciupazka Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza 29.03.06, 08:55
            Ty uwazuj, coby Ci cego inksego nie naśli, hehe.
            • Gość: poraj Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.06, 09:06
              Jak w czasie *wizji lokalnej* zostanie *pamiętnik znaleziony w wannie* to mnie
              chyba *śledztwo* nie minie;))
              • ciupazka Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza 29.03.06, 09:14
                Nie te casy!
                • billy.the.kid Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza 29.03.06, 09:40
                  cóś t6en lem jakoś niepochlebnie się wyrażał ciupazko o tuych twich wybrańcach
                  że tak powiem kaczorach.
                  • ciupazka Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza 29.03.06, 09:44
                    On o wszystkim i wszystkich krytycznie sie wyrażał, i miał rację, nie
                    wszystko i wszyscy som jest cacy. Wolno mu było. Chociaż niektórzy
                    zarzucają mu oderwanie już od rzeczywistości, coż wiek swoje też robi.
                    • billy.the.kid Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza 29.03.06, 09:52
                      wiek raczej pozwala spojrzeć ROZSĄDNIE.
                      • Gość: Ciupazka Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza IP: *.it-net.pl 29.03.06, 10:07
                        Bronisz juz siebie, nie godajęcy o mnie, hehe... I tutok sie nie zgodze! BO
                        do casu... kozdemu inksego.
                        • billy.the.kid Re: czy IPN ujawnił swoje zdanie na temat pisarza 29.03.06, 10:11
                          to kogo mam przedstaiac w pozytywnym swietle-jeśli nie siebie.
                          • Gość: Ciupazka Re: Pogrzeb St. Lema 4 kwietnia , godz.12.00... IP: *.it-net.pl 30.03.06, 12:30
                            ...na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.

                            Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski zaproponował rodzinie zmarłego, by
                            Honorowy Obywatel Miasta Krakowa został pochowany w Alei Zasłużonych na
                            cmentarzu Rakowickim. - Bliscy pisarza uznali, że bardziej odpowiedni będzie
                            cmentarz na Salwatorze - powiedział nam Marcin Helbin, rzecznik prasowy
                            prezydenta miasta.

                            Zaraz po śmierci Stanisława Lema prezydent zadeklarował, że przedstawi radnym
                            projekt uchwały w sprawie nadania jego imienia jednej z krakowskich ulic.
                            Wczoraj Rada Miasta chwilą ciszy uczciła Honorowego Obywatela Miasta Krakowa.
                            Na stronie internetowej krakowskiego magistratu (GEG)



                            www.krakow.pl) można wpisywać się do księgi kondolencyjnej.
                            • ciupazka Re: Pogrzeb St. Lema 4 kwietnia , godz.12.00... 03.04.06, 10:27
                              Przypominamy!

                              (*)Pogrzeb Stanisława Lema

                              Jutro o godz. 12 odbędzie się pogrzeb zmarłego tydzień temu Stanisława Lema.
                              Pisarz spocznie na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.

                              Stanisław Lem zmarł 27 marca w Krakowie. Miał 85 lat. Był jednym z
                              najpopularniejszych i najbardziej cenionych polskich pisarzy. Prezydent Krakowa
                              zaproponował rodzinie zmarłego, by Honorowy Obywatel Miasta Krakowa został
                              pochowany w Alei Zasłużonych na cmentarzu Rakowickim, ale bliscy zdecydowali
                              inaczej. (GEG)
                              • Gość: Ciupazka Re: Pogrzeb St. Lema 4 kwietnia , godz.12.00... IP: *.it-net.pl 03.04.06, 10:48
                                Marek Oramus o Lemie: "Samotność długodystansowca"

                                Od 1988 roku, kiedy Stanisław Lem ogłosił rozbrat z beletrystyką,
                                pozostawiając nieutulonych w żalu czytelników, jego status stopniowo zmieniał
                                się. Z wziętego literata, uprawiającego popularny gatunek science fiction,
                                autor "Solaris" przekwalifikował się na myśliciela, debatującego nad losami
                                cywilizacji, mówiącego ludzkości niepopularne i trudne do przełknięcia prawdy
                                na jej temat.

                                Dwa najważniejsze zagadnienia nie dawały Lemowi spokoju i stanowiły wyzwanie
                                dla jego inwencji. Pierwsze można by scharakteryzować jako tajemnicę
                                osobowości: jak to się dzieje, że ja to ja, że zostałem osadzony w konkretnym
                                ciele, z którego wyrwać się ni wyzwolić nie mogę, chyba że za cenę
                                unicestwienia? Drugie nosi nazwę Silentium Universi; jest to słynne milczenie
                                wszechświata, który kpi sobie z naszych prób nasłuchu radiowego i nadziei
                                wykrycia w ten sposób braci w rozumie.

                                Pierwsza zagadka ma charakter filozoficzny czy wręcz egzystencjalny, zdaje się
                                dotykać najgłębszej tajemnicy bytu; druga, natury fizyczno-biologiczno-
                                statystycznej, zakrawa na paradoks, ponieważ z wszelkich analiz wynika, że
                                kosmos powinien roić się od cywilizacji rozumnych, a wyniki nasłuchu radiowego
                                na to nie wskazują. Z pierwszą kwestią obcujemy na co dzień i najbliżej jak
                                można, od drugiej dzieli nas dystans tak ogromny, że znosi nas prawie na
                                manowce abstrakcji.

                                Niemożność "wyjścia z siebie", spojrzenia na świat z cudzego wnętrza, legła u
                                podstaw koncepcji opowiadania "Wyprawa piąta, czyli o figlach króla Baleyrona"
                                z tomu "Cyberiada". Genialny konstruktor Trurl zaoferował tam tytułowemu
                                władcy, dosyć znużonemu królowaniem, poręczny aparacik:

                                "Był to kieszonkowy, przenośny, bilateralny wymiennik osobowości, rozumie się
                                ze sprzężeniem zwrotnym. Za jego pośrednictwem mogły się wymieniać
                                osobowościami dowolne dwie osoby, co zachodziło całkiem prosto i bardzo szybko.
                                Na głowę zakładało się aparat podobny do krowich rogów. Rogi te trzeba było
                                przystawić do czoła osoby, z którą chciało się dokonać wymiany i pocisnąć
                                lekko; wówczas wyłącznik uruchamiał urządzenie, które wytwarzało dwie
                                przeciwbieżne serie błyskawicznych impulsów. Jednym rogiem płynęła osobowość
                                własna w głąb cudzej, a drugim cudza w głąb własnej".

                                Użycie aparaciku prowadzi do całej serii zabawnych komplikacji, osobowości
                                przeskakują z osoby do osoby i chcąc odzyskać swoją, zamkniętą w cudzym ciele,
                                trzeba naprawdę dołożyć starań.

                                Z tej samej parafii, ale w ujęciu bardziej serio, pochodzą rozważania na temat
                                struktury organizmu, pomieszczone w "Dialogach". Lem rozważa tam, czy
                                rozłożenie człowieka na atomy, na bity informacji, przesłanie na pewną
                                odległość i złożenie z powrotem daje w rezultacie tego samego osobnika. Wynik
                                może zaskoczyć: nawet jeśli uda się przenieść powłokę fizyczną pana L. i na
                                wyjściu otrzymamy bliźniaka, to w żadnym razie nie będzie on tożsamy z
                                wysłanym. Potwierdza ten wniosek klonowanie: naiwne rachuby upatrywały w nim
                                sposobu na osiągnięcie nieśmiertelności (bo ktoś powielający się wciąż i wciąż
                                będzie żył wiecznie). Tymczasem sklonowanie komórek Lema wcale nie gwarantuje
                                otrzymania - z opóźnieniem koniecznym na fizyczny rozwój - kolejnego geniusza
                                SF, zdolnego do wyprodukowania nowych arcydzieł gatunku. Otrzymalibyśmy
                                opakowanie, hardware, mówiąc językiem komputerowym, identyczne z powłoką
                                cielesną samego Lema - i tylko tyle. Znów mielibyśmy takiego samego osobnika -
                                lecz nie tego samego. W szczególności osobowość, talenty, upodobania takiego
                                klona mogłyby bardzo znacznie odbiegać od osobowości pierwowzoru.

                                Milczenia kosmosu Lem nie rozumiał bodaj nigdy; nie przestawało go ono
                                napełniać zdumieniem, choć z czasem jął dominować podsycany brakiem rezultatów
                                nasłuchu sceptycyzm. W "Głosie Pana", powieści poświęconej przejęciu i próbom
                                rozszyfrowania gwiezdnego listu, Lem wyrażał pogląd, że może nurzamy się w
                                oceanie komunikatów, listy kosmiczne fruwają nam nad głowami, ale zacofanie
                                techniczne nie pozwala nam przejąć ich ani zdekodować. W "Summie technologiae"
                                za niemieckim astrofizykiem von Hörnerem wymieniał prawdopodobne przyczyny
                                tego, że się cywilizacje kosmiczne do nas nie odzywają: zagłada życia na ich
                                planecie, zagłada istot wysoko zorganizowanych, degeneracja psychiczna bądź
                                fizyczna, utrata zainteresowań naukowych. W rozmowach ze Stanisławem Beresiem
                                dodał od siebie nowy powód: rozumni nie mają o czym gadać z pętakami. Długo nie
                                dopuszczał wersji najprostszej: nikt nie gada, bo nikogo w kosmicznych
                                otchłaniach nie ma.

                                • Gość: Ciupazka Re: Pogrzeb St. Lema 4 kwietnia , godz.12.00... IP: *.it-net.pl 03.04.06, 10:50
                                  c.d.
                                  Wizja kosmosu bezludnego, kiedy się w nią wmyśleć, jeży włos na głowie. Nie ma
                                  kosmicznych cywilizacji, tylko wieczny ruch i eksplozje materii, eony trawione
                                  na bezużyteczne krążenie ciał, rozpalanie się i gaśnięcie słońc. Rozum pierzcha
                                  przed taką wizją w stronę oszacowań statystycznych: skoro w galaktyce znajduje
                                  się kilkaset miliardów gwiazd, a takich galaktyk jak nasza są we wszechświecie
                                  miliardy, przeto nawet gdyby co tysięczna, co milionowa owocowały życiem,
                                  liczba cywilizacji w naszym najbliższym otoczeniu galaktycznym powinna iść w
                                  setki. Tymczasem nie tylko nikt do nas nie przyleciał, nie przysłał swoich
                                  maszynek von Neumanna (hipotetyczne samoreprodukujące się automaty, penetrujące
                                  kosmos systemem choinkowym), ale nawet nie uznał za stosowne zatelefonować.

                                  Liczbę cywilizacji w galaktyce szacuje tzw. wzór Drake'a, który jest iloczynem
                                  liczby gwiazd oraz wielu współczynników ułamkowych, ujmujących takie cechy,
                                  jak: procent gwiazd sposobnych do wytworzenia planet, zdolność tych planet do
                                  wytworzenia życia, skłonność tego życia do wydania form inteligentnych itp. Z
                                  powodu ogromnej liczby gwiazd na niebie wzór Drake'a daje spory wynik; wynika
                                  zeń, że w kosmosie powinno być tłoczno - a nie jest. Być może - wiele na to
                                  wskazuje, poucza o tym choćby antropogeneza - do wyprodukowania człowieka
                                  niezbędny był tak długi łańcuch sprzężonych z sobą czynników o bardzo nikłych
                                  prawdopodobieństwach zaistnienia, że w całym wszechświecie udało się go
                                  zestroić tylko raz: na Ziemi. Lem pogadywał więc za astrofizykiem Szkłowskim,
                                  że być może jesteśmy jedynymi rozumnymi istotami w kosmosie. Wierzyć się nie
                                  chce - a jednak.

                                  W opinii potocznej Lem utożsamiany był z futurologią, ale krytykował ją i jej
                                  przedstawicieli tyle razy, że chyba obmierzła mu sama nazwa. Najbardziej
                                  zawziął się na nieżyjącego już Hermanna Kahna i jego "Rok 2000", zwalczając
                                  nieboszczyka przy każdej nadarzającej się sposobności. Gwóźdź do trumny
                                  futurologii wbił w 1973 roku słynnym artykułem w "Kulturze", wywołanym faktem,
                                  iż futurologia nie zdołała przewidzieć tak spektakularnej rzeczy jak ówczesny
                                  kryzys paliwowy. Na pytanie o obcesowe potraktowanie swej wieloletniej faworyty
                                  odparł, że przecież to przyjaciołom urządza się najpiękniejsze pogrzeby.

                                  Ostatnio Lem określał sam siebie jako filozofa przyszłości; ta etykietka
                                  dostatecznie precyzyjnie określa rodzaj zajęcia, jakiemu się oddawał, czyli
                                  debatę nad perspektywami cywilizacji i rodzaju ludzkiego. Oczywiście wszystkie
                                  przeszłe sukcesy, osiągnięte pod egidą futurologii, przeszły pod nowy szyld.
                                  Spośród nich do najbardziej spektakularnych należy wynaleziona w 1962 roku
                                  fantomatyka. Analizując sytuację mężczyzny wąchającego różę, Lem zastanawiał
                                  się, czy możliwe jest zapozorowanie jego doznań dotykowych i węchowych w sposób
                                  sztuczny, za pomocą aparatury, i doszedł do wniosku, że owszem. Realizację swej
                                  idei naznaczył najwcześniej za lat tysiąc; jakież musiało być jego zdziwienie,
                                  gdy technika określona jako VR (virtual reality) prawie zrealizowała ów
                                  wyśrubowany postulat iluzji doskonałej, takiego mamienia zmysłów, że
                                  nieodróżnialnego od autentycznych doznań.

                                  Lem podzielił fantomatykę na obwodową i centralną; pierwsza miała polegać na
                                  drażnieniu zmysłów, druga - odpowiednich ośrodków w mózgu i jako ingerująca w
                                  samą istotę człowieka miała zostać zakazana prawnie. Co ciekawe, w realizacji
                                  swego pomysłu nie widział miejsca dla komputerów, dzięki którym produkcja
                                  elektronicznych fantomów nabrała znamion realności.

                                  Stanisławowi Lemowi tyle się udało przewidzieć, że informując o tym w
                                  wywiadach, pozował na znudzonego swymi osiągnięciami. Kiedyś rzekł półżartem,
                                  że boi się prorokować na czarno, aby za parę lat jego wizje nie spełniły się z
                                  uszczerbkiem dla ludzkości. Zarazem jednak wykazywał mniej zapału do
                                  informowania o tym, czego mu się przewidzieć nie udało lub co przepowiedział
                                  fałszywie. Tu przykładem mogą być słynne zdania z "Astronautów": "Wiele już lat
                                  minęło od upadku ostatniego państwa kapitalistycznego. (...) Nędza, chaos
                                  gospodarczy i wojny nie zagrażały już wielkim planom mieszkańców Ziemi". Piękna
                                  ta wizja naznaczona została na rok 2003; spoglądając za okno można sprawdzić
                                  naocznie, co z niej zostało.

                                  Dla ludzkości i jej cywilizacji Lem nie miał wesołych wieści. Komercjalizacja
                                  wszystkich sfer życia deformuje kulturę i stosunki społeczne, totalna
                                  hedonizacja społeczeństwa odwraca jego uwagę od wartości, telewizja na
                                  wszystkich kanałach nadaje to samo, koncentrując się z podejrzaną lubością na
                                  katastrofach i mordach. Przemoc i śmierć służą epatowaniu dwunogów od
                                  najmłodszych lat, przyczyniając się do nasilenia fali przestępczości. Nikt nie
                                  stara się tego okiełznać; własne pomysły Lema to betryzacja z "Powrotu z
                                  gwiazd", blokująca skłonność osobników do aktów gwałtu, oraz etykosfera,
                                  polegająca na nasyceniu otoczenia bystrami, czyli "wirusami dobra", które
                                  zawczasu blokują każdy zamiar przestępczy.

                                  Jak łatwo zauważyć, mimo świetlanych perspektyw, rysowanych przez zwolenników
                                  nanotechnologii, jest to odległa utopia, obfitująca w niekorzystne efekty
                                  uboczne. Destabilizacja w skali światowej, którą dostrzegał Lem, wynika stąd,
                                  że "świat ten składa się w dużej części z wariatów i idiotów i że losy jego
                                  zależą w dużym stopniu od tych właśnie idiotów". Krótko mówiąc, może być tylko
                                  gorzej.

                                  Patologia kultury zdaniem Lema szczególnie uwidacznia się na gruncie sztuk
                                  plastycznych, gdzie za dzieło sztuki uchodzą np. ekskrementy artystów opakowane
                                  w foliowe woreczki i wystawione do podziwiania. Prowokacja stała się typowym
                                  zabiegiem artysty, który bez szokowania odbiorców ma znikome szanse na
                                  zaistnienie. Od wynaturzeń nie jest wolna nawet ulubiona dziedzina Lema, w
                                  której upatruje ostatnich nadziei na poprawę, czyli nauka. Także i tam
                                  nastąpiła komercjalizacja: w walce o granty uczeni nie przebierają w środkach,
                                  posuwając się do dezawuowania konkurencji, a nawet fałszowania wyników badań.
                                  Nikt nie uprawia nauki dla wzniosłych ideałów, dla czystego poznania czy
                                  wspierania postępu; sława, pieniądze, chęć znalezienia się wśród luminarzy
                                  powodują odrzucenie etycznych tabu w badaniach.

                                  Najbardziej jest to widoczne w biotechnologii, gdzie żadne świętości nie zdają
                                  się krępować inwencji badaczy, o czym świadczą choćby ostatnie komunikaty o
                                  udanym sklonowaniu istoty ludzkiej. Erozja nauki przejawia się także w
                                  generowaniu przez nią fantastycznych, nieweryfikowalnych hipotez. Teorie
                                  inflacyjne w kosmologii czy teoria strun mają przynajmniej solidne podstawy
                                  matematyczne, wielu naukowców generuje jednak i ogłasza w tonacji serio pomysły
                                  jakby żywcem wyjęte z fantastyki naukowej.

                                  Przyczyn zła Lem upatrywał w tym, że cywilizacja stała się autonomiczną
                                  konstrukcją, która zdominowała swych twórców, przestała być sterowna i
                                  właściwie wymknęła się spod kontroli. Kiedy indziej znowu gotów był obarczać
                                  winą ułomną naturę ludzką. "W ludziach drzemie popęd zbrodni, a naszego rozumu
                                  używamy tylko do tego, by szukać kulturowego pretekstu pozwalającego naciągnąć
                                  maskę łagodności na naszą krwiożerczą gębę" - powiedział w słynnym
                                  wywiadzie "Drapieżna małpa". "W gruncie rzeczy to my jesteśmy
                                  najpotworniejszymi monstrami na tej planecie i jej największą zgubą".

                                  Przez 85 lat ludzkość dostarczyła sędziwemu pisarzowi tylu powodów do irytacji
                                  i rozczarowań, że nie krył wobec niej negatywnego nastawienia. W jednym z
                                  wywiadów stwierdził nawet, że z chęcią by wymienił ludzkość na inną, gdyby mu
                                  kto dał taką sposobność. Niestety, kolejnych uwag pod adresem cywilizacji i
                                  obranych przez nią dróg rozwoju Lem już nie wygłosi.

                                  Marek Oramus - pisarz, dziennikarz i krytyk, autor dziesięciu książek z
                                  dziedziny science fiction. Jest badaczem i zwolennikiem twórczości Stanisława
                                  Lema, której poświęcił wiele szkiców krytycznych i recenzji. Niniejszy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka