Gość: Ciupazka
IP: 84.201.213.*
08.05.07, 12:02
Środową dyskotekę w "Dragonie" prowadził jeszcze "Tedi". Miał prowadzić
również sobotnią, ale tego dnia rano poczuł się źle. Nasilające się objawy
grypopodobne i rosnąca gorączka skłoniły rodzinę do wezwania karetki
pogotowia. 26-latek znalazł się w nowotarskim szpitalu, skąd po 20 minutach
potrzebnych na założenie "wkłucia centralnego" przetransportowano go prosto
do Kliniki Chorób Zakaźnych w Krakowie. Nie było już wątpliwości, że stan
chorego jest krytyczny, a przyczyna to posocznica meningokokowa. Mimo
wysiłków lekarzy, nad ranem nastąpił zgon.
Od początku tego roku jest to szósty przypadek sepsy meningokokowej na
Podhalu. W powiecie tatrzańskim zapadły na nią cztery osoby, a z powodu tego
zakażenia zmarli 3-letnia Julcia z Zakopanego i 39-letni mieszkaniec Bukowiny
Tatrzańskiej. W Nowotarskiem, początkiem roku, z rozpoznaniem sepsy
ekspediowano do Krakowa jedno dziecko, lecz po dwóch tygodniach leczenia
udało się zażegnać niebezpieczeństwo. "Tedi" z Czarnego Dunajca nie miał tyle
szczęścia.
Mimo że zachorowania zdarzały się w różnych miejscach Podhala, mimo że
mieszkańcy wciąż żyją w obawie przed często śmiertelnym w skutkach
zakażeniem - sanitarnym służbom zwierzchnictwo wciąż nie zlecało rozpoczęcia
szczepień profilaktycznych, a POZ-ty nie zamawiały szczepionek. Jak wyjaśnia
Rita Lech-Jóźwiakowska, powiatowy państwowy inspektor sanitarny w Nowym
Targu, wskazaniem do rozpoczęcia akcji szczepień na danym terenie jest 10
zachorowań na 100 tys. ludności.
Placówki sanepidu i służby zdrowia mogą wcześniej jedynie wdrażać procedury
przewidziane dla chorób zakaźnych centralnego układu nerwowego. W
przypadku "Tediego" sytuacja jest o tyle skomplikowana i trudna do objęcia
epidemiologicznym nadzorem, że ofiara sepsy meningokokowej w czasie, kiedy
mogła być dla innych źródłem zakażenia (7 dni przed wystąpieniem objawów
choroby) - kontaktowała się z szerokim kręgiem osób, a wiele z nich
rozjechało się w różne strony Polski, ponoć nawet za granicę. Trudność w
zestawieniu listy osób szczególnego ryzyka bierze się i stąd, że normą w
środowisku DJ-ów jest używanie "ksywek" zamiast imion i nazwisk. Ludzie z
branży nie podają też swoich adresów, gdyż kontaktują się między sobą przez
Internet. A pech chciał, że 3 maja w czarnodunajeckim "Dragonie" odbywało się
spotkanie DJ-ów. Brali w nim udział wodzireje z Polski, ponoć nawet z
zagranicy. Prawdopodobieństwo bliskiego kontaktu w tej grupie jest dość duże.
Krąg szczególnie narażonych - według ustaleń dokonanych przez sanepid z
pomocą organizatora - obejmuje ok. sześćdziesięciu osób. Siedemnastu
mieszkańców Śląska już się zgłosiło do tamtejszych służb sanitarnych.
- Ponad 95 procent osób "z bliskiego kontaktu", które mamy ustalone, zgłosiło
się już do lekarzy i zostało poddanych antybiotykoterapii oraz pouczonych, na
jakie objawy trzeba zwrócić uwagę - mówi Rita-Lech-Jóźwiakowska. - Panika
wybuchła po informacji radiowej - nie z naszych źródeł - że poszukiwani są
uczestnicy dyskoteki z 6 maja, tymczasem wtedy dyskotekę prowadził już ktoś
inny. Niemniej DJ z Czarnego Dunajca na 7 dni przed wystąpieniem objawów
prowadził normalne, aktywne życie: kupował samochód, odwiedzał fryzjera,
warsztat mechaniczny, kontaktował się ze znajomymi itd. Osoby z jego rodziny
oczywiście zostały objęte antybiotykoterapią, u nikogo z nich nie wystąpiły
objawy choroby. Jesteśmy w kontakcie z policją, gdyż taka była najszybsza
droga do ustalenia kontaktu z właścicielem dyskoteki, również jedna z
funkcjonariuszek policji znalazła się w grupie narażenia. Poza kręgiem
rodziny i znajomych grupę tę stanowią uczestnicy spotkania DJ-ów oraz tylko
ci uczestnicy dyskoteki w "Dragonie" z 2 na 3 maja, którzy byli w bliskim
kontakcie z "Tedim" - podawali mu rękę, pili z jednego kubka, kieliszka itd.
Jest to o tyle ważne, gdyż wiele osób zgłasza się do nas niepotrzebnie.
Wczoraj do godz. 14 przez nowotarską stację sanepid przewinęło się ponad 100
osób. Wiele z nich, po ustaleniu dat i okoliczności - odesłano do domów
uspokojonych, że jednak nie są w grupie narażenia.
Choć wiadomo, że nosiciele drobnoustrojów to spora część populacji i że do
rozwinięcia się sepsy potrzeba jeszcze innych, równocześnie występujących
czynników, to nikt już raczej nie dociecze, co przesądziło o tym, że
błyskawicznie postępująca choroba dotknęła sprawnego, aktywnego 26-latka i
skończyła się tragicznie. Przypadek czarnodunajczanina jest też kolejnym
potwierdzeniem faktu, że sepsa meningokokowa jednak nie trzyma
się "podręcznikowych" grup ryzyka, uderzając w teoretycznie najbardziej
odporny przedział wiekowy. (ASZ)
Do wiadomosci!!! Uczulamy, tyk ktorzy sie jerszcze nie zgłosili i innych,
ktorzy źle się poczują po pobycie na Majówce na Podhalu.