Dodaj do ulubionych

Smierc funkcjonariusza, czyli o banalnosci zla

02.06.14, 22:24
Byl sobie raz pewien czlowiek. Normalny, porzadny, spolecznie przystosowany. Jak wykazaly liczne badania, nie kierowal sie nienawiscia, nie mial skrzywien psychicznych, nie byl socjopata. Przeciwnie, byl dobrym przyjacielem i krewnym, sumiennym urzednikiem panstwowym, uporzadkowanym i praworzadnym do szpiku kosci. W nieco lepszych warunkach, bylby pewnie idealnym, godnym szacunku obywatelem.

Niestety, tak sie zlozylo, ze zostal postawiony wobec wyboru miedzy prawda ludzkiego sumienia, a prawda prawa stanowionego i przystosowania spolecznego. Stalo sie tak, bo przyszlo mu dzialac w otoczeniu zlym do szpiku kosci. Poniewaz jego natura byla natura idealnego funkcjonariusza, stal sie w zlym otoczeniu idealnym funkcjonariuszem zla, zachowujac przy tym wysoka osobista etyke i ogolna przyzwoitosc. W kazdym razie, w stopniu przkraczajacym srednia. Nic wiec dziwnego, ze zrobil calkiem spektakulara kariere, siegajac po wysokie stanowiska panstwowe, cieszac sie duzym zakresem wladzy.

Nie zmienilo to jednak tego, ze stal sie jednym z glownych wspolsprawcow przerazajacych zbrodni. Pomimo tego, ze zawsze staral sie przestrzegac prawa i wszystko co robil, wynikalo z pragmatyki drogi podporzadkowania rozkazom zwierzchnikow i kariery.

Gdy jego kariera legla w gruzach, wskutek zalamania sie systemu, ktoremu sluzyl, wykazal nawet skruche za swoje winy. Skruche wykazal, ale swoj proces sabotowal za pomoca rozmaitych kruczkow, wybiegow.

***

Adolf Eichmann, glowny koordynator Holocaustu, idealny funkcjonariusz III Rzeszy zylby dlugo i szczesliwie w Argentynie, po swoim pracowitym i sumiennym zywocie funkcjonariusza, gdyby nie to, ze porwal go Mossad - po to, by osadzic tego zbrodniarza w Jerozolimie, wykonac na nim egzekucje, a jego prochy rozpylic na cztery wiatry. Na nic sie zdaly jego proby matactwa w sledztwie.

Jaki jest wniosek z tej historii, opisanej przez Hannah Arendt?


Chyba taki, ze nalezy sie strzec idealnych funkcjonariuszy, doskonale przystosowanych, zawsze zdyscyplinowanych, praworzadnych i pragmatycznych, bo to sa czesto ludzie bez sumienia, ktorzy, w zlym otoczeniu, na rozkaz, wykonaja kazda zbrodnie. Sa idealnymi pomocnikami i wehikulami zla.

I madre sa te ludy i narody, ktore nie daja sie zwiesc formalnej poprawnosci takich ludzi, ich sumiennosci i praworzadnosci, ktore rozumieja, ze praworzadnosc funkcjonariusza, pozbawiona sumienia, jest zlem. I potrafia to zlo nazwac po imieniu, osadzic i ukarac.

Link do tej historii:

en.wikipedia.org/wiki/Eichmann_in_Jerusalem




Obserwuj wątek
    • glupi_jasio ... i refleksja po pisaniu 02.06.14, 23:33
      Czasami tak bywa, ze pewne mysli dojrzewaja przy pisaniu i po lekturze wlasnego tekstu.

      Relacja sprzecznosci ludzkiego sumienia i porzadku formalnego to chyba jeden z centralnych dylematow etycznych. Samo uczestnictwo w takim dylemacie juz nobilituje. Ale - moze przypadek Eichmanna i jemu podobnych jest znacznie bardziej banalny, niz widziala to Hannah Arendt?

      Byc moze wsrod wielosci postaw i wyborow przystosowawczych ludzi - jest zla droga, dostrzezona przez Milosza w "Zniewolonym Umysle", zwana "ketmanen"? Droga, ktora oznacza konsekwentna imitacje postaw akceptowanych po to, by osiagnac swoje cele, destruktywne wobec wspolnoty, ktorej gosciem sie jest?

      Byc moze, Hannah Arendt mylila sie w ocenie Eichmanna, moze to byl czlowiek zly do szpiku kosci, ktory byl, jednak, na tyle sprytny i wyrachowany, by zawsze sie asekurowac tym, "ze tylko wykonywal rozkazy"?

      Czlowiek, ktory, w istocie, czerpal satysfakcje z wladzy, awansu, kariery - i dla tej satysfakcji - calkiem swiadomo - godzil sie na uczestnictwo w zbrodniach? Czyli nie tyle biedak, glupek, z zagubionym sumieniem, ale przebiegly cynik, oszust, bezwzgledny karierowicz, do ostatnich dni pokladajacy nadzieje w swoich umiejetnosciach oszukiwania i zwodzenia? Do ostatnich dni oddany zlu, tak, by nawet po smierci, zaciemniac skutecznie prawdziwy obraz swojej osoby?

      • dorota_333 Adolf Eichmann i Tomás de Torquemada 03.06.14, 16:01
        Ten całkiem interesujący watek jest, jak rozumiem, polemicznym appendixem do moich prześmiewczych rozważań o relacji prawa naturalnego i stanowionego (inaczej ujmując: moralności i prawa stanowionego).

        Przykład Adolfa Eichmanna doskonale obrazuje pułapkę, w którą wpada sumienny - lecz pozbawiony moralności - wykonawca prawa stanowionego. Ale pozwól sobie powiedzieć, że historia ludzkości zna równie wielkie zbrodnie popełnione w imię (źle pojętego) prawa boskiego. Dlatego przywołałam postać Torquemady. Z Eichmannem łączy go zresztą to, że również był z gruntu przyzwoitym człowiekiem smile

        Zło ma niejedno wcielenie, jak widać, i potrafi posłużyć się zarówno Biblią jak i ustawami norymberskimi.

        Jednak prawo stanowione wydaje mi się w tym względzie "bezpieczniejsze". Głównie dlatego, że - w systemie demokratycznym przynajmniej - wyraża wole większości. Często jest również kompromisem z mniejszością. Tworzone jest przy użyciu procedur demokratycznych. Wielu ludzi ma wpływ na jego powstanie i stosowanie. Prawo naturalne ma natomiast płynność rozważań filozoficznych.

        Widzę dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że demokratyczne państwo wytworzy takiego potwora jak ustawy norymberskie niż że ktoś zacznie zabijać "w imię Boga".
        • glupi_jasio Re: Adolf Eichmann i Tomás de Torquemada 04.06.14, 23:24
          dorota_333 napisała:

          > Ten całkiem interesujący watek jest, jak rozumiem, polemicznym appendixem

          Nie, zupelnie nie. To moj komentarz do dosc istotnego (w sensie cezury) zdarzenia z maja, a nie do jakiegos rozrabiania na forum.

          >
          > Przykład Adolfa Eichmanna doskonale obrazuje pułapkę, w którą wpada sumienny -
          > lecz pozbawiony moralności - wykonawca prawa stanowionego. Ale pozwól sobie pow
          > iedzieć, że historia ludzkości zna równie wielkie zbrodnie popełnione w imię (ź
          > le pojętego) prawa boskiego. Dlatego przywołałam postać Torquemady. Z Eichmanne
          > m łączy go zresztą to, że również był z gruntu przyzwoitym człowiekiem smile
          >
          > Zło ma niejedno wcielenie, jak widać, i potrafi posłużyć się zarówno Biblią jak
          > i ustawami norymberskimi.
          >

          O tak, zlo potrafi wcisnac sie wszedzie. Jednakze, biorac pod uwage 2 tysiaclecia istnienia Kosciola, Kosciol jest bardzo odporny na zlo. Marksizm, z jego progenitura: faszyzmem, nazizmem, komunizmem, potrafil w miesiac zabic wiecej niewinnych ludzi, niz zdeprawowane chrzescijanstwo w 100 lat. A w deprawacji jest jeszcze skuteczniejszy.

          To wlasnie pragmatyka marksistowska jest matka obydwu zlych ludzi, o ktorych jest ten watek.

          > Jednak prawo stanowione wydaje mi się w tym względzie "bezpieczniejsze". Głównie dlatego, że - w systemie demokratycznym przynajmniej - wyraża wole większości.

          NIe ma gorszych zbrodni niz te, w ktorych sumienie zastepuje "wola wiekszosci". Wlasnie tak dzialaja totalitaryzmy: zastepujac zasady podstawowe bytem, ktory nie istnienie - to jest urojona "wola wiekszosci".

          Kazdy, kto mial kontakt z prawem wie doskonale, ze ustawy pisze jeden-kilku ludzi, dzialajac na zlecenie jednego - kilku ludzi. I na polecenie tych malychy grup, cala reszta, teoretycznie - obdarzonych wola i sumienie osobnikow, zwanych poslami, wykonujac rozkazy partyjne - to zatwierdza.

          Stopien kamuflazu tego procederu zalezy od stopnia rozeznania i determinacji rozmaitych grup wplywu i decyzji.


          > Często jest również kompromisem z mniejszością. Tworzone jest przy użyciu pr
          > ocedur demokratycznych. Wielu ludzi ma wpływ na jego powstanie i stosowanie.

          Te cechy prawa stanowionego, nawet jesli czesto fasadowe, sa, prawdopodobnie, zaletami (choc z tymi "demokratycznymi procedurami", to jest jedna wielka sciema w 95% przypadkow). Najistotniejsza zaleta prawa stanowionego jest jego jednoznacznosc i precyzja. Jasne i precyzyjne reguly gry to wielka wartosc. Bo nawet jesli to sa glupie reguly, to jasnosc i precyzja promuje fair play.

          Tyle tylko, ze to, co jest zaleta prawa stanowionego na ogol (ostrosc noza krojacego chleb), staje sie zgroza, jesli wpadnie w rece ludzi zdemoralizowanych (i wtedy ten noz, miast kroic chleb, staje sie narzedziem grozby, wymuszenia, kradziezy, morderstwa).

          Co gorsza, w prawie stanowionym, morderstwo jedynie zarzadzane, nawet jesli masowe, moze stac sie calkiem legalne; a sumienie, wykluczajace kanoniczne zbrodnie - przestepcze.

          Dlatego prawo stanowione, z jego precyzja, powszechnoscia i jednoznacznoscia, jest bronia atomowa w relacjach spolecznych i nie moze pozostawac bez dozoru czowieka z jego sumieniem. Nie jest zadna wartoscia bezwzgledna, jest jedynie schematem upraszczajacym i porzadkujacym typowe relacje.

          Prawo stanowione moze jedynie upraszczac i precyzowac realizacje porzadu moralnego, a nie moze go zastepowac.




          > Prawo naturalne ma natomiast płynność rozważań filozoficznych.

          Przeciwnie. Prawo naturalne jest ostre jak brzytwa, w porownaniu z prawem stanowionym.

          Nie zabijaj, nie kradnij, nie pomawiaj itp. to naturalne reguly, bedace podstawa wszystkich istniejacych systemow prawnych.

          >
          > Widzę dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że demokratyczne państwo wytworzy takiego go potwora jak ustawy norymberskie niż że ktoś zacznie zabijać "w imię Boga".


          Co zrobic, jak empiria swiadczy o czyms dokladnie przeciwnym. Ludzkosc nie zna wiekszych zbrodni, niz te zrodzone z marksizmu, z jego antychrzescijanskim rdzeniem. Faszyzm, nazizm, a takze sowiecki komunizm - wszystkie oparte o pragmatyke decydujacej woli wiekszosci i prawa stanowionego przez masy - doprowadzily do zbrodni, jakich swiat nie widzial. Takze na kuzynach Marksa,

          *********

          Prawo stanowione to tylko narzedzie. Dyscyplina wobec polecen aparatu panstwa, wladzy, partii, sponsora, armii - nie niesie zadnej wyzszej wartosci moralne,j to zwykly konformizm, ktory, jesli zwyciezy sumienie, gdy otoczenie jest brzydkie, kreuje zlego czlowieka, oslanianego wygodnymi pretekstami.

          Moja teza jest prosta: idealny funkcjonariusz zlego systemu jest zly, a idealny fukcjonariusz zwyklego systemu jest... potencjalnie wspolnikiem zbrodni.

          Takie mam epitafium dla "idealnego funkcjonariusza", czyli karierowicza, pragmatyka, bez sumienia.
      • klip-klap statystycznie zly albo dobry 05.06.14, 19:36
        > Byc moze, Hannah Arendt mylila sie w ocenie Eichmanna, moze to byl czlowiek zly
        > do szpiku kosci, ktory byl, jednak, na tyle sprytny i wyrachowany, by zawsze s
        > ie asekurowac tym, "ze tylko wykonywal rozkazy"?
        >
        > Czlowiek, ktory, w istocie, czerpal satysfakcje z wladzy, awansu, kariery - i d
        > la tej satysfakcji - calkiem swiadomo - godzil sie na uczestnictwo w zbrodniach
        > ? Czyli nie tyle biedak, glupek, z zagubionym sumieniem, ale przebiegly cynik,
        > oszust, bezwzgledny karierowicz, do ostatnich dni pokladajacy nadzieje w swoich
        > umiejetnosciach oszukiwania i zwodzenia? Do ostatnich dni oddany zlu, tak, by
        > nawet po smierci, zaciemniac skutecznie prawdziwy obraz swojej osoby?

        Moze po prostu mial obie osobowosci. Charakter to cos dynamicznego, decyzje zmieniaja sie z czasem, nastrojem, warunkami czy zaleznie od sytuacji. Byc moze latwiej wtloczyc jest zachowanie i osobe w ramy 'zly albo dobry', ale przeciez to tylko zabawa definicjami, muskajaca to co rzeczywiscie jest.
        • glupi_jasio Re: statystycznie zly albo dobry 12.06.14, 18:34
          klip-klap napisał:

          > > Byc moze, Hannah Arendt mylila sie w ocenie Eichmanna, moze to byl czlowi
          > ek zly
          > > do szpiku kosci, ktory byl, jednak, na tyle sprytny i wyrachowany, by zaw
          > sze s
          > > ie asekurowac tym, "ze tylko wykonywal rozkazy"?
          > >
          > > Czlowiek, ktory, w istocie, czerpal satysfakcje z wladzy, awansu, kariery
          > - i d
          > > la tej satysfakcji - calkiem swiadomo - godzil sie na uczestnictwo w zbro
          > dniach
          > > ? Czyli nie tyle biedak, glupek, z zagubionym sumieniem, ale przebiegly c
          > ynik,
          > > oszust, bezwzgledny karierowicz, do ostatnich dni pokladajacy nadzieje w
          > swoich
          > > umiejetnosciach oszukiwania i zwodzenia? Do ostatnich dni oddany zlu, tak
          > , by
          > > nawet po smierci, zaciemniac skutecznie prawdziwy obraz swojej osoby?
          >
          > Moze po prostu mial obie osobowosci. Charakter to cos dynamicznego, decyzje zmi
          > eniaja sie z czasem, nastrojem, warunkami czy zaleznie od sytuacji. Byc moze la
          > twiej wtloczyc jest zachowanie i osobe w ramy 'zly albo dobry', ale przeciez to
          > tylko zabawa definicjami, muskajaca to co rzeczywiscie jest.


          Relatywizujesz jak rasowy postmodernista.

          Przypuszczam, ze ludzie mordowani milionami przez aparat kierowany przez Eichmana nie mieli zadnych problemow z rozroznieniem tego, czy sa ofiarami zla, czy dobra.

          I ja tez nie mam. To, co ktos mowi, jak sie tlumaczy i usprawiedliwa jest drugorzedne wzgledem zamierzonych skutkow swojego dzialania.

          Praktyczna i poreczna definicja zlego czlowieka jest taka, ze to jest ten, ktory czyni zlo, sluzy zlu. To jest, oczywiscie, tylko tzw. ludzka miara, ale o tyle uzyteczna, ze pozwala wskazac i eliminowac z zycia spolecznego to, co niszczy ludzi i spolecznosci.

          Dlatego Eichmann i inni nazisci zostali osadzeni i skazani, a takze stali sie symbolami zla. Ten sam los powinien byc udzialem komunistow.

          • klip-klap Ty sie zajmujesz osoba, ja wskazuje na zachowanie 12.06.14, 20:18
            > Relatywizujesz jak rasowy postmodernista.

            Nie sadze, nie pisalem (przynajmniej to mialem na mysli), ze to samo zachowanie mozna oceniac jako zle i dobre. Napisalem, ze ci sami ludzie moga sie zachowywac roznie. To chyba oczywiste. Calkowicie zli i calkowicie dobrzy to podzial dobry do filmow. No i oczywiscie instynktownie uzywany przez prawie kazdego. Nikt przeciez nie napisze, ze Stalin byl dobry, nie?

            Nawet nie zaczalem relatywizowania, choc mozna latwo to zrobic probujac rozwazac czym jest osoba, osobwosc, jak sie zmienia fizycznie i mentalnie i jakie uproszczenia przyjmuje np. system prawa karnego co do kontynuacji czasowej i fizycznej 'osoby'.
            • glupi_jasio Re: Ty sie zajmujesz osoba, ja wskazuje na zachow 21.06.14, 14:21
              klip-klap napisał:

              > > Relatywizujesz jak rasowy postmodernista.
              >
              > Nie sadze, nie pisalem (przynajmniej to mialem na mysli), ze to samo zachowanie mozna oceniac jako zle i dobre. Napisalem, ze ci sami ludzie moga sie zachowywac roznie. To chyba oczywiste.


              Tak, ale dobry czlowiek nigdy nie przekroczy pewnych granic. W zlym moze byc troche dobra, w dobrym nie moze byc zla ponad pewien poziom.

              Jak ktos przekroczy pewna linie, to jest zly, chyba, ze dokona sie w nim zasadnicza przemiana, z grubsza zgodna z tym, co mowi chrzescijanstwo o nawroceniu i pokucie (nie chodzi mi o realizacje i interpretacje chrzescijanska, tylko o pewne kluczowe elementy, niezbedne do tego, by uznac, ze czlowiek zmienil sie gleboko), w tym chodzi o uznanie uczynionego zla za zlo, oddanie sie osadowi i woli pokrzywdzonych, wynagrodzenie zla, inne zycie po tym.

              Taka przemiana wyklucza proby mataczenia, czy imitowania przemiany dopiero wtedy, gdy nie ma innego wyjscia.


              > Calkowicie zli i calkowicie dobrzy to podzial dobry do filmow. No i oczywiscie instynktownie uzywany przez prawie kazdego. Nikt przeciez nie napisze, ze Stalin byl dobry, nie?


              Robisz blad, uznajac zlo i dobro za rownowazne pojecia. Tak nie jest.

              Pomysl np. o programie komputerowym. Sprawny program chodzi i mozna na nim polegac. Program, ktory ma 99,9% wlasciwych bajtow moze latwo spowodowac katastrofe.

              >
              > Nawet nie zaczalem relatywizowania, choc mozna latwo to zrobic probujac rozwaza
              > c czym jest osoba, osobwosc, jak sie zmienia fizycznie i mentalnie i jakie upro
              > szczenia przyjmuje np. system prawa karnego co do kontynuacji czasowej i fizycznej 'osoby'.


              Tu nie chodzi o czas, tu chodzi o odwrocenie sie od zla. Jesli czlowiek zly nie dokona takiego - pelnego - odciecia sie od zla, to pozostanie zly,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka