Dodaj do ulubionych

małżeństwo a terapia AA

18.01.04, 14:55
Mój mąż ma problem alkoholowy, obecnie w fazie terapii. Chodzi tam od trzech
miesięcy, więc to na razie krótki okres, a jednak problemy zaczynają być
widoczne niejako spod problemu z piciem.
Dotyczy to stosunków między nami. Jesteśmy małżeństwem od 15 lat, więc
niejako naturalne jest że nie można oczekiwać wielkiej namiętności 24
godz/dobę przez cały czas jego trwania, ale dla mnie sytuacja jest nie do
przyjęcia na dłuższą metę. Chodzi o to, że jesteśmy dla siebie jak para
obcych ludzi mieszkająca pod jednym dachem. Owszem, obecnie kiedy on nie
pije, nie ma kłótni i „cichych dni”, ale poza zdawkowymi rozmowami na tematy
bieżące nie ma między nami żadnej więzi. Czasami mam wrażenie jakby on
zupełnie się poddał, uznał że nie warto się starać, mówić o co chodzi i
nawiązywać żadnego bliższego kontaktu. Najczęściej albo ogląda telewizję,
albo siedzi przy komputerze (od razu zastrzegam- nie czatuje w internecie).
Kontakty z innymi ludźmi mamy poważnie ograniczone z powodu alkoholu- po
prostu unikamy kontaktów towarzyskich typu „my do was, wy do nas”, na jego
prośbę, bo chodzi chyba o to żeby nie tłumaczyć się dlaczego u nas nie ma
nawet piwa... Na moje próby wyciągnięcia go gdzieś poza dom, reaguje
niechęcią, ja rozumiem to tak że nie ma ochoty nic wspólnie ze mną robić, ani
iść do kina (bo tam coś wspólnie się ogląda) ani nawet pójść na obiad do
knajpy (bo wtedy trzeba siedzieć naprzeciw siebie i chociaż rozmawiać i nie
wyglądać na znudzonego). Nie ma ochoty na żadne zaproponowane przeze mnie
rozrywki, nawet filmu na dvd wspólnie obejrzeć! To nie tak, że ja tryskam
pomysłami i zarzucam go propozycjami, no ale czasami coś chciałoby się
wspólnie zrobić! Dodam na marginesie, że właściwie nie mamy żadnych problemów
finansowych i nawet spontaniczny weekend w Paryżu wchodziłby w grę, gdyby
jemu się tylko chciało! Ja to po prostu odbieram emocjonalnie jako komunikat-
„z tobą nic nie ma sensu”. Na zarzut, że kiedyś mieliśmy więcej pomysłów
jak spędzać razem czas pada odpowiedź że to ja nigdy nie chciałam nic robić.
Tak, nie chciałam. Nie chciałam chodzić po nocnych klubach, bo wiedziałam że
tam jest alkohol i to życie, które nie jest moje. Nie chciałam „balować”, bo
tego nie cierpiałam i mówiłam o tym głośno. Teraz tak jakby odgrywał się na
mnie ze to moje „niechcenie”... I to oczywiście nieprawda, że nic nie
robiliśmy, bo oprócz tego, że nie lubię nocnego hulaszczego życia, robiliśmy
razem mnóstwo rzeczy- wyjeżdżaliśmy, robiliśmy razem zakupy, uczestniczyliśmy
w różnych rozrywkach, mieliśmy życie towarzyskie, urządziliśmy razem
mieszkanie i dom... No, a potem urodziła się nasza córka, siłą rzeczy tych
zajęć pozadomowych musiało być mniej, więc on zaczął mniej bywać w domu, za
to więcej pić....
Kiedy pił, swoje „życie towarzyskie” miał w pracy i w piciu. Zawsze zresztą
twierdził, że pije bo „załatwia interesy”, „musi się z ludźmi spotykać” i
temu podobne dyrdymały. Teraz, kiedy nie pije, jakoś te interesy dalej
prowadzi i nie odbywa się to do trzeciej nad ranem w knajpie, a z ludźmi jak
widać nie spotyka się wcale poza normalnymi godzinami pracy i poza grupą
terapeutyczną dwa razy w tygodniu. Oczywiście, jestem jak najbardziej
szczęśliwa z tego powodu, że się leczy i nie pije, ale mimo tego martwię się
o niego i o nasze małżeństwo. Tak jakby problem picia zapewniał nam jakiś
komfort, bo przynajmniej mieliśmy jakiś wspólny problem... Pytałam go czy
porusza temat stosunków rodzinnych z terapeutką, ale mi powiedział że nie.
Nie bardzo w to wierzę, bo co to za terapia, która nie umieszcza człowieka w
kontekście jego związków z ludźmi z którymi spędza życie... Pytałam, czy może
ja też mam chodzić na terapię dla współuzależnionych, ale zaprzeczył. Wiem
trochę na temat alkoholizmu, próbowałam różnych sposobów radzenia sobie z
problemem jego picia kiedy pił, ale wszystko właściwie obraca się wokół- jak
zachęcić delikwenta do podjęcia leczenia. Co dzieje się dalej, nie
wiem. „Specjalistyczna pomoc terapeutyczna” ma załatwić sprawę... Wiem już
jedno- powrotu do picia nie będzie. Nie w tym małżeństwie. Tak naprawdę to on
na terapię zgłosił się w ostatniej chwili- zdążył dosłownie w momencie w
którym ja podjęłam decyzję, że z go związku już nic nie będzie. Nie mówiłam
mu o tym, więc on chyba o tym nie wie, ale może przeczuwał. Na terapię
zgłosił się sam, po jakimś roku od kiedy powiedziałam mu, że moim zdaniem
jest alkoholikiem i dałam numer do poradni odwykowej.
Wiem, że jest jeszcze bardzo wcześnie, przeszliśmy maleńki odcinek na tej
drodze, nie ma co podejmować żadnych działań, ale nie wiem co mam zrobić żeby
pomóc jemu, i pomóc też sobie. Ten emocjonalny chłód na co dzień mnie
wykańcza. Przecież on nawet na mnie zazwyczaj nie patrzy! Omiata wzrokiem
pokój w którym jestem, i nawet jakbym ogoliła się na łyso to chyba by nie
zauważył! Nie chciałabym czegoś zepsuć naciskając na niego, robiąc jakiś
niewłaściwy krok, ale nie mam już sił. Czy mam do cholery znaleźć sobie
kochanka na boku, który mi da poczucie, że jestem komuś nieobojętna? Tak,
nawet rozważałam taki wariant, ale czułabym się jak ostatnia szmata,
porzucając go emocjonalnie w takim momencie. Chcę dać mu szansę, ale czy to
ma jakikolwiek sens? A, nie pisałam nic o wariancie „porozmawiaj z nim”, bo
każdemu kto znał bliżej kiedykolwiek alkoholika wie, że rozmowy o uczuciach
są całkowicie wykluczone, przynajmniej dopóty dopóki niektórym nie uda się w
ramach terapii tego nauczyć (potem zresztą niektórzy nadrabiają stracone lata
z dwójnasób ;)). Podkreślam z całą mocą- jakiekolwiek próby poruszenia tematu
naszych wzajemnych uczuć wobec siebie kończą się po 5 sek. najczęściej jego
ucieczką- udaje że śpi, włącza telewizor (albo przełącza na Eurosport i mówi:
cicho, cicho ), wychodzi z pokoju, a przyciśnięty do muru (przyznaję ze
wstydem- i do tego w desperacji się uciekałam), np. jadąc samochodem gdzie
nie ma dokąd uciec, po prostu milczy albo wywołuje awanturę.
A, zanim zaczął się leczyć, zaciągnęłam go na terapię małżeńską, bo już nie
wiedziałam co jest pierwotne, a co wtórne- jego picie czy nasz brak
porozumienia. Jak zaciągnęłam? Szantażem... Albo idziemy tam, albo idę do
adwokata. Z jakiegoś powodu wydawało mi się to łatwiejsze do przeprowadzenia
niż taki sam szantaż z poradnią odwykową....Odbyliśmy wstępną sesję, po
której powiedział mi, że chyba upadłam na głowę jeśli myślę, że będzie płacił
stówę obcej babie za to co i tak może mi sam powiedzieć. (nota bene za tę
wizytę ja zapłaciłam). A, przy tej okazji nie padło ani słowo na temat
picia... Zresztą nikt nie pytał, a i my nie wyglądaliśmy na parę z problemem
alkoholowym (sic!). Też jakiś tam element do piramidy zaprzeczeń, a propos.
No, ale niedługo po tym zgłosił się do poradni sam. Więc niejako temat
trochę „podsechł”. Ale teraz zastanawiam się co dalej. Terapia się toczy, do
końca ma 3 miesiące, podczas których ja mam ....co właściwie? Być
wyrozumiała, ciepła, kochająca? W zamian dostając zimne, obojętne spojrzenie
i zero zainteresowania? To już nasz kot ma większy ładunek emocji, jeśli o to
chodzi. A po terapii co? Dalej to samo? A jeśli on nie umie inaczej, to może
go zostawię? No, ale przecież go skrzywdzę, przecież już nie pije, to czego
ja chcę? Czy pragnienie miłości to tak wiele? Boję się że czas ucieka,
ostatnie 6-7 lat uważam za stracone bezpowrotnie i mam o to do siebie
pretensję, że nie zorientowałam się wcześniej o co chodzi. Być może
uchroniłabym naszą 7- letnią córkę przed niepotrzebnymi dla niej przeżyciami,
być może wcześniej zacząłby się leczyć....
Miałam trochę nadzieję, że ta terapia uzmysłowi mu jaką krzywdę wyrządza
najbliższym i sobie nie tylko pijąc, ale także będąc takim zapuszkowanym w
środku. Ale n
Obserwuj wątek
    • alcine Re: małżeństwo a terapia AA 18.01.04, 14:59
      dokończenie-
      Ale najwyraźniej to nie następuje. Czy to nastąpi? On twierdzi, że taki
      zawsze był i jakiekolwiek próby uświadomienia mu czegoś innego odbiera jako
      zamach na swoją integralność. A, na mitingi AA nie chodzi, bo „niedobrze mu
      się robi jak dorośli ludzie się tak głupio zachowują” (cytat). Był tam dwa razy
      na początku.... Ciekawe że na grupie tego jeszcze nie odkryli.

      Będę wdzięczna za Wasze jak zwykle cenne opinie i spojrzenie z zewnątrz.
      Pozdrawiam, alcine.
      • hepik1 Re: małżeństwo a terapia AA 18.01.04, 16:42
        Wiem,jak bardzo czeka sie na reakcję na swój pierwszy post.Problem nakreśliłaś z
        dużą samowiedzą i celnymi uwagami.Reakcja męża nie taka rzadka ,na to co zaszło
        w jego pijanym życiu.Najkrocej-to narazie nie pije natomiast do trzeźwienia jest
        mu bardzo daleko.Odezwe sie później,bo podobny okres w życiu przechodziłem,może
        trochę inaczej ale jednak.Pozdr.
        • alcine Re: małżeństwo a terapia AA 18.01.04, 16:54
          Dzięki, hepik, będę czekać cierpliwie na Wasze opinie. Tak naprawdę to liczyłam
          że odezwie się któryś z was, "weteranów" :) Bardzo cenię Wasze komentarze i
          rady, których tu udzielacie.
          • Gość: stachu34 Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.04, 17:25
            Wydaje mi się,że powinnaś wbrew sugestii męża skorzystać z terapii dla
            współuzależnionych.
            Po za tym czytając Twój post,odniosłem wrażenie że on nie jest do końca
            przekonany o swoim uzależnieniu i do tego wszystkiego terapia odebrała
            mu "ważny" element jego życia- mozliwość bezkrytycznego picia.Być może że u
            niego pojawił się tzw."żal po stracie",to być może tłumi jego inne uczucia.
            • alcine Re: małżeństwo a terapia AA 18.01.04, 17:47
              W sprawie terapii dla mnie- zastanawiałam się co ona może mi dać? Bo z rozmowy
              z terapeutką o której byłam zanim on zaczął się leczyć wywnioskowałam, że pani
              jest zdziwiona: a. tego że wiem dużo na temat alkoholizmu, b. temu że nie
              próbuję zaprzeczać że mój mąż jest alkoholikiem, c. że żaden z punktów na
              liście objawów uzależnienia mnie nie określa (no, może jeden na dwadzieścia).
              Mnie naprawdę nie jest potrzebna grupa do tego żeby wiedzieć że poczucie mojej
              wartości nie mierzy się faktem czy mam męża, że nie warto płacić wysokiej ceny
              za fakt utrzymania dysfunkcyjnej rodziny, itd. itd. Rozumiem, że taka pomoc
              może być potrzebna niektórym kobietom, które nie widzą wyjścia ze związku z
              alkoholikiem. Chyba to nie jest mój przypadek. Jeśli będzie trzeba, odejdę i
              poradzę sobie sama, bo doskonale wiem że nie jestem w żadnym stopniu
              odpowiedzialna za to co on zrobi ze swoim życiem. Pod warunkiem, że nie zrobię
              mu świństwa. Że nie opuszczę go w potrzebie, tzn. wtedy kiedy będzie sam chciał
              sobie pomóc. Może źle to widzę, może się mylę co do działania terapii dla
              współuzależnionych. Dlatego pytam Was o to tutaj.
              • Gość: stachu34 Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.04, 22:59
                Troszkę zadziwiło mnie podejście terapeutki do Twojego problemu.Mnie to wcale
                nie dziwi że żony (nawet całe rodziny)nadmiernie pijących mężów posiadają
                znaczną wiedzę na temat alkoholizmu.Dziwi mnie też dlaczego Ty mialabyś
                zaprzeczać istnieniu problemu Twojego męża.To zawyczaj alkoholik zaprzecza,a
                bliscy są absolutnie przekonani o jego istnieniu.Sprawa trzecia
                wreszcie,dlaczego to Ciebie mają dotyczyć punkty uzależnienia? Ciebie dotyczy
                problem współuzależnienia.
                Po za tym,jeżeli Twój mąż podjął leczenie (nie ważne czy za Twoją
                przyczyną,czy z własnej woli)to zawsze warto popracować nad dysfunkcją rodziny
                i spróbować przywrócić jej normalne funkcjonowanie.To bardzo trudna sprawa i
                spoczywa to na obojgu małżonkach,zazwyczaj.Jeżeli są w tej chwili takie
                kłopoty,trudne chwile, to w miarę postępowania terapii będzie się to
                zmieniało.Tego jestem pewny,ale wymaga to współpracy obojga stron.Zaraz
                przytocze jeden z wcześniejszych wątków "Wspoluzależnienie i
                krzywda",poczytaj...Pozdrawiam serdecznie i więcej zrozumienia dla
                wspóluzależnienia
              • Gość: mikaszka Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.bimex.com.pl 19.01.04, 14:05
                Jesli chodzi o pomoc dla wspoluzaleznionych to sa dwie sprawy - jedna to
                terapia (psycholog, terapeuta), druga to grupy Al-anon.
                Co to daje? Przesuwa srodek ciezkosci w zwiazku z "ON" na "JA", co daje szanse
                na wyklucie sie "MY". Cale lata zycia JEGO problemem nie pozostaja bez sladu.
                Jedna z pierwszych rzeczy, ktore mozna uslyszec na grupie to "ZAJMIJ SIE SOBA".
                Nie chodzi o to, zeby miec sily do zerwania z alkoholikiem. Chodzi o to, zeby
                umiec znalezc SWOJA droge do szczescia, zeby nie uzalezniac swojego szczescia
                od tego, w jakim on jest stanie. To, co on robi ze swoim zyciem to jego sprawa.
                To, co ty robisz ze swoim zyciem to twoja sprawa. Uswiadomienie sobie, ze ma
                sie wplyw tylko na siebie, na swoje zycie. A wiec zadnym gadaniem nie zmienisz
                jego. Doskakujesz do niego i poszarpujesz, probujac go nagiac do swoich
                oczekiwan. Ty chcialabys wyjsc, ty chcialabys cos razem, ty chcialabys pogadac
                a napotykasz na mur. Ile lat probujesz? Zadnego skutku. Terapia, Al-anon
                pomagaja zmienic siebie, swoje utarte sciezki, szablony dzialania, ktore jak
                sama chyba widzisz, przez tyle lat, byly bezskuteczne.
                • alcine Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 18:33
                  Mikaszko, cenię bardzo Twoje uwagi, więc pozwolę sobie zgłosić tu kilka
                  wątpliwości.
                  Przeczytałam trochę o współuzależnieniu (m.in. Małżeństwo na lodzie) i ja to
                  rozumiem, naprawdę rozumiem i to mi wiele pomogło. Przestałam się nawet
                  przejmować co on robi i w ogóle go olałam. Chyba to też trochę miało wpływ na
                  jego decyzję o leczeniu. Moja wątpliwość sięga jednak głębiej- skoro nie warto
                  mieć wobec tego człowieka żadnych oczekiwań, to dla mnie nie warto wcale.
                  Pozdrawiam sedecznie,
                  A.
                  • Gość: mikaszka Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 19.01.04, 23:26
                    Jezeli od spelnienia swoich oczekiwan wobec niego uzalezniasz swoje szczescie
                    to moze faktycznie nie warto...
                    Inna sprawa, ze kazdy czlowiek ma jakies potrzeby - np. potrzebe milosci -
                    ktorych zaspokojenie jest mu niezbedne do poczucia szczescia. W tym miejscu
                    moze nalezaloby zapytac - czy ty kochasz jeszcze tego faceta? Jesli tak, to
                    trwanie przy nim i proby zmian maja jakis sens. Jesli nie, to po co sie meczyc?

                    Ja wiem, ze nie jest latwo grac role Matki Teresy. Trzezwy alkoholik bedzie ci
                    mowil, ze twoj facet przechodzi ciezki okres, zebys byla dobra, mila,
                    wyrozumiala i okazywala mu milosc (bo trzezwy alkoholik stoi z tej drugiej
                    strony i pamieta co sam przechodzil). Ale ty i twoje zycie to tylko TWOJA
                    sprawa. Zrobisz z nim, co sama zechcesz.

                    Co do Al-anon... zobaczylas malarzy remontujacych sale i na tej podstawie
                    wyrobilas sobie zdanie?... Ja cie nie przekonam, ze to ma sens. Wiem, ze wielu
                    kobietom pomoglo. Mi tez.

                    Terapia od Al-anon rozni sie tym, ze terapie prowadzi psycholog, a w Al-anon
                    spotykaja sie rodziny osob uzaleznionych bez udzialu zadnego terapeuty,
                    natomiast pracuja te grupy wedlug programu 12 stopni, w zalozeniu podobnym do
                    grup AA (jak i DDA i Al-ateen, AE, AN).
      • Gość: kubek Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.ld.euro-net.pl 18.01.04, 19:56
        cóż tylko tyle że mężowi się wydaje że chce być trzeźwy ale tak naprawdę to
        jeszcze swego nie wypił (to moja opinia tylko)
        pozdr...
    • hepik1 Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 06:26
      Nie pić a trzeźwieć -to napradę ciągle taka sama różnica albo niewiele mniejsza
      jak mędzy piciem a nie piciem.Ta różnica wtedy to tylko taka zewnętrzna-człowiek
      się nie zatacza,nie bełkocze,nie wraca nad ranem do domu,nie wyzywa(choć to juz
      nie napewno)
      Czesto na forum pada pytanie -Jak pomóc osobie,którą kochamy by podjął
      leczenie,by przestał pić.I najczęściej "weterani "odpowiadają ,że nie da się
      nikomu pomoc,jeśli ten ktoś tego sam niechce.I jest to bardzo trudne do
      zrozumienia,gdy piszemy o dnie.Bo tylko tam alkoholik ma gruntpod mogami by się
      odbić.A dno każdy ma SWOJE.Nie musi to byc rozwód czy dworzec PKP.Ale musi byc
      to dno.
      I w Twoim pościeAlcine widać ,że nawet zdecydowanie się na podjęcie terapii
      niczego nie rozwiązuje.Twój mąż zrobił to dla świętego spokoju a nie dla swojego
      trzeźwienia.Nie podoba się kobicie jak piłem,to jej pokaże,że mogę nie pić a jej
      ciągle się nie będzie podobać.Czyli to w niej jest problem a nie w moim piciu.
      I dalej działa system manipulacji prowadzący do wspóluzależnienia.Bo taką
      właśnie jesteś.O tym współuzależnieniu może wiesz dużo,możesz wiedzieć nawet
      wszystko ale ciągle nią bedziesz czyli ciągle jesteś chora bo to jest
      choroba.Trochę inna niż męża ale jest.
      I to ,że mąż mówi,utwierdza Cię,że tobie Al anon niepotrzebny-to działa na jego
      korzyść.Bo to on wie czego tam się jeszcze możesz dowiedzieć o nim,co robić w
      przyszłości aby on tego komfortu nigdy już nie miał.A on cały czas liczy na
      to.że gdy tej teraz sytuacji będziesz miała dosyć sama mu kupisz flaszkę i
      powiesz napij,się bo teraz jeszcze gorzej niż piłeś.Trochę to postępowanie
      małego dziecka ale alkoholicy tacy są a najśmieszniejsze,że ta metoda jest
      często skuteczna,gdy wcześniej nie było jakiejś przemocy,tragedii w rodzinie.
      Reakcja męża jest typowa dla osoby która poniosła strate i nie może jej
      odżałować.Zawalił się cały system na którym opierał swoje postepowanie czy
      nawetżycie.Zabrane mu zostało "lekarstwo"które pomagało na wszystko .A poczucie
      straty to poczucie krzywdy.Wiadomość ,że to co ważne,wokół czego toczyło się
      życie czyli alkohol musi przestać istnieć jest wstrząsające i przerażające.Do
      tego dochodzi koniecznośc powiedzenia "jestem alkoholikiem'i nigdy nie bedę mógł
      pić kontrolowanie."Budzi się też strach-jak sobie poradzę w życiu,jak uzyskam
      spokój,poczucie bezpieczeństwa lub po prostu zadowolenie bez alkoholu,który to w
      bardzo prosty sposób zapewniał.I są w tym poczuciu straty,żalu takie fazy jak
      zaprzeczanie,następnie zlość i bunt,smutek,depresja,targowanie a na koniec
      powinna pojawić się akceptacja.Jeśli w końcu akceptujemy to ,że jesteśmy
      alkoholikiem,zyskujemy tożamość alkoholową uznajemy wreszcie swą bezsilność
      wobec alkoholu-jesteśmy wtedy na samym poczatku drogi do trzeźwienia.A ,że ona
      długa i wyboista dodawac chyba nie trzeba.Bo w każdym momencie można się
      potknąć czy przewrócić.Terapia daje jednak podstawy wiedzy jak unikac tych
      potknięć a jeśli się zdarzą co z tym zrobic.
      Całe postępowanie męża świadczy,że od uznania bezsilności,od uzyskania tej
      tożsamości jest równie daleko jak jak w momencie,gdy przesiadywał w knajpie.
      To,że unika spotkań AA też zrozumiałe-Po co ma sobie dodatkowo fundować
      dyskomfort słuchania w opowieściach innych alkoholikow prawdy o sobie?Jeśli on
      cały czas liczy,że wszystko po jakims czasie wróci do normy czyli do picia?
      I znowu na pytanie Co mogę zrobić dla męża? jest jedna odpowiedź -dokładnie nic
      nie możesz.Cynicznie odpowiadając,ale chyba jednak zgodnie z prawdą(może posypią
      się znowu gromy ale może i ktoś się zgodzi z tym)-najlepiej byłoby mu kupiś kaąś
      flaszkę dobrej wódki.Albo czekać aż zdarzy się cud,SW zadziała i coś mężowi każe
      uczestniczyć w terapii a nie tylko tam chodzić.Może go coś tam ,zmusi do
      wypełnienia kontraktu i uczestnictwa w mitingach AA i tam ta siła
      podziała?Teoretycznie są jeszcze 3 miesiące,więc może się zdarzyć wiele ale
      kierunek zdarzeń jest nie wiadomą.
      W zasadzie wiadomo co powinnaś zrobić Ty.Podjąć terapię w ramach Al -anon i to
      bez względu czy będziesz z mężem czy go opuścisz.Jeśli przez 15 lat byłaś
      manipulowana przez alkoholika to jesteś chora, sama świadomość choroby niczego
      nie rozwiązuje.I być może ,mimo ,że wydaje ci się,że wiesz wszystko na terapii
      dojdziesz do wniosku,że wiesz ciągle niewiele.Sama wspominasz,że o szczerość nie
      jest łatwo-wasza terapia małżenska-gdy nawet nie wspomniałaś o problemie
      alkoholowym -a oczekiwałaś od psychologa by wasz związek uatował,podobnie może
      byc teraz-gdy rozmawiałaś z terapeutką,bo też nie bardzo mi się chce wierzyć ,że
      w ośrodku ktoś Ci tak mógł powiedzięć,że w zasadzie Tobie terapia nie
      potrzebna.Chyba,że to była sprzątaczka a nie terapeutka(i wylazła moja
      złośliwość,ale trudno:))Być może takie było tylko Twoje odczucie a nie
      obiektywna prawda.To się zdarza.
      Twoj post długi a odpowiedź by musiała być jeszcze dłuższa,nawet nie wiem czy
      już taka nie jest,czyli kończę.Pozdr.
      • hepik1 Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 06:37
        I jeszcze na koniec-teraz doczytałem post o rozmowie z terapeutką i Twoje
        uzasdnienie ,że Ty wiesz co Ci potrzebne a co nie,wiesz co masz zrobić gdy
        będziesz tego chciała>Mnie to przypomina dokladnie myślenie samego alkoholika-po
        co mi grupa,po co leczenie,po co AA,ja sam wiem co mi dolega,jak będę chciał -to
        sam sobie poradzę.Jest jakieś podobieństwo czy nie?
        • letek17 Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 08:43
          Popieram całkowicie to co napisał hepik. Odnoszę wrażenie, że mąż jest daleki
          od przyznania sie przed samym sobą, że jest alkoholikiem. Może potrzebuje
          bardzo bolesnego upadku - znam wielu takich ludzi. Moja żona poszła na
          spotkania al anon po roku mojego trzeźwienia, na szczęście w trakcie mojego
          odwyku chodziła na rozmowy indywidualne do poradni. Dużo jej to dało. Postaraj
          się wątpić w to co wiesz - to czasem bardzo pomaga odkryć coś nowego.
          Powodzenia. Letek
          • hepik1 Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 09:05
            Ja na początku też wogole nie rozmawiałem z żoną o chorobie alkoholowej i
            wspóluzależnieniu.Też sobie zostawiłem furtke-jakby się nie udało-to po co w
            przyszłości mam sobie komplikować życie i przyszły komfort picia?Ciężko by wtedy
            było zmanipulować małżonką.Takie to jest pijane,oszukańcze ,przebiegłe
            myślenie.Powoli tą furtke zamykam.Bardzo powoli.
            • Gość: jerzy Re: małżeństwo a terapia AA IP: 195.187.99.* 19.01.04, 12:51
              Idź na Al-anon. Tam się dowiesz "co jest grane".
              Inaczej może być kiepsko. On zaczął się leczyć i chwała mu za to - jest mu na
              pewno bardzo ciężko. 15 lat picia to szmat czasu.
              • alcine Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 21:21
                A, ja tam przecież byłam! Już o tym zapomniałam, ale w lecie kiedy było b. źle
                poszłam (po dłuższej walce z sobą) pod adres wskazany na stronach akcjasos. W
                jakiejś piwnicy zastałam malarzy w pełni remonu, poza tym ani żywego ducha, ani
                kartki na drzwiach, nic. Nawet szyld był tam jakiś taki.... jakby się wstydzili
                głośno powiedzieć co się tam robi. Bardzo mnie to zniechęciło. Więc uciekłam i
                nigdy więcej nie wróciłam.
      • alcine Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 18:44
        No tak, wiedziałam że jak to opiszę to demony wylezą ...Nie Was mam rzecz jasna
        na myśli, tylko moje demony drzemiące po kątach.
        Co do jednego, hepik, nie masz racji- nie wydaje mi się (bo oczywiście wiedzieć
        na pewno to ja mogę tylko tyle, że kiedyś wszyscy umrzemy :)), że posunęłabym
        się do tego, żeby zaproponować mojemu mężowi alkohol jako antidotum na nasze
        problemy. No i naprawdę nie sądzę, że mój mąż poszedł do poradni dla świętego
        spokoju. Poszedł, bo odkrył, że alkohol go ubezwłasnowolnia. Nie zrobił tego
        dla mnie ani dla nikogo innego, zrobił to, chcę wierzyć, żeby siebie ratować.
        Inna sprawa że być może nie wierzy, że już nigdy nie będzie mógł pić. Sądzę
        raczej, że ma gdzieś w głębi duszy nadzieję że on udowodni, że jednak można
        inaczej. Cóż...
        Nie chciałam też wywołać wrażenia że uważam, że było lepiej kiedy pił. Nie
        było, absolutnie nie było. Ten mój post był raczej wyrazem bezsilności wobec
        jego pokręconej emocjonalności, niż wyrazem rozczarowania że jest gorzej. A, i
        jeszcze mojego, głupiego skądinąd przekonania, że oto- alleluja! on przestał
        pić i to rozwiąże większość naszych problemów. Owszem, rozwiąże, pod warunkiem
        że on pić już nie będzie. A tu uświadomiłam sobie, że takiej pewności mieć nie
        będę NIGDY...

        OK, wiecie co mówicie, więc zastosuję się do Waszej rady. Nie rozumiem jednak
        różnicy między grupą teraputyczną a Al-anonem. Może powinnam pójść do ośrodka w
        którym mąż się leczy i rozmawiać z jego terapeutą w pierwszej kolejności?
        Pozdrawiam wszystkich,
        A.
    • irex22 Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 13:32
      nie jestem moze osoba ktorej opinii jestes ciekawa ale sprobuje dorzucic do rad
      ci dawanych to co sama zrobilam. Zainteresuj sie terapia meza pracami ktore on
      tam pisze. Po roku dowiedzialam sie od brata ze bylam jedyna osoba ktora ta
      sprawa zainteresowala i ze bylo mu latwiej czytac to mnie niz grupie. Jak on
      znosi pisanie takich prac. Ty go znasz i wiesz kiedy stosuje ucieczki chcac sie
      pokazac w lepszym swietle. I nie spadnij z krzesla sluchajac tego co Ci
      ewentualnie przeczyta. Nie dziw sie....ja pytalam o to co w takim momencie
      czul. Dowiesz sie przykrych rzeczy ale sie tym nie przejmuj jezeli sie otworzy
      to bedzie dopiero pierwszy krok do wyzdrowienia. Zainteresuj sie nim a nie
      swoimi potrzebami.....na nie przyjdzie czas pozniej....musisz troche poczekac
      pozdrawiam
      • alcine Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 18:27
        Odpowiadam irex22:
        Interesuję się tym co dzieje się na terapii, ale nie dowiaduję się wiele. Nie
        sądzę żeby chciał mi przeczytać to co napisał. Dlatego, że w naszym związku nie
        ma szczerych rozmów o uczuciach (te słynne ucieczki o których pisałam w swoim
        pierwszym poscie), i on mi daje do zrozumienia, że to jego osobista sprawa. Na
        zarzut, że może to niekoniecznie jest idealny sposób na rozwiązywanie problemów
        ZAWSZE pada jedno hasło- "bo ja już taki jestem". Liczyłam na to, że terapia
        pokaże mu że można w życiu inaczej, ale powód dla którego on nie chce chodzić
        na meetingi jest taki (co wyczytałam między wierszami) że za żenując uważa
        dorosłych mężczyzn gadających jak baby - przepraszam urażonych, to był cytat.
        Jednym słowem, Clint Eastwood wiecznie żywy! Ta maska twardziela która nigdy
        nie opada... Aż ręce opadają...

        ...don't think twice, it's all right.
        • irex22 Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 18:52
          Mozesz spróbować zapytać czy chciałby Ci przeczytać to co napisał....możesz to
          zrobić? W wielu związkach nie ma szczerych rozmów, nie tylko o
          uczuciach....moze Ty spróbuj powiedziec co czujesz? Znasz swojego męża, Ty go
          znasz nie ja, tak myślę. I moze wez pod uwagę jedno. Ze ślepym o kolorach nie
          rozmawia się wylewając na niego farbę i pytając czy teraz już wie, bo on nawet
          nie wie co to jest kolor. Nie potrafie inaczej Ci odpowiedzieć. Może po prostu
          wystarczy patrzeć i słuchać? Nie wiem.
          • hepik1 Re: małżeństwo a terapia AA 19.01.04, 20:06
            Nie wszystko co napisane należy brać dosłownie.ten przykład z flaszką to
            oczywiście przerysownie.Metafora(?)
            Ale alkoholicy często słyszą takie zdanie-Już lepiej było gdy piłeś albo Nie
            pijesz a zachowujesz się identycznie jak wtedy.Jest to wypowiadane w złości,w
            reakcji na jakieś konkretne zachowanie trzeźwiejącego,który ciągle z swoimi
            emocjami ma przecież ogromne problemy.I to zdanie dotyka tych,którzy próbują
            wyjść z nałogu ale również po chwili boli tych ,którzy je wypowiadają,którzy też
            przecież z emocjami swoimi mają problemy.Dlatego ważna jest równoległość
            terapii dla alkoholika i współuzależnionego członka rodziny.Tą równoległość też
            traktować prosze umownie choć może ideałem by było gdyby to odbywało się w tym
            samym czasie.
            • kubek341 Re: małżeństwo a terapia AA 20.01.04, 08:06
              hmm co do czytania prac żonie to troszeczkę się dziwię ;) poznałem paru
              różnych terapeutów i nigdy nie było mowy o takiej formie naprawy stosunków z
              najbliższymi (powiem więcej pozwalano na zabranie jednej i tylko jednej pracy -
              której ? kto był na terapii ten wie :) - i chyba sam bym tego nie radził ;)
              pozdrawiam
              • Gość: hepik Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 09:59
                To ,że prace się pisze a potem czyta grupie ma swój sens I nie polega on na tym
                ,by przeczytać go osobie bliskiej i zostać pochwalonym czy nawet zrozumianym i
                wpełni zaakceptowanym.To ,że wypowiada się kilka czy nawet kilkanaście osób daje
                obraz tego co każdy dostrzegł i poczuł gdy to słyszał.I wtedy z tych
                subiektywnych uwag każdy dostaje kawałek prawdy o sobie.I nie polega to na tym
                żeby ktoś nas w pełni rozumiał i pocieszał.Czasami gorzkie słowa odnoszą
                skutek.Irex chce dobrze ale zostawmy terapię jednak wykwalifikowanym terapeutom
                i nie poprawiajmy ich pracy czy nie ulepszajmy.Mnie osobiście też przeszkadzało
                wiele rzeczy,które wydawało się na zdrowy,chłopski rozum, powinny wyglądać
                inaczej.Szybko jednak doszedłem do wniosku ,że ja tam nie trafiłem jako
                racjonalizator ale jako pacjent i jeśli to się sprawdza od iluś tam lat,to nie
                ma co się wymądrzać.I na razie się to u mnie sprawdza,lepiej lub orzej ale
                zawsze coś.Pozdr.
                • irex22 Re: małżeństwo a terapia AA 20.01.04, 16:40
                  zupelnie nie o tym myslalam...pochwala zrozumienie...absolutnie nie. Raczej
                  poznanie zupelnie innego sposobumyslenia takiego w ktorym nie ma miejsca na
                  nic innego tylko alkohol a po jego odstawieniu nastepuje totalne skupienie sie
                  na sobie. To jest niepojete dla osoby ktora sie z problemem alkoholizmu nie
                  zetknela. Chce by partner wrocil do dawnych zachowan a dla niego to jest po
                  prostu niewykonalne na pewnym etapie.
                  Jezeli terapia przynosi oczekiwany efekt to nie ma powodu do zmian ale gdy
                  yego efektu nie ma........moze nalezy wprowadzac modyfikacje??? Jak sadzisz?
                  Czekac na cud?
                  • Gość: kubek Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.ld.euro-net.pl 20.01.04, 16:45
                    mam tylko jedno pytanie - czy wiesz co dana osoba pisze w tych pracach ?
                    one absolutnie nie nadają się do czytania najbliższej rodzinie (o ile są
                    pisane szczerze bo jak nie to po co terapia ? )
              • irex22 Re: małżeństwo a terapia AA 20.01.04, 16:42
                sa rozne terapie...ja wiem o takiej w ktorej wraca sie na noc do domu a w
                ciagu dnia uczestniczy w zajeciach.....jakie mialbys opory przed przeczytaniem
                pracy zonie?
                • Gość: kubek Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.ld.euro-net.pl 20.01.04, 16:47
                  słyszałaś choć jedną taką pracę ? zapewniam że i ja miałbym i ludzie z którymi
                  kończyłem terapie (fak że trzeba mi było aż trzech) i zapewniam Cię że żadna z
                  tych prac nie nadaje się do czytania poza grupą terapeutyczną
                  • irex22 Re: małżeństwo a terapia AA 20.01.04, 17:36
                    czytalam.....napisalam co bylo dla mnie szokiem...to jakby inny swiat
                    niewyobrazalny dla ludzi nie naduzywajacych alkoholu
                    nie twierdze ze trzeba to czytac.....ale wydaje mi sie ze z nich dowiedzialam
                    sie do czego czlowiek pijacy lub przestajacy pic....nie jest zdolny i czego
                    nie nalezy od niego egzekwowac. To nie tak ze on nie chce...on chyba nie
                    potrafi....to tylko moje spostrzezenie
                    • Gość: kubek Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.ld.euro-net.pl 20.01.04, 17:52
                      hmm no tak nie doczytałem , ale w to że Twemu mężowi było łatwiej czytać pracę
                      Tobie niż grupie wierzę :) , tyle że w terapii właśnie o to chodzi by było
                      trudniej to po pierwsze , a po drugie to właśnie inni alkoholicy (a uwierz że
                      są wyczuleni mocno) wyłapią to co chce ukryć lub przemilczeć - tak jest
                      zawsze - myślę że każdy alkoholik jest mistrzem w manipulowaniu otoczeniem
                      (przecież całe lata trenuje :)) - naprawdę grupą nie da się manipulować ;)
                      poza tym prace o ile są pisane szczerze - naprawdę bardzo rzadko nadają się do
                      czytania rodzinie :) , nie mówię że takich nie ma ale ja się z takimi nie
                      spotkałem
                      pozdr....
                      • Gość: kubek Re: małżeństwo a terapia AA IP: *.ld.euro-net.pl 20.01.04, 17:55
                        hmmm znowu gafa :)))) - nie chodziło o męża ale o brata - sorry ale trochę
                        szarych komurek mi ubyło ;)
                        pozdr....
                      • irex22 Re: małżeństwo a terapia AA 20.01.04, 18:09
                        to nie do konca bylo tak jak sugerujesz. wtedy przechodzil pierwsza terapie w
                        szpitalu...przyjechalam go odwiedzic...rozmawialismy o terapii interesowalo
                        mnie jak ona przebiega...wspomnial o pracach i wtedy poprosilam zeby sprobowal
                        mi przeczytac to co napisal...nie od razu sie zgodzil i wiem ze niektore
                        fragmenty pominal ale nie komentowalam...to wszystko
    • genetic Re: małżeństwo a terapia 21.01.04, 08:53
      alcine napisała:

      > Tak naprawdę to on
      > na terapię zgłosił się w ostatniej chwili- zdążył dosłownie w momencie w
      > którym ja podjęłam decyzję, że z go związku już nic nie będzie.

      Chyba jednak nie zdążył. To nie ty podjęłaś decyzję, że tego związku już nie
      będzie - zrobiła to za was oboje jego choroba.
      Alkoholizm zmienia osobowość nieodwracalnie, to wyraźnie widać w każdym niemal
      zdaniu, które tu napisałaś.
      • hepik1 Re: małżeństwo a terapia 21.01.04, 09:42
        A ja bym zaryzykował tezę,że może trafił za wcześnie.Gdzieś tam alcine pisze,że
        to nie był przymus ale na terapie prawdę muwiąc nikt nie idzie dobrowolnie.Czyli
        przymus jest zawsze.Czasami jest czysto prawny czasami podobny do tego nacisku
        żony a któs dla świętego spokoju tam się udaje,choć może też z taką
        cichąnadzieją,że tam nauczą jakiegos jednozdaniowego zaklęcia w stylu abra
        cadabra i juz będzie wszystko normalnie.Najlepszy jest taki przymus-gdy sam
        alkoholik dochodzi do wniosku,że musi to zrobic dla siebie-bo albo wóż albo
        przewóz.Tylko w żadnym z tych wypadków nie można do tego podejść-Ja tu
        przyszedłem a wy teraz mnie ratujcie,a jak mi nie pomożecie to ja się napiję.Bo
        podejmując leczenie nikomu łaski nie robimy oprócz samego siebie.A mąż Twój
        alcine tak do tego podchodzi-tak mi się wydaje.Dodatkowo oszukujac terapeutę i
        resztę grupy co do uczestnictwa w mitingach działa nie tylko niezgodnie z
        podpisanym kontraktem,wyrządza szkodę nie tylko sobie ale i innym członkom grupy
        ,I dla tej grupy,dla każdego z jej członkow jest zagrożeniem dla ich
        trzeźwości.I z tej grupy powinien by ć usuniety.I wrócić dopiero wtedy,gdy sam
        będzie chciał wytrzeźwieć,być może będzie to w momencie ,gdy Ciebie już przy nim
        nie bedzie.POZDR
        • alcine Re: małżeństwo a terapia 21.01.04, 18:30
          Wiem, że macie rację. Cały czas widzę jak on kombinuje żeby uratować to swoje
          ja z którego mu tak trudno zrezygnować. Nieświadomie rzecz jasna... Bo on
          jeszcze nie zrozumiał, że to to JA które powoduje że między innymi pije. Ale
          cóż, chyba każdy tę wiedzę musi zdobyć na własną rękę. Tylko, że ja już nie dam
          rady wrócić do tego życia, które wiedliśmy kiedy on pił.
          Zdałam sobie tutaj, z Waszą pomocą sprawę z tego, że właściwie to sprawa jest
          beznadziejna. Znam go trochę, zawsze myśli że wszystko kontroluje. I teraz też
          mu się tak wydaje, niestety. Dosyć to beznadziejne....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka