kajda28
07.02.10, 21:23
Straszne widzieć wady partnera, wiedzieć że prawdopodobnie to
człowiek z uzależniami a jednak dalej z nim być. Być dalej bo wg
mnie taki powinien być mężczyzna: małomówny (choć on czasami do
przesady), nie skarży się na nic, wszystko sam robi, pracowity,
usłużny, przejmuje się najbliższymi, potrafi pokazać że mu zależy,
potrafi płakać choć mówi że nawet jako dziecko nigdy nie płakał. Wad
jest dużo mniej , ale za to bardziej poważne. Alkoholizm? pewnie
tak, codziennie piwko, choć przez te półtora roku tylko 2 razy
widziałam go pijanego. Ale... ale dochodzi do tego jazda pod wpływem
i to nawet na warunkowym- od tyg. odsiaduje ten wyrok. Dowiedziałam
się o tym (o wyroku, odwieszeniu) godzinę po jego zatrzymaniu od
jego mamy. Nic mi wcześniej nie powiedział. Wiedziałam jedynie że
jeździ bez prawka. Zostawił samego syna, co prawda już pełnoletni,
ale się uczy i gdyby nie babcia zostałby całkowicie bez pieniędzy. I
już mniejsza wada : kobieciarz, musi podrywać, podobać się. Prawie
miesiąc temu byłam bliska zerwania z nim z tego powodu (kilka
zapoznawczych smsów, żadnych spotkań).
Prawdę mówiąc nie przeszkadzało mi do tej pory jego picie, ale
przeszkadza że go nie ma przy mnie.
Wiem że bez terapii mój następny partner będzie taki sam, ale jak
pójdę na terapię za rok czy dwa, przecież nie będzie za późno . W
naszym związku to ja dominowałam, robiłam co chciałam. Jakbym teraz
zerwała, źle bym się czuła, czułabym nie dosyt. Mam nadzieję że jak
będzie mi źle w związku to odejdę. A teraz czeka mnie czekanie,
czekanie że już później nic takiego się nie zdarzy,że zrobimy coś że
już więcej nie pójdzie do więzienia (z tego co mówił to ostatni raz
tam był ponad 15 lat temu).
Czy on może być dobry? Czy ja się łudzę?
Pocieszam się że jak go zabrakło to tylko tęsknię, w żaden inny
sposób nie uzależniłam się od niego, bez niego moje życie wygląda
tak samo.
A dzieci?
Pamiętam jak rok temu wychodził ode mnie bo nie mógł wytrzymać ich
krzyków, później się przełamał. Miał ochotę wyjść, ale wytrzymał.
Później czyli jak już go pokochałam, jak pokazywałam że mi na nim
zależy- bo wcześniej byłam z nim bo nie było nikogo innego. Dopiero
od tego momentu zaczął przybliżać się do dzieci, chciał z nimi
zostawać jak ja byłam w pracy. Były momenty że troszczył się o nie
bardziej ode mnie.
Wcześniej był u mnie raz na tydzień, później nie był 3 tyg, i
zerwałam z nim wtedy. Cały czas mieliśmy ze sobą kontak tel. Po 2
miesiącach spotkaliśmy się, tylko dla przyjemności- i wtedy go
pokochałam. Od tamtej pory wszystko się zmieniło. On zaczął mówić o
wspólnym mieszkaniu, dał mi nawet pierścionek (ale po moim pyt. czy
to aby nie zaręczynowy szybko odpowiedział że nie, że dopiero
wstępny). Nie byłam jeszcze na to gotowa, wtedy bym się nie
zgodziła. Od tamtej pory nie zostawiał mnie nawet na 3 dni samej.
Kilka miesięcy później ustaliliśmy że za ciężko by mi było aby się
do niego przeprowadziła i lepiej jakby on u mnie pomieszkiwał.
Zgodził się. Nie mógł się calkiem przeprowadzić bo mieszka z synem.
Wigilę spędziliśmy razem, kolacja u jego mamy, 2 dni Świąt byłam u
niego, oczywiście z moimi dzieciakami.
Badam, obserwuje, analizuje każde jego słowo,
wszystkie "sprawdziany" przechodził dodatnio. Gdyby nie ten alkohol,
odsiadka- byłby księciem z bajki. Nie wiem co mam myśleć, co robić.
No dobra, wydarłam to z siebie, do tej pory o tym powiedziałam
jednej koleżance, której mąż ma odsiadkę za sobą, więc wiedziałam
jaka będzie jej reakcja. WY nie pozostawicie na mnie suchej nitki :)
Wiem co sama bym odpisała na podobny post.