Dodaj do ulubionych

Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii.

25.02.04, 04:33
Mam 31 lat, jestem alkoholiczką. Rozpoczęłam terapię w ośrodku uzależnień.
Nie było mi łatwo trafić tam. Bo i dość długo trwało ,jednoznaczne
zidentyfikowanie siebie , jednak, jako osoby uzależnionej.
Strach, upór, wstyd, w końcu jestem kobietą. I nie taką głupią.
Myślałam ,że sama dam sobie radę. Przecież nie jest ze mną tak źle. Nie
leżałam w rowie, nic jeszcze nie straciłam w życiu pijąc alkohol. Czyżby? To
dlaczego tak się męczę psychicznie, dlaczego zaczęłam pić sama w domu? Bo
zaczęły się dziać rzeczy niepokojące. Z czasem przestałam kontrolować ilość
wypitego alkoholu. Pewnie, że nie zawsze. Ale co z tego . Jak co jakiś czas
trzeba było się dowiadywać, co mówiłam, robiłam , a kto mnie
odwiózł...Traciłam świadomość. A stąd do rowu tylko kawałek... No to decyzja,
nie piję. Przecież nie muszę, po co mi to. Wytrzymywałam 2,3 miesiące i
koniec. Apatia, rozdrażnienie, to źle leży, a mąż to, a ten tamto( głód
alkoholowy). Trzeba sobie poprawić nastrój czymś co lubię. Ale już sama w
domu, bo nikt mnie nie będzie oglądał, a w ogóle to mnie wszyscy denerwują,
to po co mam wychodzić.
Komfort picia-idealny. I tak przez rok. Rzadziej, częściej. Mąż wyjeżdżał ,ja
robiłam sobie ucztę. On nie widział, znajomi nie widzieli. Belka? Ona nie
pije. Taki obraz siebie mi pasował. Nikt nie widział, a ja przecież
codziennie nie piłam. Tylko, że odechciało mi się spotykać z ludźmi,
wyjeżdżać, wyjść do kina. Gorzej, jak ktoś mnie niespodziewanie odwiedził, a
ja, akuratnie , w stanie nieważkości. Czasami nie otwierałam , ale czasami
nie było wyjścia...I co wtedy? Ja tylko myślałam, że mi , kurde , wypiją co
mam i mi zabraknie....
Zaczęły się powracające doły psychiczne , katusze duszy. Ja nie umiem nad
tym zapanować .
Chyba coś trzeba zrobić. ..Zajrzałam tutaj na uzależnienia. Zaczęło się.
Uuuu , twarda byłam. Znowu myślałam,
Że ‘ja sama’ dam radę z pomocą tutejszych dobrych duszków))). Pomogli mi
bardzo, bez nich nie trafiłabym do ośrodka. Bo tam, jednak ,pójść trzeba.
Trzeba zrobić ten krok. Strach ma tylko wielkie oczy. Szkoda ,że tyle
miesięcy zwlekałam. Mądry pijak po szkodzie).
Łatwo nie jest żyć z myślą, że już nigdy się nie napiję, ale jak piłam też
łatwo nie było, że przestać nie mogę.
Wybrałam, bo chciałam. Obudziłam się z tego koszmarnego snu-w samą porę.
Jest dobrze, nie dźwigam już na barkach tego obciążenia psychicznego,
bezsilności .
Od poniedziałku jestem na terapii ambulatoryjnej (dochodzącej) 3x w tygodniu
przez pół roku. Długo? Nieźle popijałam już od liceum, 3-4x w tygodniu.
W ośrodku spotkałam bardzo fajnych ludzi, terapeutów , psychiatrę (każdy do
niego trafia- na dzień dobry) i w końcu samych uzależnionych. Jest w mojej
grupie dziewczyna ,chyba trochę młodsza, jest mój kolega, z którym znamy się
z zakrapianych imprez, są 2 starsze panie, leciwi, bardzo uprzejmi
panowie, facet w skórach od stóp po głowę, i jeszcze kilka osób. .. (gdybym
oglądała niedzielne odcinki telenoweli ‘ Ja alkoholik’- przed wizytą w
ośrodku, nie wiem czy bym tam dotarła. Ludzie , tam trafiają różni, ale tak
mylący obraz jak we filmie..nie zachęca .Chyba lepiej już go nie oglądać
wcale. Takie jest moje zdanie.)
I co jeszcze? Mały truizm na koniec.Wszystkich nas w grupie łączy to samo-
alkohol, więc zażenowanie, wstyd, można schować do kieszeni. Cieszę się, że
poszłam na ten darmowy kurs życia .Polecam)))



Obserwuj wątek
    • Gość: jareq Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.04, 08:32
      trochę popiszesz /taka mała książka o własnym życiu/
      najwazniejsze że chcesz jeszcze godnie żyć
      pozdr.
      • Gość: jerzy Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: 195.187.99.* 25.02.04, 09:08
        Sie nie spostrzeżesz jak będziesz miała całą ścieżkę tych kroków - gratulacje
    • letek17 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 25.02.04, 09:24
      Poczułem radość po przeczytaniu tego listu, widzę, że warto czasem podejmować
      niby to skazane na porażkę działania. Zyczę wiele pogody ducha. Letek
    • Gość: kubek Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.ld.euro-net.pl 25.02.04, 11:03
      hmm czy najtrudniejszy ? na tym etapie z pewnością...ale tych "trudnych" kroków
      będzie dużo dużo więcej...
      pozdrawiam :))
      ps. tak z ciekawości :))) jak jest teraz z alkoholem w domu i z imprezami w
      gronie pijących ?
      • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 25.02.04, 19:37
        Najtrudniejszy 1 krok- to przewrotnie nazwany temat.Ale fakt, że na danym
        etapie był dla mnie trudny, tak jak sama decyzja-nie będę piła(to chyba było
        trudniejsze).Zapewne z czasem będę miała większą skalę porównawczą i ten 1
        krok, okaże się najłatwiejszym z perspektywy czasu.
        Alkohol w domu? Ja nie kupuję, mężowi mówię,że jego picie przeszkadza mi i
        lepiej jak tego nie będzie robił w domu.Bo widok butelek,zwłaszcza w naszym
        domu, przeszkadza mi.Zaraz mi się przypomina jak sama piłam.
        A co do imprez, unikam, ale w zeszłą sobotę poszłam na babskie spotkanie, gdzie
        koleżanki sączyły winko.Wolałam spotkać się z nimi ,niż zostać sama w domu, bo
        zaczął za mną chodzić alkohol...Wiem od Hepika,że to racjonalizacja.
        No i już mam niekonsekwencję..Mężowi mówię, żeby do domu nie wnosił butelek, a
        gdzie indziej idę je oglądać.Choć mi się, oczywiście, wydaje, że gdzie indziej,
        niż w domu to mi nie przeszkadzają.Niestety, jeszcze się kręcę wokół własnych
        metod leczenia. Ale wszystko do naprawienia.
        Dzisiaj byłam 1x na grupie zadaniowej.Jest jak mi pisaliście.Przysłuchiwałam
        się tylko.Nie miałam odwagi skierować informacji do innych, choć już cisnęly mi
        się na język.Trema chyba. Słuchałam tylko, jak ludzie bardzo są zamknięci w
        sobie i boją się dać prawdę o sobie.
        To tyle.
        pozdrawiam belka
        • Gość: kubek Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.ld.euro-net.pl 26.02.04, 08:43
          hmmm i zamknięci w sobie i wstyd...(no tak wstyd opowiedzieć o tym co było - a
          gdzie był ten wstyd kiedy to zachowanie miało miejsce - wiem sam jak ciężko
          jest mówić o sobie przerabiałem to (niestety niejeden raz :))) - ale o jednym
          mogę Cię zapewnić - już na zawsze straciłaś komfort picia - tak to działa ;)
          pozdr...
          ps. a spotkania , tak czy inaczej ich nie unikniesz z tym że zapytam z
          ciekawości - jak się czułaś ?
          • Gość: jerzy Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: 195.187.99.* 26.02.04, 13:05
            Na drugi raz pozwól swojemu językowi się wygadać. Od tego jest [jeszcze inne
            rzeczy potrafi robić - he! ho? - to tak dla rozluźnienia]. Tak jak uszy są od
            słuchania a nogi od chodzenia [ewentualnie pokazywania]. Nawet jak to
            będą "głupoty" to i tak da Ci to ulgę. Co na wątrobie
            to i na języku. A na pewno te "głupoty" to nie będą głupoty - to będzie od
            CIEBIE.
            • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 26.02.04, 19:44
              Jerzy-dzisiaj był 'drugi raz' i już ok.Tremy nie było.
              Język wypowiedział więcej niż ho i he )))))Poszło....
              Dobrze, dobrze tak się wygadać.Pospierać też )))
              Jeszcze do Kubka-jak się czułam na spotkaniu u koleżanki?
              Zwyczajnie,normalnie,żadnej nerwówki,utęsknionych spojrzeń
              jak dziewczyny piły.Może tylko poczułam żal,że ja ,niestety,
              tak jak one nie umiem napić się 2 lampek wina.Ale tego już
              nie zmienię.
              • Gość: stachu34 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.04, 21:24
                Witaj Belko... Wcale mnie nie zaskoczył Twój post o podjęciu terapii. To, że
                jesteś już blisko to widać było z wcześniejszych wpisów.
                Moim zdaniem najważniejsza jest myśl, która zaczyna rodzić się gdzieś głęboko w
                podświadomości, kiedy rozważamy swój stosunek do alkoholu. Zaczynają budzić się
                wątpliwości, czy nie jesteśmy z nim za bardzo „spoufaleni”...Potem następuje
                okres szukania ( czasowo zróżnicowany u różnych osób) normalności w naszych
                kontaktach z gorzałką. Okres próby wytłumaczenia się przed samym sobą z
                potrzeby zwieszonego spożycia alkoholu. Występuje olbrzymia huśtawka emocji i
                samopoczucia psychicznego.
                Kolejnym etapem jest pewność, że należy coś z tym zrobić i na to wszystko
                nakłada się strach przed wejściem w środowisko leczących się, było nie było
                jednak alkoholików. I to jest fatalne, bo społeczeństwo jest w tej materii
                niedoinformowane i odbiera to jak coś niezmiernie wstydliwego. Jednak dołek
                psychiczny jest ogromny i przekraczamy próg Przychodni Odwykowej. Następuje
                wielka ulga po takiej decyzji. Potem pojawia się taki post jak na wstępie tego
                wątku, oby ich jak najwięcej...Muszę powiedzieć, że bardzo się ucieszyłem, że
                jest ktoś, kto podwyższył sobie dno, o które ja tak straszliwie uderzyłem.
                Trzymam kciuki Belko...

                • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 27.02.04, 05:09
                  Witaj Stachu)))
                  Ostatnio czytałam sobie mój pamiętnik.Zajrzałam do roku,chyba 98!)I zdumiałam
                  się.Ta myśl o alkoholu i wątpliwości, że coś jest nie tak -już była !! Moje
                  nawoływania do Boga 'pomóż', bo nie wiem co jest, co ja mam robić,czemu
                  zdarzają mi się takie cuda jak wypiję, ja chyba mam jakiś problem ...W
                  kolejnych latach,sporadyczne wpisy w ciągu roku i tylko wtedy , gdy znowu
                  zaczęło mi to nie dawać spokoju. Ale skutecznie to wymazałam z pamięci, tak ,że
                  teraz były dla mnie zaskoczeniem.Zobacz ile ja lat noszę w sobie ten ciężar,
                  nienazwany,zminimalizowany. Ile lat moje problemy 'ze sobą' przypisywałam
                  wszystkiemu i wszystkim,ale nie alkoholowi...I mimo optymizmu mojego,poczucia
                  humoru-od wewnątrz zżerał mnie smutek. Teraz rozumiem dlaczego mój mąż
                  wielokrotnie nazywał mnie cierpiętnicą.Ja swój problem miałam wymalowany na
                  twarzy i widoczny w zachowaniu przy nim.
                  Ile oprócz myśli, musiało upłynąć lat,żeby to nazwać alkoholizmem.
                  Te najpiękniejsze lata w moim życiu zmarnowałam na dołki psychiczne.
                  Poczytam swój pamiętnik od początku,czyli od 86 roku,może znowu się zdziwię..
                  Hmmm, nie jestem pewna,czy podwyższyłam sobie dno,psychiczne na pewno nie.
                  pozdrawiam
    • genetic Re: Najtrudniejszy 1 krok?... 27.02.04, 02:22
      nie potknij się na tym drugim...
      • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok?... 27.02.04, 02:57
        ...spoko genetic a niby dlaczego dziewczyna mialaby się potykać już na
        drugim?nie wszyscy mają alergię na siłę wyższą..
    • kleofas11 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 01.03.04, 00:38
      Powodzenia! 1 krok tak naprawdę jest najłatwiejszy. Ale chyba najważniejszy.
      • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 01.03.04, 10:33
        "Czy niepicie to wszystko czego mamy się spodziewać po przebudzeniu duchowym?
        Nie;abstynencja to zaledwie sam początek-to tylko pierwszy dar pierwszego
        przebudzenia.Jeśli mamy ich otrzymać więcej,proces musi postępowac naprzód.W
        miarę jego trwania odkrywamy,że stopniowo stajemy się zdolni do odrzucenia
        starej drogi życia-tej, która zaprowadziła nas donikąd-na rzecz nowej,która
        sprawdza się i wiedzie prosto do celu w każdych okolicznościach.
        Bez względu na to czy spotyka nas porażka czy sukces,czy doznajemy bólu czy
        radości,czy jesteśmy chorzy czy zdrowi-ten nowy sposób życia znajduje sie w
        zasięgu naszych rąk,jeśli tylko jesteśmy gotowi stosować w praktyce Dwanaście
        Kroków .
        • kleofas11 Re: Najtrudniejszy 1 krok. 01.03.04, 21:16
          Identyfikuję się z tym. 1. krok to warunek konieczny ale poprzestanie na nim
          prowadzi do nikąd. Kroki są wg mnie bardzo mądrą sugestią, porządkują życie.
          Ja pewne rzeczy pomieszałem i m.in. w tym upatruję przyczyn swoch obecnych
          trudności. To duża rzecz uczciwie pracować nad krokami. Akurat dziś
          wypowiadałem się na mit. w tym sensie.
          • Gość: stachu34 Re: Najtrudniejszy 1 krok. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.03.04, 23:33
            Jeżeli myślisz o pierwszym z dwunastu, to moim zdaniem najtrudniejsza jest
            uczciwość w tym kroku. I to w stosunku do siebie. Uczciwość, którą należy czuć
            we wnętrzu.
            Znałem wielu ludzi, którzy decydowali się na zrobienie go (tego kroku), ale w
            podtekście istniały inne wartości niż rozstanie się z gorzałą. Najczęściej
            miało to uchronić ich przed rozpadem małżeństwa. Znam też przypadki presji
            pracodawcy, warunkującego zachowanie zatrudnienia. Podjęciem leczenia. I nie
            przypominam sobie przypadku, w którym to zadziałałoby. Pili nadal i potracili
            pracę i rodziny.
            Ale już sam kontakt z jakąkolwiek formą zatrzymania nałogu jest jak ziarno,
            które kiedyś zakiełkuje. Oby tylko zdążyło...
            Zaś Twój problem, Kleofasie wydaje mi się, że leży w Tobie samym.
            Dla mnie, alkoholika, gorzała była podporą jak laska dla chromego. W trudnych
            momentach życiowych mogłem się nią podeprzeć. Jednak kiepska była to podpora,
            gdyż i tak kończyło się to upadkiem. Ale jednak była... I jakiś czas pozwalała
            zachować „równowagę”.
            Teraz po odrzuceniu tej wątpliwej, papierowej podpory pozostaje pustka, i
            należy ją czymś uzupełnić. Może należy pomyśleć o jakimś „duchowym kosturze”?
            Pozdrówka.
            Ps.Belka zmieniliśmy chyba sens Twojego wątku, ale to dla dobra sprawy-tak mi
            się wydaje. Wybacz...
            • jklepacz Re: Najtrudniejszy 1 krok. 02.03.04, 00:54
              Gość portalu: stachu34 napisał(a):

              > kontakt z jakąkolwiek formą zatrzymania nałogu jest jak ziarno,
              > które kiedyś napewno zakiełkuje. Oby tylko zdążyło...
              nasza w tym rzecz by mu dopomóc
              to znaczy ażeby grunt był odpowiednio przygotowany
              bez odpowiedniego podłoza nawet najlepsze ziarno nie za kiełkuje
              i potrzeba je pielęgnowac,podlewać
              tak jak w naszym trzeźwieniu potrzebny nam jest kontakt z drugim człowiekiem
              który jak ten ogrodnik potrafi zaopiekować się ziarnem

              > Dla mnie, alkoholika, gorzała była podporą kiepska była to podpora,
              i tu kazdy chyba przyzna racje !!!!!!!!!
              > gdyż i tak kończyło się to upadkiem
              poobijany alkoholik zawsze winił wszystkich wokół
              nie zawsze potrafiliśmy sie przyznać sie do porazki
              dopiero na odwyku uświadamiamy sobie
              że kazdy moze byc kowalem swego losu
              trzeba tylko chcieć
              dużo wiary w siebie samego!!!!!!!

              Jutro tez jest dzien trzeźwego alkoholika
            • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok. 02.03.04, 01:11
              Mam głowę pełną myśli.Wszystko się kłębi.Po tylu informacjach na dzisiejszym
              spotkaniu' o systemie nałogowego regulowania uczuć'...poczułam jakiś niepokój.
              Muszę to sobie przeanalizować na spokojnie...Bo i też kolejne zadanie do
              napisania,to-na jakim etapie(z 4)jest moje życie emocjonalne..Sama nie wiem.
              ....tak mi teraz smutno,że się popłakałam,ciężkie to wszystko...........

              Nie zmieniliście sensu tego wątku.Moje przechodzenie leczenia, kroków-
              pisanie o tym pomaga mi.Ale bardzo cenne są dla mnie Wasze wpisy,skłaniają do
              myślenia.A może i Wam się przyda takie przejście(powrót do początku),zmusi do
              kolejnej refleksji...
              Idę spać,niech myśli się uspokoją.
              • Gość: stachu34 Re: Najtrudniejszy 1 krok. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.04, 08:28
                Ma być ciężko, Bellu.
                Na terapii należy przeorać swoją osobowość, nie jednokrotnie są to bardzo
                bolesne sprawy. Najważniejsza jest uczciwość wobec siebie i mówienie o tym
                głośno...Na grupie. To przynosi ulgę. A świadomość tego, że pomaga otworzyć się
                także innym jest nieoceniona. Ważne są także informacje zwrotne. Wśród kilku
                mniej istotnych, może pojawić się ta jedna, która odmieni Twój sposób
                postrzegania spraw.
                Z terapią to tak jak z ćwiczeniami w wojsku...Im więcej potu na poligonie, tym
                mniej krwi na froncie (nie, nie jestem wojskowym).
                Do jarqa...
                To, co napisałeś to jest istotą trzeźwego życia.
                Trzeźwość trzeba pielęgnować...A potem cieszysz się jak kwitnie. Z czasem
                jednak należy stać się poniekąd ogrodnikiem, który jednak zawsze pamięta o
                swoim ogródku.
                Alkohol powodował, że szliśmy „na całość”,byliśmy zachłanni w życiu. Z biegiem
                lat i rozpędu w piciu, zachłanność stawała się częścią naszego bytu. A to już
                pierwszy krok w egoizm. Tak, więc nauka umiaru we wszystkim jest również
                istotna sprawą w dochodzeniu do trzeźwości. W uczuciach tak samo, kochaj tak,
                aby starczyło do późnej starości. Jeżeli kochasz uczciwie to ten „zbiornik
                miłości” stale się uzupełnia.
                Tak, więc uczciwość, umiar i pokora może stać się gwarancją pełni życia i
                satysfakcji...
                Może coś pominąłem? To dodajcie chętnie skorzystam...Pozdrówka.
                • hepik1 do genia-na odwyku 02.03.04, 09:23
                  ...Zobaczy półprzytomnych, nie mogących chodzić, moczących się, halucynujacych.
                  Zobaczy swoja przyszłość. Będzie miał szanse zobaczyć to na trzeźwo...

                  Nikt go jednak nie będzie straszył. Nikt go nie będzie namawiał do leczenia, ani
                  przekonywał. Dowie się, że może otrzymać pomoc, jeśli będzie chciał z niej
                  skorzystać. Jeśli nie, przekona się, ze taki pobyt w szpitalu jest strata czasu
                  i pieniędzy. Jego życie zależy tylko od niego. Może przestać pić i zacząć życie
                  od nowa. Ale nie musi, może pić dalej, bo jeśli jemu samemu nie zależy na
                  odzyskaniu i odbudowaniu tego życia, to nikt, zupełnie nikt nie może mu pomoc.
                  Będzie miał szanse, ale nie może liczyć, że ktoś weźmie na siebie
                  odpowiedzialność za to co zrobi i jak tę szansę wykorzysta...
                  • bella15 Re: jest dobrze 05.03.04, 20:59
                    Przyszło uspokojenie.Przydała się chwila milczenia, zastanowienia.
                    Nie zawsze odpowiedzi na pytania zjawiają się gdy ja- ich 'teraz',już oczekuję.
                    Na wiele jeszcze muszę zaczekać))))

                    cdn...)))

                    • bella15 Re: jest dobrze 06.03.04, 20:58
                      No to.. praca nad sobą-wre)) . Zaczynam się uczyć jak rozpoznawać swoje emocje,
                      nazywać, zapisywać (dzienniczek uczuć) Chciałoby się powiedzieć, że poznaję je
                      na nowo. Trafniejsze będzie ,że ja je zaczynam oswajać .Niekontrolowane,
                      skrajne emocje – uspokajać ( nie zagłuszać). Ale też , najlepiej, nie
                      dopuszczać ‘do głosu’ tych najbardziej frustrujących mnie. Jak? Przestać
                      ściągać je wyobraźnią...(bo tak to u mnie działa). Wprowadzanie czarnych
                      scenariuszy , albo z drugiego końca- wmówić sobie i oczekiwać pewnego ‘lauru’,
                      nadanego sobie już zawczasu )))
                      Wszystko to brzmi jak prawda oczywista. Bo nią jest. Ale ja się nie nauczyłam w
                      porę kontroli nad emocjami.
                      Nauczyłam się za to zagłuszać je płynami wyskokowymi((
                      Do pracy...belka

            • kleofas11 Re: Najtrudniejszy 1 krok. 02.03.04, 08:28
              Stachu, jasne, że tak. Gdyby nie drugi i trzeci krok, dziś piłbym na pewno.
        • genetic Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 02.03.04, 08:10
          hepik1 napisał:

          > "Czy niepicie to wszystko czego mamy się spodziewać po przebudzeniu duchowym?
          > Nie;abstynencja to zaledwie sam początek-to tylko pierwszy dar pierwszego
          > przebudzenia

          niech śpiący się obudzą rano alleluya.
          chwała pańska przebudzonym.
          niech zginie sen, niech zginą śpiący (śniący?) bez darów pierwszych i kolejnych.
    • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 13.03.04, 14:57
      Huśtawka nastrojów trwa, tak jak moje przekonanie, że chcę wytrwać .Nie wrócę
      do tego co już było. Nie stać mnie na to. Dowiaduję się - dużo mądrych
      rzeczy ,porażających prawd o sobie, ...strasznie bolą, ale przynoszą później
      ulgę.
      Bo.. czasami wychodzę z terapii z pytaniem: ‘Boże, kim ja jestem? Kim jest ta
      kobieta?’
      Nie wiem? Nie wiem? Wiem, tą którą byłam 31 lat, a tak bym już nią być nie
      chciała. Móc tak przekręcić
      Czarodziejski pierścień Arabelli i zacząć jakby nigdy nic się nie
      wydarzyło?.....Czyli zapomnieć, pójść na łatwiznę .Ale przecież ja tego nie
      chcę, targuję się ze sobą, co jeszcze bardziej boli. Widzę jak bardzo system
      iluzji i zaprzeczeń( lecząc się) tkwi we mnie. I przychodzi ulga. Bo ja już
      wiem co to jest. Zaczynam rozpoznawać pułapki ,które sama na siebie rozstawiam.
      Tym bardziej chcę wytrwać, poznać co jeszcze moje demony mają dla mnie w
      zanadrzu))) Niech się pieklą –
      Na szczęście nie jestem z nimi ‘sama’.
      Gdybym nie była na terapii, to wczoraj miałabym wieczór pt. a co mi będzie po
      tych 6 piwach.......?
      • hepik1 Dbanie o pogodę ducha 13.03.04, 15:50
        "Pijak,który ma straszliwego kaca po wczorajszej libacji nie może cieszyć się
        życiem. Istnieje jednak jeszcze inny kac,dobrze znany z doświadczenia wszystkim
        pijącym i nie pijącym.Jest to kac uczuciowy,bezpośredni rezultat zbierających
        się od wczoraj negatywnych emocji:złości,strachu,zazdrości.
        Jeśli chcemy zachować dziś i jutro pogode ducha,koniecznie musimy zlikwidować
        takie kace.Nie wymaga to ponurego grzebania sie w przeszłości a jedynie
        przyznawania sie do popełnionych błędów i naprawiania ich teraz."

        Dwanaście na dwanaście
        • Gość: stachu34 Re: Dbanie o pogodę ducha IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.04, 17:26
          To niestety jest gorzka prawda, Hepiku. Kac moralny jest stokrotnie gorszy od
          fizycznego.
          Pamiętam to ze swojego alkoholowego życia. Początkowo nic mi nie dolegał, po za
          potrzebą niewyobrażalnej potrzeby częstego uzupełniania płynów. Zanim wyszedłem
          do pracy wypijałem wiaderko wody. Z czasem zauważyłem, że dwa piwa lub 100 g.
          wódki było skutecznym lekarstwem na tę dolegliwość. Po jakimś czasie musiałem
          zwiększać dawkę, aż kończyło się to normalnym zamroczeniem alkoholowym. Tak
          zaczęły rodzić się ciągi opilcze, droga Bellu. Jeszcze wtedy miałem wielką
          przyjemność z picia. To, co jest dziś zastanawiające dla mnie, to wielka
          tolerancja moich bliskich i mojej społeczności. Byłem młodym mężczyzną i na
          moje wyskoki patrzono z przymrużeniem oka. Wyrośnie z tego, jest emocjonalnie
          niezrównoważony. Ożeni się to ustatkuje się. Niestety tak się nie stało. Z
          biegiem czasu coraz więcej musiałem angażować swoich szarych komórek, których i
          tak ubywało z powodu nadużywania alc, w szukanie usprawiedliwienia dla swojego
          opilstwa. Tak rozpoczęła się koncentracja życia wokół picia ( rym
          niezamierzony). Znowu jedna rzecz mnie dziś uderza z tamtego
          okresu...Pracowałem po to żeby mieć na picie. Pensja i premie z kwitkiem dla
          rodziny, a jakże nie przepijałem tego. Natomiast koncentrowałem się na
          zarobieniu „lewizny”, aby mieć na swoje „hobby”. To była moja iluzja, która
          wciągała mnie w to bagno pt. „alkoholizm”. Na tym tle dochodziło do awantur, bo
          ja miałem swoje pijackie sumienie, moim pijackim zdaniem, w porządku.
          Zaczęły się schody. Traciłem pracę jedna po drugiej. Jednak w tym wszystkim
          miałem dużo swojego pijackiego szczęścia. Zawsze spadałem na „cztery łapy”.
          Mimo tego ona odeszła...
          Doły psychiczne, depresje mieszały się ze złością, nienawiścią (przez długie
          lata), zazdrością i nade wszystko strachu. Wszystko to otoczone wielkim murem
          pijackiego egoizmu. To sprawiało, że koło się zamknęło. Bez alkoholu nie byłem
          w stanie funkcjonować. Dopiero tam na terapii zacząłem coś nie coś rozumieć,
          taką mam przynajmniej nadzieję. Wiem gdzie zagnieździło się we mnie całe to
          zło. Cały czas je likwiduję i staram się to naprawiać. To jest najtrudniejsze.
          Robię to dla siebie to przywraca spokój, daje siłę...i pogodę ducha.

      • letek17 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 14.03.04, 11:58
        ... już w połowie drogi zadziwią nas osiągnięte rezultaty. Poznamy nową wolność
        i nowe szczęście. Nie będziemy żałować przeszłości ani zatrzaskiwać za nią
        drzwi. Pojmiemy sens słów - Pogoda Ducha i zaznamy spokoju. Bez względu na to,
        jak nisko upadliśmy, dostrzeżemy, że i z naszego doświadczenia mogą skorzystać
        inni. Zniknie uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się nad sobą.
        Bardziej niż sobą zainteresujemy się bliźnimi. Zniknie egoizm. Zmieni się cały
        nasz stosunek do życia. Opuści nas strach przed ludźmi i niepewnością
        materialną. Znajdziemy intuicyjnie sposób postępowania w sytuacjach, których
        dotąd nie umieliśmy rozwiązać. Nagle zaczniemy pojmować, że Bóg czyni dla nas
        to, czego sami nie byliśmy w stanie dla siebie uczynić.
        Czy są to obietnice bez pokrycia? Sądzimy, że nie. Urzeczywistniają się czasem
        szybko, czasem wolniej, ale zawsze się materializują, jeśli nad nimi pracujemy.
        ."Anonimowi Alkoholicy" str. 72
        To na pocieszenie wzorem hepika.
        A tak od siebie to Ci powiem, że powinnaś się cieszyć, że teraz zadajesz sobie
        te pytania, możesz wiedzieć, że Ci zazdroszczę - bo ja zadawałem sobie podobne
        11 lat później niż Ty. Możesz się cieszyć - bo wiedz, że wielu umrze w
        niewiedzy. A ty masz szansę na odpowiedzenia sobie na pytanie - po co żyję.
        Jak już odpowiesz to z pewnością łatwo odpowiesz sobie jak. Pogody ducha na
        nowy tydzień. Letek
        • l84me Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 15.03.04, 22:07
          letek17 napisał:

          > ... już w połowie drogi zadziwią nas osiągnięte rezultaty. Poznamy nową
          wolność
          >
          > i nowe szczęście. Nie będziemy żałować przeszłości ani zatrzaskiwać za nią
          > drzwi. Pojmiemy sens słów - Pogoda Ducha i zaznamy spokoju. Bez względu na
          to,
          > jak nisko upadliśmy, dostrzeżemy, że i z naszego doświadczenia mogą
          skorzystać
          > inni. Zniknie uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się nad sobą.
          > Bardziej niż sobą zainteresujemy się bliźnimi. Zniknie egoizm. Zmieni się
          cały
          > nasz stosunek do życia. Opuści nas strach przed ludźmi i niepewnością
          > materialną. Znajdziemy intuicyjnie sposób postępowania w sytuacjach, których
          > dotąd nie umieliśmy rozwiązać. Nagle zaczniemy pojmować, że Bóg czyni dla nas
          > to, czego sami nie byliśmy w stanie dla siebie uczynić.
          > Czy są to obietnice bez pokrycia? Sądzimy, że nie. Urzeczywistniają się
          czasem
          > szybko, czasem wolniej, ale zawsze się materializują, jeśli nad nimi
          pracujemy.
          >
          > ."Anonimowi Alkoholicy" str. 72
          > To na pocieszenie wzorem hepika.
          > A tak od siebie to Ci powiem, że powinnaś się cieszyć, że teraz zadajesz
          sobie
          >
          > te pytania, możesz wiedzieć, że Ci zazdroszczę - bo ja zadawałem sobie
          podobne
          > 11 lat później niż Ty. Możesz się cieszyć - bo wiedz, że wielu umrze w
          > niewiedzy. A ty masz szansę na odpowiedzenia sobie na pytanie - po co żyję.
          > Jak już odpowiesz to z pewnością łatwo odpowiesz sobie jak. Pogody ducha na
          > nowy tydzień. Letek

          Podpisuje sie pod tym rekami i nogami.....
          To niesamowite, jak czlowiek rodzi sie na nowo i odkrywa rzeczy ktorych nawet
          kiedys przed piciem nie dostrzegal.
          Witam wszystkich i goraco pozdrawiam.
          Tez jestem alkoholikiem, ktory zdecydowal sie na leczenie i grupowa terapie w
          AA. Oj, jaki ten pierwszy krok jest trudny, tylko alkoholicy o tym wiedza.
          Pozdrawiam wszystkich i zycze powodzenia. Bede wpadal od czasu do czasu aby
          podzilic sie moimi myslami.
          • Gość: jerzy Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: 195.187.99.* 16.03.04, 12:43
            Taki drugi "pierwszy krok" zrobiłem po 13 latach i 10 mies. wracając po 4-
            letniej przerwie na mityngi. Jest coraz lepiej z moim zdrowiem co ostatnio
            nieco szwankowało. Nie wiem jaki to ma związek ale chyba przysłowie "co na
            języku to i na wątrobie" sprawdza się. Wystarczy "wygadać" swoje dolegliwości,
            smutki i bolączki i one znikają. Ale to dlatego że jestem alkoholikiem - inni
            takiej szansy nie mają. Bez recept, bez lekarza, bez szpitala, za darmo,
            przyjemnie - wspaniała choroba. Leczy też inne choroby.
            Bella 3maj się
          • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 16.03.04, 12:56
            Dobrze ,że jesteś 184me-witaj na pokładzie.

    • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 19.03.04, 21:47
      Cześć Belka,
      przeczytałam Twój post..i jakbym czytała o sobie. Mnie tylko nie udałoby się
      chyba tak zwięźle i trafnie jednocześnie, podsumować moich "osiągnięć" i ich
      nastepstw. Tak, w zasadzie to mógłoby być moje resume.Tak bardzo wszystko się
      zgadza.(oprócz wieku ;-)))Pije od wielu lat ,nawet nie wiem już ilu.Picie na
      większą "skalę"zaczęło się już chyba w czasie studiów.Wtedy jeszcze jak mi się
      wydaje potrafiłam jednak to kontrolować .Wtedy zresztą tzw. imprezki były
      sposobem spędzania czasu i były powszechnie w moim środowisku akceptowane.
      Później jednak nic sie nie zmieniło w moim sposobie na życie. Alkohol był
      antidotum na wszelkie doczesne niedogodności.I tak leciało, rok za
      rokiem.Doszły tylko kilkudniowe ciągi. Początkowo broniłam się przed nazwaniem
      rzeczy po imieniu- jestem alkoholiczką.Wytłumaczeń było multum: że nie jestem
      przecież "obszczymurkiem" , że nie leżałam w rowie(choć upadki sie zdarzały),
      że przecież mam dobra pracę, że całkiem nieźle zarabiam,że alkohol nie
      przeszkadza mi ani w pracy,ani w życiu osobistym itd....Aż w którymś momencie
      zaczął jednak wszystko komplikować. Przestałam pić na pół roku.I wydawało mi
      się,że już nie mam problemu bo przecież nie muszę pić, nie musiałam zresztą
      nigdy pić codziennie.Samochodem po pijanemu też przestałam jeździć po tym jak
      obudziłam się któregoś dnia u znajomych zupełnie nie pamiętając jak tam
      dojechalam. Zdalam sobie sprawę,ze moglam kogoś zabić albo okaleczyć zupelnie o
      tym nie wiedząc.
      Picie stało się sposobem na rozwiązywanie stresowych sytuacji. Piłam w
      momentach kiedy moi bliscy potrzebowali mojej pomocy, a ja wprowdzając sie w
      stan upojenia pomóc im nie moglam, ale zupelnie mnie to wtedy nie dotyczyło.
      Ostatni ciąg trwał od Wigilii do niedzieli po świętach.W poniedziałek musiałam
      byc w pracy i byłam ,choć niewielki był ze mnie pożytek.Kolejnych kilka dni
      było koszmarnych.Nie mogłam w czasie pracy myśleć o niczym innym niż tylko o
      tym żeby wybiła godzina fajrantu i żebym mogła galopem znaleźć sie w domu
      i...napić się.To było jak jeden wielki obłęd.Ból fizyczny i lęk. I chwila
      ukojenia gdy zimny alkohol sączył mi się do żołądka.Spokój i ukojenie.Rano
      potworny kac fizyczny i moralny.I kolejne popołudnie....Błędne koło.
      Ostatni raz piłam w Sylwestra , udało mi się symbolicznie.Chyba dlatego że mój
      organizm był już zbyt wyczerpany.
      Nie piję dwa miesiące i 19 dni. Na razie mi sie udaje ,bo panicznie boję się,że
      jak tym razem zacznę to nie uda mi się już skończyć. Alkohol stoi w domu , nie
      ruszam. Nie wiem jak długo jeszcze mi się to uda.I to by było na tyle pokrótce.

      Wierzę, że dasz radę. Musisz dać.
      Bardzo mocne uściski.:-))
      • kleofas11 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 19.03.04, 22:01
        To dla mnie bardzo smutny post, renatal. Działając tak po omacku moim zdaniem
        skazujesz się na dalsze picie. Czy byłaś choć na jednym mitingu? Albo rozmowie
        z terapeutą? Jeśli chcesz nie pić, to zacznij się leczyć. Jesteś jak przykład z
        książki o alkoholikach. Pogody ducha.
        • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 19.03.04, 22:33
          Dzięki Kleo,nie chciałam,żeby ten post był smutny, miał być prawdziwy,pewnie
          dlatego jest smutny. Pogody ducha mi na razie nie brakuje :-)))naszczęście.
          Co do mittingów, to chyba nie jest dla mnie sposób. Nie nadaję sie do tego.Mam
          trudności z poddaniem sie na jakiekolwiek oddziaływanie zewnętrzne(niestety) Tę
          siłę muszę znaleźć w sobie , to chyba jedyne wyjście.
          Pozdrawiam.
          • letek17 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 19.03.04, 23:47
            Przeczytałem Twój post ze zrozumieniem i współczuciem. Szkoda, że skazujesz się
            na kolejne cierpienia. To Toje zycie, Twój wybór, Ty poniesiesz jego
            konsekwencje. Może jeszcze są one do tej pory za mało bolesne by zmusić Ciebie
            do chęci zmiany. Jeżeli nie zaczniesz wypisywać codziennie odpowiedzi na
            pytanie" co dziś zrobiłam dla swojej trzeźwości" to najprawdopodobniej będzie
            to Twoja kolejna nieudana próba udowodnienia, że jesteś Panem Bogiem, który nad
            wszystkim panuje. Gdybyś miała w tym zakresie wątpliwości polecam bardzo
            ciekawy wątek "kilka slów" - troszkę poniżej. Przeczytaj go spokojnie - jest
            długi, pomyśl i napisz. Życzę wiele Pogody Ducha - jest Ci ona naprawdę
            potrzebna. Do poczytania. Letek.
            • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 20.03.04, 01:46
              Witajcie ,miło ,że tu zaglądacie. W ogóle to bardzo dziękuję CHŁOPAKI ;-) za
              niegasnące wsparcie , wasze posty. Ja czytam , bardzo mi to pomaga. Trochę
              milczę , bo tak się złożyło)))) Wiecie jak to jest.
              Ciężka praca , która się opłaca))) Witam też 184me i Renatal64 )) No właśnie
              184me : „ człowiek rodzi się na nowo i odkrywa rzeczy , których nawet kiedyś
              przed piciem nie dostrzegł”-rękoma, nogoma ;-)))
              Ale poruszył mnie post Renatal64.Chyba potrzebowałam i czekałam na niego, żeby
              się odezwać w swoim wątku i znowu napisać, że ogromnie się cieszę, że zrobiłam
              ten 1 krok. Że nie znajduję się już na tym etapie co Ty Renatal ,czyli : pomoc
              z zewnątrz nie dla mnie, a siłę muszę znaleźć w sobie. Sorry ,że tak piszę,
              ale Twój stan –doskonale znam, pamiętam. Przecież ja to ,dokładnie , co Ty
              przechodziłam jeszcze w październiku, listopadzie ,grudniu... I wiesz co? Im
              bardziej będziesz chciała ‘sama’, tym będzie gorzej. Siłę można znaleźć w
              sobie, ale trzeba wiedzieć jak i zrozumieć dlaczego do tej pory nie
              wystarczała, ta która czasami była, ale znikała jak bumerang. Ja sama nie
              umiałam sobie pomóc .Moja siła mnie zawodziła. W styczniu wiedziałam,że albo
              się przełamię i pójdę do ośrodka na terapię- coś zrobić z moim alkoholizmem,
              albo mam inne wyjścia. Zachlać sobie wymuszoną abstynencję i udawać, że nic się
              nie stało, tkwiąc przy okazji w swoim psychicznym bagnie. Lub, mogłam też
              wytrzymać jeszcze 2? miesiące, jeszcze nie pójść nigdzie, ale czekać dalej, aż
              zelżeje strach pt: może nie rozwalę sobie tym razem głowy, nie ocknę się po
              paru godzinach w łazience....I napić się, pogłębiając swoje doły psychiczne. A
              rano ‘zobaczyć’ w lustrze napis: Welcome. You are on level 0 .
              Teraz nie czekam już kiedy się zapiję. Teraz wykorzystuję wiedzę ‘ z
              zewnątrz’ , jak rozpoznawać i zaradzać głodowi alkoholowemu, a przy okazji uczę
              się żyć. Nie jest łatwo, jest mi ogromnie trudno. Ale warto ,jeżeli ma się
              dość. Ta wiedza jest dla mnie siłą))) (jakoś patetycznie? Nie miało)))
              Każdy musi dojrzeć do decyzji o podjęciu leczenia, no chyba, że nie chce.
              Bardzo się cieszę , że to zrobiłam. 26 stycznia to data, której nie zapomnę. Od
              tego dnia zaczęłam coś robić dla swojej trzeźwości. I od tego dnia ,dopiero,
              liczę dni ,w których świadomie nie piję.
              Chciałam napisać jeszcze, ale to byłoby to samo- co Letek, podpisuję się. Jak
              byś czytała ‘kilka słów’-ja byłam tam jako pivobela. Renatal, dużo,dużo tej
              Pogody Ducha. Dobrze jest –jak jest.....
              Pozdrawiam belka
              • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 20.03.04, 06:16
                Tak,Renata jest modelem wręcz podręcznikowym alkoholiczki.Ale wszyscy takimi
                modelami podręcznikowymi byliśmy.Jeśli występują jakieś różnice to są to tylko
                szczegóły techniczne,tak naprawdę nie mające znaczenia.
                Też polecam wątek "kilka słów"Tam jeszcze bardziej poczujesz,że nie jesteś
                jedyna na tym świecie z takim problem.A to już daje pewne poczucie bycia w
                grupie,poczucie ,że nie jest się beznadziejnie samotnym.
                Zresztą tamten wątek jest takim modelowym,jak się toczą dalsze losy bohaterek.Bo
                były tam od początku prawie trzy dziewczyny-to_ja,semi i pivobella.Co się dzieje
                z pierwszą pania -nie wiadomo,na kolejne apele o zabranie głosu już nie
                odpowiedziała(tu musimy się tylko domyślać)semi -jakoś sobie radzi a może ,w
                zasadzie żyje, bez terapii,bez uczestnictwa w AA,bez uczestnictwa w forum.Jak
                jej jest -nie wiadomo,też już nie pisze.Jest wreszczie pivobella ,która
                przemieniła się w bellę a nawet belkę,która pokonała wewnętrzny opór ,wstyd i
                zaczęła trzeźwieć świadomie.Pisze ,choć wiele mniej niż kiedyś.Trudno,takie
                widocznie muszą być koszty trzeżwienia.
                Tak więc-Renato-wybór należy do Ciebie-najważniejsze się nie spieszyć,u Belki
                też trochę trwało:)))Pozdr.
                • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 20.03.04, 19:20
                  Witam,
                  cieszę się, że mój post znalazł jakiś odzew:-) dzięki wam za to.Napiszę zatem
                  kilka słów o tym co myśle po ich przeczytaniu.

                  Letek, prawie udało ci się sprawić,że poczułam sie jak dziecko gorszego Boga
                  ;-)))) ,nie trzeba mi współczuć ani się nade mną litować, ani z resztą nad
                  żadnym z nas. Sami doprowadzilismy sie do położenia w którym się znajdujemy.
                  Zastanawiasz się czy moje przeżycia z alkoholem są za mało bolesne. Kwestia
                  osiągnięcia dna to sprawa bardzo indywidualna. To co jeden uważa już za dno
                  inny określi jeszcze utrzymywaniem sie na powierzchni. A ja zapewniam Cię
                  mogłabym nie jedno Ci opowiedzieć i boli jeszcze jak ch...a. Pytasz co zrobiłam
                  dziś dla trzeźwości? A może nie trzeba od razu gór przenosić , a wystarczy
                  poprostu przeżyc kolejny dzień bez alkoholu, nawet o nim nie myśląc? Piszesz-
                  że to kolejna moja nieudana próba, a ja myślę,że tak naprawdę to moja pierwsza
                  poważna próba z pełną świadomością zagrożen jej niepowodzenia.
                  Polecany przez Ciebie wątek przeczytałam- dzięki. Przeczytałam z
                  zainteresowaniem, choc nie sądzę by coś mnie zaskoczyło.Wydaje mi się,że
                  wszystko to wiem i znam.Tak mi sie wydaje....

                  Bella-ciekawi mnie co w Twoim przypadku miało bezpośredni wpływ na rozpoczecie
                  terapii? Jak się zorientowałam z wpisów długo dość się wahałaś. Co wpłynęło na
                  to tak "namacalnie"?
                  A tak na marginesie piszesz w którymś z postów o diecie Motigniaca( pewnie
                  chłopaki już się śmieją ;-)), jeżeli to możliwe to rzuc mi na skrzyneczkę parę
                  informacji na ten temat.Też mam ten mały problemik wynikający z nadmiaru
                  chmielu i niepohamowanego po nim apetytu(na niego zresztą również) ;-))

                  Hepik- piszesz,że jestem modelowym przykładem alkoholiczki. Nie wiem,czy
                  modelową, ale alkoholiczką jestem z całą pewnością. Bez powtotu do
                  kontrolowanego picia- to juz w moim przypadku nie jest możliwe i doskonale
                  zdaję sobie z tego sprawę. Dalej piszesz- my też tacy byliśmy.Piszesz to w
                  czasie przeszłym, czyli nie uważasz się już za alkoholika? Czym się różnimy?
                  Chyba tym,że Ty chodzisz na mittingi i nie pijesz od roku, a ja nie chodzę i
                  nie piję prawie trzy miesiące. Od potrzewki jesteśmy tacy sami. Wybraliśmy
                  tylko inne drogi próby radzenia sobie z problemem. Ty jedynie słuszny- terapia(
                  to w nawiązaniu do innych postów)a ja swój własny polegający na realizowaniu
                  małymi kroczkami określonych przez siebie celów.Czy mialam chwile, kiedy
                  chciałam sie napić-pewnie , ale czy gdybym uczestniczyła w terapii, takich
                  chwil by nie było?Nie sądzę..
                  Piszesz w postach,że nie znasz nikogo kto wyszedłby z uzależnienia sam. Może
                  dlatego,że "obracasz" się wsród ludzi z grup. A ci co wyszli sami poprostu o
                  tym nie mówą. Ich wybór.Trzeba to uszanować. Może nie mówią o tym z takich
                  samych powodów z których nie skorzystali z drogi grupowego uzdrawiania?
                  Mam całkowitą świadomość,że nie jestem z tym problemem sama i jedyna.I nie
                  tylko tu na forum. Gdyby do naszego społeczenstwa przyłożyć "mocną" miarkę to
                  pewnie okazałoby się,że jakieś 50% to alkoholicy, tyle tylko,że znakomita
                  większość się do tego nie przyznaje nawet przed sobą.
                  Czy do wsparcia nadają się tylko ludzie z grup? Ja ma wokół siebie grono ludzi
                  którzy mnie wspierają mimo,że obcy jest im mój problem, a może wlasnie dlatego.
                  Bywam równiez na imprezach na których sie pije- alkohol jest przeciez dla
                  ludzi.Nie ukryawm tego,że nie piję- bo jestem alkoholiczką.Ale i też nie
                  obwieszczam tego bez potrzeby całemu światu. Nie czuję takiej konieczności.
                  Jedni wierzą ,drudzy patrzą z niedowierzaniem i usiłują mnie przekonać,że chyba
                  coś sobie ubzdurałam.Ludzie którzy znaja mnie od wielu lat. A jednak niczego
                  nie dostrzegli. Nie wszyscy. Zresz ten scenariusz wszyscy znacie.
                  Alkohol mam w domu. Nie zgodze sie ze stwierdzeniem zawartym w niektórych
                  postach,że alkoholu nie możan mieć pod ręką.Jakie to ma znaczenie skoro aby go
                  zdobyć nie trzeba nawet wychodzić z domu? Jeden telefon i taksówkarz nam
                  dowiezie w 10 min.Myślę,że bardzo ważne jest żeby nauczyc sie żyć ze
                  świadomością, że "on" jest wszędzie wokół nas, ale nie jest już dla nas.Świat
                  się nie zmieni tylko dltego,że na własne życzenie wpędziliśmy się w chorobę, a
                  teraz postanowiliśmy wytrzeżwieć.
                  Nie ma żednej gwarancji,że uczestnictwo w terapii gwarantuje sukces. Potwierdza
                  to treść niektórych postów.Najważniejsza jest determinacja tkwiąca w nas
                  samych. Nie oszukujmy się,że można przestać pić dla kogoś, męza dzieci czy
                  kogokolwiek innego. Musimu to zrobić tylko i wyłącznie dla nas samych, dla
                  naszego zdrowia i komfortu życia jakie nam jeszcze pozostało. No ale zaczynam
                  wypisywac komunały, które przecież wszyscy zainteresowani znają.
                  Moja determinacja jest w każdym razie olbrzymia.Właśnie ze względu na mnie samą
                  i jeszcze coś o czym może kiedys napiszę.
                  Czy mam wątpliwości? Jasne że tak. Podobno tylko krowa ich nie ma.
                  Czy popadam w samouwielbienie, bo już przeciez dokonałam wyboru? Bardzo daleka
                  jestem od tego i mam świadomość,że czeka mnie jescze potężna praca nad sobą i
                  daleka, daleka droga, wiele trudnych momentów.
                  I dla porządku: nie wykluczam z zalożenia,że poddam się terapii. Może- jeżeli
                  uznam, że to mi może pomóc. Może do tego trzeba dojrzeć- nie wiem.Dużo
                  tego "może".
                  Jeśli kogoś uraziłam to z góry przepraszam, nie było to moim zamiarem.( raczej
                  niezgrabnie sformułowanych myśli)
                  I jeszcze : może (znowu) dziewczyny sie nie odzywają, bo chcą poprostu odpocząc
                  od tematu??trzymajmy sie tej wersji :_))))
                  Jeśli ktoś dobrnął do końca tego bełkotu to dzięki.
                  Pozdrowienia dla wszystkich
                  Renata
                  • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 20.03.04, 19:48
                    Każdy w swoim zakresie zapewne Ci odpowie na Twoje wątpliwości.Ja napisze
                    tak-tylko nie bierz tego za bardzo do siebie,bo przyczyna tkwi we mnie a nie w
                    Tobie-nie bardzo mam siły i ochoty by znowu powtarzać to co było napisane już
                    dziesiątki razy(znowu mi sie oberwie za szczerość ale trudno)
                    A co do meritum myslę,że system iluzji i zaprzeczeń jeszcze świetnie u Ciebie
                    działa.Życzę w każdym bądź razie wytrwałości i powodzenia.
                    • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 20.03.04, 23:21
                      Faktycznie nie musisz opowiadać po raz dziesiąty tego samego, bo i ja przecież
                      nie odkryłam żadnych prawd nowych. System iluzji i zabezpieczeń..?Już gdzies o
                      tym czytałam na tym forum. Chyba w wypowiedziach jednego z grupowiczów(myślę,że
                      się nie obrazicie na to określenie- skrót myślowy)Choc nie do końca pojmuję o
                      co z tym systemem chodzi... Na forum prywatnym polecanym przez Ciebie, jakiś
                      człowiek napisał: chodzę na terapie od trzech miesięcy i w każdy piątek piję.
                      moze nie dosłownie ,ale tak to zapamiętałam. To jest dla mnie ewidentny
                      przyklad systemu iluzji i zabezpieczeń...
                      I jeszcze słowo na temat terapii jako jedynej skutecznej metody wyjścia z
                      nalogu.Tak mi sie w tej chwili skojarzyło. Kiedys gdy rzuciłam palenie
                      wszystkich palaczy usiłowałam na siłę uszczęśliwić, wmawiając im że moja metoda
                      rzucania palenia jest jedyną która moze przynieść pożądany skutek. Byłam
                      przekonana,że mam rację. Wtedy. I dziś znów palę. A ludzie którzy zrobili to na
                      swój sposób dziś są wolni od dymu przynajmniej z własnego papierosa ;-))( nie
                      bierz tego do siebie, ot takie nagłe skojarzenie)
                      PS.
                      Szczerość to bardzo cenna, rzadko niestety spotykana "przypadłość", którą u
                      ludzi bardzo cenię. Więc dlaczego miałoby Ci sie w związku z nią oberwać?
                      • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 00:04
                        ot i wymyśliłam nowy system- zabezpieczeń ;-))))Miało byc oczywiście zaprzeczeń.
                        • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 02:04

                          Renata, bardzo się cieszę,że tu jesteś)))))Dobrze, że się
                          odezwałaś.Zastanawiałam się,czy jeszcze odpiszesz.A wiesz co to znaczy,że tu
                          jesteś, myślałaś o tym?Ty już szukasz pomocy z zewnątrz :-)Przerabiasz to co
                          ja.Zrobiłam to samo 3 pażdziernika.Ale najpierw upiłam się na odwagę-nałogowe
                          regulowanie uczuć.Takim nałogowym regulowaniem uczuć jest też sięganie po
                          jedzenie, gdy smutno,wesoło,nijako.albo zamiast piwa ,albo po piwie (np. na
                          dzień następny).A kilogramy przybywają, ubywa za to dobre samopoczucie. Znamy
                          to, prawda? Teraz po 4 tygodniach terapii właściwej(5 byłam na wstępnej),
                          uspokoił się mój niepohamowany apetyt.Schudłam bez żadnych wykańczających mnie
                          (fizycznie i psychicznie) cud dietach -2 kg.Dlaczego? Taką terapią leczącą
                          uzależnienie od alkoholu , leczy się również inne uzależnienia: od jedzenia,
                          sexoholizm ;-), itp.
                          Bo czemu sięgamy po coś takiego jak alkohol czy jedzenie w ilościach, których
                          organizm nie przerobi? Z emocji, a raczej z braku radzenia sobie z nimi.Sama
                          sobie odpowiedz ,kiedy sięgasz po alkohol i jak ja np.dodatkowo(już nie )))- po
                          4 opakowanie kinder bueno)))) (o Montigniacu-forum fitness, lub wrzuć w
                          wyszukiwarkę googli) Ja już nie muszę )))) Zaczęłam panować nad tym obżeraniem
                          się(nie tylko słodycze, zwłaszcza wyszukane potrawy,że piwo wzmaga apetyt? Też,
                          ale to nie to, uwierz).A zaczęlam panować przy okazji terapii leczącej
                          alkoholizm.Dwie pieczenie przy jednym ogniu)))
                          A teraz o co mnie pytałaś.Napisałam Ci co miało bezpośredni wpływ na
                          rozpoczęcie terapii. ZAWIODŁA mnie MOJA SIŁA w walce z alkoholem, wierzyłam ,że
                          sama dam radę.Ale nie dałam rady walczyć, bo się nie da.Dojrzałam do tego,
                          żeby powiedzieć sobie-jestem bezsilna wobec alk.Walka z wiatrakiem.Czy z
                          kolejnymi dietami nie jest podobnie? Efekt jo-jo.
                          Piszesz,że to Twoja pierwsza poważna próba z pełną świadomością zagrożeń. Ja
                          takich bardzo poważnych prób ,mam za sobą kilka, żadna się dobrze nie
                          skończyła.Przyszedł tzw. Mur i nie przeskoczyłam go.Mimo,że wiary i
                          determinacji ,w to przedsięwzięcie, nie brakowało mi.Jestem upartym koziorożcem
                          i wyznaczone cele realizuję.
                          Ale astrologia ,charakter, a choroba alkoholowa –nie ma nic wspólnego.Żeby nie
                          pić świadomie ,brakowało mi fachowe wiedzy.I wmawianie sobie ,że nie piję, bo
                          pić nie muszę, nie potrzebuję, to tylko marzeniowe życzenie.A inaczej, system
                          iluzji i zaprzeczeń ))), który tak silnie,alkoholicy, mamy zakorzeniony.
                          Co jeszcze miało bezpośredni czy pośredni wpływ (to się wszystko
                          skumulowało)...Ale zaczęłam nierozerwalnie,do słowa alkohol, dodawać-choroba.A
                          ja się na tej chorobie nie znałam.Tak samo jak na mojej przewlekłej chorobie
                          zwanej trądzikiem różowatym(poważna sprawa).Tu po pomoc udałam się bardzo
                          szybko, bo to jest widoczna choroba. Z alkoholową-dłużej to trwało.Nikt nie
                          widział, a ja chciałam sama.Bo najbardziej przeszkadzał mi, jednak, wstyd,żeby
                          się przyznać i pójść’tam’.
                          Teraz się cieszę,że pokonałam i wstyd i opór.Ale to też dzięki tym ludziom
                          tutaj.Ludziom...przyjaciołom, o których się chwalę na terapii,że mam w nich
                          ogromne wsparcie(forum,gg, tlen). Byli pierwsi,którzy z uporem i cierpliwością
                          maniaka, tłumaczyli mi i otworzyli oczy na rzeczy, o których nie miałam
                          zielonego pojęcia.
                          Teraz doszło wsparcie terapeutów i ludzi z grupy, gdzie wzajemnie sobie
                          pomagamy, a przy okazji, przyjaźnimy się.Przefajni, przeweseli ludzie.
                          Pewnie,że do wsparcia potrzebne są inne osoby, niż z grupy.
                          Rodzina,przyjaciele.Ale jakie wsparcie dadzą mi znajomi, jeżeli mój problem
                          jest dla nich obcy? Nie znają się na nim.A pytania, czy dalej nie piję i bravo,
                          to nic mi z tego.A rodzina? To ważne. Moja mama np. nie wie, chyba by dostała 3
                          zawału,że jej córeczka jest alkoholiczką. Zaczynam jej jednak sygnalizować ,że
                          chodzę na spotkania z psychologiem, bo pomaga mi to w pokonywaniu
                          rzeczy ,których nie rozumiem.A to coś o alkoholu,
                          O którym mówiliśmy .W końcu jej powiem,bo jest dla mnie najważniejszą osobą.Ale
                          problemu nie zna, a jak nie zna to nie będzie wiedziała jak wesprzecz,bo skąd?
                          Na męża nie mogę liczyć, bo sam pije.Ale to już inna bajka.
                          Więc w moim przypadku wsparcie w grupie,terapeucie i tutaj )))-ma ogromne
                          znaczenie.
                          Renata, przechodzisz moją drogę, naszą drogę uzależnionych. Ja też się nie
                          zgadzałam,że to jest jedyna słuszna droga-ta terapia.Czytałaś kilka słów, to
                          widziałaś co pisałam.Chcesz małymi kroczkami sama, też chciałam. A skąd wiesz
                          jak one mają wyglądać?Opracowałaś sobie plan? Próbować zawsze można,ale ktoś
                          inny już to opracował.Wszystko na wyciągnięciu ręki- podane na tacy.Ten czas na
                          próby, można przeznaczyć na coś innego,mniej wyczerpującego))))
                          A... z tymi imprezami))))No, ja też chodziłam i mi nic nie
                          przeszkadzało.Jeszcze w lutym byłam na takiej.
                          Szkoda tylko,że nasze myśli kodują to co widzą.Myślenie to siła sprawcza,
                          bodziec, impuls, daje o sobie znać nawet po dłuższym czasie.Wyzwala się.Dlatego
                          na alkohol w domu, siedzenie w towarzystwie pijących ,etc–nazywa się
                          wyzwalaczami .Myśl to proces chemiczny w naszym organiźmie, który to m.in.
                          też ,doprowadza do głodu alkoholowego. Dopiero na terapii doszło to do mnie,
                          gdy o tym mówiła terapeutka.
                          Kiedyś sprzeczałam się tutaj z Hepikiem i Kubkiem,że znajomi,których mam ,a
                          piją - to nie park maszynowy, który można wymienić))))hehehe. Nie spotykam się
                          z nimi na imprezach, wiedzą,że nie piję.Sami szczególnie nie zabiegają o
                          spotkania, bo co-bez alkoholu tak będziemy siedzieć u belki? Zostali Ci z tego
                          parku, którym świat nie kręci się tylko wokół flaszki.Ale poznaję nowych
                          znajomych))))
                          To tak,,szczerze ode mnie.
                          Trzymaj się.Powodzenia))))
                  • letek17 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 20.03.04, 22:23
                    Ucieszył mnie Twój post, spodziewałem się gorszego odzewu. Doczytałem do końca
                    i nie uważam tego za bełkot. NIe daję sobie prawa do posiadania jedynej prawdy,
                    choć z przekonaniem głoszę swoja. Wybór jak zawsze należy do kazdego człowieka
                    z osobna. Tak nawiasem mówiąc to terapie czy udział w grupach AA nauczyły mnie
                    przede wszystkim jak żyć w zgodzie ze sobą samym, ze swoimi uczuciami, ze
                    światem. Sam tego nie potrafiłem choć poświęciłem wiele. Pozwoliły mi
                    odpowiedzieć na putanie po co żyję - a to z kolei pomaga codziennie odpowiadać
                    jak. Znam osoby, które nie piją wiele lat bez AA, terapii, wspólnot
                    religijnych - ale nie jestem Bogiem i nie wiem czy były alkoholikami czy
                    pijakami. Przepraszam jeżeli moje słowa Ciebie ubodły - ale myślę, że nie
                    wyrządziły Ci szkody. Z przyjemnością jeszcze powymieniam poglądy na problemy
                    związane z życiem na trzeźwo - choćby na temat zaleceń dla trzeźwiejących
                    alkoholików (zaleceń wręczanych na terapiach, odwykach itp. dostępnych bez
                    problemu portalu www.alkoholizm.akcjasos.pl/. Jeszcze raz życzę Pogody
                    Ducha i miłej niedzieli. Letek.
                    • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 20.03.04, 23:43
                      letek17 napisał:

                      > Ucieszył mnie Twój post, spodziewałem się gorszego odzewu. Doczytałem do
                      końca
                      > i nie uważam tego za bełkot.

                      O rany, chyba nie masz wrażenia,ze jestem jakąś szantrapą ziejącą jadem ???;-))
                      Dzięki,że przeczytałeś do końca i nie uważasz moich wypocin za bełkot :_))

                      NIe daję sobie prawa do posiadania jedynej prawdy,
                      > choć z przekonaniem głoszę swoja.

                      i słusznie każdy ma prawo do własnej oceny sytuacji szczególnie kiedy działa w
                      dobrej sprawie i tak trzymaj, a że nie wszyscy się we wszystkim ze soba
                      zgadzają, to chyba naturalne wsród choc trochę myślących.Co innego gdy ktoś się
                      trzyma kurczowo swoich racji nie wysłuchawszy nawet co druga strona ma do
                      powiedzenia.


                      > Znam osoby, które nie piją wiele lat bez AA, terapii, wspólnot
                      > religijnych - ale nie jestem Bogiem i nie wiem czy były alkoholikami czy
                      > pijakami.
                      jaka jest Twoim zdaniem różnica między pijakiem i alkoholikiem, bo mnie się
                      zdaje że określenie pijak pochodzi z czasów kiedy nie było jeszcze "w modzie"
                      alkoholik. Oznaczają jednak chyba to samo. Tak myślę.

                      Przepraszam jeżeli moje słowa Ciebie ubodły - ale myślę, że nie
                      > wyrządziły Ci szkody.
                      nie musisz mnie przepraszać :-))), juz dawno przestałam się obrażac na świat,
                      że nie wszystko idzie po mojej myśli.
                      A na stronę zajrzę, dzięki.
                      Pozdrowienia :-))))

                      • letek17 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 09:44
                        Ktoś, gdzieś napisał, że pijak może przestać pić gdyby chciał, alkoholik nie
                        może sam przestać pić choć tego chce. A bardziej rzeczowo - alkoholik to
                        człowiek chory - w klasyfikacji ch0rób ma symbol F 10.2. Pijak to raczej
                        grzesznik. Byłem nim. Jestem alkoholikiem - nie piję. Mnie tyle w temacie
                        definicji wystarczy.
                        Mam z Belką bardzo podobne doświadczeniaco do znajomych. Pozdrawia, życzę
                        wszystkim miłej niedzieli i pogody ducha, która pomoże znieść nie tylko aurę za
                        oknami. Letek.
                        • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 19:08
                          Tu belka F10.2. Podoba mi się))
                          W domu nie mam internetu((( Halny porwał sztywne łącze))) Przyjechałam więc
                          sobie do pracy, a przy okazji odwiedzić mamę i..oczywiście zajrzeć do
                          komputerka)))))
                          To pewnie -do jutra, nie sądzę,żeby łącze samo się naprawiło.
                          /ponieważ piszę przez tpsa to nie mam za dużo do powiedzenia/
                          pozdrawiam
                          • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 19:29
                            Jak to dobrze pisać w sposób zrozumiały dla innych.Teraz rozumiem o co chodzi z
                            tym sztywnym.Napisze:)))
                        • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 20:57
                          Witaj Letku :-)))
                          jakoś nie do końca mogę sie zgodzić z Toba w tej kwestii.Piszesz,że pijak może
                          przestac pić gdyby chciał. Dopóki ktos pije bo tego chce, z róznych przyczyn i
                          okazji, ale potrafi to kontrolować, to nie mozna go nazwac pijakiem, bo i
                          dlaczago.Alkohol jest dla ludzi ktorzy umieją go spożywać i piją np. dlatego,ze
                          lubią smak wina czy piwa.I określenie pijak nie ma do nich zastosowania. Pijak
                          to ten który pije za dużo- a więc nie kontroluje ilości wlewanych w siebie
                          trunków , a zatem stracil kontrolę nad spozyciem.W związku z tym jest nie
                          pijakiem , a alkoholikiem.
                          Pozdrowienia :-)))
                          • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 20:59
                            ups, post w złym miejscu, ale myślę Letku,że do niego trafisz ;-))
    • Gość: belka Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: 217.153.168.* 21.03.04, 02:56
      mój poprzedni pościk wlazł nie w kolejności)))
      • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 06:11
        Belka!:))))))))))))))))
        • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 20:45
          cześć Belka :-)))))
          pytasz czy wiem co to znaczy,że tu jestem?
          Jestem tu właściwie przez przypadek,może trochę z ciekawości. Nigdy wcześniej
          tzn. przed piątkiem tu nie zaglądałam, ani zresztą na żadne inne forum o tej
          tematyce.W piątek szukając forum na całkiem inny temat zupełnie
          przypadkowo "weszłam" i zaczęłam czytać, bardzo wybiórczo zresztą.Gdybym nie
          trafiła na twój post,który tak bardzo przypominał mój przypadek pewnie dzis już
          bym o tym forum nie pamiętała.Wcześniej, gdzieś na początku roku szukalam w
          internecie raczej fachowej wiedzy na temat alkoholu, a raczej skutków jego
          nadużywania i sposobów radzenia sobie z chorobą. Jest całe mnóstwo materiałów
          na ten temat.
          Tak, trafiłam na forum przypadkowo. Przypadek? Ktoś pewnie powie, że to skutek
          działania jakiejś Siły. Może?
          Dieta- nie mam teraz klopotów z obżarstwem, a i ochota na słodycze minęła
          niepostrzeżenie.Po słodyczach mam raczej mdlości i bol glowy. Aktualnie to
          problem nie tycia, z zrzucenia tego co sobie wypracowałam. Ale to może cos z
          gospodarką hormonalną mojego organizmu. Zajmę się tym. No i niezbędny jest
          ruch.Idzie wiosna , mam teraz więcej czasu( znasz to;-)) więc z tym sobie
          poradzę. To tak na marginesie.
          To dobrze,że znalazłaś wsparcie w terapii i w grupie. Jasne,że łatwiej jest coś
          udźwignąc mając kogoś do pomocy.I budujący dla mnie jest Twój entuzjazm
          związany z przekonaniem,że podjęłaś słuszna decyzję.Napisałam już,że nie jest
          wykluczone że i ja może kiedyś skorzystam z tej formy pomocy.Na razie jednak
          tkwi we mnie przekonanie, że wszystko sama udzwignę i nie traktuję tego jako
          niepotrzebnego balastu który trzeba niezwlocznie wyrzucić.Niosę go i jest mi z
          tym dobrze.W momencie gdy zacznie mi ciążyć to pewnie poproszę kogoś o pomoc.
          Z tym szukaniem pomocy to chyba jest podobnie jak z szukaniem milości.Marguez
          napisał"miłości się nie szuka, miłość się znajduje" Może tak jest właśnie ze
          znajdowaniem pomocy...Kiedy się ją znajdzie nie szukając to poprostu trzeba ją
          brać nie zastanawiając się co będzie później.
          Podajesz w poscie przyklad leczenia trądziku, bardzo trafny zresztą, ale w
          mojej ocenie jednak nie do końca. Z trądzikiem poszłas do lekarza oczekując od
          niego pomocy, ale przede wszystkim farmakologicznej. I w tym zakresie był ci on
          z pewnościa niezbędny.Mając wieczę o stosownych chemikaliach mogł ci pomóc.
          Piszesz, że wcześniej założyłas sobie"przecież nie muszę pić" Ja założyłam, że
          nie mogę pić. Może nawet to bym i chciala, ale dla mnie oznacza to całkowite
          okaleczenie organizmu i w konsekwencji przedwczesny zgon. Kiedyś, jeszcze nie
          tak dawno wydawało mi się,że potrafię kotrolowac picie i faktycznie czasem mi
          sie to nawet udawalo. Teraz nie mam juz żadnych złudzeń. Nie mam możliwości
          powrotu do kontrolowanego spożycia, a przerabiać skutków od początku nie chcę.

          Z harcerskim pozdrowieniem i mocne uściski.:-)))))
          • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 21.03.04, 22:01
            renatal64 napisała:

            > Jestem tu właściwie przez przypadek,może trochę z ciekawości. Nigdy wcześniej
            > tzn. przed piątkiem tu nie zaglądałam, ani zresztą na żadne inne forum o tej
            > tematyce.W piątek szukając forum na całkiem inny temat zupełnie
            > przypadkowo "weszłam" i zaczęłam czytać, bardzo wybiórczo zresztą.

            Teraz już wiem,dlaczego mi się nie chciało.
            • Gość: renata Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.lubin.dialog.net.pl 21.03.04, 23:09
              Dopiero teraz wiesz?,a myślałam, że Ty wiesz wszystko wcześniej niż inni nawet
              zdążą pomyśleć..;-))))
              A tak na powaznie, to przeciez reklamujesz sie swoja szczerością. A ode mnie
              czego wymagasz? Żebym napisała że miałam widzenie czy słyszenie,że Głos kazał
              mi to zrobić bo to jedyna droga żebym nie pobadła w samounicestwienie?
              Napisałam jak było naprawdę. Nie szukałam tego forum i taka jest prawda.
              Trafiłam przypadkiem, taka jest prawda. Zresztą gdybys przeczytał uważniej to
              może nie napisałbyś tego (chyba miał być w twoim zamyśle lekceważący) postu.
              Nie chciało Ci się odpowiadać i dobrze Twój wybór. Nie ma takiego obowiązku. A
              ja też przez to nie czuje się gorsza i myślę,że będą mogła dalej z tym żyć;-))
              Przypadkowo, to prawda, ale czy napisałam,że tego żałuję,że to była pomyłka?
              Byc może to w jakis sposób mi pomoże.Albo ktoś z tego forum, niekoniecznie Ty,
              przecież nie jestes tutaj jedyny(chyba,że za bardzo do siebie wziąłeś niektóre
              posty- sodówka? ;-))))

              Pozdrowienia dla Ciebie i wszystkich jedynie wiedzących :-)))
              Miłego i ciepłego nadchodzącego tygodnia.
              • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 22.03.04, 06:06
                No właśnie dopiero teraz .Ale już przy pierwszym poście prosiłem ,żebyś nie
                brała tego do siebie i napisałem,że mi się dostanie.I na jedno zdanie ,że
                zrozumiałem dlaczego(ja zrozumiałem) wybuchasz,tłumaczysz się i
                atakujesz,przypisując mi intencje(lekceważenie)których nie miałem.Naprawdę
                niepotrzebnie.
                Zgadzam się natomiast,że mogłem sobie to jedno zdanie podarować.A może i
                nie?Może i to zdanie ma swoje miejsce i cel na tym forum?
                Sodówka piszesz?Musze się zastanowić...
                • Gość: jaga Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.04, 07:48
                  Przypuszczam Renato, że masz teraz kolejną zagwozdkę ze strony Hepika.
                  Ja też zrozumiałam to dlaczego.....
                  Myślę, że tak naprawdę to niewiele jeszcze wiesz /bez urazy/ o alkoholiżmie,
                  mechanizmach jego działania .... itd.
                  Mam nadzieję, że nie znikniesz z tego forum /jak wiele innych osób/,
                  bo to chyba jednak nie przypadek, że się tu znalazłaś. Pozdrawiam.

                  • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 22.03.04, 09:16
                    Witaj Jaguś ;-))))

                    tak ogólnie to ???????

                    Gość portalu: jaga napisał(a):

                    > Przypuszczam Renato, że masz teraz kolejną zagwozdkę ze strony Hepika.
                    Kolejną??
                    Daj mi Panie,żebym miała w życiu tylko takie zagwózdki ...:-)))))
                    Na temat mojej wiedzy o alkoholizmie nie zamierzam się licytować. Nie jest to
                    temat do licytacji.A chyba nie za bardzo da się to zmierzyć.
                    A Ty masz prawo, jak i każdy z nas do swojej oceny.
                    I nie zamierzam znikać ;-)))))
                    Pozdrowienia i miłego dnia :-))))

                • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 22.03.04, 09:08
                  Hepiku,
                  ranny ptaszek z Ciebie :-)) i w tym również sie różnimy.
                  Piszesz: "wybuchasz,tłumaczysz się i atakujesz"( obyś Hepiku nie nie
                  doświadczył nigdy mojego wybuchu ;-))) Nie jestam tutaj aby się komukolwiek
                  tłumaczyć, usiłowałam Ci jedynie (najwyraźniej nieporadnie) coś wyjaśnić. To
                  nie był Hepiku ani wybuch ani atak.Takiej mocy sprawczej nie ma dla mnie facet
                  siedzący przy kompie, gdzieś na drugim końcu Polski. Nie pochlebiaj sobie ;_))))

                  hepik1 napisał:
                  > Zgadzam się natomiast,że mogłem sobie to jedno zdanie podarować.

                  Faktycznie, jeżeli tylko tyle zrozumiałeś z mego posta to mogłeś sobie darować.
                  Szkoda,że tylko tyle, ale to już nie mój problem.
                  Piszesz,że źle odczytałam Twoje intencje...hmm..Ty moje najwyraźniej też. Cóż,
                  tak to już jest w życiu, że spotykają się ludzie pracujący na różnych
                  częstotliwościach.(jak widać w świecie wirtualnym również)Jakoś nie możemy się
                  chyba zrozumieć.

                  Więc może nie sensu się męczyć??

                  PS. A o "sodówce" pomyśl. I wierz mi, pisząc to nie miałam złych intencji.
                  Czasami warto przystanąć i zastanowić się nad sobą i swoimi relacjami z
                  otoczeniem.Powiesz truizm, tak masz rację.
                  Pewnie członkowie Twego fanklubu będą protestować.Nie zważaj na to, poprostu
                  poczytaj stare posty i zastanów się przez chwilkę jaki odbiór mogą miec u kogoś
                  tutaj "nowego".
                  Musze uciekać mam dziś dużo pracy.A pogoda piękna. Miłego dnia.
                  Niech MOC będzie zTobą.






















                  • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 22.03.04, 15:47
                    Wiesz Renatko-mógłbym pisać o
                    racjonalizacji,intelektualizacji,manipulacji,kpinie i drwinie-o tym jako
                    alkoholik wiem sporo ,sam to potrafię robić bardzo dobrze.To co ty stosujesz
                    działa zwłaszcza na osoby współuzależnione,raczej nie działa na trzeźwego
                    alkoholika.Dlatego moglibyśmy prowadzić długą polemikę,pełną wzajemnej
                    złośliwości.Tylko proste pytanie po co?To co opisałaś w pierwszym poście
                    przekonuje mnie pełni,że alkoholiczką jesteś.Co z tym zrobisz ,to już Twoja
                    sprawa.Jeśli uważasz ,że twoja metoda jest dobra-życzę powodzenia.Napisałaś jednak:

                    "Nie piję dwa miesiące i 19 dni. Na razie mi sie udaje ,bo panicznie boję się,że
                    jak tym razem zacznę to nie uda mi się już skończyć."

                    I mnie się wydaje,że panicznie się bać nie jest uczuciem ani przyjemnym ani
                    wskazanym podczas trzeźwienia.
                    Naprawdę życzę wszystkiego dobrego.
                    • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 22.03.04, 18:06
                      Hepiku,
                      masz całkowitą rację, to moje życie ,moj wybór i całkowicie moja sprawa.
                      I długie polemiki rzeczywiscie nie maja sensu.
                      "Nie piję dwa miesiące i 19 dni. Na razie mi sie udaje ,bo panicznie boję się,że
                      jak tym razem zacznę to nie uda mi się już skończyć."
                      Dla porządku dziś już 22-gi.:-))) I małe sprostowanie. Ten paniczny strach nie
                      towarzyszy mi przez cały czas.Ten paniczny strach powstrzymuje mnie, gdy mam
                      ochotę (sporadycznie, ale zdarza się) wieczorem sięgnąc po piwo. Strach to
                      uczucie które od stuleci powstrzymywało ludzi przed popełnianiem głupst. I tak
                      naprawdę towarzyszy człowiekowi przez całe życie. Bo czym innym jest stress?-
                      oczywiscie jeśli nie jest przedawkowany napędza nas do działań, nie da się bez
                      niego na dłuższą metę funkcjonować.
                      Tak po za tym ciesze się życiem i trzeźwością i moimi małymi sukcesami.I
                      wiosną, tak zwyczajnie, bez wielkich słów.Że czasami nie jest łatwo, a kto
                      powiedział,że będzie? Ale to z pewnościa znasz i Ty.
                      Wierze, że życzysz mi wszystkiego dobrego i pewnie nawet chciałbys mi pomóc.
                      Ale nic na siłę, jak to napisałeś w pierwszym poście.
                      I jescze jedno:
                      "To co ty stosujesz działa zwłaszcza na osoby współuzależnione,raczej nie
                      działa na trzeźwego alkoholika"- tego nie rozumiem, ale nieważne.

                      Wszystkiego dobrego.

                      • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 22.03.04, 18:09
                        No i jak fajnie ,że doszliśmy do jakiegoś porozumienia:))
                      • Gość: kubek Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.ld.euro-net.pl 22.03.04, 18:21
                        hmmmm stosujesz pewne mechanizmy ściśle związane z chorobą :)) - ale na ich
                        poznanie przyjdzie czas...
                        pozdrawiam
                        • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 22.03.04, 22:24
                          Renato))))
                          A mi tak się przypomniało,co Mikołaj Rej napisał:
                          "I co jest człowiek z ustraszoną myślą?
                          Już tam przypadki wszystko we łbie skryślą"
                          Słowa Marqueza " miłości się nie szuka, miłość się znajduje"
                          Prawda.Ale tak sobie myślę,że między nie-szukaniem a znalezieniem jest
                          czekanie, aż Ona przyjdzie.Bo,chyba każdy człowiek czeka na swoją miłość.
                          Zdarza się,że po takim czekaniu,czekaniu...miłość przychodzi do nas sama.
                          A my się zastanawiamy-to Ona,tak wygląda?I czasami nie otwieramy się na nią. Z
                          bojaźni, ze strachu, nie jesteśmy przygotowani....Albo to nie jest jeszcze
                          miość.
                          Może i masz rację,że podobnie może być z pomocą.Jeżeli nie czujemy,że to jest
                          to...To jeszcze jej nie znaleźliśmy, albo nie jesteśmy przygotowani ....
                          To takie moje wynurzenia.
                          pozdrawiam ciepło)))))
                          • renatal64 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 23.03.04, 22:58
                            Cześć Belka ;-))
                            cytat jest ok)), z literatury staropolskiej to nigdy dobra nie byłam (((, ale
                            myślę,że to nie całkiem do do mojego przypadku przystoi.))
                            Mam nadzieję,że ci wszystko idzie po myśli.
                            A przemyślenia sa ciekawe..podobaja mi się.
                            Pozdrowienia i miłego słonecznego dnia.
                            • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 25.03.04, 20:12
                              Witajcie
                              Jeszcze jeden tydzień i przechodzę na drugi etap terapii( z trzech).
                              Ale ten czas leci))
                              Miałam możliwość wyjechać jutro na 9 dni , za śmieszne pieniądze-do Włoch i
                              Grecji...oj kusiło mnie,bardzo.Ale też- myśl,że nie będę na terapii,ominą mnie
                              3 spotkania...nie.Pomijam,że terapeutka ,pewnie, nie zgodziła by się-zawsze
                              mogłabym oszukać,że choroba,ale-primo: po co?, secundo-wystawiłabym się na
                              wyzwalacze-jak nic!!!I znając siebie-miałabym wyrzuty....EEE, te 9
                              niewykorzystanych, słonecznych dni tam-tu zaowocują dodatkową wiedzą, jak
                              sprawić by kolejnych 999 dni -było słonecznych we mnie.Czego sobie życzę.
                              A wszystkim Pogody Ducha)))
                              • letek17 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 25.03.04, 20:40
                                mam nadzieję i życzę Ci tego, by tych dni nie było 999 ale 36 500 na dodatek na
                                trzeźwo i z pogodą ducha. Myślę, że to był dobry wybór. Letek
                                • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 25.03.04, 21:07
                                  Co cztery lata jest rok przestępny ale to juz niuans taki mały.A Grecja
                                  najpiękniejsza w maju i to nie żadne Akropole tylko małe wyspy i to te mniej
                                  turystyczne.W przyszłym roku też będzie maj,Belka.
                                  • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 25.03.04, 22:41
                                    Mam przeczucie,że dobrze wybrałam,Letku)))
                                    Dziękuję za te 36 500 trzeźwych,wzajemnie.

                                    A ten rok przestępny,Hepiku...Zwracasz na to uwagę?
                                    pozdrawiam)))
                                    • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 28.03.04, 19:49
                                      Powiem Wam,że łapię się na tym, jak ciężko jest zastanawiać się, pisać
                                      (czasami)- tak od siebie.Jak jestem pewna siebie, mam pogodę ducha, to
                                      przychodzi mi z łatwością.Jak nastrój waha się , to tak niekoniecznie mam
                                      ochotę zaglądać w głąb siebie,’wolę’ te myśli odłożyć na półkę i tym samym
                                      skazać się na męczarnię. Choć wiem już, że jak zacznę rozpracowywać wnętrze i
                                      dojdę co wpływa na mnie niepokojąco-to poczuję ulgę. To jest jeszcze to pijane
                                      myślenie , wywoływanie emocjonalnego głodu alkoholowego-bo fizycznie- nie chcę
                                      się napić. Ale to odkładanie na półkę pracy nad sobą, jest niczym innym jak
                                      prowokacją do napicia się.
                                      Jak łatwo jest poczuć się pewnym, wyobrazić sobie, że już jestem taka
                                      mocna,przecież wiem już tyle rzeczy, jak chcę się napić to robię to i to, żeby
                                      przeciwdziałać- bo się naumiałam wręcz mechanicznie. Jak wcześniej-
                                      mechanicznie sięgałam po alkohol. Ale’ głowa’, zepsute neuroprzekaźniki są
                                      bezlitosne. Cały czas działają w ukryciu, niby przygłuszone, a wystarczy
                                      maluteńki impuls, a odżywają jak świeżo, niechcąco podlany perz.
                                      Pozdrawiam
                                      Belka kurdupelka
                                      • letek17 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 29.03.04, 10:39
                                        Nie wiem czy potrafię popatrzeć Twoimi oczami na Twój problem. Ja Twój post
                                        widzę, jako żal, że po mimo takiej pracy, takich włożonych chęci efekt nie jest
                                        taki jak chciałabyś żeby był. To dziś jest też moim problemem. Ile razy
                                        powtarzam sobie letku - tyle terapii, pracy a Ty dlaej tak często chciałbyś się
                                        codziennie dobrze czuć, trzymasz dietę przez dwa tygodnie po zobaczeniu wyników
                                        badań swojej wątroby albo parę dni przed nimi. Może pocieszy Cię fakt, że byłem
                                        prawie bliski zapalenia - po dziesięciu latach od ostatrniego papierosa. Te
                                        naumiane techniki pozwoliły go nie zapalić. Ale tą chęcią byłem przerażony.
                                        Jednak za chwilę powiedziałem sobie - nie piję dopiero półtora roku i martwię
                                        się tym, że mam jeszcze jakieś nawrotowe myśli, chcice itp. a tu po 10 latach
                                        taka chcica na papierosa?I ulga - jestem nałogiem do końca życia a taka chcica
                                        to nie tragedia. To w końcu ja muszę zdecydować co chcę zrobić. I nawet
                                        najintensywniejsze terapie to w końcu tylko narzędzia a nie zabiegi
                                        definitywnie wycinające ze mnie nałogową duszę. Trzymaj się belka - wolę bez
                                        przymiotników i pogody ducha. Letek
                                        • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 29.03.04, 11:26
                                          Przyłączam się.Też wolę bez przymiotników ,zwłaszcza takich jak ten
                                          ostatni.Uważam,że jest wręcz odwrotnie.
                                          • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 29.03.04, 19:04
                                            Ha,no popatrz Letku.Jestem zaskoczona.Jak pisałam,chciałam wyrazić ile pracy
                                            trzeba wkładać,żeby być trzeźwym, nie odkłdać jej...Nie czułam jakiegoś żalu.
                                            A teraz jak czytałam Twój post,jak mnie odebrałeś,zastanawiam się.Być może on
                                            we mnie(ten żal) siedzi,podświadomie-mimo,że zdaję sobie sprawę o długiej
                                            drodze... Pomyślę, hmmm.
                                            A co Wam się (Letku i Hepiku)w kurdupelce nie podoba?Nie jest śmieszna?
                                            Pogoda we mnie jest i Wam życzę))))
                                            • 4friday Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 29.03.04, 21:40
                                              A moze, zamiast wszelkich innych waznych dowodow - da Tobie sile po prostu taka
                                              swiadomosc, ze ktos przyjazny po prostu mysli o Tobie?
                                              Reszta w poczcie bedzie, dobrze?
                                              Pozdrawiam naprawde cieplo. 4F.
                                              • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 29.03.04, 22:58
                                                Friday)))Nie inaczej, daje siłę i wsparcie.Dodatkowo ta przyjazna osoba
                                                wskazuje to czego sama nie widzę,a to cenne.
                                                ja też pozdrawiam
                                                /na list odpiszę..karta pacjenta, hi hi :-)))))) /
                                                • Gość: kubek Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.ld.euro-net.pl 20.04.04, 15:39
                                                  hmmm i co słychać na dziś ? ;)
                                                  pozdrawiam
                                                  • bella15 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 25.04.04, 00:10
                                                    ))))))))))))))))))))))))
                                                    Jest dobrze.Nieprzerwanie leczę się, pracuję nad sobą.
                                                    Myśli są spokojniejsze,przy pojawiających się problemach -nie nadchodzi
                                                    pierwszy pomysł(jak to bywało)- napić się- ale jak to rozwiązać.
                                                    Nie przeraża mnie,że np.przede mną 'samotny weekend', bo nauczyłam się (i
                                                    przypomniałam sobie) co lubię robić, co sprawia mi frajdę, czego dobrego nie
                                                    próbowałam jeszcze robić,a może przynieść satysfakcję.
                                                    Z bólem, ale szczerze piszę swoje prace na terapii.Czytam drżącym głosem..
                                                    Potem czuję ulgę, że to wyrzuciłam.Słucham zwrotów.To niesamowite przeżycie dla
                                                    mnie i innych w grupie.Jak wzajemnie się poznajemy,jak wychwytujemy to-co ktoś
                                                    chce ukryć w swojej pracy,boi się, wstydzi,jest na głodzie i automatycznie jego
                                                    praca jest 'inna'.Są ostre słowa,są łagodne.Wszystkie są potrzebne.
                                                    To co mi się przytrafiało po alkoholu, a wydawało mi się,że to jeszcze nic
                                                    takiego, ktoś inny jest przerażony,zupełnie inaczej na to patrzy i mówi mi o
                                                    tym.A ja jestem zaskoczona-bo nie pomyślałam,że mogły być inne konsekwencje...
                                                    A mówi mi to ktoś, kto robił podobnie,jest dla mnie wiarygodny.Za każdym razem
                                                    po czytaniu pracy jestem ciekawa-co u mnie wychwycą inni alkoholicy,czy
                                                    zwyczajnie się ze mną zgodzą,utożsamią.Itd....
                                                    Więc kolejny raz powtórzę: Dzięki Boże,że tam trafiłam.
                                                    pozdrawiam/belka


                                                  • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 25.04.04, 03:58
                                                    Oooo! Bella-zdziwił się hepik po raz drugi tego poranka:)
                                                  • Gość: marcee Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.lama.net.pl / 62.233.214.* 28.04.04, 09:25
                                                    a czemu sie dziwisz hepik?
                                                    odstaw kielonek i idz spac
                                                    jak wytzrezwiejszes swiat bedzie ...jeszcze gorszy
                                                    jak to powiedzial Pilch deliryk: ze jak sie ma meczyc z tym swiatem na trzezwo
                                                    to woli juz byc pijanym
                                                  • Gość: kubek Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: *.ld.euro-net.pl 28.04.04, 10:02
                                                    hmmm i uważasz że to są/były mądre słowa ?
                                                    ale w gruncie rzeczy jego życie , jego delirium....
                                                  • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 28.04.04, 11:33
                                                    Ja wytrzeźwiałem rok i trzy miesiące temu.I świat od tego czasu jest dużo,dużo
                                                    lepszy.To co mówi czy pisze Jerzy Pilch jest jego prywatną sprawą.Jak ci z
                                                    świadomością ,że tak znany człowiek jak Pilch wytrzeźwieć nie potrafi,jest
                                                    łatwiej to też jest tylko twoja sprawa a nie moja.
    • Gość: marcee moja przyjaciolka jest alkocholiczka WSTYD IP: *.lama.net.pl / 62.233.214.* 29.04.04, 07:33
      przezylam szok jak sie dowiedzialam i zobaczylam
      najlepsze bylo jak poszlysmy na wino do knajpy
      ja poprzestaje na 1 kieliszku a ona wyzlopala chyba z 10
      ale jak sie zmieniala!
      najapierw mowi ze jest uzalezniona, ze to okropna udreka, bo pije w domu , jej
      corka sie denerwuje i placze, wiec ona idzie spac do garazu aby corka nie
      przezywala tego
      nie moze pracowac przez alkohol bo sie koncentruje tylko na chlaniu

      i najpierw byla zalosna
      potem wpadla w euforie, wysylala smsy do kochanka i byla ogolnie happy ze
      rozpoczyna terapie i jej to pomoze rzekomo, ta terapia
      potem zaczela belkotliwie cos pieprzyc w kolko to samo i nie chciala wyjsc z
      knajpy !!

      okropny wstyd przezylam bo chciala zastawiac dowod osobisty zeby sie napic !!!
      ledwo wywloklam ja z tej knajpy
      no w ogole cos wstretnego

      zadzwonoila po swojego drugiego przydupasa ktory pzryjechal po nia samochodem i
      to byl najradosniejszy moment bo on wsciekly drze sie: znowu sie nawalilas !
      a ona zeby dal jej spokoj i sie zamknal !!

      obsmialam sie jak norka

      za pare tyg smsuje do mnie zebym przyszla do niej bo bardzo choruje
      wiec jade do niej, pukam dzwonie i wreszcie ona po jakiejs pol godzinie otwiera
      jest jakby zamroczona

      wychylila kielonek wina i mowi do mnie ze mnie przeprasza ale ona musi spac !
      i spi
      ja siedze siedze
      przejrzalam troche gazety i wyszlam
      nastawilam sie an fajne ploty o ciuchach facetach i kosmetykach a tu taki
      szajs !

      wypadaloby sie z ta pijanica skontaktowac dla oka ludzkiego ale mnie takie
      rozrywki nie pasuja jakie ona preferuje wiec na razie cisza po obydwu stronach
      ale ciekawosc jest duza , moze dzisiaj wpadne do niej i wybadam na jakim jest
      etapie
      chleje czy nie?
      • Gość: kubek Re: moja przyjaciolka jest alkocholiczka WSTYD IP: *.ld.euro-net.pl 29.04.04, 09:06
        chleje....
        • Gość: kubek Re: moja przyjaciolka jest alkocholiczka WSTYD IP: *.ld.euro-net.pl 29.04.04, 09:08
          WSTYD ? czyj Twój czy jej ?
          • Gość: jerzy Re: moja przyjaciolka jest alkocholiczka WSTYD IP: 195.187.99.* 29.04.04, 14:46
            marcee jak się wstydzisz jej - a masz prawo i podstawy [jej zachowanie jest
            skandaliczne - skandaliczne a alkoholizm do którego się przyznaje takiego
            zachowania nie może usprawiedliwiać. To tak jakby psychopata usprawiedliwiał
            swoje zbrodnie]. to ją olej i nie chodź tam do niej. Po co Ci te stresy - jak
            ją olejesz to może się opamięta. A do kawiarni chadzaj z tymi co się nie
            upijają.
            • Gość: abc Re: moja przyjaciolka jest alkocholiczka WSTYD IP: 195.187.99.* 29.04.04, 14:49
              A Pilch to jest ciągle "pijany" i na tym swoim alkoholiźmie zarabia kokosy
              pisząc beznadziejne książki.
              • bella15 Re: moja przyjaciolka jest alkoHoliczka WSTYD 30.04.04, 17:31
                Popieram Jerzego!! Marcee-nie wychodź z nią.
                Jeżeli to Twoja przyjaciółka, jak piszesz, to zadzwoń tylko do niej.
                pozdrawiam
                • renatal64 Do Belli :-) 11.07.04, 12:21
                  Witaj Bella,
                  może "skrobniesz" parę słów jak Ci leci?
                  Pozdawiam serdecznie :-))
                  • hepik1 Re: Do Belli :-) 11.07.04, 18:57
                    O rany,toż to juz 2,5 miesiąca minęło...(?)
                    • renatal64 Re: Do Belli :-) 11.07.04, 19:07
                      nioo... całkiem jak w pijanym wiszie..;-))
                      • bella15 Re: Do Belli :-) 11.07.04, 23:35
                        No witajcie))Wywołałaś mnie Renatal do tablicy)))
                        Jest mi dobrze,a juści.Czasem milczenie jest złotem.
                        Cieszę się ze swojego dobrego samopoczucia,samo nie przyszło,długa ,ciężka
                        praca ))),która będzie trwać i trwać-ale warto.Nie chcę wracać do tego co było.
                        Chcę żyć i nie pić.I tego się trzymam,stosuję się do zaleceń terapeutycznych,bo
                        sama nic lepszego nie wymyślę)))
                        Ale nikogo nie zamierzam ,już,przekonywać do terapii-każdy musi sam dojrzeć,a
                        rady może udzielać ktoś -kto jest mocny psychicznie,ma 'na miejscu' emocje-moje
                        dopiero dochodzą do siebie-i dysputy dobrze na mnie nie działały.
                        Moją ogromną radością jest to,że dzięki nie piciu-w końcu czuję spokój
                        wewnętrzny i za to codziennie dziękuję Bogu i proszę,żeby był ze mną jak
                        przyjdą gorsze dni.Chociaż..jak się zastanowić..przecież mam gorsze dni-ale
                        daję sobię radę-wiem co robić.Ale mogą być gorsze...
                        A nagrodą większą -niż milion w totka jest dla mnie to,że unormował się
                        metabolizm,ważę sobie 52 kilogramy,co dodatkowo wpływa na moje samopoczucie.
                        UUU,muszę kończyć.Nadchodzi moja pora snu -i tego też przestrzegam.Śpię jak
                        dziecko.
                        Pozdrawiam serdecznie))
                        belka
                        • hepik1 Re: Do Belli :-) 12.07.04, 01:35
                          Belka śpi jak dziecko a ja nie ;) No to sie porobiło:))
                          • renatal64 Re: Do Belli :-) 12.07.04, 21:42
                            Witaj Belka :-))
                            cieszę się,że wszystko Ci się dobrze układa :-) Dzięki za odzew, choc nie
                            chciałam sie na siłę wywołwać ;)) Twój post zawiera kilka trafnych
                            spostrzeżeń.Jak zwykle zresztą. Życzę powodzenia.
                            Pozdrawiam serdecznie.
    • abcd777 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 13.07.04, 11:00
      no to gratuluje! Ja jestem niestety na etapie, ze dam sobie rade, choc...
      zreszta sama nie wiem. Parę wątków jednak troche mnie zaniepokoilo. Tez łapię
      sie na tym,ze jak są goście, to mi wszystko wypiją i dla mnie nic juz nie
      zostanie. Kurcze musze cos z tym zrobic, ale nie wyobrazam sobie, ze miałabym
      juz nigdy nie napic sie czerwonego wina (tylko to pije).
      • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 13.07.04, 12:54
        abcd777 napisała:

        > Kurcze musze cos z tym zrobic, ale nie wyobrazam sobie, ze miałabym
        > juz nigdy nie napic sie czerwonego wina (tylko to pije).

        Ta informacja dla alkoholika jest zawsze szokiem-że już ani kropli do końca
        życia.Każdy ma nadzieje,że troche sie podleczy a nawet wyleczy i będzie można
        spokojnie,po troszeczku degustować.
        A tak na marginesie pytanie-O czym ma świadczyć ,że tylko czerwone wino
        pijasz?Znaczy innny alkohol w winie? Szlachetniejszy? Jeśli tylko wino to bycie
        alkoholikiem nie wchodzi w rachubę?
        Ja nie twierdzę ,że jesteś uzależniona,broń Panie Boże,ale jak słyszę taki tekst
        -Ja tylko...-to widzę ,że jakiś mechanizm iluzji i zaprzeczeń zaczyna działać.
        • abcd777 Re: do hepika 13.07.04, 16:17
          no tak, chyba faktycznie uruchamia sie jakis mechanizm zaprzeczen, oparty na
          tym, ze przeciez mowia, ze czerwone wino to "najzdrowszy" z alkoholi. Bo sumie
          czlowiek sobie wmawia, ze wszystko zalezy co i jak sie pije i ze alkoholicy to
          menele w barach i knajpach, a jak pijesz w dobrych warunkach i dobre trunki
          w "kontrolowanych ilościach", to ci to nie grozi. Hm...
          Sama sie smieje, jak to pisze, ale coz... swoja droga to dziwne, ze jednego to
          nie wciąga, a drugi sie uzależnia. Geny winne czy jak?
          • hepik1 Re: do hepika 13.07.04, 18:58
            Uzależnia alkohol.A w jakim opakowaniu to już zależy od wielu czynników-miejsca
            urodzenia,pochodzenia ,statusu materialnego.Pewne jest ,że nikt nie zaczynał
            swej kariery od denaturatu.Choć wielu tak kończy.Nawet tych,którzy pierwszy raz
            upili sie francuskim,oryginalnym szampanem czy armeńskim koniakiem.To przecież
            zależy tylko od zasobności kieszeni.Ci najbiedniejsi zaczynają teraz od
            nalewek.Ja ,pamiętam do dziś,(taki szczeniacki pierwszy raz)upiłem sie wermutem
            o nazwie Bianco za 48 zł w 1973roku.A najmarniejszym wtedy trunkiem był jabol,
            nazywany od kryptonimu naszego najlepszego agenta umieszczonego w Abwerze , J-23
            za właśnie owe 23 zł.Czyli zaczynałem od nie najniższej półki-choć komuna była
            pod tym względem dosyć egalitarna ;)
            • bella15 serdeczności 13.07.04, 19:51
              No bardzo mi miło,że tu piszecie))))
              Dziękuję za dobre słowo i trzymam kciuki
              za zaglądających na najtrudniejszy...
              i na inne wątki, oczywiście.

              //Hepciu-dzięki za reakcję wpisową))))//
              Specjalne pozdrowienia dla Renatal:-))
              belka
            • abcd777 Re: do hepika 13.07.04, 20:53
              no tak , moze nie ma roznicy, hepik, ja wlasnie zakupilam sobie dobre wino i
              zafunduje sobie zaraz lampeczke, hm... nie wiem , jak mam sobie odmowic lampki
              wina wieczorem? No jak? doszlam juz do wniosku,ze moje popijanie wiąże sie z
              samotnoscia i z cala trzezwoscia wysuwam wniosek, ze gdybym nie mieszkala sama,
              to bym nie pila i juz! a wiem co mowie! o!
              • renatal64 Re: do abcd777 13.07.04, 21:07
                Przepraszam,że się wcinam, bo liścik jest do hepika. Ale tak sobie myślę,że
                zawsze jest dobrze móć na coś albo na kogoś zwalić. Sama piłam najpierw z
                okazji...a potem z powodu braku okazji.

                Belka dzięki za specjalne pozdrowienia :)) A tak na marginesie jeżeli nie
                sprawi Ci to różnicy to zwracaj się do mnie per Renata. Renatal nie wiem
                dlaczego kojarzy mi się z płetwal.;-)) Bez sensu, ale cóż...

                PS
                no i wątek ożył!
                • abcd777 Re: do renatal 13.07.04, 21:33
                  renatal, no coz, moze i tak jest, ale ja tego sobie nie wyssalam z palca.
                  Ilekroc z kims bylam, to nie pilam. Jak jestem sama i nawet nie mam o kim
                  pomyslec, to mysle o winie! hahha niezla kompilacja , mialam na mysli wino ,
                  choc i po czesci winę!!! ALE fakt faktem, ze ja popijam jak mam okazje, a jak
                  jej nie mam, to sie w ten sposob pocieszam i wychodzi na to samo! ALE JAK z
                  tego wyjsc? przeciez nei wmowie sobie, ze zielona herbata to to samo!!!!!
                  HM.....
                • abcd777 Re: do renatal 13.07.04, 21:40
                  i skonczylo mi sie wino! ech, a takie dobre bylo! w tym tygodniu mam 3
                  imnprezy, i jak mam na nich nie pic, skoro to jednorazowe okazje? (wesele,
                  obrona doktoratu i habilitacj? ) no sami powiedzcie? mam nie isc? bo jak pojde,
                  to z pewnoscia sie napije! ech
                  • renatal64 Re: do abcd777 13.07.04, 22:32
                    Dopóki telerujesz swoje picie i ci ono nie doskwiera nie oczekuj od nikogo
                    żadnych rad. Nikt Ci ich nie udzieli. Widocznie alkohol nie przeszkadza ci
                    jeszcze na tyle, żebyś podjęłą właściwą dezyzję. Ale uważaj bo jest tylko
                    " cieńka czerwona linia" za którą staniesz sie wobec "niego" bezbronna. Wiem
                    coś o tym, tyle,ze mnie całe lata i morze wypitego alkoholu zajęło dojście do
                    oczywistych wniosków. Ale może ty wcale nie jesteś uzaleźniona i poprostu sobie
                    od czasu do czasu popijasz dobry trunek w ramach degustacji?
                    Pozdrawiam :-)
              • hepik1 Re: do hepika 14.07.04, 05:39
                abcd777 napisała:

                doszlam juz do wniosku,ze moje popijanie wiąże sie z
                > samotnoscia i z cala trzezwoscia wysuwam wniosek, ze gdybym nie mieszkala sama,
                >
                > to bym nie pila i juz! a wiem co mowie! o!

                Jak to widzi Bill:

                "Sztukę znajdowania pretekstów doprowadziliśmy do mistrzostwa.
                Musieliśmy pić , ponieważ nam się źle wiodło i ponieważ wiodło nam się bardzo
                dobrze.
                Musieliśmy pic, ponieważ się dusiliśmy w atmosferze zaborczej miłości rodzinnej
                albo, że nikt nas nie kochał.
                Musieliśmy pić ,ponieważ odnosiliśmy wspaniałe sukcesy albo ponosiliśmy
                druzgocące klęski.
                Musieliśmy pić, bo nasi wygrali albo przegrali.
                I tak dookoła Wojtek bez końca."

                I jeszcze:

                "W samotnych rozważaniach możemy ule tendencji do samousprawiedliwienia i
                pobożnych życzeń. Rozmowa z drugim człowiekiem ma tę zaletę, że możemy usłyszeć
                bezpośrednio od niego uwagi na temat naszej sytuacji."

                A tak od siebie-jeśli to rzeczywiście jest jedna lampka wieczorem i jedna czy
                dwie na imprezach,to nie ma sie czym przejmować.Ale jeśli bedzie tego coraz
                więcej i więcej-to my tu na Ciebie poczekamy i powiemy co dalej;))

                • abcd777 Re: do hepika i renatal 14.07.04, 22:34
                  NO dzieki Wam za slowa otuchy, ja zdaje sobie sprawe z pretekstow, ktore sobie
                  stwarzam, faktycznie alkohol nie doskwiera mi jeszcze tak bardzo, by go
                  definitywnie rzucic, ale jak pisze renatal, granica miedzy niewinna degustacja
                  i mala przyjemnoscia a koniecznoscia picia jest bardzo plynna i niewidoczna.
                  Dlatego wole juz dmuchach na zimmne. Na razie sa to faktycznie lampki wina a
                  nie morze wina. Dzis bylam na imprezie i wypilam lyk szampana (reszta zostala w
                  kieliszku, bo jakos nie mialam ochoty na dalsze picie). Jutro druga impreza,
                  zobaczymy jak bedzie.Najgorsze jest to, ze ciagle sa jakies okazje, a nawet jak
                  ich nie ma, to tak jak hepik piszesz, dobry jest sukces lub jego brak, dobra
                  jest milosc lub jej brak itd. ech,,, trza sie w koncu opamietac. no to na razie
                  • hepik1 Jak to widzi Bill? 17.07.04, 07:45
                    "Mało kto zechce szczerze realizować program AA, dopóki nie stoczy się na dno.
                    Stosowanie Kroków oznacza przyjęcie takiej postawy i zachowania, których żaden
                    pijący alkoholik nie dopuści nawet do swych myśli.
                    Żaden przeciętny alkoholik, bezgranicznie zapatrzony w siebie, nie podda się
                    takim rygorom, dopóki nie uzna, że musi się im poddać, by ratować własne życie."

                    Tyle,że potem jest zdecydowanie trudniej.Może nie warto czekać?

                    • abcd777 Re: Jak to widzi Bill? 17.07.04, 19:14
                      hm...no to od czego zacząć, jesli nie jestem jeszcze na dnie?To pewnie zla
                      postawa, jesli założę sobie, że chce pic mniej. Ja nie bylam nigdy zwolennikiem
                      drastycznych rozwiązań, bo uwazam , ze droga perswazji mozna osiągnąć wiecej, a
                      takie drastyczne rozwiazania, sa katowaniem wlasnej osobowosci. Przeciez
                      wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem. Moj problem polega na przesunięciu
                      granicy umiaru.
                      • renatal64 Re: Jak to widzi Bill? 17.07.04, 21:55
                        Więc jednak masz świadomość tego, że przesunęłaś granicę umiaru. Czy dobrze
                        zrozumiałam?
                        Nie chcę żeby to zabrzmiało moralizatorsko, ale to jest pierwszy sygnał, który
                        powinien Cię zaniepokoić. Ta granica z czasem może ci się całkowicie wymknąć
                        spod kontroli, bo tak wygląda rozwój wydarzeń w przypadku choroby alkoholowej,
                        co nie oznacza oczywiście,że to Ciebie dotyczy.
                        Ale jak to napisał Hepik z czasem jest coraz trudniej, więc może nie warto
                        czekać?
                        U mnie ta choroba rozwijała się latami, nie upijałam sie jabolami, tylko
                        dobrymi trunkami, choć w winach gustowałam najmniej ;-) Ale jaka to różnica
                        czym się kto upijaja? To taka mala dygresja. Początkowo kiedy zapaliło się
                        czerwone światełko, że coś jest ze mną nie tak, to w zasadzie nic z tym nie
                        chciałam robić bo przecież wokoło ludzie też pili i wszystko jest przecież dla
                        ludzi- tak sobie myślałam. Później było coraz trudniej i już chciałam, ale nie
                        mogłam za wiele zrobić.

                        pozdrawiam i życzę trafnych wyborów.:-))
                        • abcd777 Re: Renatal!!! 17.07.04, 22:17
                          no tak, w sumie nie wazne czym sie kto upija, choc do niedawna myslalam ze to
                          roznica,bo jak widze meneli pod blokiem i siebie, to jednak jest roznica! ALE w
                          dalszej perspektywie chyba jej nie ma! KOchana, u mnie tez owa choroba rozwija
                          sie latami, pije od 5 lat, tzn od tego czasu, jak zamieszkalam sama ,
                          wyprowadzilam sie od rodzicow! i o czym to swiadczy, ano o tym, ze nie moge
                          meiszkac sama, dlatego we wczesniejszym mailu pisalam, ze gdyby mieszkal ze mna
                          ktos, to na pewno bym nie pila, bo nie, bo bym sie wstydzila, chocby dlatego! a
                          tak, coz, swawola pelna! nie umiem byc sama, dlatego pije, i w moim przypadku
                          nie maja zastosowania wstawki typu, ze pijesz z braku sukcesu lub z sukcesu,
                          nie, ja wiem, jak funkcjonuje majac kogos przy sobie a jak , bedac sama! i to
                          jest moj problem~! mysle wiec, ze sieganie do kieliszka jest zjawiskiem w mym
                          przypadku wtórnym., naprawde!
                          • renatal64 Re: do abcd 17.07.04, 23:06
                            Dziwnie mi jakoś tak sie do Ciebie zwracać.., ale do rzeczy. Nie twierdzę,że
                            nie masz racji w kwestii przyczynku. W mojej ocenie powinnaś jednak sie temu
                            bliżej przyjrzeć..Zabrzmi pewnie banalnie, ale jeśli nie skutkom to może
                            spróbować coś zaradzić przyczynie. Sytuacja kórą opisujesz będzie pewnie
                            sprzyjać dalszemu Twemu piciu.Sama tak przecież twierdzisz.Więc..no własnie
                            sama musisz wyciągnąc wnioski.
                            Pozdrawiam.
                            • bella15 do abcd 17.07.04, 23:51
                              Witaj.Czytam co piszesz...i czytam.
                              Bronisz swojego picia nóżkami i rączkami.
                              Co zrobisz to Twoja sprawa.
                              Nie pić-to trzeba chcieć dla samej siebie.'Policjant' obok niczego nie załatwi.
                              Może masz problem z alkoholem-może nie-nie mnie wyrokować.
                              Ale mechanizmy obronne picia -masz pierwsza klasa.
                              Ja się cieszę,że (co daj Boże)nie muszę wieczorami napić się gdy zostaję
                              sama,albo co gorsza-prowokować awanturę,żeby mąż poszedł sobie do kolegów -a ja
                              się nachleję i nikt nie zobaczy,a i wstydu nie będzie.
                              pozdrawiam srdecznie.
                              belka
                              • hepik1 Re: do abcd 18.07.04, 06:57
                                Ten cytat z Billa W(to taki facet,który wymyślił paredziesiąt lat temu
                                AA)dokładnie mówi o tym,o czym ty piszesz.Że każdy powód jest dobry aby się
                                napić i najbardziej absurdalne usprawiedliwienie uspakaja nasze sumienie.U
                                Ciebie jest to akurat samotność.Ale ktoś inny może pić dokładnie na odwrót-"z
                                powodu" swego męża i czeladki dzieci,które się kiedyś tam przydarzyły i nie
                                pozwoliły się zrealizować w życiu.I tak możemy sobie wymyślić dowolny powód i
                                powiedzieć -pije,bo...Najtrudniej powiedzieć.Piję bo jestem alkoholikiem.Piję
                                ,bo jestem chora(a alkoholizm ma swój nr statystyczny-303)
                                Trochę dziwna ta nasza dyskusja-bo ty piszesz o lampce wina wieczorem a my
                                wytaczamy armaty-ale mnie się wydaje,że jest tego alkoholu trochę więcej w Twoim
                                życiu i coś tam juz się podziało nie tak.
                                I może nie będzie to oryginalne co napiszę ale z bagna (a tak możemy
                                potraktować tę chorobę) łatwiej wyjść gdy zanurzone mamy dopiero stopy czy nawet
                                jesteśmy w nim po kolana.Trudniejsza sprawa z wydobyciem,więcej wysiłku
                                potrzeba gdy zassało nas po pas,sprawa prawie beznadziejna-gdy bagno sięga szyji
                                a rękami już ruszać nie potrafimy.Choć to taka choroba,że mimo wszystko na
                                każdym etapie możemy jej rozwój powstrzymać.(inna sprawa już z przypadłościami
                                czysto fizycznymi-marskością wątroby,chorą trzustką itp,itd)
                                A koniec i żadnego ratunku dopiero wtedy,gdy bagno zaleje usta.
                                Reasumując-lepiej wcześniej niż wcale:)
                                Pozdr
                                • abcd777 Re: do renatal, belki i hepika 18.07.04, 20:03
                                  Moi Drodzy! czytam, co piszecie i hm chyba macie racje. Moj mechanizm
                                  usprawiedliwien dziala doskonale. Widze, ze ani Belka ani Hepik twardo obstają
                                  przy swoim punkcie widzenia i nie wierzą w moje zapewnienia, ze to zjawisko
                                  wtórne. Zreszta teraz to ja juz sama nie wiem:(
                                  Mowicie, ze wchodze lub tkwie w bagnie i czym predzej trzeba sie z niego
                                  wydostac. Renatal, wiem co mi dajesz do zrozumienia, pracuje nad tym, ale mi
                                  nie wychodzi jakos.Ale zaczyna sie robic z tego błędne koło.Belka, moze kiedys
                                  tez powiem, tak jak Ty, ze mi sie udalo, ze nie musze i nie chce wyciągać
                                  kieliszka. Najgorsze jest to, ze ja to wyciaganie kieliszka wieczorkiem kojarzę
                                  z przyjemnością, a przecież trudno pozbawiac sie przyjemnosci. dlatego powinnam
                                  chyba sobie zacząć wmawiać, ze to żadna przyjemnośc, a przykry obowiązek, ktory
                                  należy zastąpić czyms innym. Tylko czym?
                                  Pozdrawiam serdecznie - abcd
                                  • jklepacz Re: przyjemnosci 18.07.04, 21:19
                                    ja sam gdy rezygnowałem z picia /świadomie / wiedziałem że mimo iż była to
                                    przyjemnośc w pewnym okresie
                                  • hepik1 Re: do renatal, belki i hepika 19.07.04, 05:28
                                    Pierwsze cztery literki alfabetu już poznałaś:)Jakby co-nie będziesz mogła
                                    powiedzieć -Nie wiedziałam-Dobrze będzie ,gdy nie będziesz musiała poznawać
                                    następnych.Pozdr
                                    • abcd777 Re: hepika 20.07.04, 19:47
                                      Hepik, a Ty kurde jasnowidz czy co!!!! Jako jedyny, poprawnie zdekodowałeś moj
                                      nick! To wlasnie bylo zamyslem przy jego wklepywaniu. Ech, widze, zes czlowiek
                                      z branży hehhehe... no tak , faktycznie poczatki mam za sobą, tez wolalabym nie
                                      poznawac dalszych literek.... wczoraj mialam znow imprezke w domu, przyjechala
                                      kumpela z problemami i poszly dwie butle wina! a ja ciągle jeszcze czuje sie
                                      pijana! Chyba faktycznie alkohol mi nie sluzy, no ale go lubie! I tak w kólko.
                                      Moze faktycznie, tak jak pisal jareq przejde na wykwintne kolacje z ekskluzywna
                                      herbatka? sama juz nie wiem!
                                      • abcd777 Re: hepika 07.08.04, 21:49
                                        Hepik, kurde ;powiedz co robic, ja ciagle popijam :( mam urlop i zamiast sie
                                        nim cieszyc, co dzien ide po flaszke wina! wkurza mnie to, ale to silniejsze
                                        ode mnie, skoro nie mam nic innego do roboty, to popijam! Nawet wzielam sie za
                                        mycie szafek w kuchni w calym domu, ale myje je popijac wino (dzis Martini),
                                        nie wiem jak z tego sie otrz asnąc, jak bylam w gorach, to nawet do glowy mi
                                        nie przyszlo. by pic czy palic! ech, kurde co ja mam robic, skoro flaszk urosla
                                        do roli najlepszej towarzyszki?? POradz co! Blagam,!!!!!
                                        • wojtech451 Re: hepika 08.08.04, 08:55
                                          abcd777 napisała:

                                          > nie wiem jak z tego sie otrz asnąc, jak bylam w gorach, to nawet do glowy mi
                                          > nie przyszlo. by pic czy palic! ech, kurde co ja mam robic,
                                          > POradz co! Blagam,!!!!!

                                          Wprawdzie wywoływałaś hepika ale może się wetnę i podpowiem bom człek z branży.
                                          W Twoim pytaniu jest odpowiedź!
                                          Pakuj walizki i w góry!
                                          To na początek a później do fachowców musisz się udać. Samo pisanie na forum
                                          nie załatwi problemu. Trzeba większej aktywności.
                                          • abcd777 Re: wojtech 08.08.04, 20:11
                                            no tak, ale w gory dopiero we wrzesniu moge ruszyc, a do tego czasu co?? ech,
                                            wiem ze gadanie na forum nie zalatwi problemu, ale w pewien sposob pomaga.
                                            JEstem sama wsciekla na siebie, ze dalam sie owładnąć flaszce wina! To przeciez
                                            nienormalne, ale ja naprawde lubie wino.Problem w tym, ze chyba za bardzo:(( A
                                            fachowcow nie chce, przeciezn np renatal daje sobie rade sama, przeczytalam jej
                                            forum i widac, mozna! Tylko jak sie zmotywowac? ech, wstyd mi i tyle!
                                            • wojtech451 Re: wojtech 08.08.04, 22:07
                                              abcd777 napisała:

                                              >A fachowcow nie chce, przeciezn np renatal daje sobie rade sama, przeczytalam
                                              >jej forum i widac, mozna! Tylko jak sie zmotywowac? ech, wstyd mi i tyle!

                                              Też myślałem podobnie. Miałem pracownika, który pił b.dużo przez kilkadziesiąt
                                              lat (ze 30) i nagle z dnia na dzień przestał. Podpisał tzw. krucjatę i po
                                              prostu przestał. Już nie pije 15 lat. Myślałem skoro on potrafił to ja też
                                              mogę. No i próbowałem, próbowałem, próbowałem.....Czas biegł a ja piłem coraz
                                              więcej. W końcu zrozumiałem, że nie dam sam rady i skorzystałem z pomocy
                                              fachowców (terapia 6 tygodniowa). Pomogli i od dwóch lat trzeźwieję.
                                              A motyw? Każdy jest dobry: zdrowie, wygląd, finanse, rodzina, środowisko,
                                              praca, ambicja, autorytet i tysiąc innych - dla mnie motywacją były i są
                                              dzieci.
                                        • hepik1 Re: hepika 09.08.04, 08:44
                                          abcd777 napisała:

                                          > Hepik, kurde ;powiedz co robic, ja ciagle popijam :( Nawet wzielam sie za
                                          > mycie szafek w kuchni w calym domu, jak bylam w gorach, to nawet do glowy mi
                                          > nie przyszlo. by pic czy palic!

                                          A gdyby w tak w górach na zmywaku się gdzieś zatrudnić?
                                          • wojtech451 Re: hepika 09.08.04, 21:34
                                            He,he,he - no hepik, co jak co ale o poczucie humoru to Cię nie podejrzewałem.
                                            Uśmiałem się nieźle - lakonicznie i dobitnie!
                                            A poważnie - rada jest przednia!
                                            • abcd777 Re: hepika 09.08.04, 22:13
                                              Wy sie nie smiejcie z wojtech, bo coz, trza to przerwac, a nazwane przez Ciebie
                                              powody -Hepik- sa nie do obalenia, fakt, z tym ze ja nie mam dzieci hehhe,
                                              wygladam tez normalnie (jeszcze zadnych zewn) skutków nie zauwazylam, no ale
                                              tak powaznie , musze dac sobie rade sama!!! Nie moge pozwolic sobie na terapie,
                                              bo jestem - hm jakby to rzec, by nie zabrzmialo nieskromnie- po prostu duzo
                                              ludzi mnie rozpoznaje, bo jestem osoba powiedzmy,ze publiczna (to oczywisci ena
                                              wyrost powiedziane, ale zadne inne lepsze slowo mi sie nie nasuwa). Dzis bylam
                                              u kumpeli i ona pije dwa piwa dziennie, bez wyjatkow, i wcale nie uwaza, by byl
                                              to juz alkoholizm. Ty pewnei masz inne zdanie w tej kwestii, zacytujesz teraz
                                              pewnie tego Jorga czy Jima czy jak mu tam bylo, a ja uwazam, ze trzeba sie
                                              zebrac w samym sobie i po prostu CHCIEC! Tylko jak zechciec, skoro to jest dla
                                              mnie jeszcze przyjemnoscia, ktora nie jest jeszcze brzemienna w skutki :)
                                            • hepik1 Mniej śmiesznie 09.08.04, 22:19
                                              Czy ja wiem ,czy to takie śmieszne?
                                              A całkiem na poważnie :
                                              "Warto jak najwcześniej uświadomić sobie ,że TRZEŹWOŚĆ NIE JEST KARĄ za
                                              coś.Należy ja traktować jako nagrodę czy premię za pokonanie oporu przed
                                              zmianą,za odwagę przyznania sie do słabości wobec alkoholu,za siłę pozwalającą
                                              zacząć życie od nowa,za wiarę w siebie.
                                              Trzeźwośc jest nagrodą za wiele rzeczy,na które człowiek się zdobywa po latach
                                              nałogu,mimo potężnej i długo jeszcze groźnej mocy uzalężnienia.Trzeźwość udaje
                                              się osiągnąć tym ,którzy okażą sie najodważniejsi i najbardziej obdarowani w
                                              ważne dla człowieka wartości.Potrzebne są do tego takie cechy charakakteru
                                              jak:wytrwałość,samodyscyplina,cierpliwość ,pokora,uczciwość.Przydaje sie też
                                              pogoda ducha,akceptacja ,no i poczucie humoru.
                                              Mimo postępu w metodach leczenia wielu alkoholikow niestety,wciąż nie osiąga
                                              trwałej trzeźwości.M.in dlatego ,że nie potrafią ODŻAŁOWAĆ STRATY,za jaką
                                              uważają wciąż picie.I dlatego również ,pogrążeni w "żałobie" żyją w
                                              smutku,złości i żalu do losu,że "tak ich pokarał"Z takim nastawieniem nie sposób
                                              długo wytrzymać bez alkoholu."
                                              • abcd777 Re: Mniej śmiesznie 10.08.04, 22:39
                                                no tak Hepiku, masz racje w tym , co piszesz, bo picie jest przyjemnoscia i ja
                                                sie pytam w imie czego, mam sie jej pozbawiac? Dzieci nie mam, meza tez nie,
                                                mieszkam sama, wiec komu to szkodzi? Moze dlugofalowo patrzac - mnie samej, ale
                                                ze ja nadaje na krotkich falach, ale intensywnych, to tez mi nie szkodzi! i tak
                                                nie moge znalezc motywacji, by od tego odejsc! To jest moj problem! ech, trudna
                                                sprawa...
                                                • wojtech451 Re: Mniej śmiesznie 13.08.04, 21:02
                                                  abcd777 napisała:

                                                  >ja sie pytam w imie czego, mam sie jej pozbawiac? Dzieci nie mam, meza tez
                                                  >nie, mieszkam sama, wiec komu to szkodzi?

                                                  Oczywiście, że nikomu nie szkodzi - oprócz Ciebie ale czy warto dla siebie
                                                  samej pozbawiać sie tej przyjemności?

                                                  >Moze dlugofalowo patrzac - mnie samej, ale ze ja nadaje na krotkich falach,
                                                  >ale intensywnych, to tez mi nie szkodzi! i tak nie moge znalezc motywacji, by
                                                  >od tego odejsc! To jest moj problem! ech,

                                                  Skoro sdecydowałas się tu napisać to znaczy, że go dostrzegasz i jesteś
                                                  zaniepokojona, że tracisz kontrolę nad swoim postępowaniem.

                                                  >trudna sprawa...

                                                  Nie tak bardzo. Jak napisałaś wcześniej - trzeba tylko CHCIEĆ.
                                                  • abcd777 Re: wojtech 13.08.04, 22:22
                                                    ale jak tu chciec?? w imie czego?? mam nawal roboty, ktora zalewam winem,.
                                                    inaczej nie dam rady, ech.. a w promieniu 5 km nie ma nikogo, kto dal by mi
                                                    jakas alternatywe, wiec.... coz pracowac i popijac, popoijac i pracowac,
                                                    inaczej sie nie da ... pozdrowka abdc
                                                  • hepik1 Re: wojtech 13.08.04, 22:45
                                                    Już od dłuższego czasu mi sie wydaje,że nasze abecadełko;) chce sobie po prostu
                                                    pogadać a alkoholiczką może dopiero zostać za jakis czas ,jak sie mocno postara.
                                                    W sumie na forach innych dosyć czesto trudno zaistniec a tutaj wzbudziła
                                                    zainteresowanie i kilku dżentelmenów;) gotowych nieść posłanie i pomoc.
                                                    Ja myślę ,że dopóki picie sprawia przyjemność i nie przynosi żadnych widocznych
                                                    szkód innym a subiektywnie czy obiektywnie również Tobie,to- Na zdrowie
                                                  • abcd777 Re: oj hepiku!!! 13.08.04, 23:28
                                                    oj hepiku,obys mial racje ze abecadelko tak sie miewa, jak sobie wyobrazasz, ja
                                                    juz sama nie wiem, guibie sie, ciagle pracuje, tlumacze na okraglo i popijam, a
                                                    to mnie martwi i pocieza, nikomu krzywdy nie daje, i tak w kolko, ide spac bo
                                                    wino tez dziala :( dobrej nocki hepiku
                                                  • hepik1 Re: oj!!! 14.08.04, 08:41
                                                    Ale na "dzień dzisiejszy"(brrr) już nic mądrego nie wymyślimy w temacie
                                                    alkoholizm abecadełka.Może faktycznie sie trzeba rozejrzeć za jakimś facetem
                                                    konkretnym,może niekoniecznie alkoholikiem.Dzięki lekturze forum przynajmniej
                                                    będziesz wiedziała jak tacy "wyglądają" ;) I to jest ten zysk pierwszy.A drugi
                                                    to taki ,że jak będzie tego wina dwie albo i więcej butelek dziennie ,i to nawet
                                                    wtedy ,gdy ten facet juz będzie -będziesz już wiedziała "co i jak" Pozdr
                                                  • bella15 belka wraca))) 30.09.04, 00:03
                                                    Witajcie.Przyszłam napisać,że żyję i mam się dobrze(oczywiście,że nie zawsze,
                                                    wszak mój alkoholizm nie jest lepszą i wyjątkowo słabą odmianą choroby -jak u
                                                    innych uzależnionych :-)
                                                    Na szczęście jest HALT, a z okazji jesieni trzeba włączyć HALT TURBO))
                                                    Przynajmniej ja zauważam u siebie taką potrzebę.Wszak to moja pierwsza taka
                                                    jesień )))hie, hie.
                                                    To może dzisiaj tyle.Bo zaraz muszę iść spać,a sen z kurami już przegapiłam!!))
                                                    Pozdrawiam wszystkich serdecznie .
                                                    belka


                                                  • Gość: kubek Re: belka wraca))) IP: *.ld.euro-net.pl 30.09.04, 08:02
                                                    ooooo żyjesz :))
                                                    pozdrawiam
                                                    ps. a jesień to piękna pora roku :)))
    • Gość: Teresa Mielke Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. IP: 212.244.84.* 30.09.04, 08:07
      Mam kuzynkę ,która ma problemy tego typu, proszę o adres ośrodka, który
      prowadzi terapię tak skutecznie.

      teresamielke@interia.pl
      • hepik1 Re: Najtrudniejszy 1 krok.Jestem na terapii. 30.09.04, 08:17
        Gość portalu: Teresa Mielke napisał(a):

        > Mam kuzynkę ,która ma problemy tego typu, proszę o adres ośrodka, który
        > prowadzi terapię tak skutecznie.
        >
        > teresamielke@interia.pl

        www.odwyk.pl
        Tu sa dziesiątki czy nawet setki takich poradni jak ta, w której Belka się
        terapeutyzowała:)
        • Gość: Natalia Witaj Piekna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 08:36
          Witaj Piękna (I trzeźwa).Robisz to w pieknym stylu. Mądrze. Ten okres
          milczenia. Słuchanie siebie. Byłam nieco starsza, kiedy zaczynałam moje życie
          bez alkoholu. Powiem Ci jedno. Warto! O Boze jak warto. Nie chcę sobie nawet
          wyobrażać co by było gdybym wtedy nie wzięła sie za twarz.
          Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Natalia.
          • renatal64 Re:Belka 30.09.04, 10:56
            Witaj Belka,
            cieszę się, że u Ciebie wszystko według zamierzeń :-)))
            Tak trzymaj dalej, uda się.
            ps
            to również moja pierwsza "taka" jesień, a wierzę,że będzie i zima.
            Pozdrawiam
            • letek17 Re:Belka 30.09.04, 15:49
              Witaj
              Ucieszyłem się dziś po raz pierwszy, gdy przeczytałem Twój post.
              Od rana moja Siła Wyższa kolejny raz okazała się dosłowna i spełniała słowa
              modlitwy .........niech się dzieje wola Twoja a nie moja. Myślę, że dziś jestem
              do tego gotów.
              Ostatnio przeglądając moje archiwa stwierdziłem, że już cztery pory roku mijają
              od czasu, gdy spotkaliśmy się w wątku "kilka słów". Fajnie tak, powspominać
              towarzyszy, których spotkało się kiedyś w podróży a tym bardziej gdy po jakimś
              czasie dane jest ich spotkać idących w tym samym kierunku.
              Jak zwykle nieustającej Pogody Ducha Tobie i wszystkimzaglądającym tutaj. Letek
              • bella15 Re:Mili 01.10.04, 09:18
                Jak dobrze ,że Was odwiedziłam,jak ciepło na sercu)))
                Dziękuję Wszystkim! za dobre słowa.Najważniejsze,że pociąg jedzie dalej i w tym
                samym kierunku :-) Ja też życzę Pogody Ducha.

                /Kubek, sprzedałeś swój nr gg?/
                belka
                • Gość: jaga Re:belka wraca))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 18:10
                  Ooooo!!! Belka!!!
                  mam nadzieję, że nie włączyłaś jeszcze HALT TURBO
                  w pełnym zakresie - może to "H" ogranicz trochę,
                  wprawdzie dopiero jesień, ale pomyśl co może być
                  wiosną...po co Ci zmartwienia typu:jak tu wcisnąć
                  się kostium kąpielowy czy też nową extra kieckę?
                  Duża buźka :-)))
                  • bella15 tak kobiecko będzie ))) 01.10.04, 21:39
                    Jaguniu moja Kochana)))Włączyłam zwłaszcza ALT,sopranowe H jest unormowane ;-)
                    Ale jak wiesz to też dzięki o.Grandemu))) I błagam, nie pisz o nie wciśnięciu
                    się w kostium czy kieckę,please)Tak dobrze kupuje się rzeczy w rozmiarze 34, he
                    he))Ale gdybym miała wybierać między przesadą w H, a głodem alkoholowym -to
                    wybór jest tylko jeden-H!!nawet do kwadratu))..no może przesadziłam ;-)

                    Od tygodnia czekam na polską,złotą jesień..czy ona gdzieś się nie zawieruszyła
                    w Unii, przypadkiem?
                    pozdrawiam
                    belka w kaloszach)))
                    • hepik1 Re: tak kobiecko będzie ))) 02.10.04, 07:21
                      Jak by to powiedzieć...przypomnieć ...rok trzeźwości mija ,w którym decyzji sie
                      podejmować nie powinno,może trzeba o Foremce pomyśleć a wtedy rozmiar 34 i tak
                      zbyt aktualny na wiosne by nie był czyli jedno zmartwienie mniej...:))
                      • bella15 Re: tak kobiecko będzie ))) 04.10.04, 21:15
                        Ale rok od rozpoczęcia terapii to dopiero w styczniu mija)))
                        Samo nie picie bez 'przeformatowania' szarych komórek to jeszcze nie data do
                        odliczania ;-) Acz o foremce, jak najbardziej, myślę..i to coraz częściej.
                        Z wykonaniem jesio zaczekam "chwilkę" :-)

                        A u mnie 3 dzień świeci słońce, jak dobrze i oby jak najdłużej.
                        pozdrawiam belka
                        • hepik1 Re: tak kobiecko będzie ))) 05.10.04, 08:59


                          Moge jeszcze troche poczekać .
                          A co mi tam:
                          www.sfast.dk/gif/boern2/59.gif
                          • bella15 Z mojego pamiętnika 10.10.04, 20:41
                            Poczytałam znowu mój pamiętnik, moje lustro.
                            Wklejam z niego 3 wpisy z różnymi datami
                            (specjalnie przepisałam, słowo w słowo)
                            Tak...z okazji rocznicy nowego życia.
                            To są tylko trzy wpisy.Mnie samą uderzyła różnica
                            pomiędzy 1,a 2(bo akurat nic między nimi nie pisałam)
                            A ...sami zobaczcie...świadomość, ale jakie mechanizmy.
                            Nie będę interpretować,już sobie to w ciszy zrobiłam.

                            I jeszcze jedno: Boże,jak dobrze,że to przerwałam.

                            11 października 1999

                            Nie lubię kiedy ogarnia mnie to rozpaczliwe poczucie nieszczęścia i
                            bezradności. To mija szybko ,ale jest nieprzyjemne i dokuczliwe .Prawie mam
                            już ,ten stan, opanowany i staram się go nie dopuszczać do myśli .Chronię
                            pancerzem ,który czasami jeszcze pęka i przepuszcza złe fluidy .Kiedy już tak
                            się źle stanie, natychmiast przywołuję do głowy same przyjemne ,pozytywne
                            obrazy-dla przeciwwagi i to...pomaga. To takie ćwiczenie zachowania przy sobie
                            optymizmu .Bez niego nic się nie udaje .Tego się dowiedziałam w ciągu swojego
                            26-letniego życia.
                            Depresja ,urojone poczucie opuszczenia, samotność w życiu ..tak bardzo mnie
                            wyczerpywały od najmłodszych lat- do jakiegoś czasu temu .Nie widziałam wielu
                            rzeczy ,które wokół mnie się działy lub źle je odczytywałam .Nie jest to nic
                            odkrywczego ,wiele moich koleżanek to czuło lub czuje do tej pory.
                            Ważne jest ,żeby docenić to co się już ma i cieszyć się tym co się jeszcze w
                            życiu dostanie .A najważniejsze to mieć marzenia ,które będą celem w życiu.

                            17 października 1999

                            Chcę jechać do Hiszpanii, ale czegoś się boję .Czego ?Nie wiem .Może to takie
                            chwilowe uczucie .Nie chce mi się przygotowywać do podróży .Te wszystkie
                            zabiegi-zakupy ,prezenty dla znajomych, co zabrać ze sobą ..Ciągle coś mi się
                            przypomina ,jeszcze to i tamto .A tu jeszcze trzeba myśleć ,żeby wszystko
                            zostawić w najlepszym porządku .Przez te kilka dni tu-tak się umęczę, że nie
                            wiem czy wystarczą 2 tygodnie tam-na odpoczynek .A jest mi bardzo potrzebny.
                            Tylko nie alkohol !!!On mnie zabija .Głupieję .Piję za dużo .Jak bardzo ,to
                            wiem ja sama najlepiej .Często upijam się też sama .Wtedy nie czuję
                            ograniczeń .Piję ile wlezie i ile jest .Przecież to jest straszne .Ja jestem
                            chora! Obiecuję sobie ,że będę nie pić wcale, albo wariant lżejszy-owszem ,ale
                            tylko trochę ,np. szklaneczkę Martini .Później wypijam całą butelkę .Zdarza
                            się ,że mam luki w pamięci.
                            Zawsze znajdę jakieś wytłumaczenie .Jak na wszystko(prawie).I po co mi to ?Coś
                            sobie w końcu wyhoduję , chorobę jakąś .Oprócz samego picia-bo to już jest
                            choroba .A przecież potrafiłam sobie wytłumaczyć i nie uchlewać się tak.
                            Tylko ,że nie –jak byłam sama w domu .Samotność to mój wróg .Pewnie ,że mogę
                            się czymś zająć. Ale jak cały tydzień czymś się zajmuję, to przychodzi chwila
                            na nic n-i-e- r-o-b-i-e-n-i-e .I wtedy idzie wino lub piwo i chmury
                            dymu .Następny nałóg...Skąd bierze się ból przy sercu, w płucach, ziemista cera
                            (czasami)??FAJE .Jedna za drugą .I kolejny pyszny papierosek...
                            Też już nie paliłam .Czemu jestem taka podatna na te świństwa .Niby
                            odpowiedzialna, poważna, a zachowuję się tak głupio, jakbym nie miała rozumu. I
                            wcale nie jestem przekonana ,że jutro nie zapalę ..Znowu sobie znajdę cudowne
                            wytłumaczenie .I tak w kółko .Wykańczam sobie organizm .Jak idiotka ..Znowu
                            potrzebuję jakiegoś motoru do działania .Boże !Pomóż !Zniechęć mnie do picia i
                            palenia. Wyolbrzymiam? Nie wyolbrzymiam?....
                            Potem dziwię się ,że tyję .Jak się wlewa w siebie tyle kalorii ,to czego
                            później wymagać .Zupełnie jakbym to nie była ja .To jakaś druga
                            [...].Chciałabym jej nie znać.

                            18 lutego 2002

                            Strasznie boli mnie nerka ,strasznie .Idę jutro do lekarza , nie mogę już tak
                            dłużej .Chciałabym być zdrowa..Za mną, znowu, pijacki weekend i kupa dymu z
                            papierosów. Boli mnie serce mojego ciała i serce mojej duszy .Które bardziej
                            mnie boli?....
                            Ja chyba nie umiem sobie pomóc .A może umiem ,ale mi się nie chce .Zza wielu
                            rzeczy musiałabym zrezygnować, tym samym-nie spotykać się z niektórymi ludźmi.
                            Bo oni piją ,a ja bym się męczyła ..Ale Oni potrafią pić, a ja nie umiem.
                            Znowu mam brzuch jak worek z ziemniakami. Żebym tyle nie jadła po tym
                            alkoholu...


                            • hepik1 Re: Z mojego pamiętnika 10.10.04, 21:21
                              Dobrze,że jesteś Belka...
                            • Gość: Natalia Re: Z mojego pamiętnika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.04, 21:23
                              A czy po terapii, z swojego trzeźwienia pisałas pamietnik?
                              • bella15 Re: Z mojego pamiętnika 10.10.04, 23:38
                                Piszę cały czas,acz trochę mniej-niż przed terapią.
                                A w czasie jej trwania-sporadycznie.Bo praca
                                nad sobą, "wypracowania" i prowadzenie dzienniczka uczuć
                                pochłaniało wiele czasu.
                                ...ostatnio pisuję wierszyki i bajeczki ) będę miała co czytać moim
                                dzieciom,jak je w końcu urodzę )))
                                pozdrawiam/belka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka