bella15
25.02.04, 04:33
Mam 31 lat, jestem alkoholiczką. Rozpoczęłam terapię w ośrodku uzależnień.
Nie było mi łatwo trafić tam. Bo i dość długo trwało ,jednoznaczne
zidentyfikowanie siebie , jednak, jako osoby uzależnionej.
Strach, upór, wstyd, w końcu jestem kobietą. I nie taką głupią.
Myślałam ,że sama dam sobie radę. Przecież nie jest ze mną tak źle. Nie
leżałam w rowie, nic jeszcze nie straciłam w życiu pijąc alkohol. Czyżby? To
dlaczego tak się męczę psychicznie, dlaczego zaczęłam pić sama w domu? Bo
zaczęły się dziać rzeczy niepokojące. Z czasem przestałam kontrolować ilość
wypitego alkoholu. Pewnie, że nie zawsze. Ale co z tego . Jak co jakiś czas
trzeba było się dowiadywać, co mówiłam, robiłam , a kto mnie
odwiózł...Traciłam świadomość. A stąd do rowu tylko kawałek... No to decyzja,
nie piję. Przecież nie muszę, po co mi to. Wytrzymywałam 2,3 miesiące i
koniec. Apatia, rozdrażnienie, to źle leży, a mąż to, a ten tamto( głód
alkoholowy). Trzeba sobie poprawić nastrój czymś co lubię. Ale już sama w
domu, bo nikt mnie nie będzie oglądał, a w ogóle to mnie wszyscy denerwują,
to po co mam wychodzić.
Komfort picia-idealny. I tak przez rok. Rzadziej, częściej. Mąż wyjeżdżał ,ja
robiłam sobie ucztę. On nie widział, znajomi nie widzieli. Belka? Ona nie
pije. Taki obraz siebie mi pasował. Nikt nie widział, a ja przecież
codziennie nie piłam. Tylko, że odechciało mi się spotykać z ludźmi,
wyjeżdżać, wyjść do kina. Gorzej, jak ktoś mnie niespodziewanie odwiedził, a
ja, akuratnie , w stanie nieważkości. Czasami nie otwierałam , ale czasami
nie było wyjścia...I co wtedy? Ja tylko myślałam, że mi , kurde , wypiją co
mam i mi zabraknie....
Zaczęły się powracające doły psychiczne , katusze duszy. Ja nie umiem nad
tym zapanować .
Chyba coś trzeba zrobić. ..Zajrzałam tutaj na uzależnienia. Zaczęło się.
Uuuu , twarda byłam. Znowu myślałam,
Że ‘ja sama’ dam radę z pomocą tutejszych dobrych duszków))). Pomogli mi
bardzo, bez nich nie trafiłabym do ośrodka. Bo tam, jednak ,pójść trzeba.
Trzeba zrobić ten krok. Strach ma tylko wielkie oczy. Szkoda ,że tyle
miesięcy zwlekałam. Mądry pijak po szkodzie).
Łatwo nie jest żyć z myślą, że już nigdy się nie napiję, ale jak piłam też
łatwo nie było, że przestać nie mogę.
Wybrałam, bo chciałam. Obudziłam się z tego koszmarnego snu-w samą porę.
Jest dobrze, nie dźwigam już na barkach tego obciążenia psychicznego,
bezsilności .
Od poniedziałku jestem na terapii ambulatoryjnej (dochodzącej) 3x w tygodniu
przez pół roku. Długo? Nieźle popijałam już od liceum, 3-4x w tygodniu.
W ośrodku spotkałam bardzo fajnych ludzi, terapeutów , psychiatrę (każdy do
niego trafia- na dzień dobry) i w końcu samych uzależnionych. Jest w mojej
grupie dziewczyna ,chyba trochę młodsza, jest mój kolega, z którym znamy się
z zakrapianych imprez, są 2 starsze panie, leciwi, bardzo uprzejmi
panowie, facet w skórach od stóp po głowę, i jeszcze kilka osób. .. (gdybym
oglądała niedzielne odcinki telenoweli ‘ Ja alkoholik’- przed wizytą w
ośrodku, nie wiem czy bym tam dotarła. Ludzie , tam trafiają różni, ale tak
mylący obraz jak we filmie..nie zachęca .Chyba lepiej już go nie oglądać
wcale. Takie jest moje zdanie.)
I co jeszcze? Mały truizm na koniec.Wszystkich nas w grupie łączy to samo-
alkohol, więc zażenowanie, wstyd, można schować do kieszeni. Cieszę się, że
poszłam na ten darmowy kurs życia .Polecam)))