Dodaj do ulubionych

Rodziłam na taśmie

IP: 213.25.179.* 01.12.09, 08:55
Nie wyobrażam sobie takiego traktowania! Rodziłam w Miejskim Szpitalu
Zespolonym w Olsztynie- fakt było troszkę ciasno na oddziale bo codziennie
rodziło się ok. dziesięcioro dzieci, ale na opiekę i informowanie mnie o
przebiegu porodu nie mogę narzekać.Tatuś mógł siedzieć na oddziale od 8 do
20,mógł zajmować się małym, zadawać pytania personelowi, nikt nie powiedział
złego słowa- wręcz przeciwnie- zachęcano go, mówiono,żeby się nie bał,
instruowano na porodówce (rodziłam 23 godz. ale się nie udało), od razu po
cesarce pielęgniarka w pokoju pomiarowym poleciła mu ubranie malego....hehe za
bardzo trzęsły mu się ręce, więc sama go ubrała i od razu hyc- tatusiowi w
ramiona! Opieka po porodzie także była bez zarzutu, pielęgniarki nigdy nie
odmówiły pomocy czy podania leków przeciwbólowych, pokazania jak przystawic
dziecko do piersi. Stażystki przebywające na oddziale od rana równiez bardzo
pomagały- myły dzieci, informowały za ile rozpocznie się obchód, pomagały
wstać z łóżka. W nocy, gdy mój synek płakał przychodziła pielęgniarka i brała
go do dyżurki, żebym mogła troche pospać, przynosiła go gdy usnął. Przed
kazdym badaniem czy szczepieniem informowano mnie, tłumaczono na czym polega
np. badanie słuchu, jak dbać o pęcherzyk po szczepionce na grużlicę itp...
Przy wypisie dano mi numer do położnej środowiskowej, do której mogłam
zadzwonić o kazdej porze dnia i nocy z każdym pytaniem czy wątpliwością.
Pozdrawiam serdecznie wszystkie położne i pielęgniarki z oddziału położniczego
i noworodkowego z Miejskiego Szpitala Zespolonego w Olsztynie a także położna
środowiskową Panią Alchimowicz!
Mój synus ma teraz 10 miesięcy, jest zdrowym, radosnym brzdącem :]
Obserwuj wątek
    • Gość: sun Rodziłam na taśmie IP: *.chello.pl 01.12.09, 12:34
      Proponuję podnieść zarobki lekarzom, może nauczą się lepszego podejścia do
      pacjentów. Wydaje mi się, że jednym z miejsc, gdzie wciąż w najlepsze trwa PRL
      to "służba zdrowia". Ani służba, ani zdrowia. Wstrząsające! Gdyby w prywatnej
      firmie ktokolwiek pokazał 5% tego chamstwa, o którym pisze autorka, to by
      wyleciał na pysk w 10 sekund. Sprzedawczynie w Tesco sa 100x milsze, a
      zarabiają tyle, ile lekarz w 1 dzień.
      • st.lucas Re: Rodziłam na taśmie 01.02.10, 13:48
        Gość portalu: sun napisał(a):
        >Gdyby w prywatnej firmie ktokolwiek pokazał 5% tego chamstwa, o
        którym pisze autorka, to by
        > wyleciał na pysk w 10 sekund. Sprzedawczynie w Tesco sa 100x
        milsze, a zarabiają tyle, ile lekarz w 1 dzień.

        Przeczytalem tekst uwaznie i nie zauwazylem opisu jakiegokolwiek
        chamstwa, w tym lekarskiego.

        Natomiast co do "trwania PRL w ochronie zdrowia w Polsce", zgadzam
        sie - trwa w najlepsze. I trwac bedzie tak dlugo, az nastanie
        rowniez i w tej dziedzinie kapitalizm.

        Brak prywatyzacji szpitali to jednak nie wina lekarzy.
        Radzilbym stanac przed lustem i zapytac sie: czyja?
    • asiazlasu Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 12:35
      rozpacz ! przy okazji dowiedzialam sie ze polskie kobiety rodza i
      leza stadnie ! zadnej intymnosci. Biedny kraj, biedne dziewczyny,
      twardy wychow, nic tylko takiego malego na wodke podczepic - jest
      udoporniony na szoki od urodzenia.
    • ttiikkttaakk Rodziłam na taśmie 01.12.09, 12:38
      W boksie obok, na fotelu ginekologicznym, kobieta jęczy, płacze, prosi o
      znieczulenie. - Właśnie urodziła, ma teraz robione łyżeczkowanie na żywca

      takie żeczy zglasza sie na policję, tortury to przestępstwo + dodatkowo
      załatwia się takie sprawy "innym trybem" - ból jak przy łyżeczkowaniu bez
      znieczulenia - tylko dwa razy większy
      • ttiikkttaakk Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 12:42
        mówie powaznie - jak konował będzie mial świadomość, ze pacjent przeprowadzi mu
        operację bez znieczulenia - przestanie oszczędzac na środkach przeciwbólowych -
        lekarze są od leczenia i uśmierzania bólu a nie od bawienia się w ekonoma
        amatora (bo zaraz mi tu wyskoczą, że środki przeciwbólowe kosztują itp itd - to
        nie jest problem pacjentów, takie fakty lekarze powinni zgłaszac swoim
        przełożonym, a nie po to by się nie narazać, czyli chronić własną doopę -
        pastwić się nad rodzącymi kobietami)
    • Gość: gość Rodziłam na taśmie IP: *.as.kn.pl 01.12.09, 12:42
      Mogłabym się pod tym podpisać obiema rękami!!!! Mnie spotkało dokładnie to
      samo i nawet wiem o jakim szpitalu mowa. Ja rodziłam 4 lata temu i widzę, że
      ABSOLUTNIE NIC się nie zmieniło!!!!!!!
      A brak pieniędzy w służbie zdrowia nie powinien być wytłumaczeniem dla
      arogancji personelu medycznego.
      Dlaczego nikt w tym cholernym kraju nie rozumie, że kobiety nie wymagają nie
      wiadomo już jakego królewskiego traktowania, ale przede wszystkim SZACUNKU i
      poszanowania prawa pacjenta do godności i informacji o stanie zdrowia swoim i
      dziecka!!!!

      Dlatego drugie dziecko rodziłam poza Wrocławiem, gorsza bieda ale podejście
      lekarzy i pielęgniarek zupełnie inne. SZOK, czyli jednak można?
      • asiazlasu Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 12:47
        bo najgorsze w tym jest (NIE)ludzkie podejscie do pacjenta a nie
        braki finansowe. Nie chce hotelowego pokoju w Martinez'ie, chce
        sympatii, poparcia, grzecznosci i szacunku. Jak bedzie szacunek to i
        na parawanik sie znajdzie.
        • m_k_87 Re: Rodziłam na taśmie 16.12.09, 18:57
          szok;/
          zapraszam do lublina:)
          parawanik zagwarantowany przy kazdej okazji..
          nawet podczas badania <chociaz sa zaslonki w kazdym boksie porodowym ktore sa
          zasloniete w celu zapewnienia pacjentce intymnosci> dodatkowo robi sie "budke"
          <tzn zaslania sie kobiete, tak na prawde tylko osoba badajaca ma do niej
          dostep>z koca ktorym jest przykryta pacjentka...mozna wymieniac dalej... mysle
          ze nie wzedzie jest tak zel jak w powyższym artykule...:)
            • st.lucas Re: Rodziłam na taśmie 01.02.10, 14:00
              Szanowna Pani, moge Pani cos doradzic.
              Podstawa dobrego i milego przebiegu porodu jest swoj ginekolog.
              Bez godnego wynagrodzenia lekarza - idzie pani do szpitala,
              z wynagrodzeniem - idzie Pani rodzic po ludzku.
              Proste.

              A wszystko wynika z tego, ze nie nalezy nikogo wyzyskiwac, a
              zwlaszcza ludzi, ktorzy chronia zdrowie i zycie...
              Wyzysk lekarzy nie poplaca.

              Oplaca sie miec natomiast osobiste relacje z wybranym medykiem.
              Relacje pacjentka-lekarz. Taka relacja jest ludzka.
              I taka relacja jest podstawa rodzenia po ludzku.
              Pozdrawiam.
              • Gość: Olka Re: Rodziłam na taśmie IP: 77.255.72.* 02.02.10, 19:36
                st.lucas napisał:

                > Szanowna Pani, moge Pani cos doradzic.
                > Podstawa dobrego i milego przebiegu porodu jest swoj ginekolog.
                podstawą dobrego i miłego przebiegu porodu jest wywalenie takich jak ty na zbity pysk i zakaz zbliżania się do kobiet.
                forum.gazeta.pl/forum/w,904,86203190,86234526,Zamknac_tak_koniecznie_zamknac_popieram.html
                A co ty wiesz o rodzeniu dziecka, skoro nigdy tego nie doświadczyłeś i nie doświadczysz? Co ty wiesz o potrzebach kobiet w tych trudnych chwilach?
                Zakładając, ze faktycznie jesteś ginekologiem.
                Poród to najczęściej fizjologia a nie patologia. Instynkt sam prowadzi kobietę, nawet do najbezpieczniejszej dla niej i dla dziecka pozycji. Tylko, że tacy jak ty nie potrafią tego zaakceptować. W każdym porodzie doszukujecie się patologii. W efekcie nie wiecie nawet jak przebiega poród naturalny, czyli taki, w którym jedynym narzędziem są nożyczki do przecięcia pępowiny. Jakbyś był sam z rodzącą kobietą na bezludnej wyspie byłbyś kompletnie bezradny.

                > Bez godnego wynagrodzenia lekarza - idzie pani do szpitala,
                > z wynagrodzeniem - idzie Pani rodzic po ludzku.
                > Proste.
                ojej, z ja znam prostsze. Zmiana zawodu.

                > A wszystko wynika z tego, ze nie nalezy nikogo wyzyskiwac, a
                > zwlaszcza ludzi, ktorzy chronia zdrowie i zycie...
                > Wyzysk lekarzy nie poplaca.
                jakbym czytała o wyzysku klasy robotniczej...
                A przy okazji: wolno wyzyskiwać rodzące i fakt, że kobiety będąc w szoku bólowym i emocjonalnym ufaja lekarzom? Wolno wmawiać im że przymusowa oksytocyna, leżenie na plecach czy przymusowe nacięcie jest dla jej i dziecka dobra? Mówimy tu o rutynie a nie o skrajnych przypadkach.

                > Oplaca sie miec natomiast osobiste relacje z wybranym medykiem.
                > Relacje pacjentka-lekarz. Taka relacja jest ludzka.
                noooo i minimum stówka za każdą wizytę. A wizyt w ciąży jest duuuużo.

                > I taka relacja jest podstawa rodzenia po ludzku.
                dawno nie czytałam tak chamskiego tekstu sugerującego, że lekarz to jedyne szczęście na ziemi i powinno się go traktować jak boga.
            • anos26 Re: Rodziłam na taśmie 03.11.12, 17:11
              Gość portalu: fuussi napisał(a):

              > Heh, W Lublinie jest sporo szpitali, tylko w którym cuda się
              > zdarzają.
              >
              > Poród na Lubartowskiej to gorzej niż masakra.
              >
              > Jestem w 7mym mcu i tym razem wybieram się na Jaczewskiego - bez w
              > wiary w lepsze... niestety...
              właśnie
              własnie wróciłam z Lubartowksiej, urodziałm tam trzecie dziecko, z czwartym tez bym się tam zgłosiła. Ze względu na lekarzy, ze względu na pomocne położne, pileegniarki pediatryczne. Tasma? tu niczego nie mozna za bardzo planować, lezałam tam trochę - są dni spokojne, a sa takie, kiedy kobeity rodza jedna za drugą, wtedy nie ma czasu na pieszczoty, liczy sie zdrowie kobiet i dzieci, szybkie decyzje, emocje nie są priorytetem, to nie spa. Wielki szacunek dla lekarzy, którzy pracuja jak szlaeni, położnych- cierpliwe i pomocne, bardzo pomiocne po porodzie, problemach z piersiami, dziećmi. Nie nastawiałam sie na oczekiwania moje względem nich, widziałam już trzeci raz jak zasuwają i ile ich to kosztuje. Brawa dla Pani Ordynator porodówki, czapki z głow za utrzymanie tego odddziału w ryzach. świetny lekarz i człowiek z pasją. Anos26
      • Gość: Gość Re: Rodziłam na taśmie IP: 195.20.110.* 01.12.09, 13:37
        A mogłabyś powiedzieć które szpitale we Wrocłąwiu tak źle traktują
        kobiety??
        Ja po przeczytaniu artykułu załamałam się..i boję sie mieć
        dzieci..jak tak mnie mają traktować w szpitalu, zero szacunku,
        zrozumienia, troski, to się nie dziwię żże coraz mniej kobiet rodzi
        dzieci.
          • Gość: j-23 hmnmnmn.... IP: 156.17.125.* 04.12.09, 14:22
            Ja rodziłam na Kamieńskiego niecałe 2 lata temu i jedyne,na co
            narzekam,to biurokrację.Zaczełam rodzic naturalnie ale po 2
            godzinach miałam cesarke, ponieważ synek miał kłopoty z wydostaniem
            się (stanie główkowe proste).Nikt mnie nie zmuszał do leżenia na
            plecach bo miałam potworne bóle krzyzowe.A w ogóle trafiłam pod
            opiekę samych stazystów i może własnie dlatego byłam traktowana "po
            ludzku". Zostałam poinformowana z jakiego powodu bedzie
            cesarka,przed zabiegiem anestezjolog uprzedził mnie o znieczuleniu i
            całej procedurze,choć z przejęcia (pierwsza ciąża) i tak niewiele
            rozumiałam.Nie było kłopotów też na oddziale noworodkowym;
            pielęgniarki pomagały kiedy było trzeba,zarówno przy matce jak i
            dzieciach. Byc może miałam duzo szczęścia i trafiłam na wyjątkową
            opiekę,a zaznaczam,że nie mam tam znajomości.
            • st.lucas Re: Rodziłam na taśmie 01.02.10, 14:09
              Gość portalu: kaska napisał(a):

              > Ja też rodziłam na Brochowie rok temu, i dla mnie też to był istny
              koszmar:( Do
              > tej pory pamiętam jak się czułam poniżona tekstami położnych itp.
              Jeśli więcej
              > osób pisze o tym szpitalu, musi byc w tym trochę prawdy!

              I dlatego nad poloznymi kontrole musza sprawowac lekarze.
              Istnieja oczywiscie i inne, merytoryczne tego przyczyny.
              Niemniej jednak "domy rodzenia" z samymi poloznymi nie sprawdzily
              sie - pieklo kobiet!

              Podstawa leczenia lub rodzenia jest osobista relacja
              lekarz - pacjent(ka).
              Relacja wzajemnego zaufania i szacunku.
              CBA, politycy, media, pomylency na forach internetowych
              podwazajac zaufanie do lekarzy, krzywdza pacjentow.

              Dobry system medyczny to system uwypuklajacy role lekarza
              jako czlowieka-firmy, a nie wyrobnika szpitalnego,
              jakiegos niewolnika archaicznego systemu.
              Spoleczenstwo jest wiec samo sobie winne: hamujac przemiany.
              • Gość: Olka Re: Rodziłam na taśmie IP: 77.255.72.* 02.02.10, 19:43
                st.lucas napisał:


                > Niemniej jednak "domy rodzenia" z samymi poloznymi nie sprawdzily
                > sie - pieklo kobiet!
                Niestety, ale doświadczenia kobiet przeczą twoim marzeniom. Piekło kobietom fundują tacy jak ty z szaleństwem rutynowych interwencji medycznych. Bo podobno natura jest zawodna. Oczywiście do momentu prośby o znieczulenie - wtedy to "natura tak wymyśliła".
      • Gość: Czeźwy bez żartów IP: *.chello.pl 01.12.09, 20:36
        Gość portalu: gość napisał(a):

        > Dlaczego nikt w tym cholernym kraju nie rozumie, że kobiety nie wymagają nie
        > wiadomo już jakego królewskiego traktowania, ale przede wszystkim SZACUNKU i
        > poszanowania prawa pacjenta do godności i informacji o stanie zdrowia swoim i
        > dziecka!!!!

        W tym kraju wszyscy chorzy bywają traktowani z buta przez personel publicznej służby zdrowia, nie tylko kobiety.
          • Gość: Czeźwy Chrzanisz IP: *.chello.pl 01.12.09, 23:01
            ttiikkttaakk napisała:

            > tak?
            > a jeśli trafisz do szpitala na szycie, to ktoś ci odmawia znieczulenia przy
            > szyciu? nie, bo nie jesteś kobietą w ciąży i mógłbyś dać w twarz

            Musiałem kiedyś wejść ze zwichniętym stawem skokowym na 3 piętro na rentgen, bo winda tylko dla personelu. Ze złamanym ramieniem siedziałem raz 3 godziny czekając, aż znajdzie się chirurg, który wyszedł na moment. Później nastawiano mi tę kość też bez znieczulenia. Nie wiem jak się to ma do łyżeczkowania, ale przy drugiej próbie straciłem przytomność. Trudno dawać w twarz przy złamaniu z przemieszczeniem.
            Kobiety podczas porodu muszą świecić brochą i to je dodatkowo dołuje, ale tego typu atrakcje nie są zarezerwowane wyłącznie dla nich. Np w trakcie zabiegu chirurgicznego na mojej pachwinie przez salę przemaszerowała sobie chyba połowa personelu kliniki.
            Nikt w tym po...banym kraju nie jest szczególnie dobrze traktowany przez ten plebs w białych kitlach.
            • ttiikkttaakk Re: Chrzanisz 02.12.09, 07:43
              Gość portalu: Czeźwy napisał(a):

              > ttiikkttaakk napisała:
              >
              > > tak?
              > > a jeśli trafisz do szpitala na szycie, to ktoś ci odmawia znieczulenia pr
              > zy
              > > szyciu? nie, bo nie jesteś kobietą w ciąży i mógłbyś dać w twarz
              >
              > Musiałem kiedyś wejść ze zwichniętym stawem skokowym na 3 piętro na rentgen, bo
              > winda tylko dla personelu. Ze złamanym ramieniem siedziałem raz 3 godziny czek
              > ając, aż znajdzie się chirurg, który wyszedł na moment. Później nastawiano mi t
              > ę kość też bez znieczulenia. Nie wiem jak się to ma do łyżeczkowania, ale przy
              > drugiej próbie straciłem przytomność. Trudno dawać w twarz przy złamaniu z prze
              > mieszczeniem.
              > Kobiety podczas porodu muszą świecić brochą i to je dodatkowo dołuje, ale tego
              > typu atrakcje nie są zarezerwowane wyłącznie dla nich. Np w trakcie zabiegu chi
              > rurgicznego na mojej pachwinie przez salę przemaszerowała sobie chyba połowa pe
              > rsonelu kliniki.
              > Nikt w tym po...banym kraju nie jest szczególnie dobrze traktowany przez ten pl
              > ebs w białych kitlach.


              nie twierdziłam, że reszta pacjentów jest traktowana lepiej, stwierdziłam że
              kobiety są traktowane w Polsce wyjątkowo podle

              chrzanisz, ale ty, a nie ja

              opisując swoje przejścia ze złamaniem tylko się ośmieszasz, przeszłam dwa razy
              nastawianie kości (z przemieszczeniem, a jak, bez środków usmierzających ból) i
              ból towarzyszacy temu to ŻADEN ból w porównaniu z bólem porodowym, a drogę 3
              pietro - piwnica (rentgen) pokonałam parokrotnie (czterokrotnie) i nie zamierzam
              się z tobą licytować, bo nie wiesz najwyraźniej o czym mówisz, twój post nijak
              odnosił się do mojego. Nie miałam łyżeczkowania na żywca, więc w przeciwieństwie
              do ciebie, mam na tyle dobrego wychowania by nie komentować cudzego bólu, a nie
              mam powodu nie wierzyć tym kobietom, które twierdzą, że jest to ból jeszcze
              wielokrotnie większy od porodowego i przeżycie, którego konsekwencje ciągną się
              za nimi całe życie.
              Twój post w żaden sposób nie odniósł się do mojego, ponieważ piszesz o złamanej
              kości i bólu towarzyszacym nastawianiu, co z mojej perspektywy jest po prostu
              śmieszne (akurat też tego doświadczyłam i korona z głowy mi nie spadła_. Pisałam
              w tamtym poście o tym, że gdybyś, będac mężczyzną trafił do szpitala z głębokim
              pęknięciem od krocza aż po odbyt (to się zdarza, wyobraź sobie np wypadek
              komunikacyjny, w którym rama rowery rozszarpuje tobie odcinek od krocza po odbyt
              ), nikt nie odważyłby tobie jako mężczyźnie odmówić środków uśmierzajacych
              ból/anestezjologa przy zszywaniu, ponieważ nie spełnia to minimalnych standardów
              cywilizowanej(a nie średniowiecznej) medycyny !
              po doświadczeniu zszywania takiej części ciała bez środkow przeciwbólowych -
              twoje oburzenie nie miałoby granic, trąbiłbyś o tym we wszystkich mediach, a w
              Strasburgu Polska zostałaby skazana za tortury i nie ulżenie pacjentowi w
              cierpieniach wbrew możliwosciom jakie oferuje człowiekowi współczesna medycyna.
              Bo jesteś mężczyzną. Całe zastepy posłów i księży wyraziłyby zal i współczucie,
              lekarze- mizogini (lekarze i lekarki) zachodziliby publicznie w głowę jak mogło
              do tego dojść ( i dalej, w tym czasie, te same ścierwa szyłyby kobiety na żywca.
              W Polsce wmawia sie kobietom brednie i mówi "że tak musi być". Dziwne, ze w
              innych krajach nie do pomyslenia by "tak musiało być".
              Kobieta po porodzie jest całkowicie bezbronna, wyczerpana, zdana na łaskę
              "personelu medycznego" (psychopatów) i jedyne co jej zostaje w takim przypadku
              to posiadanie przy sobie (ukrytego gdzieś) telefonu komórkowego i natychmiastowy
              telefon na policję, ze skargą, że jest w szpitalu a nie w średniowiecznej rzeźni
              i że jakiś sku...* l ma czelność odmawiać jej znieczulenia przy szyciu krocza!

              Polska rzeczywistość opisana przez jedną (z baaaaardzo wielu) z forumowiczek:

              Był strasznie nieprzyjemny wręcz chamski. Jego głupkowate odzywki i komentarze
              były poniżej godności. w trakcie porodu bardzo popękałam i położna powiedziała
              że nie podejmie się szycia i poprosiła go o to żeby mnie zszył.Wezwał 2 innych
              lekarzy i zaczął się koszmar!Nie dał mi żadnego znieczulenia bo stwierdził
              że nie ma takiej potrzeby!
              ja wrzeszczałam z bólu na cały szpital
              (podczas porodu tak nie krzyczałam). Lekarze którzy mu pomagali trzymali mnie bo
              ja z bólu nie mogłam wytrzymać. położna trzymała mnie za rękę i głaskała po
              głowie bo widziała doskonale co się wyprawia, że ja już nie mam siły. Ci
              dodatkowi lekarze kilkakrotnie mówili żeby mnie znieczulił bo pęknięcia są
              bardzo głęboki i szycie będzie długo trwało a ja bardzo cierpię.on obstawiał
              przy swoim i ciągle twierdził że doskonale wie jak to boli i nie potrzeba
              znieczulenia.
              Miał wielką satysfakcję na twarzy i głupawy
              uśmiech.
              Wiedział że to on rządzi a ja nic nie mogę zrobić. Rzeźnik
              wstrętny! życzę mu żeby kiedyś sam tak pocierpiał i czuł się bezsilny!


              jesteś taki sam jak opisany rzeźnik skoro porównujesz nastawianie kości z
              szyciem na żywca i tok tak silnie unerwionych okolic jak krocze do tego
              obolałego po porodzie, wypowiadzasz się o bólu o którym nie masz pojęcia.

              tacy jak ty i opisany wyzej rzeźnik maja prawo głosu na temat czyjegoś bólu
              dopiero po głębokim szyciu na żywca okolic intymnych, a twierdzić, ze kobiety
              nie mają gorzej, będziesz mógł, gdy i wobec ciebie będą stosowane standardy
              średniowiecznej medycyny tylko dlatego, ze jesteś mężczyzną i znalazłeś się w
              okolicznościach, w których można bezkarnie się nad tobą pastwić, bo nie mozesz
              nic zrobić i jesteś bezsilny po urodzeniu przed chwilą dziecka

              przytoczona przeze mnie sytuacja (cytat) jest normą w Polsce, ale tylko w
              Polsce, żaden konował nie pozwoliłby sobie na to poza granicami kraju wobec
              żadnej kobiety
              • Gość: TPSA Re: Chrzanisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.09, 08:57
                ttiikkttaakk napisała:
                > chrzanisz, ale ty, a nie ja
                jak zwykle zbyt emocjonalnie podchodzisz do tematu

                > opisując swoje przejścia ze złamaniem tylko się ośmieszasz, przeszłam dwa razy
                > nastawianie kości (z przemieszczeniem, a jak, bez środków usmierzających ból) i
                > ból towarzyszacy temu to ŻADEN ból w porównaniu z bólem porodowym
                ty sie nie osmieszaj, bol jest pojeciem wzglednym ,kazdy czlowiek ineczej go
                odczuwa, zapewniam cie ze sa kobiety dla ktorych porod nie jest zbyt bolesny.
                w przeciwieństwi
                > e
                > do ciebie, mam na tyle dobrego wychowania by nie komentować cudzego bólu
                ale wlasnie ze skomentowalas slowami "nie osmieszaj sie"
                powinnas wziasc na wstrzymanie bo ci zylka pojdzie.
                • ttiikkttaakk Re: Chrzanisz 02.12.09, 09:12
                  skomentowalam, bo wiem co to jest repozycjonowanie kości bez znieczulenia, bo
                  tak jak napisałam sama to przeżyłam. Ty jako mężczyzna nigdy nie znajdziesz się
                  w sytuacji odmowy podania tobie znieczulenia przy zabiegach urologicznych, od
                  razu podadzą ci znieczulenie (to przeciez oczywiste) a Polkom zabiegi typy
                  łyżeczkowanie/zszywanie wykonuje się na żywca DLA ZASADY więc twoje uzalanie się
                  nad sobą jest śmieszne i to tobie pękła najwyraźniej żyłka przy nastawianiu
                  kosci, księżniczko, nie tylko w doopie, ale też w mózgu
                • ttiikkttaakk Re: Chrzanisz 02.12.09, 09:23
                  twoje wypowiedzi o bolu przy nastawianiu kości a bólu porodowym (w
                  przeciwieństwie do mnie) są śmieszne. W porównaniu z porodem, nastawianie kosci
                  boli dokładnie tak jak napisałam: "trochę".
                  Moze odezwij się i podyskutuj z kobietami, gdy odmowią ci znieczulenia przy
                  zszywania od krocza po odbyt... tutaj opisywano takie przypadki, będziesz mógł
                  się licytować z forumowiczkami. Ale wtedy i dopiero wtedy, bedziesz mógł
                  powiedzieć, że kobiety nie są traktowane gorzej niż mężczyzni, bo narazie to są.
                  Ja nie wiem jak musi boleć zszywanie krocza na żywca bo nie popękałam i też nikt
                  nie mnie nie naciął ale tylko i wyłącznie dlatego, że nie rodziłam w państwowym
                  szpitalu i gdybym "pękła" działałoby z zo. Musiałam zapłacić drugi raz za to,
                  żeby nie traktować mnie jak "kupy" mięsa po uboju a poród poszedł jako tako, bo
                  jako "ochroniarza" miałam tatusia dzidzi, który jest lekarzem, co nie powinno
                  mieć zadnego znaczenia. To jest skandal, by kobieta musiała miec w Polsce
                  obstawę najlepiej w postaci partnera medyka oraz dodatkowe środki finansowe by
                  zapłacić za to by nie cierpieć. Nie odzywaj sie do mnie.
                • ttiikkttaakk Re: Chrzanisz 02.12.09, 09:32
                  dla części "lekarzy", "pielegniarek", "połoznych" poród to tylko i wyłącznie
                  pretekst by nachapać się cudzym kosztem i robią wszystko by nie pozwolić im
                  oderwać się od koryta. Zajmuja etaty dla normalnych ludzi. Za to, ze większość
                  anestezjologów powiedziała Polsce "bye, bye" i nie ma nacisku na to by kształcić
                  nowych jest zasługą polityki, która nadal jest uskuteczniana, tym razem przez
                  ministre kopaczową, która biegnie z tą pałeczką dalej. Bo jesli zabraknie
                  anestezjologów to cóż, nic wielkiego, "i w bólach rodzić będziesz". Wiec nie mów
                  mi, że kobiety nie mają gorzej.
                • Gość: Ola Re: Chrzanisz IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.09, 12:27
                  Gość portalu: TPSA napisał(a):

                  > ttiikkttaakk napisała:
                  > > chrzanisz, ale ty, a nie ja
                  > jak zwykle zbyt emocjonalnie podchodzisz do tematu
                  nad zdziczeniem i bestialstwem polskich zwyczajów porodowych trudno
                  zachować stoicki spokój. No chyba że urodziłeś się bez macicy, ale
                  wtedy twój nonszalancki stosunek zrównuje cię z bandytami w białym
                  kitlu.

                  > ale wlasnie ze skomentowalas slowami "nie osmieszaj sie"
                  > powinnas wziasc na wstrzymanie bo ci zylka pojdzie.
                  a dlaczego ma wziąść na wstrzymanie? bo napisała prawdę, że
                  porównywał nieporównywalne? On sam zaczął od "chrzanisz" w tytule -
                  bardzo nieładnie.
            • ttiikkttaakk Re: Chrzanisz 02.12.09, 09:09
              a o tym, że jesteś nienormalny świadczy też fakt, że żaden normalny facet, nie
              dyskutuje z tym, że przeprowadzanie ginekologicznych procedur medycznych "na
              żywca" to nie jest dyskryminacja kobiet - skoro jest. Nie wyobrazam sobie, by
              normalnego mężczyznę nie obchodziło, że matka jego dziecka musi cierpieć ponad
              miarę tylko dlatego, że jest kobietą (i że musi płacić za to, by jakiś konował z
              czystej złośliwości nie spowodował traumy poporodowej u jego żony, np.
              łyżeczkując ją/zszywając na żywca). Gratuluje twojej żonie takiej porażki jaką
              jestes ty jako mąż.
              A co do repozycjonowania kości, to jesli ktoś chce i ma czas na znieczulenie i
              leżenie 24 h w szpitalu to ma prawo poprosić o znieczulenie lub zgłosić odmowę
              podania znieczulenia, czyli złożyć skargę (ja nie miałam czasu ani ochoty więc
              troche bolało i nie użalam się nad sobą, a że ciebie bolało to miej pretensje do
              lekarza i siebie).
            • ttiikkttaakk Re: Chrzanisz 02.12.09, 11:58
              Gość portalu: Czeźwy napisał(a):

              > ttiikkttaakk napisała:
              >
              > > tak?
              > > a jeśli trafisz do szpitala na szycie, to ktoś ci odmawia znieczulenia pr
              > zy
              > > szyciu? nie, bo nie jesteś kobietą w ciąży i mógłbyś dać w twarz
              >
              > Musiałem kiedyś wejść ze zwichniętym stawem skokowym na 3 piętro na rentgen, bo
              > winda tylko dla personelu. Ze złamanym ramieniem siedziałem raz 3 godziny czek
              > ając, aż znajdzie się chirurg, który wyszedł na moment. Później nastawiano mi t
              > ę kość też bez znieczulenia. Nie wiem jak się to ma do łyżeczkowania, ale przy
              > drugiej próbie straciłem przytomność. Trudno dawać w twarz przy złamaniu z prze
              > mieszczeniem.
              > Kobiety podczas porodu muszą świecić brochą i to je dodatkowo dołuje, ale tego
              > typu atrakcje nie są zarezerwowane wyłącznie dla nich. Np w trakcie zabiegu chi
              > rurgicznego na mojej pachwinie przez salę przemaszerowała sobie chyba połowa pe
              > rsonelu kliniki.

              no widzisz jakim jestes szczęściarzem? a mogło przemaszerowac jeszcze pół
              miasta, nie tylko lekarzy, tak jak ma to miejsce przy porodzie
              ja chrzanię?

              czyżby?

              bo wiesz, ty w przeciwieństwie do kobiet, nie boisz się ( i każdy inny mężczyzna
              nie musi bać sie) idąc do szpitala, ze będą tobie zszywac "na żywca" pachwinę
              przez np 40min!

              a kobieta boi się (i jak widać po postach- słusznie boi się), że zostanie
              poddana takim torturom jak zszywanie "na żywca" i to tylko dlatego, że jest
              KOBIETĄ. MĘŻCZYZNA nie musi mieć takich obaw. więc nie pisz mi, że w polskiej
              służbie zdrowia zdrowia kobiety i mężczyźni traktowani są na równi ;p
            • m_k_87 Re: Chrzanisz 16.12.09, 19:06
              a co ty myslisz ze jestes pępkiem swiata?? przyjedziesz do szpitala i ktos ci do
              stop bedzie padal?? czlowieku puknij sie w glowe!! po 1 co ma twoje ramie do
              lyzeszkowania macicy?? po 2 co ma brak intymnosci kiedy pokazuje sie nago do
              pokazywania ramienia? po 3 jak niby chciales byc traktowany??
              moja sasiadka tez wyjzdzala z takimi tekstami bo jej corka miala strupka na
              twarzy po wypadku i zwichnieta noge... mowila ze pielegniarki ja olewaja, nie
              zajmuja sie niczym itd a nie pomyslal ze one maja 40 pacjetow poza nia... po tym
              jak to powiedziala szlam sobie korytarzem i zastanawiama sie nad jej
              slowami..mijalam sale intensywnego nadzoru gdzie wlasnie te "nic nie robiace
              pielegniarki" reanimowaly 2 pacjentow... hmmm ale strupek byl wazniejszy...
              kazdy czegos wymaga ale zeby sie zastanowic nad pewnymi sprawami to juz ciezko
              wam przychodzi...;/
    • ttiikkttaakk Rodziłam na taśmie 01.12.09, 12:49
      W boksie obok, na fotelu ginekologicznym, kobieta jęczy, płacze, prosi o
      znieczulenie. - Właśnie urodziła, ma teraz robione łyżeczkowanie na żywca


      czyli na fotel ginekologiczny - tylko z komórką - i dzwonić na policję, że
      psychol pastwi sie nad człowiekiem, odmawiajac prawa do znieczulenia!!!!
      inaczej nic się nie zmieni i żadna akcja "Leczyć po ludzku", "umierać po
      ludzku", "Rodzić po ludzku" - nic nie da!
      • justynnka Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:03
        nie zgodzę się. znieczulenie do porodu jest świadczeniem
        dodatkowym.jak idziesz do stomatologa to płacisz za
        znieczulenie,prawda? ja miałam cc ale moje kolezanki ,,zamawiały"
        sobie znieczulenie - pomijajać płatnośc do znieczulenia potrzebny
        jest anestezjolog.
        • kontodopisanianaforum Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:17
          justynnka napisała:

          > nie zgodzę się. znieczulenie do porodu jest świadczeniem
          > dodatkowym.jak idziesz do stomatologa to płacisz za
          > znieczulenie,prawda? ja miałam cc ale moje kolezanki ,,zamawiały"
          > sobie znieczulenie - pomijajać płatnośc do znieczulenia potrzebny
          > jest anestezjolog.

          Weź przeczytaj post, na który odpowiadasz. Chodzi o znieczulenie do
          łyżeczkowania, zaszywania itd.
        • kontodopisanianaforum Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:18
          justynnka napisała:

          > jak idziesz do stomatologa to płacisz za znieczulenie,prawda?

          Nie.

          > ja miałam cc ale moje kolezanki ,,zamawiały" sobie znieczulenie

          To się do nich nie porównuj i nie wymądrzaj na temat, który cię nie dotyczy(ł).
        • ttiikkttaakk Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:25
          w XX a teraz XXI wieku znieczulenie przy porodzie jest standardem wszędzie poza
          Polską - to jest norma, w Polsce to jest luksus.

          pomijając znieczulenie przy porodzie naturalnym:
          gdy dochodzi cięcie krocza (ból), podanie oksytocyny (która wzmaga bół),
          łyżeczkowanie (ból) - nikt nie ma prawa odmówić kobiecie znieczulenia.

          Żadnemu obywatelowi, który wymaga ciecia, szycia - jakiejkolwiek części ciała -
          szpital nie ma prawa odmówić znieczulenia. Dotyczy to także kobiet, wyobraź
          sobie. Też są pełnoprawnymi obywatelami i płacą składki.

          Czy gdyby jakiemuś mężczyźnie odmówiono np. znieczulenia przy
          rozcinaniu/zszywaniu jakiejkolwiek części ciała/ nastawianiu kości/ itp.
          jakikolwiek lekarz ośmieliłby się przeprowadzic zabieg bez znieczulenia, tak jak
          w artykule wyłyżeczkowano kobietę bez znieczulenia lub jak w polskich szpitalach
          nacina się kroczę bez znieczulenia lub podaje się oksytocynę i ne uśmierza
          wywołanego tym bólu?
          Po pierwsze poza Polską nigdzie w cywilizowanych krajach typu UK, Francja,
          Niemcy nie przeprowadza się nacinania krocza,jesli nei ma do tego bezwzględnych
          wskazan medycznych a jeśli pęknie - pacjentka jest zszywana w znieczuleniu (bo
          chyba żaden szpital, lekarz nie pozbierałby się, po zszywaniu człowieka na
          żywca) to samo oksytocyna i łyżeczkowanie.
          • aelithe Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 20:05
            1. do zabiegów się powszechnie znieczula ; nie wierzę by w Polsce łyżeczkowano bez znieczulenia
            2. za znieczulenie się płaci
            robi to zwykle ubezpieczalnia ale to są ekstra pieniądze dla szpitala
            w Polsce NFZ za to nie płaci ; a zgodnie z prawej z własnej woli ci tego zrobić nie wolno.
            • kasia__k Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 21:31
              aelithe napisał:

              > 1. do zabiegów się powszechnie znieczula ; nie wierzę by w Polsce
              łyżeczkowano
              > bez znieczulenia

              Guzik prawda - w 2005 miałam łyżeczkowanie bez znieczulenia, ból dwa
              razy większy niż sam poród z oxytocyną. JEdyna osoba jak się nade
              mną zlitowąła to młody ginekolog pan dr Kot, jednak "stary" personel
              go zakrzyczał i na prawdę niewiele mógł zrobić :(
              Miałam pecha - wybrałam szpital ginek- położ. na Lubartowskiej w
              Lublinie
              Przykre ale bardzo prawdziwe... drugiego dziecka nie będę miała albo
              opłacę sowicie lekarzy i cesarkę.
              • Gość: fussii Re: Rodziłam na taśmie IP: 188.33.145.* 15.01.10, 09:17
                dr Kot - jedyna osoba, którą szanuję w tym parszywym szpitalu.

                Nie miałam łyżeczkowania, rodziłam łożysko "naturalnie" tylko przy
                nim i dostalam kroplowke.

                Potem mnie zszywał. W pewnej chwili poinformowal i zapytal: "Powoli
                konczy sie znieczulenie, ale zszycie zajmie mi max 3 minuty -
                Wytrzyma Pani czy podac kolejne znieczulenie"

                To mi sie spodobalo, ale powiedzialam, ze dam rade bez znieczulenia.
                Bolalo cholernie, ale wyrobil sie w te 3 minuty:)
                • dana_meadbh Re: Rodziłam na taśmie 02.12.09, 08:01
                  Jasne. Mnie też na żywo czyścili po porodzie macicę. Bolało. Jeszcze bardziej
                  bolało szycie na "żywca" (ok. 45 minut). I tekst lekarza: "Co mi z d...ą
                  ucieka?" A ja naiwnie wierzyłam, że mnie uśpią do zabiegu. Drugie dziecko
                  urodziłam po dwunastu latach. Na Izbie Przyjęć położna "zbadała" mnie tak, że
                  rozerwała mi krocze.
                  • aelithe Re: Rodziłam na taśmie 02.12.09, 17:56
                    nie wiem jak jest obecnie ja miałem kontakt z położnictwem 20 lat temu w Polsce i w Niemczech i w obu miejscach były podobne schematy postępowania. Przewagą Niemiec był lepszy standard socjalny, więcej pracowników niemedycznych, lepsza organizacja czasu pracy pracowników medycznych.
                    Np. lekarz był w stanie przeprowadzić wizytę u swoich pacjentem, skonsultować się z szefem w trudnych przypadkach, wykonać dwie hysterektomie, piętnaści skrobanek i zrobić 10 usg mają w tym czasie wygospodarowany czas na śniadanie i obiad.
                • Gość: Ola Re: Rodziłam na taśmie IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.09, 12:35
                  aelithe napisał:

                  > jakoś nie widzę tu świadectwa tysięcy kobiet
                  > widziałem jak się wykonuje i tyle
                  aelithe, czy jesteś aż tak głupi? Byłeś świadkiem we wszystkich
                  szpitalach? I co z tego, że procedury mówią o podaniu znieczulenia
                  skoro w praktyce nie można tego wyegzekwować, bo bandzior twierdzi
                  że nie ma "wskazań medycznych"? Poza tym uznajesz ten wątek za
                  jedyne wiarygodne świadectwo? Wiesz ile opisów jest w fundacji
                  Rodzić po ludzku? Wiesz ile było skarg na tych "lekarzy"? Jak
                  sądzisz, czemu tym bandytom nic nie ma? I czemu potem w karcie jest
                  fałszywie zapisane, że niby kobieta miała podane znieczulenie, jak
                  praktycznie nie miała?
                    • Gość: Ola Re: Rodziłam na taśmie IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.09, 20:52
                      aelithe napisał:

                      > o finansowaniu usług i ich standardzie decyduje NFZ
                      > nie możesz nazywać bandziorem człowieka który wykonuje pracę w
                      określonych waru
                      > nkach
                      aelithe, innym przygadujesz o IQ a sam co sobą reprezentujesz? IQ
                      mniejsze od rozmiaru buta?
                      Czemu idziesz w zaparte? O czym ty pieprzysz pisząc o warunkach? Czy
                      jak tobie ktoś zrobi operację na żywca też będziesz pieprzyć o
                      standardach NFZu i pracy wykonywanej w odpowiednich warunkach? Od
                      kiedy to w standardach NFZu jest łyżeczkowanie czy szycie na żywca?
                      I od kiedy to NFZ nakazuje drzeć mordę na cierpiąca kobietę
                      typu "dawałaś d..y to teraz cierp q.wo"?
                      Weź puknij się w głowę a nie broń bandziorów, no chyba że sam nim
                      jesteś i z premedytacją łamiesz zalecenia i procedury, bo masz
                      świadomość, że nikt cię za sadyzm nie wawali na zbity pysk.
                • Gość: gość portalu Re: IP: *.sds.uw.edu.pl 02.12.09, 21:47
                  Dochtorku, przypomnij sobie, coś napisał o profesurach zrobionych
                  dupą
                  (cyt. za aelithe), a dopiero potem pouczaj innych co do kultury.
                  A sam o kulturze małe też masz pojęcie, skoro nawet jednego z popularnych
                  polskich frazeologizmów nie jesteś w stanie użyć poprawnie. Ach, no tak -
                  zapomniałam, że sech dochtoch "leczy" za gchanicą...
        • asiazlasu panstwowe i prywatne 01.12.09, 14:30
          rodzilam w panstwowym szpitalu we francji (moj wybor - lepiej byly
          wyposazone i personel lepiej ksztalcony - dziwne, co ? a gdyby sie
          cos dziecku stalo w prywatnej klinice, jakis problem przy urodzeniu
          to by go wozili do tegoz szpitala, wiec skrocilam sobie droge i
          oszczedzilam nerwow). Standard panstwowy w szpitalu francuskim jest
          rowny klinikom.

          Za znieczulenie u dentysty nie place, wala mi je automatycznie, jak
          kazdemu. I w szpitalu place slownie 0 € za porod, jakie by
          nie byly komplikacje czy znieczulenia czy cesarki.

          >Nie znam w ogole cen zabiegow, pobytu w szpitalu, operacji itd we
          Francji. Nigdy nie wyciagam czeku. Jedyne co place bezposrednio to
          wizyte u (prywatnego bo wszyscy sa prywatni)lekarza ktory wklada
          moja karte ubezpieczeniowa do maszynki i po 4 dniach panstwowe
          ubezpieczenie przelewa mi pieniadze na konto.

          Panstwowe ubezpieczenie placi 70% kosztow a na pozostale 30% mam (z
          wyboru) ubezpieczenie wlasne, ktore wybieram u kogo chce.
          Miesiecznie kosztuje mnie ta przyjemnosc 40€. I za te sume moze
          ZDARZYC MI SIE WSZYSTKO - od kataru do medycyny nuklearnej. (wole
          zeby mi sie nic nie zdarzalo no ale...)

          Ludzie bezrobotni, inwalidzi, biedni maja panstwowe pokrycie na 100%.
          Jest to wszystko na zasadzie kasy solidarnosciowej.
          Oczywiscie ze sa naduzycia.
          Z trwoga mysle o chwili gdy to wszystko prysnie i bede dziekowac
          ultraliberalnym za instaurowanie prywatnych ubezpieczen za
          niesamowite sumy.

          Ostatnio, dziecko zlamalo noge i zapytalam z ciekawosci o cene :
          pobyt szpitalny (hotelowy + restauracja) + operacja - kolo 2000
          € !!! przeciez nikt by na to nie mial(10% ludzi moze ) !

          Nie ludzcie sie - prywatna sluzba zdrowia nie jest rozwiazaniem -
          trzeba jeszcze na nia miec forse, mase forsy.

          Na razie dziekuje przypadkowi (ktory nazywa sie stan wojenny) ze
          mnie ucupil w tym kraju.
            • asiazlasu Re: panstwowe i prywatne 01.12.09, 19:01
              nie martw sie, to wszystko sie musi rozsypac tak we Francji jak i na
              calym zachodzie, nie mozna sie zadluzac w nieskonczonosc i w koncu
              nie bedzie mial kto te go dobrobytu finansowac


              a jak na razie trwa od 50 lat i jestem szczesliwa ze moge z tego
              korzystac. Pewnie kiedys bedzie powodz albo trzesienie ziemi ...to
              nie dobre myslenie, nic nie daje, nic nie wnosi, tylko jakas
              zazdrosc przez nie przebija. A moze sie myle ...? Moze zle cie
              zrozumialam ...?
        • m_k_87 Re: Rodziłam na taśmie 16.12.09, 19:09
          nie prawda... znieczulenie w czasie porodu sie nalezy! chyba ze ktos zyczy sobie
          np znieczulenie ZO itp ale to jest na wlasne zyczenie i dodatkowo. znieczulenie
          do lyzeczkowanie macicy musi
          byc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! polozna
        • marlena7707 Re: Rodziłam na taśmie 09.02.10, 14:02
          owszem -znieczulenie do porodu to świadczenie dodatkowe, ale przy
          łyżeczkowaniu i zszywaniu jest za darmo!!!!! tylko zalezy od lekarza
          i jego woli co postanowi!!! 3 razy rodziłam na BROCHOWIE:
          1)nie dostałam znieczulenia... bo mój pierwszy poród był szybki-po 3
          godzinach od przybycia. DOSŁOWNIE-
    • aramba Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 12:58
      Nie chciałem nigdy o tym pisać na forum, chociaż już sporo czasu
      minęło, bo to sprawa intymna, ale jak wciąż, wciąż i wciąż w
      polskiej prasie o tym się pisze, to mnie już szlag trafia, że nie
      można rozwiązać prostego problemu porodówek. Pięć lat temu moja żona
      rodziła w Berlinie. Izba porodowa w pięknym pałacyku w Dahlem.
      Personel - nie tylko niemiecki - atmosfera domowa. Takiej kategorii
      jak porody rodzinne nie ma - wszystkie porody są z definicji
      rodzinne. Tzn. to jest prywatna decyzja położnicy i jej męża. Przy
      narodzinach naszej córki byłem ja i teściowa, bo tak sobie moja żona
      życzyła. Nikomu do głowy nie przyszłoby nawet zakwestionować
      jakiegokolwiek życzenia mojej żony w tym względzie. Znieczulenie -
      proszę bardzo. Moja żona nie chciała, nie było potrzeby, poród był
      bardzo lekki. No, ale lekarz cały czas przypominał, że gdyby tylko
      chciała, to w każdej chwili tylko trzeba pamiętać, że już w pewnym
      momencie będzie za późno. Do kliniki mogłem przyjść w każdej chwili.
      Gdybym chciał zostać na noc, to oczywiście musiałbym zapłacić, ale
      to nie był majątek (coś koło 70 euro za dobę). Personel dokładnie
      wie, że jeśli przyjdzie rodzina, to zdejmuje z pielęgniarek mnóstwo
      obowiązków. Pierwsze dziecko, acha, no to przyjdzie najpierw
      siostra, a później lekarka, która przedyskutuje problem karmienia,
      pokaże nauczy. Jeszcze nie idzie to jak trzeba? Acha, żaden kłopot -
      przyjdę za 20 minut przerobimy wszystko jeszcze raz, a jak trzeba to
      jeszcze raz i jeszce ram.
      Problem z miejscem na porodówce - wolne żarty. U ginekologa
      mojej żony zebrałem oferty z 90 (tak, tak, dziewiędziesięciu) izb
      porodowych. Żona wybrała tę, a nie inną, ponieważ jej
      współwłaścicielem był jej lekarz prowadzący i to on odbierał poród
      (ja się nawet obawiałem, że może to trochę za daleko od miejsca
      gdzie mieszkamy, całe 12 minut samochodem). "Chce Pan pomagać czy
      Pan odleci" - usłyszałem. "Jasne mogę pomagać". "No to tu jest
      licznik skórczów i wykres". "Sam się Pan zorientuje co jest grane,
      czy trzeba Pana przyuczyć". "Nie, no co tu trudnego". Itd.
      Naszemu personelowi, niestety, nie brakuje sprzętu czy
      pieniędzy. Brakuje mu zwyczajnie kultury. To jest zwykłe chamstwo i
      buractwo z wielkim, super rozdętym ego.
      Nie chcę wzbudzać żalu czy podejrzenia, że się przechwalam,
      ale możecie sobie obejrzeć:
      www.tagesspiegel.de/berlin/kliniktest/Berliner-Kliniken;art15307,2323861

      Wszystkim dziewczynom, które będą niedługo rodzić w Polsce
      życzę wszystkiego dobrego, ale i szczęścia - szczególnie jeśli
      chodzi o personel.
      • Gość: ufffaa Re: Rodziłam na taśmie IP: *.dynamic.qsc.de 01.12.09, 19:01
        Genau! Prawie 16 lat temu rodzilam w Geburtshaus na Clausener Platz. Porod tzw
        naturalny, maz, przyjaciolka, wlasna posciel. Maz gra na gitarze, ja spaceruje
        sobie z przyjaciolka... Mila polozna, ktora zna mnie od bez mala 9 miesiecy. Do
        wyboru: olbrzymia wanna z ciepla woda, hustawka! przystosowana do porodow,
        szerokie loze... kiedy nadchodzi moment, wybieram loze. Maz kladzie sie z jednej
        strony, przyjaciolka z drugiej, plozna kleczy na podlodze... w tle moja ulubiona
        muzyka, swieczki i orientalne zapachy... rodzi sie corka, maz przecina pepowine,
        potem ja myje i ubiera... za jakis czas myje mnie i idziemy do domu...
      • topolowka Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 20:07
        aramba napisal:
        "Naszemu personelowi, niestety, nie brakuje sprzętu czy
        pieniędzy. Brakuje mu zwyczajnie kultury."

        Zgadzam sie. Z pieniedzmi i sprzetem nie jest nadzwyczajnie, ale lekarze dostali
        za czasow Pisu podwyzke rzedu trzydziestu procent. I co, pomoglo cos? Lepszy
        jest poziom obslugi, komunikacja z pacjentem, informacja, przestrzeganie praw
        pacjenta? Nie, bo argument "nie ma pieniedzy" sluzy jako usprawiedliwienie
        wszystkiego. Takze tych rzeczy, ktorych poprawienie grosza by nie kosztowalo,
        jak na przyklad ludzki stosunek do pacjenta.
        • m_k_87 Re: Rodziłam na taśmie 16.12.09, 19:23
          po 1 personel medyczny nie jest do obslugi... stad wasze niezadowolenie...
          chcielibyscie byc obslugiwani w szpitalu ale leczenie na tym nie polega!!
          owszem- pieniadze to jedno a kultura to drugie ale to dziala w obie strony!
          dlaczego wymagacie panstwo kultury od personelu medycznego jak sami nie
          okazujecie szasunku? pacjenci sa roszczeniowi, naczytaja sie bzdur w internecie
          a pozniej krzycza na pielegniarki/polone/lekarzy...
          co to ma byc? ze polozna slyszy przerazliwy dzwiek dzwonka..biegnie bo mysli ze
          cos sie stalo..wchodzi do sali a pacjentka mowi-"poduszke mi trzeba poprawic"
      • Gość: eve02 Re: Rodziłam na taśmie IP: *.dsl.chcgil.sbcglobal.net 01.12.09, 21:43
        Rownie wspaniala opieka jest w USA. Mialam zwykle, publiczne ubezpieczenie, a
        traktowano mnie jak krolowa. Prywatny pokoj, pielegniarka na kazde
        zawolanie,znieczulenie_do wyboru do koloru. Kazdy grzeczny, uprzejmy,
        pielegniarki proponuja soczki, herbatki, czestuja czekoladkami... Czulam sie
        wspaniale. Maz mogl zostac nawet na noc w moim pokoju-jesli by mial taka ochote.
        Kiedy u nas tak bedzie????
    • jokanda102 przyczyna takiego stanu rzeczy nie jest brak pieni 01.12.09, 13:11
      edzy, trudnia sytuacja w sluzbie zdrowia, przepracowany personel,
      zla organizacja - przyczyna jest wszechogarniajace, wszechobecne,
      gleboko zakorzenione CHAMSTWO przecietnego Polaka - niestety... Brak
      kultury osobistej, fatalne nawyki, arogancja, gburowatosc, brak
      oglady, chec ponizenia drugiej osoby, pastwienie sie nad ludzmi
      bedacymi w stosunku zaleznosci - to sa obrazki powszechne, nawet w
      przypadku ludzi wyksztalconych. Niestety tak wyglada nasze
      spoleczenstwo... trzeba spojrzec prawdzie w oczy - jako zbiorowosc
      jestesmy prostakami i kmiotami. szczescie maja ci, ktorzy (np za
      granica, ale tez i w kraju) zetkna sie z normalnym traktowaniem...
    • Gość: Muuu Żona rodziła w Olsztynie kikanaście lat temu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.09, 13:11
      i potwierdzam dobrą opiekę bez żadnych łapówek. Potem rodziła w innym mieście
      i mimo że lekarz pracujący w szpitalu był bardzo bliskim znajomym opieka była
      jak w Afryce, kosze z zakrwawionymi podpaskami były tak przepełnione że połowa
      zawartości się walała na podłodze, a personel miał w d... pacjentów. To
      wszystko zależy od szefa i zwyczajów. Jak nie ma kto pogonić do roboty to tak
      jest.
      • aramba Re: Żona rodziła w Olsztynie kikanaście lat temu 01.12.09, 13:34
        Widzisz, tylko, że problem polega na czymś innym. Ty miałaś po
        prostu szczęście. Moja żona natomiast opiekę, że tak powiem
        standardową (a wiem, co mówię, bo zanim dokonaliśmy ostatecznego
        wyboru odwiedziliśmy kilka porodówek, w tym jedną państwową -
        rzadkie zjawisko, nie chce mi się tłumaczyć, co i jak). Po prostu
        tutaj rynek + świadomość (przede wszystkim) robią swoje. No, ale
        siedziba mojej kasy chorych - TK; chyba najbardziej popularna w
        Niemczech - ma siedzibę w wynajętych biurach, a nie w specjalnie
        zbudowanym pałacu (pałacem ma być np. porodówka, fakt, prywatna) -
        kilka pokojów plus toaleta. Pieniądze mają iść na zawieranie
        kontraktów, a nie na "siedziby" dla panów prezesów. Ja rozumiem, że
        nie od tego głównie zależą koszty, ale od tego też. Poza tym raz
        jeszcze: rynek + wychowanie (świadomość). Gdyby w danej porodówce
        jakąkolwiek kobietę źle potraktowano, to już w zasadzie przy tak
        olbrzymiej konkurencji dana placówka mogłaby zrobić tylko jedno -
        zwinąć interes. Standardy, po prostu.
        • Gość: KASIA Re: Żona rodziła w Olsztynie kikanaście lat temu IP: *.radom.vectranet.pl 01.12.09, 15:24
          masz dużo racji, u mnie w mieście sa dwa szpitale, które mają dyżury
          na zmianę - i albo masz szczęście i zaczniesz rodzić w dniu
          nieparzystym, kiedy to dyżur pełni szpital X, do którego chcesz
          trafic albo sorry..Jeżeli chcesz sobie "wybrać" szpital to albo masz
          kogoś, kto Ci to załatwi albo znowu sorry...może jakby wybór był
          wolny, wczesniej by się okreslalo gdzie chcemy rodzić to wtedy
          konkurencja zmusiłaby ich do ludzkiech traktowania...no bo nie ma
          pacjentów nie ma kasy...
    • Gość: moni Rodziłam na taśmie IP: *.wroclaw.mm.pl 01.12.09, 13:13
      szok! Mam nadzieję, że nie opisują w artykule wrocławskiego szpitala
      na Kamieńskiego. Właśnie tam zamierzam wkrótce rodzić. Pierwszy raz
      rodziłam tam 7 lat temu ale miałam tam SWOJEGO LEKARZA. Teraz się
      boję. Jeśli mnie nie przyjmą nawet, zadzwonię po prasę i tv!!!
    • Gość: ala Rodziłam na taśmie IP: *.crowley.pl 01.12.09, 13:14
      Zajebiście... w czwartek mam stawić się w szpitalu na cesarkę...
      Czemu lekarzom wydaje się, że studia medyczne predestynują ich do
      traktowania wszystkich z góry, jak idiotów? Wygląda na to, że bez
      prokuratora, CBA, CBŚ i jakiegoś bejzbola pod ręką nie ma co
      wchodzić do szpitala...
      Na zbity pysk powyrzucać, niech się nauczą szanować pracę i ludzi!
      Kasę mają dzięki naszym podatkom!
    • Gość: mika Rodziłam na taśmie IP: *.wiedemann.com.pl 01.12.09, 13:44
      100% prawdy w artykule. Mnie odesłano z bólami porodowymi do domu,
      przyjechałam 2 godziny poźniej i usiłowano odesłać mnie ponownie. W
      tym momencie odeszły wody i juz musiałam zostać. Była sobota i nie
      dostałam znieczulenia podczas porodu - anestezjolog był tylko jeden,
      w dodatku przy zabiegu. 4320 na żywca, przez 7 godzin - myslałam, że
      życie kończę. Pani doktor oznajmiła,że jest lekkie niedotlenienie
      dziecka i wyłamamany obojczyk - myślałam, że oszalejemy z mężem z
      niepokoju. Zamiast radości z narodzin, był tylko strach i
      dezorientacja. Czemu nie zrobiono cesarki w takiej sytuacji? Efekt -
      7 dni w szpitalu, deprecha, dziecko połamane, ale na szczeście
      zdrowe, nagana w papierach pani doktor w szpitalu na Wołoskiej w
      Warszawie. Oto polski państwowy cud narodzin.
    • Gość: kasia Rodziłam na taśmie IP: *.radom.vectranet.pl 01.12.09, 13:47
      Ten artykuł przypomniał mi koszmar mojego porodu. Mimo, że znajoma
      pielęgniarka miała mi pomóc (za jedyne 300 zl.) wspominam to jako
      koszmarne przeżycie. Bóle dostałam o 20:00 - od razu z krzyża-
      wytrzymałam do 4 rano z bólami co 8-15 minut. O 4 pojechaliśmy na
      porodówkę- oczywiście mąż nie mógł wejść ze mną na górę, więc torbę
      z niezbędnymi rzeczami ( jako rodząca pierwszy raz miałam ją
      wypchaną po brzegi ) musiałam zanieść sobie sama. W pozycji
      dzwonnika z Notre Dame doczłapałam się na 2 piętro porodówki-
      położna zadowolona szła za mną. Ja nie wymagałam, żeby nosiła moje
      siaty- mógł zrobić to mój mąż, który został przed drzwiami izby
      przyjęć. Potem tylko pamiętam skurcze, położne które śmiały się, że
      nie umiem rodzić, i kazały zakładać nogi za głowę ( !!! ) Trwało to
      do 14- o 14 urodziłam...z tego wszystkiego pamiętam tylko wycie z
      bólu, kręciło mi się w głowie i prawie mdlałam- a one kazały mi
      chodzić i nie docierało, że nie mam siły! O znieczuleniu nie mogło
      być mowy! Rodziłam podłączona pod kroplówke i ktg, z nogami za
      głową - bo jak sie potem dowiedziałam i potem ZOBACZYŁAM, moja córka
      była owinięta pępowiną i wyskoczyła sina jak śliwka. Ja nie miałam
      siły już przeć, przez co popekał mi szyjka macicy i skóra na
      zewnątrz- byłam szyta, wprawdzie pod znieczuleniem, ale wszystko
      czułam. Lekarz sypał głupimi żartami jak z rękawa, a jak coś
      pysknęłam kazał mi siedzieć cicho bo "mi" zaszyje. Po porodzie
      zostałam zawieziona na salę- oczywiście salowa zostawiła mnie na
      korytarzu i kazała do łóżka iść samej- rzuciła na koniec, żebym sie
      przebrała bo mam brudną koszulę!!! Ze świeżo szytą szyjką macicy,
      skórą, bez sił po tak długim porodzie. Nie mogłam się ruszyć, nie
      mogłam się przewrócić z boku na bok- a musiałam robić wszystko przy
      dziecku. Odwiedziny były zabronione a położne wiecznie zajęte. Ja
      przy każdym ruchu czułam przerażający ból. Na pytanie o leki,
      otrzymałam odpowiedź, że musze się MYĆ a nie brać leki- żeby iść do
      łazienki łykałam paracetamol. Łykałam go po kryjomu, bo nawet po
      lekach chodziłam po ścianach, bo nie mogłam utrzymać równowagi.Na
      prośbę o przyjście pielęgniarki usłyszałam, że one przychodzą tylko
      do tych, co nie moga chodzić- czyli po cesarce. Ja nie mogłam, ale
      nikogo to nie obchodziło. Przyszła Pani na badanie słuchu- nie mogła
      zbadać- kazała przyjść na salę noworodków- poszłam, wyjąc z bólu,
      ale poszłam. Przez te trzy dni nie pamiętam, żeby ktoś się mną
      interesował- lekarz był raz i stwierdził że panikuję. Dodam jeszcze,
      że nie widziałam dziecka po porodzie, bo było sine i od razu
      zabrane, a potem dostałam juz ubrane- potem, chcąc zobaczyć czy jest
      wszystko w porządku rozebrałam ją- Pani położna nakrzyczała na mnie,
      bo musiała mi pomóc je ubrać - rozumiem , że to straszny wysiłek z
      jej strony. Lekarz w ostatniej chwili dopatrzył się, że mamy z mężem
      konflikt serologiczny i podał mi lek- oczywiście, oberwało mi się za
      to, bo to ja powinnam wiedzieć jakie leki powinnam dostać i kiedy.
      Był to największy koszmar w moim życiu a zarazem najszczęśliwszy
      dzień, bo przeciez mam moje Maleńkie Cudo- Juleczkę. Ale na drugie
      dziecko przyjdzie mi długo czekać...ze strachu właśnie
      • justynnka Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 13:53
        mnie nikt nigdzie nie odsyłał- wiedziałam kiedy i o której mam się
        zjawić w szpitalu. oczywiście nie rodziłam w panstwowym szpitalu -
        miałam cc w prywatnym ale tam pacjentka jest najwazniejszy. i
        dziwię się ze pozwalacie tak się poniżać- nie do przyjęcia jest dla
        mnie aby ktoś obcy mówił mi ,,ty" bez mojej zgody, aby ktoś na mnie
        krzyczał. z drugiej strony - czy nie lepiej zapłacić ale mieć dobre
        warunki,spokój,doskonała opiekę, zero kontaktu z innymi
        pacjentkami,mieć stale obok siebie męża i chętnny do pomocy personel?
        • Gość: kasia Re: Rodziłam na taśmie IP: *.radom.vectranet.pl 01.12.09, 14:00
          najgorsze jest to, że ja zapłaciłam...fakt, że z ręki do ręki
          położnej, ale strach pomyśleć, co by było gdybym nic nie
          dała...swoją droga, strasznie biedne te nasze położne, co? przecież
          nie ja jedna dałam kasę...
          A jeszcze dodam, że kobiety sa u nas traktowane jak "dz..ki" -
          DAWAŁAŚ D..Y, TO TERAZ NIE PŁACZ !
          Justynnka- teraz już nigdy nie pozwole się tak traktować, ale wtedy-
          cóż byłam młodsza, przestraszona i zupełnie sama wśród obcych
          ludzi..
        • Gość: mika Re: Rodziłam na taśmie IP: *.wiedemann.com.pl 01.12.09, 14:02
          Oczywiście,że lepiej, tylko nie każdego na to stać - to po pierwsze.
          A po drugie - w naszym przypadku byliśmy z mężem przygotowani na
          poród naturalny, w tym właśnie szpitalu, stawiliśmy się z kasą,
          tyle,że q...wa personel okazał się być do doopy i w dodatku
          niekompletny. I właśnie dlatego Justynko,następnym razem oddam
          wszystkie pieniądze świata za normalność w czasie porodu. Tylko po
          co ja płacę te składki na NFZ? Nie lepiej wykupić usługi wybranej
          przez siebie kliniki, a resztę niech mi dopłaca państwo? Tak się
          dzieje w cywilizowanych krajach - np. Belgii. Dlaczego nie bierzemy
          przykładu z krajów, gdzie te systemy działają?
        • kontodopisanianaforum Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:22
          justynnka napisała:

          > oczywiście nie rodziłam w panstwowym szpitalu -
          > miałam cc w prywatnym ale tam pacjentka jest najwazniejszy.

          No właśnie. Niewiele zatem masz do powiedzenia.

          > i dziwię się ze pozwalacie tak się poniżać- nie do przyjęcia jest dla mnie aby
          ktoś obcy mówił mi ,,ty" bez mojej zgody, aby ktoś na mnie krzyczał.
          > z drugiej strony - czy nie lepiej zapłacić ale mieć dobre
          > warunki,spokój,doskonała opiekę, zero kontaktu z innymi
          > pacjentkami,mieć stale obok siebie męża i chętnny do pomocy personel?

          Wow, skąd ty się urwałaś? Wiesz, ile kobiet stać na poród w prywatnej klinice? A
          reszta co - ma zaciskać zęby i znosić upokorzenia? Tu nie chodzi o to, żeby
          wszyscy płacili - bo płacimy (podatki, składki i inne haracze) i mamy prawo
          wymagać czegoś w zamian.
          • justynnka Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 15:05
            po pierwsze- 7 tysięcy ( w 2005 r) to nie tak znowu dużo. po drugie-
            ja też płacę składki bo muszę, ktoś się za nie leczy bo ja
            państwową słuzbę zdrowia omijam szerokim łukiem. doskonałym wyjściem
            byłoby zniesienie przymusowych składek i prywatyzacja słuzby
            zdrowia. kazdy zdecydowałby sam czy płaci składki i bierze co dają
            bez prawa marudzenia czy opłaca sobie abonament w dobrym cm. wolna
            wola.
      • aramba Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:01
        Bardzo mi Cię żal - gdyby tak się lekarz zachowywał w stosunku do
        mojej żony, to bym go zabił, a mam tę sprawę dokładnie przemyślaną.
        Żadne takie sobie gadanie. wiem, że zostawiłbym żonę i dziecko, ale
        bym gada po prostu zabił i nie byłoby żadnej dyskusji, żadnego
        zmiłuj. Nie obchodzi mnie co by sąd wygadywał o zemście czy takich
        tam. Trup i koniec... Na szczęście lekarzowi mojej żony do głowy nie
        przszłoby nawet odezwać się niewłaściwie. Czasem spotykam go na
        ulicy jak rowerem jedzie do tej swojej kliniki. Zawsze chwilę
        pogadamy. Śmiesznie w tym swoim kasku rowerowym wygląda :). Zresztą
        po co, przecież kulturalni ludzie wiedzą, że ciąża i poród, to
        przeżycie, ale i inwestycja w przyszłość narodu, a na pewno nie
        chodzenie po polu minowym (może dobrze potraktują, a może nie; może
        będą chcieli łapówkę, a może nie). Po co ja to wszystko piszę - a no
        po to, żebyście wiedzieli, że powinno w standardzie być...
        normalnie, a wszelkie chamstwo czy inne "nieprawidłowości" należy
        wypalać żelazem. W końcu się zmieni na stałe, ale proszę was
        wszystkich - zero tolerancji. Wiem, że jak kobieta przychodzi
        rodzić, to nie ma głowy żeby się wykłócać, ale odczego mężowie,
        babcie, dziadkowie itd? No od czego? Od tego, żeby lać po ryjach
        (przepraszam za słowo), jeśli trzeba.
        • Gość: kasia Re: Rodziłam na taśmie IP: *.radom.vectranet.pl 01.12.09, 14:18
          Zgadzam się z Tobą , ale wiesz co? jak usłyszałam od lekarza, że jak
          będę pyskować to mnie zaszyje, to przypomniałam sobie artykuł, gdzie
          opisywano jak lekarz przez "pomyłkę" zaszył kobiecie odbyt.
          Sparaliżował mnie strach , bo niech mi tak rzeczywiście coś skopie-
          to owszem, mogę się domagać zadośćuczynienia , ale mogę być już
          potem kaleką do końca życia. Ja myślę, że lekarze wykorzystują
          właśnie ten nasz strach przed kalectwem, chorobą itp. Ludzie się
          tego boją i dają kasę za coś, co powinni otrzymac za darmo.
          • aramba Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:24
            Oczywiście. Masz 100% racji. Tym większa odpowiedzialność rodziny.
            Parę miesięcy temu wuj mojej żony zmarł w wyniku choroby
            nowotworowej. Chociaż właściwie nie w wyniku choroby tylko działań
            bandyty, błędnie nazwanego lekarzem, który przyłożył taką dawkę
            chemii, że zabiłoby to słonia. Na szczęście rodzina postarała się
            już o opinie i ekspertyzy, i nie odpuści. Nie z zemsty (co by to
            dało), tylko dlatego żeby "ten pan już nikogo nie zabił".
          • Gość: Janina Re: Rodziłam na taśmie IP: *.pool.mediaWays.net 02.12.09, 17:33
            Ludzie się
            > tego boją i dają kasę za coś, co powinni otrzymac za darmo.

            I tu jest blad w mysleniu, bo tak naprawde za kazda usluge w szpitalu placimy,/ kazdy z nas placi skladki ubezpieczeniowe/ czyli nie bezposrednio,ale za Nasze podatnikow pieniadze. Najwyzszy juz czas,aby zaczeto nas pacjentow traktowac jak klientow
            > Sparaliżował mnie strach , bo niech mi tak rzeczywiście coś skopie-
            > to owszem, mogę się domagać zadośćuczynienia , ale mogę być już
            > potem kaleką do końca życia.

            To jest zbrodnia na czlowieku, tym wieksza ze pacjent czesto jest w sytuacji bez wyboru, powinien miec poczucie bezpieczenstwa i wsparcie wsrod pracownikow sl. zdrowia od momentu przekroczenia progu szpitala czy poradni.
      • Gość: przyszła babcia Jestem w szoku, że to wszystko nadal tak wygląda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.09, 19:24
        Sama rodziłam 25 lat temu. Ja akurat nie mam aż tak dramatycznych przeżyć, jak niektóre tu opisy, choć miło nie było. Z całego personelu najsympatyczniejsze były uczennice szkoły pielęgniarskiej - przyniosły wody do picia, współczuły, pomogły, ile mogły. Miło wspominam też lekarza, który mnie szył po porodzie. Dlaczego? Bo zmęczona porodem i obolała przestawałam panować nad sobą. Lekarz mnie uspokoił, powiedział, że szycie momentami będzie trochę bolało, ale żebym się nie bała, że on za każdym razem, kiedy będzie mnie miało zaboleć, uprzedzi mnie. Taka prosta rzecz, a dzięki temu przez całe szycie, a trwało to długo, mogłam odprężyć się i wypoczywać, mobilizując się do wytrzymania bólu w tych krótkich chwilach, kiedy bolało.
        Zobaczcie, ile można zrobić bez dodatkowych pieniędzy, bez żadnego wysiłku, samą odrobiną zrozumienia i życzliwości.
        Jeżeli chodzi o resztę, to oceniam to jako taką oschłą rzeczowość. Nikt się nade mną nie znęcał, ale nikt też się mną nie przejmował. Na szczęście urodziłam dość szybko i bez komplikacji.
        Mogłabym napisać, że na szczęście mam syna, ale przecież on zechce mieć dziecko (dzieci), a nie chciałabym, żeby moje wnuki rodziły się w podobnych warunkach, jak tu opisane, żeby ich matka cierpiała ponad potrzebę i żeby była źle traktowana.
    • Gość: Kalina URodziłam na taśmie 3 dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.09, 14:09
      Urodziłam na taśmie 3 dzieci i jakoś nie narzekam, bo właśnie tak do tego
      podchodzilam -ze jest to fabryka-za mną kolejka czeka, 3 dni szybko w szpitalu
      minie i do domu.Współczuję lekarzom,praca odpowiedzialna, warunki pracy
      średnie, pośpiech, wszyscy maja pretensję, oczekują indywidualnego
      traktowania-a dla nich to praca-kilkadziesiąt porodów w miesiącu, to może
      rzeczywiście spowszednieć im poród i nie wydawać się już taki magiczny jak nam
      • aramba Re: URodziłam na taśmie 3 dzieci 01.12.09, 14:17
        Jeśli lubisz jak ktoś Cię traktuje jak bydło... No trudno - o
        gustach się nie dyskutuje. Zważ tylko, że przez tego typu podejście
        tysiące kobiet w Polsce doświadczyło niepotrzebnego bólu, traumy,
        lżenia i obojętności. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za siebie
        nawzajem. Lekarzom i pilęgniarkom nikt nie każe wykonywać ich
        zawodu. No, ale skoro już się zdecydowali, to niech się zachowują
        jak należy.
      • Gość: kasia Re: URodziłam na taśmie 3 dzieci IP: *.radom.vectranet.pl 01.12.09, 14:26
        Kalina- oni sobie taką pracę wybrali. Nikt nie wymaga cudów, tylko
        szacunku do drugiego czlowieka. Oni widzieli niejedno, ale mnie
        krępuje leżenie z gołym tyłkiem, gdy wokół przewija się pełno obcych
        mi osób. Dostają ładną kasę, mają prywatne gabinety- jeżeli się nie
        nadają to powinni zmienić zawód.
        Ja siedze za biurkiem,przychodzą do mnie petenci- jeżeli mam kiepski
        nastrój to nie pokazuję tego tylko się uśmiecham. Ja wiem, ze to bez
        porównania, mój zawód i zwód lekarza, ale jeszcze raz powtarzam-
        nikt ich na siłĘ W TEJ SŁUŻBIE ZDROWIA NIE TRZYMA
      • kontodopisanianaforum Re: URodziłam na taśmie 3 dzieci 01.12.09, 14:27
        Gość portalu: Kalina napisał(a):

        > Urodziłam na taśmie 3 dzieci i jakoś nie narzekam, bo właśnie tak do tego
        podchodzilam -ze jest to fabryka-za mną kolejka czeka, 3 dni szybko w szpitalu
        minie i do domu.

        To twoje podejście, inni mają inne.

        > Współczuję lekarzom,praca odpowiedzialna, warunki pracy
        > średnie, pośpiech, wszyscy maja pretensję, oczekują indywidualnego
        > traktowania-a dla nich to praca-kilkadziesiąt porodów w miesiącu, to może
        rzeczywiście spowszednieć im poród i nie wydawać się już taki magiczny jak nam

        Tu nie chodzi o żadną magię, to już wyższy poziom. Tu chodzi tylko o ludzkie
        trakotwanie.
      • ttiikkttaakk Re: URodziłam na taśmie 3 dzieci 01.12.09, 14:27
        Gość portalu: Kalina napisał(a):

        > Urodziłam na taśmie 3 dzieci i jakoś nie narzekam, bo właśnie tak do tego
        > podchodzilam -ze jest to fabryka-za mną kolejka czeka, 3 dni szybko w szpitalu
        > minie i do domu.Współczuję lekarzom,praca odpowiedzialna, warunki pracy
        > średnie, pośpiech, wszyscy maja pretensję, oczekują indywidualnego
        > traktowania-a dla nich to praca-kilkadziesiąt porodów w miesiącu, to może
        > rzeczywiście spowszednieć im poród i nie wydawać się już taki magiczny jak nam

        twój wybór - jestes bydłem to dajesz sie traktować jak bydło i tobie to nie
        przeszkadza.

        Ale twoje preferencje nie są regułą obowiazującą wszystkich.
    • Gość: Ewa Rodziłam na taśmie IP: 213.227.102.* 01.12.09, 14:29
      Jestem ciekawa, po co była akcja Rodzić po ludzku. po co przewodniki
      po szpitalach przyjaznych matce i dziecku?!
      Rodziłam 20 lat temu. urodziłam, przeżyłam, na pewno nie było to
      najcudowniejsze przeżycie świata. Wtedy powstała moda na roomingi,
      porody naturalne i takie tam. Czytałam nawiedzone wypowiedzi matek.
      Minęło 20 lat, czytam ten artykuł i zastanawiam się - czy cofnęliśmy
      się o .... właśnie o ile lat? Czy kiedykolwiek wczesniej tak było?
      Chyba cos tu nie pasuje
    • Gość: Niemira Rodziłam podobnie - w Niemczech IP: *.dip.t-dialin.net 01.12.09, 14:32
      Miałam podobny poród - w Niemczech. Nie wierzcie więc piszącym, że
      za zachodnią granicą wszystko jest cudownie. Jestem ubezpieczona
      prywatnie, powinnam mieć wystarczająco dobrą opiekę. Nie miałam.
      Może dlatego, że jestem obcokrajowcem, nie wiem. Synek nie umiał
      ssać piersi (problemy z mięśniami twarzy) ale położne mi nie
      wierzyły. Kazały karmić, nie dawały mu nic innego. Bardzo spadł na
      wadze. Mało nie umarł. A jak się okazało, że nie umie ssać, nawet
      nie powiedziały przepraszam. Nie jestem lekarzem, nie znam się na
      procedurach. Ale jak nie poprosiłam o coś, nikt mi nie wspomniał, że
      mam do tego prawo.
      Dziecko nie było kąpane 5 dni, we włosach miało cały czas krew. Nikt
      mi nie pomagał przy dziecku, musiałam je mieć przy sobie 24 godziny
      na dobę. A on płakał i prawie umierał z głodu.
      Po porodzie nikt się mną nie interesował.
      Na drugie dziecko NIGDY się nie zdecyduję.
        • anettchen2306 Re: Rodziłam podobnie - w Niemczech 04.12.09, 09:44
          No, ja tez rodzilam w Niemczech, ubezpieczenie panstwowe i mam
          zupelnie inny obraz z mojego porodu. I za nic w swiecie nie
          chcialabym ponownie urodzic w Polsce, a porownanie mam, bo
          pierwszego syna urodzilam w "super wypasionej poznanskiej klinice"
          10 lat temu. Stwierdzam, ze od tych 10 lat nic sie nie zmienilo,
          gdyz mnie potraktowano wowczas zupelnie tak samo jak autorke
          artykulu: zero zainteresowania, wyciskanie lozyska na sile
          zakonczone krwotokiem, lyzeczkowanie "na zywca". Niczego podobnego
          nie musialam w niemieckim szpitalu doswiadczac, polozne i lekarze
          mili, usmiechnieci, informujacy o wszystkim i pomagajacy na kazde
          skinienie. Moze wiec faktycznie mialas pecha, bo ja nie znam ani
          jednej osoby, ktora urodzila tutaj i mialaby takie wspomnienia jak
          ty.
    • Gość: ooo Rodziłam na taśmie IP: *.mdt.TU-Berlin.DE 01.12.09, 14:33
      To norma mieszkam w Berlinie. W niemieckim szpitalu zostawiali moja
      zone sama w pokoju na dwie godziny i przyjmowali w tym czasie inne
      porody, przezco jej porod trwal ponad 14 godzin. Dopiero nad ranem
      sie nia zajeli(ransza zmiana lekarzy) tak tylko zagladali i
      wychodzili.
      • kontodopisanianaforum Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:37
        Gość portalu: ooo napisał(a):

        > To norma mieszkam w Berlinie. W niemieckim szpitalu zostawiali moja zone sama
        w pokoju na dwie godziny i przyjmowali w tym czasie inne porody, przezco jej
        porod trwal ponad 14 godzin.

        Ale podawali jej jakieś leki na spowolnienie porodu czy robili coś podobnego?
        • asiazlasu Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:41
          kontodopisanianaforum napisała:

          > Gość portalu: ooo napisał(a):
          >
          > > To norma mieszkam w Berlinie. W niemieckim szpitalu zostawiali
          moja zone sama w pokoju na dwie godziny i przyjmowali w tym czasie
          inne porody, przezco jej porod trwal ponad 14 godzin.
          >

          moj tez trwal kupe czasu bo mial tyle trwac, i calymi duuuzymi
          momentami zostawiali mnie sama (tzn z mezem oczywiscie !) bo nic
          innego nie bylo do roboty jak czekac az kroplowki rozwierajace cos
          tam zaczna dzialac. I spodziewam sie ze przez ten czas personel
          szedl odbierac inne porody. Bo w PL idzie na herbate
          >
          • asiazlasu Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 15:10
            Chce przez to powiedziec ze to nie tragedia i dramat byc w spokojnej
            cichej salce z mezem ktory trzyma za reke, bez personelu, rodzenie
            to rowniez sprawa przyszlych rodzicow. To dlugie momenty rozwierania
            sie miesni do ktorych nikogo nie trzeba. (wszystkie maszyny byly
            podlaczone i kazdy z nas potrafi je odczytac). Dac temu malzenstwu
            swiety spokoj to tez cenne.A jak zadzwonisz to sa po max 20
            sekundach przy tobie-z usmiechem i sympatia

            Tu sie mowi ze lekarz nie odbiera porodu tylko asystuje, ma w tym
            zdarzeniu drugorzedna role i jest na wypadek problemu- to matka
            rodzi.

            Czesto zapraszaja ciebie sama do odebrania niemowlecia, a maz czy
            jakakolwiek osoba towarzyszaca (nikt nie pyta kto to dla ciebie
            jest - wybralas takie towarzystwo jak chcesz i personel akceptuje)
            odcina pepowine. Dziecko jest natychmiast przy piersi i na tobie.
            Zabieraja po kilku minutach na wazenie i inne mycia ( w obecnosci
            ojca), ciebie skladaja z kawalkow w jako taka calosc ;-) i po
            poltorej godzinie masz dziecie przy sobie.

            Jesli sie czujesz zmeczona to biora bez slowa i skrzywienia, bez
            oceny moralnej do "zlobka" tzn do salki gdzie maluchy leza pod
            opieka pielegniarek. Ktore tam sa na stale, na mur. I nigdzie nie
            lataja.

            Nikt sie nie wtraca do twojego wyboru - piers czy butelka.
            Absolutnie nikomu powieka nie drgnie i masz takie same cierpliwe
            porady dla jednej metody jak i drugiej.




            moj tez trwal kupe czasu bo mial tyle trwac, i calymi duuuzymi
            > momentami zostawiali mnie sama (tzn z mezem oczywiscie !) bo nic
            > innego nie bylo do roboty jak czekac az kroplowki rozwierajace cos
            > tam zaczna dzialac. I spodziewam sie ze przez ten czas personel
            > szedl odbierac inne porody. Bo w PL idzie na herbate
        • Gość: alpepe Re: Rodziłam na taśmie IP: *.pools.arcor-ip.net 01.12.09, 18:28
          Aramba, wyhamuj. Moja koleżanka rodziła 3 razy w dobrym katolickim szpitalu. Ona
          mieszka w Essen, nie wiem,czy tam, czy gdzieś w pobliżu. Akurat twoja żona miała
          lekki poród i było okej, nawet gdyby rodziła w Polsce, nic by jej nie było. Ale
          porody dłuższe i bolesne, z komplikacjami zdarzają się wszędzie. Ja miałam dwa
          porody w tym samym szpitalu w pewnym średniej wielkości mieście w woj. Śląskim.
          Pierwszy pobyt był koszmarny, bo miałam gorączkę, młoda miała infekcję i
          generalnie czułam się okropnie. Drugi pobyt zawsze będzie dla mnie trzema z
          najcudowniejszych dni mojego życia. Wiedziałam czego się spodziewać, więc byłam
          lepiej przygotowana. Tak naprawdę, to przecież lekarz z artykułu miał rację. O
          bolących piersiach nie ma co wspominać. Ból był koszmarny na początku, obie
          młode zgryzły mi brodawki, starszej się nawet ulało mleko z krwią, lekarka
          myślała, że to krwawienie z przewodu pokarmowego dziecka. Ale za bardzo odeszłam
          od tematu. Koleżanka wybrała szpital cieszący się dobrą renomą, ale za każdym
          razem męczyła się pod kilkanaście razy, no z wyjątkiem trzeciego, choć widać
          było na oko,że nie urodzi, bo jest mała i ma wąską miednicę. Co z tego, że
          personel przyjazny, jak niekompetentny? Druga koleżanka rodziła w Londynie,
          pamiętam ją, jak mówiła, że ona będzie rodzić przez cesarkę na życzenie, ale w
          szpitalu ją olano. Owszem, zzo było, ale poród skończył się kleszczami. Też nikt
          nie podjął decyzji o cesarce. Dziecko jakoś z tego wyszło, ale było ciężko.
          To nie polska rzeczywistość. Twoja żona rodziła raptem raz i chwalić Boga miała
          lekki poród, a ty się tu puszysz, że świetny szpitalik w Dahlem. Gdybyś opisał,
          jak to lekarz i położna pomogli ujść żonie i dziecku życiem z porodu, miałoby to
          sens, a tak...
          • Gość: Magda Re: Rodziłam na taśmie IP: *.dip.t-dialin.net 01.12.09, 21:19
            Ty się tu puszysz itd. Facet wcale się nie puszy. Po prostu napisał
            o swoich doświadczeniach, które zebrał w trochę więcej niż jednym
            szpitalu. Z czym ma wyhamować - z tym, że traktowano ich jak ludzi.
            Olano Twoją koleżankę. Wiesz, z cesarką to nie jest tak, że to jest
            zabieg na życzenie. Wiele kobiet tak sądzi - totalna i szkodliwa
            głupota.
          • aramba Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 23:48
            Bardzo mi przykro, że odebrałaś to, co napisałem tak jak odebrałaś.
            Nie było to moją intencją. Nie mam powodu się puszyć z bardzo
            prostego powodu. Otóż oprócz opłacania standardowego ubezpieczenia
            zapłaciłem tylko za taksówkę w dwie strony (nieco poniżej 20 euro w
            sumie). Po prostu wkurza mnie, to co się dzieje w Polsce. Chciałem
            pokazać jak powinno być i że jest moliwe stworzenie systemu, który,
            odziwo, działa. Nie masz racji z tymi komplikacjami. Gdyby coś się
            przydażyło, na miejscu był i anestezjolog, i chirurg. Poza tym nie
            dotczytałaś - moja zona wybrała to miejsce nie dlatego, że takie
            piękne, chociaż oczywiście to było bardzo fajne, ale dlatego, że
            prowadził je ginekolog mojej żony, który ma praktykę na mieście. O
            tym, że też jest współwłaścicielem kliniki wczesniej nie
            wiedzieliśmy. W tym szpitaliku jak mówisz, porodówka to nie jest
            jedyny oddział. Oni się specjlizują w chirurgii plastycznej, a
            porodówkę maja przy okazji, ale to "przy okazji" jest głęboko
            przemyślane. Jakby coś się stało, to na miejscu jest wszystko.
            Więcej, porodówki w Niemczech prowadzą swoje własne szkoły rodzenia.
            Myśmy tylko byli obejrzeć, żona jakoś nie chciała skorzystać, ale te
            kobiety, i ich mężowie, które korzystają mogą się poznać z
            personelem wcześniej. Wypadki i przypadki zdażają się wszędzie, to
            jest, niestety, normalne. Jednak najważniejszy jest standard. Poza
            tym sama piszesz, że ten niekompetentny angielski personel (załóżmy,
            że był niekompetentny, OK) zachwywał się z pełną kulturą. Przeczytaj
            te kilkadziesiąt postów, z których wylewa się ból spowodowany
            zwykłym chamstwem. To jest problem numer jeden. A chwalić się,
            zapewniam Cię, mógłbym zupełnie czym innym, ale to poniżej mojej
            godności.
        • aramba Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:52
          Kasiu, mogę Ci tylko tyle powiedzieć. Wszystko co napiałem to 100%
          prawdy. O innych miłych szczegółach nie pisałem, a trochę takich
          fajnych drobiazgów było typu fajny dyplom dla świeżo upieczonej mamy
          z wszystkimi danymi dziecka. Jeśli któraś z tych pań miała
          faktycznie tragiczne dowiadczenia w Niemczech (nie bardzo w to
          wierzę, ale powiedzmy), to mogło to wynikać tylko z jednej
          przyczyny - po prostu miały gdzieś jak ten poród będzie przebiegał i
          rodziły w zupełnie przypadkowych miejscach. Wybór jest tak olbrzymi,
          a możliwości sprawdzenia każdego miejsca praktycznie nieograniczone,
          że nie ma mowy o tym, że można "nie wiedzieć". Izby porodowe,
          włącznie z tymi znajdujacymi się w wilkich państwowych kinikach są w
          pełni udostępniane przyszłym matkom i ich rodzinom do wglądu, że tak
          powiem. Godziny takich odwiedzin są tak ustawione, żeby nie
          kolidowały z godzinami pracy przyszłych matek i ojców, a jak
          przyjdziesz z ulicy, to też Cię nikt nie wyrzuci. Co najwyżej
          zaproponują indywidualnie umówiony termin. I tyle w temacie.
          • Gość: KASIA Re: Rodziłam na taśmie IP: *.radom.vectranet.pl 01.12.09, 15:11
            nie wiem jak jest w Niemczech, dlatego zakładam, że to co piszecie
            tutaj to fakty. Niestety, mi pozostają polskie szpitale- ale na
            razie strach mnie paraliżuje na myśl o kolejnej ciąży. Ja swojego
            szpitala nie wybrałam przypadkowo- w moim mieście sa dwa, wybrałam
            ten ponieważ pracował tam lekarz, który prowadził moją ciążę, oraz
            miałam znajomą położną, która, jak mi sie wydawało, zaopiekuje się
            mną podczas porodu. oczywiście, była w pobliżu w czasie porodu- po
            porodzie nawet do mnie nie zajrzała. A ja własnie wtedy
            potrzebowałam największej pomocy. Gdyby chociaż mąż mógł mnie
            odwiedzać to by mi pomógł. Ale po 10 minutach był wypraszany
            krzykiem. a dalej radź sobie sama babo. Mam nadzieję, że powoli coś
            się zmieni na lepsze. Juz Panie w ZUSie sa milsze, nawet w Skarbówce
            można coś załatwić bez krzyku...więc może przyjdzie kolej na
            personel medyczny ( PS. czy na medycynie sa przedmioty typu etyka
            itp?)
            • aramba Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 15:21
              Absolutnie Ci wierzę. To skończone zbydlęcenie, to potworna
              tragedia. Niestety, to nie jedyna dziedzina życia, w której tak się
              w Polsce dzieje. Coś o tym wiem, bo mam drugą pracę w Polsce i wiem,
              że niedługo z niej zrezygnuję. Nie mogę sobie dać rady z brakiem
              jakichkolwiek zasad - przede wszystkim brakiem dobrego wychowania.
              No, ale skoro jest tak wszędzie, znaczy to jest norma...
              • Gość: KASIA Re: Rodziłam na taśmie IP: *.radom.vectranet.pl 01.12.09, 15:36
                ja wiem, że drugi raz nie dam się tak poniżyć - co nas nie zabije to
                nas wzmocni... Wiem też, że pacjenci ponoszą jakąs część winy za to,
                co się tu dziej- Prywatne wizyty, opłaty za coś co powinno być za
                darmo - ja sama tak robiłam. Pan doktor w przychodni nie chce dać
                zwolnienia, mimo że nie nadaję się do pracy...ale ten sam Pan doktor
                w prywatnym gabinecie pyta sie mnie od progu, czy będę potrzebować
                L4...przyzwyczailiśmy lekarzy, że idziemy do nich z kopertą- czy
                wołają czy nie.
                • asiazlasu Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 15:42
                  Gość portalu: KASIA napisał(a):

                  > ja wiem, że drugi raz nie dam się tak poniżyć - co nas nie zabije
                  to
                  > nas wzmocni... Wiem też, że pacjenci ponoszą jakąs część winy za
                  to,
                  > co się tu dziej- Prywatne wizyty, opłaty za coś co powinno być za
                  > darmo - ja sama tak robiłam. Pan doktor w przychodni nie chce dać
                  > zwolnienia, mimo że nie nadaję się do pracy...ale ten sam Pan
                  doktor
                  > w prywatnym gabinecie pyta sie mnie od progu, czy będę potrzebować
                  > L4...przyzwyczailiśmy lekarzy, że idziemy do nich z kopertą- czy
                  > wołają czy nie.


                  O ile moge sobie pozwolic na uwage : to wlasnie dlatego ten system z
                  bagna nigdy nie wyjdzie.


                  • Gość: kasia Re: Rodziłam na taśmie IP: *.radom.vectranet.pl 01.12.09, 15:53
                    tak Asiu - przez takich ludzi jak ja między innymi nie wyjdzie z
                    bagna..ale zauważ, że jak Twój bliski leży w szpitalu a lekarze
                    odkładają operację...wiadomo po co, to co byś zrobiła? Albo musisz
                    czekać na wizyte u ginekologa ponad miesiąc albo dłużej...Albo
                    położna po porodzie oczekuje 100 zł. i wtedy śmiga wokół Ciebie jak
                    fryga...a Ty tej pomocy bardzo potrzebujesz...pacjenci ponosza część
                    winy,ale największą ponoszą lekarze, pielęgniarki itp..
        • Gość: titta a co mieli robic? IP: *.botany.gu.se 01.12.09, 18:05
          "przez to porod trwal 14 godzin"
          Przez co, ze sie nie nie zajeli? A co niby mieli robic. Zostawili w
          spokoju i czekali az porod sie sam rozkreci. Tak to normalnie
          powinno wlasnie wygladac. Porod trwal 14 godzin bo czesc porodow
          tyle trwa.
          Gdzie tu jest jakiekolwiek "chamstwo"?
      • ttiikkttaakk Re: Rodziłam na taśmie 01.12.09, 14:40
        ciekawe co mowisz, moze w Niemczech jest akcja "Rodzic jak zwierzęta" bo z tego
        co dla mnie wiadomo, to nikt się nie skarży na porody w Niemczech - wszyscy
        chwalą i nie trzeba było przeprowadzać w przeciwieństwie do Polski akcji "Rodzić
        po ludzku" - ponieważ wszedzie poza Polską to jest oczywiste, ze ludzie rodzą po
        ludzku
      • Gość: Paula Re: Rodziłam na taśmie IP: 193.138.241.* 05.12.09, 14:48
        Ja też rodziłam na taśmie, 35 lat temu. Wspomnienia mam
        traumatyczne, poczynając od nieetycznego stosunku położych do mnie,
        na krwotoku wewnątrzmacicznym kończąc. Ale to już było i ja nie chcę
        o tym pisać.
        Kobiety!!! Opamiętajcie się, w sączeniu tych wszystkich żalów i
        skarg na służbę zdrowia. Będę niemiła i powiem, że ciąża i poród to
        nie choroba i nie wymaga interwencji szpitalnej. Strach przed
        porodem, niewiedza o nim podtrzymywana przez lekarzy giekologów i
        nie tylko, wymyślanie potencjalnych zagrożeń wywołuje w was
        niepotrzebne obciążenia psychiczne. Poród to przecież sama natura!!!
        Ale wymagająca od was życia z nią w zgodzie, z czego nie zawsze
        zdajecie sobie z tego sprawę. Jest to najpiękniejszy okres życia
        kobiety, kiedy może dać nowe życie.
        Czytając wasze posty jestem zniesmaczona przemysłowym podejściem do
        porodu samych matek, nakręconych przez media, znajomych, koleżanki
        po porodach, nawet samych lekarzy, jesteście skłonne poddać się
        cesarskiemu cięciu na życzenie, byle nie odczuwać bólu porodowego.
        Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że unikanie porodu naturalnego,
        kiedy bóle porodowe dają znać o tym, że już czas, rodzenie dziecka
        przed czasem wpływa na jego rozwój? Nikt wam o tym nie mówi i nie
        powie, bo nie wie albo nie chce. Rozwój fizyczny i energetyczny
        zachodzi do ostatniego momentu porodu naturalnego. Wyznaczenie z
        góry daty porodu przez cc skazuje dziecko na niedorozwój. Nie wiecie
        jaki. Ma rączki,ma nóżki, oddycha, porusza się, i wydaje się, że
        wszystko jest w porządku, a to nieprawda. Dojrzewanie dziecka do
        opuszczenia ciała matki ma swój odpowiedni, indywidualny czas. I
        tylko ono podejmuje decyzję, kiedy chce pojawić się w świecie
        zewnętrznym. Każda ingerencja z zewnątrz upośledza jego organizm.
        Nie jesteśmy od razu stwierdzić w jakim stopniu. Ale późniejszy
        rozwój dziecka i jego zachowania mogą nas o tym przekonać. Jednak
        najczęściej nie wiążemy ich z momentem porodu. Bardziej obarczamy
        winą geny lub sytuacje społeczno - rodzinne. Możecie mnie posądzać o
        herezję, jednak zdaję sobie w pełni sprawę z tego co piszę.
        Spróbujcie sami to sprawdzić.
        Teraz powiem, że to co napisałam wyżej, nie dotyczy sytuacji ciąż
        patologicznych, powikłanych i z obciążeniem. Tych patologii o zgrozo
        jest niestety coraz więcej.
        Jestem ciekawa, jak świadomie przeżywacie okres ciąży i porodu. Czy
        bierzecie pod uwagę co przeżywa wasze dziecko w tym czasie? Jakie są
        jego doznania i jaka jest rola matki oprócz odpowiedniego odżywiania
        i uczestnictwa w zajęciach szkoły rodzenia.
        Kto z was słyszał o lotosowych narodzinach? Okres 9 miesięcy
        świadomego, cudownego przeżywania zakończonego porodem, do którego
        matka bardzo, bardzo świadomie się przygotwuje. Jakie są tego porodu
        dobre strony? Jeżeli wam zależy to pczytajcie, jest tego trochę na
        google. Rodzić można nie tylko w szpitalu, w obcym i nieprzyjaznym
        miejscu. Teraz jest taka możliwość. Nikt nie może was do tego
        zmusić. Tyle, że wasz strach zabijający świadomość jest silniejszy
        od wolnej woli.
        Gdybym ja 35 lat temu miała taką wiedzę i możliwości, nie wahała bym
        się ani minuty. Szkoda, że mnie to minęło. Ale nic straconego, może
        mój głos ktoś potraktuje poważnie i zanim podejmie życiową decyzję,
        zastanowi się trochę nad tym co napisałam.
        • Gość: Anka Re: Rodziłam na taśmie IP: *.adsl.inetia.pl 06.12.09, 01:26
          Gość portalu: Paula napisał(a):

          > Kobiety!!! Opamiętajcie się, w sączeniu tych wszystkich żalów i
          > skarg na służbę zdrowia. Będę niemiła i powiem, że ciąża i poród
          to
          > nie choroba i nie wymaga interwencji szpitalnej.
          Z tym się zgodzę.


          Strach przed
          > porodem, niewiedza o nim podtrzymywana przez lekarzy giekologów i
          > nie tylko, wymyślanie potencjalnych zagrożeń wywołuje w was
          > niepotrzebne obciążenia psychiczne.
          Z tym się też zgodzę. Ale ten strach jest z premedytacja podsycany
          przez ginekologów, do tego stopnia że zaszczuja każdą, która chce
          rodzić w domu. Polecam np. wspomnienia położnych porodów domowych
          oraz kobiet, które chciały rodzić w domu ale z racji pojawienia się
          jakichś problemów podczas porodu domowego, pojechały do szpitala.
          Te wymyślanie zagrożenień doprowadziło też do tego, że zamknięto w
          Polsce ostatnią Izbę Porodową. Kobiety, choć teoretycznie mają różne
          możliwości rodzenia, praktycznie zmuszane są na szpital, w których
          bogiem jest lekarz.
          Teraz ginekolodzy będą mieć jeszcze więcej władzy. Od nowego roku
          będą decydować o tym, czy kobieta będzie pracować czy nie. A
          wszystko to podsycane kolejnym strachem, tym razem przed nowotworem.
          Bo w Polsce kobiety umierają wyłącznie na raka szyjki macicy oraz
          piersi. No i rujnują finanse NFZu (częściej chorujący mężczyźni już
          nie). W tej fobii brały udział nawet media, sugerujące, że jeśli
          kobieta przymusowo nie ściągnie majtek, to natychmiast zachoruje i
          umrze. Aby wymusić podporządkowanie się sprzecznej z konstytucją
          przymusowej cytologii roztacza się emocjonalne wizje
          natychmiastowego potwornego cierpienia. Podobnie jak na sali
          porodowej: gdy kobieta się buntuje przed przymusowym nacinaniem
          krocza (są jeszcze takie szpitale, gdzie tak nacina się 100% i to
          bez pytania) to roztacza się przed nią wizje pękniecia po odbyt.
          Dlatego przestałam się łudzić - w sprawach kobiecych ten kraj NIGDY
          nie będzie normalny.

          jesteście skłonne poddać się
          > cesarskiemu cięciu na życzenie, byle nie odczuwać bólu porodowego.
          to konsekwencja sadyzmu na porodówkach. I trudno się dziwić
          kobietom, że nie do końca akceptują poród, skoro mają z tym problem
          sami lekarze. Lekarze, którzy mają problem z tym, że natura w
          wiekszości przypadków sama potrafi sobie poradzić, więc muszą
          przeszkadzać i prowokować problemy przymusowym leżeniemn,
          oksytocyną, nacinaniem, wyciskaniem...

          > Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że unikanie porodu naturalnego,
          > kiedy bóle porodowe dają znać o tym, że już czas, rodzenie dziecka
          > przed czasem wpływa na jego rozwój? (...) Wyznaczenie z
          > góry daty porodu przez cc skazuje dziecko na niedorozwój.
          możesz nam wyjaśnić na jakiej podstawie twierdzisz, że nastąpi jakiś
          niedorozwój?

          > Nie jesteśmy od razu stwierdzić w jakim stopniu. Ale późniejszy
          > rozwój dziecka i jego zachowania mogą nas o tym przekonać. Jednak
          > najczęściej nie wiążemy ich z momentem porodu. Bardziej obarczamy
          > winą geny lub sytuacje społeczno - rodzinne. Możecie mnie posądzać
          o
          > herezję, jednak zdaję sobie w pełni sprawę z tego co piszę.
          > Spróbujcie sami to sprawdzić.
          Możesz nam to wyjaśnić na jakiej podstawie twierdzisz, że ewentualne
          problemy to wynik cc a nie genów, wpływu środowiska, uderzenia się w
          głowę przy raczkowaniu, chemii w jedzeniu itd.?
          • Gość: Paula Re: Rodziłam na taśmie IP: 193.138.241.* 06.12.09, 09:22
            Odpowiadam na pytanie. Rozwój płodu nie jest rozwojem w znaczeniu
            tylko i wyłącznie czysto fizycznym, polegającym na wykszałceniu się
            ciała, organów, układów itd. Jest to rownież dojrzałość formy
            energetycznej. Oprócz ciała fizycznego posiadamy ciało energetyczne,
            bioplazmatyczne i o nie i jego dojrzałość właśnie chodzi. Medycyna
            nie przyjmuje do wiadomości, że jesteśmy jako istoty żyjące
            wyposażeni w kilka ich postaci, jak również układy energii krążącej
            w naszym ciele. One również podlegają rozwojowi odbywającemu się w
            określonym czasie życia płodowego. Wykonanie cc w czasie, kiedy
            następują oczekiwane w terminie bóle porodowe, nie ma dla noworodka
            i jego rozwoju znaczenia, i wszystko jest ok. Natomiast wykonanie cc
            wcześniej, (tutaj mnie nie zrozumiałaś, że sam fakt cc jest
            przyczyną niedorozwoju tylko termin jego wykonania) bo np. pan
            doktor idzie na urlop i trzeba to zrobić już, jest okaleczaniem i
            niedopuszczeniem do dorowadzenia ciąży do końca i prawidłowego
            rozwoju dziecka. Każdy jeden dzień w życiu płodowym ma swoje
            znaczenie i swoją rolę. Dziecko decyduje o tym kiedy jest gotowe
            przyjść na świat, nie matka, nie lekarz, nie przymusowa jakaś tam
            sytuacja.
            Przyczyn wszelkich niedorozwojów może być wiele, jednak ja opisałam
            jeden z nich jako znaczący, lecz nie brany pod uwagę. Znam w
            najbliższym otoczeniu 5 dzieci urodzonych przez cc przed czasem,
            obecnie w różnym wieku, i każde z nich rozwijało się wolniej.
            Rodzice mają z nimi problemy różnego pokroju. Od wychowawczo -
            emocjonalnych do rozwojowych. Nie takich zarażających życiu, lecz
            np. alergią, bardzo słabą odpornością związaną z częstymi
            infekcjami, nadwrażliwością układu pokarmowego, zaburzeniami
            emocjonalnymi, problemami ze snem i zasypianiem itd. Mam porównanie
            z dziećmi urodzonymi o czasie, gdyż takie mam w rodzinie. Jednak
            nikt tego nie może udowodnić na 100%, bo nikt nie przeprowadza
            takich badań i jak znam życie, nikt w służbie zdrowia nad tym się
            nie zastanawia i nie ma w tym swojego interesu.
            Problemy natury energetycznej i nieprawidłowej polaryzacji posiada
            również wiele małżeństw, u których zachodzi problem niepłodności.
            Doprowadzenie do harmonii w tej sferze, może zaowocować upragnionym
            potomkiem.
            Moja wypowiedź na temat, ma swoje źródło w medycynie naturalnej i
            wiedzy bioeergoterapeutycznej. Są to niestety dziedziny potępiane i
            zwalczane przez różne grupy osób, nie mające wiedzy, ale
            wypowiadające się na ten temat szeroko i tylko negatywnie. Nie mam
            zamiaru nikogo przekanywać, że mam rację, zasygnalizowałam przy
            okazji forum ten problem. Temat jest bardzo szeroki, nie dający się
            rozwijać na forum. Jednak są możliwości zgłębiania rzetelnej wiedzy,
            czym jest szeroko pojęte życie człowieka i jakim procesom nie tylko
            fizycznym podlega, jak również umiejętności dotyczącej uzdrawiania.
            Zainteresowany znajdzie źródło potrzebnej wiedzy jak i swojego
            nauczyciela.
            • Gość: Anka Re: Rodziłam na taśmie IP: *.adsl.inetia.pl 06.12.09, 21:18
              Paula, sądzę że każdy ma w swoim otoczeniu porównanie dzieci
              urodzonych przez cc oraz siłami natury. Do tego jeszcze cc zrobione
              podczas normalnej akcji porodwej oraz cc na zimno. I zapewne ile
              byłoby wypowiadających się, tyle byłoby opinii nt różnic w rozwoju
              dzieci po cc i porodach sn.
              Zwrócę jeszcze uwagę na jedną rzecz. W Polsce właściwie nie ma
              porodów naturalnych. We wszystkie porody siłami natury, w mniejszym
              lub większym stopniu ingeruje się, łącznie z podawaniem chemii. Nie
              wiemy też co jest bardziej szkodliwe dla dziecka: cc na zimno czy
              litry syntetycznej oksytocyny podawanej kobiecie najczęściej z
              powodu wygody personelu.
              Ale to nie wszystko. Czasem kobiecie podaje się oksytocynę na
              wywołanie akcji porodowej, ale zdarza się że jej organizm ma
              odmienne zdanie. Po odłączeniu kroplówki jest cisza. Ale nikt się
              tym nie przejmuje, bo w końcu lekarz "wie lepiej", tylko idzie w
              zaparte i dalej kroplówka przez cały "poród", bo po odłączeniu
              natychmiast wszystko ustaje. Potem siłą robione rozwarcie (bo
              organizm dobrowolnie nie chce), a na końcu siłą wyciskane dziecko.
              Czyli siłowo dołem wyciska sie dziecko bez porodu. Czym więc różni
              się taki siłowy "poród" od cc i jakie mogą być konsekwencje dla
              dziecka?