Dodaj do ulubionych

Nie mam ochoty...

13.07.11, 18:16
Nie mam ochoty mówić o moim eks dobrze, opowiadać o tym jaki był dobrym tatą jak był trzeźwy - bo takim był. Wiem , że powinnam o tym rozmawiać z dziećmi, a ja najchętniej skupiłabym się teraz na tych ostatnich latach kiedy zawiódł na całej linii. Dlaczego? Jak się przełamać? Denerwuje mnie jak dzieciaki mówią że grały z nim w piłkę, a ja wiem że to było przez 30 min, pomiędzy jednym a drugim cugiem.
Obserwuj wątek
    • upsididit1 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 18:55
      Moja sugestia jest taka- zostaw dzieciom te ich 30 minut. Bezwzględnie. Wiem, że Ci ciężko. Wygadaj się przyjaciółce, nam- ale nie dzieciom. Dorosną- same będą wiedziały ile tego było. Ale będą miały do Ciebie szacunek- że nie spaprałaś im tych ich jedynych 30 minut. Dzieci nie są partnerem do dyskusji o Twoim poczuciu żalu wobec męża. Wiem, że to ciężkie- ale opłacalne w perspektywie. Umniejszając ojca w ich oczach- sprawisz, że będą go mitologizowały dość szybko. I odwrotnie proporcjonalnie do stanu faktycznego. Także- lepiej upuść nerwów tu, czy gdzieś u przyjaciółki- lub zapisz się na boks, to nie jest żart. Jeśli masz gdzie, oczywiście. Ale już teraz warto pomyśleć o rozładowywaniu agresji, która w Tobie narośnie i przekierujesz ją potem - zupełnie nieświadomie- najpierw na dzieci a potem- na kogo popadnie...
      pozdrawiam!
      • upsididit1 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 18:58
        i uwaga! tym "kim popadnie" możesz być też Ty sama, po długim czasie tłumienia złych emocji.
      • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 20:22
        Kiedy miałam/ mogłam mieć nadzieję że nastąpi cud pielęgnowałam wizję jego trzeźwego, pielęgnowałam aby takiego go pamiętały - teraz kiedy nie ma takiej nadzieji, najchętniej zaczełabym wypominać wszystko to co było złe, próbuje usprawiedliwiać dlaczego nie czuje żalu, smutku. Boję się że jak będę to czuła to będzie znaczyło że jestem w jakimś stopniu winna, a jak nie okażę smutku to że jestem bezserca, wredna. Jak wytrzymać tych kilka chwil, jak się zachować?
        • upsididit1 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 21:13
          kajda28 napisała:

          > Kiedy miałam/ mogłam mieć nadzieję że nastąpi cud pielęgnowałam wizję jego trze
          > źwego, pielęgnowałam aby takiego go pamiętały - teraz kiedy nie ma takiej nadzi
          > eji, najchętniej zaczełabym wypominać wszystko to co było złe, próbuje usprawie
          > dliwiać dlaczego nie czuje żalu, smutku. Boję się że jak będę to czuła to będzi
          > e znaczyło że jestem w jakimś stopniu winna, a jak nie okażę smutku to że jeste
          > m bezserca, wredna. Jak wytrzymać tych kilka chwil, jak się zachować?
          --------------------------------------------------------------------------------------------------
          Kajda- mogę Ci tylko zasugerować- ani nie pielęgnuj ani nie wypominaj. Troszkę nie rozumiem- komu Ty chcesz okazać swój brak smutku lub go nie okazywać- sobie czy dzieciom? Przecież czujesz smutek, pogubiłam się...
          • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 21:30
            >pogubiłam się...

            No dobra, mówię jak jest.
            Nie mam pojęcia jak zachować się na pogrzebie mojego eks. Teraz kiedy nie muszę pilęgnować aby dzieciaki się go nie bały, aby chciały z nim rozmawiać, aby tęskniły, najchętniej obrzuciłabym go błotem, i powiedziała im że to wszystko nie prawda - bo to nie możliwe aby on ich kochał, bo miłość wygląda całkowicie inaczej.

            Nie wiem jak będzie odebranie jak się rozkleje, a może lepiej jak będę zimna jak głaz. Mam nie patrzeć na innych, wiem - ale to zależy o czym będę myśleć. Będę chciała w ten dzień rozmawiać o nim z dzieciakami, wiem że trzeba dobrze mówić - ale ja już tego nie pamiętam, co było 4-5 lat temu.



            • deoand Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 21:44
              No cóż - życie jest zawsze zaskakujące i nigdy nie wiadomo jak sie zachować i co z tego zachowania wyniknie np. Stalin wysłał w Katyniu do Nieba tylko dwóch generałów i jest uważany za najgorszego z możliwych zbrodniarzy i kanalii a kpt Protasiuk wysłał do Nieba 10 -ciu generałów i dostał awans i medal !!!
              • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 21:50
                Dzięki :)

                Najchętniej poszłabym do kościoła, usiadła na samym końcu , i z tłumem (?) szła na cmentarz. Ale dzieciom należy się pierwszy rząd, aby chociaż na pogrzebie poczuły się ważne jako jego dzieci.
                • upsididit1 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 21:55
                  kajda28 napisała:

                  > Dzięki :)
                  >
                  > Najchętniej poszłabym do kościoła, usiadła na samym końcu , i z tłumem (?) szł
                  > a na cmentarz. Ale dzieciom należy się pierwszy rząd, aby chociaż na pogrzebie
                  > poczuły się ważne jako jego dzieci.
                  --------------------------------------------------------------------
                  a, no to dopiero Cię zrozumiałam, bo (wybacz!) w tej powodzi wpisów nie zauważyłam kiedy małżonkowi się zeszło i widzę że faktycznie smutna nie jesteś- skoro dowcip Deo Cię rozbawił.
                  Płacz głośno sobie w pierwszym rzędzie - z ulgi, skoro smutku nie ma. I dekoracyjnie będzie i bez głupich pytań....
              • upsididit1 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 21:51
                deo...........
                • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 22:03
                  > deo...........

                  Upsididit1 czy to ważne jakie kto ma zdanie i co kto sobie myśli- pewnie będę na świeczniku, wszyscy będą ciekawi jak będę reagować, ale to będzie trwało chwilę a ja jak będę grała, udawała to mnie będzie to męczyć, i ja się będę źle czuła. Zdaje sobie sprawę że z 2 osoby (jestem pewna że nikt więcej, no może jeszcze jedna) uważają że jestem poczęści winna jego śmierci, to ich problem, nie mój. Ja śpię spokojnie.

                  Nie umiem składać kondolencji, poza tym jakie kondolencje, trzeba się cieszyć że facet przestał się męczyć, że w końcu ma spokój i niech mu ziemia lekką będzie. Może to dzięki młodej, ona ostatnio się modliła o niego - wymodliła mu koniec cierpienia.
                  • upsididit1 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 22:10
                    kajda28 napisała:

                    > > deo...........
                    >
                    > Upsididit1 czy to ważne jakie kto ma zdanie i co kto sobie myśli- pewnie będę n
                    > a świeczniku, wszyscy będą ciekawi jak będę reagować, ale to będzie trwało chwi
                    > lę a ja jak będę grała, udawała to mnie będzie to męczyć, i ja się będę źle czu
                    > ła. Zdaje sobie sprawę że z 2 osoby (jestem pewna że nikt więcej, no może jeszc
                    > ze jedna) uważają że jestem poczęści winna jego śmierci, to ich problem, nie mó
                    > j. Ja śpię spokojnie.
                    >
                    > Nie umiem składać kondolencji, poza tym jakie kondolencje, trzeba się cieszyć ż
                    > e facet przestał się męczyć, że w końcu ma spokój i niech mu ziemia lekką będzi
                    > e. Może to dzięki młodej, ona ostatnio się modliła o niego - wymodliła mu konie
                    > c cierpienia.
                    ----------------------------------------------------------------
                    Kondolencjami to się w ogóle nie przejmuj- bo to Tobie będą je składać. No ja się też tak kiedyś pomodliłam o to- żeby Bóg zrobił- co uważa w swej łaskawości- i Bóg bywa radykalny.
                    • upsididit1 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 22:13
                      Ale gapienie się- jak reagujesz masz jak w banku- i to nie jest przyjemne... Więc moją metodą były łzy szczere i rzęsiste- a - jaki kolor mają łzy- widzi ktoś? I to wiesz- nie trzeba i nie da się tego przecież- zaplanować, to byłby szczyt terminatorstwa, ale stres jest tak duży- że pewno i z samego stresu się poryczysz, w czym przecież na pogrzebie nie ma nic niestosownego...
                    • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 15.07.11, 09:25
                      upsididit1 napisała:
                      > ... ja się też tak kiedyś pomodliłam o to- żeby Bóg zrobił- co uważa w swej łaskawości- i Bóg bywa radykalny.
                      __________________________.
                      ???????????
                      "Bog bywa radykalny"...!????????
                      A to co za nowa teoria bozka...?
                      Czy chodzi tu o statue kamienna,
                      ktora uderzylas sie w palec,
                      przybijajac gwozdz do sciany...!?
                      A...
                      Ps. Takie modlitwy roszczeniowe
                      do Boga, zawsze sie tak koncza...!
                  • e4ska Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 22:19
                    Chyba chciał umrzeć - bo nie potrafił niczego w tym życiu znaleźć dla siebie.

                    To był prawdziwy stuprocentowy alkoholik, który - niestety - musiał pić. Jak kogo chwyci, to na nic miesiące w psychiatrykach i lata w więzieniach. Nic to nie pomoże. Tak tylko gadają terapeuci, ludziska oświecone pisują na forach - a prawda jest smutna: kiedy organizm całkowicie przestawi się na alkohol, nic nie da się zrobić za pomocą jakiś tam zmian psychiki. Tutaj tylko jakiś lek, jakieś proszki czy pigułki... może nawet marihuana?

                    Wiedza, którą doskonale opanował - był wszakże terapeutą (chyba nie mylę?) - na nic się nie zdała. Ile on w sumie odbył terapii i odwyków? Bo że ich sporo było, to jasne.

                    Gdzie umarł? Pod chmurką czy w szpitalu? Zapił się czy zmarł z wycieńczenia organizmu?

                    Czy jest ci lżej, Kajda? Mnie chyba byłoby lżej, gdybym była na twoim miejscu, bo teraz, chociaż nie znałam człowieka, czuję cień ulgi. Przynajmniej nie cierpi.
            • boja55 Re: Nie mam ochoty... 13.07.11, 23:36
              Kajdo umarł człowiek który przez jakiś czas coś dla Ciebie znaczył.W sercu przebacz mu te wszystkie krzywdy które Ci wyrządził ,bo on nie bardzo wiedział co robi ,był alkoholikiem i tylko alkohol się dla niego liczył,alkohol nim rządził.Taka jest prawda ,a wiem co piszę bo byłem taki sam jak Twój mąż ,miałem tylko więcej szczęścia ,bo organizm się zbuntował i nie przyjmował alkoholu.Dzieciom nie zabieraj choć kilku dobrych wspomnień o ojcu,one tu nic nie są winne , one chciały mieć ojca i zostaw im te dobre wspomnienia.Ty natomiast bądź sobą ,zmów modlitwę za jego duszę i wybacz mu.
    • boja55 Re: Nie mam ochoty... 14.07.11, 23:59
      Kajda jesteś mądrą Kobietą.Przeczytałem to co piszesz i odpowiadam na Twoim wątku. Nie masz sobie nic do zarzucenia ,postępowałaś tak jak nie potrafiłoby wiele ,wiele kobiet.Czuję w Twych słowach żal , ból ,ale nie ma w nich potępienia.Przyjmij wyrazy współczucia i wielki SZACUN dla Ciebie
    • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 15.07.11, 19:31
      JUż po wszystkim.
      Żadnych sensacji, kilkoro znajomych, znaczy pustki w kościele. Młoda płakała , starszy tylko wtedy jak próbowaliśmy go namówić aby do spowiedzi poszedł.
      W sumie to dzień jak co dzień. I co najbardziej smutne w tym wszystkim to to że teściowa to że nie widziała się do tej pory z wnukami rzuca na to że nie miała gdzie je zabrać - bo przecież u niej mieszkał pijany syn. JUż wcześniej to mówiła, i faktycznie w momentach jak był w szpitalu to ze 2 razy je wzieła, ja nie dzwoniłam więcej, a ona sama też nie przyjdzie.

      Przez te lata widziałam go może ze 20 razy w strasznym stanie, pamiętam wszystkie te miejsca, teraz z ulgą przechodzę koło nich, bo wiem że już go tam nie zobaczę- każdy ten raz wywoływał u mnie żal, smutek, poczucie bezsilności.

      Koniec opowieści.
      • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 16.07.11, 08:33
        kajda28 napisała:
        > Koniec opowieści.
        _____________________.
        O nim, ale nie o Tobie...! ;-)
        Pozdrawiam Cie dzielna kobieto, slonecznym porankiem...!
        Do jutra: A...
        • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 16.07.11, 19:53
          aaugustw napisał:
          > Do jutra: A...
          ________________.
          Plany sie zmienily...!
          A...
          • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 16.07.11, 21:28
            kajda28 - czyli jestem tu już ponad 4 lata, a kajda to od nazwiska mojego eks - zmiana paru literek, podpasował mi ten nick :) choć na innych stronach mam już inny , ten od nazwiska panieńskiego , do którego wróciłam po rozwodzie (ponad 4 lata temu).

            Dzisiaj usłyszałam że dobrze się stało, bo nie kala już swoim widokiem , choć przeważnie słyszę kondolencje - i naprawdę nie wiem dlaczego, słowa otuchy były mi potrzebne dawno temu - i do tej pory pamiętam (słowa, bo nie jego) pijaczka który szczerze i z troską zapytał jak sobie daje radę.

            Szkoda że to się tak skończyło :(

            Można było to jakoś inaczej załatwić? Pytam, bo koleżanka ma podobny problem, choć jej alko zaczął ciąg dopiero z m-c temu, jeszcze na trzeźwo wziął ponad 10 tys pożyczki, w czasie abstynencji nic ze sobą nie robił, nie ma przyjaciół, rodzinę omija dalekim łukiem, jedyni przyjaciele to ci pijący, w czasie ostatnich 2 lat (abstynencji) ich odwiedzał. On żyje dopiero teraz, jak pije, dopiero teraz umie i chce rozmawiać z córą.
            A tak na marginesie, to mój pierwszy chłopak, miałam wtedy 13 lat, on 19 - śliczny chłopaczek, wtedy, bo od kilku lat wygląda strasznie.
            • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 16.07.11, 21:56
              kajda28 napisała:
              > Dzisiaj usłyszałam że dobrze się stało, bo nie kala już swoim widokiem...
              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
              Gdyby to na mnie trafilo, pogardzilbym ta osoba...!
              (chcialem napisac; opierd....bym, ale w pore powstrzymalem moje emocje) :-(
              ________________________.
              kajda28 napisała dalej:
              > Można było to jakoś inaczej załatwić? Pytam, bo koleżanka ma podobny problem, c
              > hoć jej alko zaczął ciąg dopiero z m-c temu, jeszcze na trzeźwo wziął ponad 10
              > tys pożyczki, w czasie abstynencji nic ze sobą nie robił, nie ma przyjaciół, ro
              > dzinę omija dalekim łukiem...
              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
              W Twoim przypadku NIE... - Nie mozna bylo... (opieram sie tu na Twoich listach...!).
              Mozna tylko okazac serce i poinformowac o mozliwosciach leczenia,
              a w skrajnym przypadku, gdy stanowi juz zagrozenie dla spoleczenstwa -
              ubezwlasnowolnic...
              Reszta nalezy do nas - alkoholikow...!
              Wiekszosc nie chce wrocic do normalnego juz zycia, do spoleczenstwa...!
              A...
              Ps. Fajnie Kajda, ze dalej rozmawiasz z nami... Zawsze to mysli biegna wtedy
              innym torem...!
              • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 16.07.11, 22:45
                > Ps. Fajnie Kajda, ze dalej rozmawiasz z nami... Zawsze to mysli biegna wtedy
                > innym torem...!

                Sorry, august, i niech nikt inny nie bierze tego personalnie, ale wolałabym dalej tutaj nie przebywać. A jak będzie to nikt nie wie. Awizo do eks dalej leży w skrzynce i nie zamierzam go wyjmować, niech leży - dopóki całkiem nie dotrze że go już nie ma.
                • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 17.07.11, 09:31
                  kajda28 napisała:
                  > Sorry, august, i niech nikt inny nie bierze tego personalnie, ale wolałabym da
                  > lej tutaj nie przebywać. A jak będzie to nikt nie wie. Awizo do eks dalej leży
                  > w skrzynce i nie zamierzam go wyjmować, niech leży - dopóki całkiem nie dotrze
                  > że go już nie ma.
                  ____________________________________.
                  Rozumiem...!
                  A...
                  Ps. Moja ostatnia sugestia do Ciebie:
                  Wez to Awizo ze skrzynki i zacznij brac pokornie te dni tak, jak one leca...!
                  Nie stawiaj sie w role ani uzalacza, ani poprawiacza...!!
                  Trzymaj sie, dbaj o dzieci i siebie i glowa do gory, anonimowo kobieto...! ;-)
                  • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 17.07.11, 16:45
                    Kajda, to ja raz jeszcze... - Nie dodalem, ze szkoda mi
                    tego, ze odchodzisz z tego Forum (wspol)Uzaleznien...! :-(
                    A...
                    ____________________________________________.
                    aaugustw napisał:

                    > kajda28 napisała:
                    > > Sorry, august, i niech nikt inny nie bierze tego personalnie, ale wolała
                    > bym da
                    > > lej tutaj nie przebywać. A jak będzie to nikt nie wie. Awizo do eks dalej
                    > leży
                    > > w skrzynce i nie zamierzam go wyjmować, niech leży - dopóki całkiem nie d
                    > otrze
                    > > że go już nie ma.
                    > ____________________________________.
                    > Rozumiem...!
                    > A...
                    > Ps. Moja ostatnia sugestia do Ciebie:
                    > Wez to Awizo ze skrzynki i zacznij brac pokornie te dni tak, jak one leca...!
                    > Nie stawiaj sie w role ani uzalacza, ani poprawiacza...!!
                    > Trzymaj sie, dbaj o dzieci i siebie i glowa do gory, anonimowo kobieto...! ;-)
                    • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 18.07.11, 15:01
                      aaugustw napisał (do Kajdy):
                      > Kajda, to ja raz jeszcze... - Nie dodalem, ze szkoda mi
                      > tego, ze odchodzisz z tego Forum (wspol)Uzaleznien...! :-(
                      ___________________________________________________________.
                      Na mysli mam to, ze moglabys tu niejednej wspoluzaleznionej pomoc...!
                      A...
                      • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 18.07.11, 16:51
                        OK, Augstw, pewnie tu będę zaglądać - choć wydaje mi się że nie umiem rozmawiać z współuzależnionymi.
                        Na tą chwilę mam na miejscu koleżankę, której sytuację wcześniej przytoczyłam, ja jej marudzę, ona mi i trochę nam lżej po takiej rozmowie. Znamy złotą zasadę aby nie przerywać, nie krytkować, nie wyśmiewać, nie radzić bez prośby.

                        Awizo jeszcze leży, czekam na następne, powoli do mnie dociera cała ta sytuacja. Załatwiam sprawy które są z nim związane, więc myślę, a jak się zakończą to się boję że zniknie z mojego życia, bo w jakim celu go wspominać?
                        • niki_de Re: Nie mam ochoty... 18.07.11, 16:58
                          Kajda,

                          przecież zawsze "coś" zostaje, nawet jeśli mocno wyblakłe i to wcale nie te najgorsze rzeczy.

                          Pozdrawiam
                          Niki


                          • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 18.07.11, 18:34
                            Wiem, zostają tylko te dobre rzeczy, może to i dobrze.

                            Ciekawe kiedy zacznę wybielać eks przed dziećmi, za ile lat wymyślę historię o tym jak to zmęczony po ciężkiej pracy usnął i się już nie obudził (ostatnio młoda opowiedziała mi taką historię śmierci jej dziadka, ojca mojego eks, umarli tak samo) - a i jeszcze kwiatki dla babci przyniósł.

                            Co mam po nim zostawić, prawdę czy kłamstwo, a może tylko urywki te same dobre - ale czy to też będzie prawda?
                            • niki_de Re: Nie mam ochoty... 18.07.11, 19:04
                              ...zostanie to co zostanie, zmarnowanego życia zawsze żal. To nie jest zakłamanie, to jest jakaś cudowna siła dana od natury do regeneracji i zapominania o złym. Inaczej trudno byłoby żyć i znowu otworzyć się na kogoś, mimo doświadczeń. A poza tym pisałaś, że w gruncie rzeczy był dobrym człowiekiem...
                              Szkoda, że nie wykrzesał w sobie siły.
                              • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 18.07.11, 20:38
                                niki_de napisała:
                                > ...zostanie to co zostanie, zmarnowanego życia zawsze żal. To nie jest zakłaman
                                > ie, to jest jakaś cudowna siła dana od natury do regeneracji i zapominania o zł
                                > ym. Inaczej trudno byłoby żyć i znowu otworzyć się na kogoś, mimo doświadczeń.
                                > A poza tym pisałaś, że w gruncie rzeczy był dobrym człowiekiem...
                                > Szkoda, że nie wykrzesał w sobie siły.
                                ________________________________________________________.
                                Zmarnowane życie dotyczy umarlych, zywi kazdego dnia maja szanse
                                na to, aby wykorzystac swoja przeszlosc i swoje bledy, jako lekcje nauki...!
                                A...
                            • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 18.07.11, 20:32
                              kajda28 napisała:
                              > ... Co mam po nim zostawić, prawdę czy kłamstwo, a może tylko urywki te same dobre
                              > - ale czy to też będzie prawda?
                              _______________________________________________________.
                              Ty masz tylko prawde po nim pozostawic... - Taka, jaka ona jest...!
                              W koncu on byl na pewno dobrym czlowiekiem, ale dotkniety byl on
                              smiertelna choroba...
                              A...
                        • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 18.07.11, 20:28
                          kajda28 napisała:
                          > ... Awizo jeszcze leży, czekam na następne, powoli do mnie dociera cała ta sytuacja. Załatwiam sprawy które są z nim związane, więc myślę, a jak się zakończą to się boję że zniknie z mojego życia, bo w jakim celu go wspominać?
                          ____________________________________________________________.
                          Zostaw sprawy swojemu biegowi, nic nie przyspieszaj, nic nie opozniaj...!
                          Czego sie boisz...?
                          A...
                          • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 25.07.11, 09:17
                            > Czego sie boisz...?

                            Ciągle myślę nad tym pytaniem :)
                            I wiem już czego się boje , tego że moje życie jest takie same jak przed jego śmiercią, a dokładnie tego że pamięć o nim do niczego nie jest mi potrzebna. Może to awizo to ostatnia rzecz która po nim zostało? Jak go wyrzucę, to nie będę miała już powodu aby go pamiętać.


                            • blaszany_bembenek Re: Nie mam ochoty... 25.07.11, 09:48
                              Może to awizo to ostatnia rzecz która po nim zostało?

                              Nie sądzę. W dzieciach będzie żył, a potem we wnukach.
                              Przyjdzie Ci się jeszcze nie raz o tym przekonać.
                              • aaugustw Do Kajdy... 25.07.11, 10:00
                                blaszany_bembenek napisała:

                                (Kajda): Może to awizo to ostatnia rzecz która po nim zostało?
                                - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                > Nie sądzę. W dzieciach będzie żył, a potem we wnukach.
                                > Przyjdzie Ci się jeszcze nie raz o tym przekonać.
                                ________________________________________________.
                                No wlasnie... - Moze wiec "zdrowiej" byloby zaakceptowac
                                go w sobie takim, w jakim on sie Tobie objawia...(!?)
                                To tylko sugestia, bo nie mam zadnego w tym doswiadczenia...
                                Slyszalem tylko, ze zalobe po kims trzeba do siebie dopuscic,
                                a nie blokowac...
                                A...
                                • kajda28 Re: Do Kajdy... 04.08.11, 15:03
                                  To jedyny temat na który nie odpisuje od razu, daje sobie czas na przemyślenia.

                                  Dzisiaj byłam z młodą na cmentarzu, po raz pierwszy od pogrzebu. Podobało jej się, latała wkłady kupować, po wodę, pomnik myła, powiedziała że wieczorem też chce przyjść.
                                  Wczoraj były ur. syna, była teściowa, chyba dzięki temu że eks nie żyje ona przyszła, siedziała z moimi rodzicami - na komunię nie chciała przyjść tłumacząc się że po co jak tylko płakać będzie. Odżyła kobieta. A ja? żyję dalej, nie wypieram uczuć, coraz częściej myślę o nim jak o człowieku którym był z przed picia, cieszę się że już nie muszę się dopatrywać czy ten pijaczek na ławce to on czy nie on, modlę się aby Bóg łaskawie na niego spojrzał.

                                  Jutro minie 5 lat jak się "wyprowadziłam", jak zakończyło się nasze małżeństwo, później eks staczał się po równi pochyłej na samo dno, nawet nie próbował się bronić. Gdybym mogła to wszystko rozegrać, zrobiłabym wszystko tak samo pomimo tak smutnego końca.
                                  • aaugustw Re: Do Kajdy... 04.08.11, 15:12
                                    kajda28 napisała:
                                    > ... zrobiłabym wszystko tak samo pomimo tak smutnego końca.
                                    _____________________________________________________.
                                    Ty nie masz sobie tutaj NIC do zarzucenia... - Nie Ty pilas...!
                                    A jemu...? - Coz, nie dane bylo mu otrzymac Dar trzezwienia...
                                    A...
                                  • aaugustw Re: Do Kajdy... 04.08.11, 17:42
                                    kajda28 napisała:
                                    > Jutro minie 5 lat jak się "wyprowadziłam", jak zakończyło się nasze małżeństwo,
                                    > później eks staczał się po równi pochyłej na samo dno, nawet nie próbował się
                                    > bronić. Gdybym mogła to wszystko rozegrać, zrobiłabym wszystko tak samo pomimo
                                    > tak smutnego końca.
                                    ______________________________.
                                    Widze, ze Ty zyjesz (z) nim dalej...!.
                                    A...
                                    • aaugustw Re: Do Kajdy... 04.08.11, 21:08
                                      aaugustw napisał:

                                      > kajda28 napisała:
                                      > > Jutro minie 5 lat jak się "wyprowadziłam", jak zakończyło się nasze małżeństwo,
                                      > > później eks staczał się po równi pochyłej na samo dno, nawet nie próbował się
                                      > > bronić. Gdybym mogła to wszystko rozegrać, zrobiłabym wszystko tak samo pomimo
                                      > > tak smutnego końca.
                                      ______________________________.
                                      > Widze, ze Ty zyjesz (z) nim dalej...
                                      ========================.
                                      A gdzie jest ta prawda...!? :-(
                                      A...
      • upsididit1 Re: Nie mam ochoty... 16.07.11, 21:55
        jestem we wspołczuciu
        • aaugustw Re: Nie mam ochoty... 16.07.11, 21:57
          upsididit1 napisała:
          > jestem we wspołczuciu
          ___________.
          Dla kogo...!?
          A...
    • mimija Re: Nie mam ochoty... 06.08.11, 22:07
      MOże pomyślisz o grupie dla współuzależnionych a dla dzieci są grupy dla DDA.
      • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 07.08.11, 19:37
        Dzieciaki są jeszcze za małe na takie grupy, ale za parę lat będe musiała młodego na nią wysłać- już teraz deklaruje że on nie okazuje uczuć i z tym jest mu dobrze.
    • wiesj23 Re: Nie mam ochoty... 11.08.11, 22:46
      a co mam zrobić ja.81 starzec który do końca swoich dni rujnował mi plany odbiera sobie życie.Nawet na koniec nie pozwolił mi rozwiązać problemów a tylko dołożył nowe.Co mam czuć
      • wiesj23 Re: Nie mam ochoty... 12.08.11, 05:24
        wczoraj się powiesił..czuję złość.Nie pił już.jednak egoista pozostał do końca.Pierdolone pokoleniowe skutki picia..miesiąc wcześniej zrobił kuzyn..Też sku...el zostawił rodzinę z najmłodszym pięcioletnim synem.Niech im ziemia ciężką będzie.
        • 7zahir Re: Nie mam ochoty... 12.08.11, 17:20
          Masz prawo czuć złość, nie pozwól jednak,
          żeby Cię ona pochłonęła.
      • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 12.08.11, 16:05
        >Co mam czuć

        Czuj to co czujesz, i nie miej wyrzutów sumienia że to nie smutek.
        • wiesj23 Re: Nie mam ochoty... 12.08.11, 22:21
          dochodzi jeszcze lęk przed zapiciem.ale nie poto prawie da lata sie by jeszcze po śmierci zrujnował mi życie
          • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 13.08.11, 06:14
            > dochodzi jeszcze lęk przed zapiciem.ale nie poto prawie da lata sie by jeszcze
            > po śmierci zrujnował mi życie

            Żył źle nie żyje też źle.
            Jestem utopistką, realną optymistką , DDA i może dlatego uważam że nikt nie może nam zrujnować życia, za swoje życie my sami odpowiadamy a nie inni.
            • wiesj23 Re: Nie mam ochoty... 13.08.11, 06:41
              tak tylko ze ja doświadczyłem do czego może doprowadzić napięcie.Mój lęk ma podstawy z doświadczeń
              • wiesj23 Re: Nie mam ochoty... 13.08.11, 07:09
                i nie wszytkie czyny są racjonlne.S takie ktore mogą wyjść z tyłu głowy
                • kajda28 Re: Nie mam ochoty... 13.08.11, 15:45
                  Sorry, ale za poważny jak dla mnie temat, nie podejmuje się go dalej kontynuować.
                  • wiesj23 Re: Nie mam ochoty... 13.08.11, 20:21
                    to miał być szantaż emocjonalny bym zrezygnował ze swoich polanów i poświęcił się opiece.Samobójca nie kupuje kilka godzin mięsa na obiad przed śmiercią.Rano nie dostał po południu poszedł po dostawie.Zabrakło wiedzy ,że człowiek ma tętnice.
                    • lena1952 Re: Nie mam ochoty... 13.08.11, 20:37
                      Wiesj23--Pozdrawiam Cię ciepło.
                      Lena1952
                      • wiesj23 Re: Nie mam ochoty... 13.08.11, 20:48
                        dzięki i w drugą stronę ode mnie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka