presja42
01.07.12, 18:16
dałam nadzieje a potem sie wycofalam...czuje sie z tym okropnie
moj partner , alkoholik,po ponad rocznej przerwie wrocił do picia, odszedł z zamiarem rozpoczcia nowego żyia... jeszcze tego samega dnia popłynął, przepił cała wypłate, rzucił prace, po tygodniu kiedy stwierdził ze siegnął dna prosił o mozliwość powrotu... odmówiłam...ponieważ to zdarzyło sie już nie pierwszy raz powiedziałam ze musze najpierw zobaczyc ze potrafi sam zadbac o siebie, zapewnic sobie prace, mieszkanie, no i nie pic...utrzymywalismy przez ten cały czas kontakt... ponad tydzien temu powiedzial ze albo go przyjmuje do domu, albo on bedzie pil, bo sam dla siebie niczego nie zrobi, a ja jestem jedyna osobą ktora moze go powstrzymac... nie chciałam, ale w koncu sie zgodziłam, prawde mowiąc wbrew sobie, ale balam sie ze jesli tego nie zrobie, strace go na zawsze...i nie dałam rady... znowu wrocił ten strach, co bedzie jak wroce do domu...co bedzie jutro, pojutrze, jak pojade na urlop... i zrejterowałam....okazało się ze bardziej zależy mi na własnym spokoju, stabilnosci niz na nim...na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle , ze wierzyłam w to ze po raz kolejny dam rade... wyspowiadałam sie, a teraz prosze o slowa krytyki pod moim adresem...