e4ska
19.12.14, 23:53
Alkodarek w sąsiednim wątku napisał coś, o czym ja wiem - i wspominałam wielokrotnie tu i tam, oczywiście, zagłuszana wrzaskami lepiej wiedzących:
"Panie Darku, jak pan przez kilkanaście dni będzie w stanie pić po jednej pięćdziesiątce wódki
i pan nie zapije, to znaczy, że nie jest pan uzależniony" słowa mojej terapeutki.
ad.2. Próbowałem, ale się nie udało. Po tygodniu już mi się tej pięćdziesiątki nie nie chciało.
Nie lubię wódki. To spróbowałem z piwem, które lubię. Też się nie udało. Po 7 dniu nie miałem ochoty na siłę w siebie wlewać 0,5 litra złocistego.
Eksperyment się nie udał.
Cudowna moc baclofenu ma źródło nie tylko w samej regulacji komunikowania się żołądka z mózgiem, ale tez w przekreśleniu terapeutycznych "mądrości" - znaczy głupot czy przesądów. Oczywiście, czy normalny, nieuzależniony człowiek będzie pił i odliczał kolejne pięćdziesiątki wódki? To bzdet totalny, to ohyda umysłowa, chamstwo wobec pacjenta szukającego pomocy u "fachowca".
Ostatnimi wakacjami zdarzyło się mi: otóż przyjęto mnie w jednym z tzw. "cygańskich pałaców", czyli w luksusowej willi, gdzie mocno dorobieni prowadzili arystokratyczny styl życia. O poranku - koniaczek, wino przy obiedzie, wino przy kolacji. A ja? ponieważ jeździłam rowerem po okolicy, więc ani koniaczku, ani wina przy obiedzie, trzy kolejne wieczory - trochę wina, jakieś piwo oryginalne, czwartego dnia nic, bo mi się zwyczajnie nie chciało kosztować - zapomniałam o napełnionym szkle. W ogóle nie miało to dla mnie znaczenia. Ale żeby sobie polewać dla sprawdzania czy udowadniania - matko, nikt normalny nie pije pięćdziesiątek przez kolejne kilkanaście dni!
Terapeutyczne bzdury szkodzą ludziom - podsuwają fałszywe rozwiązania, a potem płaci jeden naiwny z drugim łatwowiernym tym, co najważniejsze - własnym życiem.