Dodaj do ulubionych

Co dalej ,valpolicello?

IP: *.oc.oc.cox.net 14.09.04, 18:55
Pytanie jak w temacie.Wróciłaś z urlopu,nie było większych wpadek.Co będzie
jutro,za tydzień za dwa,za miesiąc?Co dalej?
Obserwuj wątek
    • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 14.09.04, 19:33

      Witaj! hm.. no wrocilam, myslalam, myslalam, myslalam, i nic nie
      wymyslilam! 'wiem, ze chcialbys, bym teraz napisala, ze jutro udaje sie na
      terapie! hm... nie napisze tak, bo sie nie udam jutro... ale mysle o tym coraz
      intensywniej! Kurcze, trudno mi sie zebrac i ostatecznie postanowic! Na razie
      postanowilam, ze pojde na studia podyplomowe, bo jesli dowale sobie mnostwo
      obowiazkow, to zapewne nie bede miala czasu na rozmyslanie o flaszce! Myle
      sie?? hm pewnie tak :((((
      • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 14.09.04, 20:43
        Ale ja nie wysyłam cie na terapię.Ani mi to w głowie,ani tobie (jak dotąd).Ale
        czy uważasz,że studia podyplomowe i praca zajmą ci dobę tak doszczętnie,że nie
        zdązysz się napić szklanki wody?A jak juz znajdziesz czas na wodę,to ile dłużej
        trwa wypicie butelki wina?A dwóch?
        Ty już od dawna nie myślisz o flaszce jak się napić.Myślisz (to ci zajmuje
        dużo,dużo więcej czasu) jak się nie napić.Za to decyzję o napiciu się
        podejmujesz błyskawicznie,w sekundę.Myślsz,że nie znajdziesz tej sekundy w
        ciągu dnia :-)?Pozdrawiam.
        • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 14.09.04, 22:31
          hm, no nie wiem, ale jak wypelnie sobie dzien do granic mozliwosci obowiazkami,
          to moze uda sie zapomniec o winie, bo jak wiesz wodki nie pije! nigdy!!!
          bO tak sobie mysle, ze jak wroce skonana po calym dniu pracy i jeszcze bede
          musiala sie uczyc, to jakos wypelnie ten czas! dZIS np wzielam sie za mycie
          okien po 17, zajelo mi to 2 godz, potem sprzatanie , prasowanie, i tak minal
          wieczor bez kieliszka! Jutro tez ciezki dzien w pracy do samego wieczora, no
          nie wiem, ale moze tym sposobem mi sie uda! Nawet nie wiesz, jak bardzo bym
          chciala poprzestac na jednej lampce wina dla odprezenia, ale problem moj polega
          na tym, ze na jednej lampce nigdy sie nie konczy, dlaczego??? no kurcze
          dlaczego?????
          Ciezkie to.
          Pozdrawiam valpol.
        • semi_x Re: Co dalej ,valpolicello? 14.09.04, 23:04
          valpolicello, cele masz szczytne, ale pozwolisz, że wtrącę swoje trzy
          grosze...jeżeli już teraz czujesz, że zbyt dużo pijesz, to nie licz, że nagle
          zmniejszysz tą ilość dokładając sobie zajęć. Studia studiami, praca pracą i
          wszystkie inne formy tzw. "zabijania czasu". Alkohol niczym gaz i tak wedrze
          się w każdy zakamarek. Dokładnie tak, jak to Patryk napisał, podjęcie decyzji o
          piciu trwa sekundę, a tyle czasu na pewno dosyć często znajdziesz. Kiedyś pewna
          osoba z tutejszego forum napisała, że pójście do AA i rozpoczęcie leczenia to
          tylko kwestia czasu. Czasu dla osób, które chcą coś zmienić...ale i czasu dla
          nich zmarnowanego, bo nawet jeżeli relacje z bliskimi sa poprawne to szkody
          poczynione w organiźmie sa nieodwracalne. Ale cóż to jest jeden rok naprzeciw
          tych 10 czy 15, które jeszcze delikwent pożyje :-).

          Pozdrawiam/semi
    • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 14.09.04, 23:39
      hm, no nie wiem, ale jak wypelnie sobie dzien do granic mozliwosci obowiazkami,
      to moze uda sie zapomniec o winie, bo jak wiesz wodki nie pije! nigdy!!!
      bO tak sobie mysle, ze jak wroce skonana po calym dniu pracy i jeszcze bede
      musiala sie uczyc, to jakos wypelnie ten czas! dZIS np wzielam sie za mycie
      okien po 17, zajelo mi to 2 godz, potem sprzatanie , prasowanie, i tak minal
      wieczor bez kieliszka! Jutro tez ciezki dzien w pracy do samego wieczora, no
      nie wiem, ale moze tym sposobem mi sie uda!

      Nie wiesz może o tym,ale tak właśnie funkcjonuje "mechanizm nagrody".Za te
      wszystkie dobre rzeczy,które zrobisz (studia,praca,dom) bedziesz chciała się
      nagrodzić.Im bardziej bedziesz zmęczona i zapracowana,tym bardziej ta nagroda
      będzie ci potrzebna.Ten "kieliszek wina dla odprężenia".Ciąg dalszy
      znasz,przerobiłaś przez pięć lat z tysiąc razy.
      Szaleństwo uzależnienia polega na jego destrukcji:na złość-alkohol,na
      radość-alkohol,na nudę-alkohol,na miłość-alkohol...zamiast się nagrodzić (bo
      naprawdę zasłużysz) jeszcze sobie dokopiesz,zaszkodzisz.


      • hepik1 Re: Co dalej ,valpolicello? 15.09.04, 03:58
        Wy tylko ciemne strony widzicie tej sytuacji.Ja zaczynam dostrzegać plusy.
        Permanentnie czyste szyby w oknach.A jest to wartośc nie do pogardzenia;)
    • Gość: jerzy Re: Co dalej ,valpolicello? IP: 195.187.99.* 15.09.04, 12:13
      valpolicella - jak już umyjesz wszystkie okna, podłogi, wannę, odkurzysz dywany
      itp, itd to zrób sobie spacer do najbliższego punktu AA. To tak krótki spacerek
      a i spotkanie to tylko dwie godziny.
      • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 15.09.04, 20:58

        Alez sobie dworujecie ze mnie! Szczegolnie hepik - jak zwykle zreszta :)) Okna
        beda umyte, dom wysprzatany, a barek PUSTY!!!!! Najbardziej frapuje mnie watek
        nagradzania sie, bo to chyba faktycznie tak jest! NO ale przeciez mozna chyba
        odwrócić ten mechanizm myslowy jakoś? Wy wiecie przeciez jak, dlaczego wiec nie
        powiecie?? Jak wywalać te mysli o kieliszku? myslec o czyms przyjemnym, a moze
        tragicznym??? Skoro macie jakis system wpojony na spotkaniach, to dlaczego
        zatrzymujecie te tajemna wiedze dla siebie??? Uchylcie rąbka tajemnicy!!!!
        Pozdrawiam v.
        • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 15.09.04, 21:40
          To nie jest system "wpojony",ale wypracowany (bardzo istotna różnica).W pocie
          czoła wypracowany-mówię poważnie.Wiedzę na ten temat znajdziesz w
          książkach-niestety, wiedza to nie wszystko.
          Czy osoby z nadwagą nie wiedzą nic o kaloriach,dietach,ćwiczeniach,itd.Zapewniam
          cię,że wszystko świetnie wiedzą-czy od tego chudną?Nie.Dlaczego nie chudną od
          samej wiedzy?
          Chcesz tak trochę jak moja koleżanka.Robiąc kurs prawa jazdy zaczęła molestować
          swego instruktora by uczył ją poślizgów kontrolowanych(!).Nie umiała jeszcze
          dobrze parkować i ruszać tak,by samochód nie zgasł :-).
          Niestety,wszystko ma swój czas i porządek.
          Znowu chcesz "zjeść ciastko i mieć ciastko".
          Albo schudnąć tylko po przeczytaniu książki o odchudzaniu.Pozdrawiam.
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 15.09.04, 22:08

            NIE!!! ja chce to zastosowac, ale nie wiem co!! w tym tkwi sedno sprawy! W
            kwestii odchudzania faktycznie sa tabele kaloryczne, kazdy odchudzajacy sie zna
            je na pamiec a kluczem do sukcesu jest silna wola i przyswiecajacy cel ładnego
            wyglądu! Wiec mozna to porównac, tutaj tez przyświeca nam "trzeźwy cel" , tyle
            tylko ze nie znam tych "tablic kalorycznych" ! PRzy odchudzaniu masz pewne
            triki np co czym zastąic, np zamiast cukierkow mozesz zjesc zdrowy jogurt,
            jakies warzywa, owoce itp, a w kwestii alkoholu co? soczek z lodem?? Chyba nie
            tak do konca. Ja nie kwestionuje tego, ze Twoja /Wasza strategia wypracowana
            zostala w pocie czola , wiem co mowie, i moze dlatego chronicie ta wiedze przed
            niewtajemniczonymi??? ale moze podpowiesz jakis maly trik?
            • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 15.09.04, 23:02
              Sens jest taki:sztuczki,triki nie działają.Jak statek jest dziurawy w stu
              miejscach,to przyłożenie łatki w jednym nie pomoże Próbowałaś z "mantrą"
              autorstwa bodajże jerzego?Dlaczego u niego działa a u ciebie nie?Bo u niego jest
              to jeden z setki elementów,działających razem ,uzupełniających się i
              zastępujących nawzajem.
              Żeby działały nowe "dobre" sztuczki,trzeba się wyzbyc najpierw starych
              "złych"-nie poznałem jak dotąd nikogo,kto był tego w stanie samodzielnie
              dokonać.Do tego potrzebujesz "lustra" (psychologa,terapeuty,grupy).Jak do
              regulacji brwi.Pozdrawiam.
            • Gość: mikaszka Re: Co dalej ,valpolicello? IP: 217.153.124.* 16.09.04, 17:14
              Wiedza jest dostepna dla kazdego - wystarczy pojsc na terapie albo miting AA -
              dostaniesz tej wiedzy ile chcesz.

              Jakby to bylo takie proste - zastosowac pare sprawdzonych recept i juz - to
              alkoholizm nie bylby problemem.
              • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 16.09.04, 17:50
                Gość portalu: mikaszka napisał(a):
                > Wiedza jest dostepna dla kazdego - wystarczy pojsc na terapie albo miting AA -
                > dostaniesz tej wiedzy ile chcesz.

                Samą wiedzą nikt niczego nie wskórał.Mało znasz ludzi,którzy teorię mają w
                "małym palcu",wiedzą "wszystko" o nawrotach,głodzie,mityngach,sieciach wsparcia
                itd a regularnie dwa razy w roku lądują na detoksie?Do czasu?

                > Jakby to bylo takie proste - zastosowac pare sprawdzonych recept i juz - to
                > alkoholizm nie bylby problemem.

                Ale valipoczella tego chce."Gotowca",w podpunktach i żeby działało.I żeby nie
                trzeba było nigdzie iść,nic ze sobą nie robić.Jak to mówią,zero
                nakładów-maksimum zysków.I jak ma się to udać?
                • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 16.09.04, 19:16

                  A Wy znowu swoje! Ja swoje i tak w kółko! To nie jest tak do konca, jak mowisz,
                  ja nie chce zysków za nic. Nawet grajac w Totka musisz zapłacic za kupon~! Tak
                  wiec, ja tez chce wniesc ta wstepna "opłatę" i wiedziec co i jak! Fakt, wiedza
                  sama nie wystarczy, ale jest dobra podwaliną! Ale nie rozumiem, czemu triki i
                  sztuczki nie dzialaja? Sam porownales to przseciez z odchudzaniem, a to jest w
                  pewnym stopniu system trików. Oczywiscie ze dochodzi do tego zmiana planu
                  żywienia, ale w chwilach kryzysu triki okazuja sie zbawienne, a wiem co mowie,
                  bo ciagle uwazam na zawartosc talerza! Teraz chce tez uwazac na zawartosc
                  kieliszka, a Wy nie chcecie podpowiedziec! Coz takiego moze rzec mi terapeuta w
                  grupie, czego Wy nie mozecie powiedziec? Co mi powie, ze picie mnie niszczy, ze
                  uskuteczniam auto-destrukcje? Ze zycie trzezwe jest piekne? ja to juz wiem i
                  co? Zreszta sama juz nie wiem! Patryk, wiem, ze uwazasz, ze w sumie powinnam
                  isc na terapie ale z drugiej strony nie nadszedl jeszcze ten moment! wiec co
                  sie musi jeszcze stac, bym dojrzala? Rozwalenie auta, zwolnienie z pracy, ja
                  chce tego uniknąc, dlatego WAs pytam! Jak odwrócic swe myslenie?? Jak?
                  Pozdrawiam serdecznie.
                  • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 16.09.04, 19:32
                    A co tobie tak na prawdę jak dotąd uniemożliwia podjęcie decyzji o spotkaniu
                    (konsultacji) z psychologiem ?Jaki jest powód,że tego spotkania jeszcze nie
                    było?Pytam poważnie,nie ma tu złośliwości.
                  • hepik1 Re: Co dalej ,valpolicello? 16.09.04, 20:27
                    valpoliczella napisała:

                    >
                    > A Wy znowu swoje! Ja swoje i tak w kółko!

                    Nic dodać ,nic ująć ;-)
                    • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 16.09.04, 20:52

                      no wlasnie Hepik! Ty jak zwykle masz trafna pointe!!!! to takie swoiste
                      przeciaganie liny! Z tym ze, to Wy czujecie sie na pozycji zwyciezcow! Patryk,
                      pytasz co mnie trzyma, by nie isc do psychologa? hm dobre pytanie, sama
                      niewiem, mysle ze odpowiedz jest banalna, ja po prostu nie wiem, co dalej
                      począc ze swoim zyciem! BO JAK widzisz ciut sie miota, a to studia
                      podyplomowe, a to nauka angielskiego, a to mantra, a to to , a to tamto.... w
                      kazdym razie musze cos postanowic! DALEJ nie moge zyc w takiej degrengoladzie!
                      to jest pewne! albo sei wezme za siebie pod wieloma wzgledami albo nie! ale mam
                      dzis ciezki dzien po wizycie u lekarza, wynik za 2 tygodnie, wiec nie
                      dowalajcie m i juz, bo moze sie okazac, ze niewiele mi juz zostalo zycia, a
                      jesli tak bedzie, to przeciez nie bedzie warto sie starac juz o nic! ech,
                      czasem zycie zaskakuje nas z takiej strony, ktorej zupelnie sie nie
                      spodziewamy! ja tu od miesiecy wypisuje o alkoholowym problemie, a moze sie
                      okazac, ze niewiele czasu mi juz zostalo na jakakolwiek poprawe1 NO NIC , okaze
                      sei! w kazdym razie dzieki za wszystko pa valpol
                      • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 16.09.04, 22:30

                        ide spac wylewajac butelke wina do zlewu, zeby mnie nie kusila~jak tak dalej
                        pojdzie, to pojde z torbami, najpierw kupuje dobre wino za 4- zl, pije lampke a
                        reszte wylewam! Niezle co? hm.....
                        • Gość: deo Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.smrw.lodz.pl 16.09.04, 23:43
                          Nie kazdy musi wygrac z nałogiem , czasem trzeba przenieśc sie do Św.
                          Piotra , zeby zobaczyc czy częstuje ON winem za 4 PLN czy tez może za 14
                          PLN. !!!
                          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 17.09.04, 10:36

                            oczywiscie chodzilo o wino za 40 PLN, to tak tytulem sprostowania.
                            • Gość: deo Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 18:15
                              Też tytułem sprostowania cytuję ....Św . Piotr częstuje winem /teraz / za
                              40 PLN czy może za 400 PLN !!!
                              A na poważnie źle to widze wczesniej czy później wylądujesz w jakims
                              szpitalu albo z żółtaczką albo z delirium lub padaczką .

                              Wszystko kwestią czasu !!!
                      • Gość: mikaszka Re: Co dalej ,valpolicello? IP: 217.153.124.* 17.09.04, 14:43
                        "pytasz co mnie trzyma, by nie isc do psychologa? hm dobre pytanie, sama
                        niewiem, mysle ze odpowiedz jest banalna, ja po prostu nie wiem, co dalej
                        począc ze swoim zyciem!"

                        Jakos nie widze zwiazku. Poniewaz nie wiesz co robic, to nie idziesz?....
    • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 17.09.04, 19:57
      val.-piszesz: "...ale mam
      dzis ciezki dzien po wizycie u lekarza, wynik za 2 tygodnie, wiec nie
      dowalajcie m i juz, bo moze sie okazac, ze niewiele mi juz zostalo zycia, a
      jesli tak bedzie, to przeciez nie bedzie warto sie starac juz o nic! ech, ..."

      Staraj się unikać układania scenariuszy.Nic nie musi się zdarzyć,jeszcze nic nie
      wiesz.Odróżniaj "układanie scenariuszy" od "przewidywania konsekwencji".To tak
      ogólnie,o życiu.
      A niepewność i stres któremu teraz dodatkowo jesteś poddana jeszcze bardziej
      przemawia za tym jednak ,by tego psychologa w końcu odwiedzić.Pozdrawiam
      • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 17.09.04, 20:11

        no tak, moje zachowania nie sa do konca przewidywalne i logiczne - to odnosnie
        posta mikaszki. Wiem, ze to brzmi dziwnie, co pisze, ale coz. Patryk, staram
        sie nie myslec o moim dodatkowym stresie, bede sie przejmowac, jak poznam
        wynik. A ten psycholog to wisi nade mna jak co najmniej miecz Demoklesa:) A w
        Polityce przeczytalam, ze dla poprawy kondycji serca kazdy powinien wypic
        dziennie jednego drinka, wykluczajac tych, co maja zawyzony poziom
        trójglicerydow!
        • Gość: deo Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 20:36
          I to rzeczywiście prawda - jeden drink dziennie poprawia kondycje serca ...
          chyba sie nie dziwisz - co nie wiedziałąś , że alkohol jest środkiem leczniczym
          czyli lekiem tyle , ze trzeba czytać dokładnie to co napisano - jeden
          drink dziennie a nie pietnaście . Jeden drink leczy ... pietnascie ..
          " zabija " dokładnie tak samo jak jedna Polopiryna leczy a
          piętnaście zabija - no może przesada ale na pewno szkodzi.
          ale są ludzie którzy mają uczulenie na Polopirynę i niestety nie
          wolno im zażywac w ogóle Polopiryny - cóż maja pecha tak jak
          alkoholikowi nie wolno korzystac z dobrodziejstw " leku " pod tytułem
          alkohol .
          Po prostu - jak pech to pech ... ale taki jest świat jedni piekni młodzi ,
          bogaci i nieco zawiani a drudzy brzydcy , starzy , biedni i trzeźwi ... i co
          Pan Bóg ma różnych stołowników !
          pzdr.
          • hepik1 Re: Co dalej ,valpolicello? 17.09.04, 20:56
            Gość portalu: deo napisał(a):
            a drudzy brzydcy , starzy , biedni i trzeźwi ...

            Protestuję- u mnie zgadza sie tylko to ostatnie ;))
            • Gość: deo Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.04, 21:22
              No cóż zdarzyć sie może , że ci trzeźwi też moga być piękni , młodzi i
              bogaci ale jeżeli nie są za bardzo bogaci to niech biegna do kolektury Toto
              Lotka bo przez cały dzień media trąbią , że jest jakas kumulacja i wszystko
              stac się może.
              Co do wiecznej młodości to miałbym lekkie wątpliwości ale młodość to sprawa
              względna chyba , że zajrzysz w metryke ale przed tym broni ustawa o ochronie
              danych osobowych .
              A pięknym to można byc na wieki - wszystko kwestia odpowiedniego lustra i
              przestrzegania zakazu fotografowania .
              Co do alkoholu to jak napisał stały dyskutant w tym temacie ---
              -
        • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 17.09.04, 20:55
          >A ten psycholog to wisi nade mna jak co najmniej miecz Damoklesa:)

          Skojarzenia (moje)z mieczem Damoklesa:
          kara,nieuchronność,zagrożenie,pokuta.

          Skojarzenia z wizytą u psychologa (moje) :ulga,zrozumienie,bezpieczeństwo,nadzieja.
          Widzisz to?

          >A w
          > Polityce przeczytalam, ze dla poprawy kondycji serca kazdy powinien wypic
          > dziennie jednego drinka

          Jakikolwiek lek zawierający minimalne stężenie alkoholu etylowego jest
          przeciwskazany u osób uzależnionych.Dotyczy to leków recepturowych,leków OTC i
          środków spożywczych.
          Twojemu sercu może by i jeden drink dziennie służył.Ale tobie nie.Podobne
          działanie do alkoholu (rozszerzenie naczyń wieńcowych) ma też np.nitrogliceryna
          podjęzykowo.Ale pewnie jest dla ciebie mniej atrakcyjna ;-)?
          Oj,nie kombinuj już-pozdrawiam.
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 17.09.04, 22:09

            no jestescie niesamowici! Slowo daję! Piekni, bogaci, trzezwi:) a ja nic z tego
            szeregu epitetow hehee... ale jak deo rzekl, Stworca ma roznych biesiadnikow :)
            Patryk,ja nie kombinuje, pewnie odczytalicie moja przytoczona wieść z Polityki
            jako kolejne usprawiedliwienie , co? ech, wcale nie.... to tylko bylo tak
            tytułem przytoczenia. I wicie co, dzis nic nie wypilam!!!!! SAMA jestem w
            szoku! Pozdrowka valpol ;)
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 17.09.04, 22:14

            a skojarzenia z mieczem moga byc rozne, dla mnie to faktycznie nieuchronna
            kara, pokuta, ni ema to nic wspolnego z ulga, oczyszczeniem itp! a nitro
            faktycznie jest o wiele mniej atrakcyjna! ale przeczytalam w niezbedniku
            inteligenta, ze trza redukowac swe potrzeby i nie oczekiwac zbyt wiele, wiec
            chyba faktycznie nastal czasn a ich redukcje!
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 19.09.04, 22:01
            Patryk, co z Toba? ja nie pije juz drugi dzien!!!! a TY milczysz? bylam wczoraj
            w kRAKOWIE w teatrze , ech alez sie dowartosciowlam! ECH. moze ja sie zaczne
            ukulturalniac i tym zwalcze swe niechlubne ciągoty???pozdrowka
            • hepik1 Re: Co dalej ,valpolicello? 20.09.04, 04:41
              W oczekiwaniu na Patryka -lektura nadobowiązkowa:)
              www.alcor.waw.pl/index.htm
              • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 20.09.04, 18:48

                Dzieki Hepik! przeczytalam i zatrwożyłam się , jak zwykle! hm.... ide pomyślec!
                • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 21.09.04, 21:07
                  valpoliczella napisała:

                  >
                  > Dzieki Hepik! przeczytalam i zatrwożyłam się , jak zwykle! hm.... ide pomyślec!

                  A dlaczego tak długo myślisz?Uważaj,myślenie służy głównie do umacniania "iluzji
                  i zaprzeczeń",racjonalizacji problemów.Czasmi używamy tez myślenia do celów w
                  jakich zostało nam dane. Pozdrawiam
    • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 20.09.04, 19:38
      Nadrabiam zaległości,odzywam się teraz.To idz "za ciosem".Może umów się z
      psychologiem,może zadzwoń pod "telefon zaufania AA"-tak sobie,żeby
      pogadać,usłyszeć kogoś żywego.Może kup sobie książkę.O czym myślisz teraz
      najczęściej?Pozdrawiam
      • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 21.09.04, 22:50
        Witaj Patryk!
        dzieki za odzew! a coz zlego w mysleniu , ja sie pytam?? ono wszak kreuje
        rzeczywistosc! wiec kreuje na ile sil staje, ale dzis nie staje na wiele, bo
        mam 12 godzinny dzien pracy za soba i mam dosc, domyslasz sie chyba ze osładzam
        sobie stresy 3 lampkami wina! kurcze ja juz chyba naprawde inaczej nie
        potrafie! Co mam robic, jak wracam wkurzona do pustego domu>? Wziac sie za
        haftowanie czy dzierganie?? przeciez to bez sensu! Zostaje mi wino, a dzis moge
        sie co nie co napic, bo jutro jade dopiero na 16, wiec wytrzezwieje na bank!
        ech.... jak mam odwrocic ten mechanizm?? co mam mnie odprezyc lepiej niz
        wino>? trenowalam juz jakie oddechy rodem z Tybetu, ktore mialy niby pomagac,
        ale nei pomagaja! ech,,,,
        • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 21.09.04, 23:41
          Zależy do czego używasz myślenia.Uzależnieni używaja myslenia do ułatwiania
          sobie picia,rozgrzeszania się z tego i...wyszukiwania powodów (szalenie
          istotnych) dla których nie podejmuja leczenia.

          >a coz zlego w mysleniu , ja sie pytam?? ono wszak kreuje
          > rzeczywistosc! wiec kreuje na ile sil staje,

          No to wykreowałaś :"osładzam sobie stresy 3 lampkami wina!".A skąd się wzięło u
          ciebie w domu wino?

          >Co mam robic, jak wracam wkurzona do pustego domu>? Wziac sie za
          > haftowanie czy dzierganie?? przeciez to bez sensu!Zostaje mi wino,

          O!Juz widzisz pustke,która może zapełnic tylko alkohol-nie jest dobrze.

          >a dzis moge
          > sie co nie co napic, bo jutro jade dopiero na 16, wiec wytrzezwieje na bank!
          To tez jest niezłe.Pijesz z obawa,czy zdążysz wytrzezwieć-no,ale skoro na 16.00
          to spokojnie zdążysz,prawda? Z czasem przestaniesz "zdążać wytrzezwieć" coraz
          częściej.

          >ech.... jak mam odwrocic ten mechanizm?? co mam mnie odprezyc lepiej niz
          > wino>?

          Już go odwróciłaś,tylko niestety raczej ten mechanizm sam ciebie odwrócił.Dwa
          dni-nie piłas "ani kropli"-co jest silniejsze?Ile razy to się jeszcze musi
          zdażyć ?100?500?

          >trenowalam juz jakie oddechy rodem z Tybetu, ktore mialy niby pomag
          > ac,
          > ale nei pomagaja! ech,,,,
          A "święcona woda z Lourdes"?Nie działa,nie sprawdziłaś?
          Już wielokrotnie pisano na tym forum co "działa",a co nie.Nie sięgasz po to,co
          działa-OK twoja sprawa.Ale nie dziw się,że inne rzeczy nie działają,nie dziw
          się,że cuda nie zdarzaja sie codziennie i niekoniecznie akurat tobie.
          Masz typowy zespół uzależnienia od alkoholu.I to wymaga typowego
          (sprawdzonego,wiarygodnego,kompleksowego) leczenia specjalistycznego,a nie
          jakiejś "partyzantki".
          Ciekawe,czy jak masz anginę,to bierzesz antybiotyki czy uprawiasz "medytacje
          tybetańskie"?
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 22.09.04, 11:28

            Patryk, no nie wiem, co mam teraz napisac. Wypunktowałeś mnie i masz niestety
            racje. Robię się juz powoli smieszna z tym swoim problemem :(
          • Gość: jerzy Re: Co dalej ,valpolicello? IP: 195.187.99.* 22.09.04, 15:29
            Najlepiej pomaga powietrze w sali gdzie się odbywa mityng AA.
            Inaczej można sobie wdychać powietrze z Tybetu, wdychać i wdychać .........
            Coś nie masz chęci.
            A cudowna woda z Lourdes to taka sama jak z kranu. Nie licz na cuda. Licz na
            siebie, tylko na siebie.
            • Gość: x Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.kaptensgatan.net / *.013-276-6c6b701.cust.bredbandsbolaget.se 22.09.04, 16:11
              tia, powietrze na sali mitingowej pomaga szczególnie kiedy jest tam kilku
              zakapiorów, nawet winiawki za 40 PLN nie będziesz musiała kupować....sama
              oszczedność...
    • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 22.09.04, 18:43

      >Patryk, no nie wiem, co mam teraz napisac. Wypunktowałeś mnie i masz niestety
      >racje. Robię się juz powoli smieszna z tym swoim problemem :(

      To nie chodzi o to,żeby ktoś kogoś wypunktował,ktoś miał rację albo jej nie miał.
      Chodzi o to,żeby nie zmarnowac więcej ani kawałka swojego (twojego)
      życia.Przecież to ono ci ucieka.
      • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 22.09.04, 19:59

        Tak owszem, problem w tym, ze ja nie mam poczucia, ze ono mi ucieka, bo tak jak
        pisal kiedys jerzy, ze kiedys nie mogl sobie wyobrazic zycia bez kropli
        alkoholu, ja jestem wlasnie w tym punkcie.
        a ironiczne wstawki pana czy pani "x" pozostawiam bez komentarza.
        • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 22.09.04, 21:15
          valpoliczella napisała:

          >
          > Tak owszem, problem w tym, ze ja nie mam poczucia, ze ono mi ucieka, bo tak jak
          >
          > pisal kiedys jerzy, ze kiedys nie mogl sobie wyobrazic zycia bez kropli
          > alkoholu, ja jestem wlasnie w tym punkcie.

          Teraz się tłumaczysz bezradnością.
          Jak przestać pić (zachować abstynencję) - wiadomo.Schematy leczenia są
          opracowane,monitorowane,klasyfikacja WHO,refundacja z NFZ,co tylko jeszcze
          chcesz.Jakie są szanse powodzenia-wiadomo.Ja zaryzykowałbym twierdzenie,że przy
          pełnej(pełnej-100%) współpracy pacjenta nawet ok.90%.
          Jak zacząć,gdzie się zwrócić,kiedy zacząć-wiadomo,wiadomo,wiadomo.TY wiesz.
          Szkoda tego tematu.Ciągle wałkowac na okrągło.Zdecyduj w końcu sama.Tylko napisz
          np.tak :"Decyduję sie świadomie pić dalej ze wszystkimi tego
          konsekwencjami,dobrymi i złymi.Do końca-valipocella".I sprawa będzie
          jasna.Pozdrawiam.
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 22.09.04, 21:58

            ale dobrze wiesz, ze tak nie napisze, bo jestem swiadoma tego, co robię i
            jestem tez na to w pewien sposob zla.JEstem po prostu w swoistej matni, pije i
            z jednej strony ciąży mi ta świadomość (skutki tez), z drugiej strony lubie
            to i bardzo trudno mi z tego tak definitywnie zrezygnowac i koło się zamyka!
            Wiesz, to jest chyba tak, ze człowikowi trudno zawrócic wpół drogi ślepej drogi
            labiryntu, bo ciągle się łudzi, ze dojrzy światło. Dopiero jak dojdzie do
            ściany i zobaczy, ze wyjscia nie ma, wtedy zawraca! Nie zrozum tego bron Boze
            jako tezy, ze ja chce sięgnąć dna, by się od niego z całą mocą odbic! nie nie,
            ale jest mi trudno, bardzo.... pytasz co dalej? a ja nie wiem i to jest moj
            najwiekszy problem! Bo np na jutro zapowidziala sie kolezanka z winem, bo ma
            problemy i co? Mam powiedziec, przynieś soczzek?? przeciez wyjde na idiote! no!
            • Gość: deo Re: Co dalej ,valpolicello? IP: 213.25.131.* 22.09.04, 22:16
              Butelka jest pełna ... możliwości są dwie ...
              albo się napiję ... albo nie ...
              Jutro będziesz piła i tak w kółko ...
    • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 22.09.04, 22:55
      >ale dobrze wiesz, ze tak nie napisze, bo jestem swiadoma tego, co robię i
      >jestem tez na to w pewien sposob zla.JEstem po prostu w swoistej matni, pije i
      >z jednej strony ciąży mi ta świadomość (skutki tez), z drugiej strony lubie
      >to i bardzo trudno mi z tego tak definitywnie zrezygnowac i koło się zamyka!

      Nie ,nie tak łatwo.W tym przypadku nie ma trzech mozliwości.Tzn.skoro nie
      wybierasz leczenia-automatycznie wybierasz picie.Nie musisz nawet wybierać-NIE
      dokonując wyboru,w istocie go dokonujesz.W tej chwili wlasnie wybierasz picie.Co
      tu więcej dodawać?Jestes dorosła,masz prawo pić lub nie,twoja sprawa.Tylko po co
      się czarować?


      "Wiesz, to jest chyba tak, ze człowikowi trudno zawrócic wpół drogi ślepej drogi
      labiryntu, bo ciągle się łudzi, ze dojrzy światło. Dopiero jak dojdzie do
      ściany i zobaczy, ze wyjscia nie ma, wtedy zawraca! Nie zrozum tego bron Boze
      jako tezy, ze ja chce sięgnąć dna, by się od niego z całą mocą odbic! nie nie,
      ale jest mi trudno, bardzo.... pytasz co dalej?"

      Też nie tak.Człowiek uzależniony jest tchórzliwy i gnuśny w sprawach dotyczących
      swojego leczenia.A elementy fatalizmu-jakież to wygodne,jak wszystko fajnie
      pozwala usprawiedliwić,prawda?My nie jesteśmy żli,o nie!To tylko ta choroba taka
      paskudna,a my aniołki wrażliwe i subtelne,dzwigajace na barkach ból i pustkę
      naszego istnienia,ach postacie tragiczne i cierpieniem uszlachetnione,przez
      świat odepchnięte!


      "a ja nie wiem i to jest moj
      najwiekszy problem!"

      Dowiedziałaś sie praktycznie wszystkiego,co na swoim etapie możesz zrozumieć i
      wykorzystać.

      "Bo np na jutro zapowiedziala sie kolezanka z winem, bo ma
      problemy i co? Mam powiedziec, przynieś soczzek?? przeciez wyjde na idiote! no!"

      Taaak,zapomniałem,że w Polsce ci co nie piją to idioci.A ona siłą się wedrze do
      twojego domu z butelką i przymusem wleje do gardła alkohol?Och,jaka niegrzeczna...
      Wiesz,lubię cię i dlatego powiem tak:
      Wez się w garść (odpowiednik u mężczyzny :get your balls!)! Zacznij sie leczyć!
      Jeśli nie,to odpuść sobie ten temat-jak już masz pić,to nie obnizaj sobie
      więcej komfortu.


      • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 23.09.04, 18:03
        Ale ja się nie czaruje, przeciez pisze , jak jest, ze pije i ze mam z tym
        problem. Gdzie tu miejsce na czary???
        Przeciez nie mowie, ze nie nie to nie choroba, ja pije bo lubie i nie mam z tym
        problemow!



        Też nie tak.Człowiek uzależniony jest tchórzliwy i gnuśny w sprawach dotyczących
        swojego leczenia.A elementy fatalizmu-jakież to wygodne,jak wszystko fajnie
        pozwala usprawiedliwić,prawda?My nie jesteśmy żli,o nie!To tylko ta choroba taka
        paskudna,a my aniołki wrażliwe i subtelne,dzwigajace na barkach ból i pustkę
        naszego istnienia,ach postacie tragiczne i cierpieniem uszlachetnione,przez
        świat odepchnięte!

        Kurcze, przeciez nie jest tak!!!! Ja nie mowie, ze to swiat mnie osacza, ze
        siegam po wino, bo swiat jest zly.




        Dowiedziałaś sie praktycznie wszystkiego,co na swoim etapie możesz zrozumieć i
        wykorzystać.

        Wiem, dowiedzialam się, i rozumiem, iż irytuje Cie to, ze nie biorę nóg za pas
        i nie biegne na terapie! Choc powinnam!


        Taaak,zapomniałem,że w Polsce ci co nie piją to idioci.A ona siłą się wedrze do
        twojego domu z butelką i przymusem wleje do gardła alkohol?Och,jaka
        niegrzeczna...

        Chcialam tylko zasygnalizowac problem, ze nawet jak dojde do fazy, w ktorej
        zarzekne się picia do grobowej deski, to i tak ciagle trafiac się będą
        sytuacje, które będą do picie wrecz wymuszaly! Teraz powiesz pewnie, ze i tak
        wszystko zalezy ode mnie, ze jak raz powiem nie to owo „nie” będzie
        nieodwołalne! Ech, żeby to było takie proste!

        Wiesz,lubię cię i dlatego powiem tak:

        No nie ukrywam , ze tez Cie polubiłam , szczególnie za cierpliwosc, która zdaje
        się konczyc! Ale wcale mnie to nie dziwi! Mam trudny poplątany charakter! A
        gdybys mnie nie lubił , to co? Pewnie rzekłbys, „spadaj kobito i nie nudź” albo
        dalbys ignora już wczesniej? W sumie tez by mnie to nie zdziwilo!

        Wez się w garść (odpowiednik u mężczyzny :get your balls!)! Zacznij sie leczyć!
        Jeśli nie,to odpuść sobie ten temat-jak już masz pić,to nie obnizaj sobie
        więcej komfortu.

        Ok., zawieszam wiec temat, bo faktycznie wiecej w tej kwestii na tym etapie
        powiedziec się nie da! Wiem to i widze to! A komfort picia i tak mam obnizony
        (przez Ciebie). Roznica w moim piciu polega na tym, ze wczesniej pilam
        nieswiadomie łudząc się , ze to norma,bo wszyscy/większość piją/-e, teraz
        pije swiadomie z dyskomfortem, ze mam skaze w psychice. I wiem jeszcze jedno,
        mianowicie, ze kazda proba tlumaczenia prowadzi i tak do tego samego, ze się
        usprawiedliwiam, ze nie mam odwagi, sily i mozliwosci podjęcia leczenia w
        grupie!
        No nic, pozdrawiam serdecznie pozostając w zazdrości, ze Tobie się udało. Ale
        coz, ktos przeciez musi stanowic ten odesetek ludzi, którym się udac nie może!
        Valpoliczella.

        • Gość: Patryk dopowiem tylko IP: *.oc.oc.cox.net 23.09.04, 19:35
          valpoliczella napisała:

          > Ale ja się nie czaruje, przeciez pisze , jak jest, ze pije i ze mam z tym
          > problem. Gdzie tu miejsce na czary???
          > Przeciez nie mowie, ze nie nie to nie choroba, ja pije bo lubie i nie mam z tym
          > problemow!
          W moim bardzo subiektywnym odczuciu.
          Twoje "czary" polegaja na tym,że już werbalnie uznajesz problem,natomiast
          wewnętrznie go izolujesz,odsuwasz,nie akceptujesz.
          Jak na razie twoje poszukiwania mają na celu odnalezienie sposobu "kontrolowania
          picia".Uzależnieni próbuja głownie takiego zestawu:
          mantry,tricki,fetysze,medytacje,zioła,leki,hipnoza.Bardziej koncentrujesz się na
          takich informacjach,traktując je instrumentalnie,w celu osiągnięcia doraznego
          efektu.Tzn.jakbys miała taki "wyłącznik" w głowie,to byś nadal piła alkohol,a w
          razie potrzeby robiła "pstryk".
          Uważaj!NIE BYŁO i NIE MA takich "wyłączników".Tak jak lekarstwa na raka.Trzeba
          ciąć albo umierać.
          A propos-nie ma naturalnych przyczyn śmierci u alkoholików-przyczyna
          bezpośrednią jest alkohol lub choroby i uszkodzenia narządów przez alkohol wywołane.

          > Kurcze, przeciez nie jest tak!!!! Ja nie mowie, ze to swiat mnie osacza, ze
          > siegam po wino, bo swiat jest zly.

          To nie jest tylko o tobie.To jest pewien sposób myslenia (który ty zaczynasz juz
          pochwytywać).Już identyfikujemy swoja chorobę,nie zaprzeczamy jej,ale uciekamy w
          fatalizm (to za trudne,nie uda się itd.),który ma usprawiedliwic nasze w efekcie
          dalsze picie bez (próby nawet) leczenia.

          > Wiem, dowiedzialam się, i rozumiem, iż irytuje Cie to, ze nie biorę nóg za pas
          >
          > i nie biegne na terapie! Choc powinnam!

          Zobacz co się dzieje.Od czasu,gdy zaczęłaś pisac zatoczyłaś pełne koło emocji.
          Od "dołka" na początku,przez ostatnio przeżywaną euforie do następnego dołka.Ale
          uzależnieni tak funkcjonują ,cyklicznie.I decyzje o leczeniu podejmuje się nie
          "na górce" tylko zawsze "w dołku".Dlatego znów przed tobą szansa.

          > Chcialam tylko zasygnalizowac problem, ze nawet jak dojde do fazy, w ktorej
          > zarzekne się picia do grobowej deski, to i tak ciagle trafiac się będą
          > sytuacje, które będą do picie wrecz wymuszaly!

          Tego nie wiesz,tylko tak ci sie wydaje.Ajest to banalnie proste,tak w ogóle.I
          wcale nie musi być "do grobowej deski"-to niebezpieczne sformułowanie .Nikt
          nikomu nie zabrania picia,szczególnie po terapii (przed nią ma to jeszcze jakiś
          tam sens).
          Coś musze niestety dodać.A robię to bardzo niechętnie,bo częściowo w ten sposób
          rezygnuje ze swojej anonimowości.
          Kobiety szybciej są skłonne przyznać sie do uzależnienia.Werbalnie.Pożniej
          niestety często następuje blokada.Inny system picia (picie skryte, w
          samotności)=mniejsze straty,mniejszy ostracyzm w rodzinie,pracy i miejscu
          zamieszkania.I bardzo,bardzo długo potrafią pozostawać na etapie swoistego
          "targowania się".
          Co i ty robisz.
          Osoby mające prestiżowe zawody,dobrą pozycję społeczną czy zawodową, mają bardzo
          silne i skomplikowane psychologiczne mechanizmy obronne,utrudniające i
          uniemożliwiające leczenie z dobrym efektem.
          Co i u ciebie daje się zauwazyć.
          Często,żeby przyswoić cokolwiek,potrzebują autorytetu,który mogą uznać (chocby
          częściowo).
          Nie pretenduję do roli autorytetu.Mam dużo pokory wobec siebie samego i szacunku
          do drugiego człowieka.Nie jestem uzależniony od alkoholu,czy innych substancji
          psychoaktywnych.Własne problemy,zetknęły mnie m.in. z leczeniem
          uzależnień,stosowanymi tam dość jednak uniwersalnymi schematami.Ukończyłem
          terapię stacjonarną,cykl terapii pogłębionej,indywidualnej,trening Studium
          Terapii Osobowości.Również uprawnienia instruktora psychoterapii
          uzależnień.Prowadziłem grupy terapii pogłębionej i podtrzymującej jako
          wolontariusz.Brakuje mi tego tematu,tych problemów-dlatego też zaglądam na
          forum. Częściowo leczenie uzależnień pokrywa się z moim zawodem i wykształceniem.
          Ktoś mi kiedyś w życiu pomógł.Wylał wiele potu,poświęcił swój
          czas,wiedzę,doświadczenie i nerwy,żeby zebrać mnie do kupy,dać ten pierwszy
          impuls,chęć do zmiany i nadzieję ,a nawet pewność,że się uda.A zaręczam ci ,nie
          było łatwo ze mna pracować.
          Stracic coś,by zyskać coś-potrafisz?

          • valpoliczella Re: ja tez dopowiem 24.09.04, 09:51
            Kurcze, cały post poszedł w maliny, bo wyłączyli prąd, no nic, sprobuje jeszcze
            raz zebrac mysli.
            Ciesze się, ze wiem teraz z kim pisze, choc już od pewnego czasu wydawało mi
            się, ze musisz być kims z drugiej strony barykady, bo Twoje posty jednak roznia
            się od innych, nie sa złosliwe,a konkretne, wychwytujące niestety wszystkie
            moje tricki , zaprzeczenia… Niestety, w tym co piszesz, masz 100% racji, w
            sumie to w niczym się nie pomysliles odnosnie mnie (zachowania, zawod,
            usprawiedliwianie swego picia, fatalizm itp.). Ciesze się, choc to pewnie
            glupio zabrzmi, ze kiedys ktos Cie pozbieral do kupy, bo sam wiesz jak jest
            trudno, a jeśli się ma ciezki charakter i nie da sobie za wiele powiedziec, to
            sprawa się gmatwa jeszcze bardziej. Ja z uwaga czytam, to co piszesz, potem
            mysle nad tym i mysle, mysle, przyznaje Ci racje, a robie dalej swoje
            oczywiście dalej rozmyslajac – istny obled! Na ostatnie pytanie, czy umiem
            stracic cos, by zyskac cos, odpowiem tak.. pewnie umiałabym, gdybym mogla np.
            zwizualizowac konkretne zyski płynące z owej rezygnacji. Ale sam przyznasz, ze
            stwierdzenie, iż np. trzezwe zycie jest lepsze od niewolniczego zagladania do
            kieliszka, co daje jakąś tam przyjemnosc, jest truizmem, który przekonac mnie
            nie może. Inne argumenty, ze np. zdrowie, ze system nerwowy, emocje sa
            zagrozone lub już po czesci zwichrowane, tez jawią się być dosc odlegle.
            Dziwne, to co pisze, ale tak to widze.
            Jednen wątek z Twojego posta bardzo mnie zafrapowal, mianowicie, na czym polega
            owa prostota unikania sytuacji do wypicia?? Pomijam tu podnoszone w poprzednim
            poscie powiedzenie „Piciu mowimy stanowcze NIE”. Wiec co? Należy zerwac konkaty
            ze znajmomymi, lub wymyslic jakas chorobe, która wypicie nawet lampki
            uniemozliwia? Trzeba by także omijac sklepy szerokim łukiem, bo tam tez pokusa
            na półkach. I na co komu takie zycie??? No chyba, ze sa inne nieznane mi
            sposoby? Bo chyba nie może być tak,z e zaczne rozglaszac wszem i wobec, ze
            jestem alkoholik (zreszta i tak nikt by mi nie uwierzyl). No nic, dzieki za
            pomoc, nawet jeśli jest ona w tak ograniczonej formie, ale dzieki temu
            uswiadomilam sobie to i owo i na pewno mysl o terapii będzie mnie ciągle
            nękać. Pozdrawiam serdecznie – v.

            • Gość: jerzy Re: ja tez dopowiem IP: 195.187.99.* 24.09.04, 15:57
              valpolicella - TO JEST BAAAAAAAAAAAAAAAARdzo trudne. Mnie pięć lat zajęło
              przekonaie się do leczenia. Więc się nie załamuj. Ty i tak zaatwiasz to
              ekspresowo. Jesteś na dobrej drodze. Z pewnością nie raz jeszcze wybierzesz
              flaszkę. Nie zrażaj się tym. Nie od razu Krakw zbudowano. Gdyby to było takie
              łatwe - rzucenie picia to by w ogóle nie powstał ruch AA. Wtedy spotkało się
              dwóch beznadziejnych pijaków - i stworzyło ten ruch.
              A co do tego dupka x to to jakiś prostak.
              Na mityngach faktycznie są zakapiory - ale to też są alkoholicy. Obok
              profesorów i gwiazd ekranu.
              • Gość: x Re: ja tez dopowiem IP: *.mine.nu / *.02-163-73746f2.cust.bredbandsbolaget.se 24.09.04, 16:06
                Tak jerzy, po Twoim słownictwie da się zauważyć do której grupy należysz ;-))
    • Gość: Odmawianie Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 24.09.04, 19:45
      Skoro to taki frapujący temat :-):
      W zakres terapii podstawowej wchodzi też "trening zachowan abstynenckich" (o ile
      pamiętam).Brzmi pokracznie,ale cóż!Jest też i część indywidualna tego
      treningu,realizowana "pod każdego pacjenta",z jego typowymi pułapkami
      myślowymi,sytuacyjnymi,itd.
      Tylko,że nieistotna jest sama wiedza,istotny jest trening z wykorzystaniem tej
      wiedzy.
      I nie same techniki a ich jakość!Nie można "wyrwać" jednej integralnej części
      z terapii i jej używać zgodnie z wolą i potrzebą ("wyłącznik",o którym pisałem).
      Dlaczego nie można?Bo jest istotna tzw.wewnętrzna i zewnętrzna zgodność
      przekazu,inaczej nie działa(nie mogę podawać wszystkich definicji-musiałbym
      książkę napisać).
      A ze sklepami-wiesz,wszystko w odpowiednim czasie.Ale w terapii i po terapii nie
      ma "zawsze","nigdy","na 100%"-i działa to w obie strony.Nie wyeliminujesz ze
      swojego życia alkoholu w 100%,będziesz go spotykac na każdym kroku:w sklepie,w
      reklamach,w pracy,u znajomych,na spacerze.
      Terapia to jest normalna,zwyczajna,solidna psychologia.A praktycznie wszystkie
      techniki,których się uczysz są stosowane w biznesie,w negocjacjach,w sprzedaży-i
      to również świadczy o ich skuteczności.Pozdrawiam.

      • Gość: Patryk+odmawianie Odmawianie IP: *.oc.oc.cox.net 24.09.04, 19:47
        Coś zmęczony jestem,pochrzaniłem temat z podpisem :-).
      • Gość: stahu34 Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.04, 19:55
        trening zachowań asertywnych.Chyba tak.
        • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 24.09.04, 20:23
          Techniki asertywne wchodzą w skład tego treningu,tak.Ale on jest trochę
          szerszy,obejmuje też coś w rodzaju "strategii i planowania"-tędy nie wracam z
          pracy do domu,w tym sklepie nie robię zakupów,staram się o inną zmianę w
          pracy,itd.Choć rzeczywiście,jego główną częscią są treningi asertywności.Pozdrawiam.
      • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 24.09.04, 20:18
        NO tos mi faktycznie wyłuszczył sedno sprawy:(( dalej nic z tego nie rozumiem,
        a oczekiwalam konkretnych rad, ale skoro piszesz, ze tak się nie da, to coz..
        może mam zle wyobrazenie o tej calej terapii, bo same jej zalozenia sa dosc
        skomplikowane (nigdy nie zajmowalam się psychologia, jak już to
        pschycholingwistyka a to co innego). Widze, ze nie chcesz mi tu zdradzac
        konkretnych rozwiazan. A szkoda. Wiem, ze kiedys pisales, ze „terapia” przez
        tel lub net to żadna terapia (stąd i cudzysłów), ale może by co pomogla? Można
        by przetrzec szlak, ja w tej kwestii chetnie mogę wcielic się w rolę kroliczka!
        Oczywiście doswiadczalnego :) Ale jak Cie „znam”, to pewnie potępisz ten zamysł
        w czambuł!
        ale jedno przyznaję, świadomość tego, ze zajmujsz sie, tym czym sie zajmujesz,
        podzialala troche, tzn troche sie tak jakby wystraszylam, zawstydzilam i....
        NIE POSZLAM DZIS PO WINKO! Wprawdzie okoliczne sklepy maja otwarte do 22 , wiec
        zostaly mi jeszcze dwie newralgiczne godziny walki! a jutro od nowa! I skad mam
        brac na to sily?? ech.... szkoda, ze to takie trudne, przynajmniej dla mnie!
        Pozdrawiam v.
        • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 24.09.04, 20:39
          Kimś,kto może zdobyć sobie twoja sympatię , którego uznasz za wartego
          przyjmowania od niego rad (piszę poważnie) może byc równiez psycholg w poradnii
          lub na oddziale.
          Wspomniałem-to nie mój zawód.Po wyjezdzie za granicę nie mam już kontaktu z tym
          co tak lubiłem.No i (jak napisałaś) nie jestem "po drugiej stronie barykady",ja
          i każdy pacjent,terapeuta,psycholog i ty jesteśmy po tej samej stronie.Po
          drugiej jest alkohol.
          Jeszcze raz-gdyby działały same techniki i sztuczki-nikt nie organizowałby
          sześciotygodniowych terapii.Po co tracić czas,skoro można nauczyć sie
          wszystkiego w trzy dni,prawda?Ale tak się nie da.Gdyby dało sie cały niezbędny
          materiał zamknąć w dwa tygodnie-trwałaby dwa,ale trwa sześć-i uwież mi ,nie bez
          powodu.
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 24.09.04, 20:42

            ale ja Ci wierze!!! NIE
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 24.09.04, 20:44

            sory cos mi sie tu pomylilo w klawiszach! no wie, powtarzam , ja Ci wierze, nie
            w tym problem! Problem w tym, ze przy pracy na 5 etatach nie moge sobie
            pozwolic na 6 tygodni terapii! to jest absolutnie niemozliwe! jedyne, co moge
            sobie zafundowac, to cotygodniowe wizyty u terapeuty. To ma jakies szanse
            powodzenia??? juz zaczelam przegladac panorame firm i szukac w K-cach kogos
            odpowiedniego!
            • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 24.09.04, 21:18
              Szanse ma.W najgorszym przypadku może być to wstęp do innych form terapii.Jeżeli
              zadzwonisz do chociaż jednej osoby-zrobisz krok do przodu.
              • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 24.09.04, 21:47

                kurcze, znowu wcieło mego posta! ech.. no wiec, jesli zadzwonie to co powiem?
                ze jestem iwona, czy basia czy kasia i ze mam problem z alkoholem? wiesz,
                zwykle to ja jestem górą, ktora mowi co i jak,a teraz co? musze sie postawic
                na pozycji pokonanego alkoholem! to nie jest łatwe! wierz mi!
                • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 24.09.04, 21:57
                  Wiem,że nie jest łatwe :-) .
                  "Czy pan(-i) zajmuję sie leczeniem uzależnień ?
                  "Nie?Szkoda,a czy byłoby nietaktem gdybym poprosiła pana(-ią) o polecenie kogoś
                  z pana(-i) grona kolegów,którzy mogliby mi pomóc?A telefon?Dziękuję"
                  "Tak?Świetnie,a czy moglibyśmy się umówić?Szukam pomocy (chciałabym się spotkać)
                  bo już sobie nie radzę z pewnymi rzeczami.Dziękuje-do widzenia!"
                  Widzisz tu gdzieś pokonana alkoholem,blagającą o pomoc kobietę?Ja-nie.
                  • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 24.09.04, 22:11

                    no jestes iście zabawny! Dla Ciebie to taaaaakie proste, a dla mnie nie do
                    przejscia! kurcze, to jest trudne! no ale sprobuje, bo faktycznie widze, ze
                    sama nie dam sobie rady! choc dzis nie poszlam do sklepu, ale jutro pewnie
                    pojde! no nic, bede sie starac, zobaczymykurcze, wiesz czego nie moge sobie
                    darowac? a mianowicie tego, ze tak dałam sie podejśc temu cholernemu nałogowi!
                    kurcze, przeciez w innych dziedzinach panuje nad wszystkim, czemu wiec tutaj
                    nie umiem? wkurza mnie to!
                    • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 24.09.04, 23:21
                      To napisz jutro,jak poszło.Dobranoc.
                      • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 25.09.04, 18:12

                        Wiesz co, moze to glupie, co napisze, ale ja w sumie nie wiem, gdzie mam
                        dzwonic! Bo nie znalazlam zadnego nr tel psychologa uzależnien, jedyne co
                        znalazlam, to numery do psychiatrów,psychologow ogolnych, na jakies odtrucia,
                        do stowarzyszenia abstytentow, do osrodka informacji o problemach alkoholowych,
                        do osrodka pomocy dla uzaleznionych przy izbie wytrzezwien, do szpitala, i do
                        poradni zdrowia psychicznego. I co?
                        • Gość: MO Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.04, 18:35
                          997?
                          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 25.09.04, 19:23

                            Jasne, dzieki, ze tez sama na to nie wpadlam!MOze i przyjada po mnie!
                            • Gość: mikaszka Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 25.09.04, 23:38
                              I co?...
                              Moze sprobuj zadzwonic do: psychiatrów,psychologow ogolnych, do stowarzyszenia
                              abstytentow, do osrodka informacji o problemach alkoholowych, do
                              poradni zdrowia psychicznego (pierwszy wariant odpowiedzi w poscie Patryka),
                              do osrodka pomocy dla uzaleznionych przy izbie wytrzezwien (tu na pewno drugi
                              wariant).
                              • Gość: stachu34 To jest tak... IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.04, 08:45
                                ...jak ktoś bardzo chce,to znajdzie bez przeszkód.Natomiast jak ktoś chce tylko
                                troszkę to...powstają takie tasiemcowe posty o niczym.
                                Jak rozitek na morzu miałby taką chęć przeżycia jak autorka wątku do zmiany
                                swojego stosunku do alkoholu,to z całą pewnością utonąłby.
                                Powodzenia valpolicello w "żeglowaniu" do...
                                • hepik1 Re: To jest tak... 26.09.04, 09:13
                                  ... mam przeczucie,że jak już znajdzie się ten psycholog od uzależnień ,będzie
                                  potrzebna instrukcja korzystania z telefonu....
                                  • valpoliczella Re: hepik i stach :(( 26.09.04, 11:04

                                    Nikt was nie zmusza do czytania moich "tasiemców o niczym". Jesli pomoc osobom
                                    uzaleznionym podobna jest do waszych wstawek, to wcale sie nie dziwie, ze sie
                                    tak waham. Odechciewa sie juz na wstepie!!!!!!!
                                    • Gość: deoand Re: hepik i stach :(( IP: 213.25.131.* 26.09.04, 12:04
                                      No cóż ... nikt ci nie broni pić i umrzec też !!
                                      Ogólnie wszyscy na tym zyskują - rodzina - medycyna - ZUS - firma pogrzebowa -
                                      ksiądz .
                                      Traci na pewno Monopol Alkoholowy wszelkiej postaci ...no i moze TY !.

                                      Wątek jest klasycznym przykładem manipulacji alkoholika / alkoholiczki / ale
                                      czyta sie go przyjemnie ...a głowną niewiadomą jest nie to kiedy val ..
                                      przestanie pic tylko kiedy jej nauczycielowi Patrykowi znudzi sie tłumaczenie
                                      uczennicy , że 2 + 2 =4 gdy ona na to ,że już prawie uwierzyła ,że to cztery
                                      ale....jednak wyszło jej ,że nadal to pięć .

                                    • hepik1 Val i Patryk :) 26.09.04, 13:45
                                      valpoliczella napisała:
                                      > Odechciewa sie juz na wstepie!!!!!!!

                                      To dopiero wstęp??? O rany..!!!;-)

    • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 26.09.04, 16:48
      Wojewódzki Ośrodek Zapobiegania i Leczenia Uzależnień 40-032 Katowice
      ul.Powstańców 31 tel.(032)209-11-81

      Nie bądzmy złośliwi.To nie val. to robi,tylko jej mechanizmy obronne.A metoda
      "zdartej płyty" jest często jedyną .
      • hepik1 Re: Co dalej ,valpolicello? 26.09.04, 16:59
        Raczej tutaj:
        Ośrodek Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia
        Korczaka 2
        40-338 Katowice
        tel. 0-32/ 256-95-82; 209-91-73; 204-90-70

        Wiem bo byłem.
        Tyle,że teraz Val tak skołowana będzie tymi dwoma adresami,że trochę wody w
        Rawie upłynie nim dojdzie do siebie:)
        • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 26.09.04, 17:20
          hepik1 napisał:

          > Wiem bo byłem.
          > Tyle,że teraz Val tak skołowana będzie tymi dwoma adresami,że trochę wody w
          > Rawie upłynie nim dojdzie do siebie:)

          Wpisałem pierwszy lepszy jaki mi się trafił w wyszukiwarce (po co piętrzyć
          trudności,zakładać nowy wątek typu"Kto zna dobrego psychologa uzależnień w
          Katowicach" :-)).Twój z pewnością jest trafniejszy,zdecydowanie polegałbym na
          Twojej rekomendacji.Pozdrawiam.
        • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 26.09.04, 18:32

          DZieki za namiary! Rawa płynie dalej, a ja jestem skołowana nie dwoma a
          czterema nr tel! :)
          • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 26.09.04, 21:36
            Jutro mam zamiar pojechac i osobiscie obejrzec owa placówke! Zobaczymy , co z
            tego wyjdzie! Pozdrawiam val..
            • hepik1 Re: Co dalej ,valpolicello? 26.09.04, 22:59
              Tramwaje linii 14 i 15.Pałacyk z XIX wieku,podejrzewam,że po jakimś
              przemysłowcu,dach nowy za to ogrodzenie(wysoki mur) raczej w kiepskim stanie.
              • Gość: jerzy Re: Co dalej ,valpolicello? IP: 195.187.99.* 27.09.04, 10:26
                val - no i jak???????????????
                Ja adresów w Katowicach i okolicach mam coś z 50.
                • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 27.09.04, 10:43

                  Doszlam do wniosku,ze nie pojade ogladac tej placowki, bo z tego jak opisal ja
                  hepik, to wiem gdzie to jest i wiem tez, ze w czasie wojny byla tam siedziba
                  gestapo. NO ale nie to jest najwazniejsze.
                  Chcialam tylko oswiadczyc, ze dziekuje Wam za pomoc i zainteresowanie, tak
                  namieszaliscie mi w glowie, ze po dwudniowym zastanowieniu zadzwonilam gdzie
                  trzeba! TAk wiec jestem umowiona z psychologiem 7 pazdziernika na 15.
                  Ale bylo mi tak jakos glupio, jeszcze teraz sie wstydze, a co dopiero podczas
                  takiej rozmowy, boze! Ciekawe czy to bedzie wywiad czy monolog z mej strony???
                  jak to wlasciwie jest! Teraz to ja sie dopiero bede caly tydzien bac. ech.. no
                  nic, ale pierwszy ruch zostal zrobiony, kosztowal mnie wiele sil, mam nadzieje,
                  ze kazdy kolejny bedzie choc troche latwiejszy! pozdr - valpol....
                  • Gość: stachu34 Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.04, 17:27
                    Ja Ci nie powiem jak to wygląda...Powiedz sobie "jestem od dziś odpowiedzalną
                    osobą i za wszyastko co się w trakcie tej rozmowy wydarzy, za moje słowa -
                    biorę odpowiedzalność...
                    Ale mam gorącą prośbę do Ciebie...
                    OPISZ NAM JAK TO BYŁO...
                    • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 27.09.04, 17:40

                      a dlaczego mi nie powiesz?? pewnie dlatego, ze jest to okropne hm... juz sie
                      zaczynam domyslac. Oczywiscie,ze napisze jak bylo, bo musze z kims o tym
                      pogadac, a mam tylko Was na forum, bo z nikim i tak nie moge o tym porozmawiac.
                      ale najgorsze jest to, ze bylam tam dzis poogladac sobie ta placowke, choc
                      zarzekalam sie , ze nie pojde. Ogledziny wypadly niestety niezbyt budująco.
                      Placowka ta to stary dom i walący sie płot a po podworzu chodzily osoby, ktore
                      (nie chce tu nikogo obrazac, ani dowartosciowywac siebie) ktore hm... jak by to
                      rzec, powiedzmy ze sa o wiele dalej w swym uzaleznieniu niz ja, to bylo widac
                      na 1 rzut oka. TAk wiec zastanawiam sie, czy to aby odpowiednie miejsce dla
                      mnie? a co bedzie, jak ten psycholog orzeknie, ze musze isc na terapie grupowa?
                      przeciez nie bede siedziala w kółku z grupa pijaków , zapewne meżczyzn i co?> i
                      jeszcze bede sie bac, czy aby nikt mnie nie rozpoznal?
                      MOze jednak poszukam jakiegos prywatnego terapeuty? Sama juz nie wiem,ale juz
                      sama wizyta tam doslownie mnie zalamala, ze kurde ja musze do takich miejsc!
                      Wiem,ze sama sobie to zafundowalam, ale moze jednak ...... ??
                      • Gość: stachu34 Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.04, 18:29
                        Jak wygląda służba zdrowia?Tak jak ta placówka.Tam zanieś swoje parę groszy
                        (które da fundusz zdrowia),aby pomóc takim bez krawatów i w łachmanach.Oni nie
                        są ubezpieczeni,a nalezy im również pomóc.Prywatny terapeuta ich nie
                        przyjmie.Bo swoje pieniążki zostawili w rynsztoku.A właśnie oni mogą Ci
                        najwięcej pomóc.Mogą pokazać swiat o jakim nie słyszałaś,a który jest w zasięgu
                        Twojej reki.Ale również Ty możesz im pomóc,pokazjuąc im swój świat,w którym
                        również jest alkohol i też jest do dupy,choć masz gdzie spać,w co się ubrać i
                        coś zjeść.
                        • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 27.09.04, 18:43

                          owszem stachu, masz racje. Ja to wszystko rozumiem i zgadzam sie w 100%. ale
                          nie po to haurje jak wół, zeby teraz wysiadywac z .... nie wiem co napisac, bo
                          nie chce nikogo obrazac, ale przeciez stac mnie na naprawde dobrego terapeute!
                          Skoro stac mnie na luksus w zyciu to czemu nie na terapii??? a moje zycie
                          faktycznie jest - jak piszesz- do dupy , bo w centralnym miejscu stoi flaszka!
                          niestety opętała mnie i faktycznie sama nie dam rady zrzucic jej z piedestalu!
                          na to nie mam sil! A tym ludziom wolalabym dac np po 500zl na leczenie niz
                          siedziec wsrod nich. to jest dla mnie o wiele trudniejsze! mam nadzieje, ze
                          nikt tego nie zrozumie jako jakies wywyzszanie sie czy cos takiego, ja wiem, ze
                          problem jest ten sam, ale otoczka moze byc inna!
                      • Gość: Patryk Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.oc.oc.cox.net 27.09.04, 18:32
                        > Wiem,ze sama sobie to zafundowalam, ale moze jednak ...... ??

                        Nie sama,TO się stało bez Twojej woli i wpływu.TO się przydarza wielu,wielu
                        ludziom.Nikomu świadomie,nikomu "na ochotnika".

                        > a dlaczego mi nie powiesz?? pewnie dlatego, ze jest to okropne hm... juz sie
                        > zaczynam domyslac.

                        Nie jest okropnie.Możesz być stremowana-bo prawdopodobnie boisz się oceny i
                        krytyki,działa jeszcze wstyd.A Ciebie nikt nie będzie oceniał-możesz liczyć na
                        zrozumienie i akceptację.

                        TAk wiec zastanawiam sie, czy to aby odpowiednie miejsce dla
                        > mnie? a co bedzie, jak ten psycholog orzeknie, ze musze isc na terapie grupowa?
                        >
                        > przeciez nie bede siedziala w kółku z grupa pijaków , zapewne meżczyzn i co?

                        On nie orzeknie,on(ona) tylko coś zaproponuje,taką lub inną formę spotkań,mniej
                        lub bardziej zgodną z Twoimi oczekiwaniami.Możesz się zgodzić lub nie.
                        Nie pisz sobie scenariuszy pt."Jak tam będzie zle".

                        > MOze jednak poszukam jakiegos prywatnego terapeuty? Sama juz nie wiem,ale juz
                        > sama wizyta tam doslownie mnie zalamala, ze kurde ja musze do takich miejsc!

                        Zapytaj o to psychologa.
                        Cieszę się,że zrobiłaś mały krok do przodu.Pozdrawiam.
                        • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 27.09.04, 19:30
                          Patryk, maly krok powiadasz??? hm moze i maly ale za to w siedmiomilowych
                          butach!!!! ech, bedzie ciezko, czuje to w kosciach :) pozdrawiam val...
                  • hepik1 Re: Co dalej ,valpolicello? 27.09.04, 18:57
                    valpoliczella napisała:

                    >
                    > Doszlam do wniosku,ze nie pojade ogladac tej placowki, bo z tego jak opisal ja
                    > hepik, to wiem gdzie to jest i wiem tez, ze w czasie wojny byla tam siedziba
                    > gestapo.

                    Przyznaj się Val-występujesz w jakims śląskim kabarecie?
                    • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 27.09.04, 19:27
                      Hepik, ja sie nie nabijam, ja to wiem! Zrobilam mamy wywiad i dowiedzialam sie
                      od mojej babci, ze owszem tam bylo gestapo, a po I wojnie wiezili tam mego
                      pradziadak! na dodatek ul. Korczaka odcisnela sie duzym pietnem w zyciu mej
                      rodziny, bo na tej ul urodzili sie moi rodzice, tam chodzili do szkoly, tam tez
                      zakwitla ich milosc, ktorej owocem jest corka - alkoholik! To Twoim zdaniem
                      nosi w sobie znamiona kabaretu???? masz dziwne poczucie humoru!
                      • Gość: stachu34 Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.04, 19:59
                        I wporządku...Trasa została przetarta.Kolej na ciebie...
                        • valpoliczella Re: Co dalej ,valpolicello? 27.09.04, 20:23

                          Owszem, stachu, historia zatoczyła swoje ironiczne koło!!
                          • Gość: rebel7 Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.shl.pl / *.shl.pl 27.09.04, 20:44
                            ... nie "ładny" bedę ... wybacz proszę te moje trzy grosze Val...
                            tak sobie czytam...tak sobie rozmyślam...
                            beznadziejnie taki sam byłem nie tak dawno bo 4 lata temu ...
                            rozczulałem się nad sobą ... bo przecież ja "jestem z innej półki"...
                            że jeszcze zobaczę...może inne miejsce..może inni ludzie...a najlepiej to
                            prywatnie...i takie tam ble,ble...
                            ...a może by tak troszkę dobrze rozumianej pokory na początek...możesz mi
                            wierzyć "oni" wszyscy są tak samo 'wyjątkowi" jak Ty...
                            to paskudztwo,które nas łączy jest cholernie demokratyczne...jak śmierć...
                            "nikt nie mówił że będzie łatwo..."
                            ...przepraszam...jestes na dobrej drodze...ale w moim przekonaniu potrzebujesz
                            "dopalacza Twojej deczyji...
                            • valpoliczella Re: rebel 27.09.04, 20:57

                              owszem, dopalacz by mi sie przydal, bo sie łamie, zaczynam sie utwierdzac w
                              tym, o czym pisales/as! ZE moze prywatnie, ze moze indywidualnie, ze moze w
                              ukryciu, ze.. ze .. ze... i tak w kolko! a pokore mam, szkoda,ze moje
                              wypowiedzi sa rozumiane jako sama nie wiem, wywyzaszenie sie albo cos takiego!
                              Tak nie jest! ale musicie przyznac wszyscy, ze NIE JEST TO ŁATWE! bo sam tel
                              do poradni = sie dla mnie z przyznaniem do porażki! ZE nie daje rady, a to mi
                              sie w calym zyciu jeszcze nie zdarzylo! I to jest wlasnie takie trudne!
                      • Gość: Natalia Re: Co dalej ,valpolicello? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 21:12
                        Przepraszam, ze sie wcinam w Wasza dyskusję. Przeczytałam wczoraj wątek
                        valpolicello.
                        Byłam pewna Val, że tam nie pójdziesz. Zreszta Ci inteligentni Panowie, z
                        którymi tu rozmawiasz, też chyba nie wierzyli, że to dzisiaj zrobisz.

                        Masz problem dziewczyno. Ja będąc na takim etapie jak ty (ech te mieszanki:
                        wytrawne wino + wyższy procentowo wzmacniacz i te wieczory z samą sobą i
                        szklaneczką). Przez pół roku a moze nawet dłuższej próbowałam sobie powiedzieć
                        stop. Ale nie potrafiłam. Po jakimś weekendzie, który był jednym ciagiem
                        pijackim. Przerażona sobą, bladym świtem pobiegłam do przychodni odwykowej.
                        Ale oczywiście przychodnie odwykowe nie są otwierane bladym świtem, a może to
                        była niedziela. W każdym bądź razie pocałowałam klamkę. Wróciłam do domu, ale
                        było mi tak źle, że postanowiłam zadzwonić do AA. Dyżur miała kobieta, mądra,
                        wykształcona, którą nałóg doprowadził niemalże do dotyku smierci. Odbyłysmy
                        długą rozmowę telefoniczną, potem nastepne. Zdaje sie, ze byłam jej równie
                        potrzebna jak ona mnie. Ja jej, żeby miała komu opowiedzieć swoja historię. Ona
                        mi, żebym mogła przerwać to zaciskające się jak pętla błędne koło uzależnienia.
                        Potem były mitingi. Oczywiście wstydziłam się. Moja sponsorka rozpraszała moje
                        obawy stwierdzeniem: Nawet jeśli spotkasz tu kogoś ze znajomych, to przecież
                        przyszedł on tu z takim samym problemem jak ty. Zresztą na tych mitingach
                        spotkałam ważniejsze figury ode mnie.
                        Choroba alkoholowa jest niezwykle demokratyczna, nie zważa na status społeczny,
                        wykształcenie, poziom IQ. Tnie równo. W efekcie tego co opisałam wyżej(w super-
                        skrócie), przez dziesięć lat nie piłam. Bardzo fajnie sie wtedy czułam. Robiłam
                        fajne rzeczy. Później miałam kilkuletni okres tzw. kontrolowanego picia. Nie
                        było to złe, ale podszyte lękiem, ze tamto może wrócić. Takie kontrolowanie
                        wymaga bardzo badzo dużo wysiłku. Więc znów wróciłam do abstynencji. Ma ona
                        (abstynencja), bardzo pociągajacy smak. Wywaru z gorzkich ziół? Czegoś
                        wytrawnego, jak dobra muzyka lub wiersz, albo codziennośc? Nie wiem, ale podoba
                        mi sie taki stan mojego ducha i ciała.Czuję się z tym dobrze.

                        Napisałam Ci o tym, bo tak sie robi w AA. Nie daje sie rad, nie ocenia. Mówi
                        sie tylko, jak ja to zrobiłam / zrobiłem.

                        Jestem przekonana, że wyjdziesz z tego zaklętego kręgu. Ten pomysł z terapeutą
                        jest niezły.
                        Pozdrawiam Cię serdecznie. Natalia.


                        • Gość: Patryk Re:Natalia IP: *.oc.oc.cox.net 27.09.04, 21:37
                          Aż mnie dreszcz przeszedł!Pięknie to napisałaś:
                          " Więc znów wróciłam do abstynencji. Ma ona bardzo pociągajacy smak. Wywaru z
                          gorzkich ziół? Czegoś
                          wytrawnego, jak dobra muzyka lub wiersz, albo codziennośc? Nie wiem, ale podoba
                          mi sie taki stan mojego ducha i ciała.Czuję się z tym dobrze."
                          Dziękuję.Pozdrawiam.
                          • valpoliczella Re:Natalia 27.09.04, 22:31

                            Ciekawe,kiedy ja tak bede mogla napisac? bo jak na dzien dziesiejszy to smaku
                            wytrawnego wina nic zastapic nie moze i nie jest w stanie! coz, uzaleznienie
                            do kwadratu! szkoda slow!
                            • Gość: Natalia Re:Natalia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.04, 23:09
                              Myslę, ze zaczniesz coś z tym robić wtedy, kiedy poczujesz, ze jest Ci źle. Że
                              wieczorna przyjemność skutkuje podłym, bardzo podłym samopoczuciem nazajutrz.
                              Że drżą Ci dłonie, itd. Zreszta, co ja Ci bede pisać. Sama wiesz najlepiej jak
                              to jest. Jest tego cały katalog. I kazdy alkoholik to zna.

                              Co z tym zrobisz, zależy tylko od Ciebie. Na jakim etapie się zatzymasz, też
                              zależy od Ciebie.

                              Różnie to bywa.
                              Na jednym z mitingów wysłuchałam opowiesci człowieka, który wyszedł ze szpitala
                              po ostrym delirium. Opowiedział nam to wszystko ze szczegółami i z przerażająca
                              zgrozą opisał chaos jaki go powalił. Mysle, ze na tym polega wyzszość AA, ze
                              tam się spotykamy z autentycznymi przeżyciami.

                              I jeszcze słowo do Patryka. Wczoraj ja delektowałam sie Twoimi postami.
                              Dziekuję.

                              Valpoliczelli, mysle, że jestes na dobrej drodze. Ja sobie radziłam z pomoca
                              AA, teraz natomiast modniejsze sa terapie. M.in. w ostatnim nr Wprost jest
                              artykuł "Polak na kozetce". Przeczytaj sobie, będzie Ci raźniej.

                              Pozdrawiam bardzo serdecznie. Natalia.
                              • hepik1 Kpiny? 28.09.04, 08:08
                                Ale jak tu nie kpić ,gdy dorosła osoba wyciąga argumenty typu -nie pójdę tam bo
                                nie podoba mi się mur otaczajacy poradnię,albo -bo szećdziesiąt lat temu w tym
                                samym budynku było gestapo...?
                                Dla mnie to kabaret.
                                Bo argument ,że gęby sie nie podobają kręcących po placu,czy wątpliwości kogo
                                tam sie spotka-troche inny temat.
                                Nie bedę się powtarzał i pisał o demokratyźmie alkoholizmu.Ja w ponad rocznej
                                terapii(podstawowa i pogłębiona )spotkałem między innymi czterech czy pięciu
                                lekarzy,kilku górników,trzech wychodzących z bezdomności itp,itd
                                Na pogłębioną jeździłem w wtorki po południu-spotykały sie wtedy dwie jeszcze
                                inne grupy-i były problemy z parkowaniem samochodu.Jeden z uzależnionych
                                zajeżdżał najnowszym modelem Chryslera...A poza tym przegląd wszystkich innych
                                marek od kilku do kilkudziesięciu tysięcy pln Więc jeśli przywiązujesz wage do
                                takich rzeczy zajrzyj dzisiaj jeszcze raz:-)

                                I na koniec takie kilka madrości(?)

                                Krok za krokiem
                                Po pierwsze:
                                Nie rozwiążę wszystkich problemów na raz, ale jeden po drugim, po kolei.
                                Po drugie:
                                Przestanę poprawiać innych, a zacznę od małej poprawy siebie.
                                Po trzecie:
                                Zrezygnuję z dopasowania okoliczności do siebie i spróbuję do nich dopasować siebie.
                                Po czwarte:
                                Spróbuję dobrze wybierać i chronić siebie przed pośpiechem.
                                Po piąte:
                                Pokonam swoje uprzedzenia i spojrzę na problemy z różnych stron.
                                Po szóste:
                                Nie dam posłuchu negatywnym podszeptom, lecz będę się cieszył z wszystkiego, co
                                piękne.
                                Po siódme:
                                Gdy wypróbuję te kroki, zastanowię się nad nowymi.
                                Vera Simon
                                • hepik1 Z pewną dozą nieśmiałości... 28.09.04, 08:46
                                  Tak czytając post Natalii ,wiedząc jednak ile następnych wątpliwości sie w
                                  Tobie zrodzi i jakie beda tego konsekwencje ale co mi tam;

                                  Ten link do dyskusji o mitingach AA.Pisze tam parę dziewczyn z Katowic czy
                                  najbliższych okolic -maria ,Dziama ,Tomoe.Może warto poczytać
                                  alkoholizm.com.pl/forum/viewtopic.php?t=121&start=0
                                  Ten ogólnie z informacjami o AA:
                                  alkoholizm.akcjasos.pl/50.php
                                  I trzeci -z wykazem mitingów na Śląsku-na Mikołowskiej są codziennie-nawet w
                                  późnym wieczorem(to ze względu na twoje 5 etatów)
                                  www.aa.org.pl/regiony/index001.htm
                                  Tylko nie pisz ,proszę,że to tez nie dla Ciebie,bo tam tylko alkoholicy i pijacy
                                  chodzą.I ,że w pobliżu jest komenda miejska ,kiedyś milicji,gdzie na dołku
                                  trzymano opozycjonistów w czasach komuny ;)
                                  • valpoliczella Re: Z pewną dozą nieśmiałości... 28.09.04, 12:27

                                    no juz dobrze, a watpliwosci i tak mam, bo jak tu ich nie miec. NIe dosc, ze
                                    zdalam sobie sprawe z choroby, potem jej zaprzeczalam (w pewnym sensie do dzis
                                    tak jest, bo ciagle lapie sie na mysli, ze moze mi sie jednak uda samej, choc
                                    coraz bardziej w to watpie), poza tym dzis mialamjakies koszmary, po
                                    wczorajszej wizycie pod plotem budzilamsie w nocy z mysla,ze to zly sen,
                                    niestety po przebudzeniu ....
                                    jeszcze jedno pytanie - czy mam szanse zachowac to w tajemnicy? czy ta info, ze
                                    zaczne sie leczyc nie pojdzie za mna dalej<? To musi za wszelka cene zostac
                                    tylko moja tajemnica (i w pewnym sensie Wasza).
                                    i jeszcze jedno sporostowanie - Hepik w tym roku bede miala tylko 4 etaty:)
                                    pozdrawiam
                                    • Gość: kubek Re: Z pewną dozą nieśmiałości... IP: *.ld.euro-net.pl 28.09.04, 15:40
                                      hmmmm a gdzie miałaby pójść za Tobą ta informacja ?? to Ty zdecydujesz powiesz
                                      nie powiesz... (np u lekarza :))
                                      pozdr...
                                      ps. no chyba że będziesz się starać o pozwolenie na broń ostrą - wtedy jest
                                      faktycznie problem :)))
                                      • Gość: Patryk tajemnica lekarska IP: *.oc.oc.cox.net 28.09.04, 16:40
                                        Wszelkie informacje nt.tożsamości pacjenta i procesu leczenia są objęte
                                        tajemnica lekarską.Nie można ich ujawniać bez zgody pacjenta (sporządzać
                                        zaświadczeń,opinii,itd)Wśród pacjentów obowiązuje (i jest przestrzegana) zasada
                                        anonimowości i ochrony prywatności.
                                        Bywa różnie (pisałem kiedyś o prokuratorze i jego "kliencie",którzy spotkali sie
                                        na terapii "w jednej ławce",znam sytuacje gdy policjanci i ich "klienci"
                                        spotykali się w tej samej sali mityngowej-a zasada anonimowości i ochrony
                                        prywatności była w 100% przestrzegana.Pozdrawiam

                                        • valpoliczella Re: tajemnica lekarska 28.09.04, 18:22

                                          • Gość: kubek Re: tajemnica lekarska IP: *.ld.euro-net.pl 28.09.04, 19:41
                                            jak broni kupować nie masz zamiar to nie bój nic - w żadnym innym celu aż tak
                                            dokładnie się "klienta" nie prześwietla :)) a i hak byłby słaby bo co to za
                                            hak ?? :)))
                                            pozdrawiam
                                            ps. Patryk z tą "anonimowością" chyba jednak przesadzasz ;)- nigdy 100% jej nie
                                            było i nigdy 100%-wej nie będzie - to teoria :)))- różnie to bywa, ale problem
                                            był jest i będzie...mnie w każdym razie nikt na mieście palcami nie wytyka :)))
                                            • valpoliczella Re: mit anonimowosci 28.09.04, 20:24

                                              no to jak to w koncu jest, jest sie anonimowym czy nie? ja sei tego wlasnie
                                              obawiam! ale i tak ciagle bije sie z myslami, czy isc czy nie isc, ze moze
                                              jednak jeszcze raz wezme sie sama w garść? bo jak czytam to wszystko to ciarki
                                              mnie przechodza, jakis meting, psycholog, terapia - jezu, przeciez jestem
                                              normalna! dlaczego wiec nie daje rady? Przyznam sie, ze popijam wlasnie wino ,
                                              mam resztowke, wiec beda moze z 2 lampki tego, a popijam dlatego, ze dzisiejszy
                                              dzien w pracy i marudny szef wyssal ze mnie resztki opytmizmu i woli walki o
                                              cokoklwiek!a jutro czeka mnie jeszcze kontrola z URzedu Skarbowego! Czasem tak
                                              bywa, ze sie odechciewa! Tak sie tylko zastanawiam, co bedzie, jak psycholog
                                              każe odstawic kieliszek! jezu, jak ja bede żyć?? Czym odreaguje stres?
                                              Batonikiem czekoladowym??? czarno widze swoja przyszlosc!
                                              • Gość: Patryk Re: mit anonimowosci IP: *.oc.oc.cox.net 28.09.04, 20:37
                                                > no to jak to w koncu jest, jest sie anonimowym czy nie? ja sei tego wlasnie
                                                > obawiam!
                                                Jesteś anonimowa,dopóki chcesz byc anonimowa.

                                                bo jak czytam to wszystko to ciarki
                                                > mnie przechodza, jakis meting, psycholog, terapia - jezu, przeciez jestem
                                                > normalna! dlaczego wiec nie daje rady?

                                                A jakiej chcesz odpowiedzi?Na poziomie fizjologii i biochemii komórki,z punktu
                                                widzenia socjologii,psychologii?I co ta odpowiedz zmieni?Jeszcze nie raz
                                                będziesz pytać-Boże ,dlaczego ja?Co ja Ci zrobiłam złego?

                                                Tak sie tylko zastanawiam, co bedzie, jak psycholog
                                                > każe odstawic kieliszek! jezu, jak ja bede żyć??

                                                Tylko to zaproponuje,lub doradzi.Kazać to on tobie nie może i nie będzie.

                                                Czym odreaguje stres?
                                                > Batonikiem czekoladowym??? czarno widze swoja przyszlosc!

                                                Jest coś takiego:"Zdrowe metody radzenia sobie ze stresem".Opanujesz i
                                                to.Pozdrawiam.
                                                • valpoliczella Re: mit anonimowosci 28.09.04, 20:46

                                                  no obys mial racje Patryk z tym opanowaniem stresu! Oby! A co Ty tak prawie ze
                                                  gloryfikujesz tego psychologa? ja sie czuje tak, jakbym za tydzien miala isc na
                                                  ścięcie, ale pojde, bo chyba ciekawość zwycięża moj wstyd i te pytania,
                                                  dlaczego ja. Kiedy zrobilam błąd!
                                                  • hepik1 Re: mit anonimowosci 28.09.04, 21:07
                                                    Val-może Ty jednak kup sobie ten pistolet...;)
                                                  • Gość: Patryk Re: mit anonimowosci IP: *.oc.oc.cox.net 28.09.04, 21:16
                                                    valpoliczella napisała:

                                                    A co Ty tak prawie ze
                                                    > gloryfikujesz tego psychologa? ja sie czuje tak, jakbym za tydzien miala isc na
                                                    >
                                                    > ścięcie

                                                    A tak ,tylko cię zwodzę.Bo nie mogę napisać,że jak tylko przestąpisz próg
                                                    ośrodka,to oni cię zaraz w kaftan,pasy,elektrowstrząsy,bicze wodne i "pranie
                                                    mózgu".Ten "Psycholog" na tabliczce,to tylko taka zmyła ,pułapka na naiwnych(-ne).
                                                  • Gość: kubek Re: mit anonimowosci IP: *.ld.euro-net.pl 28.09.04, 21:29
                                                    błąd ?? a zrobiłaś gdzieś jakiś ?? :)) a poważnie to choroba i robienie czy nie
                                                    robienie błędów nie ma tu nic do rzeczy...
                                                    pozdrawiam
                                                    ps. z anonimowości rezygnujemy sami :)) - ZGODA - aczkolwiek tak czy inaczej
                                                    nigdy nie była ona 100% i nigdy nie będzie ....:))) - to po prostu niemożliwe
                                                    jest :))) - ale jakby cóś każdy pretekst jest dobry by na miting nie iść czyż
                                                    nie volp....??
                                                  • valpoliczella Re: cena=ostracyzm 29.09.04, 09:44

                                                    no coz, widze Patryk,ze udzielił Ci sie styl hepika! WY sie smiejecie, a ja z
                                                    kazdym dniem mam coraz wiecej watpliwosci,bo wiadomo , Wy znacie to od
                                                    podszewki i wiecie , ze to choroba wymagajaca leczenia, a zapytajcie pierwszego
                                                    lepszego czlowieka na ulicy, ciekawe, co odpowie, ale ręczę,ze na pewno nic w
                                                    stylu "to choroba, lecz sie pan", tylko albo usmiechnie sie z politowaniem albo
                                                    odwróci z obrzydzeniem (druga reakcja jest chyba typową rekacja na problem
                                                    alkoholowy u kobiet - nie raz widzialam!!)
                                                    WIec nie dziwcie sie, ze szukam wymowek i chyba ma racje kubek, ze zaczynam
                                                    wyszukiwac argumenty, ze moze jednak jeszcze poczekam, bo na co mi ten
                                                    ostracyzm???
                                                    a co bedzie, jak bede tam jedyna kobieta??
                                                  • Gość: kubek Re: cena=ostracyzm IP: *.ld.euro-net.pl 29.09.04, 10:36
                                                    pierwszego lepszego człowieka na ulicy ?? a po co go pytać ?? nikt nie wymaga
                                                    od Ciebie naklejenia transarentu "JESTEM ALKOHOLIKIEM/CZKĄ" obrzydzenie,
                                                    niechęć, politowanie ?? takie rekacje są i będą - a najciekawsze w tej całej
                                                    sytuacji jest to że najczęściej spotykamy je u ludzi którzy sami mają podobne
                                                    problemy (a to już wiem z własnego doświadczenia :))
                                                    pozdrawiam
                                                    ps. a co do kobiet na grupie (grupach) z obserwacji jest ich sporo więcej niż w
                                                    poprzednich latach (faktem jest że nieczęsto mówią o sobie ale są i za to je
                                                    podziwiam :))
                                            • Gość: Patryk Re: tajemnica lekarska IP: *.oc.oc.cox.net 28.09.04, 20:29
                                              > ps. Patryk z tą "anonimowością" chyba jednak przesadzasz ;)- nigdy 100% jej nie
                                              >
                                              > było i nigdy 100%-wej nie będzie - to teoria :)))- różnie to bywa, ale problem
                                              > był jest i będzie...mnie w każdym razie nikt na mieście palcami nie wytyka :)))

                                              Z anonimowości najczęściej rezygnujemy sami.Bo szukamy przyjaciół,bo w
                                              przewrwach rozmawiamy o kłopotach,itd.Ale jeśli ktoś chce być anonimowy-to jest.
                                              • Gość: jerzy Re: tajemnica lekarska IP: 195.187.99.* 29.09.04, 09:46
                                                val - nie musisz w poradni AA podawać swoich danych.
                                                Rozumiem Twoje wątpliwości i rozterki - sam takie miałem przez lat pięć. To
                                                normalne.
                                                Gdyby wyjście z nałogu było proste jak naklejenie plastra na rankę na palcu to
                                                by nie było AA i całego problemu przekonania się do leczenia.
                                                I tak jesteś na dobrej drodze. Nie zrażaj się kpinami, żartami.
                                                Ja też nie poszedem do pewnej poradni - bo był to stary obdarty budynek.
                                                Alkohol wymyśla tysiące sposobów by go nie rzucić. To bardzo zazdrosny kochanek.
                                                Idź do tego psychologa - potem postawisz następny krok. Nic nie planuj -= bo z
                                                planowania to nic nie wychodzi. Nic nie zakładaj - idź po prostu do tego
                                                psychologa. jak się boisz o ujawnienie - ja też miaem takie obawy. A jak mnie
                                                TAM zobaczą!!!!!!!!!!!!. Idź do tego psychologa - nawet i niego możesz podać
                                                nie swoje imię. U mnie w poradni, razem ze mną, był gość co swoje prawdziwe
                                                dane ujawnił - GRUPIE!!!!!!!! - po trzech latach. A cały czas był Wojtek.
                                                • valpoliczella Re: jerzy 29.09.04, 09:52

                                                  dzieki jerzy, chociaz Ty rozumiesz moje rozterki. tez bede chyba wystepowac in
                                                  cognito,pozdr. v.
                                                  • Gość: kubek Re: jerzy IP: *.ld.euro-net.pl 29.09.04, 10:28
                                                    kpiny ?? żarty ?? cóż jeśli je widzisz gdziekolwoek cóż nic na to nie
                                                    poradzę :) a rozterki są, były i będą - trzeba sobie zadać tylko jedno ale
                                                    zasadnicze pytanie ...CO MAM DO STRACENIA ?? ja zadałem je sobie późno (nawet
                                                    bardzo późno - bo w zasadzie nie miałem już czego tracić...już nie było wstydu,
                                                    rozterek, chowania się czy wymyślania powodów "dziś nie pójdę bo..." tu każdy
                                                    może sobie dopisać sam...
                                                    co do psychologa (czy też psychiatry) - tak czy inaczej swoje dane podać
                                                    będziesz musiała - takie są wymogi NFZ - (chyba że zafundujesz sobie "prywatną
                                                    wizytę" - (z doświadczenia ja sobie takie coś zafundowałem (5 lat leczenia
                                                    u "specjalisty psychiarii" od wszystkiego - jeszcze wtedy było mnie stać - a on
                                                    w zamian "zafundował" mi uzależnienie od psychotropów...
                                                    co do samej terapii czy mitingów - tam nikt Cię nie zapyta kim jeteś czy co
                                                    robisz powiesz tylko to będziesz chciała (tyle że na terapii o ile się
                                                    zdecydujesz musisz pisać prace na określone tematy...inaczej się nie da...
                                                    pozdrawiam
                                                  • valpoliczella Re: j????? kubek 29.09.04, 13:42

                                                    kubek, jakie znowu prace bede pisac?? JEzus Maria, Ty chyba zartujesz.Mam dosc
                                                    roboty,wierz mi i mam bardzo wiele do stracenia, jesli sie w mojej pracy
                                                    zaniedbam!
                                                    Ktos mi wyjasni, o co tu chodzi??? Patryk???
                                                  • Gość: kubek Re: j????? kubek IP: *.ld.euro-net.pl 29.09.04, 14:40
                                                    hmmm no nie wiem :) myślałeś że terapia to taka sobie rozmowa z psychologiem ??
                                                    a że masz bardzo wiele do stracenia tego jestem pewien i tu uwaga... jeśli się
                                                    za siebie nie wezmiesz stracisz to tak czy tak jak nie prędzej to później....
                                                    pozdrawiam
                                                    ps . tak z ciekawości bo nie doczytałem pijąc nie zaniedbujesz pracy ??
                                                  • deoand Re: j????? kubek 29.09.04, 15:23
                                                    Wątek jest klasycznym przykładem manipulacji alkoholika / alkoholiczki / ale
                                                    czyta sie go przyjemnie ...a głowną niewiadomą jest nie to kiedy val ..
                                                    przestanie pic tylko kiedy jej nauczycielowi Patrykowi znudzi sie tłumaczenie
                                                    uczennicy , że 2 + 2 =4 gdy ona na to ,że już prawie uwierzyła ,że to cztery
                                                    ale....jednak wyszło jej ,że nadal to pięć .
                                                    up..
                                                    Nauczycieli jest juz chyba ze czterech bo widać ,że główny nauczyciel Patryk
                                                    traci z lekka siły !!!
                                                    A winko leje sie dalej i nawet w sukurs przyszło mu gestapo - -
                                                    w końcu teraz wszystko co niemieckie to nam przyjazne a wino reńskie w
                                                    szczegolności .
                                                  • ameliaa1 Re: j????? kubek 29.09.04, 21:59
                                                    Droga Val,
                                                    obserwuję Twoje zmagania...
                                                    zmagania z własnymi słabościami, ale też „zmagania” z panami z Forum,
                                                    którzy - jak widzę - postanowili nawrócić Cię na... właściwe tory.
                                                    To miłe, choć osobiście miałabym wrażenie osaczenia :-)))
                                                    Myślę, że wypowiedzi Deoand wniosły do tego topiku ożywczy powiew...
                                                    to jakby Twoje drugie „ja”, to pijące i bagatelizujące problem...
                                                    Nie sądzę, aby chciał zasiać tu defetyzm, ja również jestem od tego daleka.
                                                    Życzę Ci, abyś dokonała dobrego wyboru, a dobra jest wyłącznie trzeźwość.
                                                    Pozostaje problem - czy już do tej decyzji dojrzałaś?
                                                    Pisałaś, że bardzo lubisz wino... jego smak.
                                                    Mój przyjaciel, kiedy pytam go dlaczego znów pije - odpowiada niezmiennie:
                                                    - Piję, bo lubię...
                                                    Mam wrażenie, że jego dojrzewanie do trzeźwości długo jeszcze potrwa, tym
                                                    bardziej, że na słowo alkoholik reaguje alergicznie.

                                                    Mam na imię Amelia, jestem alkoholiczką, której alkohol przestał w pewnym
                                                    momencie smakować... To nie stało się z dnia na dzień, to po prostu dojrzewało
                                                    we mnie. Zrozumiałam, że zdecydowanie więcej przez niego tracę, niż zyskuję.
                                                    Ale nawet jak go już nie lubiłam, a nawet nienawidziłam... odzywały się stare
                                                    schematy myślowe. Pojawiał się problem, pustka, smutek ... nogi same szły do
                                                    sklepu i przynosiły kilka butelek piwa. Trafiała się impreza, fajne i ostro
                                                    popijające towarzystwo, ręka sama podnosiła kieliszek...
                                                    Było tak jak napisał ktoś na tym forum (nie pomnę już kto), ale pisał jakby o
                                                    mnie:
                                                    „Ty już od dawna nie myślisz o flaszce jak się napić. Myślisz (to ci zajmuje
                                                    dużo,dużo więcej czasu) jak się nie napić. Za to decyzję o napiciu się
                                                    podejmujesz błyskawicznie,w sekundę. Myślisz,że nie znajdziesz tej sekundy w
                                                    ciągu dnia.”
                                                    Przyznam, że bardzo dużo skorzystałam z wypowiedzi, jakie na tym i innych
                                                    forach na temat alkoholizmu przeczytałam. To ogromna wiedza, poparta własnym
                                                    doświadczeniem...
                                                    Ale przecież czytałam na te tematy dużo dużo wcześniej, nie trafiało to jednak
                                                    na wystarczająco podatny grunt. Widocznie musiałam dojrzeć, aby zrozumieć.
                                                    Na jakim jestem obecnie etapie? Trzeźwieję od kilku miesięcy. Na razie bez
                                                    wspomagania, oprócz kilku wizyt u psychoterapeuty (prywatnie).
                                                    Czy tak się dalej da? Nie wiem, ale jeśli nie dam rady to przecież kierunek
                                                    dalszego działania znam świetnie.
                                                    Zacytuję jeszcze świetną wypowiedź, świetnej dziewczyny z tego forum, która
                                                    wybrała właściwą drogę, Bellę:
                                                    „Jak łatwo jest poczuć się pewnym, wyobrazić sobie, że już jestem taka
                                                    mocna, przecież wiem już tyle rzeczy, jak chcę się napić to robię to i to, żeby
                                                    przeciwdziałać - bo się naumiałam wręcz mechanicznie. Jak wcześniej -
                                                    mechanicznie sięgałam po alkohol. Ale „głowa”, zepsute neuroprzekaźniki są
                                                    bezlitosne. Cały czas działają w ukryciu, niby przygłuszone, a wystarczy
                                                    maluteńki impuls, a odżywają jak świeżo, niechcąco podlany perz.”

                                                    Dzięki Ci Bella, dziękuję wszystkim, których wypowiedzi mi pomogły.
                                                    Trzymaj się Val :-)
                                                    Amelia
                                    • Gość: stachu34 Patryk,czy... IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.04, 19:22
                                      ...nieznasz prostszych sposobów?
                                      Mam uzasadnione podejrzenia,że...
                                      A w trakcie, palimpsesty powiększają swój obszar.
                                      • Gość: Patryk Re: Patryk,czy... IP: *.oc.oc.cox.net 29.09.04, 21:06
                                        Gość portalu: stachu34 napisał(a):

                                        > ...nieznasz prostszych sposobów?
                                        > Mam uzasadnione podejrzenia,że...
                                        > A w trakcie, palimpsesty powiększają swój obszar.

                                        Satchu,a o co pytasz?Nie wiem do którego postu dopasować palimsesty.
                                    • Gość: stachu34 Czy wogóle vall ma problem z alc?Wątpię... IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.04, 06:55
                                      Przyglądam się temu wątkowi i wiem, staję się pewien, że jest to najzwyklejsza
                                      paplanina pewnej grupy ludzi. Chociaż.... ku mojemu zdziwieniu głos w tym
                                      temacie zabrały osoby które bardzo cenię...
                                      W pewnym wpisie vall zadaje pytanie cyt. „a jaka jest róznica miedzy AA a
                                      terapia?”, w dalszej części
                                      Stwierdza cyt. „ide sobie trzeźwa spac. To w sumie zadne osiągnięcie, ale tak
                                      jakoś inaczej i o dziwo weselej,”
                                      Żadne osiągnięcie, to oczywiste. Większość ludzi w ty kraju idzie spać tego
                                      wieczora trzeźwa, bo to jest normalne!! I nie mają z tego powodu żadnej
                                      radości. Po prostu nie czują nic. I po to jest potrzebna terapia, żeby nauczyć
                                      się takie rzeczy zauważać. Bo to w sumie jest negatywne, jest to nałogowe
                                      regulowanie uczuć. Jakie mechanizmy tu działają, nie będę pisał – ponieważ jest
                                      terapia...

                                    • Gość: stachu34 samo sie wpisuje,gdzie popadnie... IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.04, 06:59
    • Gość: Paryk wizyta się zbliża IP: *.oc.oc.cox.net 29.09.04, 17:47
      Po wizycie będziesz spokojniejsza.Opadnie zdenerwowanie,lęk,rozdrażnienie-jak po
      nieprzyjemnej i długo oczekiwanej wywiadówce w dzieciństwie.
      Czasami pisze się różne krótkie prace (szczególnie w fazie początkowej).Na ich
      podstawie m.in. analizuje się wspólnie z pacjentem mechanizmy choroby,uczy się
      pacjenta jak wyglądaja jego własne "systemy obronne uzależnienia",po to by je
      rozpoznawac i zastępować.Prace nie zabierają więcej czasu niż 60 minut-z reguły
      piszesz je co dwa tygodnie-tyle czasu w dwa tygodnie zawsze znajdziesz :-).
      Jak będziesz chciała "wykręcić się " od umówionego spotkania,spróbuj odwołać się
      do swojego poczucia odpowiedzialności-obiecałaś coś samej sobie,podjęłaś pewne
      zobowiązanie,decyzję "co dalej" zawsze możesz podjąć PO pierwszej wizycie-nie
      idąc podejmiesz ją PRZED.
      P.S.Raz na 200 (z górą) postów w dwóch wątkach chyba mogę sobie
      zażartować?Trzymam kciuki!
      • valpoliczella Re: wizyta się zbliża 29.09.04, 18:27

        Patryk, jasne , ze mozesz zazartowac, ja lubie zarty:) wiem, ze moj wątek i
        problem a w szczegolnosci moje "zmagania" sie z nim budza Wasz pobłażliwy
        uśmieszek! Ale z tymi pracami to zszokowaliście mnie, faktycznie mialam takie
        wyobrazenie, ze terapia to taka rozmowa, ktora ma mnie naprowadzic na poprawne
        tory myślowe. a tu co? PRace pisac? Mam nadzieje, ze o sobie, a nie o np
        historii alkoholizmu w Polsce:)
        Odnosnie wizyty - to oczywiscie pojde na nia, chocby nie wiem co, choc obaw mam
        milion pięćset, ale jak nie sprobuje, to nie bede wiedziec. Obawiam sie tylko
        tego, ze sklasyfikuja mnie jako przypadek nie rokujący nadziei, tym bardziej,
        ze ostatnio naczytalam sie o tym, ze kobietom o wiele trudniej wyjść z
        uzależnien, bo alkohol jakoś inaczej sie u nich metabolizuje niz u facetów. no
        nic zobaczymy.
        a teraz odnosnie pytania kubka i deo , czy pijac nie stracilam czegos wpracy i
        nie tylko - wiec hm , oprocz paru razy, jak odwolywalam swoja obecnosc w pracy
        wymawiajac sie niestrawnościa lub zalaniem mieszkania przez sąsiada nic zlego
        sie jeszcze nie stało. Fakt, ze czasem łapie sie na tym, ze np nie pamiętam ,
        ze tam ktos cos mi mówil, no ale to moze byc zwykla amnezja spowodowana np
        niedoborem magnezu o! :) a winko sie leje, owszem, ale w ograniczonych jak na i
        dla mnie ilosciach, a to juz jest postęp! I juz słysze Wasz gromki śmiech!
        najgorsze jest to, ze przyszloczwartkowa wizyte u psychologa kojarze z
        odstawieniem używki, i to będzie straszne. bo jesli zdecyduje sie i podejme to
        wyzwanie , to na serio, a jesli nie, to bede sobie popijac dalej:(( i zeby sie
        uwiarygodnic, ze jednak pojde na ta wizyte, to powiem tyle, ze wlasnie na ow
        dzien wizyty zaproponowali dosc intratną pracę, ale odmówilam! mam nadzieje, ze
        to wpisuje sie w stwierdzenie Patryka, czy umiem cos stracic, by zyskac
        cos :)))) pozdrawiam valpol...
        • deoand Re: wizyta się zbliża 29.09.04, 19:08
          No cóż nie każdy musi być trzeźwym alkoholikiem lub alkoholiczką ,
          a tych , którzy muszą jest niewielu a tych co chcą ... to już naprawdę kropla w
          morzu tych co chcą się napić !!!
          Niemniej jednak dyskusja z pijącą kobieta rozwija sie w najlepsze może
          dlatego , że pijący męzczyzna to by juz wypił butelke koniaku i usnął a kobieta
          sączy to winko i sączy i jeszcze pisze na komputerze - a może z innych
          względów ... niemniej jednak ... a może jednak zostaniesz trzeźwą
          alkoholiczką tyle tylko , że po co ?
          Pieniądze masz - z pracy cię nie wyrzucili a nawet zaproponowali jeszcze lepszą
          urodę chyba też masz bo inaczej to pewno by ci nie zaproponowali intratnej
          pracy -zdrowie chyba tez skoro pijesz - przyjemnośc z picia też pewno masz
          więc po co przestawać i zostawać trzeźwą alkoholiczką ?????
          Ciekawe .
          • Gość: Patryk deoand-nie rozumiem IP: *.oc.oc.cox.net 29.09.04, 19:44
            Czy kwestionujesz sens podejmowania leczenia ?Stawiasz jakąś tezę?
            • valpoliczella Re: deoand-nie rozumiem 29.09.04, 19:50
              no ja tez nie rozumiem? fakt, ze z mego picia jak do tej pory to plyna same
              korzysci, a przynajmniej zadne szkody , ktore moznaby ocenic na oko, choc
              ostatnio podpadlam szefowi, ale Bog mi swiadkiem, to nie z powodu picia! A ze
              dyskusja z alkoholiczka sie rozwija, to zle? POza tym , ze nia jestem, jesetem
              tez normalnym czlowiekiem na takim sobie poziomie, wiec skad to zdziwienie???
              • deoand Re: deoand-nie rozumiem 29.09.04, 20:02
                Nie kwestionuje terapii i nie stawiam żadnej tezy ale stawiam pytanie ...
                najpierw cytat z val ...

                no ja tez nie rozumiem? fakt, ze z mego picia jak do tej pory to plyna same
                korzysci, a przynajmniej zadne szkody , ktore moznaby ocenic na oko,

                Jaki jest choć jeden w miare logiczny powód dla którego val miałaby się stać
                trzeźwą czyli nie pijącą alkoholiczką ???

                Bo co do tego ,że jest alkoholiczką nie ma zdaje sie wątpliwości i nawet
                sama val skłania sie do przyznania ,że jest alkoholiczką tyle , że pijącą !!

                Ale dlaczego w świetle cytatu powyżej / z val / miałaby / powtórzę
                pytanie / stać się trzeźwą alkoholiczką ???

                O to pytam .

                • Gość: Patryk Re: deoand-nie rozumiem IP: *.oc.oc.cox.net 29.09.04, 20:36
                  Nie odpowiem za nią,ale widocznie coś jej zaczęło przeszkadzać w życiu.Szkoła
                  ortodoksyjna zakłada,że leczenie (skuteczne) podejmuje się po osiągnięciu tzw.
                  indywidualnego dna.bardziej współczesne teorie zakładają,że nie chodzi o samo
                  "dno" jako takie,tylko o odpowiedni impuls,przełamujący bariery systemów iluzji
                  i zaprzeczeń.Tym impulsem może być "dno" (silny bodziec po okresie głębokiej
                  fazy uzależnienia) ale może też być np.uporczywy,zwiększający się dyskomfort (co
                  próbuje się wprowadzać pod pojęciem "twarej miłości").Czyli impuls nie tak
                  mocny,ale rozłożony w czasie.I w Polsce i w USA (gdzie leczenie uzależnień ma
                  największą tradycję) oserwuje się wzrost liczby pacjentów dobrze
                  sytuowanych,którzy teoretycznie jeszcze "na zdrowy rozum" mogliby nic ze swoim
                  uzależnieniem nie robić.
                  To co pisze val. teraz ,a co po ew.terapii napisałaby np.za dwa lata-to byłyby
                  dwa różne obrazy jej obecnej rzeczywistości.
                  O tzw.podwójnym "JA" uzależnionych zakładam,że wiesz.Jedna część osoby val. chce
                  się leczyć (bo wie,że nie jest OK),a druga
                  bagatelizuje,racjonalizuje,minimalizuje i ogólnie stara się "wykręcić" od
                  leczenia.Z czasem "zdrowe" JA sie wzmocni,osłabnie "chore"-wtedy tzw."korzyści"
                  z leczenia będą dla niej lepiej rozpoznawalne.Teraz ma pewnie tylko
                  oczekiwania,że "będzie na pewno lepiej" ale jeśli zapytamy" -A jak będzie?",to
                  nie odpowie,bo jeszcze tego nie wie.
                  P.S.Przepraszam val.,że tak cały czas o tobie w trzeciej osobie.
                  • Gość: chłopek-roztropek Re: deoand-nie rozumiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 20:43
                    Kobicie chłopa trzeba a nie terapii.Przetrzepałby ja z tyłu i z przodu,to jej
                    watpliwości by sie rozwiały.
              • Gość: kubek Re: deoand-nie rozumiem IP: *.ld.euro-net.pl 29.09.04, 21:00
                cóż podejście deo jest jak sądzę zrozumiałe o tyle o ile Ty naprawdę nie
                widzisz problemów wynikających z picia (cóż może poważnie nie ma ich wcale...)
                a jak nie ma to żaden psycholog czy terapeuta też ich nie znajdzie może
                nakierować może wytłumaczyć ale nie szukać za Ciebie...alkoholik zwykle jest na
                takim sobie poziomie z tym że w miarę postępowania choroby ten poziom staje się
                coraz niższy i niższy aż sięga dna, dla jednego to strata pracy dla innego
                padaczka alkoholowa czy delirim ale są i tacy których tylko głowa rano boli
                (mało ich co prawada ale paru znam...). Jeśli widzisz że masz problem sama
                zdecydujesz gdzie ma się znajdować Twoje dno (na dzis sama potem już będziesz
                miała na to coraz mniejszy wpływ....
                pozdrawiam
                ps.cóż jakiś idiota też się zdarza (to o chłopku rozporku o pardom
                roztrobku :)))
                • valpoliczella Re: deoand-nie rozumiem 29.09.04, 22:26
                  ale chlopek ma paradoksalnie po częsci racje! ale coz, na razie zostaje mi
                  terpia, a to ze piszecie o mnie w 3 osobie jest ok. i tak ciesze sie , ze tak
                  angazujecie sie w moj problem. ale ja i tak mam wrazenie,ze jestem blisko mego
                  dna, bo przeciez bylam inna, umialam brac sie z zyciem za bary bez wspomagaczy,
                  i co sie ze mna stalo?: smutne to, wypilam wlasnie wino (cala butelke), ale
                  jutro mam wolne, wiec ok. ale to nic nie zmienia :( najlepiej bedzie, jak pojde
                  juz spac, a tak bardzo chcialabym zapanowac nad swoja slaboscia.... szkoda, ze
                  czlowiek, jest tak marny w swej istocie i formie :((((( Pozdrawiam i dobranoc
                  • Gość: deoand Re: deoand-nie rozumiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 22:55
                    a jednak kobieta też zasypia po wypiciu całego wina .
                    A tak naprawde szacowni aowcy - jak sądze to powiedzcie mi prosze

                    czemu ma służyć dyskusja z pijąca w kółko kobietą .
                    Przecież to zaprzeczenie wszystkiego tego o czym sie mowi na terapiach to wręcz
                    pomaganie w piciu to żadna twarda miłość .
                    Dama jutro bedzie miała kaca giganta i znowu jej przejdzie jak sie napije wina
                    i tak w kółko.

                    Tak prawdę mówiąc to przestało być już zabawne - to robi się żałosne ale
                    nie przeszkadzam Patrykowi w jego szlachetnych choć jak na razie beznadziejnych
                    próbach nawrócenia damy na dobra droge - trzeźwości .

                    Powodzenia tu naprawde nic dodac nic ując tylko siąść i zapłakać .

                    Ale niech żywi nie tracą jednak nadziei ..... oby !!!
                    • Gość: ola Re: deoand-nie rozumiem IP: *.chello.pl 29.09.04, 23:29
                      o ile dobrze zrozumiałam, deoand sugeruje, by Val odpowiedziała sobie sama na
                      pytanie: "Po co mi ta trzeźwość?"
                      • Gość: deoand Re: deoand-nie rozumiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 00:22
                        Tak dobrze zrozumiałaś ale czy to jest możliwe , żeby pijana kobieta
                        odpowiedziała sobie na to pytanie ... Przecież dama niczego nie robi
                        tylko pije .
                        Im więcej pada tu mądrych słów ze strony Patryka i innych tym nasza val pije
                        coraz wiecej az sie biedaczka w końcu opiła na amen .
                        cos to zaczyna przypominac standartową rozmowe żony z meżem który ma naprawdę
                        szczere intencje przestac pic i jest niebywale otwarty na naprawdę
                        przemawiające argumenty i przyznaje racje żonie tyle , że pije nadal ....
                        .... bo jestem chory i musisz to zrozumieć ...
                        Może macie inne zdanie
                        Jak na razie to takie rzucanie grochem o ściane w stosunku do val ale z drugiej
                        strony pewno wirtualnie sie nie da inaczej i moze najciekawsza jest
                        jednak warstwa edukacyjna tematu .
                        o ile nie val to może ktos inny jak to przeczyta to coś weźmie dla siebie.
                        A val - cóz dziś ją będzie bolała głowa i ciekawe czy ma schowane wino pod
                        łóżkiem czy trzeba będzie biegać do sklepu bez makijażu ?
                        zobaczymy !!!
                        • Gość: Patryk Re: deoand? IP: *.oc.oc.cox.net 30.09.04, 01:10
                          Ja istotnie mam inne zdanie.Nie ma ludzi pijących,którym poświęcisz 15 minut
                          rozmowy ,a oni zaraz pobiegną sie leczyć.To jest proces i to musi trwać.Gdyby
                          val. nie zmieniła swojego sposobu myślenia w ciągu pisania tego wątku,nie byłoby
                          sensu pisać dalej nawet "dla wartwy dydaktycznej".I nie chciałoby mi się.
                          Istnieje też pewna granica,poza którą przeciąganie tego wątku będzie
                          niepotrzebnym biciem piany.Ta granica to spotkanie tej dziewczyny z
                          psychologiem.Jeśli tam pójdzie,to będzie to jej pierwsze zwycięstwo.Prawdziwe
                          zwycięstwo,a nie "dwa dni nie piłam".Czy wygra ze swoją chorobą?Nie wiem,każde
                          zwycięstwo (jak uczy historia )można zmarnować i przegrać wojnę.
                          Jeśli jej wizyta dojdzie do skutku-uznam,że było warto blisko dwa miesiące
                          skrobać posty.
                          Czy mam tylko takie wrażenie,czy rzeczywiście alkoholicy działają ci na nerwy ?
                          Jeśli tak,to czego nie lubisz w alkoholikach,co cię w nich drażni?
                          • Gość: deoand Re: deoand? IP: 213.25.131.* 30.09.04, 07:32
                            Do Patryka
                            Końcowe zapytanie nie na temat a przynajmniej nie bardzo istotne .
                            Każdy pijany / czy pijący / niezależnie czy to alkoholik czy pijak denerwuje
                            innego trzeźwego człowieka a alkoholika powinien w szczególności z wiadomych
                            wzgledów -
                            -patrz zalecenia dla trzeźwiejących alkoholików - mnie to na szczęście nie
                            dotyczy o czym już pisałem kiedyś .
                            Na szczęście to nie real a virtual bo w realu to dwumiesięczne przesiadywanie z
                            osobą która dyskutuje tym inteligentniej im więcej wypije wina nie ma żadnego
                            sensu .
                            Tzn. jest to wtedy klasyczna dyskusja żony z mężem o czym piszę .
                            W virtual świat jest to możliwe i ponieważ val pisze ciekawie i inteligentnie
                            to wątek sie rozwija i tak można w kółko o czym też piszę .
                            Natomiast bardzo interesujące jest tu zakreślenie przez ciebie pewnych granic
                            do których ta dyskusja ma sens .
                            Zobaczymy .
                            W alkoholiźmie wszystko może się zdarzyć i nie picie też i choć wyglada to jak
                            oczekiwanie na zwycięstwo w meczu z Anglią przez polskich kibiców to jednak
                            raz udało się zremisować a nawet wygrać czego przecież życzę i Val i Tobie .
                            A , że jestem pesymistą to zupełnie inna sprawa .
                            pzdrt.deo
                            • valpoliczella Re: deoand? 30.09.04, 09:52

                              no tak, deo - najpierw pare wyjasnieni odnosnie Twych złosliwosci:
                              1. butleka wina sie nie upijam , zreszta w ogole sie nie upijam
                              2. rano nie pije nigdy,wiec butelko pod lozkiem nie mam, do sklepu po klina tez
                              nie biegne,
                              3. prawie nigdy nie stosuje makijazu, bo mam alergie na te farbki!!

                              no to tyle. widze, ze faktyczne watek Cie znudzil, i ok. mnie pomaga o tyle, ze
                              uswiadamia mi to i owo i jego owocem byl moj tel do poradni. Wierz mi, ze w
                              innym przypadku nigdy bym sie do tego nie znizyla. Bo dla mnie to ponizenie i
                              juz! A teraz faktycznie potrzebuje troche wsparcia, by tam isc, u kogo mam go
                              szukac, skoro w realu nawet pisnąc o tym nie moge????
                              I na koniec - tez jestem pesymistka z natury,ale mam chyba o wiele wiecej
                              cierpliwosci niz Ty! pozdrawiam
                              • Gość: kubek Re: deoand? IP: *.ld.euro-net.pl 30.09.04, 10:02
                                1. będziesz z czasem (aczkolwiek pozwolisz że nie uwierzę że nigdy...)
                                2. będziesz z czasem
                                3. bedziesz z czasem (mimo alergii na farbki...)
                                poradnia=poniżenie ?? więc to jeszcze nie czas na Ciebie...i żadne wsparcie czy
                                jego brak nic nie pomoże...
                                • Gość: jerzy Re: deoand? IP: 195.187.99.* 30.09.04, 13:16
                                  val - zdaj się wyłącznie na siebie.
                                  Rozterki będą zawsze - ja je mam do dzisiaj. Ale znam te mechanizmy i nie idę
                                  pić tylko załatwiam to inaczej. Niepowtarzalny smak wódki jarzębiak mam do
                                  dzisiaj w pamięci. I co z tego - żyję z tym. Tego z głowy nie da się wywalić.
                                  Jakby to było takie proste - udanie się na terapię i wyjście z nałogu - tak
                                  natychmiast - to by nie było AA. Powtarzam to po raz kolejny. Nie zrażaj się.
                                  Nie przejmuj wypowiedziami dla Ciebie obraźliwymi [nawet głupcy mają swoją
                                  rację]. Jesteś klasyczną osobą uzależnioną z całym tym mechanizmem. Nie znam
                                  takich co od razu wytrzeźwieli. Nie ma takich i nie będzie.
                                  Wiesz bardzo dużo.
                                  Być może jeszcze nie raz popijesz. To normalne. Nie zrażaj się tym.
                                  Idź tam gdzie ci serce i rozum [Twój rozum]dyktuje.
    • Gość: Patryk dyskusja z popijącą kobietą-ma sens? IP: *.oc.oc.cox.net 30.09.04, 18:16
      Sam się wcześniej nad tym zastanawiałem.
      1.Zalecenia dla niepijących:niepodejmowanie rozmów o alkoholu lub leczeniu z
      osobami "pod wpływem".Skąd to zalecenie?Ano,aby nie wywołać własnego nawrotu lub
      silnego dyskomfortu.Z troski o własne zdrowie,a nie o skuteczność
      argumentów.Jeśli odpada widok,ton głosu,zapach wypitego alkoholu-czy treść
      wypowiedzi "popijającej"
      osoby ma wystarczający ładunek negatywny,by coś u niepijącego "zaburzyć"?W moim
      odczuciu nie.
      2.Sens dyskutowania-po co "marnować czas" skoro i tak pije?
      A dlaczego ma nie pić-jeszcze tego nie potrafi przecież.Tego ma się dopier
      nauczyć,nikt z samego pisania postów jeszcze nie wytrzezwiał (niestety).
      A z innej beczki-na jednym z wątków była i wzmianka o "typowaniu" przez
      terapeutów szans pacjentów,dzieleniu ich na "rokujących" i "nie-".Czy
      chcielibyśmy aby nas tak kiedyś osądzono?I by ktoś powiedział-to wbrew
      zasadom,szkoda wysiłku.Ilu z nas by żyło do dziś?
      Około tylko 50% (ankiety anonimowe-dwa lata po terapii)zachowywało minimum 2
      tygodniową abstynencję przed terapią (warunek obligatoryjny).Około 50% łamie
      abstynencję w trakcie terapii stacjonarnej ,większość kilkukrotnie.Terapia
      dochodząca-jeszcze gorzej.
      I tylko u średnio 50% ogółu pacjentów terapia kończy się sukcesem.Czy u tych 50%
      co to regulaminowi nigdy nie uchybili?Na szczęście/niestety nie. Szansę na
      sukces leczenia mają dalej równe i ci co łamali wymóg abstynencji i ci byli
      wzorowymi pacjentami.
      I jeszcze jeden element.Cokolwiek napisze val. pod wpływem alkoholu,cokolwiek
      przeczyta pod wpływem alkoholu-może jeszcze raz przeczytac potem na trzezwo.I
      nie raz pewnie było jej głupio.Niebagatelne znaczenie terapeutyczne ;-)!
      Pozdrawiam wszystkich.
      P.S.Stachu,chyba jest tu gdzieś powyżej odpowiedz na Twoje pytanie o "palimsesty".
      • valpoliczella Re: dyskusja z popijącą kobietą-ma sens? 30.09.04, 19:56

        Dzieki za slowa otuchy, Patryk, faktycznie czytam swoje posty i inne na trzezwo
        i faktycznie, taki niesmak mam potem. A najbardziej jest mi glupio z tego
        powodu,ze z Twoich postow przemawia wiara w me "nawrócenie"! Wielkie dzieki,
        ale co bedzie, jesli mi sie nie uda?? skoro szanse sa 50 na 50? Bede miala
        wyrzuty,ze zmarnowales tyleee czasu i dobrej woli. hm... ale chce sie za to
        wziac powaznie i profesjonalnie, choc sie boje. NO ale skoro wszyscy tu pisza,
        ze bez tego mozna życ i sa tego dowodem, to widac mozna, przeciez nie bede
        polemizowac z faktami! pozdrawiam v.
        • Gość: Patryk Re: dyskusja z popijącą kobietą-ma sens? IP: *.oc.oc.cox.net 30.09.04, 20:47
          A najbardziej jest mi glupio z tego
          > powodu,ze z Twoich postow przemawia wiara w me "nawrócenie"!

          Ja wcale nie wierzę w twe "nawrócenie",bo nie ma czegoś takiego,po prostu.Na co
          mam nawracać?Na dbanie o siebie?
          Wierzę w jedną rzecz.Jeśli ktoś chce byc uczciwy wobec samego siebie i swojej
          choroby-to ma wielkie szanse na sukces,na pozytywne zmiany w swoim życiu,na
          zupełnie inną filozofię życia (inną niż pogoń za pieniądzem i karierą),na zwykłe
          szczęście-znalezienie partnera,kochającą rodzinę,dzieci.
          W to wierzę,bo to wielokrotnie widziałem i tego też doświadczyłem.
          A dlaczego jednym sie udaje a innym nie?Jednoznacznie trudno powiedzieć.Ale na
          początku najważniejsza jest szczerość.Mówienie o tym ,jak na prawdę jest z tobą
          i twoim problemem psychologowi.Upiększanie,ukrywanie,wstyd-to często może
          zmniejszyc szanse na powodzenie.
          Czasu nie zmarnowałem.Istotne jest tez to,co deo nazwał "warstwą dydaktyczną"
          ;-).Istotne jest i to,że robię to z tzw.wewnętrznej potrzeby,miałem ochote
          pisac-pisałem-nie zakładałem,że moim celem ma byc "nawrócenie" Ciebie,czy
          kogokolwiek innego.
        • Gość: Natalia Re: dyskusja z popijącą kobietą-ma sens? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 20:47
          Val, czy ten post powyżej pisałaś po drinku? I czy w ogóle masz
          dziś "flaszeczkę". Wiesz, ja z mitingów AA-owskich pamietam dość często
          powtarzane: Jak chcesz to pij, nikt Ci nie broni. Ale z drugiej strony pamiętam
          zasadę, że na mitingi AA - owskie należy przychodzić trzeźwym. Jak dziś jest z
          Tobą? Oczywiście, jeśli nie chcesz, możesz nie odpowiadać.
          Pozdrawiam serdecznie. Natalia.
          • valpoliczella Re: Natalia, Patryk 30.09.04, 21:11

            POsta pisalam na trzezwo, dzis nie mam flaszeczki, mialam wczoraj i o tym tez
            pisalam. NIe powiem, ze mi jest łatwo, bo wlasnie wieczorem chcialoby sie
            czegos napic. Ale jak to jest z terpia? PRzeciez picie podczas terapii
            kwestionuje jej sens! Miedzy innym dlatego tak trudno mi bedzie podjac sie
            tego! Czytalam Twego posta na wątku Belki, mam nadzieje, ze ja kiedys tez bede
            mogla powiedziec to, co Ty tam powiedzialas. CZas pokaze.
            Patryk, moze i nie bylo TWym zamiarem "nawracanie" mnie, ale jakos tak to
            podziałało. Zobaczymy co dalej. Za tydzien juz bede po wizycie, ciekawe co
            wtedy bede myslec. A temu psychologowi powiem jak jest, ale czy on bedzie mial
            tyle czasu, by tego wszystkiego wysluchac? Lepiej by bylo, gdyby przeczytal
            sobie moje posty :) pozdrawiam
            • Gość: Patryk Re: Natalia, Patryk IP: *.oc.oc.cox.net 30.09.04, 21:26
              > POsta pisalam na trzezwo, dzis nie mam flaszeczki, mialam wczoraj i o tym tez
              > pisalam. NIe powiem, ze mi jest łatwo, bo wlasnie wieczorem chcialoby sie
              > czegos napic. Ale jak to jest z terpia? PRzeciez picie podczas terapii
              > kwestionuje jej sens!

              Oczywiście,zawiersz coś w rodzaju kontraktu (jak z każdym lekarzem).Ktoś się
              podejmuje Tobie pomóc pod pewnymi warunkami.Lekarz podejmuje sie leczenia,jeśli
              pacjent będzie przestrzegał jego zaleceń i łykał tabletki.Psycholog uzależnień
              może prowadzic leczenie,jeśli pacjent będzie przestrzegał jedo zaleceń i
              powstrzymał się od picia alkoholu.Obydwaj mogą ( a nawet powinni) zrezygnować z
              leczenia pacjenta gdy łamane są zasady kontraktu.
              Fizyczne objawy abstynencyjne(głodu alkoholowego) mijają od 24-48 h.Potem już
              nic oprócz psychiki nie zmusza pacjenta do picia.Dlatego ten kontrakt jest
              najzupełniej realny do wypełnienia.
            • Gość: Natalia do Val IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 21:33
              Wiesz, ja owe "jak chcesz, to pij, nikt Ci tego nie broni". rozumiałam, że
              wybór należy do mnie. Albo chodzę na mitingi i cos ze sobą robię. Albo spędzam
              upojne popołudnie z flaszeczką. Myślę, że zakaz, żeby na terapi nie pić, znaczy
              to samo, tyle, że jest on inaczej wyrażony.
              A tak w ogóle, to dlaczego tak się boisz abstynencji? Prawdę powiedziawszy, to
              wiem dlaczego. Alkoholik, który odstawia kieliszek, staje twarzą w twarz ze
              soba. To spotkanie, przeważnie jest bardzo bolesne. Ale to trwa tylko pewien
              czas potrzebny na uspokojenie emocji. Warto tego spróbować.
              • valpoliczella Re: do Natalii 01.10.04, 09:58
                Natalia, no tak, racja, boje sie tej konfrontacji, poza tym inaczej nie umiem
                odreagowac emocji (anie pozytywnych ani negatywnych - co wlasnie jest 100%
                objawem choroby), nie pomaga sport, kino, teatr, czekolada, seks - myslisz, ze
                nie probowalam? a tak lampeczka winka lub koniaku załatawiam go
                (stres).Absytnencji tez sie boje, choc to moze zle slowo, moze bardziej
                odkladam decyzje, bo nie lubie smaku gorzkich ziół, wierszy tez nie lubie, wole
                proze :)- sama tak kiedys napisalas.Tak wiec, sama wiesz jak to jest.
                Zazdroszcze ciut Belce,ze jej sie udaje, a mnie to zaczyna przerazac. Budze sie
                w nocy i potem juz nie spie, bo ciagle mysle o tej wizycie, jak to bedzie, co
                bede musiala robic, czy dam rady i czy znajde odpowiednia ilosc czasu, bo
                rozumiem, ze jednym spotkaniem w tygodniu nie załatwię problemu, a z pracy sie
                przeciez nie zwolnie. I tak kółko sobie mysle, mysle, mysle ... pozdrawiam
                valpol...
                • Gość: Natalia Re: do Valpoliczelli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 10:30
                  Droga Val, proza też nie jest zła. Spójrz na swoje posty. Ja je czytam. Czyta
                  je wielu. Są to Twoje myśli i uczucia. Jest w nich "iskra boża", inaczej ten
                  wątek dawno by już uwiądł.
                  To wszystko nie jest takie straszne, nawet stres. Trzeba mu sie tylko dobrze
                  przyjrzeć, i przestać się bać.
                  Niepotrzebnie myślisz o wizycie, która jest zaplanowana na przyszły tydzień.
                  Przepraszam Cię bardzo, ale jest to bardzo typowe dla alkoholików myślenie.
                  Popatrz, jak ty swoja psychikę obciążasz czymś czego jeszcze nie ma.
                  Ważne jest teraz. Dzisiaj jest ważne. Dlatego wszędzie, tak na profesjonalnych
                  terapiach, jak i na mitingach AA, kładą do głów ludziom uzależnionym: Dziś nie
                  piję.
                  Może i tobie dzisiaj to by wystarczyło, zamiast zadręczać się co to będzie, co
                  to będzie...
                  Pozdrawiam Wszystkich którzy tu zaglądają. Natalia.
                  • valpoliczella Re: do Natalii i Jerzego 01.10.04, 17:40

                    Natalia, kurcze, Ty jestes mądra kobieta, taka poukładana, to przebija z Twoich
                    postów. Ja taka nie jestem, widac to wlasnie tez w moich postach, to miotanie
                    sie, ta ciagla zmiana zdania, coraz to inne mysli... i dodam, ze nie jest tak
                    tyko w tej sprawie, ot taki charkter chyba. I faktycznie w wielu wypadkach
                    nakręcam sie juz na poczatku, zanim cos ma miejsce, a to wlasnie potęguje
                    stres, ktory zakrapiam (dzis 2 dzien bez kropli - czyli jak pisal Patryk,
                    fizjologiczny głod dzis mija, zostaje psychika). no ale dzis tez sie nie
                    napije, nawet mi sie nie bardzo chce.
                    Jerzy, a ja juz do dwoch miesiecy popijam z duzym dyskomfortem, czytalam
                    Twojego posta na innym forum i tam pisales, ze to bledne myslenie, ze bez
                    flaszki sie nie da, z czasem Ci przeszlo. Ale domyslam sie, ze bylo ciezko
                    odwrocic ten schemat myslowy? Ile to trwa?
                    I jeszcze jedno pytanie - jesli jest tak , jak mowil Patryk,ze po 48 ha mija
                    glod alkoholowy (fizjologiczny), to po co Belka chodzila na jakies tam
                    ambulatoryjne odtrucia??? Zeby wypłukac toksyny z organizmu? Do tego wystarczy
                    przeciez sauna! Pozdrawiam - valpol....
                    • Gość: Natalia Re: do Valpoliczelli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 21:49
                      No świetnie, ze dziś nie pijesz. Wszystko zalezy od Ciebie. I to w jaki sposób
                      będziesz odtruwać organizm. Możesz to robić przy pomocy lekarzy. Możesz to
                      robic w saunie. Możesz biegać po lesie... itp. I to co bedziesz robic ze swoim
                      uzależnieniem od wina. Możesz iść na terapię do której Cie przekonywał Patryk.
                      Możesz się zdecydować się na AA. Mozesz spróbować sposobów Renaty, którą znasz
                      z tego forum. Ale możesz też popijać dalej, nikt Ci nie jest w stanie tego
                      zabronić. To jest Twoje zycie. Twoje decyzje.
                      Ja w AA usłyszałam jeszcze cos takiego, co mi się spodobało: Rób jedną rzecz a
                      dobrze. Lub inaczej: Nie wszystko na raz. Stosowałam to, i daje to dobre
                      rezultaty.
                      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Natalia.
                      • valpoliczella Re: roznica? 01.10.04, 22:48

                        a jaka jest róznica miedzy AA a terapia? przeciez i tu i tu siedzi grupa ludzi
                        z tym samym problemem. A moze sie myle? No chyba ze mowimy o terapii
                        indywidualnej. NO nic, ide sobie trzeźwa spac. To w sumie zadne osiągnięcie,
                        ale tak jakoś inaczej i o dziwo weselej, a przeciez zwykle popijam dla poprawy
                        humoru. Dziwny jest świat alkoholika. Pozdrawiam valpol...
                        • bella15 Re: roznica? 02.10.04, 02:45
                          Nie poszłaś spać trzeźwa,Val, prawda?
                          pozdrawiam
                          • valpoliczella Re: roznica? 02.10.04, 17:15

                            Bella, poszlam spac trzezwa! Skad ten wniosek, ze bylo inaczej? Bo mi bylo
                            wesolo? Sama sie dziwilam, ale i tak nie moglam spac do 3 rana, te mysli o tym
                            psychologu mnie chyba wykończą jeszcze przed wizytą! A dzis tez sie nie napije,
                            bo nie i juz! Pozdrawiam valpol...
                            • hepik1 Re: roznica? 02.10.04, 21:33
                              Na tej stronie zdjęcie budynku,gdzie przetrzymywany był pradziadek Val:
                              www.otu.med.pl/
                              Ja tam byłem kilkadziesiąt lat później na terapii;)
                              -
                              • hepik1 Re: roznica? 03.10.04, 04:58
                                Ijeszcze tekst z tej strony(jako podsumowanie?)

                                Pierwsza rozmowa i co dalej ?
                                Przyjście na rozmowę do Ośrodka pewnie nie jest łatwe, ale jeśli uznałaś/eś, że
                                warto coś dla siebie zrobić, to pierwsza rozmowa może być dla Ciebie początkiem
                                drogi ku zmianom, poprzez lepsze poznawanie siebie, co zazwyczaj nazywa się
                                terapią. W zależności od tego, z jaką trudnością się spotykasz, możesz korzystać
                                z terapii indywidualnej lub/i grupowej.

                                Cenne jest znalezienie się wśród ludzi, którzy doświadczają podobnego problemu.
                                Dzięki temu uzyskasz wsparcie, weźmiesz to, czego potrzebujesz z doświadczeń
                                tych osób, uzyskasz szansę na zrozumienie i większą siłę do podejmowania zmian.

                                NASZA OFERTA:
                                Pomoc dla osób uzależnionych.
                                Na etapie leczenia podstawowego:
                                - ośrodek stacjonarny w Skoczowie (7 tygodni terapii),
                                - oddział dzienny (6 tygodni), zajęcia w Ośrodku w Katowicach, od pn. do pt. od
                                8.30 do 14.30,
                                - oddział dzienny o programie dostosowanym dla osób korzystających z pomocy
                                Mopsu, od pn. do pt. od 9.00 do 14,.00,
                                - grupa ambulatoryjna (ok. 6 miesięcy), spotkania popołudniowe, dwa razy w tygodniu.
                                Na etapie leczenia pogłębionego:
                                - Grupy dalszego zdrowienia (raz w tygodniu, popołudniami) dla tych osób, które
                                wiedzą, że poprzestanie na leczeniu podstawowym wiąże się z ogromnym ryzykiem
                                nawrotu,
                                - Terapia indywidualna.
                                • valpoliczella Re: roznica? 03.10.04, 20:18

                                  Hepik, a Tobie co sie stało, ze tak zasypujesz mnie informacjami? PRzeciez to
                                  co napisales, jest na podanej przez Ciebie stronie ze zdjeciem budynku kaźni!
                                  Ale dzieki!
                                  • hepik1 Re: roznica? 03.10.04, 21:27
                                    Tak na wszelki wypadek:))
      • mmilky Re: dyskusja z popijącą kobietą-ma sens? 30.09.04, 21:47
        ...dyskusja ma sens zawsze...z kobieta popijajaca,z kobieta niepopijajaca...
        • Gość: jerzy Re: dyskusja z popijącą kobietą-ma sens? IP: 195.187.99.* 01.10.04, 11:30
          VAL - ja też w Ciebie wierzę. I masz moim zdaniem 100 % szansz. jak nie dizsiaj
          to jutro. Już Twoje picie nie będzie takie radosne. Moje ostatnie było takie,
          że siedzialem w parku na dużym głazie, waliłem z flaszki wodkę, łzy mi kapały
          do butelki i ta gorzała nie byla taka jak kiedyś. Wystarczyło, że wcześniej
          otarłem się o AA. Te "dranie" zabrały mi smak wódki. A życie bez gorzały, bez
          wina, bez piwa wydawało mi się wtedy pozbawione sensu i niemożliwe.
          • valpoliczella Re: po-psychologiczne reminiscencje! 07.10.04, 18:28

            Jestem po wizycie! Bylam, choc krązyłam wokół poradni z godzinę, zastanawiając
            się czy iśc czy nie. Poszlam, z cynicznym nastawieniem! Niestety, nie było się
            czego uczepic! Naprawde! Nie spodziewalam się, ze będzie tak milo. TZn mila
            była p. Psycholog, gorzej jak usłyszałam samą siebie opowiadającą (po raz
            pierwszy chyba) o swoim piciu! To był naprawde dla mnie mały szok! ‘Bo co
            innego pisac, co innego słyszeć siebie samego i to w obecności drugiej osoby! W
            kazdym razie niczego nowego o swej chorobie się nie dowiedziałam, bo
            uswiadomiliscie mnie już wczesniej. Tak wiec sluchalam i tylko sobie w duchu
            potakiwalam, ze mieliscie racje! Za to dowiedzialam się paru rzeczy o sobie, co
            przemilcze, ale to swieta racja! Już na tym etapie alkohol zabral mi wiele,
            choc tego nie widac, a to wlasnie uswiadomila mi owa p. psycholog!
            Problem teraz pojawil się taki, ze nie wiem , co dalej! Bo jak można się było
            domyslic, diganoza brzmi „UZALEŻNIONA!” Ale to już wiem od dawna, wiec nie
            zrobilo to na mnie zadnego wrazenia! Metoda leczenia – terapia ambulatoryjna
            pod rygorem calkowitej absynencji! Jeśli abstynencja zostanie zlamana , to
            wylot z terapii i ewentualnie terapia stacjonarna – co w ogole nie wchodzi dla
            mnei w grę! Problem w tym , ze ambulatoryjna tez nie! Bo terminy koliduja z
            moja praca, pracuje co dzien do 18 wiec nei mam szans zdazyc na terapie 2 razy
            w tygodniu na 17-19.30. I co? Aha , jeszcze jedno obostrzenie – jeśli opuszcze
            terapie 3 razy, tez wylatuje! A ja nie mogę przewidziec, nawet jeśli będę się
            urywac z pracy o godzine wczesniej, co i tak będzie stanowic problem nie lada,
            czy nie wypadnie mi jakas konferencja , sympozjum czy inne takie pierdoly! I
            tak nie wiem, co robic! Na razie stanelo na tym, ze przyjde na kolejna wizyte
            za miesiac , a do tego czasu mam się udac na miting kobiet (adres mi podano) i
            posluchac, co i jak! W kazdym razie , dobrze, ze tam poszlam, to mogę
            stwierdzic z przekonaniem, choc nie wiem, czy cos dalej z tego wyniknie!
            Najgorsze jest to, ze p. psycholog roztoczyla przede mna wizje , ze zero
            picia , bo każdy kieliszek, nawet na Sylwestra spowoduje nawrot. Na pocieszenie
            dodala, ze jest przeciez mnostwo osob, które nie pija z zasady, a nie sa
            alkoholikami. I to racja, sama znam takie osoby! Problem tylko w tym, jak ja
            mam się do tego przekonac? Ide pomyslec.. ale dzieki wszystkim, bo tylko dzieki
            temu forum poszlam na ta wizyte! A nie było to dla mnie łatwe! Możecie mi
            wierzyc, nie było! Pozdrawiam – jeszcze valpoliczella!!!!!
            • hepik1 Re: po-psychologiczne reminiscencje! 07.10.04, 18:44
              Czyli szlak przetarty- dobre i to .A że masz jeszcze czas to z miesiąc dobry
              temu pisałem.Przyznaj-że przez tę godzine krążenia i tak pomyślałaś -jak nie
              pójdę to hepik sie będzie śmiał ;-)
              No to teraz co nowy wątek i jedziemy dalej?
              • valpoliczella Re: po-psychologiczne reminiscencje! 07.10.04, 19:32

                Hepik , a zebys wiedzial, ze tak sobie pomyslalam! moze nie Hepik ale cale
                forum wywiezie mnie na taczkach , jak nie pojde :) A Ty sie nie nabijaj, jaki
                nowy watek, gdzie jedziemy dalej hehhee... to byla dla mnie wręcz traumatyczne
                przezycie, a Ty sobie dworujesz, ech nieladnie, nieladnie ...
                • Gość: Patryk Re: po-psychologiczne reminiscencje! IP: *.oc.oc.cox.net 07.10.04, 20:06
                  Fajnie,cieszę się.Ta jedna wizyta jest więcej warta niż trzy miesiące pisania
                  postów.Ale bez postów byś nie poszła.Jeszcze nie teraz.Może nigdy.
                  Co do godzenia pracy i terapii.Odkładanie leczenia ,tak?To chodzi po głowie?Jak
                  będę miała lżejszy okres w pracy,to pójdę?Nieprawda.Nigdy nie będziesz miała
                  lżejszego okresu (przynajmniej póki się nie nauczysz jak zadbać o
                  siebie).Terapia jest formą rehabilitacji.Zaplanuj sobie pracę,by np. zaczynać ją
                  wcześniej o godzinę w dni zajęć.Idz z gotowym planem do szefa i poproś o zgodę
                  na te zmiany.Wyjaśnij,że masz zaplanowane leczenie rehabilitacyjne z tzw.
                  wysokim reżimem (regularność wizyt i ich dotrzymywanie jest bardzo ważne,inaczej
                  leczenie można o kant ....jest to opinia specjalisty).Ponformuj szefa,że jest to
                  dla Ciebie b.ważne,bo zaniechanie leczenia lub jego przesunięcie jest
                  jednoznaczne z poważnym pogorszeniem sie Twojego stanu zdrowia.
                  Jeśli odrzuci konkretne rozwiązanie (to tylko przykład ta godzina wcześniej),to
                  poproś o jego własne propozycje,co z tym problemem zrobić.
                  Jest to tzw.standartowe postępowanie negocjacyjne.Jakieś pytania?
                  To czy zrobisz następny krok zależy tylko od Ciebie,nie od szefa,pracy czy
                  sytuacji geopolitycznej.Pozdrawiam.
                  • valpoliczella Re: po-psychologiczne reminiscencje! 07.10.04, 20:25

                    TAk, Patryk, wlasnie odkladanie terapii chodzi mi po glowie, moze w wakacje,
                    moze w ferie zimowe itd.. skad wiesz?? :)) ale to nie jest takie proste, to
                    naprawde nie zalezy tylko ode mnie, jesli wydobędę ta godzine, by wczesniej
                    konczyc prace, to wiaze sie to z wywroceniem planu pracy calej placówki, a to
                    nie jest takie łatwe i nie dotyczy tylko mnie, musze wszak myslec tez o swoich
                    podwładnych! ale tak jak pisalam, tez sie ciesze, ze tam poszlam, ale nie wiem,
                    czy ta terapia cos da w moim przypadku, tym bardziej, ze p. psycholog sama
                    orzekla, ze trudno bedzie znależć odpowiednia grupe dla mnie! I nie wiem czy
                    wiesz, ze ta terapia bedzie trwala ok 7 miesiecy! Mam nie pic przez 7 miesiecy
                    apotem wcale?? To jest dla mnie niewyobrazalne! Jak mam isc na terapie,
                    wywrocic swoj i innych plan pracy, jesli mniemam, ze i tak nie wytrzymam bez
                    lampki wina wieczorem? a p.psycholog powiedziala, ze jesli nie bede w stanie
                    nie pic, to bede oszukiwac sama siebie i wtedy cala terapia nie ma sensu.
                    • Gość: Patryk Re: po-psychologiczne reminiscencje! IP: *.oc.oc.cox.net 07.10.04, 20:54
                      valpoliczella napisała:
                      > naprawde nie zalezy tylko ode mnie, jesli wydobędę ta godzine, by wczesniej
                      > konczyc prace, to wiaze sie to z wywroceniem planu pracy calej placówki, a to
                      > nie jest takie łatwe i nie dotyczy tylko mnie, musze wszak myslec tez o swoich
                      > podwładnych!

                      Ty masz myśleć o sobie,swoim zdrowiu i bezpieczeństwie.A nie o komforcie pracy
                      podwładnych.

                      wiesz, ze ta terapia bedzie trwala ok 7 miesiecy! Mam nie pic przez 7 miesiecy
                      > apotem wcale?? To jest dla mnie niewyobrazalne! Jak mam isc na terapie,
                      > wywrocic swoj i innych plan pracy, jesli mniemam, ze i tak nie wytrzymam bez
                      > lampki wina wieczorem?
                      A jakich to niezbędnych i niezastąpionych do życia składników dostarcza lampka
                      wina wieczorem?Bez których to się nie obejdziesz?
                      A jakie to uzależnienie,jak ty pijesz jedną(!) lampke wina wieczorem w wieku
                      ok.30 lat?Może ja ci wmówiłem uzależnienie,skoro problem stanowi ta jedna
                      lampka?Jedna to nawet bardzo zdrowo.
                      • valpoliczella Re: po-psychologiczne reminiscencje! 07.10.04, 20:59
                        no dobra, fakt, musze myslec osobie w pierwszym rzedzie, ale..... wierz mi, to
                        nie jest takie proste, jak Ci sie wydaje! ALE DOBRA
                      • valpoliczella Re: po-psychologiczne reminiscencje! 07.10.04, 21:03

                        dobra mam myslec o sobie, ok, ale to nie jest takie proste, a jakich doznan
                        dostarcza mi lamnpka wina wieczorem? Ech, dlugo by opowiadac..... ale lubie to
                        po prostu!!! to tak trudno zrozumiec! ??? fakt, nie jest to jedna lampka a 4
                        lub 5 to fakt! ale nie umiem z tego zrezygnowac, wiec co? mimo tego mam isc na
                        terapie? MAM SIE terapeutyzowac i pic dalej? to przeciez bez sensu. musze sie
                        zastanowic, bo jesli pojde i sie zdecyduje, to bede musiala naprawde przestac
                        pic. a nie umiem tego dzis! no nie umiem i mysl sobie co chcesz!~ pozdrawiam -
                        słabeusz:)
                        • Gość: ble-ble Re: po-psychologiczne reminiscencje! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 21:15
                          pamięć alkocholiczek bywa coraz krótsza wraz z wypijanymi kolejnymi dawkami
                          alkoholu.Lampka, cztery lampki wina.A skąd tyle pustych flaszek po
                          żołądkowej?Zaczyna sie niedobrze robić od tego świergolenia alkocholiczki i
                          terapeuty na obczyźnie.
                          • Gość: Patryk Re: ble-ble IP: *.oc.oc.cox.net 07.10.04, 21:26
                            Widzę,że znasz dość dobrze wątek.Może podpisałbyś się jakoś bardziej
                            charakterystycznie?
                            Zaproponujesz coś konstruktywnego?Czy tylko krótki strzał "z partyzanta" i
                            udawanie "nie ,to nie ja"?
                        • Gość: Patryk Re: po-psychologiczne reminiscencje! IP: *.oc.oc.cox.net 07.10.04, 21:20
                          No zobacz jak ładnie (podręcznikowo wręcz) minimalizujesz."Lampka wina
                          wieczorem"-rzeczywiście nic zdrożnego,wręcz elegancko, dystyngowanie,
                          konesersko, wytrawnie.
                          "Butelka wina wieczorem","półtorej butelki wina wieczorem" (tyle daje te 5-7
                          lampek stawia ten "uroczy" zwyczaj w zupełnie innym świetle.
                          Co takiego jest w tej butelce wina wypijanej praktycznie codziennie (oprócz
                          kalorii,smaku sfermentowanych przez drożdże winogron i o,75 litra wody),że bez
                          niej nie wyobrazasz sobie,czego-życia?
                          • valpoliczella Re: po-psychologiczne reminiscencje! 07.10.04, 21:26
                            co w tym takiego jest?? duzo - ZAPOMNIENIE, ODREAGOWANIE, ODSTRESOWANIE, do
                            malo a jakze wiele!
                            • Gość: Patryk Re: po-psychologiczne reminiscencje! IP: *.oc.oc.cox.net 07.10.04, 21:57
                              valpoliczella napisała:

                              > co w tym takiego jest?? duzo - ZAPOMNIENIE, ODREAGOWANIE, ODSTRESOWANIE, do
                              > malo a jakze wiele!

                              A następnego dnia co jest?KAC,POCZUCIE WINY,WSTYD,WSTRĘT,STRACH,LĘK,OBAWA.A jak
                              juz piszesz o alkoholizmie,to figury stylistyczne zostaw na boku.
                              Właśnie robisz krok w tył.Szkoda.
                          • deoand Re: po-psychologiczne reminiscencje! 07.10.04, 21:44
                            bełkot znowu pijanej val i niekończace sie ble - ble omc /o mało
                            co /smietnikowej alkoholiczki ktora marzy o potędze i w pijanym widzie widzi
                            siebie jako szefowa jakies tam firmy a nie potrafi n-ty raz zrozumiec co to
                            znaczy nie pić staje sie juz teraz mało apetyczny a wręcz wymiotny .
                            Niedługo chyba znajdziesz swoje miejsce tam gdzie teraz wyrzucasz butelki i to
                            będzie naturalne zakończenie tego wątku .
                            • Gość: Natalia Re: po-psychologiczne reminiscencje! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 22:06
                              No, deoand, ale cisnąłeś piorunem. Chyba rozpryskowym. Co Ci tak przeszkadza
                              ten kulturalny dialog? Czy to ty tak rozczulałeś sie nad losem Michała z filmu
                              Ja - alkoholik? Myślę, ze gdzie jak gdzie ale w chorobie alkoholowej można
                              najlepiej przesledzić na czym polega darwinizm. Przeżywaja najsilniejsi
                              (psychicznie).
                              • hepik1 Re: po-psychologiczne reminiscencje! 08.10.04, 05:20
                                Abstrahując od formy to merytorycznie sie zgadzam z opiniami w ostatnich
                                postach,choc wiele w nich agresji.Zresztą ja się zgadzałem już dawno temu ,zanim
                                one zostały napisane;-)
                                Patryk -pokazuje sie tu wiele osób,które faktycznie szukają informacji czy wręcz
                                pomocy...więc może...A jeśli juz zagiałeś parol na Val-może jakieś GG albo inny
                                komunikator,będzie spokojniej,intymniej,może i bardziej skutecznie(choć tu mam
                                akurat wątpliwości)Pozdr
                                • Gość: Patryk Re: hepik1 IP: *.oc.oc.cox.net 08.10.04, 05:47
                                  hepik1 napisał:

                                  > Abstrahując od formy to merytorycznie sie zgadzam z opiniami w ostatnich
                                  > postach,choc wiele w nich agresji.Zresztą ja się zgadzałem już dawno temu ,zanim
                                  > one zostały napisane;-)
                                  > Patryk -pokazuje sie tu wiele osób,które faktycznie szukają informacji czy
                                  wręcz pomocy...więc może...A jeśli juz zagiałeś parol na Val-może jakieś GG albo
                                  inny komunikator,będzie spokojniej,intymniej,może i bardziej skutecznie(choć tu
                                  mam akurat wątpliwości)Pozdr


                                  OK,przecież już pisałem wcześniej,że jeśli v. nie podejmie decyzji po spotkaniu
                                  z psychologiem to trzeba odpuścić.I tego samego spodziewałbym się i z jej
                                  strony.Rano v. wstanie,przyciśnie ją wstyd i poczucie winy i po południu
                                  karuzela postów mogłaby ruszyć od początku.Nie zamierzam tym razem się dosiadać.
                                  P.S.A skąd ta agresja?To jest ciekawy problem,nie sądzisz?
                                  A jeśli mogę też zapytać prywatnie,co robisz o czwartej rano przy
                                  komputerze?Pozdrawiam.
                                  • valpoliczella Re: szok 08.10.04, 08:38

                                    szczerze mówiac, jestem w szoku. Najpierw mowicie, bym napisała, jak bylo na
                                    wizycie, a potem rzucacie jakies kalumnie pod moim adresem. Faktycznie jest to
                                    juz naprawde niesmaczne. Uwazacie, ze na forum nie mozna porozmawiac, wymienic
                                    opinii, przedstawic swych rozterek? Zreszta po co j a to pisze, Wy i tak
                                    wydaliscie juz na mnie wyrok, wszak wiecie po tylu latach abstynencji
                                    najlepiej. Zauważcie tylko, ze z paroma wyjątkami, stanowicie grupe agresywnych
                                    frustratów, ktorzy obwiniaja wszystkich dokoła za swoje niepicie.
                                    NO nic, to bylo tytulem zakonczenia, dziekuje za udzielona mi pomoc
                                    (szczegolnie Tobie - Patryk), reszta jest juz moją sprawą. Pozdrawiam -
                                    valpoliczella.
                                    • hepik1 Re: szok 08.10.04, 11:14
                                      valpoliczella napisała:

                                      >
                                      > szczerze mówiac, jestem w szoku. Najpierw mowicie, bym napisała, jak bylo na
                                      > wizycie, a potem rzucacie jakies kalumnie pod moim adresem.

                                      Nie wydaje mi sie ,że ta liczba mnoga jest uzasadniona.Przynajmniej jeśli chodzi
                                      o kalumnie.A przed kolega deoandem,który pod różnymi nickami dał sie poznac na
                                      różnych forach ostrzegałem wcześniej.Jego stosunek do pijących kobiet jest, jak
                                      by to powiedzieć delikatnie, niezbyt przychylny.
                                      • hepik1 Re: szok 19.02.05, 12:42
                                        Voila!
                                  • hepik1 Re: hepik1 08.10.04, 11:09
                                    Gość portalu: Patryk napisał(a):

                                    > A jeśli mogę też zapytać prywatnie,co robisz o czwartej rano przy
                                    > komputerze?Pozdrawiam.


                                    Czyżbys mnie w poczucie winy chciał wpędzić ?Patryku!
                                    Patryk -robie to tylko dla Ciebie-bo juz kilkakrotnie w ciągu prawie dwóch lat
                                    to tłumaczyłem- ja jestem tak zwany skowronek.W miarę wcześnie kładę sie
                                    spać,wcześnie wstaję.Dodatkowo mam sukę,która przed pierwszą cieczką została
                                    wysterylizowana-usunieto jej jajniki i macicę.Nie ma cieczek,nie ma potomstwa
                                    ,nie zachoruje na raka macicy.Ale ma problemy z trzymaniem moczu.I ok 3-4 domaga
                                    się wypuszczenia do ogrodu.I gdy już wstanę,(czasami udaje mi sie wypchnąc z
                                    łózka żone) to juz sie często nie kłade tylko zasiadam przed komputerem.
                                    Gdybys jeszcze miał jakieś pytania (bo przecież nie wszystkich muszą interesować
                                    godziny mojego kładzenia i wstawania) to proponuję Tlen.Łatwo trafić bo mój
                                    login w Tlenie taki sam jak tutaj ,tyle ,że bez jedynki.Można też skorzystać z
                                    poczty na adres gazetowy..

                                    A tutaj chyba jednak nie tak:
                                    "wstanie,przyciśnie ją wstyd i poczucie winy ""

                                    Raczej zaatakowała-ale tak to juz jest z kobietami -nieobliczalne i
                                    nieprzewidywalne...;)
                                    Pozdr i trzymam za słowo:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka