ssszzzzz
04.10.24, 21:25
Później jest ciężej.
Jak się już trochę nie pije to wiadomo, że z emocjami człowiek sobie radzi. Z nudą też. Tylko najgorzej, że zaczyna chcieć się po prostu wyjścia na imprezę i jakiegoś odreagowania. Bardzo bym chciała na dniach pójść poznać kogoś, pokrzyczeć, potańczyć. Przeżyć jakąś dzicz. Fantazjuję o domówce, towarzystwie, darciu mordy.
Tylko, że koniec końców ja nawet nie integruję się na tyle z ludźmi, żeby mnie ktoś gdzieś zapraszał, a ja byłabym biedna niemogąca się powstrzymać. W zasadzie to ja lubiłam zawsze większy spokój. Dobrze, że za tydzień jadę na mecz. Może to będzie tożsama emocja.
No czuję się lepiej. Nie powiem, że nie ma różnicy z tym, gdy piłam, bo to zupełna nieprawda. Wiadomo, że wolę nie pić. Okazało się, że czuję się bardziej jak po alkoholu nie pijąc go niż kiedy piłam. Luz, większa pewność siebie, otwartość, opanowanie, dystans. Odkąd nie piję trochę momentami cofam się do dawnych myśli. Coś jakby niektóre sprawy dopiero co się wydarzyły. To jest trochę dziwne. Chyba przez to, że nie mam czego sobie już zarzucić, to jestem pewniejsza swojego. Bardziej rozumiem jaka jestem, a jaka nie jestem i co obiektywnie czynię. Picie to poczucie winy. Poczucie winy to wstyd. Wstyd do beznadzieja. I tak po kolei z całą gamą negatywnych uczuć aż na całkowite dno.