Dodaj do ulubionych

odeszłam od uzależnionego faceta

03.12.04, 13:30
Pogratulujcie mi, proszę. Było tak strasznie ciezko, bo bardzo, zwłaszcza
kiedyś, kochałam. Teraz już tak nie cierpię, jest dobrze, jest coraz lepiej.
Myślałam, że nigdy mi sie to nie uda, że to nie możliwe, że latami będe z nim
żyć i czekac aż się ocknie, doceni to co ma, przestanie niszczyć swoje i
nasze zycie. Bardzo nad sobą pracowałam i udało się.
Udało się opanowac emocje i podjąć powazną decyzję.
Jestem z siebie dumna.
Obserwuj wątek
    • deoand Re: odeszłam od uzależnionego faceta 03.12.04, 16:29
      Co prawda znany jestem z powiedzenia - Nie ma alkoholika - nie ma
      współuzależnienia !!!
      ale może jednak pójdź sobie do poradni leczenia uzależnień na spotkanie z
      psychologiem specjalista od uzależnień i współuzależnienia albo na Al Anon - na
      spotkania kobiet będących w podobnej sytuacji co Ty .
      Rozważ sobie !
      Najwazniejszy krok juz zrobiłaś - to fakt !!!

      deo
    • theo18 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 05.12.04, 20:30
      Ja z Ciebie też jestem dumna :)
    • wadera3 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 09.12.04, 17:13
      Gratuluję-terapia....hmmm...jeśli jest dobrze ciesz się tym i chyba wystarczy...
    • aktin Re: odeszłam od uzależnionego faceta 13.12.04, 19:11
      Ja go kocham. Chciałabym pomóc. Nie wiem jak. Nie chce odchodzić.
      • hubkulik Re: odeszłam od uzależnionego faceta 15.12.04, 08:09
        Czasami tylko odchodzac mozesz pomoc.

        Pozdrawiam Hubert.
      • deoand Re: odeszłam od uzależnionego faceta 15.12.04, 22:54
        jezeli to jest prawdziwy alkoholik to szanse twoje są niewielkie - musisz
        zaczac chodzic na terapie dla współuzależnionych - moze to cos pomoze .
        Tylko śpiesz sie aby wcześniej miłośc sie nie wypaliła bo wtedy to totalna
        klęska .
    • hubkulik Re: odeszłam od uzależnionego faceta 15.12.04, 08:07
      No to ja gratuluje i zycze znalezienia wspanialego mezczyzny Twojego zycia i
      spelnienia w milosci:)

      Pozdrawiam Hubert
    • saba-dor Re: odeszłam od uzależnionego faceta 16.12.04, 18:50
      Gratuluje Ci odwagi i konsekwencji w dzialaniu.Ja wiem ,jaki to ciężki
      krok .Możesz być z siebie dumna :))))) ale proponuję Ci ,zebyś poszla na grupę
      Al-anon i zaczęla terapię dla współuzależnionych.Nie wiem ile wiesz na ten
      temat ale jeśli masz pytania chętnie odpowiem. Mozesz również zajrzeć na chat
      al-anon i poczytac forum .Pozdrawiam serdecznie i życzę tęczowej drogi:))
    • oktawianka Re: odeszłam od uzależnionego faceta 30.12.04, 20:41
      Ja również przyłączę się do gratulacji i terapii:) Terapia dla
      współuzależnionych przyda ci się w dalszym życiu:) Ja odeszłam na rok, potem
      wróciłam. Teraz odeszłam po raz drugi. ALe juz podczas terapii. Jestem
      silniejsza i mądrzejsza. Będzie ciężko, wiem, za misiąc urodzi się nasze
      dziecko. Wiem jednak, że chcę mu zapewnić spokojne życia. Wiem czego chcę.
      Jeszcze raz gratuluję:)
    • uuuuu1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 18.01.05, 15:22
      Ja tez odeszlam i juz nie wroce.
      Pil,pil,pil...i mowil,ze nie jest alkohlikiem. Cale szczescie, ze nie
      zaniedbywal pracy, tam nie pil. Wracal do domu i zaczynal pic, bywalo,ze
      konczyl sie alkohol jemu bylo malo i jechal po nastepny. Mialam dosc, byl
      agresywny, niespokojny,nieobliczalny. W pewnym momencie denerwowalismy sie
      wzajemnie, ja przesadzalam a on nie widzial problemu.Odeszlam.
      Teraz podobno mniej pije,bez terapi, bez pomocy z zewnatrz, podobno...ja jemu
      nie wierze.
    • alina66 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 18.01.05, 18:36
      Pewnie, że jest cięzko.
      też odeszłam, też kochałam .... To jak żaloba- pochowalam swoje marzenia, że
      będzie dobrze.
      Minęły przeszlo 3 lata i nie żaluję.
      Masz pełne prawo być z siebie dumna- ja też jestem - z Ciebie, z siebie i z
      innych też. To nie jest łatwa decyzja. Ale czasem konieczna

      Pozdrawiam
    • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 25.01.05, 12:51
      On jest uzależniony od hazardu, przede wszystkim. Marihuana i alkohol, to
      dodatkowe atrakcje.
      strasznie było cieżko ale nadal z nim nie jestem, na szczęście już związał się
      z kimś innym.
      A tez już kiedyś wracałam.
      brrrrrrrrrrrrrrrr
    • mysterious Re: odeszłam od uzależnionego faceta 26.01.05, 10:57
      przepraszam ze wypowiem tu swoje zdanie ale uwazam ze nie powinnas byc z siebie
      dumna, bo czym jest milosc? jesli go kochasz albo kochalas powienien byc dla
      ciebie wszystkim i powinnas mu pomoc wyjsc z cierpienia , nie wiedzialas jak to
      oki , dla mnie to nie milosc albo tchorzostwo, zranilsa kogos kto cie byc moze
      potzrzebowal najbardziej , cierpialas patrzac na to ale uwierz mi on jeszcze
      bardziej cierpial wiedzac ze krzywdzi ciebie a nic nie potrfi przestac
      • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 26.01.05, 11:22
        No więc dość już jego cierpienia
        Poza tym on sam się zgodził na to rozstanie, a mój sukces polega na tym
        bardziej, że nie chciałam, nie próbowałam wrócić, powstrzymałam się, mimo, że
        tęskniłam, kochałam, myślałam. Pogodziłam się z tym, że wybrał inne życie. Ja
        tak na prawde byłam dla niego bardzo trudną partnerką, chociaż bardzo mnie
        kochał. Ale to był wymagający zwiazek, bo ja też wcale nie jestem taka łatwa w
        pożyciu:) No i przy mnie nie mógł liczyć na pewne wygody np. kontrolowanie jego
        zasobów pieniężnych czy też nie okazywanie złości i frustracji z powodu braku
        zaufania i niepewności, godzenie się na przemilczanie kłamstw i tajemnic,
        godzenie się na to, ze pije i ćpa,i po prostu się niszczy. Ja walczyłam ze
        swoim współuzależnieniem.
        Myslę, ze teraz jest mu na ten moment jego zycia lepiej, łatwiej, wygodniej.
        Czy kogoś kocha? Nie wiem. Ale to może nie jest dla niego takie ważne teraz.
        Poza tym w końcu kiedyś może jeszcze pokocha.

        Czego i sobie i wszystkim dookoła zyczę!
        • jerzy30 gratulacje 26.01.05, 20:15
          Facetów jest na świecie coś ok. 2,5 mld. jak odejmiesz dzieci i dziadków to i
          tak Ci zostanie coś około miliarda. Z tego co najmniej jeden czeka na Ciebie -
          rozgląda się wkoło - a może stoi obok Ciebie.
          Facet. Pozdrawiam.
    • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 01.02.05, 18:27
      Tylko dlaczego czasami jest tak, że czuję się słaba psychicznie. Niektóre osoby
      dają mi to do zrozumienia - że nie wytrzymałam z nim, nie dałam sobie rady,
      załamałam się psychicznie, rozwaliłam rodzinę. On tez patrzy na mnie z takim
      politowaniem, współczuciem, on tez uważą, zę jestem strasznie słaba i mam
      mnóstwo problemów, bo przecież on jest generalnie OK. On uważa, że z nim da się
      spokojnie żyć, dogadac w każdej sprawie, być szcześliwą. To ja jestem narwana i
      wariatka, czepiam się bez powodu. a ja to na jakiś czas, w jakimś stopniu
      kupiłam:(
    • domiab Re: odeszłam od uzależnionego faceta 11.02.05, 00:14
      Kofferina, ja także bardzo ci gratuluję!!!
      Oni "wszyscy" tak myślą, a my co jakiś czas na jakiś czas to kupujemy :(
      Ja też w końcu odejdę, tylko kiedy mi się to uda???. Trzymajcie za mnie kciuki
      proszę
      • irka551 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 11.02.05, 11:58
        Powiedzcie czy naprawde nie ma przypadków,ze wszystko się kończy dobrze?
        Ze On wychodzi z nałogu i są szcżeśliwi i kochają się dalej?
        Czy ja mam mysleć juz o w swoim zwiążku w kategoriach przeszłości?
        Mój Mąż był takim wspaniałym facetem, było tak ok, mogłam na niego liczyć, był
        czuły, kochający.
        Pogubił się.
        Ok, rani mnie swoim piciem. nie powiem, że nie czuję żalu, ale wciąz bardzo
        kocham.
        Nie mam żadnych szans - mam mysleć teraz tylko o sobie i odchodzić jak
        dziewczyny, które pisały wyżej?
        Jestem przerazona tym co czytam.
        Czy scenariusz jest tylko jeden?
        nie ma żadnej nadziei?
        • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 11.02.05, 12:11
          Na pewno niemożna generalizowac w takiej sytuacji. Nie ma rozwiazań idealnych,
          przepisowych. to, że ja odeszłam - nie znaczy, że ty też masz odejść.
          Ale zadbaj o siebie, bo taki zwiazek jest bardzo trudny, zwłaszcza jeśli się
          bardzo kocha.
          • irka551 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 11.02.05, 12:39
            tak ja wiem, ze nie ma jednej recepty.
            ja wiem, taki związek jest trudny.Zwłaszcza jak to spada na cżłowieka jak grom
            z jasnego neiba, a wczęsniej było cudnie, cudownie,szczesliwie..
            Wszędzie czytam, ze mam dbać o siebie.
            W jaki sposób?
            co to ma znaczyć?
            Że mam iść na terapię, mam dalej robić to co robiłam w życiu? próbować cieszyć
            się z tego co robiłam zawsze?
            próbuję.Próbuję na pozór żyć normalnie, ale sami wiecie jakie to trudne. Z dnia
            na dzien uczę się więcej i zmieniam swoje postępowanie z histeryczno-
            spazmatycznego na nieco spokojniejsze i bardziej stanowcze.
            Co jeszcze mam robić?

            • 09magda32 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 12.02.05, 18:23
              alkoholik zawsze będzie będzie alkoholikiem. przerwy w piciu ,terapie to tylko
              mydlenie oczu.czekałam 18 lat. aż musiałam uciekać z dwojką dzieci tyle lat
              wierzyłam czekałam kochałam wylewałam szukałam ukrytych butelek dolewałam
              wody do nich. mogłam z tym skończyc juz prawie na początku małżeństwa.
              zniszczyłam swoje życie a dzieci nie mają ojca. jemu nasze odejście było na
              rękę. od roku nie utrzymuje kontaktow nie płaci alimentów zupełnie nic. wódka
              strawiła mu uczucia wyższe a zresztą dzieci zawsze mu przeszkadzały. Ale my
              przynajmniej mamy spokój.to sie liczy
            • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 14.02.05, 14:51
              Rady to oczywiście tylko rady i mogę ci poradzić, jesli chcesz. Gdybym była na
              twoim miejcu i zdecydowała się na miłośc i zwiazek to bym poszła na terapię.
              Poszłabym na terapię indywidualną ale także chodziłabym na spotkania dla
              wspołuzaleznionych. Wiem z doświadczenia, że współuzależnienie kiedy się zyje z
              i kocha taką osobę to jest coś samo się budzi i na prawde trzeba nauczyć się
              wyłapywać te emocje, przekonania i nie dać się im, bo to one własnie niszczą
              najbardziej. A często to sa takie rzeczy, które inne, doświadczone osoby
              najlepiej mogą ci pokazać. Osoby, które znają również teorię, nie tylko
              praktykę tej choroby. Kiedyś rozmawiałam z terapeuta, który (trochę żartem)
              powiedział mi, że gdyby nie to, że miał doświadczenie i znał teorię choroby
              alkoholowej, to kilka razy prowadząc terpię prawie sam by uwierzył w to, że
              gdyby ta żona trochę bardziej się postarała to ten mąż rzeczywiście by nie
              pił:) To jest duża siła.
              więc dbanie o siebie w takiej sytuacji rozumiem jako szukanie pomocy na
              zewnątrz, szukanie mądrości, wiedzy, wsparcia.
              Bo, przynajmniej według mnie, normalnie to się żyć z tym nie da. To nic
              dziwnego. Jak życ normalnie widząc, że ukochana osoba systematycznie się zabija
              i niszczy? Zachowanie spazmatyczno - histeryczne to według mnie całkiem
              naturalna reakcja. chyba, że się wie różne rzeczy na temat tej choroby i tego
              jak się jednak warto zachować. I czy na pewno tak a nie inaczej.
              to ciężka decyzja i dużo pracy
              trzymaj się
              i dbaj o siebie:)
              • mysterious Re: odeszłam od uzależnionego faceta 15.02.05, 22:16
                sama pije, mieszkam z facetem , mamy sie chajtnac i chcialabym wiedziec czy w
                koncu przejrze na oczy i przestane zadawac mu bol , on to znosi i nie
                odejdzie ,kocha mnie ale kiedys pewnie nei wytrzyma, boje sie tego ze odejdzie
                zanim zmądrzeje a tego bym nie przezyla
    • alina66 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 17.02.05, 10:54
      mysterious,
      kiedy czytałam Twoją pierwszą wypowiedź, była ona dla mnie trochę
      niezrozumiała, po przeczytaniu drugiej rozjasniło się.

      Ciekawość i czekanie nie starczy - trzeba się leczyć.
      I niekoniecznie oczekiwać od partnera/ partnerki, że Cię z tego "wyciągnie".
      Myślę, że spora część osob, która odpowiedziała na post kofferiny, przez
      lata "wyciągała, pomagała, myślała za kogoś, tolerowała, wybaczała itd...".

      Ja mam na swoim koncie kilkanaście lat takich czynności, mój byly 4 odwyki.
      Otrzeźwiałam dopiero wowczas, kiedy mój wówczas 13-letni syn zaczął mówić o
      samobójstwie....
      Nikomu nie życzę takich sytuacji.

      Każdy odpowiada za swoje życie (jedynym wyjątkiem dla mnie jest
      odpowiedzialność,o której napisałam powyżej - za życie i zdrowie własnych
      dzieci) i miłość nie ma z tym nic wspólnego. Kiedy rozstawałam się z moim
      bylym małżonkiem kochałam go, ale nie łudźmy się - z alkoholizmu wychodzi
      niewielu...

      Zyczę powodzenia.
      • hepik1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 17.02.05, 12:03
        alina66 napisała:
        > ale nie łudźmy się - z alkoholizmu wychodzi
        > niewielu...

        Niewielu -to trochę ogólnie brzmi,nie mówiąc ,że pesymistycznie.Troche liczb,bez
        oceny czy to dużo czy mało.
        Badania były przeprowadzone w ramach programu APETA na 25000 alkoholikach,którzy
        korzystali z takich form leczenia jak spotkania z psychologami i
        terapeutami,uczestniczyli w grupach AA,psychoedukacji i wreszcie w grupach
        terapeutycznych.
        O ile bezpośrednio po zakończeniu terapii abstynencję deklarowało ok.62 %
        uczestników ,to po dwu latach od jej zakończenia odsetek ten zmalał do 17,5%.
        Wśród tych tych 17 % stosunek uczestników mitingów AA do nieuczestniczących w
        grupach samopomocowych 21% do 8,6%.
        • alina66 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 17.02.05, 12:24
          hepik1
          bardzo cenię sobie zdanie Twoje i innych piszących tutaj trzeźwych alkoholikow

          Twoje cyfry mówią w cyfrach to, co napisałam - niewielu.
          do tego piszesz o alkoholikach uczestniczących w leczeniu, są jeszcze tacy,
          którzy olewają leczenie, albo mówią, że go nie potrzebują.
          A swoją drogą to prawda, że jestem pesymistą w tym względzie - moje osobiste
          doświadczenia są baaaardzo pesymistyczne.

          Pozdrawiam ciepło
          • jerzy30 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 17.02.05, 12:54
            Te dane są zafałszowane i trudno w nie wierzyć. Wychodzi z nałogu ok. 30% -
            skutecznie.
            • hepik1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 17.02.05, 18:32
              Jerzy -nie bądź śmieszny.

              Program badawczy Analiza Przebiegu i Efektów Terapii Alkoholików - APETA
              realizowany był w latach 1994 - 2000. Łącznie monitorowaliśmy w nim ponad 25
              tysięcy osób uzależnionych, korzystających z pomocy psychologicznej w blisko 40
              placówkach leczenia uzależnień na terenie kraju.


              Program badawczy APETA powstał na zlecenie Ministerstwa Zdrowia i Opieki
              Społecznej. W 1994 roku Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych,
              we współpracy z Instytutem Psychologii Zdrowia (ówczesna nazwa Instytut
              Psychologii Zdrowia i Trzeźwości
              Kto i po co miałby fałszować i to w ten sposób by zaniżać własne
              osiągnięcia.Wydaje sie ,że wrecz odwrotnie-bo badaniami zostały objęte wiodące
              placówki odwykowe w kraju.
              A biorąc pod uwagę,że z rzeszy 900tys alkoholików w Polsce przeważająca
              większośc nie podejmuje nawet prób profesjonalnego leczenia-faktycznie
              trzeźwieją nieliczni.
    • granta Re: odeszłam od uzależnionego faceta 17.02.05, 18:26
      Jak Ci się to udało? Jestem w podobnej sytuacji, ale nie mogę odejść... . Nie
      potrafię. Rani mnie codziennie coraz bardziej. Ale to chyba ta głupia miłość do
      niego nie pozwala mi odejść. Nie mogę się zebrać i wyprowadzić się. Moje
      cierpienie trwa narastająco, z małymi przerwami, od ok 3 lat i jeszcze mi mało.
      A może to ja jestem uzależniona od ... miłości?
      • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 18.02.05, 00:09
        Witaj
        To co piszesz dobrze rozumiem. Ja tez mam za sobą kilka zwiazku z nim, do tego
        jeszcze jakieś 10 lat zakochania. Mogę ci tylko powiedzieć, że procz moejej
        miłości trzymało mnei przy nim na pewno a) moje współuzaleznienie, o którym
        nawet wtedy nie widziałam, nie miałam pojęcia jakie jest silne, głębokie, jak
        steruje moim zachowaniem i wkręca coraz bardziej b) moje osobiste lęki i brak
        decyzji co do tego czego tak na prawdę w życiu chcę i jakiego związku tak na
        prawde chcę (prócz tego, że chce bardzo kochac osobę z którą jestem - ale to
        nie wszystko czego chce).
        Ale przyszedł moment kiedy poczułam, że na pewno nie chcę ciągłego balansowania
        na krawędzi. chce miec spokojną rodzinę, raczej, i namiętny ale w miarę
        stabilny zwiazek. Tak na prawdę nadal nie bardzo sobie to wyobrażąm ale
        przynajmniej wiem, że nie moge być żoną faceta który potrafi zyć tylko w jeden
        sposób - zwałka i regeneracja, mówiąc w skrócie.
        Dużo zawdzięczam też jemu:) On jest hazardzistą. Kiedy kończyło się zakochanie
        i super gorące emocje pozytywne, "jazda" i mielismy zacząc kochac się na
        powaznie - on strasznie zaczął wariować. Próbował ale tak strasznie się bał
        odpowiedzialności, ze zachowywał się strasznie. Balangował całymi dniami. Ile
        przegrał nie mam pojęcia.
        Przegiął i to był ten moment. PRzeraziłam się. Zranił mnie i zawiódł tak
        bardzo, że uciekłam z dnia na dzień. bolało potwornie. Pół roku już niedługo
        minie a ja dopiero zaczynam stawać na nogi, nie mam depresji i wahań nastroju.
        Ale: chodze na terapię, mam cudownych przyjaciół, którzy wysłuchują godzinami
        opowieści i przemyśleń, fajnego brata, ojca,który pomaga finansowo, syna,
        którego strasznie kocham i adoratora, który po prostu lubi sprawiać mi
        przyjemność.
        I te myślałam, ze jestem uzależniona od miłości - ale to chyba był własnie
        kawałek współuzaleznienia. chociaż nie wiem.
        Ta miłość była bardzo namacalna, przyjemna, cudowna i bardzo prawdziwa. Miłość
        jak wiadomo nei zdarza się codzinnie, a nawet corocznie:). Trudno jest miłość
        porzucić, zrezygnować, odejść. A jednak miłośc to nie wszystko. Spokój,
        zaufanie, to tez są wazne sprawy.
        uff rozpisałam się
        powoli dasz radę jeśli tego chcesz
        poszukaj wsparcia na zewnątrz, wśród ludzi
        pa
        • jerzy30 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 18.02.05, 09:42
          Wiesz co hepik - myślałem, że masz trochę więcej rozumu - wypowiadasz się tu na
          każdy temat walisz cytaty z mądrych książek ale nic pozatym. Żadnej empatii,
          wszystko z książek. To forum to jest do pomagania ludziom a nie do
          dopie..nia im debilną statystyką i odbierania nadziei na wyleczenie.
          Ja może jestem śmieszny i wolę być niż cytować takie statystyki. Jak ta
          statystyka obejmuje wszystich pijących co kiedykolwiek podejmowali próby
          przestania picia, wszystkich np. nurków śmietnikowych, tych co piją
          umiarkowanie i przerywają picie w post to i może jest słuszna i prawdziwa.
          My to chyba żyjemy w innej Polsce. Dziewczyny szukają wsparcia a Ty im takie
          bzedy statystyczne walisz "Nie warto - tylko 8 % wychodzi z nałogu" - niezłe
          wspacie!!!!!!!!!!!!!!!! Gratuluję Ci podejścia do problemu alkoholizmu.
          • hepik1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 18.02.05, 10:28
            A gdzie napisałem -"NIE WARTO"?
            Reszta -bez komentarza.
            • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 18.02.05, 12:10
              zakochana dziewczyna i tak najchętniej będzie wierzyła w to, że jej książe to
              własnie ta 0,01 procenta wyleczonych, szczęśliwych i kochających:)
        • granta Re: odeszłam od uzależnionego faceta 18.02.05, 21:32
          Bardzo Ci dziękuje za te słowa Kofferino.
          Wiem, że marne są szanse na wyleczenie osoby uzależnionej. I wiem, że prędzej
          czy później będę musiała odejść. Czekam tylko na chwilę, kiedy nie wytrzymam i
          przejdą mi emocje. Nie mówię o miłości, bo miłości tak łatwo się nie pozbędę.
          Chodzi o jakąś wewnętrzny ból, który wynika z niemocy. Bo już wiem, że nic nie
          mogę zrobić. Wszystko powoli sobie układam w głowie. Chociaż ciężko mi jak
          cholera. Łapie się jeszcze na momentach, kiedy zyskuję nadzieję na powrót
          naprawdę fajnego z nim życia. Ale te momenty drogo mnie zawsze kosztują. Moje
          życie z nim zamyka się w dwóch słowach: nadzieja - rozczarowanie. Zaczynam
          naprawdę wierzyć, że długo tak nie wytrzymam.
          Masz rację. Sama miłość nie daje szczęścia. Bez zaufania i spokoju nie można
          zbudowac normalnego związku.
          Dziekuję Ci za zrozumienie.

          • gomist Re: odeszłam od uzależnionego faceta 25.02.05, 18:21
            Przeczytalam wszystkie wypowiedzi na temat uzalenien. Sama mam za soba zwiazek,
            ktory zostawilam z powodu alkoholu. Uwiezylam, ze byl pokrzywdzony w pierwszym
            zwiazku, staralam sie dbac jak najbardziej umialam, okazywac moja milosc. Nie
            zdawalam sobie sprawy z wielkosci tego problemu. Obwiniana wielokrotnie, ze to
            przezemnie doprowadzal sie do stanu upojenia, ze nie jestem kobieta niczego
            warta, chora psychicznie i nie nadajaca sie do zycia. Dochodzilo do
            drastycznych sytuacji. Szukalam pomocy wsrod jego rodziny, w roznego rodzaju
            miejscach gdzie moglam ja otrzymac, prosilam, tlumaczylam, staral sie
            zrozumiec. Odpowiedz zawsze ta sama "ja nie mam problemu" to "ty masz problem
            bo nie pijesz". Kiedy nie pil, wstepowala we mnie nadzieja a pozniej kolejne
            rozczarowanie, ponizanie i gehenna. Myslalam, ze jestem osoba silna i potrafie
            mu w tym pomoc. On tego nie chcial wybieral moja "rywalke" wodke. Doprowadzona
            do ostatecznosci i stanu okropnego wykonczenia nerwowego staralam sie przetrwac
            kolejne dni na tabletkach uspokojeniowych i na sen. W ciaglym strachu
            zaczynalam sama sie gubic. Czulam sie w matni. Walczylam w srodku ze soba zeby
            to zostawic i nie potrafilam. Ktoregos dnia jednak to wszystko jakby przeroslo
            mnie sama. ODESZLAM! Okropny bol w sercu i ciagle zarzuty do mojej osoby, ze
            moze nie wszystko zrobilam ze swojej strony? Pastwienie sie jego nad moja osoba
            doprowadzilo, ze to ja potrzebowalam pomocy od psychiatry. Roztrzesona,
            placzaca nie wiedzialam czy dobrze zrobilam? Dzis wiem. To byl koszmar, ktory
            mi sie przytrafil w moim zyciu. On, zrozumial albo nie, dlaczego sie
            rozstalismy. Zaczal kolejny raz sie leczyc. Ja wiem, ze od czasu kiedy nie
            patrze na to jak on sie stacza na dno i leczac sama siebie zaczynam widziec
            inna strone zycia. Poznalm wspanialego mezczyzne, ktoremu wyplakiwalam sie w
            ramie opowiadajac jak nie moglam sobie poradzic z naszym problemem. Jest to
            prawdziwy pzryjaciel, jakiego zycze kazdej kobiecie, ktora jest w podobnej
            sytuacji do mojej. Trzeba duzo sily zeby zostawic bliska osobe naszemu sercu i
            to boli do nieprzytomnosci. Mamy jednak jedno zycie, w ktorym powinnysmy doznac
            spokoju, szacunku i wzajemnej milosci i im szybciej kazda z nas zda sobie z
            tego sprawe tym krotsze beda nasze cierpienia. Wydawalo mi sie, ze tego nie
            przezyje a jednak mam to za soba. Mam to wszystko w pamieci ale poukladane na
            innych "polkach". Zycze wszystkim kobietom sily wewnetrznej do zakonczenia
            podobnej sytuacji i duzej wiary w sama siebie, ktora pozwoli Wam odnalezc sie w
            otoczeniu ludzi bez tej strzasznej choroby.
    • scholastyka1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 26.02.05, 17:22
      Gratulacje itd, powtórzone do n-tej potęgi.
      Tego problemu nie ma na szczeście w moim osobistym życiu. Ale gdzieś obok
      blisko proszę bardzo.
      Jedna fajna cioteczka, też ratowała skrzywdzonego w poprzednim związku.
      Pracowita jak diabli, dawała radę mimo, że zaczął sprzedawać to co w domu. Mimo
      to dom był dalej wyposażony, ale nie mógł byc normalny, Wujek jak wielu
      uzależnionych doznal urazu głowy - teraz mam do czynienia z pracowita wdową, i
      jej spokojnymi dziecmi.
      Druga cioteczka też postawiła na niewłaściwego. Niewłaściwy dalej z nią mieszka
      jako szczęśliwy małżonek, wiele lat nie pracuje. A jeśli pracę znajdzie, to go
      zaraz wyrzucą, po co taki pracownik, którego nie ma ?
      A teraz najciekawsze. ON teraz ponad pięćdziesieciolatek JUŻ WIE, że to ona,
      lub dzieci będą go alimentować na starość. Wszak emerytury nie będzie, bo na
      nią nie zapracował. On naprawdę te swoje dzieci, świeżo po studiach (
      ukończonych dzieki funduszowi alimentacyjnemu ) straszy tym ,że bedą mu płacić
      alimenty, wszak na emeryturę nie odlożył, bo nie chciał. Tak więc drogie panie
      ratujcie siebie, a tym bardziej swoje dzieci. Uciekajcie.
    • zdecydowana1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 08.03.05, 10:37
      Skąd jesteś?. Czy możesz mi podać jakieś namiary na siebie (może byc telefon).
      Mam podobny problem i chciałabym porozmawiać.
      • alkin1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 08.03.05, 13:54
        a ja nie odeszłam tylko wywaliłam faceta z mojego życia i z domu-rozwód,
        eksmisja i wymeldowanie trochę czasu trwały ale dopięłam swego i jestem
        szczęśliwa,odzyskałam spokój,radość życia.Kobiety-walczcie o siebie bo o
        alkoholika i tak wam się nie uda.Można wygrać,służę przykładem!
        Do zdecydowanej1:jeżeli chcesz skorzystać z moich doświadczeń mogę podać maila.
        • zdecydowana1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 08.03.05, 14:31
          Dziekuję,ale ja mam chyba inny problem. Zyję z hazardzistą, a nie z
          alkoholikiem. Odpadają więc awantury i inne rzeczy, które kojarzą mi się z
          osoba nadużywającą alkoholu. Jest wrecz przeciwnie- miły i chetny do pomocy
          (zakupy, gotowanie)facet, który bardzo kocha swoje dzieci. Nie potrafi jednak
          zapewnić zadnej stabilności finansowej. Co ja mówię stabilności!. Przegrywa
          wszystko co mu wpadnie w ręcę i w tym celu posunie się do każdego kłamstwa.
          • alkin1 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 08.03.05, 17:35
            też horror, myślę że to nie Ty masz problem ale Twój facet a Ty przejmujesz ten
            problem na siebie,wiem z autopsji że spotkania w grupach ludzi o podobnych
            problemach pozwalają odzyskać spokój ducha,nawet jeśli się nie zdecydujesz
            odejść,wiem też że pewne rzeczy trzeba przetrenować na sobie zanim się człowiek
            nauczy jak żyć z nałogowcem ale do tego potrzebna jest fachowa pomoc.
            Gorąco polecam szukanie pomocy w ośrodkach zajmujących się tego typu sprawami-z
            reguły w tych ośrodkach zajmują się uzależnieniem od alkoholu ale mechanizm
            uzależnienie zawsze jest ten sam i pomoc osobie współuzależnionej polega na tym
            samym.
            Gorąco polecam-mnie pomogło skutecznie,znalazłam siły na podjęcie różnych
            działań,nie mówiąc o swoim samopoczuciu!
            Wydaje mi się że wiem co przeżywasz i nie zazdroszczę-na pewno jest to życie na
            emocjonalnej huśtawce.
            Proponuję zadbać o swoją psychikę.Życie jest zbyt piękne aby ciągle żyć pod
            presją.
            Rad nie daję bo trzeba w sobie znależć siły do działań i niestety każdy musi
            znależć je sam.Ale fachowcy na pewno pomogą!
            Życzę podjęcia trafnych decyzji!
          • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 09.03.05, 16:14
            Jasne, moge podać ci moje gadu gadu: 9260730, maila już masz:
            kofferina@poczta.gazeta.pl
            Bardzo chętnie porozmawiam z Tobą
            Bardzo brakuje mi rozmowy z kimś kto wie czym dokładnie jest bycie z hazardzistą

            pozdrawiam
            k
            • jerzy30 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 10.03.05, 11:23
              Dzisiaj w radio - w jakiejś stacji -= była audycja o AH - anonimowych
              hazardzistach - właśnie mija 10 rocznica od powołania w Polsce AH - może
              poszukaj w google grup AH - może są grupy Al-ah [czyli grup dla osób mających w
              rodzinie uzależnionych od hazardu - tam można swobodnie pogadać
              Pozdrawiam AA.
    • bonaseira Re: odeszłam od uzależnionego faceta 16.03.05, 17:42
      :) gratuluję. pewnie teraz czujesz jaki to było koszmar. teraz będzie tylko
      lepiej zobaczysz. trzymaj sie cieplutko!
      • kofferina Re: odeszłam od uzależnionego faceta 17.03.05, 18:15
        Akurat w tej chwili nie czuję. Tęsknię. Jest mi smutno. PRzeczytalam post o
        tym , że uzalezniony człowiek nie umie kochać i jest mi tym bardziej przykro.
        nie żałuję, że odeszłam, nie chce wracać, bo nie wierzę, nie ufam, jestem
        wsciekła. Ale akurat tęsknię. Dawno temu nie sądziłam, że ta historia tak może
        się skończyć. Tęsknię za usmiechem, dotykiem, bliskością, bo czasem się
        zdarzała i było fajnie. tęsknię za poczuciem, które okazało się tak strasznie
        złudne, że on mnie tak bardzo kocha.
        to wszystko bardzo smutne.
        • malpa60 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 18.03.05, 13:56
          kofferina.....kilka lat temu bylam zwiazana z facetem, ktory wowczas zaczynał
          brac rozne rzeczy.Powody byly rozne jak zawsze.Ja rowniez probowalam.Po roku
          moze...stwierdzilam ze mnie to nie bawi,ze nie tedy droga ze zyciem trzeba
          kierowac inaczej....wiec zostawilam caly tamten swiat i zaczelam zyc w miare
          normalnie.Po kilku latach,calkiem niedawno odezwal sie do mnie nasz stary
          znajomy i opowiedzial mi co sie z nim (moim ex)teraz dzieje.Jest zle,bardzo
          zle...narkotyki,szpitale itp.Od tamtej pory bardzo,ale to bardzo mecze sie
          psychicznie.Czuje jakis zal, moze to wyrzuty sumienia.Zastanawiam sie ciagle
          czy nie moglam mu pomoc, czy nie moglam go z tego wyrwac.Wszystkie wspomnienia
          wrocily do mnie w kilka chwil.Moze po prostu nie przestalam go kochac,ale nie
          moglam zyc tak jak on chcial.Bo jak wygladaloby moje zycie gdybym wowczas
          zostala?
          Daj sobie troche czasu....bedzies wiedziala ze zrobilas dobrze.
          • czarna02 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 27.03.05, 00:06
            czesc. czytam te wszystkie wypowiedzi i jestem przerazona:(
            opisze moja sytuacje. znamy sie 1,5 roku. widujemy sie w weekendy, poniewaz
            mieszkamy w innych miastach. on opiekuje sie schorowanym ojcem, ja maloletnim
            dzieckiem. do 24 bm. nie mialam pojecia, ze jest alkoholikiem. od 20.03 ma
            'wpadke' po 8 latach abstynencji. nie jestem w stanie pd niego odejsc, chce mu
            pomoc, ale po tych wpowiedziach, moj zapal stygnie. jezeli czyta to forum ktos,
            komu sie udalo, prosze o maila. pozdrawiam
          • ala_bez_kotow Re: odeszłam od uzależnionego faceta 27.07.05, 14:37
            nie. nie mozna brac odpowiedzialnosci za czyjes zyciei miec wyrzuty sumienia w
            takiej sytuacji.
            ja wiem, ze nie bylabym w stanie pomoc swojemu facetowi na zasadzie robienia
            roznych rzeczy za niego
          • rezurekcja Re: odeszłam od uzależnionego faceta 28.07.05, 15:08
            malpa60 napisała:

            > Zastanawiam sie ciagle
            > czy nie moglam mu pomoc, czy nie moglam go z tego wyrwac.

            nei moglas mu pomoc.
            nie moglas go wyrwac.

            NAtomiast mozesz sie modlic. O potrzebne mu łaski.
    • bibulina Jak ciężko jest odejść!!! 04.08.05, 08:40
      Jestem już zdecydowana odejść ale boję się że zrezygnuję. Podjełam już kroki w
      kierunku odejścia, ale tak sie boję!
      • kofferina Re: Jak ciężko jest odejść!!! 04.08.05, 19:18
        odpisałam ci
        nie przejmuj się
        przepraszam za humor - ale dużo dłużej i tak tego nie wytrzymasz, więc prędzej
        czy później... a lepiej szybciej niz wolniej...
        pozdrawiam
        k.
      • rrita Re: Jak ciężko jest odejść!!! 26.08.05, 10:44
        Bibulina, czuję to samo co ty... właściwie podjęłam już decyzję, ale boję się,
        że on sobie zrobi krzywdę jak odejdę... próbowałam mu powiedzieć (teraz wiem,
        że to błąd) i była straszna scena, krzyki że nie może beze mnie żyć, że
        zostawiam go gdy on potrzebuje pomocy, że uciekam...
        • alina66 Re: Jak ciężko jest odejść!!! 31.08.05, 08:49
          rita,
          mój eks (alkoholik) groził wielokrotnie
          też "nie mógł bez nas (syn + ja) żyć"
          "potrzebował naszej pomocy,
          dla nas zrobiłby wszystko, bez nas się zabije itd".
          Minęły 4 lata
          żyje . bez nas. ale z wódką. z synem ("bez którego absolutnie nie mógłby żyć,
          który był sensem jego życia itd itd") widzi się jak mu się przypomni, alimenty
          ściąga komornik.
    • halla5 Re: odeszłam od uzależnionego faceta 01.09.05, 09:40
      Ja też jestem z ciebie dumna. Tak powinny postąpić wszystkie kobiety. Pomóc
      uzależnionej osobie można tylko wówczas jeżeli ona chce się leczyć. Gdybyś
      tkwiła w tym związku straciłabyś siebie. Gorzej z tymi kobietami, które nie
      mają dokąd iść.
    • mami-ma Re: odeszłam od uzależnionego faceta 01.09.05, 12:21
      I ja tobie gratuluje , wiem ile wysilku to kosztuje i przez co przechodzisz ,
      ale najwazniejszy krok masz juz za soba ,napisalam na priva,
      zycze powodzenia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka