24.01.05, 20:45
Jako osoba zarejestrowana jako bezrobotna- jakie dokumenty będę musiała mieć
przy sobie w momencie zgłaszania się do szpiatala na terapię dla
uzależnionych. Czy w tym momencie będę musiała być trzeźwa całkowicie, czy
też wystarczy, że będę w takim stanie, że będzie się ze mną można spokojnie
dogadać....
Obserwuj wątek
    • hepik1 Re: pytanie 25.01.05, 06:43
      Na zapas się nie natankujesz.W sumie takie podejście bez sensu ale nie moja broszka.
      W stanie wskazującym nawet na detox nie przyjmują(przynajmniej tak mówią
      przepisy.)a co dopiero na terapię.
      A dokumenty zwykłe-jak do każdej przychodni z NFZ.Na Sląsku to karta chipowa .
      • stachu34 Re: pytanie 25.01.05, 09:10
        Alkoholizm i inne uzależnienia (papierosy i seks - nie!!)jest chorobą
        społeczną.Więc nie potrzeba nawet ubezpieczenia z NFOZ. Chyba nie trzeba nawet
        skierowania do przychodni uzaleznień,aczkolwiek do szpitala tak.
        • hepik1 Re: pytanie 25.01.05, 10:19
          Oj Stachu -chyba trzeba.Znaczy -mieć ubezpieczenie.
          A co choroby społecznej to też się zmienia-przynajmniej tak uważa Ewa Woydyłło:

          "EW: - Myślenie o alkoholizmie w kategoriach choroby społecznej jest
          pozostałością z czasów sowieckich. Jako że obywatel miał być niezdolny do życia
          bez dyrektywy pochodzącej od państwa, więc i państwo musiało wziąć
          odpowiedzialność za jego poczynania. Także za to, że się rozpił. Państwo było
          też jakoby odpowiedzialne za to, żeby obywatel potem wytrzeźwiał. Jednym z
          efektów były zakładane odgórnie kluby abstynenta. Tyle że jeżeli państwo ma być
          za coś odpowiedzialne, to siłą rzeczy obywatel sam zwalnia się od
          odpowiedzialności. A potem tłumaczy się: nie zadbano, nie dano mi, nie pokazano
          mi. Takie podejście w przypadku alkoholizmu było szczególnie zdradliwe, bo tu
          nieodzowne jest zaangażowanie samego chorego w leczenie.

          Nawet najlepszy terapeuta sam nikogo nie wyleczy. Może najwyżej pomóc choremu,
          by ten sam wyzdrowiał. To chory musi wziąć odpowiedzialność za leczenie,
          pracować nad sobą, uczyć się siebie i swej choroby. A jak się omsknie, to
          próbować znowu, bo nie wszystko udaje się za pierwszym podejściem."

          Tylko nie bierz tego do siebie.Akurat czytałem ten stary wywiad i tak sie to
          zbiegło w czasie:))
          • stachu34 Re: pytanie 25.01.05, 11:17
            Hmmm...Nie powinienem polemizować z takim autorytetem jak E.W., Jednak wydaje
            mi się to „upolitycznieniem” problemu alkoholizmu. Określając chorobę
            alkoholową mianem „społecznej” mam na myśli jej zasięg i skutki...Ale wróćmy do
            tematu wątku...
            • hepik1 Re: pytanie 25.01.05, 11:31
              Jasne Stachu,to tylko tak na marginesie:))
      • uzalezniona Re: pytanie 25.01.05, 10:22
        Nie zrozum mnie źle. Ja myślę o leczeniu poważnie, ale odwagę na taki krok mam
        tylko 'po spożyciu'...

        Dzięki za odpowiedzi.
        • hepik1 Re: pytanie 25.01.05, 11:19
          No to mamy problem ale chyba mniejszy niż kwadratura koła,mimo wszystko.
          Czyli do rozwiązania.
          Z mojej strony mogę zapewnić,że pierwsza wizyta w ośrodku,która polega na
          rozmowie z terapeutą,który to znowóż wyda wstępną diagnozę,czy sie nadajesz "pod
          nóż";) nie boli,do niczego nie zobowiązuje(bo albo sie zdecydujesz na terapię
          albo nie) a nawet daje uczucie ogromnej ulgi i dużą dawkę "pałeru"(jak nie
          przymierzając setka na czczo;)
          A potem praca na terapii to różnie -raz z górki raz pod górkę-jak w życiu:)
          Spróbować warto ,bo co masz do stracenia?
          • hepik1 Re: pytanie 25.01.05, 11:29
            A na śmiałość zamiast czegoś "mocniejszego" może takie dwa linki?
            alkoholizm.akcjasos.pl/129.php
            alkoholizm.akcjasos.pl/133.php
        • stachu34 Re: pytanie 25.01.05, 11:30
          Takie obawy, czy nawet strach ma każdy przed realizacją takiego
          zamiaru.Natomiast jeżeli chodzi o drugą część Twojego postu to,ta "odwaga" jest
          jednym z mechanizmów uzaleznienia.To trzeba zmienić,a od tego jest właśnie
          terapia.Tam są ludzie którzy pomoga Ci pokonać ten strach i poskromić tą
          cudaczną odwagę.Ta sama odwaga pozwala stanąc nietrzeźwemu na barierce balkonu
          dziesiątego piętra...i w efekcie spaść.
          Także nie obawiaj się.Tam czekali na mnie (też sie bałem),teraz czekają na
          Ciebie.Pozdr...
          • jerzy30 Czyżby strach - a może coś innego 25.01.05, 12:14
            A jak idziesz do lekarza internisty to też po jednym głębszym "walisz" na
            odwagę.Chyba po prostu nie możesz się powstrzymać od picia i wymówka "na
            odwagę" jest bardzo dobra.
            A tak na marginesie - tam nie biją, nie krzyczą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka