Dodaj do ulubionych

1000 dni bez terapii

01.11.05, 15:25
W połowie października minęło mi 1000 dni bycia w stanie trzeźwości. Po 15
latach nieprzerwanego picia skończyłem z tym dokładnie 29 01 2003 roku.(mój
pierwszy post na tym forum: - forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
f=176&w=20041639&v=2&s=0)
Nie byłem na żadnej terapii. Dwa razy poszedłem na spotkana AA i dałem sobie
spokój. Dwa razy spotkałem sie z terapeutą - był po prostu beznadziejny. Raz
byłem u lekarza - kierownika przychodni do spraw uzależnień- rewelacyjny
facet. W czasie półgodzinnej rozmowy dał mi takiego speeda do skończenia z
nałogiem, że zapamiętam go jako rewelacyjnego fachowca. Sugerował mi
wprawdzie terapię, ale w przeciwieństwie do poprzednich rozmów z innymi, nie
stawiał mnie pod nakazem jej rozpoczęcia. Od tego czasu jako mnie nie
ciagnęło, ani do alkoholu, ani do terapeutów. Miałem chwile załamania, ale
każdy następny dzień przeżyty w trzeźwosci utwierdzał mnie w przekonaniu, że
już nie chcę bardziej niz to dotychczas zrobiłem spieprzyc życia swojego i
najdroższej mi osoby. Pozdrawiam wszystkich treźwiejących i życzę
wytrwałosci, wsparcia i zrozumienia najbliższych, oraz porad fachowców, a nie
oszołomów.
Obserwuj wątek
    • martap12 Re: 1000 dni bez terapii 01.11.05, 17:50
      Gratuluje i życzę wytrawalości :)
    • jerzy30 Re: 1000 dni bez terapii 01.11.05, 18:49
      a ja Ci życzę następne 1000 i jeszcze 1000 i jeszcze 1000..............
      Dzień po dniu
      • hepik1 Re: 1000 dni bez terapii 01.11.05, 19:44
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=20041639&v=2&s=0
        tak tylko chce zobaczyc
        • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 01.11.05, 23:46
          Do Hepika
          U mnie ta ścieżka się otwiera.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=20041639&v=2&s=0.
          Nie wpisuj z ręki tylko skopiuj i wklej.
          Jeżeli się nie uda to można mnie znaleźć przez wyszukiwarkę.
          Już raz wypowiadałem się co sądzę o terapii i być może sie mylę co do
          konieczności jej stosowania, ale prawie trzyletni okres trzeźwości bez jej
          zastosowania w moim przypadku chyba o czymś świadczy.
          • kylly Re: 1000 dni bez terapii 02.11.05, 08:18
            gratuluję i następnych 1000 dni życzę
            pozdrawiam
            P.
            ps. pozwolisz tylko że w kwestii konieczności terapii będę miał inne zdanie...i
            uwierz znam człowieka który 9 lat był trzeźwy (podkreślam był...) teraz od roku
            nie pije...nigdy by nie powiedział że ten 9 letni okres o czymś świadczył.....
            • hepik1 Re: 1000 dni bez terapii 02.11.05, 10:33
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=20041639&v=2&s=0
              nie od ręki ,tylko kopiuj wklej i z i wyszło na czarno?
              • hepik1 Re: 1000 dni bez terapii 02.11.05, 10:48
                Przeczytałem wreszcie.Gratulacje:)
                Trzeba by może rozpropagowac metode zerkania na kacu przez okno?;)
            • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 02.11.05, 21:33
              Do killy,ego

              -{ps. pozwolisz tylko że w kwestii konieczności terapii będę miał inne
              zdanie...i
              uwierz znam człowieka który 9 lat był trzeźwy (podkreślam był...) teraz od roku
              nie pije...nigdy by nie powiedział że ten 9 letni okres o czymś świadczył}-

              Możesz to bardziej rozwinąć
              • kylly Re: 1000 dni bez terapii 03.11.05, 08:09
                hmmmm powiem tak...trudno mi pisać (mówić :)) o kimś innym....ale mogę Ci
                powiedzieć tyle, że mam na grupie znajomego który przestał pić w 1993 roku po
                ataku padaczki...i nie pił ponad 9 lat...bez aa, bez terapii, po prostu jak
                mówi stwierdził że jest alkoholikiem i że alkohol nie dla niego...a po prawie
                10 latach stało się coś...że zaczął pic "kasacyjnie" - w zasadzie cudem jest to
                że nie stracił wszystkiego...i (to jego słowa...) dziś mówi że ten okres
                (abstynencji) nie różnił się niczym innym od okresu picia (chodź z zewnątrz
                wszystko wyglądało piękie...dobra żona, udane dzieci, sukcesy zawodowe a jak
                twierdzi dziś sam był pijany w.....
                pozdrawiam
                P.
    • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 03.11.05, 22:38
      Alkohol praktycznie towarzyszył całemu mojemu dorosłemu życiu. Pierwszy raz
      film urwał mi się jak miałem 20 lat, zdolność kontrolowanego picia utraciłem
      niedługo potem. Przez następne 20 lat piłem okazyjnie i tylko w towarzystwie, a
      przez ostatnie 15 lat juz sam i bez okazji, najpierw jak już wszyscy poszli
      spać lub w dni wolne i święta, potem już i w dzień i w nocy i na okrągło.
      Przerwy miałem tylko w okresach ciężkiej grypy i pobytu w szpitalu po wypadku,
      któremu uległem oczywiście po pijaku (może by się uzbierały ze trzy miesiące
      ciągu ostatnich pięciu lat)
      Od czasu mojego wejścia w okres zdrowienia nie poddałem się żadnej terapii
      grupowej, ani indywidualnej i nie uczestniczyłem w zebraniach AA. Zacząłem
      natomiast samodzielnie ( najpierw broszury z przychodni, potem biblioteka, a na
      końcu Internet) zagłębiać się w tematykę uzależnień. W życiu wcale mi się
      różowo nie układa. Mam problemy ze znalezieniem konkretnej i stałej pracy.
      borykam się z problemami finansowymi, kłócę się (czasami z żoną, częściej z
      matką i córką), mam problemy ze zdrowiem. W rodzinie zdarzają mi się pogrzeby,
      śluby, chrzciny ,komunie i setki innych okazji, dobrych i złych, ale jakoś nie
      łykam. Powiem więcej. Nie czuję potrzeby łykania. Nie wpadam w euforię, ale
      jest mi z tym dobrze i za nic w świecie nie chciałbym wrócić do koszmaru
      swojego pijackiego upodlenia. Niepokoi mnie jedynie samozadowolenie płynące z
      zachowania osób uczęszczających na wszelkiego rodzaju terapie. Tak jakby udział
      w nich miał bezwarunkowo ustrzec przed ponownym wpadnięciem w nałóg. Przecież
      powroty zdarzają się i tym po terapii .Przypomina mi to trochę podziały
      klasowe. Podział na lepszych i gorszych, a może równych i równiejszych.
      Przyłącz się do nas, bo zginiesz, albo kto nie z nami ten przeciwko nam.
      Czy może jest ktoś na tym forum, kto pomógł sobie sam i nie boi się do tego
      przyznać.
      A może mnie się tylko wydaje, że zdrowieję i może jestem „trzeźwy inaczej”?
      • ms_34 Re: 1000 dni bez terapii 04.11.05, 08:27
        chyba troszku przesadzasz z tym podziałem na lepszych i gorszych
        ja byłem na terapii i to dwa razy, próbowałem też sam miliony razy
        w grupie poprostu łatwiej
        a samemu trudniej, przynajmniej mnie tak było
        pozdrawiam i podziwiam
        maciej
        • drak62 Re: 1000 dni bez terapii 04.11.05, 13:59
          Twój przypadek jest wyjatkiem który potwierdza regułę. Istota terapii grupowej
          jest konfrontacja własnego uzalezniena z uzależnieniem innych osób.
          Aczkolwiek istotą leczenia jest uznanie wlasnej bezsilności, przyznanie się do
          swojego uzaleznienia przed samym sobą i chęć życia w trzeźwości- bez tych
          warunków żadne terapie nie działają.
          • hepik1 Re: 1000 dni bez terapii 04.11.05, 22:26
            1. Picie towarzyskie
            - picie towarzyskie przy okazji przyjęć i uroczystości
            - picie dla przyjemności
            1. Faza ostrzegawcza
            - picie dla poprawy nastroju
            - szukanie i tworzenie okazji do picia
            - początki regularnego picia
            - upijanie się w sytuacjach towarzyskich
            - "urywanie się filmu"
            - "klinowanie" usuwanie kaca za pomocą alkoholu
            - wzrost tolerancji na alkohol
            - okresowe kłopoty z pamięcią po wypiciu
            - picie w ukryciu, w samotności
            3. Faza Krytyczna
            - wyrzuty sumienia, poczucie winy
            - poczucie konieczności wypicia przed południem
            - zaniedbywanie rodziny i konflikty małżeńskie
            - oszukiwanie związane z piciem
            - utrata zainteresowań nie związanych z piciem
            - obojętność w stosunku do jedzenia, nieregularność odżywiania
            - produkowanie usprawiedliwień i alibi dla dalszego picia
            - nieudane próby kontrolowania picia
            - zachowania agresywne i konflikty z zasadami prawa i porządku
            - nasilanie się zaburzeń pamięci
            - zaniedbywanie wyglądu zewnętrznego
            - napięcie, drżenie i przymus porannego picia
            - picie ciągami z okresami powstrzymywania się od alkoholu dla poprawy zdrowia
            - próby udowadniania sobie swojej siły woli i zdolności do kontrolowania picia
            - pogorszenie się zdrowia fizycznego
            - obniżanie się tolerancji na alkohol
            - zaburzenia popędu seksualnego
            4. Faza chroniczna
            - okresy długotrwałego upijania się
            - osłabiona zdolność rozumowania
            - picie stało się jedyną ważną sprawą w życiu
            - załamanie moralne, degradacja zawodowa i społeczna
            - rozpad więzi rodzinnej
            - poczucie skrajnej bezradności i odizolowania się od świata
            - stany lękowe i obsesyjne picie
            - otępienie alkoholowe
            - psychozy alkoholowe, delirium,
            - padaczka alkoholowa
            - choroby somatyczne - mars kość wątroby, polineuropatia
            - krańcowe załamanie się funkcji organizmu

            Wklejam,żeby było wiadomo o czym mowa.
            Mam taka teorię,że jest możliwy taki rezultat(myśle o autorze wątku) dla osób,które nie weszły w faze chroniczną.
            W fazie krytycznej -jak najbardziej,choc nie każdemu.Tyle ,że po terapii i w grupie łatwiej.
            A jeśli można taniej,to po co przepłacać?;)
            • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 08.11.05, 22:42
              test MAST w wersji skróconej - 8 pkt.
              test AUDIT - wywiad - 24 pkt.
              - badania kliniczne - 15 pkt.
              test Baltimorski - 19 pkt.
              Teoria, teoria... Hepik
    • ipip Re: 1000 dni bez terapii 22.11.05, 18:41
      odpowiedz co ci powiedział tak skonczyłem z fajkami dzieki
    • rarely Re: 1000 dni bez terapii 23.11.05, 07:58
      i co z tego chodzi o komfort zycia bez alkoholu a nie długośc abstynencji ja
      wytrzymałem 7 lat bez AA i terapi skończyłem z rozwodem wywalony z pracy i u
      psychiatry z depresją
      • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 23.11.05, 12:31
        Mój komfort życia bez alkoholu polega na tym, że nie potrzebuję żadnej terapii.
        Mam rodzinę, w której mam oparcie i która we mnie wierzy, mam świadomość
        swojego uzależnienia, umiem znaleźć potrzebne mi informacje na temat swojej
        choroby i nie czuję potrzeby , aby ktoś mi w sposob naukowy mówił według jakich
        schematów mam dalej żyć. Cieszę się z każdego dnia przeżytego bez alkoholu i
        jedyną potrzebą jaką odczuwam po czytaniu różnych postów na tym forum jest chęć
        podzielenia się tą informacją z innymi.
        • jerzy30 Re: 1000 dni bez terapii 23.11.05, 15:07
          i tak trzymaj - a jak Ci nie daj boze przypili to odpalaj kompa, chwytaj
          klawire, klikaj i wchodz w neta na nasze forum
          • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 23.11.05, 19:09
            Dzięki Jerzy. Jestem zbudowany solidarnością ludzi trzeźwiejących. To dodaje
            otuchy. Na pewno kontakty z życzliwymi, zdrowiejącymi alkholikami są
            nieocenioną terapią. Jest to kamień do ogródka zwolenników zorganizowanych i
            grupowych zajęć terapeutycznych, ale ja mimo to pozostanę przy swoim może
            trochę desperackim i przekornym uporze, że potrafię sam. Poza tym w moim
            przypadku udział w takich spotkaniach to poważny problem. Od 3 lat przez 3/4
            roku jestem uziemiony na ogrodniczo- rolnej działce 50 km od Łodzi, gdzie
            mieszkam, uprawiam kawałek gleby i zajmuję się stolarką. (W tej chwili nie
            zamieniłbym tego na nic innego). Miałbym więc poważny problem z częstymi
            dojazdami, co przy moich dochodach byłoby nie do wykonania. Jest za to inny
            problem. Tu prawie wszyscy piją . Człowiek niepijący na wsi to ewenement.
            Alkohol jest nieodłącznym atrybutem każdej pracy, jest formą zapłaty, wyrażenia
            wdzięczności, podziękowania, jest po prostu wszechobecny. Pojęcie alkholizmu
            jest tu w ogóle nieznane. Nawet miejscowy lekarz na którego świadectwo powołują
            sie wszyscy, twierdzi, że odrobina alkoholu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
            Nałogowy alkoholik po kilkutygodniowej detoksykacji jest zapraszany z okazji
            zakończonych wykopków na poczęstunek -oczywiście alkoholowy. Próbowałem w tej
            sprawie coś zrobić, rozmawiałem z żonami i matkami tych ludzi, ale usłyszałem,
            że co to za chłop co nie pije. Dałem sobie spokój. Zresztą nawet tutejszy wójt
            złapany po kielichu przez drogówkę jest rozgrzeszany i usprawiedliwiany. Tutaj
            człowiek staje się po prostu bezsilny. Ja nie czuję sie na siłach, żeby w to
            wejść, ale to chyba jednak temat na oddzielny wątek. Jeszcze raz dzięki za
            wsparcie i słowa otuchy wzystkim życzliwym na tym forum. Janu.
            • jerzy30 Re: 1000 dni bez terapii 24.11.05, 08:34
              janulodz - w pierwszej kolejnosci pozdrowienia dla drzewiarza [jestes
              stolarzem] od drzewiarza [jestem techlolog drewna i pracowalem w konserwacji
              zabytkow drewnianych a teraz mam scisly kontakt z producentami okien
              drewnianych]
              masz racje - czlek niepijacy, a szczegolnie na wsi jest traktowany jak marsajnin
        • e3ska Re: 1000 dni bez terapii 20.12.05, 23:08
          Ja nie piję dopiero od ponad dwustu dni. Też prawie bez terapii. Przepełnia mnie
          radość, zwykła radość z niczego. To pewnie głupie, jeśli cieszymy się bez
          powodu, a właściwie - ze wszystkiego. Wizyty w ośrodku wspominam jednak z
          niesmakiem i żałuję, że kiedyś tam mnie zaprowadzono. Pewne kwestie zmąciły moją
          pogodę, zachwiały wiarę w siebie, w swoje możliwości. Samodzielność myślową
          określa się "pijanym myśleniem", wprowadza schematy, swoistą "uraniłowkę"
          psychiczną. Dopiero jak się skończyło moje dorywcze wstępne terapeutyzowanie,
          wrócił spokój, poczucie dumy z siebie, ufność wobec świata i ludzi, jakaś
          dobroć, chęć działania. Alkohol w ogóle mnie nie pociąga, nie przeszkadza mi,
          gdy inni piją.
          Jedyne, co mnie martwi, to fakt, że nie za wiele mi wiadomo o alkoholizmie.
          Najwięcej wnioskuję z internetowych dyskusji. Pewnie dobrze byłoby zapytać
          fachowców, ale wtedy ryzykuje się jakąś bebechowatość rozmów czy porad. A
          żadnych broszur w poradni nie było widać.

          Drogi Janu! Ucieszył mnie fakt, że dajesz sobie radę bez podpórek. Podobnych
          Tobie znam kilka osób i naprawdę, nie są to jacyś smutni i nieszczęśliwi ludzie,
          przeciwnie, pogodni, pracowici, zaradni, życzliwi. Ich życie nie kręci się wokół
          choroby. Ale oni nie wiedzą, że bez terapii to żadne trzeźwienie.

          Ja natomiast nie mam pewności, a właściwie wiedzy. Dobrze by było pójść i
          powiedzieć: co należy mi wiedzieć, czego się bać, wystrzegać. Ponieważ mieszkam
          w Łodzi, zapytam: w jakiej poradni (wystarczy ulica)trafiłeś na tego lekarza, o
          którym piszesz na wstępie? Może by i mnie się udało, bez terapeutycznych
          męczarni, zrozumieć więcej z istoty mego uzależnienia.
          Pozdrawiam, e3ska
          • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 21.12.05, 00:10
            Witam Cię e3eska.
            Miło mi przeczytać te słowa i poznać kogoś ,kto ma podobne zdanie na temat
            terapii grupowej i wmawianie, że bez tego to na pewno się nie uda. Ja też
            dopiero na tym forum dowiedziałem się, że podobno tak nie można. Nie przejmuję
            sie tym i w wolnych chwilach zgłębiam tajniki mojej choroby i czytam
            opracowania dotyczące alkoholizmu. Poniżej podaję ci linki, do dwóch portali z
            których ostatnio korzystam.
            Lekarzem na którego trafiłem na wstępie mojego trzeźwienia był ówczesny szef
            ośrodka, którego adres Ci podaję. Nie wiem, czy nic się nie zmieniło
            ponieważnie nie byłem tam od prawie trzech lat. Mam nadzieję, że on tam jest
            nadal .
            Pozdrowienia Janu
            Miejski Ośrodek Profilaktyki i Terapii Uzależnień im. Bł. Rafała Chylińksiego
            Inowrocławska 5a
            91-020 Łódź
            tel.: 041/ 654 91 91
            fax: 041/ 654 91 91

            www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=strony&op=spis&id=160&lang=pl
            www.alkoholizm.akcjasos.pl/
            • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 12.01.06, 11:20
              Janu, bardzo dziękuję i przepraszam, że nie napisałam od razu, ale miałam
              problemy techniczne i mnóstwo zajęć.

              Właśnie za kilka dni będę wchodzić w dziesiąty miesiąc mojej trzeźwości. W
              kwietniu zakończyłam swój ostatni wielkanocny ciąg. Dramatyczny. Obeszło się bez
              detoksu, bez psychiatrów. Byłam w przychodni, ale rozmowy terapeutyczne
              doprowadzały mnie do rozpaczy.

              Przeżyłam bardzo trudny czas: wściekły napad głodu alkoholowego, około trzech
              miesięcy po odstawieniu. Trwał ponad dwa tygodnie i nic innego nie przyszło mi
              do głowy, jak wytrzymać. Od tej pory mam spokój.

              Okres świąt i Sylwester: wesele, imprezy, morze alkoholu obok mnie. Żadnych
              złych ciągot. Lepiej jest być abstynentem, wiecej się odczuwa, zauważa. Bawiłam
              się świetnie, a oprócz tego, oczywiście, nie bałam się zdrowotnych konsekwencji.

              Teraz panuje jakaś głupia moda na terapie. Wydaje mi się, że większość ludzi nie
              rozumie siebie. Trzeba im podsuwać gotowe rozwiązania, podpowiadać: jesteś tym,
              jesteś taki, powinienieś. Uczą na terapiach jakichś podstaw autorefleksji.
              Kontroli emocji. Zasad radości. Tymczasem niektórzy ten dar posiadają sami z
              siebie.

              Jeśli ktoś pije, bo otacza go pustka, niech mu te pustkę zapełni terapeuta i
              kolejne grupy. Ale, na litość, nie wmawiajmy uzależnionym, że to jedyna droga.
              Tak, potrzeba pewnej wiedzy. Te wiedzę zdobywam dopiero teraz. Widzę jednak
              szalone uproszczenia.

              Jest tyle radości czekających na człowieka trzeźwego, tyle pracy, tyle
              pożytecznych zajęć. Po co marnować czas na kolejne spotkania?

              Nie masz przyjaciół, jesteś samotny i nieszczęśliwy, potrzebujesz sie wyżalić.
              Dobrze, idź na terapię. Wytrzeźwiałeś, widzisz przed sobą nowe perspektywy, to
              się zajmij swoją pracą, pasją, bo albo terapia, albo robota.

              Janu, mam za sobą ponad trzydziesci lat picia, od piątej klasy podstawówki. I
              dziewięć trzeźwych miesięcy. I postanowienie: nie pić. I dużo pracy. I dobry
              humor, oby mnie nigdy nie opuścił, czego też Tobie, Janu, i wszystkim sierotom
              po butelkach szczerze życzę:)
          • yuraathor Re: 1000 dni bez terapii 22.12.05, 19:12
            hej ,proponuję poczytać wątek "trzy miesiące bez terapii"
            autorstwa :renatal64.żeby nie trzeba było szukać to go na pierwszą stronę
            wyciągnę , pozdrawiam
    • janulodz Życzenia dla wszystkich 23.12.05, 01:14
      Pogodnych,spokojnych i rodzinnych Świąt, ciepła i blasku choinki, pyszności na
      stole, radości bliskich, życzliwosci nieznajomych, wytrwałości i pogody ducha
      życzy autor wątku
      Janulodz
    • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 12.01.06, 13:22
      Witaj E4eska.
      Życzę Ci wszystkiego najlepszego w Nowym 2006 Roku.
      Nie mogłaś tego lepiej ująć. Na temat terapii myślę i czuję zupełnie to samo, co Ty.
      Nie czuję przygnębienia, nie jestem nastawiony wrogo do ludzi, potrafię czerpać radość z samego życia chociaż ono mnie nie rozpieszcza. Na pewno nie jestem ponurym abstynentem, który wszystkim ma za złe, że on nie może się do końca życia napić. Mam wiele zajęć, pasjonuję się komputerem, ogrodem, od roku wnukiem, nie popadam w czarną rozpacz z powodu drobnych przeciwności losu, jedyne co mnie dołuje to brak stałej pracy.
      Wydaje mi się, tak samo jak Tobie, że można żyć bez psychoterapeutów, którzy będą mi na ciągnących się w nieskończoność naukowych sesjach przybliżać teorię poznawania samego siebie.
      Teraz wszystkim się wydaje, że bez fachowców człowiek nie jest w stanie samodzielnie myśleć, funkcjonować i po prostu żyć.
      Ja nie chce gotowych recept i utartych szlaków. Długo w życiu błądziłem , ale największą satysfakcję sprawiło mi to, że sam wyszedłem z tego. Teraz już swojej przeszłości nie zmienię, więc po co mi w niej grzebać, szukać źródeł mojej klęski. Nie cofnę czasu.
      Żyje teraźniejszością i z niej czerpię siłę.
      Tylko po czytaniu tych wszystkich reprymend od pozostałych forumowiczów, że bez terapii się nie da zaczyna mi świtać pewna myśl. Odnoszę wrażenie, że oni są po prostu sterowani.
      Postęp naukowy doprowadził do rozwoju bardzo wielu dziedzin nauki, miedzy innymi i psychologii.
      Nauczanie empatii, asertywności , neurolingwistyczne programowanie, techniki autorozwoju, hipnozy, oddziaływanie na podświadomość, nie wiem co jeszcze powoduje, że człowiek zaczyna zatracać swoje człowieczeństwo. Zaczyna być sterowanym cyborgiem.
      Chyba się trochę zagalopowałem, ale takie mnie ogarnęły refleksje.
      Ja jednak wolę sam do tego dochodzić i nawet wyważać otwarte drzwi, bo to mi sprawia radość i dodaje sił.
      Za dwa tygodnie będę obchodził 3 rocznicę swojej trzeźwości, czego Tobie Eska z całego serca życzę, a dalej - to trzeźwości do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej.
      Pozdrawiam. Janu
      • yuraathor Re: 1000 dni bez terapii 12.01.06, 23:22
        hej janu. w pierwszej chwili się oburzyłem za to sterowanie a potem: no jasne
        jestem sterowany , jest Ktoś kto prowadzi moje sprawy ,kieruje moimi krokami.
        to Bóg ,Siła wyższa niż moja własna nazywam Go Moim panem Bogiem.moim
        indywidualnym , Ty masz pewnie swojego.to dzięki niemu trafiłem na terapię ,
        potem do AA. na początku nie wierzyłem w niego ,dziś wiem że jest, ale do tego
        bym uwierzył potrzebna mi była terapia i AA. pozdrawiam
        • e6ska Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 00:13
          Drogi Yura! Ta Wasza siła wyższa ma specyficzne poczucie humoru albo jeszcze nie
          wytrzeźwiała.

          Najpierw Was rzuca w otchłań alkoholową, a potem sobie tak ni stąd, ni zowąd
          wyciąga co poniektórych, żeby ich nawrotem znów w dół, i jeszcze jeden, i
          jeszcze raz, i psuje mózgi, zsyła padaczki, kusi kieliszkami, a niektórych
          doprowadza do najpodlejszej śmierci, jakby chciała powiedzieć z wysoką pogardą:
          Ecce homo.

          Potem, jak już się wydobędzie na brzeg jakiś dzielny rycerz trzeźwości, siła
          wyższa uzurpuje sobie prawo do wiecznej wdzięczności, odbierając nieszczęsnemu
          należne laury. Że to niby sam wpadł, ale lot ku górze jej, sile, przynależy.
          Dlatego alkoholik musi siedzieć cicho, żadnych protestów do siły nie zgłaszać,
          bo z pretensjami to tylko do siebie, a co dobre, to nie jego.

          Ale za to rycerze i rycerki mają tę radość, że ich właśnie siła sobie upatrzyła,
          a nie jakiegoś wacka, co zasnął po ostatnim denaturacie.

          Więc albo ta siła cóś nie tak, albo stery szwankują:)
          • e6ska Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 00:26
            Albo, jeśli przyjąć, że każdy ma swoją siłę wyższą, a przy tym siła ta jest
            Bogiem, to mielibyśmy do czynienia z najpiękniejszym, zakręconym politeizmem.
            Moim zdaniem lepszy byłby Anioł Stróż. Z żadnym fioletowym nosem, za to ze
            skrzydłami białymi.

            Nie gniewaj się, Yura, ale całkiem tej mistyki nie kumam.
            Rozumiem tylko tyle, że potrzebna jest Ci świadomość wyższego porządku. Czy bez
            siły wyższej nie byłbyś w stanie wytrwać w trzeźwości?

            Ja zamierzam wytrwać przy swoim wbrew siłom niskim i wysokim, jak mam na co
            liczyć, to wolę na siebie;)
            • yuraathor Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 01:07
              no cóż, na dzień dzisiejszy wierzę w swojego niech będzie anioła stróża ,pewnie
              że to nie On wepchnął mnie w otchlań alkoholizmu, to ten drugi zły , czarny
              nazwij jak chcesz,ale myślę że odbyło się to za przyzwoleniem mojego anioła bo
              jakże inaczej nie przeżywszy tego upodlenia mógłbym się stać takim jakim jestem
              obecnie. niby mam 43 lata ale naprawdę żyję od 02 12 2002. nie gniewam się
              każdy ma prawo do osobistego postrzegania świata i swojego w nim miejsca.nie
              wiem czy bez Siły Wyższej trwałbym w trzeźwości bo to przerasta granice mego
              pojmowania (co by było gdyby nie było tego w co wierzę-nie wiem bo wierzę że
              jest) a może to TRWANIE W TRZEŹWOŚCI jest Twoją SW która na dzisiaj Tobą
              kieruje ? eee późno już , ale do rana mam dyżur. pozdrawiam
            • paulsixtus Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 03:40
              > Ja zamierzam wytrwać przy swoim wbrew siłom niskim i wysokim, jak mam na co
              > liczyć, to wolę na siebie;)

              Zycze Ci powodzenia - jak przyznajesz - masz mala wiedze na temat alkoholizmu -
              wiec z pewnoscia jeszcze mniejsza na temat trzezwienia. Po prostu "nie pijesz i
              juz" - na dluzsza mete to nie dziala. Mozna "wytrzymywac" - ale kazde takie
              wytrzymywanie ma swoje granice (patrz fizjologia...)
              Z oczywistych zalet trzezwosci zdaje sobie sprawe kazdy, nawet czynny pijak.
              Z Twoich postów wyziera chęć, fobia udowodnienia swojej wyjątkowosci...Wizyta
              na terapii wywoluje czesto dyskomfort - to dlatego,ze "moje ego nie jest w
              centrum uwagi". Bardzo trudno jest rozbierac na czynniki pierwsze swoja
              psychike, obnazac jej slabosc, ktora "podlewala " alkoholizm...
              Nie kumasz mistyki - wcale sie nie dziwie, kiedy zadnej wiedzy zdobyc nie
              chcesz, czynisz z tego chlubę nawet...
              A juz Twoje pijackie brednie na temat Sily Wyzszej, to popis ignorancji i
              bardzo prostego, jaskrawego myslenia alkoholowego...
              To nie Sila Wyzsza "zeslala" nam alkoholizm. To my, sami w sobie -
              wypielegnowalismy go, podlewalismy pieczolowicie, czesto swiadomi zagrozenia i
              pułapki, w jaka wpadamy. Trzeba naprawde minimalnego wysilku, aby to pojąć.
              Oczywiscie, mozna, jak niegdys Kopernik, zamknac sie w wiezy i przez teleskop
              obserwowac niebo, mozna pisac skomplikowane rownania....I potem z duma oglosic,
              ha! - Ziemia krąży wokół słońca!" ...Tyle,ze te drzwi sa juz od dawna otwarte.
              pozdrawiam
              PaulSixtus






          • rauchen Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 02:52
            a mnie sie wydaje ze bluznisz kobieto,
            i to bardzo bluznisz.
            Starasz sie pokazac ze jestes lepsza alkoholiczka od kazdego innego alkoholika.
            No coz, moze to wlasnie jest twoja sila wyzsza ktora pozwala ci nie pic.
            Wlasciwie moze jedynym sposobem zeby moc cie utrzymac w powstrzymywaniu sie od
            alkoholu, jest napisanie ze i tak wczesniej czy pozniej zapijesz.
            Wlasciwie ma sie wtedy gwarancje ze faktycznie nie tkniesz alkoholu.
            Bo twoja sila by dzialac na przekor temu co sie pisze i mowi o alkoholizmie,
            moze byc tak wysoka,
            ze zadna inna sila wyzsza do piet jej nawet nie dosiega.:)
            Bo mam nadzieje ze to co wypisujesz na temat psychologow i AA,
            to nie zwykla niemoznosc pogodzenia sie z faktem,
            ze nie jestes jedyna osoba na tym swiecie,
            ktorej udalo sie wrocic do trzezwego zycia.
            No i ze krytykanctwo nie stalo sie twoim nowym sposobem na zycie.
            • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 09:59
              rauchen napisała:

              > a mnie sie wydaje ze bluznisz kobieto,
              > i to bardzo bluznisz.
              > Starasz sie pokazac ze jestes lepsza alkoholiczka od kazdego innego alkoholika.

              Lepsza? Dlaczego tak sądzisz?

              Czyżbym nie wiedziała, co to pijacki cug, trzęsące sie ręce i obrzmiała twarz?
              Bezsenność o świcie i podkradanie dziecku drobnych "na te naprawdę ostatnie
              dwieście gram"? Rozpacz, gdy ostatni szklany skarb jest pusty i trzeba wyjść
              chwiejnym krokiem, aby uzupełnić naszą piwniczkę, pokazać się ludziom, jako tako
              umyć się, odziać, powstrzymywać torsje przed ladą sklepiku na rogu, a wreszcie
              obmyślać, czy się pociąć, czy powiesić?

              Czy dlatego, że się cieszę trzeźwoscią i wchodzę w wiek mocno dojrzały tak,
              jakbym miała dwadzieścia lat? Co więcej, pamiętam, że wtedy nie miałam takiej
              radości ani takiego komfortu jak dziś. Bo młodość, Kochani, to jest wchodzenie w
              małżeństwo, rodzenie dzieci, trud wychowania, dorabianie się, zazdrość, kolejne
              klęski i rozczarowania. Mam to wreszcie za sobą, dzięki sile takiej czy siakiej.

              A że napełnia mnie lękiem czy niesmakiem sterowanie na terapiach, wydobywanie
              spraw intymnych na światło dzienne, to ma świadczyć o mojej "lepszości"?
              Smakowac własne poniżenie, być takim samym przypadkiem, półgłówkiem, którego
              stać tylko "na pijackie myślenie", ma mnie dodawac otuchy?

              Wizja świata, gdzie spragnieni szczęścia ludzie na terapiach kupują je sobie
              albo państwo im zapewnia, jest po prostu straszna. Dla mnie. Ja tak to widzę.
              Jeszcze lepiej, żeby jechać na antydepresantach, żeby ktoś wynalazł pigułkę
              szczęścia, która dawałaby kopa psychice. Pozytywnego w mniemaniu kopanych.

              Dlaczego odbieracie sobie i przypisujecie jakimś siłom to, co w Was dobre i
              silne? Zostawiacie sobie tylko to, co złe, Waszą ciężką chorobę, zapijanie,
              katastrofy?

              I kim są Wasi bogowie terapeutyczni? Dla mnie to było poniżające, każde takie
              spotkanie, a ponieważ wcale nie sądzę, że jestem wyjątkowa w swoim braku pokory,
              poszukuję alternatywnych rozwiązań. Dlatego bardzo cenię sobie przykład Janu,
              dzięki niemu wiem, że nie jestem zdziwaczałym, zadufanym w sobie odmieńcem.

              Żeby mnie źle nie zrozumieć: podoba mi się, że zachowujecie trzeźwość. Bardzo
              szanuję Waszą chęć samopoznania i doskonalenia, ale mnie, z moim sposobem
              myślenia, ani wiara, ani terapia pomóc nie może. A jeśli ja tak to czuję, to ilu
              ludzi wraca do nałogu, bo czuje się gorszymi, bo nie odnajduje ani swojej siły
              wyższej ani nie ufa terapeutom, bo przekonanych jest, że sami nic nie zdziałają?

              Dlaczego ludzie nie kończą terapii? Jakie są, według Was, przyczyny rezygnacji?
              Czy tylko głód alkoholu?
              PYTAM NAJPOWAŻNIEJ. Gdyż wcale nie chcę być wyjątkiem. Reguły mi potrzeba,
              niestety.
              • rauchen Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 11:01
                odpowiedz na ostatnie pytanie brzmi:
                bo chec picia jest wieksza niz wola istnienia.

                A do krytykowania metod leczenia alkoholizmu,
                napisze ci tylko tyle,
                ze wychodzisz na straszliwa ignorantke,
                skoro sama piszesz ze twoja wiedza na temat alkoholizmu jest mala.
                Bo wydaje mi sie ze za malo wiesz zeby krytykowac.
                Chwycilas sie czubka gory lodowej, i myslisz ze zdobylas cala gore.
                Bo przestalas pic.
                Nie wiem jak dlugo chodzilas na te terapie,
                i czy w ogole chodzilas,
                ze tak krytykujesz.
                Ja mialam bardzo dlugo niechetny stosunek do AA,
                ale to dlatego ze gdzies zapamietalam raptem dwoch, trzech trzezwych
                alkoholikow z AA, ktorzy moze akurat nie byli dla mnie najlepszym przykladem,
                i choc korzystalam z wiedzy, o programie nie wiedzialam nic.
                A teraz wiem, ze to nie gryzie, a ludzie zdarzaja sie rozni: i tacy ktorzy
                pewnie nadal by zniechecili jesli tylko oni by byli mi dani, ale sa i tacy
                wsrod ktorych dobrze jest trzezwiec, nawet wiecej - dziekuje bogu ze ich
                poznalam.
                Ponadto mam nadzieje ze nikt nigdy nie bedziesz miala doczynienia ze zadnym ze
                swoich bliskich ktorzy wpadna w szpony nalogu.
                Bo wtedy watpie czy tylko to, ze tobie udalo sie przestac pic, pomoze i im.
                Troche to moze byc paskudne uczucie, kiedy ty nie jestes w stanie nic zrobic,
                a przeciez nie skierujesz takiej osoby do tych dziwnych sil wyzszych czy
                terapie,
                bo to takie wielkie nic,
                ktore tobie nie jest potrzebne.
                Wiec jesli nie jestes w stanie zaakceptowac tej sily wyzszej,
                moze przynajmniej powstrzymaj sie od krytykanctwa - bo to co piszesz to nie
                jest krytyka, bo krytykowac mozna cos, co sie zna, a to co robisz to jest
                krytykanctwo.
                Ponadto 200 dni trzezwosci bez terapii to przechodzil pewnie nie jeden
                alkoholik, ktory potem jednak sklonil sie ku AA, bo stwierdzil ze samo
                przestanie picia nie dalo mu za wiele. Dlatego nawet zbytnie wypisywanie sie z
                twojej strony w tak krytykanckim stylu, nie jest jeszcze potwierdzeniem na to,
                ze bez terapii mozna.
                Czego natomiast nie moge powiedziec o osobach ktorym udalo sie wytrwac w
                trzezwosci kilka, kilkanascie lat,
                bo przed takimi chyle czola,
                oni przynajmniej tymi swoimi trzezwymi latami potwierdzaja ze mozna przestac
                pic bez terapii, ty niestety jeszcze nie.

              • paulsixtus Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 02:30
                > Smakowac własne poniżenie, być takim samym przypadkiem, półgłówkiem, którego
                > stać tylko "na pijackie myślenie", ma mnie dodawac otuchy?

                A skąd pomysł, że ktokolwiek "rozsmakowuje sie" w terapeutycznym dociekaniu? To
                jest bardzo bolesna niekiedy sprawa. To demony, z ktorymi jesli stanie sie
                twarza w twarz, nazwie po imieniu - nie sa juz straszne. Ich najwieksza bronia
                jest nieswiadomosc alkoholika. Polglowkiem zas jest ten, kto ze strachu przed
                prawda o samym sobie, zalecza jedynie objawy. Bo abstynencja to jeszcze nie
                trzezwosc, choc jej najwazniejsza skladowa. Czy masz pomysl, dlaczego
                alkoholicy przez lata, sklaniali i nadal sklaniaja sie ku temu wnioskowi...?

                > Wizja świata, gdzie spragnieni szczęścia ludzie na terapiach kupują je sobie
                > albo państwo im zapewnia, jest po prostu straszna.
                Tyle grozy w tym Twoim mysleniu o terapii, ze sam Hitchkock moglby Ci
                pozazdroscic. Otoz, nikt szczescia na terapii nie zapewnia, ani panstwo - ani
                terapeuta. Terapia ma na celu rzeczowe rozpoznanie stanu chorego,
                poinformowanie go o specyfice choroby i przedstawieniu metod,ktore pomagaja z
                choroba alkoholowa zyc. Przeszedlem tego rodzaju terapie i nie mam tak
                strasznych wizji, jak Ty:)

                > Dlaczego odbieracie sobie i przypisujecie jakimś siłom to, co w Was dobre i
                > silne? Zostawiacie sobie tylko to, co złe, Waszą ciężką chorobę, zapijanie,
                > katastrofy?
                To bardzo proste dla kogos, kto chociaz raz mial w ręku np. Katechizm. "I
                widzial Bog, ze bylo dobre"... Czlowiek ma jednak wolna wole, sam sterujac
                zyciem, potrafi tak napompowac swoje ego, ze zdaje mu sie ze lata, a gdy tylko
                to jego Ego jest zagrozone, "podlewa" je alkoholem. W mysl Katechizmu, egozim
                jest sygnalem odwrocenia sie od Boga. Oczywiscie, nie dla kazdego Sila Wyzsza
                wiaze sie z Bogiem, jakim przedstawia go Kosciol. Ogolnie okreslilbym to jako
                zyskanie swiadomosci istnienia czegoś poza moim Ego i moja proznoscia, ktora
                zaprowadzila mnie w to miejsce, w ktorym zaczalem sie staczac.

                > I kim są Wasi bogowie terapeutyczni? Dla mnie to było poniżające, każde takie
                > spotkanie

                Nie spotkalem jeszcze "terapeutycznego Boga".To Bog , dal mi łaskę
                przebudzenia , aby na taka terapie sie udac. Z moim terapeuta rozmowa byla
                rzeczowa, na temat. Terapeuta to ktos, kto zna temat i patrzy na Ciebie,
                zatopionego w egoizmie alkoholika, bez zadnych barwnych szkiel. Dla mnie
                ponizeniem bylo to , co wyprawialem pijąc. To, co przyniosla terapia, moge
                nazwac podniesieniem z kolan. Oczywiscie - jestem swiadom i jestem dumny z
                tego, ze dzieki racjonalizmowi, ale i opiece Sily Wyzszej! - nie siegam odtad
                po alkohol i oby tak bylo zawsze.

                >a ponieważ wcale nie sądzę, że jestem wyjątkowa w swoim braku pokory
                > ,
                > poszukuję alternatywnych rozwiązań.
                Rozwiązań? Czego? Przeciez nie pijesz i jest ok,czyz nie..?


                Dlatego bardzo cenię sobie przykład Janu,
                > dzięki niemu wiem, że nie jestem zdziwaczałym, zadufanym w sobie odmieńcem.

                No, to jest was dwoje :-) To zart. Mnie jednak, ocenianie wlasnej podstawy
                wzgledem kogos innego, bardzo pachnie spirytusowym oddechem.

                > Dlaczego ludzie nie kończą terapii? Jakie są, według Was, przyczyny
                rezygnacji?
                > Czy tylko głód alkoholu?

                Posrednio tak. Bo jak nazwac kogos, kto decyduje sie na taki krok i nagle sobie
                odpuszcza? Gdyby taki ktos nie byl chory (na alkoholizm), to powiedzialbym,ze
                jest troche nienormalny.
                Wielu ludziom, tak jak Tobie - nie odpowiada przekłuwanie bolesnych pęcherzy
                swojej pijanej osobowosci, stad sobie odpuszczaja.
                Jak to sie jednak dzieje,ze czesto po latach - ogromna liczba takich osob wraca
                juz z nieco wieksza pokora z powrotem na terapie...? Sama sobie odpowiedz.
                Pozdrawiam
                PaulSixtus









                To, o czym Ty piszesz , e4ska, to tylko objawy.
    • drak62 Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 10:25
      Abstrahując od siły wyższej, w trzeźwieniu ważna jest pokora.
      Czytając niektóre wypowiedzi brak mi tej pokory. Nie ma sensu podniecac się
      tym że ktoś trzeźwieje bez terapii a inny dzięki terapii. Każdy obiera własną
      drogę. Dla mnie ważnym momentem było przyznanie się do swojej bezsilności,
      odrzucenie pojęcia silnej woli i wyciągniecie ręki do innych o pomoc.
      Dla wiekszosci trzeźwiejących take podejście działa i jest łatiwj wychodzić z
      nałogu mając wsparcie innych , a nikt tak dobrze nie zrozumie alkoholika jak
      drugi alkoholik. Natomiast jeżeli ktoś uważa że nie potrzebuje wsparcia innych
      to jego sprawa. Z drgiej strony, nawet osoby które nie uczestniczą w terapii
      czy mitingach AA, szukają bratnij duszy chociażby w internecie - to przeciez
      tez jest jakiś własny sposób. Rozmowa z drugim człowiekiem zawsze przynosi ulgę.
      • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 10:40
        drak62 napisał:

        > Abstrahując od siły wyższej, w trzeźwieniu ważna jest pokora.


        Pokora wobec alkoholu - TAK.

        Pokora wobec terapeutów - NIE.

        Chyba się nie mylę, że dostępne terapie bazują na pokorze.

        W ogóle pokornym jest lepiej:
        "Pokorne cielę dwie matki ssie"
        "Błogosławieni cisi i pokornego serca" (może coś przekręcam)

        Pozdrawiam
        • kylly Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 11:12
          pokora wobec ???? jeśli masz w sobie pokorę nie dzielisz jej wobec wobec...ale
          jeśli jej nie masz...to skąd możesz wiedzieć że tak jest...
          bazujesz na przysłowiach ??
    • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 19:14
      Witam wszystkich.
      Na wstępie krótki konspekt programu typowego leczenia terapeutycznego. (Pomijam
      tutaj specjalistyczne programy CBT, MET, PRO, czy też Programowanie
      Neurolingwistyczne)
      ETAP I
      - uświadomienie pacjentowi sam fakt uzależnienia (w przeciwieństwie do chorych
      fizycznie, pacjenci uzależnieni z reguły uważają, że ten problem ich nie
      dotyczy), co wymaga przełamania takich mechanizmów obronnych jak zaprzeczanie
      (nieprzyznawanie się do uzależnienia) i racjonalizacja (usprawiedliwianie się -
      "muszę się napić, bo źle się czuję, bo nie mogę zasnąć, bo wszyscy piją").
      ETAP II
      - uświadomienie pacjentowi problemów emocjonalnych i osobowościowych, które
      sprzyjały sięganiu po alkohol. W tej fazie psychoterapia jest nastawiona na
      radzenie sobie z tymi problemami.
      ETAP III
      - rozważa się problemy egzystencjalne i duchowe dotyczące swojego miejsca w
      świecie, hierarchii wartości, pracuje nad wzmocnieniem przekonania, że życie
      bez alkoholu pozwala na kontrolowanie swoich zachowań.
      Nie będę szczegółowo omawiał jak to zrobiłem, mogę tylko zapewnić, że wszystkie
      te trzy etapy przeszedłem sam, bez terapeuty i nie obrażając uczuć religijnych
      szanownych interlokutorów, bez żadnej SIŁY WYŻSZEJ.
      W momencie, kiedy podjąłem decyzję zerwania z nałogiem(szczegóły na moich
      wątkach) i po rozmowie z lekarzem psychologiem (pomijam dwie beznadziejne
      rozmowy z terapeutą) miałem właściwie za sobą ETAP I.
      W początkowej fazie mojego trzeźwienia byłem rzeczywiście ponurym abstynentem.
      Myślałem tylko o tym, żeby się nie napić i liczyłem dni swojej
      wstrzemięźliwości. Z czasem, po zregenerowaniu sił dzięki długotrwałemu
      niespożywaniu, zacząłem sięgać do literatury, czasopism, materiałów
      dostępnych w bibliotekach, a przede wszystkim Internetu. W międzyczasie
      toczyłem z drugą żoną mojego zmarłego Ojca bezpardonową walkę o należące od
      zawsze do mojej najbliższej rodziny Siedlisko, oraz co właściwie powinienem
      postawić na pierwszym miejscu starałem się o odzyskanie swoich najbliższych -
      Żony i Córki.
      Obie te batalie wygrałem.
      Można powiedzieć, że tak przeszedłem ETAP II
      Nad ETAPEM III pracuję do dziś, ale nie mam ochoty, aby ktoś za mnie podejmował
      decyzję o tym co i jak mam robić.
      Nie wiem, czy mój przypadek to patologia, wyjątek, czy siła nieczysta, ale taka
      jest historia mojej trzyletniej trzeźwości.
      Doszedłem do niej sam, bez niczyjej pomocy i nie boję się straszenia, że ja
      jestem trzeźwy inaczej, i że za chwilę wpadnę znowu w szpony nałogu. Musiałby
      mnie ktoś ogłuszyć i podać dożylnie żebym się jeszcze w życiu napił. Ja nikomu
      nie bronię zakładać partie, stowarzyszenia, sekty i inne związki. Jest wolność
      i demokracja. Tylko niech mnie nikt nie zmusza i nie straszy. Ja się nie boję.
      Tak na marginesie.
      Znawcom ruchu AA nie muszę przypominać po co alkoholikowi potrzebny jest drugi
      alkoholik.
      Wcale nie po to by JEMU pomóc.
      Jest potrzebny po to by pomóc SOBIE.

      • yuraathor Re: 1000 dni bez terapii 13.01.06, 23:29
        hej. trochę dziś nad tym rozmyślałem, istnienie Siły Wyższej dla mnie jurka
        alkoholika nie podlega żadnej dyskusji. ale też dzięki terapii i AA znalazłem
        coś czego poszukiwałem przez całe 40 lat niezdając sobie nawet sprawy czego
        szukam.cóż to takiego? spytacie.otóż znalazłem prawdziwych przyjaciół,
        wcześniej próbowałem budować przyjaźń na szkle i niestety nie były to trwałe
        konstrukcje. pozdrawiam
        • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 00:28
          Yura drogi, to dobrze, że uczestnictwo w AA zaowocowało przyjaźnią. Wiesz, ja
          widzę: w takim momencie cywilizacyjnym żyjemy, że ludzie albo trudzą się
          samotnie, albo wchodzą w bardzo powierzchowne związki. Może te terapie i grupy
          są modne, bo większość nas żyje w pustce. Tyle tu się pisze o imprezach, ale w
          tych wesołych pijackich zgromadzeniach nigdy "serce z sercem nie gadało".
          Natknąłeś się na dobrych współtowarzyszy losu, serdecznych, więc możesz być
          wdzięczny swoim wysokim aniołom.

          Ja na razie trzymam się od AA z daleka, bo jedynym motywem mojego wejścia na
          mityng byłaby pusta ciekawość. A to już nieuczciwa zagrywka. Sądzę, że ta
          rezerwa przejdzie, bo mi wszystko przechodzi, a wtedy, kto wie, może podziękuję
          Ci osobiście za wiedzę, z jaką Ty i Twoi przyjaciele łamaliście się ze mną na
          tym i innym forum.
      • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 00:09
        Drogi Janu!
        Tak, nauczanie empatii... eeech, tego też trzeba uczyć:)

        Asertywność. Bardzo ładna teoryjka, ale w praktyce różnie bywa.

        Czytanie postów alkoholowych to pasjonująca, choć gorzka lektura. Mimo że jestem
        wielką fanką nowych technologii, cenię uczonych, to jednak niepokoi mnie
        współczesny nadmiar psychiatrów, psychologów i terapeutów na każdą okazję. Bo ja
        wolałabym, aby ludzie wobec mnie zachowywali się spontanicznie, wedle ogólnie
        przyjętych reguł grzeczności. I niech mnie oceniają, obrażają, ale niech będą
        sobą, a nie produktem terapii.

        Ten mój terapeuta od mąk czyśćcowych przeraził mnie skłonnością do opowieści
        prostych a przyziemnych. Siła wyższa pomieszała nam języki, bośmy się całkiem
        nie rozumieli. Wciąż mam do siebie pretensje, że pewnie męczył się ze mną jak z
        upartym mułem, a ja za nic nie mogłam zdobyć się na szczerość. Człowiek był
        sympatyczny, ale tak mi obcy,że nawet nie chciało mi się oddzywać.

        Pani dochtór z kolei potraktowała mnie z góry, a rozmowa była nawet komiczna.
        Mnie interesowało wówczas jedno: dlaczego ludzie wracają do picia, ona
        natomiast roztaczała uroki terapii grupowej. Trwałam przy moim uprzejmym uporze,
        więc powiedziała z triumfem, że jak na te zajęcia grupowe pójdę, to zobaczę
        siebie prawdziwą. Pewnie taką, jak ona mnie widziała, hardego? śmiecia, który
        powątpiewa w skuteczność sprawdzonych metod. Domyślała się, że butelki trzymałam
        w łazience, w kosmetykach albo garach. Że popijałam podczas oglądania telewizji
        wespół z mężem. Oczywiście, jak baba, to łazienka, gary, makijaż. Telewizji nie
        oglądam wcale. Poza tym zapytała, czy jestem księgową, bo pracuję w domu
        (m.in.), a ja znam głupie kawały o księgowych i akurat przypomniał mi się skecz
        Monty Pytona.

        I ta słodycz aowska jakoś mi nie podchodzi, bo wolałabym, Janu, żeby ona nie na
        wspólnocie alkoholu się opierała, ale na ludzkim współczuciu w ogóle, jeśli mnie
        rozumiesz. Podczas spotkania z terapeutą natknęłam się na jakąś uroczystość AA.
        Ludzie wyszli na przerwę. Głupio mi było siedzieć na korytarzu i czekać, a tu
        jak raz stałam się świadkiem pewnej rozmowy, która mnie całkiem zniechęciła.
        Targowisko próżności i szczęście na pokaz. Tak to wtedy odebrałam, dziś więcej
        pojmuję, ale przykry osad pozostał.

        Przeczytałam ku doskonaleniu wiedzy historię Pani Renaty. I to kilka razy. Bo
        szukałam czegoś wspólnego. Nie w piciu, bo tutaj różnic być nie może. Ja tylko
        dalej zaszłam, zgłębiłam mroczniejsze czeluście. Natomiast trzeźwienie to
        całkiem inna rzecz.

        Rozpaczliwej obrony szańców sił wyższych i podległości wobec manipulatorów, nie,
        tego osobiście nie akceptuję i koniec. I będę się upierać, że zachowanie
        abstynencji powinno uświadamiac człowiekowi jego wielkość, a nie marność, czynić
        dumnym, a nie pokornym.

        chyba Cię rozumiem, Janu. Myślę, że być nieszczęśliwym z powodów codziennych to
        przywilej, ale świadomość, że się ze złymi przypadkami sam mocujesz, daje jakieś
        poczucie własnej wartości.

        Pozdrawiam Wszystkich.


      • rauchen Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 00:16
        Znawcom ruchu AA nie muszę przypominać po co alkoholikowi potrzebny jest drugi
        > alkoholik.
        > Wcale nie po to by JEMU pomóc.
        > Jest potrzebny po to by pomóc SOBIE.

        Brzmi okrutnie bo jest powiedziane wprost?
        To prawda, jest mi potrzebny inny alkoholik zeby pomoc SOBIE.
        Jest mi potrzebna sasiadka alkoholiczka, ktora widuje bardzo czesto pijana
        przed domem, po to zeby utwierdzic mnie w przekonaniu, ze ja juz nie chce pic.
        (ona nie chce ani pomocy terapeuty ani AA).

        Sa mi potrzebni ludzie z AA, po to zebym mogla sie przejrzec sie w ich
        doswiadczeniach, i zobaczyc siebie i wlasne uczucia.

        Potrzebny mi byl moj brat alkoholik ktory juz prawie zapijal sie na smierc,
        zeby zobaczyc siebie, bo to ktos z kim dorastalam i ktorego czesc uczuc i
        doswiadczen posiadam w zyciorysie, i ktoremu zawiozlam wszystkie informacje o
        alkoholizmie jakie zdolalam znalesc w internecie i wydrukowac - kiedy znalazl
        sie na odtruciu w szpitalu przeczytal w ciagu kilku dni ksiazki ktore mu
        zawiozlam - wykorzystalam go, bo tak naprawde ogromnie sie cieszylam z tego, ze
        siedzac w tym szpitalu z tak pieknego powodu jak zapijanie sie do tego stanu,
        czytajac te ksiazki mogl poczuc ze nie jest jeden jedynym alkoholikiem jaki na
        tym padole sie tlucze. Od tamtego czasu nie pije.

        Jestem faktycznie bardzo okrutna, ze tak wykorzystuje tych ludzi, po to zeby
        samej moc trwac w trzezwosci.
        Co wiecej, ogromna ilosc informacji na temat alkoholizmu posiadam z ksiazek
        badz z internetu - nie w pierwszym ogniu z meetingu AA - ale w ten sposb tez
        czuje jak wykorzystuje psychologow piszacych o alkoholizmie - bo przeciez
        wykorzystuje to wszystko dla siebie - oni z tego nic nie maja. Wykorzystuje ich
        wiedze i doswiadczenia.
        To jest okrutne.
        • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 00:51
          To prawda, jest mi potrzebny inny alkoholik zeby pomoc SOBIE.
          > Jest mi potrzebna sasiadka alkoholiczka, ktora widuje bardzo czesto pijana
          > przed domem, po to zeby utwierdzic mnie w przekonaniu, ze ja juz nie chce pic.
          > To prawda, jest mi potrzebny inny alkoholik zeby pomoc SOBIE.

          Rauchen, na litość, tak nie wolno. Ja też mam sąsiadkę alkoholiczkę, ciężki
          przypadek. Żyje w pogardzie, wzgardzona, własne dzieci ją biją. Byłam świadkiem,
          jak jeszcze parę lat temu, zanim nie zniszczyła się całkowicie, mąż nią handlował.
          Kiedy ją spotykam, zaczynam rozmowę, choćby to był "wstyd" dla mnie, że się
          zadaję z "taką". Mój mąż awanturował sie o "koleżankę", ale od czasu
          wytrzeźwienia nie boję się jego dąsów.
          Chodziła na AA. Czy na terapię, tego nie wiem.

          Ona jest człowiekiem, a nie podpórką dla mojego poczucia wyższości. I nie tylko
          alkohol był jej wrogiem, ale całe gorzkie, puste, biedne życie. Jak mogę, tak ją
          bronię przed złośliwymi językami. Jedno dziwactwo w tę czy w tę bardziej opinii
          mi nie zepsuje. Nic więcej zrobić nie mogę.
          Wolę patrzeć na tych, którym się udało nigdy nie pić. I z tego czerpać siłę.

          "To prawda, jest mi potrzebny inny alkoholik zeby pomoc SOBIE."

          Podobno cenicie Dezyderatę...
          • rauchen Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 01:15
            ja korzystam z meetingow AA,
            nigdzie nie napisalam ze moja trzezwosc i wiedza na temat alkoholizmu pochodzi
            tylko i wylacznie z AA.
            Ja tez chcialam sama, ja tez chcialam bez AA.
            Wiec wiedze zdobylam nie mala na temat alkoholizmu bez AA,
            do AA trafilam juz z ta wiedza, i juz ze swoja sila wyzsza,
            bo sama wiedza byla dla mnie niewystarczajaca zeby przestac pic.
            Wczesniej czy pozniej znow pilam.
            Tobie probuje tylko wytlumaczyc,
            zebys nawet nie doceniajac grup AA,
            nie krytykowala ich.
            Po prostu sa tacy, ktorzy tego potrzebuja, i ja do nich naleze.Jesli uznasz
            kiedykolwiek ze i tobie samo zakorkowanie butelki nie wystarczalo - zawsze
            mozesz tam isc i wycisnac troche sokow z innych alkoholikow, zeby pomoc samej
            sobie.

            Co do sasiadki, to mieszka w tym samym domu,
            traktuje ja jak sasiadke, pewnie jak kazda inna sasiadke,
            ona nie chce przestac pic, nie chce AA, nie chce terapii.
            To wszystko. Nie jestes jak swiadek Jehowa, i nie bede jej co niedziela zanosic
            ksiazeczki jakie to piekne bedzie zycie jak przestanie pic.
            Natomiast ona wie, ze mam problem alkoholowy, i ona wie ze ja wiem ze ona ma.
            Moze do mnie zejsc i zawsze poprosic o pomoc.
            Tym czym dysponuje udostepie.
            Wiecej nie jestes w stanie zrobic nic.
          • paulsixtus Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 02:44
            >Żyje w pogardzie, wzgardzona, własne dzieci ją biją.

            Coz, tak to juz jest z alkoholikiem i nie tylko -ze to , co sie sieje, to sie
            zbiera. Jako alkoholiczka, nie mogla dac milosci swoim dzieciom, wiec te, od
            dziecka uczyly sie twardych regul i nienawisci. Nic nowego. To tez choroba,
            tzw. koalkoholizm (wspoluzaleznienie).

            > Ona jest człowiekiem, a nie podpórką dla mojego poczucia wyższości.
            Tak sie sklada, ze alkoholik pijacy i przezarty przez nalog do kosci,
            przypomina czlowieka. Z reguly w psychice, w sferze emocjonalnej, ludzkiego
            niewiele zostaje. Alkoholik i jego osobowosc to wypadkowa glodu
            alkoholowego/stanu upojenia/kaca fizycznego/kaca moralnego i wszelkich
            mechanizmow. Alkoholizm to choroba bardzo zazdrosna, kiedy sie rozpanoszy, na
            wiele wiecej miejsca nie ma. Na bycie czlowiekiem , zwlaszcza.


            > alkohol był jej wrogiem, ale całe gorzkie, puste, biedne życie.
            Znalem czlowieka, ktoremu na jego oczach, UPA wymordowala cala rodzine,
            poderznela gardlo jego zonie i synowi, corke wrzucili do studni. On siedzial
            schowany w krzakach i gdyby sie tylko wychylil, zginalby tak samo...Nie pil
            alkoholu i wtedy i nigdy potem. Dzieki duchowosci, wierze wytrwal konca zycia w
            sedziwym wieku...Tragedia , ze tylko sie upic, nie? Nie. Zaden powod nie
            usprawiedliwia alkoholika. To on usprawiedliwia swoje picie, albo
            wspolpijacych. Prawda jest prosta, brutalna....Pije, bo chce, bo nie zna
            siebie.
            pozdrawiam
            PaulSixtus


          • kylly Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 08:51
            odpowiem Ci tak - mam znajomego który przeżył piekło (jego dno w porównaniu z
            moim sięgnęło wiele głębiej...) i tak naprawdę wolę patrzeć jak sobie radzi
            dzisiaj...nie pijąc...i z tego czerpać siłę...właśnie po to mi AA
            pozdrawiam
        • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 01:39
          Rauchen. Ty mnie w ogóle nie zrozumiałaś. Czego Was tam uczą na tych grupach, jeżeli nie znasz historii AA i słów jej założycieli. To co ja napisałem to był cytat wypowiedzi dr. Boba Smitha na jednym z pierwszych mittingów w AAcron, gdzie w rozmowie z przybyłym tam alkoholikiem właściwie zawarł cały sens ruchu AA. Poprzez kontakt z innym alkoholikem i wymianie z nim poglądów pomagasz SOBIE. I po to jest Ci potrzebny drugi alkoholik.
          Zarzucasz Esce, że jest dyletantem w sprawach alkoholizmu, a Ty też jesteś po prostu niedoinformowana. Jeżeli sycisz się nieszczęściem sąsiadki, której nie można pomóc, to chyba z Twoim zdrowieniem jest coś nie tak.
          Poza tym rozumiem, że wyleczyłaś z alkoholizmu swojego brata poprzez zawiezienie mu książek które przeczytał w kilka dni, a nie możesz pomóc swojej sąsiadce?
          A propos psychologów to oni za swoją pracę i pisanie książek dostają pieniądze.
          Weź się w garść. Pozdrawiam Janu
          • rauchen Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 02:08
            napisalam to co napisalam nie dlatego ze cie nie zrozumialam,
            tylko ze zle odebralam,
            a co gorsza ktos inny moze to w ten sposob odebrac
            (zreszta czytajac Eske, podobne mozna odniesc wrazenie),
            a mianowicie ze terapeuci to oszolomy bo nie koncentruja sie na tym czego
            pacjent oczekuje,
            a AA to grupa osob ktora potrzebuje alkoholika zeby przyszedl na meeting,
            po to, zeby oni sobie pomogli,
            a potem biedaka ograbionego z ostatek sil jakie mu pozostaly przez picie,
            zostawili na lodzie.
            Co do sasiadki, to ty mnie zle odebrales,
            bo napisalam ze w kazdym momencie jestem jej gotowa pomoc. Ona NIE CHCE.



            • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 03:05

              Późno już, ale jeszcze parę słow napiszę. Jak zakładałem ten wątek to chciałem sie dowiedzieć co sądzą o moim trzeźwieniu bez uczęszczania na terapię pozostali forumowicze. Nie spodziewałem się zachwytu, ani pochwał, chciałem tylko zgodnie z prawdą stwierdzić, że radzę sobie doskonale bez chodzenia na grupowe spotkania, nie potrzebuję pomocy innych alkoholików, czy psychologów. Jednocześnie chciałem wykazać, że nie jestem trwającym w uporczywej abstynencji dziwakiem, tylko normalnie funkcjonującym człowiekiem, bo za takiego się uważam i za takiego uważają mnie najbliżsi. Ku mojemu zaskoczeniu wszyscy (za wyjątkiem Eski)udowadniają mi , że tak nie można. Ja nie czuję żadnej SIŁY WYŻSZEJ, nie mam żadnych wizji, ani nie odbieram żadnych przekazów, a już trzy lata jestem trzeźwy. Jestem materialistą i nie wstydzę sie tego. Chociaż może bardziej agnostykiem. Nie doświadczyłem na sobie żadnych paranormalnych oddziaływań. To ja chyba jakiś nienormalny jestem, albo może jakąś pomyłką. Dobrze,że nie żyję w czasach Tomasa Torquemady,bo już bym był skwierczącym skwarkiem. (Powalił mnie przykład z Kopernikiem) Czy na tym forum nie ma ludzi, którzy po prostu pomogli sobie sami? Idę spać. Może mnie co nawiedzi.
              • kylly Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 08:40
                hmmmm cóż tak sobie myślę że ani nie pomyłką jesteś ;) ani nienormalny ;))) -
                po prostu wybrałeś "trudniejszą" drogę...dajesz sobie radę i jest ok - ale sam
                widzisz - pytasz już od pewnego czasu gdzie są ludzie którzy pomogli sami
                sobie ?? i nie dostajesz zbyt wielu pozytywnych odpowiedzi...ja w realu też
                takich nie znam i wiem że nie dałbym rady w ten sposób...i jeszcze jedno -
                właśnie w AA znalazłem przyjaciół...(może za dużo
                powiedziane...powiedzmy "dobrych znajomych" a takich nie miałem nigdy...bo i w
                jaki sposób ??
                • kylly Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 09:58
                  janu...:

                  free4web.pl/3/2,59990,317432,5447648,Thread.html;jsessionid=38264D2FEA59AC99C333342C648C9FAB
                  P.
              • rauchen Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 11:16
                >Czego natomiast nie moge powiedziec o osobach ktorym udalo sie wytrwac w
                >trzezwosci kilka, kilkanascie lat,
                >bo przed takimi chyle czola,
                >oni przynajmniej tymi swoimi trzezwymi latami potwierdzaja ze mozna przestac
                >pic bez terapii, ty niestety jeszcze nie.

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=31299067&a=34899553
                ostatnie dwie linijki odnosza akurat w tym przypadku sie do osob,
                ktore przestaly pic bez terapii.(moze pokretnie mozna zrozumiec, sorry).
                Ja naprawde doceniam to ze udalo ci sie wytrwac tak dlugo.
                Tylko ze Eska za krotko wg mnie jeszcze w trzezwosci zeby byla potwierdzeiem ze
                jej sie uda.
                Nie jeden alkoholik to potrafi, po czym siadajac na laurach bo jest wyjatkowy,
                potrafi usiasc na laurach i.....i ktoregos dnia znow zapic.
                U alkoholika zgubne jest nie tylko to ze znajdzie sie w jakims dolku, i zaczyna
                pic na nowo,
                rownie niebezpieczna jest zbytnia euforia. A w takim etapie odbieram Eske.
                • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 15.01.06, 04:38
                  "rownie niebezpieczna jest zbytnia euforia"

                  Miła Rauchen, gdybym ja mogła żyć sobie w euforii... Nie o takim szczęściu
                  pisałam. Bo ono w taki sposób nie istnieje. Dla mnie nie istnieje.

                  Teraz właśnie zakończyłam żmudny dzień, a własciwie dobę.
                  I czekając na ogrzanie pościeli mam jeszcze kilka minut na refleksję. Jest mi
                  trochę smutno, ale jest to stonowany smutek, pełan łagodnej pogody. Trochę
                  rezygnacji, trochę satysfakcji z tego, co dziś zrobiłam i szczególne
                  zadowolenie, że teraz jestem tylko dla siebie. Mogę wreszcie, przed zaśnięciem,
                  pomyśleć o sobie, porozmawiać ze sobą, a że po wieloletnim amoku zobaczyłam
                  własne niedoskonałości, więc umiem być cierpliwa i wyrozumiała.

                  Jestem swoją najlepszą przyjaciółką i pocieszycielką od czasu, gdy rzuciłam
                  picie. Kiedyś zbyt ostro siebie traktowałam, ale dzis nie wymagam zbyt wiele i
                  rozumiem, że trzeba mi też dobroci.
                  Może to egoizm, ale jaki przyjemny:)
                  Dlatego nie wrócę do picia. Wydaje mi sie, że znalazłam własną metodę, ale ona
                  jest dziwna, a może nie? Ale juz kładę się spać, więc o niej nie napiszę.

                  Z szacunkiem
              • yuraathor Re: 1000 dni bez terapii 15.01.06, 00:00
                hej janu ,rówieśniku w trzeźwieniu.myślę że należy ci się jak najbardziej
                szacunek że potrafisz bez terapii, ja nie umiałem. pamiętam z terapii takie
                zajęcia , polegały one na narysowaniu dwóch kół i podzieleniu ich na wycinki
                które miały oznaczać na co podzielony jest mój czas, w jednym kole czas kiedy
                piłem w drugim czas abstynencji. kiedy piłem jakieś dwie trzecie koła zajmowały
                sprawy związane z alkoholem, w tym drugim kole to miejsce zajęła terapia i AA.
                w twoim przypadku inne konstruktywne zajęcia o których napisałeś. dzisiaj moje
                kółko wygląda inaczej niż to z terapii ale też AA zajmuje w nim ważne miejsce,
                sprawia mi radość służba kolportera literatury AA, jeżdżenie po szczecińskich
                grupach , czuję się potrzebny. siedzę sobie też w telefonie zaufania AA i
                cieszy mnie jak spotykam kogoś kto dzwonił do mnie ,na mitingu.prowadzę też
                grupę przy ośrodku terapii gdzie przychodzi mnóstwo nowicjuszy , kiedyś ja tam
                byłem nowicjuszem i ktoś inny prowadził tą grupę. po prostu kiedyś dostałem za
                darmo trzeźwość dziś chcem dać coś od siebie. tak działa AA od 70
                lat .przyjdzie czas że ktoś inny obejmie te służby które pełnię dziś, myślę że
                wtedy znajdę sobie inny sposób zapełnienia pustego miejsca na moim kole
                czasu.pozdrawiam
                • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 15.01.06, 01:10
                  Witaj yuraathor.
                  U mnie takie umowne koło w 1/24 jest związane jest z przebywaniem na Forum i stronach dotyczących uzależnień. Oczywiście jednego dnia więcej, innego mniej lub wcale. Jeżeli ktoś zaproponowałby mi wolontariat w pełnieniu takiej misji jak Twoja jestem w każdej chwili do dyspozycji. Miłej niedzieli. Janu
              • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 15.01.06, 04:17
                Wiesz, Janu, alkoholików, którzy przestali pić bez żadnej terapii, to ja
                poznałam wielu, a przede wszystkim zapamiętałam z dzieciństwa.
                Ateistów spotkałam też wielu, ale materialistów... no cóż,ze trzech, może czterech.
                Agnostykiem lepiej się nie nazywaj, bo po pewnym agnostyku z wysokiego stolca
                agnostycyzm znaczy to samo co oportunizm, fałsz i cwaniactwo. Zresztą
                agnostykiem jest prawie każdy, przynajmniej od czasu do czasu.

                A żeby i materialista, i alkoholik bez grupowego wsparcia, no tego się nie
                spodziewałam:)

                Dziwne, ale nie jestem zaskoczona. To sie dało wyczuć.

                Pozdrawiam serdecznie

                • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 15.01.06, 12:48
                  Dziekuje Eska za słowa wsparcia.
                  Pojecie agnostycyzmu można interpretować na różne sposoby. Ja uważając się za agnostyka miałem na myśli zawarte w słowniku Kopalińskiego przyrównanie agnostycyzmu do sceptycyzmu[(myślę, że wątpię) ;-)))], a jednocześnie w oparciu o encyklopedyczne dane dopasowałbym do siebie takie określenie, cytuje:
                  Agnostycyzm to pogląd , który w odróżnieniu od ateizmu nie twierdzi, że Boga nie ma. Twierdzi tylko, że nie wiadomo czy jest i w związku z tym jest to kwestia wiary, a nie poznania. Agnostycyzm odrzuca wszystkie treści religijne, zawarte w tradycji i świętych księgach uważając, że ich wartość poznawcza jest zbliżona do BAŚNI CZY LEGEND. Mógłbym jeszcze przytoczyć Bertranda Russela, Einsteina i Jacka Kuronia, ale to nie to forum.
                  Wracając do nałogu. Zeby dojść do 10 lat trzeźwości trzeba najpierw zaliczyć 10 miesięcy. Tak trzymaj i wytrwaj.
                  Pozdrawiam Cię cieplutko. Janu
              • paulsixtus Re: 1000 dni bez terapii 15.01.06, 05:19

                > Dobrze,że nie żyję w czasach Tomasa
                > Torquemady,bo już bym był skwierczącym skwarkiem. (Powalił mnie przykład z Kop
                > ernikiem)

                Przyklad Kopernika nie byl uzyty przeze mnie w kontekscie Sily Wyzszej, a w
                kontekscie trzezwienia bez terapii.
                Nikt tutaj nie twierdzi,ze tak sie nie da - z terapia jest jednak latwiej, co
                pokazuje nie teoria , a PRAKTYKA.
                I smieszy mnie wysuwany tutaj argument,ze wielu po terapii wraca do picia.
                Gwarantuje,ze wiecej "powrotow" maja Ci, ktorzy podejmowali trzezwienie
                samodzielne. O tym tez warto pamietac.


                >Czy na tym forum nie ma ludzi, którzy po prostu pomogli sobie sami?

                jest was przynajmniej dwoje - Es4ka i Ty.


                pozdrawiam
                PaulSixtus

          • rauchen Re: 1000 dni bez terapii 14.01.06, 02:28
            a brata nie wyleczylam.
            To jest jego sprawa co zrobi z tym co dostal ode mnie.
            Ja mu te informacje zawiozlam bo to bylo jedyne co moglam zrobic. I na tym
            poprzestalam.
            Ja za niego pic nie przestalam.
            Tylko wlasnie gdybym opacznie spojrzala na sprawe,
            moglabym wysunac wniosek ze to MNIE sie udalo tego dokonac.
      • palacz80xxx Re: 1000 dni bez terapii 02.06.22, 12:18
        Dzień dobry Janulodz, czy jesteś jeszcze aktualny na forum
        • aaugustw Re: 1000 dni bez terapii 02.06.22, 15:30
          Janulodz juz od parenastu lat nie jest tu aktywny.
          Jego wlasna zona go stad przepedzila, kiedy zaczal tu smalić cholewki do Eski.
          Takie sa wyniki, kiedy trzezwosc chce sie osiagnac w "bialych rekawiczkach"
          i tylko w internecie.
          Wedlug mnie tacy sa tylko trzezwi na sucho, podobnie jak i nasz jerzy.
          Moja sugestia dla ciebie palaczu, nie szukaj tu u innych politowania i glaskania po glowce.
          A...
          • aaugustw Re: 1000 dni bez terapii 02.06.22, 15:32
            Jest: trzezwi na sucho
            mialo byc:
            Pijani na sucho (dot. Janulodza i jerzyka)
            A...
          • palacz80xxx Re: 1000 dni bez terapii 02.06.22, 18:25
            Myślałem że od niego też się dowiem czegoś ciekawego. Wydaje mi się że to ciekawy i mądry facet.
            Aaugustw dzisiaj jakoś wytrzymuje, ale jest ciężko, niech ten pierwszy dzień się już skończy.
            • aaugustw Re: 1000 dni bez terapii 03.06.22, 09:30
              Brawo palacz80xxx :-)
              wiem, ze jest ciężko, ale ten pierwszy dzień się skończy,
              a po nim takze nie musisz się meczyc cale zycie bez papierosa lecz jedynie 24 godziny.
              To one, te godziny się zmecza i bedzie coraz to lzej i lzej, ale ten poczatek przetrwaj,
              czego ci bardzo zycze.
              A...
    • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 15.01.06, 12:08
      Witam wszystkich drogich nałogów w to niedzielne przedpołudnie.
      Jakbyśmy do tego nie dochodzili jesteśmy po prostu TRZEŹWI. I o to w tym wszystkim chodzi. Najważniejsza jest świadomość, że możemy. Że z tym skończyliśmy i jesteśmy wolni. Oczywiście musimy być również czujni, ale przy niedzieli nie zaprzątajmy sobie tym głowy.
      Przed trzema laty i jeszcze wcześniej każdy niedzielny poranek był dla mnie koszmarem. Potworny kac po sobotniej imprezie, zadymione mieszkanie od setek wypalonych papierosów i ta myśl - MUSZĘ SIĘ NAPIĆ.
      A dzisiaj już nie muszę. I nie chcę .
      Trwaj chwilo - jesteś piękna i niech ta chwila trwa wiecznie.
      Czego Wam wszystkim również życzę i pozdrawiam.
      Janu
    • wiesia53 Re: 1000 dni bez terapii 15.01.06, 13:15
      cześć janu! zgodnie z umową - jestem .Ja co prawda odbyłam dobrowolna terapię na
      oddziale zamkniętym -ale po terapii miałam jeszcze cztery potężne ciągi,mimo,ze
      chodziłam na mityngii AA , niedaleko mojego miejsca zamieszkania.Nie wiem,moze
      ja jestem inna niz osoby,które potrzebuja wsparcia takich grup ,ja nie czuje
      takiej potrzeby.Po prostu w pewnym momencie ,rok po terapii , dzień po moim
      ostatnim ciągu alkoholwym olśniło mnie - wiedziałam,że to był ostatni raz.Nie
      wiem jak to wytłumaczyć,ale od tego momentu stałam się inna / w tej samej
      chwili/.Na mojej twarzy zagościł uśmiech,wstąpiła we mnie jakaś siła do
      działania,do czynów,znalazłam mnóstwo rzeczy,które tak zajmują mnie i mój wolny
      czas,ze padam wieczorem na twarz.To moje olśnienie trwa 5 lat i dwa miesiące
      -przez te lata nigdy nie miałam ochoty na zapicie,może teudno w to uwierzyć,ale
      tak było,wręcz na samą myśl a akloholu chce mi się wymiotować,nie byłabym go w
      stanie przełknąć...ktoś pomyśli..ona nie była alkoholiczka...Piłam całe moje
      zycie..od pierwszego kieliszka..chełpiłam się,że mam mocną głowę..to mnie
      zgubilo...Przez wiele lat piłam sama..nieraz moje ciągi twału 3-4 tygodnie /24
      godziny na dobę...łącznie z piciem w pracy...mimo,ze siedzę z abiurkiem i mam
      kontakt z klientamii..Ja po prostu nie mogłam normalnie funkcjonować bez alkoholu...
      No ale wracam do tematu...Janu piszesz,ze kłócisz się z bliskimi/masz takie
      chwile/, ale skąd wiesz,ze gdybys nigdy w życiu nie miał alkoholu w ustach
      kłóciłbyś się mniej...przeciez to bzdura , łączyc to w tej chwili z
      alkoholem..ja myślę wręcz przeciwnie..alkohol i droga trzeżwienia nauczyła nas
      pokory ...jesteśmy lepsi teraz dla nich..są dla nas najważniejsi...gdybym nigdy
      nie piła,myślę,że traktowałabym ich surowiej jak teraz,z jednej strony to też
      niedobry skutek mojego picia..

      Nie biorę udziału w mityngach,nie uczestnicze w terapiach,nie utrzymuje
      kontaktów z osobami,z którymi byłam na terapii- nie mam takiej potrzeby,a mimo
      to na razie jestem silna i mam nadzieję,że tak będzie do końca moich dni -
      pozdrawiam wszystkich alkoholików i trzymam kciuki na naszą wspólna drogę do
      trzeżwienia...
      • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 16.01.06, 23:15
        Droga Wiesiu, mam pytanie: ponieważ byłaś na terapii, w dodatku zamkniętej, czy
        możesz bez szczegółów powiedzieć, jak zniosłaś swoje leczenie, czy było dla
        Ciebie negatywnym, pozytywnym czy obojętnym przeżyciem?

        Bo ja juz nie wiem, co mam myśleć, czy ja jestem jakaś niedostosowana
        społecznie, jakaś tępa, ale dopóki chadzałam do przychodni (kilka wizyt),
        dopóty nie miałam tej olśniewającej wręcz pewności, o której wspominasz.

        Przychodzi mi do głowy myśl, że niektórym terapia nie dość, że nie pomaga, to
        jeszcze szkodzi, potęguje gorycz, męczy i zamienia życie w absurd.
        Czy dobrze wspominasz swoich mistrzów? Rozumiem, że nieskuteczność terapii nie
        jest równoznaczna ze zwątpieniem w jej możliwości.
        Poleciłabyś komuś bliskiemu terapię w takiej formie, z jakiej skorzystałaś?

        Ja wolałabym tylko i wyłącznie suche wykłady, czystą wiedzę, nic ponad.

        Będę wdzięczna za odpowiedź.
        • wiesia53 Re: 1000 dni bez terapii 17.01.06, 10:12
          chętnie odpowiem e4sko- kiedy naprawdę juz nie mogłam sobie poradzić z moim
          piciem /przez wiele lat próbowałam odstawić alkohol-okresy abstynencji były
          krótsze i dłuższe/, w pewnym momencie postanowiłam odizolowac sie od kłopotów
          codziennych,od środowiska,od koleżanek,z którymi spotykałam się przy alkoholu,od
          znajmomych kątów,kanap,szafek - moich tajnych skrytek na butelki / długo piłam w
          samotności,dlatego wszędzie miałam ukryty alkohol - tak na wszelki wypadek/. Ja
          osobiście- jezeli juz ktos decyduje sie na terapię, radziłabym terapie na
          oddziale w szpitalu ,własnie z powodów o których pisałam. Tam zajęłam się tylko
          sobą ,miałam czas spokojnie wszystko przemyśleć,odizolowałam się od świata
          zewnętrznego ,a przede wszystkim porządnie wytrzeżwiałam.Nastawiłam się na naukę
          i tak się stało,tam nauczyłam się
          jak radzic sobie,żeby nie pić,a przede wszystkim pogodzić sie z tym,ze nie moge
          więcej pić,aby żyć.Przede wszystkim zobaczyłam,że nie jestem sama...jest nas
          wielu....Po terapii zapiłam na przestrzeni roku jeszcze cztery razy , ale
          wiedziałam,że te nawroty nie moga mnie pozbawić nadziei na trzeżwe życie.że to
          sie zdarza..bez terapii moze machnęłabym ręką na siebie.Poszłam na terapię do
          szpitala,któty mi polecono,nie najbliższy ode mnie..Rzeczywiście trafiłam na
          kapitalnych n-li...pamietam każde ich słowo...może tak ich odebrałam,bo
          nastawiłam sie na naukę... Tak jak napisałam wczesniej , od mojego ostatniego
          zapicia nie potrzebuje wsparcia AA,ale mam koleżankę,której pomogłam,ona rok
          temu odbyła terapię w
          tym samym szpitalu co ja,zapiła po dwóch tygodniach / dla niej samo przebywanie
          w szpitalu psychiatrycznym było szokiem,dyscyplina tak panujaca,tłumaczenie sie
          wszystkim ze wszystkiego...zdołowało ją to../Ja wręcz przeciwnie..spotkałam tam
          wielu ludzi,którzy stracili wszystko...ja nie /a zapewniam,ze mam niemało/,że
          dopiero doceniłam to co mam i przestałam się użalać nad sobą...miałam kontakt z
          osobami psychicznie chorymi,zyłam z nimi,mieszkałam..doceniłam to,że jestem
          zdrowa / oprócz choroby alkoholowej/,zrozumiałam,ze mogę inaczej zyć,że jest
          tyle do zrobienia dla siebie,dla swojej rodziny i dla innych...że jest
          lato,wiosna..przeszlam tam szkołę zycia...naprawdę...wcześniej żyłam jak pączek
          w maśle i było mi żle..
          Tak jak pisałam - w tej chwili nie potrzebuje wsparcia AA , ale pomagam innym
          alkoholikom , jeżeli ktos z mojego otoczenia potrzebuje pomocy..
          A propos kolezanki o której pisałam,byłam z nią na mityngu we wrześniu 2005/ był
          to mój jedyny raz od terapii/bo nie miała sama odwagi pójść,od tego momentu jest
          trzeżwa.Ona potrzebuje wsparcia AA , jak sie okazało.Ja nie.
          Myślę,że akurat mnie potrzebny był pobyt w szpitalu psychiatrycznym i pełna
          izolacja od świata zewnetrznego...
          Jeżeli mam radzić , ja jestem za...napewno to nie zaszkodzi,a pomóc moze jak
          najbardziej..zależy od indywidualnego nastawienia...masz pole do popisu...ty
          najlepiej wiesz,jakie ma nastawienie do swiata zewnętrznego..może jej też
          przydałaby się chwilowa izolacja...

          Chciałam jeszcze dodać ,że w czasie mojej terapii na bieżąco informowałam moje
          dzieci,mojego męża co mają zrobić ,żebym po powrocie ze szpitala miała jak
          najmniej skojarzeń z moim chlaniem .../wyczyścili dom ze wszystkim pustych i
          pełnych butelek,kieliszków ...itd.tego nauczyłam się na terapii..wcześniej,w
          okresach abstynencji nie zrobiłam nic,żeby cokolwiek zmienić w swoich
          zachowaniach,myślach - po prostu robiłam z siebie ofiarę...myślę,że wiesz o czym
          mówię...litowałam się przede wszystkim nad sobą...nie zdawałam sobie sprawy, co
          mogę stracić...
          Jeżeli mogę jeszcze w czymś pomóc,chetnie odpowiem...pozdrawiam
          • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 17.01.06, 18:21
            Dziekuję, Wiesiu, że odpowiedziałaś i to wcale nie zdawkowo. Oczywiście, Twój
            post daje mi dużo do myślenia, mam też pytania, ale teraz muszę z pracy do pracy.
            Pozdrawiam, wszystkiego dobrego, wiesiu, trzymaj się
            Eska
          • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 28.01.06, 00:23
            Wiesiu, Twoja odpowiedź zmieniła trochę mój punkt widzenia, co nie znaczy, abym
            stała się zwolenniczką terapii w takim kształcie, jaki mają one dzisiaj. W
            istocie nadal obstaję przy swoim, tyle że lepiej rozumiem motywy zachowań innych
            alkoholików. Zaimponowała mi Twoja odwaga, bo zdecydowałaś się na odwyk w
            szpitalu. Zgadzam się, że najgorsze jest pożegnanie się z czynnym piciem,
            wylezienie z ciągu. Sama się dziwię, że mi się udało bez takiej metody.

            Widzę rzecz następująco: alkoholikowi potrzebna jest wiedza o tej chorobie. Czy
            potrzeba miesięcy, aby to wszystko poznać? Na pewno nalezy odtruć organizm, ale
            te wszystkie grupy, brrrr.

            "jezeli juz ktos decyduje sie na terapię, radziłabym terapie na
            > oddziale w szpitalu ,własnie z powodów o których pisałam. Tam zajęłam się tylko
            > sobą ,miałam czas spokojnie wszystko przemyśleć,odizolowałam się od świata
            > zewnętrznego ,a przede wszystkim porządnie wytrzeżwiałam"

            W moim przypadku też nastapiła swego rodzaju izolacja, taki rodzaj wejścia w
            siebie, oddalenia się od zgiełku. I cieszę się, bo mi to zostało. Ten dystans,
            który łagodzi każde nieszczęście, ono się jeszcze dzieje, a już jest
            przeszłością, już nie boli, zamiast ranić dodaje życiowej energii. Na pewno w
            ichnim terapeutycznym żargonie nazwano by to fazą jakiejś euforii, ale liczę na
            to, że ona tak szybko nie minie. Czyli jest to konieczny, moim zdaniem, warunek,
            żeby zapomnieć o piciu. Łatwiej jest może dać się zamknąć, ale ja jestem taka
            niesforna, że mogłabym się strasznie męczyć. Regulaminy wywołują u mnie wysypkę,
            zawsze uważałam je za coś zbędnego.

            Nie mam problemu z bliskimi, to tylko hipoteza. Czy bym poleciła terapię komuś,
            kogo kocham? Nie. Taka myśl mnie przeraża. Ten ktoś opowiadałby o nas, o mnie, o
            naszym domu, jasna pogoda, bolałoby mnie, wiem. Pewnie, gdyby nie było wyjścia.
            Wiem, czytałam o Twoich problemach i rozumiem, że dobrze postąpiłaś, ale mnie,
            powtarzam, ciężko by było, niestety.

            Jutro będę na wiejskim weselu, nikt nie wie o mojej przypadłości, krewni
            pamietają mnie z tamtych czasów, ale byłam już naparu takich imprezach i
            przekonałam się, że bawię się bez żadnych smutków, dużo lepiej niż wtedy, kiedy
            piłam. Cieszę sie, że będę mogła sprawdzic swoje reakcje, a właśnie minął
            niedawno mój dziewiąty trzeźwy miesiąc.
            Trochę się boję, czasami wolałabym, zeby było już po, ale jestem do tego stopnia
            upartą osobą, że powinnam dać sobie radę. Dodaje mi otuchy Twoje doświadczenie,
            że nie zrezygnowałaś z dawnych radości, że jesteś normalną osobą, a nie jakimś
            zakompleksionym stworzonkiem, niezdolnym do samodzielnego funkcjonowania.

            Pozdrawiam serdecznie



            • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 28.01.06, 02:10
              Eska.
              Nie jedź na to wesele.
              • hepik1 Re: 1000 dni bez terapii 28.01.06, 06:35
                Po raz sto pięćdziesiąty szósty przeczytam tę samą historię?
                ...jak moge nie pojechać...to wesele,spotkanie z rodziną,nie mogę zawieść pary młodej...
                ...bawiłam się świetnie,wytańczyłam za wszystkie czasy,alkohol lał sie obok strumieniami ale na mnie nie zrobił żadnego wrażenia,nie istniał ...
                Wprawdzie parę dni później mi się śniło,że chlałam,obudziłam sie przerażona,z z objawami autentycznego kaca ale i z ulgą ,że to tylko sen...
                ...nie wiem jak to się stało...zapiłam...a przecież już xx miesięcy było tak dobrze,byłam pewna ,że mnie sie to nie przytrafi...nie mam pojęcia dlaczego...
                • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 30.01.06, 10:23
                  Janu, gratuluję rocznicy, tutaj fanfary, wiwaty i akademia ku czci. I wszyscy
                  trzeźwi, łącznie z siłą wyższą, mojrami, fatum i całą materią:)
                  No i ze mną, też trzeźwą po wczoraj i przedwczoraj.

                  Bardzo Wam dziękuję, Janu, Tobie za męską stanowczość, a Tobie, Hepiku, za
                  serdeczne zrzędzenie. Przeczytałam rano w sobotę, ale nie miałam czasu odpisać.
                  Pojechałam TAM, zeby rozliczyć się ze swoją przeszłością, MUSIAŁAM ZOBACZYĆ
                  inaczej to, co mnie dręczy. Nie w głowie bylo mi picie, tylko strach, żebym
                  nagle się nie rozpłakała. Co prawda, płakać to ja nie umiem, ale mogłabym się dusić.

                  Wiem, Hepiku, że oglądanie pijacych, te pompatyczne toasty, namawianie "ze mną
                  się nie napijesz", "jeden nikomu nie zaszkodził", "dużo tracisz nie pijąc",
                  "dziwna jesteś, to ci szczerze mówię", "raz się żyje", "głupioś, głupioś i tyle
                  ci powiem" jest bombą z opóźnionym zapłonem. Dowiedziałam się o tym z literatury
                  i forumów, bo nie podczas wizyt w poradni. No ale jeśli poradziłam sobie z
                  niejednym głodem, to i teraz, jakby mi się przyśniło, to np. zacznę uganiać się
                  za mężczyznami, najlepiej młodymi, bo ruch fizyczny dobrze robi na takie tęsknoty;)
                  Gdybyście więc, Hepiku i Janu, byli piękni i młodzi, trzymajcie się z daleka od
                  mej posiadłości. Zwłaszcza że po różnych gorzkogorzko przypomniało mi się toiowo:)

                  A poważnie mówiąc, miało miejsce coś zupełnie nowego. Nie spodziewałam się, że
                  tak mnie ucieszy Wasze odezwanie. Przestrzegałam reguł, byłam rozważna nie tylko
                  ze względu na siebie czy moich kochanych, ale też ze względu na Was. Staliście
                  się więc moimi wspólnikami w niepiciu.
                  Jestem wdzięczna Amerykanom. Za to, że wymyślili Internet.
                  Pozdrawiam
                  • rauchen Re: 1000 dni bez terapii 30.01.06, 12:03
                    wiec widzisz eska,
                    mam nadzieje ze wrescie kiedys zrozumiesz,
                    do czego alkoholikowi jest potrzebny drugi alkoholik, nawet ten
                    z "dewotyzmtworcza" sila wyzsza.


                    • e4ska Re: 1000 dni bez terapii 03.02.06, 10:42
                      Rauchen, bez przesady.
                      Jaki alkoholik? Mnie jest potrzebny drugi człowiek. Życzliwy i rozumiejący.
                      Wśród alkoholików trzeźwiejących, jak to żargon określa, sterapeutyzowanych i
                      wyaowanych do imentu, jest bardzo dużo złych ludzi, zakłamanych, nadętych,
                      wrzaskliwych i głupich.
                      A że nie ma ich na tym forum, to nasze szczęście, moje oczywiście też.
    • janulodz Re: 1000 dni bez terapii 30.01.06, 13:14
      Witajcie kochani!
      Wczoraj minęły trzy lata od dnia w którym podjąłem decyzję, że już dość.
      Swoje trzeźwienie zacząłem od przychodni. Był terapeuta, był lekarz, było parę spotkań AA, ale głównym czynnikiem napędowym mojego wychodzenia z nałogu (na pewno jestem nieskromny), byłem ja sam. Pod wpływem nagłego wewnętrznego impulsu po prostu stojąc wtedy( trzy lata temu) w oknie i obserwując moją żonę, jak marznie czekając na spóżniający się samochód, który miał ją zawieźć tam gdzie powinienem jechać ja, ale mi się nie chciało, doznałem olśnienia. Przecież ja jestem straszny skur ..syn. Ja niszczę od wielu lat to co mam najcenniejszego. Najbliższego mi człowieka.
      Od tego czasu moją terapią jest internet, książki, ciągłe zdobywanie wiedzy na temat alkoholizmu, uczestnictwo w forach i ten widok zza firanki.
      Przyznam również, że "na żywo" nie rozmawiałem nigdy z żadnym zdrowiejącym alkoholikiem.
      Pozdrawiam cieplutko wszystkich forumowiczów, dzielę się z Wami ( przepraszam, że tylko wirtualnie) - rocznicowym tortem i życzę powodzenia.
      Eska. Dziękuję za miłe słowa. Chyba bardziej Cię lubię, jak piszesz bez podpierania się filozoficznymi rozprawkami. Pozdrawiam czule, choć od czasu bycia amantem jestem dwadzieścia lat cięższy :)))
    • alta22 Gratulacje 02.02.06, 01:09
      Serdecznie gratuluję Ci tych trzech lat i życzę następnych.
    • janulodz Trzy lata bez terapii. Rocznica. 02.02.06, 19:44
      Witam wszystkich. Tym razem nie mam Wam nic do powiedzenia. Chciałem tylko sprawdzić dlaczego mój wątek pomimo wielu aktualnych wpisów jest spychany na trzecią stronę z datą ostatniego postu 01-11-2005.
      Czyżbym się czymś naraził administratorom?.
      • rauchen Re: Trzy lata bez terapii. Rocznica. 02.02.06, 20:28
        bo najprawdopodobniej zmieniles sortowanie forum wg daty zalozenia watku.


        pzdr
        • jerzy30 Re: Trzy lata bez terapii. Rocznica. 02.02.06, 20:45
          spoko janu - sledzimy Cie pilnie [agent J-23 by sie nie powstydzil]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka