06.01.06, 11:09
Postanowiłam napisac choc zaglądam tu od dawna.Zaglądam , bo piję.
Wychowuje sama dziecko a drugiego ojcem jest mój obecny partner.
Przez lata dałam z siebie wiele aby mu pomóc w jego problemach.Dopiero troche
temu zdałam sobie sprawe , że nie moge liczyc na jego wsparcie, że ten
związek moje problemy poglebia.Jednoczesnie zaczelam pic.Co wieczor.
Najpierw dla przyjemnosci potem z przyzwyczajenia.
Alkohol jest dla mnie odskocznia , poprawia mi samopoczucie ale tylko dwa
pierwsze drinki (pije wylacznie wodke).Potem trace kontrole nad piciem ,
zachowuje sie normalnie jak w ciagu dnia ,ale zaniedbuje polowe rzeczy ,
ktore moglabym zrobic.Potem ide spac i chrapię.Potem budze sie rano
nieszczesliwa.I nie pamietam o czym byl film , ktory ogladalam
wieczorem.Sprawdzam w telefonie gdzie dzwonilam, zastanawiam sie co bylo znem
a co naprawde.
Rozstalismy sie na troche i bylo lepiej.Radzilam sobie choc kazda wolna
chwile wolalam spedzic przy kieliszku .Ale obiecywal ze sie zmieni i wrocilam
i z powrotem zostawil mnie ze wszystkimi sprawami sama.Wychodzi rano do
pracy , wraca pozno.Gdy prosze o pomoc czasem pomaga ale ile sie przy tym
nagada.
Problem wtym , ze ja czuje sie w obowiazku przestac pic.Jednak nie wiem czy
mam ochote , bo bez alkoholu nie wyobrazam sobie zycia.
Poprostu nie wierze w to , ze mozna nie pic i ze zycie bedzie ciekawe.
Poza tym nie moge sie tym podzielic z nikim.Rodzicom zlamalabym serce, innym
nie mam potrzeby mowic.
O moim piciu wie tylko partner.Gdy wypije wiecej mowi "znow zachlalas i jest
coraz brudniej w domu, nie nadajesz sie do tego czy tamtego"
Przy ludziach nie pije, chyba ze rodzinny obiad to wino do obiadu albo piwo
do grilla.
Codziennie rano obiecuje sobie, ze to ostatni raz , bo trace sily na inne
rzeczy.Wczesniej tak nie bylo.Teraz zaczynam odkladac pewne sprawy na pozniej
i pietrza sie zaleglosci.Wstaje, obiecuje sobie , robie co do mnie nalezy,
caly dzien a gdy dzieci klada sie spac znow wyciagam moja butelke.
Sama nie wiem czego chce.Na terapie nie pojde , bo nie mam kiedy, nie mam
jak , bo wszystko jest na mojej glowie, nie mam prawa do wlasnych zajec.
napiszcie mi cos, prosze...
czy sa tu takie mamy jak ja?takie partnerki, ktore nagle poczuly ze cale
poswiecenie bylo bez sensu?
Sama nie wiem jak udalo mi sie przez tyle czasu ukryc przed calym swiatem, ze
potrafie co wieczor wypic do pol litra wodki?
Dzis pisze do Was , bo dzis pierwszy raz rozmawialam z nim tak jak chcialam:
spytalam jak mysli czemu pije a on powiedzial ze z nudow.A mnie sie raczej
nie nudzi.Wychowuje dzieci, gotuje, sprzatam , prowadze swoja firme i pracuje
dodatkowo.
I powiedzialam mu ,ze pije bo mam prolem alkoholowy i chcialabym siegnac po
czyjas pomoc a nie mam szans.A gdy on mial wielki problem prawie caly za
niego rozwiazalam i trwalam i wspieralam.
Wiem, napiszecie , ze go winie.Nie, ja winie siebie, bo zle wybralam, bo
jestem slaba.
napiszcie mi cos.Prosze.Pokierujcie od czego zaczac.Mam bogate plany ale boje
sie ze piciem wszystko zepsuje.
Obserwuj wątek
    • drak62 Re: Ja 06.01.06, 12:36
      Przyznajesz że masz problem z alkoholem , to juz jest bardzo duży postęp:)
      Naobecnym etapie pijesz bo musisz pić - jestes uzależniona.
      Znam również te obawy przed życiem w którym nie będzie alkoholu. Nie
      wyobrażałem sobie że można funkcjonowac bez picia.
      Można, i wiele osób (również na forum) jest tego dowodem ,zyje i są szczęśliwe.
      Mozna cieszyć sie życiem bedąc kompletnie trzeźwym. jednakze aby uzyskać taki
      stan trzeba bardzo chcieć i troche popracować nad sobą.
      • milomilka Re: Ja 06.01.06, 14:14
        wszedzie gdzie nie przeczytam kazdy poleca terapie.Czy mozesz mi napisac co tak
        naprawde sie pod tym kryje?Dla mnie terapia to rozmowa w grupie lub z
        psychologiem.Coz takiego sie tam dzieje , ze czlowiek przestaje pic?WIem, ze
        pytanie glupie ale nurtuje mnie sprawa jak mam zorganizowac czas w domu , ile
        bede musiala go przeznaczyc na uczeszzanie tam i jak wygladaja takie
        spotkania.Czy terapia to tylko rozmowa czy leczenie farmakologiczne tez jest
        konieczne?
        • renatal64 Re: Ja 06.01.06, 16:15
          "Alkoholik nie wyobraża sobie życia bez alkoholu.Pewnego dnia nie będzie umiał
          wyobrazic sobie życia ani z alkoholem, ani bez niego. Wytedy dopiero jak mało
          kto, pozna, co to jest samotność. Wówczas uświadomi sobie, że znalazł się na
          skraju przepaści. Będzie życzył sobie już tylko śmierci."
          Anonimowi Alkoholicy, str. 132-132

          Trochę patetycznie...ale odczułam to na własnej skórze, jakieś dwa lata temu.
          Mniej więcej w tym właśnie okresie. Przez rok szamotałam się sama, później się
          napiłam. Choć sie zapierałam nogami i rękoma poszłam na terapię i do wspólnoty
          AA.Przez ten pierwszy rok poznałam smak trzeźwego życia i postanowiłam wszystko
          zrobić żeby dać sobie szansę.
          Wydaje mi się,że i w Tobie jest ta chęć, a to już bardzo dużo. Pijesz jak
          piszesz co wieczór zatem trochę czasu Ci na to schodzi. Jak przestaniesz
          wystarczy go pewnie i na terapię.Wierz mi naprawdę warto, szkoda życia , tak
          szybko ucieka.
          pozdrowienia, życzę dobrych wyborów.
          Renata
        • drak62 Re: Ja 06.01.06, 16:36
          milomilka napisała:

          > wszedzie gdzie nie przeczytam kazdy poleca terapie.Czy mozesz mi napisac co
          tak
          >
          > naprawde sie pod tym kryje?Dla mnie terapia to rozmowa w grupie lub z
          > psychologiem.Coz takiego sie tam dzieje , ze czlowiek przestaje pic?WIem, ze
          > pytanie glupie ale nurtuje mnie sprawa jak mam zorganizowac czas w domu , ile
          > bede musiala go przeznaczyc na uczeszzanie tam i jak wygladaja takie
          > spotkania.Czy terapia to tylko rozmowa czy leczenie farmakologiczne tez jest
          > konieczne?

          Moge jedynie mówić za siebie i o tym co mi pomogło. Bardzo trudno wyjsc z
          uzaleznienia samemu. Zresztą po co się meczyć skoro sa sprawdzone sposoby które
          działaja i przynoszą efekty. Terapia o której mówimy jest psychoterapią, która
          charakteryzuje się kolkoma istotnymi elementami.
          - prowadone jest przez doświadczonych psychologów
          - ma charakter grupowy (w terapii uczestniczy grupa)
          - poza wyjątkowymi przypadkami nie stosuje się środków farmakologicznych
          - może miec charakter zamknięty (kilkutygodniowa terapia w zamnkniętym ośrodku
          odwykowym) lub charakter terapii otwartej (spotkania w poradni odwykowej (raz -
          2 razy w tygodniu).
          - istotą początkowego etapu leczenia jest konfrontacja (uświadomienie sobie
          swojegi uzależnienia i bezsilności)
          - W czasie terapi stosowane są wykłady i ćwiczenia (praca własna)

          Generalnie leczysz głownie swoją psychikę.
    • anonim58 Re: Ja 09.01.06, 12:43
      Witam!Jestem w podobnej sytuacji.Mieszkam zagranicą.Mąż całymi dnami pracuje,a
      ja praktycznie sama wychowuje nasze dziecko.Jest mi głupio,jest mi wstyd,ze o
      tym pisze..Nie mam się komu zwierzyć z moich chwil załamania zalewanych
      alkoholem..Nigdy się nie upijam do nieprzytomności,ale drink powoduje,ze się
      rozlużniam i jakoś nabieram dystansu do tego co sie wokół dzieje.Ciągle mi mąż
      powtarza,żebym się wyprowadziła.Gdzie ja pójde z małym dzieckiem?Mąz jest
      bardzo wymagający.Wraca z pracy,pije piwo,a ja musze czekać,żeby mu zrobić
      obiad.Jestem daleko od rodziny..Załamuje się coraz bardziej..
      • drak62 Re: Ja 09.01.06, 12:57
        Alkohol nie rozwiąże twoich problemów a dodatkowo wpakuje cię w następne dużo
        większe. Poczatkowo pijemy bo wydaje nam się że alkohol ułatwia nam codzienne
        życie , oddala (pozornie ) problemy, rozluźnia. Później pijemy bo musimy pić.
        Jeżeli nie jest za późno to radziłbym drastycznie ograniczyć picie . Jeżeli
        jednak twój problem z alkoholem jest większy niż opisałaś to w swoim poscie to
        radziłbym zwrocić się o pomoc. Z cała pewnoscią w kraju w którym teraz
        mieszkasz działaja grupy AA. Zwracając się o pomoc będzie ci łatwiej poradzic
        sobie z nałogiem i wogóle z życiem - trudno jest żyć samemu ze swoimi
        problemami.
        • jerzy30 Re: Ja 09.01.06, 13:24
          A on taki INWALIDA że nie może sobie tego obiadu sam przygotować - musisz
          czekać ????? - co sie stanie jak nie zaczekasz z tym obiadem - co to kuchte
          domową sobie zatrudnił - to że zarabia na dom to nie wszystko - niech sie
          włączy w domowe życie - ale to tylko terapia ewentualnie grupy AL-anon mogą Ci
          pomóc - nikt inny.
          • anonim58 Re: Ja 09.01.06, 13:35
            Cały czas mu się staram wytłumaczyć,że ja też jestem zmęczona po całym
            dniu.Przecież mogłabym obiad przygotować wcześniej.Niestety,on chce,zeby
            ziemniaki były świeżo ugotowane jak on skończy pić piwo..Kotlet ma być
            odpowiednio przysmażony itd.Czuje się już jak służąca.Nie chce znieczulać sie
            na to wszystko alkoholem,bo nie tędy droga..Ale sama widze,że zaczynam to coraz
            częściej robić.Wstyd mi nawet przed własnym dzieckiem.Nie mogę o tym nikomu
            powiedzieć.Odważyłam się dopiero do Was napisać.Żle mi z tym...
            • drak62 Re: Ja 09.01.06, 13:41
              anonim58 napisała:

              > Cały czas mu się staram wytłumaczyć,że ja też jestem zmęczona po całym
              > dniu.Przecież mogłabym obiad przygotować wcześniej.Niestety,on chce,zeby
              > ziemniaki były świeżo ugotowane jak on skończy pić piwo..Kotlet ma być
              > odpowiednio przysmażony itd.Czuje się już jak służąca.Nie chce znieczulać sie
              > na to wszystko alkoholem,bo nie tędy droga..Ale sama widze,że zaczynam to
              coraz
              >
              > częściej robić.Wstyd mi nawet przed własnym dzieckiem.Nie mogę o tym nikomu
              > powiedzieć.Odważyłam się dopiero do Was napisać.Żle mi z tym...

              Nie powinnaś tłumić negatywnych uczuć które przeżywasz, powiedz wproszt twojemu
              mężowi tyranowi co czujesz. Poza tym nie koncetruj się na potrzebach twojego
              meża tylko zacznij myślec o sobie. Czy wogóle jesteś szczęśliwa w tym związku.
              Czy takie życie ci odpowiada. MOże byłoby lepiej dla ciebie i dziecka gdybyś
              wróciła do kraju, tutaj penie masz rodzinę, przyjaciół i wsparcie. Jeżeli twoje
              zycie tak wyglada jak wygląda to trudno nazwać je szcześliwym.
              • anonim58 Re: Ja 09.01.06, 13:54
                Nieraz już z nim rozmawiałam.Kazał mi spie..... do Polski i biede
                klepać.Chciałabym wreszcie pomysleć o sobie,o tym co JA lubie,co jest dla mnie
                ważne.Tak bardzo lubie czytać książki.Od kilku tygodni nawet jednej nie mogę
                skończyć,bo jestem dla niego na każde zawołanie.Chodzi do pracy i wydaje mu
                się,że ja nic nie robie.Rodzice przyjmą mnie i dziecko z otwartymi
                ramionami,ale skąd wziąść siłe,żeby zrobić ten krok?Spakować się i powiedzieć
                ŻEGNAJ...Żałuje najbardziej,że przerwałam studia na 3-im roku.Jestem teraz
                rozgoryczona,sama w 4 ścianach z mężem tyranem.
                • drak62 Re: Ja 09.01.06, 14:06
                  anonim58 napisała:

                  > Nieraz już z nim rozmawiałam.Kazał mi spie..... do Polski i biede
                  > klepać.Chciałabym wreszcie pomysleć o sobie,o tym co JA lubie,co jest dla
                  mnie
                  > ważne.Tak bardzo lubie czytać książki.Od kilku tygodni nawet jednej nie mogę
                  > skończyć,bo jestem dla niego na każde zawołanie.Chodzi do pracy i wydaje mu
                  > się,że ja nic nie robie.Rodzice przyjmą mnie i dziecko z otwartymi
                  > ramionami,ale skąd wziąść siłe,żeby zrobić ten krok?Spakować się i powiedzieć
                  > ŻEGNAJ...Żałuje najbardziej,że przerwałam studia na 3-im roku.Jestem teraz
                  > rozgoryczona,sama w 4 ścianach z mężem tyranem.

                  Nad czym się zastanawiasz, ratuj resztki swojego życia pakuj się i wracaj do
                  Polski. Przejrzyj na oczy w końcu - jesteś służąca swojego męża , który
                  zupełnie cię nie szanuje, pomiata tobą i obraża. I z cała pewnością nie będzie
                  lepiej. Tkwiąc w takim związku jedyne co cię niechybnie czeka to uzależnienie
                  się od alkoholu i perspektywa służącej we własnym domu. Mozesz jeszcze ułożyć
                  sobie życie i im szybciej tym lepiej. Masz kochające dziecko, rodziców i
                  znajomych. A tam gdzie jesteś czekaja cię tylko upokorzenia. Szkoda życia.
    • anonim58 Re: Ja 09.01.06, 14:27
      Bardzo dziekuje za wspaniałe słowa,które utwierdiły mnie w przekonaniu,że muszę
      odejść,żeby się nie zmarnować..Przepraszam milomilke,że wpisałam się na jej
      wątek.Ale momentami człowiek szuka już pomocy wszędzie..
      • drak62 Re: Ja 09.01.06, 14:32
        anonim58 napisała:

        > Bardzo dziekuje za wspaniałe słowa,które utwierdiły mnie w przekonaniu,że
        muszę
        >
        > odejść,żeby się nie zmarnować..Przepraszam milomilke,że wpisałam się na jej
        > wątek.Ale momentami człowiek szuka już pomocy wszędzie..

        Jestem przekonany ze dasz sobie radę w kraju- nie będziesz tutaj sama:)
        Daj znać za jakiś czas co tam u ciebie słychać.
        • anonim58 Re: Ja 09.01.06, 14:35
          OK!Napewno dam znać,co u mnie słychać i jak sobie radze.Dziekuje jeszcze raz za
          wsparcie i pomoc:-)
          • jerzy30 Re: Ja 10.01.06, 18:09
            wróc po prostu do Polski - szybko zacznie mu się d..a palić jak będzie musiał
            żreć zimne [a nawet surowe] kartofle] i niedosmażone kotlety - w jakim kraju
            mieszkasz - jakim arabskim???????????? - sorry - ale to mi wygląda na
            niewolnicę Isaurę a on to Leoncio. Olej go choć raz - a jak spróbuje użyuć siły
            to od takich silnych jest policja
            • milomilka Re: Ja 10.01.06, 23:34
              nieszkodzi ze sie tu wpisalas.
              Na zdrowie.
              Swoja droga czy Wy zyjecie w tym swiecie czy gdzie indziej?Takie traktowanie
              Kobiety a raczej jej ubezwlasnowolnienie jest nagminne u nas nie gdzie
              indziej.Wiadomo , ze jesli Polka sie rozwinie to wugra wiec lepiej odrazu ja
              stłamsić i doprowadzic do niewoli.
              • jerzy30 Re: Ja 11.01.06, 19:04
                milormilka - to się po prostu nie dawaj tłamsić - życie jest jedno i nie warto
                żyć stłamszonym - uszy do góry!!!!!!!! odwagi!!!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka