Dodaj do ulubionych

Ale mam treme i serce w gardle.Witam was.

15.02.06, 18:23
Odważyłam się napisać do was mieszkańców forum.Czytam was od niedawna,pije
od bardzo bardzo dawna,stop mówię pierwszy raz,wcześniej nie miałam takiej
potrzeby.Nie wysyłajcie mnie narazie do AA,pójdę jak do tego dojrzeję,zresztą
raz 10 lat temu byłam z koleżanką do towarzystwa,tak to miało wyglądać,a
zdałam sobie po tym razie sprawe że jestem pijak.I tak sobie z tym żyłam do
sylwestra,jeszcze nie doszłam do tego co się stało,wczoraj i dziś mam okropną
ochotę się napic.Wczoraj w nocy mnie złapało sen o pijaństwie dziś też
był.Trzyma mnie przy trzeżwości tylko myśl że to się zaraz skończy i jutro
się obudzę bez chęci.Niemam zielonego pojęcia jak długo to trzyma bo nie
robiłam nigdy takich prób,miałam ochote to piłam teraz niechcę i słabo sobie
radzę.Jak długo to będzię trwało.Mam zamiar tu pobyc na forum bo ktoś mi
może napewno z was pomoże.
Obserwuj wątek
    • darek200551 Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 18:27
      Dobre pytanie. Ja jak mam ochotę to nadal pije. Nie wiem czy to alkoholizm
      jednak po dwóch dniach przerwy robie się nerwowy. Mysli, że jaśli uda Ci się
      przetrzymać tydzień bez wielkiej wewnętrznej walki to chyba nie ma się czym
      przejmować.
      • rauchen Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 18:55
        udawalo mi sie wytrzymac dwa, trzy miesiace bez wewnetrznej walki, a potem od
        nowa w ciag - czy to moze nie alkoholizm??
        ups, chcialabym :)))))

        • darek200551 Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 19:00
          Nie wiem może sam się pocieszam że nie jestem alkoholikiem. Ale pije już z 9
          lat w miare często i nie odczuwam jakiejś wzmożonej chęci picia więcej i czego
          popadnie. Chyba każdy jest inny i trzeba podchodzić do tej kwestii
          indywidualnie.
        • niepolewam Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 19:07
          Wiedziałam że tak będzie.Ja niewiem co mam wam powiedzieć może nie dokładnie to
          wszystko opisałam dla mnie jest ważne że podjełam tą walkę a dla was to chyba
          tylko idz do AA i macie z głowy klijenta,cała wasza pomoc na tym
          polega.Nakrzyczeć niech spada.
          • darek200551 Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 19:09
            No sorki czy chociaz przez chwile sugerowałem AA? Zrób sobie przerwe. Będziesz
            wiedzieć czy przesadzasz czy nie. Głowa do góry.
    • wojtech451 Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 19:07
      niepolewam napisała:

      > Odważyłam się napisać do was mieszkańców forum.Czytam was od niedawna,pije
      > od bardzo bardzo dawna....

      Witaj.
      To że wreszcie napisałaś jest pierwszym krokiem w kierunku trzeźwienia. Wiesz
      co sie z Tobą dzieje, zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji. Bądź, czytaj,
      próbuj wytrwać i nie pić. Zapewne nie uda się zbyt długo ale czyń próby, któraś
      kolejna na pewno będzie ostatnią a potem trzeźwość! Nie będzie łatwo, będzie
      ciężko, będzie zwątpienie, tłumaczenie samej sobie, że jeszcze nie jest tak źle
      itd. Czyli normalka.
      Jeżeli mogę doradzić, szukaj ludzi którzy mają podobny problem, lub juz
      trzeźwieją lub wytrzeźwieli. Pomoc ludzi jest bardzo potrzebna, nie czujesz sie
      samotna, możesz liczyć na drugą osobe w przypadku kryzysu, zrozumienie. Nie
      musi to być AA, może byc ktoś kto jest trzeźwym alkoholikiem. Zapewniam Cię, że
      warto wytrzeźwieć choć jeszcze kilka lat temu zastanawiałem sie dlaczego
      wszyscy nie piją? Przecież to tak pomaga w życiu - tak wtedy myślałem.
      Ale to PRZESZŁOŚĆ która nie wróci!
      • niepolewam Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 19:24
        Przesadzam bo się boję jutra jak jasna ....Dziś mi nic nie grozi pełny
        dom.Jutro od rana jestem sama.Pewnie obudzę się bez chęci.Dam rade?Ja z tym
        jestem sama mój mąż uważa że niema problemu.Zresztą sama muszę dać radę pużniej
        się za niego wezmę.Teraz bez kija nie podchodz w tym temacie mówi że robie z
        siebie dziada jak opowiadam że jestem pijak.
        • darek200551 Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 19:31
          Porozmawiaj z nim szczrze o tym co czujesz. Tylko spokojnie może przez
          intonacje myśli że przesadzasz. Zajmij się czymś od rana żeby nie myśleć o
          piciu. I nie wmawiaj sobie za wszelkę cene że jesteś alkoholiczką. Wierze w
          Ciebie.
          • niepolewam Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 19:48
            Jak nie jestem,mam się oszukiwać,gdybym nie była to od dwóch dni bym sobie
            głowy nie zawracała jak się tu napić.Własnie każda godzina z tą chęcią picia
            utwierdza mnie w przekonaniu co się zemną porobiło przez te lata jak spędzałam
            wolny czas i że teraz nieumiem go sobie inaczej zająśc.Wszyscy moi znajomi piją
            nowych jeszcze niemam zresztą gdzie ich szukać.Tak wiem w AA.
            • niepolewam Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 19:52
              Sory.Dobrze że to piszę coraz więcej o sobie wiem,i się złoszcze.
              • jerzy30 Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 20:09
                to normalne - serce w gardle i strach przed napiciem - bo znowu to samo bedzie
                czyli ciag i kac i znowu bylem pijany. Pijane sny i pijane sny w śnie [snilo mi
                sie ze mi sie snilo ze pilem - i w tym snie szukalem pustej flaszki pod lozkiem
                i jej nie znajdowalem - bo to byl sem - budzilem sie szcxzesliwy ze to byl sen.
                Te sny mialem od czasu do czasu [po meczacym dniu pelnym stresow i zmartwien -
                w koncu uznalem ze jak moja glowa chce pic to niech sobie pije - grun ze ja
                czyli moje cialo jest trzezwe. Sny sie skonczyly. Obsesja picia powtarza sie co
                jakis czas i potrafi trzymac. ja mam swoje sposoby [AA - ale na razie na Twoja
                proźbe Cie nie namawiam - zawsze jest otwarte i goscinne dla innych - tak samo
                terapia w osrodku]. Czesto stosuje inne metody - ogrodek [no teraz jest zima],
                spacer - to zawsze jest mozliwe, rozmowa z zona - pomaga. Wchodz na to forum. A
                nawet jak Ci sie zdarzy pochlanie to swiat sie jeszcze nie zawali - a co wiecej
                bedziesz wiedziala ze z flaszka nie ma zartow i ze ona zawsze jest silniejsza.
                Chociaz sa osoby co potrafily ja od siebie odstawic. jest tu na forum janulodz -
                jemu sie udalo
                • niepolewam Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 20:22
                  Napewno z kimś było by łatwiej.No ale tak cały czas rozmawiało by się o
                  piciu.Jak tam wejść na terapię tam są ludzie którzy niechcą się leczyć tylko
                  sąd ich zmusza i ja miałabym się przed nimi wywnętrzać jak oni tylko odfajkować
                  to przyszli.Pracowałam z taką osobą i piłam.Ona opowiadała o tych ludziach
                  kupczyła ich problemami.To jak w tą terapię wierzyć.
                  • jerzy30 Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 20:31
                    obowiazuje tajemnica z takich spotkan - jak ze spowiedzi czy jak z wizyty u
                    lekarza - widocznie ta osoba nie miala pojecia jak sie leczyc - moze sprobuj
                    jeszcze raz - w duzych miastach jest wiele grup i latwiej zniknac w tlumie - a
                    najlatwiej zniknac na tym forum - trzymaj sie go i czytaj tematy tu poruszane -
                    to pomaga - tu jestes absolutnie anonimowa - jest takie forum dyskusyjne -
                    grupa osob uzaleznionych - w USA - polskojezyczna - takie spotkanie w
                    internecie - odszukam adres i jak sie tam logowac - trzeba jednak miec mikrofon
                    i wgrac program PALTALK - jest bezplatny - podobno jest to dobre - ta dyskusja -
                    sa tam ludzie z calego swiata - moge Ci tez dac adres internetowy do USA do
                    osoby co sie tym zajmuje - wsparcie i terapia
                  • wojtech451 Re: Ale mam treme i serce w gardle.Witam was. 15.02.06, 21:20
                    niepolewam napisała:

                    > Napewno z kimś było by łatwiej.No ale tak cały czas rozmawiało by się o
                    > piciu.

                    Sądzę, ze raczej o NIEpiciu.

                    >Jak tam wejść na terapię tam są ludzie którzy niechcą się leczyć tylko
                    > sąd ich zmusza i ja miałabym się przed nimi wywnętrzać jak oni tylko
                    >odfajkować to przyszli.

                    Poszukaj podobnych do Ciebie, Twojej sytuacji, bedących na podobnym poziomie
                    intelektualnym i mających MOTYWACJĘ! Ty juz masz!

                    >Pracowałam z taką osobą i piłam.Ona opowiadała o tych ludziach
                    >kupczyła ich problemami.To jak w tą terapię wierzyć.

                    Na pewno przykłady innych osób uzaleznionych są niezbędne w celach poznawczych
                    ale powinno to byc anonimowe. Opowiadany przykład powinien być podany w sposób
                    uniemozliwiającyc identyfikacje. W tym przypadku, trafiłas fatalnie.

                    >To jak w tą terapię wierzyć

                    W tę akurat raczej trudno ale bez wiary w siebie, we własne możliwości, w siłę
                    wyższą, w Boga - wybierz co Ci odpowiada nie osiągniesz w życiu niczego! a co
                    dopiero mówić o wyjściu z uzależnienia.
      • trinkino Wojtech 15.02.06, 20:19
        wojtech451 napisał:

        > Jeżeli mogę doradzić, szukaj ludzi którzy mają podobny problem, lub juz
        > trzeźwieją lub wytrzeźwieli.

        Kiedy o alkoholiku można powiedzieć, że już wytrzeźwiał? Serio pytam, bardzo
        mnie to interesuje.
        • wojtech451 Re: Wojtech 15.02.06, 21:07
          trinkino napisała:
          > Kiedy o alkoholiku można powiedzieć, że już wytrzeźwiał? Serio pytam, bardzo
          > mnie to interesuje.

          Nie chodzi mi oczywiście o ilość promili we krwi tylko o świadomość. Z biegiem
          czasu, niestety musi go trochę upłynąć zmienia się sposób myślenia nt. swojego
          alkoholizmu. Z początkowego - "nie mogę się napić", "nie wolno mi", ..........
          na "ja nie chcę pić", "ja CHCĘ nie pić" (między tymi stwierdzeniami JEST
          różnica!),............................... po "dziękuję, nie piję", wypowiadane
          swobodnie, bez zastanowienia, mówione w sposób oczywisty dla mnie. Nie ma w tym
          momencie wahania (a może by tak?), jest to już sposób, styl zycia - BEZ
          ALKOHOLU. Normalność.
          Świadomość to bardzo indywidualna cecha człowieka zależna od wielu czynników.
          Osobiście nie piję 3,5 roku i jeszcze nie raz mam rozterki gdy na stole pojawia
          się alkohol. Dla porownania: nie palę 22 lata i papierosy nie wywieraja na mnie
          żadnego wrażenia ale rzadko bo rzadko przychodzi myśl, "a może by tak zapalić
          jednego?"
          • trinkino Re: Wojtech 15.02.06, 22:30
            wojtech451 napisał:

            > Nie chodzi mi oczywiście o ilość promili we krwi tylko o świadomość.

            Wiem, o to mi chodziło:)

            Dzięki za odpowiedź. Po 22 latach niepalenia przychodzi Ci czasem do głowy, żeby
            może zapalić jednego, ale tak przecież mają również osoby, które nigdy nie
            paliły (np. moja mama;). Więc może to nie do końca tak jest? Poza tym, wydaje mi
            się, że świadomość, że nie można wypić zawsze pozostaje, tyle, że z biegiem
            czasu łatwiej się z nią oswoić. Czy osoba niepijąca, załóżmy, 30 lat- może być
            nazwana trzeźwą, jeśli raz na 5 lat przemknie jej przez myśl- a może by tak?...
            Bo mam wrażenie, że tak naprawdę, to zgodnie z tym, co napisałeś, nigdy się nie
            jest do końca trzeźwym, a ta świadomość może być dołująca... Że jednak ta wóda
            ciągle gdzieś tam siedzi w głowie. A wydaje mi się, że u alkoholika do końca
            życia już siedzieć będzie, i tak, jak napisałam- to kwestia czasu, jak sobie z
            tym radzić, z upływem czasu, za pewne przy pomocy terapii i mityngów jest łatwiej.
            A np. program 24 godzin- dzisiaj nie piję. Niby jest łatwiej nie wybiegać
            zanadto w przyszłość, ale przecież wiadomo, że nie chodzi tylko o dzień
            dzisiejszy, ale i następny, kolejne tygodnie, miesiące, lata, do końca życia.
            Podświadomie przecież alkoholicy zdają sobie z tego sprawę.
            Więc jeśli w takich kategoriach rozpatrywać trzeźwość, to wydaje mi się, że
            żaden alkoholik nigdy nie będzie trzeźwy. Bo do końca życia tkwić w nim będzie
            ten zapalnik.
            A, dajmy na to- w pewnym momencie jakiś naukowiec odkrywa lek na alkoholizm-
            który faktycznie działa- powiedz, czy gdyby taki lek istniał- czy zdecydowałbyś
            się napić? Ilu alkoholików, teoretycznie pogodzonych ze swoim losem i chorobą-
            zdecydowałoby się wtedy napić?
            • e4ska Re: Wojtech 16.02.06, 08:50
              Z perspektywy "suchego alkoholika", czyli nie sterapeutyzowanego, problem jest
              dziwny, bo, jak piszesz:
              "dajmy na to- w pewnym momencie jakiś naukowiec odkrywa lek na alkoholizm-
              > który faktycznie działa- powiedz, czy gdyby taki lek istniał- czy zdecydowałbyś
              > się napić? Ilu alkoholików, teoretycznie pogodzonych ze swoim losem i chorobą-
              > zdecydowałoby się wtedy napić?"

              Napić. Po co? Dla smaku?
              "Pogodzenie z losem" - że inni mogą pić, a ja nie? Tym gorzej dla innych:)
            • jerzy30 Re: Wojtech 16.02.06, 09:01
              nawet gdyby taki lek [calkowite wyleczenie z uzaleznienia]wynaleziono to bym z
              niego nie skorzystał bo mi z tym moim uzaleznieniem dobrze a ponadto gorzala do
              zycia nie jest potrzebna - to nie tlen - ponadto poznaje fajne osoby z "branzy"
              jak chociazby na tym forum. Uzaleznienie powoduje nieodwracalne zmiany w
              psychice i dlatego ponoc jest sie uzaleznionym do konca zycia. Podobno. Ja tego
              nie sprawdzam - sprawdzali inni i wracali raczej do picia.
              Gorzala jak raz wejdzie do glowy to siedzi tam i siedzi i nie zamierza sie
              wyprowadzic - nawet eksmisja jest nieskuteczna - ona tam sobie siedzi cichutko
              [w kaciku w pewnej czesci mozgu] i kombinuje jak tu namowic wlascieciela glowy
              do napicia sie - jak nie dzis to jutro - czasami te jej kombinacje przynosza
              efekt - wraca sie do picia - taka ta gorzala jest podstepna - znam przypadki ze
              czekala ponad 20 lat.
              A tak czasami sobie mysle ze ja chyba najpierw bylem "uzalezniony" a dopiero
              ptem pojawila sie gorzala. To taka moja teoria z ktora czasami sie zmagam.
              • fiokla Re: Wojtech 16.02.06, 10:09
                > A tak czasami sobie mysle ze ja chyba najpierw bylem "uzalezniony" a dopiero
                > ptem pojawila sie gorzala. To taka moja teoria z ktora czasami sie zmagam.
                _______________
                dokladnie tak mysle. Tylko to, ze organizm moj nie tolerowal alkoholu uratowalo
                mnie (tak mysle) od alkoholizmu. Ale uzaleznilam sie od papierosow. To siedzi w
                glowie. A substancja uzaleznienia to juz inna sprawa. Alkohol, nikotyna,
                narkotyki itd. To chyba zalezy juz od czynnikow zewnetrznych, od otoczenia tez.
                • jerzy30 Re: Wojtech 16.02.06, 18:49
                  fiokla - ja Panu Bogu dziekuje ze wtedy [1985-1990] narkotyki tak nie byly
                  dostepne - bez przecznie bym w to wszedl i to bym dopiero mial cyrk w zyciu i
                  dramat
            • rauchen Re: Wojtech 16.02.06, 22:42
              kiedys tak sobie myslalam, wlasnie nad taka sytuacja, jak to wlasciwie bedzie,
              jak ktoregos dnia ktos wymysli naprawde skuteczny lek na alkoholizm.
              I tak mi sie przypomnial taki artykul, co robili ludzie w berlinie wschodnim
              jak runal mur berlinski. Nie wszyscy rzucili wszystko i polecieli na mur, do
              berlina zachodniego. Byli tacy ktorzy przyjeli ta wiadomosc jak kazda inna,
              zakonczyli dzien jak kazdy inny, nie probujac od razu smaku owej wolnosci.
              Pewnie to byli ci, pogodzeni ze swoim zyciem, takim jakie ono jest.
              Na zdobywanie wolnosci pierwsi pewnie ruszyli mlodzi, ciekawi tej wolnosci, ci
              ktorzy o ta wolnosc walczyli.
              I pewnie w podobny sposob bedzie wygladal dzien w ktorym dana bedzie
              alkoholikom ta cudowna tabletka.

              Natomiast mnie kiedys takie inne pytanie przyszlo do glowy:
              gdyby kazdy czlowiek na ziemi mogl prosic zlota rybke o jedno zyczenie ktore
              zlota rybka moglaby spelnic. Tylko jedno zyczenie.
              Ciekawe ilu alkoholikow prosiloby o to zeby przestali byc alkoholikami - pewnie
              w sensie uzaleznienia fizycznego- , przekladajac to zyczenie nad kazde inne???
              • trinkino Re: Wojtech 16.02.06, 23:26
                rauchen napisała:


                > Natomiast mnie kiedys takie inne pytanie przyszlo do glowy:
                > gdyby kazdy czlowiek na ziemi mogl prosic zlota rybke o jedno zyczenie ktore
                > zlota rybka moglaby spelnic. Tylko jedno zyczenie.
                > Ciekawe ilu alkoholikow prosiloby o to zeby przestali byc alkoholikami - pewnie
                >
                > w sensie uzaleznienia fizycznego- , przekladajac to zyczenie nad kazde inne???

                Ja kiedyś podobne dywagacje n/t złotej rybki już miałam (nie w kwestiach
                alkoholizmu) i doszłam do następującego wniosku: w ramach tego jednego życzenia
                zażyczyłabym sobie 5 nowych życzeń do wykorzystania;))) A co!
                • jerzy30 Re: Wojtech 17.02.06, 09:04
                  ja bym zlotą rybke poprosil zeby sobota byla trzy razy w tygodniu - lubie sobie
                  pospac
            • wojtech451 Re: Wojtech 17.02.06, 18:43
              trinkino napisała:

              > Czy osoba niepijąca, załóżmy, 30 lat- może być nazwana trzeźwą, jeśli raz na
              5 lat przemknie jej przez myśl- a może by tak?...

              Ależ oczywiście!!! Nie popadajmy w paranoję.

              > .....nigdy się nie
              > jest do końca trzeźwym, a ta świadomość może być dołująca... Że jednak ta wóda
              > ciągle gdzieś tam siedzi w głowie. A wydaje mi się, że u alkoholika do końca
              > życia już siedzieć będzie

              Bez przesady, z czasem problem staje się coraz mniejszy a potem przestanie byc
              problemem. Tak myślę i poprzez to utwierdzam się że tak będzie - autosugestia.

              >...lata, do końca życia.
              > Podświadomie przecież alkoholicy zdają sobie z tego sprawę.
              > Więc jeśli w takich kategoriach rozpatrywać trzeźwość, to wydaje mi się, że
              > żaden alkoholik nigdy nie będzie trzeźwy. Bo do końca życia tkwić w nim będzie
              > ten zapalnik.

              Być może, ale skuteczność tego "zapalnika" będzie coraz mniejsza aż zaniknie
              (patrz wyżej). Na początku trzeźwiena trudno było oswoić mi się z myślą "nigdy
              więcej", dzisiaj nie robi to na mnie większego wrażenia. Na początku nawet
              myslałem, że moze kiedyś np; na emeryturze a teraz myślę, a po co? Żyję BEZ
              alkoholu i sprawia mi to satysfakcję. Pokonałem uzależnienie, jestem
              niezalezny, sam decyduję o sobie. Uważam, że z biegiem czasu alkohol spadnie w
              mojej hierarchi wartości na samo dno i tam pozostanie.

              > A, dajmy na to- w pewnym momencie jakiś naukowiec odkrywa lek na alkoholizm-
              > który faktycznie działa- powiedz, czy gdyby taki lek istniał- czy
              zdecydowałbyś się napić?

              A po co?
              Przecież juz to przerabiałem, znam konsekwencje, więc mam popełniać te same
              błędy - nawiasem mowiąc bardzo kosztowne (rodzina, bliscy, zdrowie psychiczne i
              fizyczne, presja otoczenia, itd, itp). Skoro przeżyłem 3,5 roku bez alokoholu,
              mam satysfakcje, uznanie otoczenia, realizuję swoje życiowe plany, mam
              autorytet wśród bliskich i podwładnych to po cholerę miałbym to wszystko
              zaryzykować aby sprawdzić czy lek jakiegoś naukowca jest skuteczny?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka