Dodaj do ulubionych

Akamprozol

16.02.06, 09:50
Witam serdecznie.Czy ktoś z Was orientuje się w leku AKAMPROZAL ?Czy jest
dostępny w Polsce i jaki lekarz może go przepisać?Czytałam dużo dobrych opini
na temat leczenia alkoholizmu tym lekiem.
Obserwuj wątek
    • deoand Re: Akamprozol 16.02.06, 11:23
      Campral tak sie handlowo nazywa ten lek ....
      Hamuje głod alkoholowy - powinien być stosowany wraz z
      psychoterapią ... przedłuża skutecznośc psychoterapii o 50 %

      Dawkowanie 3 razy dziennie 2 tabletki

      Lek dośc drogi .... koszt na miesiąc ok 250 - 300 pln...

      Zapytaj lekarza o dokładne wskazania ...


      • aneta86 Re: Akamprozol 16.02.06, 12:03
        a czy są jakieś tańsze leki które można stosować w alkoholiżmie i co wiecie na
        temat NALTREKSON ?
        • kylly Re: Akamprozol 16.02.06, 12:21
          NIE MA ŻADNYCH LEKÓW NA ALKOHOLIZM !!!!! WBIJ TO SOBIE DO GŁOWY i radzę
          przestań szukać w internecie cudów (vide KUDZU czy inne gó.....) są leki które
          łagodzą objawy głodu, zapobiegają napadom padaczkowym czy wyciszają organizm
          podczas detoksykacji...jest też anticol, esperal ale to podejrzewam znasz...
          pozdrawiam
          • deoand Re: Akamprozol 16.02.06, 12:39
            NIE MA ŻADNYCH LEKÓW NA ALKOHOLIZM !!!!! WBIJ TO SOBIE DO GŁOWY

            Niestety PRAWDA !!!!!!!!!!!!!!
          • aneta86 Re: Akamprozol 16.02.06, 12:40
            WIEM WIEM WIEM ale Łapie się już czego tylko moge bo zmęczyło mnie picie a pić
            głowa chce!Chodziłam już na terapie ale to u mnie nie zdaje egzaminu,wszywki
            zdały egzamin na jakiś czas ale nie rozcharatam sobie całego tyłka.Nie wiem co
            mam robić,mętlik w głowie
            • kylly Re: Akamprozol 16.02.06, 12:57
              myślę że nie wiesz NIE WIESZ....jeśli nawet chodziłas na terapię to albo nie
              brałaś w niej udziału (i pewnie tak było), albo terapeuta był do dupy (raczej
              mało prawdopodobne) albo po prostu musisz walnąc twarzą w g....i wtedy
              przestaniesz....albo i nie...
              pozdr...
              ps. mam wrażenie że z tym chodzeniem na terapie to nie do końca prawda....
              • aneta86 Re: Akamprozol 16.02.06, 13:06
                prawda prawda...tylko nie bardzo byłam rozmowna nie bardzo pasowali mi tamtejsi
                ludzie i nie za bardzo chciało mi się tam jeżdzić za to bardzo intensywnie
                myślałam otym co wieczorem wypije......niestety.pozdrawiam
                • kylly Re: Akamprozol 16.02.06, 13:14
                  hmmmm cóż a teraz jesteś na etapie poszukiwania "cudownego środka"...polecam
                  KUDZI...kosztuje troszkę ale szkodliwe nie jest i nie zaszkodzi...pomóc też nie
                  pomoże ale podtrzyma iluzję "leczenia" - rada...nie leki...a poradnia i nie na
                  zasadzie "pasowania" czy "niepasowania" - "lepszych" czy "gorszych" odemnie...
                  a jak sama nie dasz rady wyjść z ciągu (trzeci dzień - możliwość wystąpienia
                  delirium czy padaczki...) jedź na najbliższy oddział i połóż się przynajmniej
                  na odtrucie...potem możesz podjąć terapię albo pić dalej - wolna (i Twoja)
                  wola....
                  pozdr...
                  • aneta86 Re: Akamprozol 16.02.06, 13:34
                    oj kylly strasznie złośliwy jesteś :).Nie szukam cudownego środka bo wiem że to
                    pomaga na chwile,nie miewam padaczek i delirium.Wiem jedno że przesadzam z
                    piciem i chce się leczyć a to forum to może pierwszy mały krok aby zdecydować
                    się zapisać na terapie.Tylko z tym zdecydowaniem gorzej bo już drugi tydzień
                    się decyduje i zdecydować się nie mogę.......podr
                    • drak02 Re: Akamprozol 16.02.06, 13:55
                      Niestety nikt za ciebie nie podejmie takiej decyzji.
                      ZAstanów się dlaczego boisz sie podjąc taka decyzję. Też kiedyś miałem podobny
                      dylemat , każdy miał taki sam dylemat. Powiem ci dlaczego się boisz.
                      1. Bo dowiesz się prawdy o sobie , że jesteś alkoholiczką.
                      2. Że niczym nie różnisz się od innych pijących, niejesteś ani lepsza ani
                      gorsza.
                      3. Że bedziesz musiała zmierzyć się ze swoja przeszłoscią , ze zobaczysz ile
                      niedobrych rzeczy wiązało sie z piciem.
                      4. Że nigdy juz nie bedziesz mogła pić w sposób kontrolowany ,
                      5. Żal ci tych chwil związanych z piciem które pozornie były takie miłe i
                      przyjemne
                      6. Boisz sie pokory , uznaia swojej słabosci i pogodzenia sie z uzależnieniem.
                      7 Konfrontacji z innymi alkoholikami którzy mają dokladnie taki sam problem jak
                      ty (mimo ze sama twierdzisz ze do nich nie pasujesz).
                      8. Swoiście pojmowanego wstydu - wsytdem jest leczenie się z uzależnienia .
                    • kylly Re: Akamprozol 16.02.06, 14:01
                      ja złośliwy ?? e nie :))) - poważnie to spotykam sporo ludzi...i to nie w necie
                      a w realu...którzy mówią "widzę że coś nie tak z moim piciem"; "chcem coś
                      zrobić" - nie chwaląc się ile mogłem tyle pomagałem...dawałem namiary na detoks
                      czy znajomych terapeutów i co ?? i że tak powiem gó.....potem tylko świeciłem
                      oczami...za jednego czy drugiego delikwenta...i teraz sam nie wiem ale wybacz
                      to co piszesz "chcem i nie wiem" bardziej mnie w....(denerwuje) niż wzrusza...i
                      absolutnie nie ma to nic wspólnego z Tobą jako osobą a raczej ze mną i
                      odbieraniem przezemnie na dzień dzisiejszy podobnych spraw
                      pozdrawiam
                      • e4ska Re: Akamprozol 16.02.06, 14:05
                        Kylly, jak tak dalej pójdzie, to ty jeszcze barmanem zostaniesz. Z powołania:)))
                        • kylly Re: Akamprozol 16.02.06, 14:23
                          hmmm barmanem ?? znowu ?? jakbyś zgadła 7 lat pracy za barem mam za sobą ;)))
                      • aneta86 Re: Akamprozol 16.02.06, 14:19
                        przeszliście już swoje i dzisiaj inaczej do takich jak ja podchodzicie.Ja wiem
                        że już żadne wszywki i inne pierdoły mi nie pomogą tylko terapia.Tylko jeszcze
                        słuchawka jest za ciężka żeby ją podnieść i umówić się na wizyte.I strach przed
                        rachunkiem sumienia iświadomość jakim się jest do d... pozdr
                        • kylly Re: Akamprozol 16.02.06, 14:31
                          może i wiesz...ale czy napewno wiesz ?? a jeśli wiesz...to skąd to poszukiwanie
                          leków...cudów...myślę że powoli dopuszczasz stwierdzenie że coś jest nie
                          tak...z drugiej strony pojawia się myślenie...przecież aż tak źle jeszcze nie
                          jest...może się mylę - może nie
                          pozdrawiam
                        • drak02 Re: Akamprozol 16.02.06, 15:11
                          Nie jesteś wcale do d... . Masz taki sam problem jak tysiące innych.
                          Twoją mocna strona jest to że zdajesz sobie sprawę z sytuacji w której się
                          znajdujesz, to już jest bardzo dużo.
                          Z czasem zyjąc w trzeźwosci inaczej spojrzysz na swoje życie, te wszystkie
                          opory będą ci się wydawac mało istotne. Można cieszyć się życiem nie pijąc.
                          Dla takiego samowyzwolenia psychicznego warto podjąć poważną próbe wyjscia z
                          nałogu. Na forum jest wiele osób które pokonały tę męcząca niemoc i potrafią
                          docenić jakośc życia przed podjęciem leczenia i po. W tym trzeźwym życiu
                          wszystko wydaje sie po pewnym czasie prostsze .
                          • jerzy30 Re: Akamprozol - "pomocny" jak świecowanie uszu 16.02.06, 18:45
                            kudzu srudzu - ja za moich szczeniecych czasow leczenia alkoholizmu kupowalem
                            przez znajomych tabletki tiaprid - byly drogie jak cholera - wiec je lykalem -
                            efekt byl taki ze one mnie otepialy i usypialy - by nie usnac to pilem tony
                            kawy - i tak w kolko macieja.
                            W swojej karierze nieskutecznego leczenia wyprobowalem wszystko co mozna bylo -
                            tabletki, wszywki, akupunkture, psychostymulacje, jakies masaze~!!!!!!!!!! i
                            inne nieskuteczne metody - nie przecwiczylem tylko biostymulacji, kudzu i
                            leczenia komputerowego - bo wtedy nie bylo jeszcze tych znachorskich metod. 6
                            lat mi zajelo to "leczenie" - dopiero zdesperowany trafilem do PETRY [to taki
                            osrodek w Warszawie] i tam sie zalapalem na leczenie
        • mwf12 Re: Akamprozol 22.02.06, 18:06
          naltrekson inaczej nalorex nie dostępny w Polsce.
          Drogi u mnie zachamował nawrót świetny lek. Jestem po wielu terapiach wpełni
          świadoma choroby z 9 letnim srażem niepicia wierzę w Nalorex.
    • aneta86 Re: Akamprozol 22.02.06, 12:52
      Haj
      W końcu podniosłam słuchawkę i umówiłam się na terapie.Jade jutro.Trzymajcie
      kciuki.Może tym razem mi się uda :)
      • jerzy30 aneta - uszy do gory ;))))))))))))))))) 22.02.06, 18:40
        jest juz dobrze - bedzie lepiej - uda sie napewno [chociaz napewno to TYLKO
        zejdziemy z tego padolu] ale dla Ciebie robimy wyjatek :))))))))))))))))
        • aneta86 Re: aneta - uszy do gory ;))))))))))))))))) 24.02.06, 12:08
          Byłam,rozmawiałam,następna wizyta dopiero 6 marca ale mam nadzieje że
          wytrzymam,chociaż w środe niespodziewanie przyszła do mnie przyjaciólka z mężem
          i mieli"świetne chumory"i bardzo chcieli żebym też sobie porawiła chumor i
          prawie na siłe wciskali mi szklaneczkę piwa ale się nie dałam.Może to nic
          wielkiego ale byłam z siebie zadowolona że nie wziełam nawet łyka bo u mnie od
          łyczka się zaczyna a kończy.......W każdym razie jak do tej pory abstynencji
          (bardzo krótkiej ale jednak )widze same pozytywy.Przede wszystkim
          zrównoważenie,cierpliwość i swiadomość tego co się mówi i robi.Organizm odżył i
          nieskromnie napisze że nawet wyładniałam :).Męczą mnie tylko myśli że czasami
          było naprawde fajnie "wyluzować"się z przyjaciólmi i zazdroszcze tym którzy
          potrafią się kontrolować.Ale wiem że ja do nich nie należę.Dzięki Jerzy za
          dobre słowo :)dam znać co u mnie,pozdrawiam
          • drak02 Re: aneta - uszy do gory ;))))))))))))))))) 24.02.06, 12:29
            Początki są dosyć trudne i myśl że nie mozna napić się piwa ze znajomymi bywa
            dosyć przykra. ZApewniam cię jednak że z czasem zmienia sie zupełnie punkt
            widzenia. Można żyć i cieszyć się życiem bez alkoholu (co kiedyś wydawało mi
            się zupełnie niemożliwe). Zerwalem wiele znajomosci z okresu picia i nawiązałem
            dużo nowych . Jesczez jedna uwaga, zauważyłem ze osoby ktore mają same problem
            z nadużywaniem alkoholu są dosyć natarczywe w proponowaniu alkoholu innym.
            Natomiast dla ludzi którzy nie mają żadnych problemów z alkoholem zupełnie bez
            znaczenia jest to , czy bedziesz piła piwo, sok, czy wodę mineralną.
            • aneta86 Re: aneta - uszy do gory ;))))))))))))))))) 24.02.06, 15:59
              Oj trudne trudne.Zwłaszcza jak się prowadziło weekendowy tryb życia-czyli
              imprezowanie a w tygodniu leczyło się kaca.Rzeczywiście w tej chwili staram się
              unikać znajomych a jeżeli już dzwonią i nalegają to wymyślam bajeczki że
              wyjeżdżam...że coś bardzo ważnego i nie dam rady...itp.itd.mam nadzieję że
              jakoś wytrwam te początki a jeśli powinie mi się noga to też dam znać.Dzięki za
              pozytywy.Pozdrawiam
              • aneta86 Re: aneta - uszy do gory ;))))))))))))))))) 03.03.06, 08:55
                Witam
                I znowu nadchodzi weekend.Boje się że ktoś zadzwoni i dam się namówić a dopieo
                w poniedziałek drugie spotkanie w ośrodku.Durne myśli po głowie chodzą (a co to
                komu zaszkodzi jeśli w sobote wieczorem napije się winka z przyjaciólką?)Wiem
                wiem...tratatata...Każdy ma takie durne myśli w tych pierwszych tygodniach???
                P.S.
                ESKA napisałam że obrażasz ludzi a sama Ciebie obrażałam za co
                przepraszam.Nerwós jestem od urodzenia. Pozdrawiam :):):)
                • martap12 Re: aneta - uszy do gory ;))))))))))))))))) 03.03.06, 09:28
                  Widzę, ze i bez szklaneczki humor Ci sie poprawił i tak trzymaj!!!
                  Przede mna tez trudny weekend, bez piwa i papierochów, ten i mam nadzieje
                  następne.... Tak niestety mam, ze jak piję, to palę, jak zapalę, to i wypiję
                  weekendowo, ale....całkiem ostro, ech... Dość tych piwno papierosowych
                  weekendów!!!
                  Życzę Tobie i... wszystkim innym powodzenia i wytrwałości!!!
                • e4ska Nie klękaj! 03.03.06, 09:55
                  Aneto, mnie doprawdy trudno obrazić:)

                  Chciałam napisać do Ciebie wcześniej, ale wyczerpałam limit - nie mogę za dużo
                  czasu poświęcać na forum.

                  Mnie się wydaje, że Ty masz w głębi duszy żal do siebie i... sporo w tym racji.
                  Bardzo dużo przeszłaś jak na swoje młode życie. Pierwsze małżeństwo, kiedy
                  prawdopodobnie zobaczyłaś, co to znaczy być niby razem, a samotnie wychowywać
                  dziecko. Mordęga rozstania. Drugi związek, w którym, obym się myliła, nie
                  otrzymałaś poczucia bezpieczeństwa. Do tego kompleks wykształcenia. Czasami bez
                  papierka ani rusz, przydałoby się skończyć. A Ty chyba niewiele w tym kierunku
                  robisz.

                  Jesteś jednak w zupełnie innej sytuacji niż siedem lat temu!
                  Synek Twój chodzi do szkoły? Masz więcej czasu dla siebie. Nie ma co tłumaczyć,
                  że rola matki przeszkadza Ci w nauce. Prawdopodobnie rozpuściłaś się jak
                  dziadowski bicz:) swoim lenistwem i nie umiesz wyleźć z dotychczasowej
                  monotonii. Do tego wątpliwej jakości znajomi, bo jak to, tyle imprezujesz, a
                  odczuwasz samotność? Możesz poprosić znajomych, żeby od czasu do czasu zabrali
                  na weekend Twojego synka, a Ty mogłabyś trochę się pouczyć albo zwyczajnie pobyć
                  sama ze sobą? Jeśli taka prośba byłaby dziwna, to nie są to Twoi przyjaciele.

                  Wynika z postów, że jesteś ambitna, masz do siebie żal o te studia (wtedy, gdy
                  synek jest malutki, nie daje się rady, też brałam repetę i dziekankę), no i nie
                  chcesz pić. Przecież to najlepszy moment, żeby się pomocować!

                  Co do spotkania z przyjaciółką: wczoraj spędziłam taki wieczór. Bałam się. Razem
                  osuszyłyśmy niejedną butelkę. Inaczej zachowuje się trzeźwość w sytuacji, gdy
                  towarzystwo jest liczne. Nie razi wtedy jedna niepijąca osoba. A tutaj babskie
                  pogaduszki, żale, jazdy w te i we wte, o facetach, o straconych i niestraconych
                  złudzeniach, o triumfach i porażkach, zwyczajne rzewne babskie lamenciki. No i
                  kupiłam wino czerwone, takie jak zawsze lubiłam, no i siedziałam przy herbacie,
                  no i ona piła, a ja nic. Dzisiaj resztę wypił sobie mój małżonek, bo takie winko
                  bardzo dobrze robi na katar i złość, kiedy małżonka nie potrzebuje cenzora
                  podczas swoich towarzyskich spotkań.

                  Powiedziałam przyjaciółce, że byłoby mi przyjemnie, gdyby zechciała poczęstować
                  się winem, jeśli ma ochotę, ja natomiast ślubowałam sobie, że ze względu na
                  zdrowie ani-ani. I co mnie zaskoczyło: żadnego żalu, żadnej głupiej chęci,
                  lepiej mi się rozmawiało na trzeźwo niż kiedyś po pijenemu!!!!!!

                  Aneto, za krótko chyba trwasz w abstynencji, aby sobie pozwalać na takie
                  eksperymenty. Nie piję dopiero jedenasty miesiąc, ale miałam napad wściekłego
                  głodu po około 12 tygodniach. Rzuciło mnie na klęczki.

                  Nie umiałabym jednak cieszyć się życiem, gdybym nadal klęczała. Toteż nie klęczę.

                  Co tam wszywki. Równie skuteczne jak i te całe terapie, miałaś już jakąś za
                  sobą, tak gdzieś napisałaś.

                  Po prostu nie klękaj:))))
                  • drak02 Re: Nie klękaj! 03.03.06, 10:34
                    e4ska, nie chcę się wymądrzać ale takie siedzenie przy butelce w takiej
                    sytuacji to bardzo duży wyzwalacz. Takie coś moze zadziałac jak bomba z
                    opóźnionym zapłonem. Zastanawiałem się czy ja zrobiłbym podobnie - zdecydowanie
                    nie, bałbym się . To tylko taka refleksja. Pozdrawiam.
                  • aneta86 Re: Nie klękaj! 03.03.06, 12:28
                    PLISSSSSSS ESKA!!!

                    Dlaczego wydaje Ci się że tak świetnie mnie rozszyfrowałaś?Postaram ci się po
                    krótce odpowiedzieć.Oczywiście że mam żal do siebie bo straciłam wiele dni na
                    imprezowaniu a wiadomo że nic się z tego nie miało oprócz kaca.Owszem troche
                    przeszłam w życiu.Mając lat 14 zmarł mój tata rok póżniej maja mama wyjechała
                    do pracy do niemiec i została tam do dzisiaj.Mając 15 lat mieszkałam
                    sama,płaciłam rachunki,zrobiłam mature,nie robiłam libacji w domu (wiesz chata
                    wolna)nie wpadłam w narkotyki które nawet wtedy były na porządku dziennym i do
                    zdobycia.Byłego męża poznałam w liceum i w wieku 23 lat wyszłam za nieg za mąż
                    i urodziłam syna.On też nie miał dużej rodziny więc byliśmy zdani sami na
                    siebie.Rozwód nie był mordęgą tylko kulturalnym rozstaniem i cały czas mamy z
                    byłym mężem przyjacielskie relacje.Nie mam kompleksu wykształcenia.Mój syn od 2
                    lat chodzi do szkoły muzycznej za którą płace "kupe"kasy i najzwyczajniej w
                    świecie nie styknie mi już na moje studia.I nie jest to kolejna wymówka tylko
                    realia codziennego życia.Od 3 lat pije więcej niż kiedykolwiek bo naprawde
                    czuje się SAMOTNA.Nie będę dawać dziecka do znajomych na weekend bo lubie być
                    ze swoim dzieckiem i to że mam problem z piciem nie musi jeszcze oznaczać że
                    nie dbam o syna.Na znajomych moge liczyć ale jakoś tak się nauczyłam żeby
                    liczyć na siebie.No i właśnie wszystko by było pięknie gdybym od trzech lat
                    nie popijała sobie częściej niż "ustawa przewiduje"przez co sama rozpieprzam
                    swój drugi związek i doskonale zdałam sobie ostatnio z tego sprawe.Eska,ja nie
                    użalam się nad sobą,tylko prosze nie pisz mi że jestem leniwa,że "jak to tyle
                    imprezujesz i odczuwasz samotność?"Tak odczuwam samotność i wieczorami uciekam
                    (od 3 tygodni nie)sobie w chlanie bo jest mi wtedy o wiele lepiej.Nie bardzo
                    załapałam o co ci chodzi z tymi eksperymentami ale ok.Zupełnie mnie nie znasz a
                    bawisz się w wirtualnego psychologa.Jestem na tym forum bo chce rozmawiać z
                    ludżmi którzy wyszli z tego bądż wychodzą i mogą coś mądrego doradzić właśnie w
                    tym konkretnym problemie,a nie czytać o sobie opini zupełnie nie trafionych.
                    Pozdrawiam :)
                    • e4ska Re: Nie klękaj! 03.03.06, 13:08
                      Bardzo się cieszę, że moje czarnowidztwo nie ma pokrycia w faktach. Myślałam,że
                      jesteś "typowym" przypadkiem. Żadne "wydaje ci się że tak świetnie mnie
                      rozszyfrowałaś". Nie było to moim zamiarem, bo i po co?

                      Tylko że najbardziej kulturalny rozwód nie jest chyba niczym wspaniałym, mimo
                      wszystko. Rozstanie to rozstanie, pogrzeb nie wesele.

                      Co do kompleksu z wykształceniem: zahaczałaś w postach o tę sprawę, więc jest
                      tam coś na rzeczy. Sama się tłumaczyłaś rocznym dzieckiem, że nie potrafiłaś
                      pogodzić nauki z pierwszym rokiem studiów. Teraz moze być jeszcze bardziej
                      nieciekawie: alkohol, a wczesniej narkotyki, mogły Cię trochę otępić, ale
                      podobno nasze szare się regenerują, podobnie jak i wątroba:) Inwestujesz w
                      wykształcenie syna, ale... słyszałaś o dramatach dzieci, od których rodzice
                      oczekują, że osiagną sukces w ramach rekompensaty za swoje nieudane czy
                      zaniedbane kariery? Dlatego bedę się upierać, że studia dobrze robią, ale ja w
                      ogole lubiłam i lubię się uczyć, to moja wielka pasja i radość, myslę, ze teraz
                      pora na moje następną wspinaczkę - jeśli ułożę sobie swoje obowiazki zawodowe.

                      Zostawmy pomoc znajomych, ona zawsze się przydaje, nie tylko alkoholikom czy
                      dobrym matkom. Ale co z tą samotnością, dlaczego czujesz się samotna? Co cię
                      męczy? Tylko alkoholizm?

                      Jak jest tak źle, to może lepiej wstrzymać się z odwiedzinami znajomych, albo
                      powiedzieć otwarcie: POSIEDŹ ZE MNĄ BEZ ALKOHOLU!

                      A że się złościsz, to nic dziwnego, alkohol to depresant i ciężko z tym walczyć.
                      Kiedy ja wychodziłam z ostatniego cugu, to z kolei byłam taka uradowana i
                      szczęśliwa, że to chyba jaka euforia mistyczna była, głupiałam z radości i nadal
                      wciąż trochę mi z miłego, serdecznego ogłupienia zostało. Jestem z siebie
                      zadowolona i widok butelki czy zapach wina są mi obojętne, czego i Tobie życzę,
                      eska.
                      • martap12 Re: Nie klękaj! 03.03.06, 13:51
                        Troche za bardzo moralizujesz, każdy z nas jest inny... ma inna psychike, siłę
                        woli, ma inne warunki mat- bytowe (ze tak powiem), każdy ma inne otoczenie,
                        rodziny, wsparcie itp itd... daruj sobie te wywody, bo tak jak napisała
                        Aneta "Zupełnie mnie nie znasz a bawisz się w wirtualnego psychologa..." Z
                        całym szacunkiem dla Twojej wiedzy, madrości i doświadczenia, z którym mnie
                        (np) - do Ciebie daleko.... Ale i ja któregos dnia zdałam sobie sprawe z tego,
                        ze za często, za duzo itp... ostatnio weekendowo, ale czy kazdy weekend musi
                        być "pijany...", nie! Choć mój problem, jest niewielki, moja walka
                        niewspółmierna... rozumiem Cię Aneta... Szkoda, ze nie umiem Ci pomóc.
                        Nie pogrążaj się, małymi krokami do przodu, mnie sie udaje.... Choć to zaledwie
                        kilka kroków do przodu.
                        Tak w skrócie...
                        Pozdrawiam Was obie życząc.
                        • martap12 Re: Nie klękaj! 03.03.06, 13:52
                          ...powodzenia (miało być)
                      • aneta86 Re: Nie klękaj! 03.03.06, 13:59
                        :)))))))))))))))))
                        Bardziej byś zrozumiała to co pisze gdybyś dokładniej czytała.Ale ok.

                        Jak jest matka która całkowicie olewa swoje dziecko no to wiadomo-trzeba jej
                        dokopać żeby się opamiętała.Jak jest matka która inwestuje w swoje dziecko bo
                        chce aby ono miało odrobine "lepszy"start to też trzeba nią potrząsnąć bo
                        nie ""słyszała o dramatach dzieci od których rodzice oczekują że osiągną
                        sukces..............""

                        Nie komentuję już tego bo widze że czepianie się nieistotnych wyrazów i
                        widzenie problemu nawet tam gdzie go nie ma leży w Twojej naturze

                        Nie brałam narkotyków (to odnośnie dokładnego czytania)

                        Pozdrawiam
                        • e4ska Re: Nie klękaj! 03.03.06, 22:20
                          Niestety, Aneto, jako forumowy przygłup nie jestem w stanie dokładnie ani
                          przeczytać, ani zrozumieć takich dywagacji, meandrów alkoholicznej psyche:

                          „Mając lat 14 zmarł mój tata” ?!

                          W ogóle dalej nic nie rozumiem, bo Aneta pisze:

                          "Przepraszam za błędy ale ja niestety nie ukończyłam studiów ponieważ nie miałam
                          z kim zostawiać rocznego dziecka".

                          "Przepraszam nie skończyłam polonistyki bo zapiłam".

                          No to ja w te pędy, że można skończyć teraz, bo to fajna rzecz postudiować, a tu
                          za chwilę czytam:

                          „Nie mam kompleksu wykształcenia”.

                          I że dziecko chodzi od dwóch lat do szkoły muzycznej, co ma być dowodem na
                          macierzyńską troskę. No cóż, nie każdy Mozart musi od razu mieć nieszczęśliwe
                          dzieciństwo.

                          Ale, ale, jaką opiekę zapewnia taka osoba, która pisze o sobie:

                          "Chodziłam już na terapie ale to u mnie nie zdaje egzaminu,wszywki
                          zdały egzamin na jakiś czas ale nie rozcharatam sobie całego tyłka.Nie wiem co
                          mam robić,mętlik w głowie"

                          "Zwłaszcza jak się prowadziło weekendowy tryb życia-czyli
                          imprezowanie a w tygodniu leczyło się kaca".

                          Rozwód pierwszy był super, następne rozstanie też się kulturalnie szykuje:
                          „sama rozpieprzam swój drugi związek i doskonale zdałam sobie ostatnio z tego
                          sprawe".

                          Aneto, nie dziwię się, że stanęłaś bohatersko w obronie Doris. Jako "psycholog"
                          (skąd to się Wam wzięło?) powiem, że siebie broniłaś. Ona SAMA, i Ty SAMA. Obie
                          troskliwe matki, baaardzo troskliwe, Wam wsparcia potrzeba.

                          Nawet tu, na forum, próbujesz manipulować i udawać pokrzywdzoną. Przecież Ty
                          "zainwestowałaś" w dziecko. Czyżby? Siedmiolatek, a od dwóch lat chodzi do
                          szkoły muzycznej? Co to za inwestycja? Zainwestuj w siebie, bo jak się
                          rozpijesz, to marny jego los. Lepiej nie przechwalaj, bo mnie okłamywać nie
                          musisz. Po co ci to? Ja tam Cię głaskać dalej nie mam zamiaru, znam takich
                          ludzi, mendzą wszędzie i paskudzą, co tylko nad nich wyrasta, i mało, i tak źle,
                          i tak niedobrze.

                          Opinie w stylu :"czepianie się nieistotnych wyrazów i
                          widzenie problemu nawet tam gdzie go nie ma leży w Twojej naturze" i podobne
                          oceny to dowody albo na Twój niezwykły talent psychologiczny, albo na Twoją
                          namolną pijacką upierdliwość. Odpowiedz sama sobie, bo mnie to przestało
                          interesować.

                          • aneta86 Re: Nie klękaj! 04.03.06, 14:37
                            Ależ Esko strasznie się ciesze że tak cię zaintrygowała moja osoba:))))))))
                            Nie czuje się już samotna.

                            I nie złość się bo ze złości (albo zazdrości)pękniesz jak balon aż mi szyby w
                            oknach wylecą.

                            Spokojnie nie podniecaj się tak.

                            pozdrawiam i opanowania życze :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                            • alkoholiczka5 Re: Nie klękaj! 05.03.06, 14:06
                              Cholera mnie bierze, kiedy zamiast pomocy albo nawet życzliwego "opie..nia",
                              niektórzy słyszą tu różnego rodzaju "wyzwiska". Aneta, rozumiem cie, choc nie
                              znam. W stanie różnych emocji człowiek pisze raz tak, raz siak. Ja to pojmuję.
                              Jeśli inwestujesz w swoje dziecko, nawet, jak napisała Eska, w "miernotę
                              (dobrze cytuję?) typu szkoły muzycznej przy swoich problemach alkoholowych to
                              duży krok. Jesteś rozbita, przygnębiona, rozstrzęsiona itd. Znam to. Ja też mam
                              cugi pomimo zaliczonych terapii, detoksu, szpitala itp. Ale w pracy już nie
                              piję to dla mnie duży sukces, dla innych nic nie znaczące posunięcie. Powtórzę:
                              przeżywałam gehennę, stąd moja depresja i alkohol. Ale walczę o siebie. Więc,
                              dziewczyno,nie klękaj. Eska, jesteś inteligentna, nie dobijaj jej. Chyba Aneta
                              jeszcze sama nie wie co ma robić, stąd jej (tak odbieram) rozpaczliwe posty i
                              czasami złosliwy ton. Ale to tylko obrona. Uwierz mi. Bo ja też tak reagowałam.
                              Forumowicze, ostry głos też jest przydatny. Ale nie przesadzajmy z tym. Mi sie
                              też nieraz oberwało. Na szczęście nie dobiło mnie do końca. A prawda jest taka,
                              że wasze niektóre wypowiedzi potrafią dobić. Jednak dzięki, że jesteście i
                              wspieracie! Kończę, bo zaczynam ryczeć.
                              • e4ska Jak zagłaskać alkoholizm? 05.03.06, 22:19
                                A5, którzy "niektórzy słyszą tu różnego rodzaju "wyzwiska"?. I na czym polegają
                                "życzliwe "opie..nia"?

                                "jak napisała Eska, w "miernotę (dobrze cytuję?) typu szkoły muzycznej". Źle
                                cytujesz, A5. Nic takiego nie napisałam, ale Ty pomyślałaś. Znacząca pomyłka:)

                                Nie wiem, czy chodzi Ci o miernotę-dziecko czy o miernotę-szkołę? Mały Mozart
                                nie był miernotą, ale o jego tacie opinie bywają niezbyt pochlebne.

                                Nigdy nie mogłabym źle pomyśleć o jakimkolwiek dziecku ani o szkole dla
                                utalentowanych. Natomiast spotykam się często z przypadkami, kiedy rodzice
                                wymagają od dzieci więcej niż od siebie, rekompensują sobie swoje lenistwo,
                                stawiając przed dzieckiem wielkie wymagania i stale je krytykując, bo w istocie
                                każdy sukces dziecka działa na nich jak płachta na byka. Zresztą ja sama
                                przerobiłam na sobie, czym są tacy kochani rodzice, którzy potrzebowali zdolnej
                                córeczki po to, aby się popisywać jej umiejętnościami, poniżając przy tym
                                publicznie, zawsze można było ładniej, składniej, oni córce takie warunki
                                stworzyli, tak się starają, tacy wspaniali i opiekuńczy, a tu leń, niedbaluch i
                                zoraza im się przytrafiła:)

                                "Eska, jesteś inteligentna, nie dobijaj". I tutaj cały problem.

                                Alko na Piątkę, najlepszą pocieszycielką pijaków jest butelka, ona roztacza
                                miraże rozkosznej przyszłości, świat leży u naszych stóp, rozdeptujemy wrogów
                                jak wsze-,wesz-,wszywki, ona łagodzi cierpienie i podpowiada, że nie wszystko
                                stracone.

                                Takiego pocieszania nam trzeba, bośmy się, alkoholicy, przyzwyczaili, że dobre
                                fałsze są niczym błękitne balsamy na pijackie ślepia i puder na fioletowe nosy.
                                I chcemy, żeby nas pocieszać wbrew oczywistym zdarzeniom. Pocieszać, czyli
                                wierzyć, że alkoholizm jako choroba nas nie dotyczy, bo my jeszcze nie robimy
                                kupek na parkietach, nie sączymy rojalu pod szóstym, współuzależnienie jest
                                wielką miłością, nasze dzieci chodzą do szkoły, a "w pracy już nie piję".

                                Ogólnie luzik, kochajmy się i w kupie cieplutko cmok.

                                Nad czym tu płakać, A5? Rzuć w diabły te piwska! Wiedzy teoretycznej nie
                                posiadam, ale moje doświadczenie podpowiada, że nie wyjdziesz z picia, dopóki
                                nie odstawisz alkoholu raz na zawsze, nie zatniesz się w sobie, nie i koniec!!!
                                Jak co parę dni łapiesz za browar, to tylko się podniecisz, a do orgazmu i tak
                                daleko:)))

                                Ale jak znasz dobry sposób na głaskanie, po którym się z picia wychodzi, bo się
                                lekko robi na duszy, dawaj go na forum, będzie jaśniej.

                                • aneta86 Re: Jak zagłaskać alkoholizm? 06.03.06, 15:08
                                  Witam wszystkich

                                  Właśnie wróciłam z drugiego spotkania.Wiem że to dopiero pierwsze małe kroczki
                                  ale dla mnie to już coś.Ogólnie samopoczucie lepsze czego wszystkim
                                  życze.Pozdrowionka
                                  • martap12 Re: Jak zagłaskać alkoholizm? 06.03.06, 15:22
                                    I ja też :)
                                    Bezakloholowy weekend mam za sobą, ba! całe sześć dni bez ulubionego piwska i
                                    bez papierosów! Trochę mnie "nosi", ale czuję się świetnie :)
                                    Brawo Aneta!
                                    Powodzenia!!!
                                    • aneta86 Re: Jak zagłaskać alkoholizm? 06.03.06, 15:55
                                      Mnie też nosi zwłaszcza jak ktoś zadzwoni i namawia na "małe"piwko.Ale
                                      rzeczywiście budzić się nie na kacu jest o wiele przyjemniejsze :))pozdrawiam
                                  • e4ska Re: Jak zagłaskać alkoholizm? 06.03.06, 16:01
                                    Świetnie, że się wzięłaś za najważniejsze.

                                    Czy to były indywidualne spotkania? Jakie masz wrażenia, dobre? Mnie się źle
                                    trafiło, zrezygnowałam, ale wiesz, z moim charakterkiem:)

                                    Jak długo się zapowiada Twoja terapia?

                                    Pozdrawiam
                                    • aneta86 Re: Jak zagłaskać alkoholizm? 06.03.06, 16:35
                                      Tak są to indywidualne spotkania z terapeutką.Na pierwszym było
                                      troche "formalnie",ale dzisiaj była to rozmowa na zsadzie "zacznijmy od
                                      początku...".Raz w tygodniu mam terapie indywidualną,dostałam spis spotkań
                                      grupy AA na które powinnam zacząć chodzić i zapisaną wizytę do psychologa.Czuje
                                      się dobrze po dzisiejszej wizycie chociaż momentami nie była to przyjemna
                                      rozmowa.
    • aneta86 Re: Akamprozol 08.03.06, 22:34
      No i du..
      wypiłam wczoraj 4 piwa i było fajnie a dzisiaj wyrzuty przez cały dzień.Nie
      wiem czy dam rade.Najzwyczajniej w świecie było fajnie........do D...
      • e4ska Re: Akamprozol 08.03.06, 22:52
        Dasz radę, Aneta, zgrzeszyłaś okrutnie, ale jako osoba pokutująca możesz posypać
        sobie beret popiołem i rozpocząć nowe odliczanie, tym razem do grobowej deski, oby:)

        Czterema się chyba nie upiłaś, więc zespół jeszcze daleko, oby jak najdalej.
        Trzymaj się mocno, z całych sił, byle do jutra,
        eska
      • e4ska Re: Akamprozol 10.03.06, 09:09
        No i jak? Przeszło czy jeszcze trwa?
        Kiedy idziesz na mityng?
        • aneta86 Re: Akamprozol 10.03.06, 22:55
          Trzymam się ale jakoś chęci do życia odchodzą i ogólnie dołek ale od ostatniego
          nie pije.Tylko czym tu się chwalić?!Wtedy mi fajnie było a teraz realia
          przytłaczają choć nie są aż tak straszne.Bardziej psychike trzeba leczyć u mnie
          niż alko...pozdrawiam i dla wszystkich uśmiechu na twarzy (mi jakoś nie chce
          się śmiać chociaż nie wiem dlaczego).:))))))))
          • e4ska Re: Akamprozol 11.03.06, 00:08
            Nie jestem znawcą, ale podobno nasz mózg robi nam na złość i myśli na smutno, bo
            chciałby się napić, ale też wie, że mu nie wolno...
            Jedna szara komórka w przód, druga w tył, i jak tu wytrzymać podobne szpagaty?

            Aneto, gniewałaś się na mnie za moje podpowiedzi, ale może spróbuj coś z tą
            depresją... Jakieś kursy, jakieś tańce wielkopostne, zarwij trenera od karate,
            spróbować warto.

            Znam depresję, wiem, że w słoneczny dzień masz ciemno przed oczami, że cudzy
            śmiech poraża prostacką głupotą, że nic robić nie można, a nie robić - jeszcze
            gorzej. Pamiętam, jak razu jednego poszłam na wielką imprezę, do ludzi, których
            bardzo lubiłam i z ludźmi, których też lubiłam, a kiedy weszłam i zaczęłam się
            witać ze wszystkimi, i usiadłam przy stole, i nakładali mi na talerzyk, i
            polewali szczerze, to myślałam: acha, to co czuję, to się nazywa: pęka mi serce.
            Tańczyłam, nawet się śmiałam, a przeszywał mnie jakiś tępy ból i strach, że nie
            wytrzymam do rana, że nic mnie nie czeka i nikt już na mnie nie czeka. Na smutek
            prawdziwy żadne piwo nie pomoże, najlepsze czerwone wina wysiadają, a już o
            gorzale szkoda mówić.

            Ale Ty przecież życia jeszcze sobie nie zmarnowałaś. I najważniejsze: nie
            pogrążyłaś się w marazmie, nie zgadzasz się na upadek, na degradację, próbujesz
            i terapii, i wszywek, i nawet leków. Jesteś odważną dziewczyną i nie wiem, czemu
            w siebie nie wierzysz?

            Depresja minie, cierpliwości.

            I koniecznie kup sobie rower na wiosnę.

            Pozdrawiam, eska.

            • aneta86 Re: Akamprozol 11.03.06, 00:33
              Pierwszy raz przyznaje ci racje Esko:))))))))).Najgorsze jest to że daje z
              siebie wszystko a wiem że następny dzień przyniesie te same domagania te same
              wymagania te same prośby a w zamaian nic.Nie chce imprezować bo wiem że to nic
              nie daje a z drugiej strony chce się napić bo czuje luz i w d....mam wszystko
              (przynajmniej tego danego wieczora)Zawsze chleje po 22.00 bo wydaje mi się że
              jak dziecko śpi to nic nie widzi a gów...prawda.Mnie właśnie przeszywa ten ból
              że i tak nic lepszego na mnie nie czeka więc po co się starać???!!!!!!!!...
              • e4ska Re: Akamprozol 11.03.06, 00:45
                "i tak nic lepszego na mnie nie czeka"
                Aneta, wtedy tak mi się zdawało, że naprawę nic i nikt.

                Myliłam się. Daję Ci słowo. A dla ateisty "słowo" jest jak przysięga. Ja się
                wtedy myliłam, Ty się teraz mylisz. Tylko wytrwaj i nie licz, że wszystko się
                nagle ułoży. Sama nie wiem, dlaczego się układa. Dziwne rzeczy się zdarzają i
                taka ich natura, ale nie wolno im przeszkadzać, zwłaszcza wieczorami:))))

                Miłych snów.
              • e4ska Re: Akamprozol 16.03.06, 09:57
                Halo, jest tam kto?

                Co na zalecanych mityngach słychać? Jest na kim oko zawiesić albo może ucho?
                Ciasteczka kruche czy z zakalcem?

                Z nieprzyzwoitą ciekawością;) - pozdrowienia.
                • alkoholiczka5 Re: Akamprozol 19.03.06, 17:48
                  Dziewczyny, jak dobrze, że jesteście! Jestem załamana. Mimo mojej walki z sobą
                  mam dni, kiedy się poddaję. Co mam z tym zrobić? Nie chcę, a piję. Terapeutka
                  rozkłada ręce, psychiatra przepisuje prochy. Nie chcę tego. Ale tak mi ,
                  kur.... trudno.!!!!!!!!!!!!!!!! Podpowiedźcie coś. Powtarzam, moim sukcesem
                  jest , że nie piję w pracy. To duży sukces dla mnie. Ale co z resztą. Boję się.
                  Pomóżcie!!!!!!
                  • e4ska Re: Akamprozol 19.03.06, 22:37
                    Nie bój się, A5, czego się właściwie boisz?

                    Mówi się ogólnie, że pijemy ze wstydu. Ja piłam ze strachu. Tak się strasznie
                    bałam, że nie dam rady nie pić, aż musiałam to zrobić, nie wytrzymywałam
                    napięcia. A nigdy nie byłam tchórzem, zawsze podziwiano moją odwagę. Boję się
                    tylko psów w nocy. No i picia.

                    Strach ten wraca czasem do mnie, ale mam tylko jedenaście miesięcy bez
                    popijania. Nazywałam go głodem, jednak to nie było pragnienie, to strach.

                    Spróbuj, bez terapeutki, sama sobie bez wstydu, zadać pytanie: czego się
                    właściwie boisz? Ja się tego nauczyłam - odpowiadać szczerze, szukać, dzielnie
                    wyciągnąć drzazgę zza paznokcia. Kiedy dopadł mnie ostatnio taki głodny strach,
                    przeszukałam zakamarki pamięci. I wiesz co? Zobaczyłam, co się stało. Ponieważ
                    podczas roztopu zaczął przeciekać dach, poszłam na strych. Pustka, zimno,
                    niemiło. Wieczorem mnie dopadło. Musiałam wyjść z domu. Kiedy chodzę albo
                    biegam, uspokajam się. I wtedy przypomniałam sobie, jak w dzieciństwie chowałam
                    się na strychu, żeby płakać, żeby moi rodzice tego nie widzieli. Było mi tam
                    zimno, bałam się pająków, skorków i szczypawek, i czułam się zupełnie samotna,
                    niepotrzebna, taka pomyłka ewolucji, śmieć. Zupełnie inny strych zupełnie innego
                    domu, a koszmar podobny. A gdybym się tak napiła? Weselej by mi było na moim
                    strychu :(

                    Opowiedziałam Ci historię mojego niedoszłego nawrotu. Niedoszłego, bo rozbroiłam
                    swój strach. I Ty się nie bój. Nic się nie stanie, jak odstawisz butelkę. Teraz
                    jesteś cały czas w ciągu. Trzeźwemu, co miesiącami nie pije, strach miesza w
                    głowie, a co dopiero Tobie. Powoli. Nie myśl o tym, co się stanie, jak będziesz
                    pić. Teraz sobie odpocznij od strachu. Jak już w pracy nieźle, to i po pracy
                    dasz radę. Może nie umiesz odpoczywać?

                    Małe picie, a wielki strach. To już chyba abstynencja lepsza:)

                    Pozdrawiam, A5. Nie pij, będziesz ładniejsza. Nawet ode mnie:)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka