joannaa10 Re: Do żon alkoholików 19.04.06, 01:25 Kochane kobiety udręczone.Ja osoba 50-letnia zmęczona walką z alkoholizmem męża przez praktycznie całe moje życie malżeńskie/27 lat/uważam ,że przegrałam.Dziś mój mąż po roku abstynencji /po terapii/nachlał się.Całe życie tlumaczylam,prosilam ,.Praktycznie sama wychowałam dzieci.Jedno skończylo dobre studia ,drugie studiuje.Nie miałam z nimi kłopotów wychowawczych.Ale sama musialam się martwić o zabezpieczenie ich materialne i rozwój.Mąż przez rok po terapii szukał pracy i jakoś jej nie znalazł.Wspierałam jak mogłam, dzieci również . Dziś powiedzialam dość .Drogie udręczone kobiety jeżeli maciepodobną sytuację w domu zrobcie z tym koniec .Nie warto się poświęcać,nawet jeżeli zostaniecie same to i tak bez różnicy.Ja byłam z mężem a nigdy nie mialam wesparcia ani u niego ,ani u jego rodziny. Jestem zalamana,ale gdybym mogła się go pozbyć już bym to zrobiła dziś.Na samą myśl że jutro będę oglądać tą pijacką mordę robi mi się niedobrze.Mogę powiedzieć że zmarnowal mi życiei okaleczył dzieci.W laściwie nie mam już żadnej litości. Odpowiedz Link Zgłoś
gooch Re: Do żon alkoholików 19.04.06, 01:59 przykro mi i współczuję Ci. To nie Ty przegrałaś - to on. A ty masz jeszcze przed sobą różne fajne rzeczy (nawet jeśli ich teraz dobrzenie widać ;-)). Pozdrawiam i powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
joannaa10 Re: Do żon alkoholików 19.04.06, 02:13 NIe wiem nawet jak mam się jutro zachować najchętniej to bym zabila . Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Do żon alkoholików 19.04.06, 07:45 Joanno, chciałabym przypomnieć, że wielu alkoholików po terapii, nawet zamkniętej, ma wpadki. Czytałam rozmaite wypowiedzi nie tylko na tym forum i ze zdziwieniem dowiedziałam się, że chyba większość osób miała problemy z utrzymaniem abstynencji. To jeszcze nie koniec, mąż powinien walczyć. Nie odbieraj sobie ani jemu nadziei. Ze znalezieniem pracy, teraz, jest ciężko. Dotyczy to szczególnie mężczyzn przyzwyczajonych do tego, żeby ich niańczyć. Masz chyba i tak dobrą sytuację, skoro dzieci się kształcą. Będziesz miała w nich podporę, także finansową. Mnie bardzo pomaga, raczej współdziała ze mną - syn i po raz pierwszy w życiu nie dźwigam całej finansowej odpowiedzialności za dom. Tylko że to ja jestem alkoholiczką. Rzuciłam picie rok temu, żadnej wpadki, nie chodziłam na terapię ani do AA. W ogóle nie ciągnie mnie do alkoholu, zwyczajnie mnie to nie kręci. Warto przypomnieć znaną prawdę: noszenie na plecach bezradnego małżonka nie jest zarezerwowane jedynie dla żon alkoholików. Dałaś sobie wcześniej radę, więc i teraz stawisz czoła problemom. Bo kobiety są ładniejsze i mądrzejsze, Joanno:))) Odpowiedz Link Zgłoś
zonatyfacet Re: Do żon alkoholików 19.04.06, 09:41 e4ska napisała: Rzuciłam picie rok temu, żadnej wpadki, nie chodziłam na terapię > ani do AA. W ogóle nie ciągnie mnie do alkoholu, zwyczajnie mnie to nie kręci. Brawo, ze ci się udało. Pamiętam, ze na początku swojego picia ja tez tak potrafiłem ale alkoholizm lubi się pogłębiać szczególnie jeśli nakładają się jakieś problemy psychiczne z którymi sobie nie radzimy. Jeśli poczujesz, ze jest cos nie tak idź na terapie. Odpowiedz Link Zgłoś
beatrice51 Re: Do żon alkoholików 19.04.06, 22:00 Znałam alkoholika, który nie pił 12 lat. Był terapeutą AA. Zawsze powtarzał, że jak zacznie pić, to wróci w krzaki z których wyszedł. I tak się stało.Dzisiaj nie ma go wśród żywych, ale przynajmniej przeżył godnie te ostatnie lata. Nic dziwnego, że przerwa u Twojego męża trwała 1 rok. Tak to już jest w tej śmiertelnej chorobie. Jedyna nadzieja w tym, że mąż jest świadomy swej choroby i na nowo podejmie leczenie. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
joannaa10 Re: Do żon alkoholików 19.04.06, 23:28 Dziś jest znowu na rauszu.Syn jest obecnie w domu to zaczął się go czepiać.Poleciały takie słowa o jakie syna nie podejrzewałam.Przez ten rok sytuacjaw domu znacznie się poprawiła i dzieci mimo,że dorosłe bardzo ten jego nawrót przeżywają.Boją się o mnie bo się wkrótce rozjadą a ja będę skazana na jego obecność.Zgadzam się z tym że to jest choroba ale uważam że choroba na własne życzenie.Dziękuje za słowa wsparcia. Odpowiedz Link Zgłoś
beatrice51 Re: Do żon alkoholików 20.04.06, 18:39 Gdy tatuś jest w ciągu alkoholowym, to z ust moich dzieci też padają słowa o które je nie podejrzewałam. Ale jak ma sobie poradzić dziecko, skoro ja , dorosły człowiek nie mogę sobie z tym poradzić? Dzieci są całkowicie bezbronne wobec alkoholizmu. Odpowiedz Link Zgłoś
rauchen Re: Do żon alkoholików 21.04.06, 12:16 Alkoholizm jest choroba na "wlasne zyczenie" ale chyba tak samo jakby przyjscie na swiat (urodzenie sie czlowieka) tez jest na "wlasne zyczenie". Tez czesto mialam pretensje ze nie pchalam sie na ten swiat, a biorac pod uwage fakt, ze moja matka, kiedy to ze moj ojciec jest pozadnym alkoholikiem okazalo sie tuz po urodzeniu mojej najstarszej siostry, moja matka w przeciagu 18 lat, dalej decydowala sie na dzieci z tym "pijakiem".(18 lat to roznica pomiedzy moja najstarsza a najmlodsza siostra). Tez na "wlasne zyczenie" decydowala sie na kolejne dzieci w imie "bog dal, bog wychowa". Bog na razie wychowal dwoje alkoholikow - mnie i mojego brata. Reszta tez nie w najlepszej kondycji psychicznej. Alkohol jest tak powszechny niemalze jak chleb z maslem, niektorzy maja to "szczescie" ze alkoholizm sie u nich rozwija. Dlaczego? Bo tak! Jedyny problem moze byc tylko taki, ze nie kazdy alkoholik umie, jest w stanie, uda mu sie, osiagnac trwala abstynencje, kiedy zrozumie ze alkoholizm jest choroba, z ktora mozna zyc na trzezwo. A nawroty sie zdarzaja. Swiat po prostu nie jest idealny. To tyle jakby. Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Do żon alkoholików 20.04.06, 00:22 Dziękuję, Żonaty Alkoholiku. Niczego nie wykluczam, liczę na swoją szczęśliwą gwiazdę, ale gdybym miała gdzieś pójść, to raczej do AA. Do Joanny: nie wiem, ile trwa przeciętne "zapicie"... Teraz to nie ma co rozmawiać, ale, tak mi się zdaje, nie krzykiem go, ale czynem, komisją anty postraszyć, policję sprowadzić na głupi łeb... i choć to strasznie ciężko, myśleć o sobie, o sobie, jeszcze raz o sobie. Ja nie "zapiłam", ale podejrzewam, że natychmiast stałabym się tą samą wariatką, co wcześniej, z tym, że zdychałabym sobie po cichutku i może skutecznie. Ale przecież Twój mąż miał jakieś wsparcie, długo nie pił, więc co, terapeutyczne wsparcie na nic? może jeszcze raz? Wytrwałości i spokoju życzę, trzymaj się:) Odpowiedz Link Zgłoś
tenjaras Re: Do żon alkoholików 24.04.06, 09:57 > Ja nie "zapiłam", ale podejrzewam, że natychmiast stałabym się tą samą wariatką > , > co wcześniej, z tym, że zdychałabym sobie po cichutku i może skutecznie. w tym sęk, że niekoniecznie się umiera... to właśnie taka świadomość wytrąciła mnie z obłędu alkoholowego, kiedy powróciło rozsądne myślenie to nie mogłem powiedzieć, że kanały i dykta są nie dla mnie... zauważyłem, że można długo zdychać, a jednak nie umrzeć... Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Do żon alkoholików 25.04.06, 22:33 taka świadomość wytrąciła mnie z obłędu alkoholowego, kiedy > powróciło rozsądne myślenie to nie mogłem powiedzieć, że kanały i dykta są nie > dla mnie... Wszystko przez tę cywilizację:) Gdyby nie miłość do dywanów i kafelków można by pić... Kultura źródłem cierpień:))) Odpowiedz Link Zgłoś
rauchen Re: Do żon alkoholików 25.04.06, 22:40 a moze by tak w nastepnym wcieleniu zostac misiem koala...:)))) Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Do żon alkoholików 26.04.06, 22:17 Gdyby kierować się szczególnego rodzaju pojęciem szczęścia, to kto wie, czy nie lepiej być sobie alkoholikiem "tekturowym" jak najbardziej:( Widziałam w tramwaju, zasuwającym faliście ul. Pomorską, gdzie mieści się w Łodzi kwatera główna paskudnych terapii, dwóch panów w wieku nieokreślonym, którzy dzielili się ostatnim półlitrem denaturatu. Wieczór był późny, czyli w sam raz pora, a pogoda sinego oblicza, więź oparta na flaszce, uczciwość w gwintowaniu przywracały mi wiarę w sens trwania ludzkości i świata. Oto ludzie wolni od nalotu cywilizacji, tacy, co to im żaden kanar nie straszny, żaden urząd skarbowy na kant nie naskoczy, żadne bo mąż, bo dziecko, bo nieposprzątane, żadne rano wstać, żadne coludziegadają, żadne wczoraj, żadne jutro, tylko teraz... Gdzie tam moje małe i niepewne szczęście do ich szczęśliwej wolności? Ciekawe, co taki sobie myśli. Może nie myśli wcale, ale nie dla każdego dostępna jest sztuka niemyślenia. Może on szczęśliwszy ode mnie? Wcale nie gorszy? Wcale lepszy? Czyli: więcej pokory:))) Odpowiedz Link Zgłoś
tenjaras Re: Do żon alkoholików 27.04.06, 17:06 rewelacyjny był ten tekst z kafelkami i dywanami... ale wiem jedno, kanały i dykta to nie radość życia, znam wielu, cierpią, a jedyne co mogę dla nich zrobić, to samemu się nie nachlać i nie dołączyć do nich, abstynencją prowokować do tego, żeby oni dołączyli do mnie... są świadomi cierpienia, alkoholizm to nie jest zabawa w pijanego zajączka, to najgorszy syf i upodlenie jakie możesz sobie wyobrazić i wiedza, że skoro pijesz to możesz tam byc, prędzej czy później... chyba, że nie masz nic do zarzucenia swojemu piciu alkoholu Odpowiedz Link Zgłoś
tenjaras Re: Do żon alkoholików 24.04.06, 09:52 witam bardzo :-) nie bardzo znam się na współuzależnieniu, ale z obserwacji wnioskuję, że to jest właśnie choroba na życzenie, nie alkoholizm, gdybym wiedział do czego się doprowadzę nie ruszyłbym alkoholu i inaczej próbował radzić sobie z życiem ciekaw jestem ile razy przeczytałaś np. książkę Anonimowi Alkoholicy, gdzie sporo jest na temat koalkoholizmu, jeśli podjęłaś leczenie to jak to się stało, że tkwisz w swoim współuzależnieniu? współuzależnienie wynika tylko z dwóch powodów - nieświadomości albo jakiegoś podstępnego interesu, przecież nie musisz z nim żyć, jesteś wolnym człowiekiem, zapytaj siebie po co z tego nie korzystasz? uczciwie odpowiedz sobie na takie pytanie, mnie to mało interesuje bo to twoja sprawa, mi nie musisz nic tłumaczyć, przeszedłem przez tą chorobę i wiem swoje, tego się trzymam i staram się nie powtarzać swoich błędów, pracuję nad swoimi obsesjami, czego i tobie i wszystkim życzę... Odpowiedz Link Zgłoś
joannaa10 Re: Do żon alkoholików 24.04.06, 16:07 Może wspóluzależnienie też jest na własne życzenie.Mieszkam w bardzo małej miejscowości,żeby dojechać do najbliższej grupy terapeutycznej/ 30 km./Mam pracę na miejscui cały dom /wspólnie zbudowany /na mojej głowie.Miałabym się wyprowadzić -gdzie, a gdzie znalazłabym pracę?A tak moje dzieci się kształcą ,syn juz mi pomaga finansowo.Jestem z nich dumna i jestem dumna z siebie,że sobie radzę.I to jest mój 'podstępny interes' . Całe życie tłumaczyłam ,w końcu podjął leczenie /prawie rok abstynencji/iwpadka ale to już jego problem/. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
tenjaras Re: Do żon alkoholików 27.04.06, 17:19 rozumiem, że nie pojedziesz 30km by coś zmienić w swoim życiu, nie jesteś warta poprawy stanu swego dobrobytu, u siebie nie założysz samopomocowej grupy wsparcia Al-Anon, bo to nie Twoja broszka.. więc miej jak masz, włącz kompa i się użalaj, szukaj czatów gdzie usłyszysz ciepłe słowa, klikane na maszynie... zapraszam na swój serwis do działu koalkoholizm, tam znajdziesz wyjaśnienie Twojego stanu choroby, bo nikt zdrowy nie powie że 30km to za daleko by byc szczęśliwym... przecież to jest cel naszego życia - być szczęśliwym nie jesteś sama, wejdź na strone teczynki.pl i pogadaj z babeczkami, które podobnie jak Ty, miały za daleko do własnego dobrobytu, miejsca, które Bóg dla Ciebie przygotował, a Ty odrzucasz, jak się zdaje, wypominając się alkoholizmem męża... każdy powód jest dobry by wystąpić wbrew woli boskiej, ale bądź uczciwa wobec siebie... Odpowiedz Link Zgłoś
elunia66 Re: Do żon alkoholików 25.04.06, 20:30 Podziwiam Cię za wytrwałość. Mam ten sam problem, który trwa już lat 19, mam dwoje dzieci (18 i 16), które tak jak Ty wychowywałam właściwie sama bo nawet wtedy jak nie pije niewiele go obchodzą.Gdy dzieci podrosły skończyłam studia zaocznie co oczywiście było źle przez niego odbierane bo po co 35 latka wyjeżdża na dwa lub trzy dni z domu, dla niego odpowiedz była jedna a ja wiedziałam że na niego liczyć nie mogłam bo tylko czasem udało mu się zarobić jakieś pieniądze. Dziwne jest to picie jego bo są okresy że nawet dwa lub trzy miesiące nie pije, nawet piwa nie trąci i to w takich sytacjach gdy gdzieś jesteśmy lub ktoś u nas jest. Próbowałam wogóle nie mieć alkoholu w domu ale to nic nie pomogło bo potrafił w nocy jak chciał zaopatrzyć się gdzieś. Trudno mi tutaj opisać czego nie robiłam, czego nie próbowałam. Życie z takim człowiekiem jest naprawdę ciężkie. To go zostaw - ktoś powie ale zawsze jest jakieś ale, bardzo dużo pomagają jego rodzice, małe srodowisko i to że gdy jest trzeźwy to nie można mu nic zarzucić ale potrafi pić przez tydzień lub więcej non stop tak jakby popadał w jakiś trans. Szukam jakiegoś środka wtedy gdy zaczyna czy jest coś takiego, leczyć się nie chce bo NIE MUSI!!! odpowiada. Życie jest ciężkie z tym !!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
zagubionaaa mam tez ten problem 27.04.06, 12:44 Mam ten sam problem i dzis jestem zalamana. Od lat walcze z mezem aby mial prace aby nie pil, aby nie zadawal sie z klegami, nie bral pozyczek........... itd. On robi na odwrot, jakby na zlosc. Pije, bierze pozyczki, na kreche, dewastuje swoje mieszkanie, rujnuje nas psychicznie. Wczoraj przyszedl po tygodniu pijany i zaraz wyszedl kiedy zaczelam rozmowe. Zignorowal mnie po raz tysieczny....... zdeycdowalam ze go zaszyje, umowilam do psychologa. Bylam juz z nim kilka razy, prosilam o pomoc policje aby pomogla mi wyrwac go z krzakow, od kolegow z ktorymi pije ale oni powiedzieli ze jesli sie nie awanturuje to nie moga niz z tym zrobic. Najgorsze jest to ze bierze pozyczki na picie, wszystko pod zastaw i dobija nas. Tez mam dzieci i czuje sie fatalnie psychicznie i fizycznie. Odpowiedz Link Zgłoś
marianna_m1 Re: mam tez ten problem 27.04.06, 15:01 a gdzie on bierze te pozyczki jesli nei pracuje? Odpowiedz Link Zgłoś
zagubionaaa Re: mam tez ten problem 27.04.06, 17:12 marianna_m1 napisała: > a gdzie on bierze te pozyczki jesli nei pracuje? ______________ W providencie bo oni nie wymagaja zaswiadczen o zatrudnieniu. I bierze telefony z sieci komorkowych na podsatwie dowodu osobistego i prawa jazdy po czym je sprzedaje i zapomina ze umowa istnieja i bedzie mial dlugi w postaci nieoplacamnych abonamentow. Co sadzisz?? Dla mnie to paranoja. Kiedys byl dobry czlowiek stwarzal problemy ale nie az takie. Odpowiedz Link Zgłoś
marianna_m1 Re: mam tez ten problem 27.04.06, 19:14 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=383&w=30784762&a=30784762 zobacz co znalazlam o providencie. Odpowiedz Link Zgłoś
zagubionaaa Re: mam tez ten problem 28.04.06, 12:49 marianna_m1 napisała: > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=383&w=30784762&a=30784762 > zobacz co znalazlam o providencie. ______- Tak ja wiem o tym. I wiekszosc o tym ludzi wie ale firma dalej dziala to jest ciekawe. Daja kredyt 500 zl a trzeba oddac 1000. Moj maz jednak udaje ze on nie wie kim jest prowident bo oni dadza mu bez problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
zagubionaaa dodam jeszcze 27.04.06, 17:28 nie wiem na ile pomorze to mojemu mezowi ale........ - umowilam go na zaszycie - umowilam wizyte u neurologa - potem u psychologa i jesli okaze sie, ze on sie nie zmieni podejme kroki rozwodowe Bardzo mi zal dzieci bo razno wstaja i pytaja sie czy byl w domu czy pracuje....... tego nie da sie opisac. Nie wiem nawet co w srodku czuja bo nie da sie tego sprawdzic. Nie rozumiem czemu tak ludzie marnuja sobie zycie........i nie sluchaja naszych rad zeby sie opanowali. Odpowiedz Link Zgłoś
drak02 Re: dodam jeszcze 27.04.06, 17:34 Wszywki są bez sensu, nie chodzi o to aby nie pił ze strachu tylkao dlatego ze ni chce. Dlatego nie łączy się wszywek z psychoterapią. Odpowiedz Link Zgłoś
zagubionaaa Re: dodam jeszcze 27.04.06, 17:42 drak02 napisał: > Wszywki są bez sensu, nie chodzi o to aby nie pił ze strachu tylkao dlatego ze > ni chce. Dlatego nie łączy się wszywek z psychoterapią. _________ Inaczej nie bedzie chcial isc do lekarza. Juz probowalam poszedl tylko do neurologa gdzie zrobil mi awanture ze nie jest chory i ze wmawiam mu mimo ze dalej zostal skierowany na przeswietlenie glowy i do psychologa. Musze jakos zaczac a samo zaszycie moim zdaniem nie zaszkodzi. Wowczas moze nie bedzie go ciagnelo do kolegow........ nie wiem... ale sadze ze innego wyjscia nie mam. Odpowiedz Link Zgłoś
rauchen Re: dodam jeszcze 27.04.06, 20:00 a po co do tego neurologa? na "bole glowy"? ciekawe od czego te bole glowy? poza tym, nawet jesli juz neurolog cos znajdzie, to nie wyjmie alkoholizmu. Co wiecej, jesli faktycznie cos znajdzie, to nie wiem, czy majac w tylku wszyty esperal lub nawet tylko "esperal" (nie wiadomo co wszyja,i czy to nie bedzie placebo ktore sobie mozna popic i nic sie nie stanie)nie tylko psychoterapia, lecz co wiecej jakakolwiek farmakologia bedzie wskazana. Na cokolwiek. A poza tym jak ci maz robi awantury ze go leczysz, to znaczy ze nie za bardzo mu zalezy na leczeniu sie. Wiec po co ma sie leczyc? Lubisz jak ktos ci wielka laske robi? Sama sie zajmij soba. Nie masz nic innego do roboty tylko nianczenie alkoholika ktory lubi pic i nie chce przestac? Odpowiedz Link Zgłoś
zagubionaaa Re: dodam jeszcze 28.04.06, 12:03 Wiesz masz racje. Ja sama tez nie wiem po co ja to robie. Kiedys byl dla mnie dobry, dzieci go kochaja ale to bylo kiedys. Teraz chodzi brudny, smierdzacy i zanidbany wstyd mi sie przyznac do niego. Sama nie wiem po co to robie........ nie mam 50 lat. Jednak poczuwam sie do tego zeby mu pomoc mimo wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
pirytka Re: dodam jeszcze 28.04.06, 13:20 Nie jestem zona alkoholika, ale corka... Ale powiem, ze to ze nie odchodzicie i meczycie sie to najczesciej poczucie winy.. zaczynajace sie z cyklu: "Moze, gdybym bardziej sie starala..." "Odeszlabym, gdyby byl zdrowy..." "Nie odchodze, bo ciagle pamietam chwile, kiedy byl innym czlowiekiem.." Te 3 przyklady sa prawdziwe stale przez lata powtarzala je moja mama. Tylko zostaje jeszcze jedno pytanie... czy warto niszczyc sobie zycie, dla kogos kto nad tym nie panuje. Czy warto zawsze zyc w nedzy i pomagac osobie ktora nie moze dosiegnac swojego dna..? Powiem wam tak... kiedys moja mama tez pila.. pila duzo i calymi latami, a mimo to przyszedl kiedys dzien i kiedy przestala pic... i wtedy wyszlo na jaw, ze moj tata tez za duzo pije... Jest chory..., jest praktycznie kaleka i dlatego mama przez lata byla z nim... zadajac sobie wlasnie te pytania... na koncu zadala sobie pytanie czy warto...? teraz jest w Londynie a z tata jest w separacji.. Im dluzej w tym Londynie jest tym bardziej sie upewnia, ze tata swego dna dosiegnac nie moze... i tym bardziej sie utwierdza, ze juz raczej nigdy nie beda razem. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
tenjaras Re: dodam jeszcze 30.04.06, 17:05 przejzyj na moim serwisie dział koalkoholizm i zerknij na forum, tam w kategorii rodzina, partnerzy moderatorka rozpisala wszystkie twoje troski, skorzystaj z szansy, to moze okazac sie lepsze niz tkwienie bez odpowiedzi... te strony sa dla ciebie i tobie podobnych, nie robilem ich dla zabawy, zapraszam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
danjes Re: dodam jeszcze 13.05.06, 03:48 Kobiety, czy wy jestescie nienormalne?Facet chla moze nawet sie awanturuje, wali was po lbie a wy szukacie dla niego ratunku.To nie on potrzebuje ratunku.To wy macie problem z waszymi glowami, to wy poszukajcie dla siebie jakiejs pomocy, jeszcze przez was wasze wlasne dzieci sa niezczesliwe, po to je urodzilyscie zeby uczynic ich ofiarami waszej wlasnej glupoty, skazujecie te niewinne istoty na gehenne bo macie litosc nad alkoholikami,czyste debilstwo. Odpowiedz Link Zgłoś
danjes Re: dodam jeszcze 13.05.06, 18:54 wiesz co zagubionaaa? Jak by ci bylo szkoda dzieci , to bys odeszla od alkoholika zabierajac je ze soba.Wcale ci ich nie szkoda, jestes straszliwa egoistka,zgotowalas dzieciom pieklo z ojcem dla ktorego alkohol jest najwazniejszy, postawil go na pierwszym miejscu,on was ma gdzies {on zyje w swoim alkoholowym swiecie}Ogarnia mnie wscieklosc jak czytam te wasze bzdury.O tym jak kochacie te swoje dzieci a narazacie je na nieszczesliwe dziecinstwo.Jezeli sie chcesz poswiec dla alkoholika to sobie sie poswiecaj, ale nie wciagaj w to swoich dzieci i nie plec bzdur ze ci ich szkoda. Odpowiedz Link Zgłoś