Dodaj do ulubionych

alkoholizm- co bym nie odpowiedzial

01.06.06, 21:17
A ja znowu kij w mrowisko:)

Tak się zastanawialem, czy terapeuci od U nie sa trochę wypaczeni.
Czy naprawdę kazda niedyspozycja to "nawrót"?

Jak rozmawiam z terapeutą mam wrazenie, ze co bym nie odpowiedzial wniosek
bedzie jeden- to objaw alkoholizmu.
Myslę o piciu- alkoholik, chce ci sie pic
Nie myślę- alkoholik, samooszukiwanie,
Mówię że jest dobrze- pierwszy etap nawrotu, uspiona czujnosc
jest zle- to typowy objaw alkoholizmu
mowie, ze dobrowolnie zglosilem sie na leczenie- jestem klinicznym
alkoholikiem (wszak sie zglosilem)
a gdybym sie nie zglosil?- typowy alkoholik zaprzecza chorobie
ktos malo pije- alkoholik nie musi duzo pic
ktos duzo pije- no toc to alkoholik
ktos sie czasem kontroluje- now wlasnie, udowadnia sobie
ktos sie nigdy nie kontroluje- no tak, jest bezsilny
itp itd


Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 01.06.06, 21:24
      Po co walczysz i robisz sobie krzywdę?

      Przeczytaj ksiązkę Lee Jampolskiego
      pt " Leczenie uzaleznionego umysłu ".
      Pomogła mi zrozumieć... siebie.
      Jest ciekawie napisana i nie gruba.
      Ksiązka dla każdego.
      Pozdrawiam ciepło!
    • e4ska Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 01.06.06, 22:11
      Addi, po co z tarapeutami gadasz, jak Cię to nudzi i wku...a? A co byś
      powiedział na ich miejscu? To samo. To Ty już nie masz z kim rozmawiać,
      ponarzekać sobie, powzdychać nad dolą i niedolą, boisz się, że... jeśli ktoś
      zaniedbuje terapie i AA, to ani chybi - zaraz musi się opić.

      Może by tak baśnie i legendy o wychodzeniu z nałogu wreszcie przejrzeć,
      powiedzieć sobie jasno, czy nieskutecznośc terapii nie wynika z podstawowych
      błędów i fatalnego dla delikwentów lenistwa pracowników instytucji? Czy
      wykreowani na zajęciach pupile są w pełni normalnymi ludźmi? Addi, ja tu mam i
      Ciebie na myśli, bo, o ile pamiętam, jesteś młodym człowiekiem, nie masz jeszcze
      pancerza doświadczeń... W co dobrzy ludzie wyposażyli Addiego na dalsze życie?
      Czy oni tam uczą samodzielnego myślenia?

      Bunt przeciw terapii czy AA nie jest przyzwoleniem na picie. Buntujesz się
      przeciw braku logiki. A może by tak zacząć litanie przewin od samego testu
      wstępnego i podziału na jakieś tam fazy krytyczne, chroniczne, diachroniczne,
      synchroniczne, syntetyczne i trupiczne? Wiesz co? Jeśli brać pod uwagę bliskość
      śmierci, to całkiem inaczej bym się kwalifikowała do tabelki... Schludność? znam
      trzeźwych brudasów, że aż zbiera na wymioty. Zdychałam, ale musiałam być czysta,
      w czystej pościeli, mdlałam, ale miałam obok czysty ręcznik. To co, który to etap?
      Degradacja społeczna? Jak jesteś nędzarzem, to zanim sięgniesz po denaturat, bo
      na nic cię nie stać, już jesteś zdegradowany. A z policją to ja miewam do
      czynienia na trzeźwo, z łamianiem prawa - tak jak i reszta obywateli.

      No i ta rozpaczliwa bajeczka o tym,,że każdy alkoholik jest taki sam. To czemu
      ja nie piję i ani mi to w głowie, a inni piją? biją? zabijają? Alkoholik, ktory
      nie przeczytał żadnej książki, alkoholik, który całe dnie wystaje pod piątką,
      taki sam jest jak ja? To nie różnica etapów, to coś ważniejszego.

      Addi, nie chce zanudzać, kończę.
      Mam pytanie, ale bardziej osobiste, czy mogę bezpośrednio?
      • alkoholiczka5 Witojcie! 02.06.06, 09:38
        Addi, Esko, macie rację. Ja tez kiedyś się zastanawiałam, co by było, gdybym
        sie nie zgłosiła na leczenie, kiedy mój alkoholizm został zdefiniowany,
        zaklasyfikowany i przyklepany przez terapeutke i lekarzy. Gdybym tego nie
        zrobiła, byłabym niezdiagnozowanym alkoholikiem, osobą, która lubi dużo wypić.
        Wypis z karty szpitalnej "hospitalizowana po raz pierwszy. Spożywa alkohol od
        pół roku w sposób potwierdzający uzależnienie. Od roku stresowa sytuacja
        domowa. Podejmowanie się nadmiernych obowiązków. Depresja i zaburzenia
        osobowościowe." Zastanawiam się, dlaczego nie przyjęto mojego picia jako WYNIK
        depresji i wyczerpania psychicznego? Zastanawiam się, dlaczego rozmawiano ze
        mna głównie o piciu, a nikt nie zadał sobie większego trudu wysłuchania o mojej
        doli ("oj, doloż ty moja, dolo"). miałam pomoc w postaci terapeutki, ale nie
        miałam wsparcia, rzetelnego, pogłębionego, psychicznego? choć nie ukrywam:
        pielęgniarki zawsze miały dla mnie czas i serce. No, to się rozgadałam. Eseczko-
        Kreseczko, co tam u ciebie? Ja się morduję z przygotowaniami, pisałam ci
        zresztą. Marzę o tym, żeby miec to za sobą. Słuchajcie, moi mili przyjaciele, w
        lipcu nie będzie mnie w ogóle. Jadę po wypoczyn psychiczny do szpitala. Nie na
        odwyk:-) Piękna okolica, wolne wyjścia, słoneczko, czego chcieć więcej?
      • drak02 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 02.06.06, 09:43
        Eska- nie bradzo rozumiem dlaczegi uzurpujesz sobie prawo do arbitralnych
        osádów na temat terapii i terapeutów. Z jakis swoich osobistych przyczyn nie
        akceptujesz leczenia psychoterapeutycznego i ruchu AA masz do tego prawo.
        Uzaleænienie jest chorobą, podobnie jak cała masa innych chorób. Gdyby przyjąć
        logike twojego myslenia, każdy chory powinien radzić sobie sam. Wyobra zasz
        sobie że ktoś chory na np. jaskre postanawia sobie serwowac jakies zioła i
        płukanki. Oczywiscie sa tacy którzy tak robią, mało tego, być moze są i tacy
        którzy sami się wyleczyli , ale prwadopodobieństow takiego zdarzenie jest na
        tyle małe, że bezpieczniejszym rozwiązaniem jest skorzystanie ze sprawdzonych
        metod. Wracając do osób uzależnionych, zdecydowana wiekszość uzależnionych osób
        radzi sobie z nałogiem korzystając ze wsparcia inncy osób - profesjonalistów,
        grup wsparcia itp. Oczywiscie są osoby (do tej grupy należysz ty , tak
        pzrynajmniej wnioskuję z twoich postów) które radza sobie same. Natomiast
        zakładanie a priori że samodzielne wychodzenie z nałogu powinno być
        preferowanym wyjsciem byłoby nielogiczne i szkodliwe. Kiedy jestem chory ide do
        lekarza, kiedy wysiada mi elektronika w samochodzi jade do servisu itp. Dlatego
        ze są ludzie którzy mają większa wiedze na określony temat i doświadczenia.
        Oczywiście może sie zdarzyć ze fachowiec nie jest najlepszy wtedy zmieniam
        fachowca i nie twoerdze że wszyscy są beznadziejni. Wracając do problemu autora
        wątku, początki psychoterapii nie są przyjemne, prawda jest że w początkowej
        fazie stawia się na konfrontację, która jest nieprzyjemna i miejscami brutalna.
        Bunt który odczuwamy jest rzeczą naturalną, i czasem jestesmy oburzeni tym w
        jaki sposób jestesmy traktowani. Taka jest metodologi, poza tym psychika
        alkoholika jest tak dalece wypaczona i zakłamana , że pewna brutalność zmian
        jest konieczna. Psychoterapeuci odnoszą się podejrzliwue, z dystansem i duza
        dozą nieufnosci. Ale jak mają się odnoscic do alkoholików którzy przez
        kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat notorycznie oszukiwali, kłamali,
        manipulowali . Własnie kończę 2 rok psychoterapii i mam (tak sadze) spore
        doswiadczenie zwiazane z leczeniem. Relacje z psycoterapeutami zmieniają się z
        czasem, początkowa nieufnosć i obcość usteouje zaufaniu. Inaczej rozmawia
        psychoterapeuta dzisiaj ze mną i inaczej rozmawiał 2 lata temu. Ma do mnie
        większe zaufanie i wie że moje spijrzenie na siebie dzisiaj jest zupełnie inne
        niż jescze rok temu. Na początku swojego leczenia tez buntowałem sie i usilnie
        szukałem dowodów na to że ja kompletnie nie pasuję do tego całego towarzystwa.
        Szukałem sobie usprawiedliwien żeby udowodnić innym ze to wszystko nie działa ,
        ze to taki bull shit i wogóle bez sensu. Czas zmienia percepcję patrzenia na
        innych i samego siebie.
    • rauchen Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 02.06.06, 12:26
      addi,
      ty jak tu piszsz na forum, to juz ci nie raz napisalam ze mam wrazenie ze ty
      nie jestes tak do konca przekonany co do wlasnego alkoholizmu, i do potrzeby
      leczenia.
      Ja nie jestem terapeuta, ale jesli w podobny sposob rozmawiasz z terapeuta, jak
      piszsz na forum, to trudno mi sie dziwic postawie terapeuty w stosunku do
      ciebie.

      Poza tym, terapia sie kiedys skonczy, zostaniesz sam wystawiony na wlasne zycie
      z problemem alkoholowym. Ale to raczej nie bedzie tak, ze terapia skonczona,
      jestem zdrowy, o problemie myslec juz nie musze. Zwyczajnie pozniej pewne
      pytania, watpliwosci, bedziesz musial sam sobie na nie odpowiadac, odpowiedzi
      szukac glebiej w sobie, niz tylko powierzchowne uczucia. I te wnioski "na
      przekor" terapeuty ja bym raczej potraktowala jako proba nauczenia sie pytan,
      by samemu byc w stanie odkrywac pozniej podstepne pulapki choroby alkoholowej.

      pozdrawiam
      • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 02.06.06, 15:34
        "addi,
        ty jak tu piszsz na forum, to juz ci nie raz napisalam ze mam wrazenie ze ty
        nie jestes tak do konca przekonany co do wlasnego alkoholizmu, i do potrzeby
        leczenia."

        Wiesz, coś w tym jest. Ale taki bunt wynika z tego, o czym pisała eska.
        takiego wrzucania do jednego worka i generalizacji.
        Ja jestem na 100% przekonany, że chcę zmienić życie i nie chcę wspomagać się
        alkoholem.

        Nie mogę zrozumieć w żaden sposób, dlaczego ciągle przypomina mi się, że jestem
        taki sam jak każdy inny alkoholik.
        Na terapii na siłę tak się identyfikowałem, przyznawałem się do niemal
        wszystkiego, a potem przyszła myśl:" halo, coś tu nie gra. ja nigdy nikogo nie
        uderzyłem, nie kradłem, oszukiwałem i manipulowałem mniej niż statystyczny
        niepijący, więc dlaczego ja mam na siłę się jeszcze bardziej dołować i nie dość
        że mam niskie poczucie wartosci to jeszcze robic z siebie kogos kim nie jestem-
        i że moje problemy i dylematy są takie same jak agresywnego menela ze spood
        stadionu."
        Ja widzę coś odwrotnego- z takim kims jedynie co łączy mnie- to naduzywanie
        alkoholu. Znam wielu takich genetycznych alkoholików z meliniarskich rodzin, i
        nigdy z nimi nie mialem zadnego wspólnego jezyka- więcej, częściej byłem ich
        ofiarą, bo mnie nie lubili.
        Przepraszam za ostry ton, ale ja z tymi ludźmi nie mam i nie chcę mieć niczego
        wspólnego. Nienawidzę ich, bo się ich boję. ( o tej zamianie emocji wiem z
        terapii:)) Prawda jest taka, że ja piję i taki agresor piję. Ale ja nie biję a
        on biję. I przez to jestesmy z innej, a nie z tej samej bajki.
        Dlaczego ja mam teraz tu w imię walki z chorobą wrzucać się do jednego worka z
        nimi??? Mam uważać, że jestem taki sam jak oni, tylko tego nie widzę? Że z nimi
        łączy mnie więcej niż z niepijącym kims o takich samych zainteresowaniach i
        poglądach jak ja?
        Na tej samej zasadzie mógłbym powiedzieć, że jestem taki sam jak osoby dzwoniace
        do Rydzyka- bo łączy mnie z nimi np. frustracja.

        Stąd też moje watpliwości i silny bunt.
        A nawet gdy przyjąć, że jakoś tam mamy podobne problemy, to na pewno nie będę
        się na siłę pogrążał, by móc stosować te same srodki.

        Wyjaśnię jedną rzecz- terapia na której bylem byla na b. dobrym poziomie.
        Terapeuci byli raczej z górnej półki. Dlatego tym bardziej jestem skołowany.

    • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 02.06.06, 15:41
      Dodam jeszcze, że mój bunt jest też związany ze społecznym postrzeganiem alkoholika.
      Jakie jest każdy wie, więc takie wrzucanie do jednego worka ludzi
      zdemoralizowanych i "normalnych" działa jak woda na młyn.

      Żeby nie było- nie gardzę bijącymi alkoholikami. Gardzę bijącymi. po prostu
      picie dla mnie jest usprawiedliwieniem.
      Nie gardzę tymi, którzy już nie bija- chylę przed nimi czoła za przemianę na
      lepsze- a nie czuję z nimi pokrewieństwa na tej samej zasadzie, jak nie czuję
      pokrewieństwa z wędkarzami czy rolnikami.
      • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 02.06.06, 15:42
        Miało byc "nie jest usprawiedliwieniem".
        Przepraszm
        • drak02 Do addicted 02.06.06, 16:11
          Rozumiem twój bunt przeciwko porównywaniu ciebie (spokijnego nieszkodliwego
          alkoholika) do alkoholika swołocza maltretującego żone i dzieci.
          Nie sądze aby ktokolwiek wmawiał Ci że jesteś taki sam jak menel który katuje
          żonę. Chciałbym się podzielic kilkoma uwagami
          - menele katujący swoją rodziną bardzo rzadko bywają na jakiejkolwiek terapii
          - Czasem psychiczny terror jest równie "skuteczny" jak przemoc fizyczna
          - Po kilkudziesięciu latach picia, nawet najbardziej odpowiedzialny alkoholik
          moze kompletni sfiksować i w ataku psychozy alkoholowej zatłuc kogoś bliskiego
          - Będac na terapii , nigdy nie miałem wrażenia że psychoterapeuci wmawiaja mi ,
          że niczym nie róznie się od rodzinnego tyrana.
          Jezeli mówimy o podobieństwach , dotyczy to podobieństwa mechanizmów
          uzależnienia. Uzależnienie psychiczne i fizyczne każdego alkoholika ma taki sam
          wymiar i występują takie same mechanizmy.
          Natomiast zachowania , styl picia, styl bycia, rodzaj alkoholu, historia picia,
          są elementami bardzo indywidualnymi.
          Uzależnienie fizyczne- swidoczne po odstawieniu alkoholu - jest dokładnie takie
          same w przypadku grzecznego alkoholika i alkoholika bandyty. Tak samo się
          trzęsie, tak samo się poci, przeżywa takie same lęki , tak samo ma ochotę
          sięgnąc jak najszybciej po alkohol aby złagodzić skutki picia.
          Podobnie jest z uzaleznieniem psychicznym- zaprzeczanie, racjonalizowanie,
          wahadło poczucia własnej wartości (od wyżyn po kompletne dno), rehulowanie
          swoich uczuć alkoholem, problemy z przezywaniem i wyrażaniem uczuć kiedy akurat
          nie pije etc.
        • e4ska Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 02.06.06, 16:27
          Haddi, harystokrato jeden ty, co, lud dresiarski Ci nie pasuje? A pół litra de
          natury w łapę i bratać się, a nie siedzieć na górnej półce jak ostatni hrabia
          Monthe Hristo na Holden Golden Sztab.
          Tak to jest, jak się wszystko bierze na poważnie:)

          A menelom przydałaby się jaka hhharytatywna siłaczka. Pić całe życie i nigdy nie
          zaznać smaku koniaczków, absolucików, wiskaczy, burgunda... to nawet nie byłoby
          o czym pogadać z terapeutą:( Przeklęty los...
          Co rozumiesz przez terapeutów z górnej półki? Miałeś prywatne spotkania?
          • yuraathor Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 02.06.06, 18:37
            hej. całe swoje czterdziesto paroletnie życie myślałem i myślę nadal, że
            jestem trochę innny niż reszta społeczeństwa, także -inny alkoholik.na terapii
            myślałem :co ja tutaj robię, ja tu nie pasuję. próbowano mnie zunifikować,
            podciągnąć pod jakiś wzorzec, nieraz chciałem wstać i opuścić terapię na co
            terapeutka mówiła: idź, sklep za rogiem. zostałem. z gadania terapeutów brałem
            tyle ile byłem w stanie wchłonąć, co pasowało do mnie w tamtym czasie (*według
            mnie), resztę notowałem. notatki mam do dziś i się okazuje, że to co kiedyś
            odrzucałem teraz pasuje. pogody ducha od ucha do ucha życzę
            • baasil Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 02.06.06, 18:58
              w 1998 roku byłem zdiagnozowany w ośrodku terapii uzależnień jako przypadek do
              leczenia .i to natychmiast.i co ? i nic.poszedłem chlać.W 2003 w tym samym
              ośrodku podjąłem terapię.a w międzyczasie upadłem nisko,bardzo niziutko.książkę
              mógłbym napisać - podręcznik jak oszukiwać siebie.dziś nie piję ponad 3 lata -
              bo pić nie chcę i dobrze mi z tym (zresztą tak jak kiedyś z piciem-dopóki nie
              zaczęło boleć). idź sie chłopie napij i nie ściemniaj - jak przeryjesz zdrowo
              po glebie to do nas wrócisz
              • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 03.06.06, 12:31


                Trafiłem do grupy, gdzie wiekszosc ludzi byla w zaawansowanym stadium (wedle
                tych wykresów). W toku terapii słyszałem różne historie, dla mnie nowe, mimo
                mojej dosyc dobrej znajomosci tematyki uzaleznien.
                Słuchałem o biciu, zastraszaniu, przemocy psychicznej. O zadymach, bójkach,
                awanturach, policji i niebieskich kartach. O wynoszeniu z domu, o kradzieżach
                itd itp. Z ust często sympatycznych ludzi.
                I zaczałem sobie wyobrażać, że na pewno ja też tak bym robił, się zachowywał itp.
                I utożsamiałem się, identyfikowałem, uznawałem się za takiego samego- wszystko w
                imię udanej terapii.
                Nawet przytakiwałem, gdy terapeuci mówili o w.w. zachowaniach do grupy ogólnie
                "wy to dobrze znacie, wy to dobrze wiecie".
                mówiłem "tak, tak", mimo że wewnetrznie czułem opór. Ale zdawało mi się, że tak
                muszę.
                Ale w końcu nastapiło zmęczenie materiału.
                Pomyślałem: Ile tak można sie zadręczać i katować? Ile sobie można wmawiać złych
                cech? W imię czego? Żeby się wewnętrznie zastraszyć i z tego strachu mieć
                gwarancję nie napicia sie?
                I stąd mój bunt.

                To tak, jakby po aferach pedofilskich w kościele wszystkim ksieżom wmawiać, że
                mają skłonnośći ku dzieciom i teraz muszą na nie uważać.
                Na pewno byłoby skuteczne, ale jakie skutki uboczne?

                Ja nie uwazam się za świętego, wręcz przeciwnie- mam skłonność do nadmiernego
                obwiniania się i wstydu. Chciałbym tę skłonność przełamac, zniszczyć, bo mi
                przeszkadza. A jak sie tak będę pogrążał, to będzie wręcz przeciwnie.
                A przez to, że tak mi mówili nieraz na terapii- pogrążam się, mimo że tego nie
                chce. Czuję się otumaniony.
                Albo nie dokładnie zrozumiałem terapię, albo ona nie dokładnie zrozumiała mnie.




                • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 03.06.06, 12:50
                  Dodam jeszcze, że ten ośrodek to OTU w Warszawie.
                  Ośrodek o dobrej renomie.
                  Sam mogę poświadczyć dobrą jakość.

                  Gwoli wyjaśnienia, bo ktoś może tu dopatrzec się sprzecznosci- ja nie neguję
                  takich zasad terapii, modelu itp. Jest on dobry dla 90% osób. Bo tyle zglasza
                  sie w bardzo zaawansowanej fazie uzaleznienia. Ale nie dla postalych 10.

                  Gdy ktos zglasza sie do szpitala z małym guzkiem to czy ordynują mu terapię
                  wstrąsowa jakby miał nowotwór z przerzutami?

                  Z początku myslalem, ze super, wczesnie poszedlem na terapie, inni mowia ze mi
                  zazdroszcza, ze bedzie mi latwiej itp, a tu sie okazuje ze mam miec zasady i
                  rygory jak kazdy.

                  i po ludzku się buntuję. Bo wcale nie czuje sie lepszy, ze sie wczesniej
                  zglosilem. Nawet odwrotnie.
                  Ale czasem buntuję się, że mogłem 20 albo 30 lat sobie pić, hulać, zadymiać i
                  męczyc innych i wtedy dopiero zacząć nowe zycie.

                  jeszcze raz, Zeby nie bylo nieporozumien- nie buntuje sie przeciwko wyrzuceniu
                  alkoholu z zycia- tylko wobec otoczki.
                  • addicted1 Jeszcze jedna refleksja- wyjasnienie. 03.06.06, 13:04
                    Rozumiem, że kogoś może irytować mój bunt, moje szukanie dziur, krytyka itp.
                    Czasem gdy piszę post to zastanawiam się, czy wysłać- bo może to czepianie się,
                    może jakas forma manipulacji, a moze moja wrodzona dociekliwosc i drążenie nie
                    kazdemu sie spodoba.
                    Ale wtedy przypominam sobie pewnego osobnika z terapii.
                    Nie buntował się, nie krytykował, wręcz publicznie pouczał i strofował tych,
                    którzy zadawali "niewłasciwe" pytania. Zgadzał sie w 100% z wszystkim, co mówią
                    terapeuci. Słowem wzór.
                    Wyszedł z osrodka i wpadł w cug.
                    Dodam, że to była już jego druga terapia.

                    Więc chyba wolę się czepiać i nie pić niż się niby zgadzac i chlać.
                    Jak sie komus nie podoba, to proszę nie czytac:)

                    Osobisice wolalbym nie mieć uwag, akceptować rygory, czuć te klimaty- byloby mi
                    latwiej, to czepianie sie szarga mi nerwy. Ale ja tak nie potrafię.
                    Przynajmniej dzis.
                  • kylly Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 03.06.06, 13:17
                    hmmm ciekawe :))) ale z innej beczki gdzieś koło 1995 roku trafiłem na swoją
                    pierwszą terapię...tak jak czytam Twoje posty jakbym słyszał siebie z tamtego
                    okresu...identyczne myślenie, te same odczucia i uczucia :)) - wtedy usłyszałem
                    od jednego z terapeutów takie słowa "masz jeszcze co tracić"...w zasadzie
                    przyjęłem je obojętnie...ale faktycznie miałem co tracić...co stało się przez
                    następne 5 lat...cóż gdzieś pisałem...ale nie zrób podobnego do mnie błędu...z
                    autopsji NIE WARTO....
                    pozdrawiam
                    • gosc126 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 03.06.06, 16:22
                      Albo jesteś alkoholikiem albo nie. Innej możliwoścu NIEMA.Pierwszy raz na
                      przymusowym leczeniu byłem w 1978 roku.Zakończone było zaszyciem prawdziwym
                      ESPERALEM nie jakimiś witaminkami, czy innym "gówienkiem".Wtedy innej
                      możliwości nie było.Owszem zapiłem esperal zadziałał,lekarze odtruli,żnajowi
                      wiedzieli jak reagowac w razie zadziałania.Odbyłem cztery takie przymusowe
                      terapie.I dalej piłem.Od czasu do czasu był jakis pogrzeb,kumpla,którego serce
                      nie wytrzymało.Wolnościowych leczeń niezliczę.Chodziło się codziennie na
                      antikol, bo milicja dawała spokój,dalej piłem.Dopiero 12 lat temu,poszedłem
                      dobrowolnie do ośrodka zamknietego, w który byłem cztery razy przymusowo.Po
                      przebytej terapi od 11 lat jestem niepijacym alkoholikiem.A na
                      terapie "wolnościowe"Chodzi towarzystwo wzajemnej adoracji opowiadają sobie
                      rózne pierdoły,które analizują godzinami,rozchodą się ,częsc z nich na piwie
                      opowiada kolesią o spotkaniach.OBOWIĄZUJE TAJEMNICA!Wiem ,byłem na kilku w
                      różnych grupach.Pozdrawiam ordynatora pana Mariana Mikę człowiek wielkiego
                      serca,oraz terapeutów oddziału 5 "c" szpitala w Kobierzynie.
                    • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 11:37
                      kylly napisał:

                      > hmmm ciekawe :))) ale z innej beczki gdzieś koło 1995 roku trafiłem na swoją
                      > pierwszą terapię...tak jak czytam Twoje posty jakbym słyszał siebie z tamtego
                      > okresu...identyczne myślenie, te same odczucia i uczucia :)) - wtedy
                      usłyszałem
                      >
                      > od jednego z terapeutów takie słowa "masz jeszcze co tracić"...w zasadzie
                      > przyjęłem je obojętnie...ale faktycznie miałem co tracić...co stało się przez
                      > następne 5 lat...cóż gdzieś pisałem...ale nie zrób podobnego do mnie
                      błędu...z
                      > autopsji NIE WARTO....
                      > pozdrawiam


                      rozumiem, że takie myślenie nie jest tylko moim udzialem,
                      nie wiem tylko, na ile jego zmiana w "odpowienim" kierunku jest efektem
                      poznawania prawdy, a na ile przyjmowania pewnego punktu widzenia, czyli
                      dobrowolnego poddania się praniu mózgu ( czego nie potępiam- gdy pozwala nie
                      pic).

                      Rozmawiam sobie o moich problemach ze swymi znajomymi- nie pijącymi.
                      Nie upiększam, zresztą oni znają mnie z obserwacji, a nie że ja mówię im co
                      chcę.
                      I oni często lub przewaznie moje problemy widzą podobnie do mnie- więc jak to,
                      mają też pijane myślenie, chociaz nie piją?

                      Dlatego buntuję się przeciw łączeniu wszystkiego z alkoholem, alkoholizmem itp.
                      I nie chcę już wmawiać sobie, że jestem taki bardzo zmieniony, zdemoralzowany,
                      wyprany z uczuć itp. i dlatego wszystko widzę niewlasciwie.
                      Znam swoje życie, potrafię porównać siebie z kolegami, znajomymi z pracy, ze
                      studiow itp, i ja jezeli grzeszylem to naiwnoscią i zbytnią uczciwoscia a nie
                      manipulowalem i oszukiwalem. Więc ldaczego mam się przekonywacv, ze jest
                      inaczej? Nie rozumiem.
                      Nie mówię, ze nie mam wad, ale to ma każdy.

                      Ja naprawdę dużo bardziej przjmuję się np. tym, że nie mam dziewczyny niż tym,
                      że nie piję. Dlaczego mam sam siebie przekonywać na siłę, że to tylko jakaś
                      przykrywka czy samooszukiwanie?



                      • kylly Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 12:59
                        addicted1 napisał:

                        > Rozmawiam sobie o moich problemach ze swymi znajomymi- nie pijącymi.
                        > Nie upiększam, zresztą oni znają mnie z obserwacji, a nie że ja mówię im co
                        > chcę.
                        > I oni często lub przewaznie moje problemy widzą podobnie do mnie- więc jak
                        to,
                        > mają też pijane myślenie, chociaz nie piją?
                        >
                        hehe oni widzą ?? oni mówią ?? myślisz że zawsze mówią Ci prawdę ?? śmiem
                        wątpić....to raz...dwa to Twoje spojrzenie na siebie...oj cięzko jest spojrzeć
                        obiektywnie...ciężko...

                        > Znam swoje życie, potrafię porównać siebie z kolegami, znajomymi z pracy, ze
                        > studiow itp, i
                        hehe ulubione zajęcie alkoholika "porównywanie się" nie twierdzę że Ty nim
                        jesteś sam wiesz najlepiej...aczkolwiek co robisz jest Ci po coś potrzebne
                        pytanie po co ?? kiedyś też tak miałem...obsesyjnie się porównywałem ze
                        znajomymi...przeszło mi :) może nie całkiem ale już nie chorobliwie i wiem po
                        co mi to było :))

                        > Ja naprawdę dużo bardziej przjmuję się np. tym, że nie mam dziewczyny niż
                        tym, że nie piję. Dlaczego mam sam siebie przekonywać na siłę, że to tylko
                        jakaś przykrywka czy samooszukiwanie?

                        ????? a widzisz...nie chodzi czy się przejmujesz mniej czy bardziej...chodzi o
                        to że w ogóle...
                        pozdrówka
                        • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 20:51
                          Nie zawsze mowia prawde, moze tajk, ale dlaczego mieliby mnie przekonywac do
                          rzeczy dla mnie zlych?
                          Porównywanie sie to faktycznie moja zmora, jest nia od kiedy pamietam, nie wiem
                          dlaczego. A po co? bo ogolnie mam zdolnosc do niskiej oceny siebie i swoich
                          zachowan, a porownujac moge czasem sie pocieszyc:)
                          a z ta dziewczyna- przejmuje sie 100 rzeczami, wsrod nich jest i picie.

                          żeby nie bylo watpliwosci- mam pelna swiadomosc, ile zla wyrzadzilem sobie
                          piciem, gdyby bylo inaczej dalej bym zlopal.
                          • kylly Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 21:36
                            żeby nie bylo watpliwosci- mam pelna swiadomosc, ile zla wyrzadzilem sobie
                            > piciem, gdyby bylo inaczej dalej bym zlopal.

                            hmmmm byłbym powściągliwszy w deklarowaniu "pełnej świadomości"...to
                            raz...niska samoocena ?? znam :) z autopsji...
                            dwa....znajomi ?? patrzyłeś czasem na swoje picie z perspektywy swoich
                            znajomości ? - po sobie wiem że picie odbija się na "przyjaźniach" jedni
                            odchodzą od Ciebie od drugich sam odchodzisz...bo po co mi ci którzy nie piją
                            lub piją mniej odemnie....na pewnym etapie zostają tylko ci "swoi" mi na pewnym
                            etapie tylko tacy zostali...
    • wadera3 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 11:55
      kiedyś wypełniałam ankietę (przygotowaną w zespole do spraw uzależnień),
      wynikło z niej ,że jestem alkoholiczką ;DDD....

      dodam ,że pracuję na detoxie i uzależnień od czegokolwiek nie trawię, nawet
      gdyby to miała być czkolada, czy rosołek...:)
      • kylly Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 13:01
        hmmm poważnie pracujesz na detoksie ?? a i z tego powodu nie ma możliwości byś
        alkoholiczką była ?? ;) koncepcja jest ciekawa ;) hehe
        • wadera3 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 13:50
          kylly napisał:

          > hmmm poważnie pracujesz na detoksie ?? a i z tego powodu nie ma możliwości byś
          > alkoholiczką była ?? ;) koncepcja jest ciekawa ;) hehe

          nic takiego nie powiedziałam, to chyba twoje wolne tłumaczenie moich słów...
          chodziło mi o to,że tego typu ankiety nie mają sie do rzeczywistości
          • kylly Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 14:04
            hmmm poważnie ?? owszem mają się do rzeczywistości...a z ciekawości co robisz
            na tym detoksie ??
            ps. bo wnioskuję że terapeutą czy lekarzem nie jesteś...
            • wadera3 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 14:19
              kylly napisał:

              > hmmm poważnie ?? owszem mają się do rzeczywistości...a z ciekawości co robisz
              > na tym detoksie ??
              > ps. bo wnioskuję że terapeutą czy lekarzem nie jesteś...

              twoje wnioski powalają, dlatego z radością nie odpowiem :)
              a jak sie mają (ankiety do realu) wiem z autopsji
              (moja kumpela {alkoholiczka} całe lata była pełnomocnikiem wojewody d/s
              uzależnień...)
              nie każdy pracujący tam jest uzalezniony ...:D
              • kylly Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 14:35
                ok może i powalają...:) ale ankiety do realu wyobraź sobie się mają...bałbym
                się negować ich wartość tym bardziej że niegłupi ludzie je pisali....to raz...a
                pozwól że co do fachowości różnego rodzaju pełnomocników się wypowiadać nie
                będę....niestety znam paru :) to dwa...

                ps. jeśli kumpela jest alkoholiczką a tym bardziej pełnomocnikiem
                wojewody...powinna wiedzieć że ankieta jest pierwszym i zwykle ostatnim
                dzwonkiem ostrzegawczym...
                • wadera3 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 14:56
                  wedle ankiety jestem stracona na zawsze, wystarczyło,że lubię pić alkohol :DDD
                  to tylko mały maciupeńki wycinek...
                  inne używki też lubię, a to, czy z nich korzystam i jak często to inna sprawa:)
                  czyli jestem narkomanką, lekomanką ,nikotynistką no i alkoholiczką....heh...
                  • kylly Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 21:39
                    hmmm to w tej kwestii byłbym ostrożny :))) - a co do ankiet można gdybać nad
                    tym czy są dobre czy złe...ale może spróbujesz wymyślić bardziej obiektywne ??
                    takie które pozwolą ocenić dokładnie kiedy picie jest jeszcze towarzyskie a
                    kiedy przechodzi już w nałóg...cóż więc zostaje do dzieła :)))
                    • wadera3 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 22:05
                      nie twierdzę,że to "takie proste" ale ustawianie ludzi w szeregu w ten sposób
                      też do niczego nie prowadzi...
                      • rauchen Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 06.06.06, 22:36
                        ankieta, ktora stwierdza ze ktos jest alkoholikiem - bzdura
                        jak ktos sie zapije na smierc, tez bzdura, bo najczesciej to bedzie albo zawal,
                        albo udar, nigdy alkoholizm
    • drak02 Do Addi... 07.06.06, 12:26
      Twój post jest próba usprawiedliwiania się i szukania potwierdzenia u innych,
      że w zasadze jestes wyjątkowym alkoholikiem i jescze nie upodliłeś się w takim
      stopniu aby można cię wrzucac do jednego wora z innymi.
      Chciałbym się podzielić z toba kilkoma przemyśleniami.
      * jeżeli nie jestes przekonany do swojego uzaleznienia to żadna terapia ci nie
      pomoże.
      * Będąc 2 lata na terapii , spotkałem zaledwie kilka osób o których mozna by
      powiedziec że zostali zmuszeni przez sąd do leczenia bądź uzywali przemocy
      fizycznej wobec bliskich. Zdecydowana większosc to mniej lub bardziej"normalni"
      ludzie.
      * Stpień zaawansowania choroby alkoholowej był dosyc zróżnicowany, niektórzy
      stracili praktycznie wszystko co było dla nich ważne w życiu , inni z kolei
      bradzo obawiali się ze jeżeli nie zaczną wychodzić z nałogu to dosyć szybko
      nadrobią straty.
      łatwiej wychodzi się z nałogu we wczesniejszej fazie uzależnienia , dlatego
      nie warto kombinowac i czekać - strata czasu.
      Podejrzewam że twoje straty sa stosunkowo niewielkie, twoje przekonanie do
      swojegoalkoholizmu jest dosyć płytkie.
      Obawiam się, że musisz dojrzeć , czyli jeszcze trochę dopić i upaprać w tym
      alkoholowym gó..e.
      Życzę powodzenia.

      • addicted1 Re: Do Addi... 07.06.06, 22:00
        drak02 napisał:

        > Twój post jest próba usprawiedliwiania się i szukania potwierdzenia u innych,
        > że w zasadze jestes wyjątkowym alkoholikiem i jescze nie upodliłeś się w
        takim
        > stopniu aby można cię wrzucac do jednego wora z innymi.
        > Chciałbym się podzielić z toba kilkoma przemyśleniami.
        > * jeżeli nie jestes przekonany do swojego uzaleznienia to żadna terapia ci
        nie
        > pomoże.
        > * Będąc 2 lata na terapii , spotkałem zaledwie kilka osób o których mozna by
        > powiedziec że zostali zmuszeni przez sąd do leczenia bądź uzywali przemocy
        > fizycznej wobec bliskich. Zdecydowana większosc to mniej lub
        bardziej"normalni"
        >
        > ludzie.
        > * Stpień zaawansowania choroby alkoholowej był dosyc zróżnicowany, niektórzy
        > stracili praktycznie wszystko co było dla nich ważne w życiu , inni z kolei
        > bradzo obawiali się ze jeżeli nie zaczną wychodzić z nałogu to dosyć szybko
        > nadrobią straty.
        > łatwiej wychodzi się z nałogu we wczesniejszej fazie uzależnienia , dlatego
        > nie warto kombinowac i czekać - strata czasu.
        > Podejrzewam że twoje straty sa stosunkowo niewielkie, twoje przekonanie do
        > swojegoalkoholizmu jest dosyć płytkie.
        > Obawiam się, że musisz dojrzeć , czyli jeszcze trochę dopić i upaprać w tym
        > alkoholowym gó..e.
        > Życzę powodzenia.
        >

        Masz trochę racji.
        Ale chcialbym dodac,ze

        Moje poszukiwanie usprawiedliwienia czy poparcia wynika stad, ze ja po prostu
        nie moge pogodzic sie z pewnymi rygorami, ktore mi narzucono na terapii, a
        jednoczesnie mam wyrzuty sumienia, ze jak sie chocby na jedna rzecz buntuje to
        jakbym juz szedl pic.

        i w terapii i na forum zauwazam taki mechanizm: istnieje tylko jedna metoda
        poradzenia sobie z piciem- taka sama dla wszystkich i bardzo dokladnie opisana-
        i jak sie z niej nie skorzysta to znaczy, ze nie chce sie zmieniac zycia i
        podswiadomie chce sie pic.
        to jest pomylenie korelacji z przyczynowoscia.
        to, ze wielu ludziom sie udalo wytrzezwiec okreslona droga nie znaczy, ze to
        jedyny sposob.

        zeby stwierdzic, czy tak jest, trzeba by zrobic statystyki- policzyc wszystkich
        alkoholikow, procent z nich jaki probuje przestac pic w AA, bez AA, w terapii
        itp, i ile wtedy z nich wychodzi i jak sie zmienia zycie, jakosc, dochody,
        zycie osobiste itp.

        Ja naprawdę wierzę, że wielu ludziom pomoglo trzezwienie wg 12krokow i zasadf
        terapii.
        nie rozumiem tylko, dlaczego sie mowi, ze to JEDYNA
        • addicted1 Re: Do Addi... 07.06.06, 22:07
          ... ze to jedyna droga.
          i nie chodzi mi o teoretyzowanie- choc to robie- tylko o to, by bardziej
          naukowo a mniej religijnie patrzec na pewne sprawy.

          mysle, ze problem tkwi w tym, ze ja odstawilem alkohol z bardzo konkretnym
          postanowieniem- a raczej wizja tego,po co przestaje pic i co chce robic.

          mialem wizje i terapia mi ja wywalila do gory nogami.
          i nie jestem gotowy na zmiane zycia na taki model, jaki mi nakazuje ten model.
          moze to jest wlasnie jak z religia- trzeba przyjac wszystko a nie wybrane
          rzeczy.
          i dlatego szukam innej wiary


          • addicted1 jeszcze raz bo zamotalem 07.06.06, 22:11
            chcialem przestac pic bo chcialem zyc w okreslony sposob.
            terapeuta mowi: nie mozesz zyc w sposob, jaki sobie wymarzyles,
            musisz zyc w sposob, jaki my okreslilismy, bo tak jest skutecznie.
            a mi ten styl sie w wielu miejscach poprostu nie podoba.
            a ponoc nie moge niczego zmieniac.
            wiec musze wziac calosc albo nic.
            tzn. tak teoretycznie.
            bo na swoj uzytek moge zrobic i wziac co zechce.
            ale slysze, ze wtedy to jakby zdradzam samego siebie i kopie sobie dolek, wiec
            sie boje.
            stad moje rozterki.
            dziekuje
            • janulodz Re: jeszcze raz bo zamotalem 07.06.06, 23:44
              Chciałem tak ja Ty Addi i zrobiłem to. Nie piję i jestem szczęśliwy. Zacząłem odbudowywać to co straciłem przez trzydzieści lat z okładem swojego przepijania życia. Uważam, że mam jeszcze dużo do zrobienia, chociaż jestem już facetem zbliżającym się do sześciesiątki. Nie przyjmuję żadnych komunii i komunałów. Mam swoje spojrzenie i dobrze mi z tym. Może kiedyś zapiję, ale tak samo mogę wpaść pod samochód, albo wygrać w totolotka. Jestem wolny.
              • e4ska Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 00:26
                Wiesz, Janu, czytam rozmaite rzeczy, ale przede wszystkim patrzę na żywych
                ludzi, na ich zachowania, i wiesz co, jakkolwiek nazwać by to trzeba pychą,
                powiem: jesteśmy wybrani...

                Patrz, co się dzieje z Tymi nieszczęsnymi, jak oni wracają do swoich browarków,
                do seteczek i litrów, jak się mocują z pustką ich życia, jak niszczą swoich
                ukochanych, swoją miłość, jacy są słabi, jak się miotają, kolejne terapie,
                kolejne ciągi, i dalej... Chciałabym pomóc, ale się nie da inaczej niż tylko
                mówić, że można żyć trzeźwo, że można ten cud własnego istnienia kształtować po
                swojemu, a nie według książek, obłędnych teorii, pod cudze dyktando, nie tylko
                zapisywać w dzienniczkach, zdawać relację, spowiadać się obcym.

                W pewnym sensie jestem w swoim przekonaniu samotna, bo cóż znaczy moje
                doświadczenie przeciw potędze instytucji? Przecież nie do mnie podeśle człowieka
                jakaś Parpa czy sąd:))) Od tego są wielkie instytucje. Ale jak po raz kolejny,
                dziesiąty, setny czytam o suchym alkoholizmie, o tym, że zamiast słuchać
                szczygłów, słowików i kosów w łagiewnickim lesie, czytać swoje książki, spotykać
                się z moimi kochanymi, robić zakupy, troszczyć o dom, patrzeć na swoje dziecko -
                powinnam pisać prace na terapię i dusić się w obskurnej salce... myślę, że
                jestem wybrana:)))

                I bedę sobie sentymentalna, będę wierzyć w miłość, w sumienie, w rozum
                człowieka. Przecież ocaliłam siebie, mówię swoim głosem, myślę swoimi myślami,
                nikt i nic niczego mi nie nakazuje, nie zakazuje, cierpię moim cierpieniem i
                raduję moją radością... Nie potrzebuję stróżów, choć wiem, że inni potrzebują.
                Mogę się mylić, bo moim prawem jest popełniać błędy. Ale do dziś, do tej chwili,
                tak samo jak Ty, Janu, i jak wielu innych ludzi, których życie znałam i byłam
                świadkiem ich samoistnej przemiany, mogę za Tobą powtórzyć: jestem wolna.


            • gooch Re: jeszcze raz bo zamotalem 07.06.06, 23:53
              Addi, też jestem zdania, że terapia powinna być dostosowana do potrzeb osób jej
              potrzebujących. Akurat w przypadku alkoholizmu zaczyna sie od spotkań grupowych
              i ma to swój głęboki sens. Rzeczywiście terapia grupowa koncentruje sie na tym,
              co dla ludzi wspólne a nie na tym co ich różni. Ma to budować poczucie
              wspólnoty, zmniejszać poczucie osamotnienia a także poczucie wyjątkowości (które
              wielu uzależnionych w sobie hołubi). Mówisz, że jesteś inny. Pewnie jesteś.
              Oprócz spotkań grupowych możliwe są spotkania indywidualne - tam możesz pracować
              nad tym, czego nie możesz poruszyć na grupie.
              Addi, czy identyfikowałeś na zajęciach w jaki sposób działa u Ciebie mechanizm
              iluzji i zaprzeczania?

              Według mnie to dobrze, że masz krytyczny stosunek do terapii i terapeutów. Bądź
              też ostrożny, żeby nie stało się to dla Ciebie powodem do rezygnacji z trzeźwienia.
              Powodzenia
              • drak02 Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 09:00
                Wcale nie sądzę że istnieje jakiś jeden jedyny słuszny model wychodzenia z
                nałogu. Każdy ma prawo decydowac o sobie i swoje drodze do trzeźwienia.
                Natomiast niezależnie od metody dążenia do celu uważam ze jest kilka
                uniwersalnych zasad które albo przyjmuje się do wiadomosci albo dalej tkwi się
                w przeświadczeniu swojej wyjątkowości.
                Dla mnie momentem przełomowym było uświadomienie sobie swojego uzależnienia,
                przyznanie się do tego i pogodzenie się z alkoholizmem.
                Wszystko inne jest następstwem tej właśnie samoświadomości.
                Być może są alkoholicy, którzy są w stanie sami przekonać siebie w 100% bez
                pomocy innych do tego właśnie prostego ale kluczowego stwierdzenia, ale jest to
                niezmiernie trudne.
                Brak uznania własnego uzależnienia i bezsilnosci wobec alkoholu wzbudza złudną
                nadzieję że byc moze nie do konca jesteśmy uzaleznieni, ze być moze nasze
                uzaleznienie jest akies wyjątkowe i
                jesteśmy jakims wyjatkowym przypadkiem alkoholika. Stąd juz tylko krok do tego
                aby pomysleć sobie że byc moze od czasu do czasu coś tam możemy sobie golnąc, i
                wogóle nasz nałóg kontrolujemy w 100%, w zwiazku z czym mozemy kontrolowac
                swoje picie. Wielokrotnie próbowałem w przeszłości sam radzić sobie z
                uzależnieniem i powracałem do picia. Sa oczywiscie alkoholicy którzy poradzili
                sobie sami i radzą. Z cała pewnoscia jest to jednak bardzo niewielki %
                uzależnionych,prwadopodobnie mają bardzo mocną motywację i wsparcie bliskich
                osób. Zdecydowana większość niestety nie była w stanie wyjsc z nałogu "o
                własnych siłach" pomimo wielu prób. Dlaetgo psychoterapie są uważane jako
                priorytetowa forma wychodzenia z nałogu, jest to logiczne i jednoczesnie nie
                przekreśla tych którzy radzą sobie sami. Moje uwagi do Addi dotyczyły w
                przeważającej mierze nie samej terapii jako takiej tylko właśnie uzania swojej
                bezsilnosci i nałogu. Wydaje mi sie ze to jest twój główny problem. A to czy
                będziesz później biegał po lesie i słuchał skowronków czy tkwił w salce
                terapeutycznej to już twoja decyzja.
                Pierwsze dni, tygodnie psychoterapii są dlatego bardzo niemiłe i "brutalne"
                ponieważ w tym okresie kładzie sie nacisk na konfrontację z własnym nałogiem i
                nałogiem innych , po to właśnie aby uswiadomić sobie własny alkoholizm.
                Łatwiej jest osiągnąć ten podstawowy efekt w grupie, ponieważ jakiekolwiek
                próby ściemniania są dosyć szybko wyłapywane i punktowane przez innych
                alkoholików. Mówiąc inaczej, alkoholik może sobie ściemniać w domu natomiast
                nie jest w stanie wciskać kitu drugiemu alkoholikowi a niestety niektóre twoje
                wypowiedzi maja własnie charakter takich prób ściemniania .Pozdrawiam.
                • baasil Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 10:48
                  przeszedłem pełen program terapeutyczny,od podstawowego,poprzez kolejne,mnóstwo
                  warsztatów i maratonów terapeutycznych.nawet mnie przestrzegano,że za szybko i
                  za dużo.do tego zaczytywałem się literaturą na tematy uzależnień.do tego jestem
                  we wspólnocie AA od początku kiedy podjąłem decyzję ,że chcę przestać pić.i
                  miałem to szczęście,że żaden z terapeutów nie usiłował mi wskazać jedynej
                  słusznej drogi do uwolnienia się od nałogu.ale jednocześnie ja bardzo uważnie
                  słuchałem tego co mówili.i nawet jak nie zgadzałem się z czymś to nie
                  twierdziłem ,że to nie tak,że mnie to nie dotyczy,bo tego po prostu nie
                  wiedziałem.a często po czasie okazywało się ,że jednak to oni mieli rację.i
                  dziś wiem ,że każdy ma swoją drogę trzeźwienia,a ja nie wiem czy istnieje jakaś
                  jedna metoda.ale dla mnie 12 kroków ,ich rozumienie i stosowanie jest pracą na
                  całą resztę życia.które chcę przeżyć na trzeźwo.a pierwszy krok - jestem
                  bezsilny wobec alkoholu ...,jest dogmatem którego nawet nie próbuję podważać.
                  to,że masz wątpliwości ,że szukasz swojej drogi jest najzupełniej
                  naturalne,tylko staraj się wykorzystać doświadczenie innych ,byś nie musiał po
                  czasie przyznać,że gbybym wtedy posłuchał to nie straciłbym tyle czasu.ja tego
                  nie moge sobie wybaczyć do dziś ( a wiarę od religii różni czasem baaardzo
                  wiele ).powodzenia na drodze do szczęśliwego przeznaczenia.
                  • e4ska Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 11:06
                    Baalusil, z tym przeznaczeniem chodzi o Dolinę Józefata czy jeszcze dalej?
                    • baasil Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 13:12
                      nie potrafię odpowiedzieć ,BO NIE WIEM .KAŻDY MA SWOJE PRZEZNACZENIE,DLA
                      JEDNYCH BĘDZIE TO UMRZEĆ NA TRZEŹWO,DLA KOGOŚ INNEGO zapiĆ się na śmierć.wiem
                      na pewno ,że mój Bóg (czy jak tam wolisz by nazywać siłę wyższą -
                      przeznaczenie,los,fatum )dał mi wolną wolę i ja wybrałem umrzeć trzeźwym - czy
                      to się uda nie wiem ,bo nie znam przyszłości (może jutro zapiję - takie
                      choróbsko).w 2003 r.wymyśliłem właśnie sobie taki sposób opuszczenia tego,tak
                      mi się wtedy wydawało poje..ego(przepraszam za słowo)świata:zapić się na
                      śmierć.nic nie czuć,nie myśleć, nie widzieć,...nie być i nie cierpieć(do dziś
                      gdy o tym mówię często widzę i słyszę kpiące komentarze -jak to alkoholik
                      cierpi??? )i nie dałem rady się zapić.rok później,gdy pytałem się swojej Siły
                      Wyższej ,której nie utożsamiałem wtedy tak do końca z Bogiem takim jak widzę GO
                      dzisiaj:"dlaczego ja?dlaczego pozwoliłeś mi być dziś i przez ostatni rok
                      trzeźwy?czymże sobie na to zasłużyłem?taka gnida,która skrzywdziła tylu ludzi w
                      swym zasranym życiu,narobiła tyle bałaganu.co takiego zrobiłem ,że doznaję
                      takiej łaski?i wtedy usłyszałem,a może sam sobie odpowiedziałem,a może mi się
                      wydawało. "żyjesz po to by być,żywym świadectwem tego,że można nie pić i żyć
                      GODNIE"( w co sam kiedyś nie byłem w stanie uwierzyć).I dziś jestem tego
                      świadectwem.olśniło mnie wtedy.tak jak Chrystus ,by zmartwychwstać ,musiał
                      umrzeć,tak i ja by żyć musiałem upaść.Jeszcze dłuuuuugo dochodziłem do prawdy w
                      którą dziś wierzę - wszystko co mi się wydarzyło w moim życiu,wszystkie rzeczy
                      złe i dobre ,wszystko co mnie spotkało ,stało się dlatego ,że tak miało być.
                      NIE WIEM,czy moim przeznaczeniem jest Dolina Józefata czy cokolwiek
                      innego,NIE WIEM co jest po tamtej stronie,nie wiem czy w ogóle jest jakas tamta
                      strona.są pytania ,które pozostaną pytaniami.WIEM jedno :dziś nie piję,może mój
                      Bóg okaże mi tą łaskę.
                  • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 20:58
                    Muszę przyznać, że mam duży problem z uznaniem sie za alkoholika. Mniej chyba z
                    uznaniem swojej bezsilności- to dla mnie przyznaję trochę abstrakcja.
                    Problem ten wynika z obawy przed odrzuceniem, przed byciem jakoś napiętnowanym,
                    a przede wszystkim izolacją i samoizolacją, takim zamknięciem sie w getcie AA.
                    Mam wrazenie, że im bardziej "wnikam" w ten swiat, tym bardziej nie pasuję do
                    tego zwyczajnego.
                    Dlatego denerwuja mnie te wszystkie ograniczenia (odnosnie chodzenia do
                    lokali, zabawy, ciaglego biegania na mityngi etc), bo one w moim przekonaniu
                    jeszcze bardziej oddalaja mnie od ludzi.
                    To co mowie niestety ma poparcie w faktach- wielokrotnie slyszalem na mityngach
                    opowiesci ludzi o tym, ze AA to dla nich wszystko, ze tylko tu jest normalnie
                    itp.
                    Tu dochodzę do takiego popadania ze skrajnosci w druga- jak sie pije to sie
                    mysli ze wszyscy pija. A jak sie jest na terapii to sie slyszy, ze prawie nikt
                    nie pije, wiec te wszystkie ogranioczenia beda dla mnie łatwe.
                    A w rzeczywistosci nie jest tak slodko.


                    Gdy poszedlem na terapie to jak wspomnialem po to, by zobaczyc zalety
                    trzezwosci (bo w moim umysle zycie trzezwe to byla zawsze nuda).
                    Nie szedlem tam z mysla "o Boze, niech ktos mi pomoze zatrzymac picie bo juz
                    nie daje rady". Mialem motywacje pozytywna a nie negatywna.
                    Chcialem zyskac kilka rad i juz.
                    Nie bylem gotowy na rewolucje.
                    A tymczasem uslyszalem, ze jestem ciezko chory na smiertelna chorobe, ktora
                    odtad bedzie w centrum mego zycia i od tej pory wszystko bedzie inaczej.
                    Niby sa stadia choroby, ale to tylko sztuka dla sztuki, bo i tak wszyscy sa
                    leczeni tak samo i musza stosowac 180 zakazow i nakazow, a jezeli chociaz jeden
                    mi sie nie podoba, to znaczy ze nie chce nic zmieniac.
                    Czyli ze albo łykam wszystko albo nic.
                    To jest taki mechanizm, ze jezeli nie podoba mi sie A przypisuje mi sie, ze
                    rowniez i B.

                    Drugi moj problem jest taki, ze Nie potrafie polaczyc na sile wszystkich swoich
                    zyciowych niepowodzen z piciem- nie dlatego ze umniejszam problemy wynikajace z
                    picia, ale dlatego ze wiekszosc moich problemow istniala zanim zaczalem pic.
                    i stad moje przekonanie, ze jesli bede je na sile laczyl z piciem to ich nie
                    zlikwiduje- bo nie bede leczyl wlasciwie.
                    z sensie ze niepicie jest dla mnie srodkiem a nie celem.


                    Czas na konkluzje.
                    Z wszystkiego co napisalem w tym wątku i z niektorych odpowiedzi wynika chyba,
                    ze jezeli nie moge zaakceptowac calosci rozwiazan stosowanych na terapii i
                    mityngach i nie jestem w stanie zmienic swojego zycia pod to dyktando, to nie
                    ma sensu w ogole chodzenie na mityngi, terapie dalsze itp. jezeli wszystko albo
                    nic to po co sie oszukiwac?
                    w ten sposob ryzykuje ze mi sie nie uda, a twedy dostane tak mocno w twarz, ze
                    bede "gotowy".
                    Bo widze, ze jednak te terapie sa skonstruowane tak, ze fundament i glowna
                    motywacje stanowi strach.






                    • addicted1 wyznania prostego czlowieka 08.06.06, 21:06
                      W moim dotychczasowym zyciu dominowal strach i poczucie osamotnienia.
                      Od kiedy wyszedlem z terapii jeszcze sie pogorszylo. Nie wiem dlaczego.
                      Stad moje frustracje i bunty.
                      Czuje sie calkowicie skolowany, nie wiem co mam myslec, nie umiem decydowac,
                      jestem pelen watpliwosci i pretensji do inych i samego siebie.
                      Nie pije 7 miesiecy a czuje sie identycznie albo i gorzej niz kiedys na 1 dzien
                      po piciu (gdy mija kac).
                      Czuje, ze nie przynaleze ani do alkoholikow, ani do niealkoholikow. Mentalnie
                      czuje sie jeszcze bardziej wykluczony.

                      Najgorsze jest to, ze nie specjalnie chce mi sie pic, tak to przynajmniej
                      wiedzialbym skad to wszystko wynika.
                    • baasil Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 11:28
                      słowo alkoholik brzmiało dla mnie jak obelga,wolałem - uzależniony.nawet po tym
                      jak już zaakceptowałem ten fakt.czułem się napiętnowany.myślałem,że każdy kto
                      na mnie patrzy pogardza mną.a przecież nie miałem napisanego tego na
                      czole.gdzieś tak po 6-miesiącach abstynencji(ukończonej terapii podstawowej i
                      kontynuowaniu kolejnych)spotkałem kolegę z ponad 3 letnia abstynencją,który
                      opowiadał jaki to ten świat jest piękny,jaka ta trzeźwość jest fajna i w ogóle
                      jest cudownie i to tylko dlatego ,że jest trzeźwy.miąłem ochotę dać mu w
                      mordę.u mnie nic nie było fajne i piękne ,u mnie wszystko było do dupy.wyć mi
                      się chciało.wkoło mnie była tylko żona(która zawiesiła mi sprawę karną za
                      psychiczne znęcanie się - dlatego ,że zacząłem się leczyć) i z którą życie
                      bardzo odbiegało od sielanki,córka ,która nie wiedzieć kiedy tak urosła i
                      matka,która była gdzieś tam daleko(emocjonalnie).i pustka.no i oczywiście grono
                      alkoholików poznanych w trakcie terapii i w AA .dziś po ponad trzech latach
                      twierdzę ,że on miał rację.tylko dlatego ,że trzeźwieję mogę zrobić
                      wszystko,oczywiście z tym na co mam wpływ.a wpływ tak naprawdę mam tylko na
                      siebie.ale to przyszło z czasem.powoli.w swoim tempie.przestałem się pałować
                      swoim alkoholizmem,po prostu uznałem fakt,że alkohol był ,jest i będzie.dla
                      ludzi.bo po to go wynaleziono.a dla mnie to nie alkohol jest problemem.tylko
                      moje picie tegoż.no i przede wszystkim moim problemem jest nieumiejętność
                      życia,bez alkoholu.i zacząłem się uczyć trudnej sztuki życia.i dziś mam grono
                      przyjaciół(niepijących),kolegów,znajomych pijących i niepijących,mądrych i
                      głupców,po prostu innych ludzi wkoło mnie.i akceptuję fakt ,że jedni piją ,inni
                      nie,staram się być tolerancyjny dla innych,obojętnie kim są.w końcu nie dam
                      rady za kogoś innego przeżyć jego życia.ze swoim alkoholizmem się nie obnoszę
                      (choć noszę w klapie dromadera),nie czuję się ani lepszy ani gorszy.staram się
                      być sobą i z pokorą znosić ,to co przynosi mi los.tylko nic na siłę i nie na
                      chybcika ,bo można się pogubić.no ale tego się po prostu uczyłem i uczę
                      nadal.na mityng idę jak mam potrzebę,troszkę działam w środowisku
                      trzeźwościowym,trochę poza.wypełniam swój czas jak umiem ,dzieląc go między
                      siebie(bo umieć być ze sobą to też sztuka),rodzinę,pracę i całą resztę.dziś
                      słowo alkoholik jest moją afirmacją życia(niedawno ktoś bliski chciał mnie
                      obrazić nazywając alkoholikiem - odpowiedziałem,że doceniam to ,iż tak
                      pochlebnie o mnie myśli).może jest w tym trochę pychy,ale tak naprawdę ilu jest
                      nas takich ,którzy przyznali się do swej słabości i postanowili zmienić swe
                      życie?może wielu.a ilu się to udaje?dziś cenię to co zrobiłem i nadal robię ze
                      swoim życiem.
                      dodam jeszcze,że zaleceń dla trzeźwiejących alkoholików starałem się
                      przestrzegać(mając wiedzę,że to nie doktory je ułożyły,tylko wynikają one z
                      doświadczeń innych alkoholików),też jednak czasem nie będąc do końca
                      przekonanym czy w moim przypadku mają zastosowanie.ale przynajmniej ich nie
                      negowałem i byłem bardzo uważny na siebie.trudno na przykład by mi było unikać
                      miejsc w których piłem,bo piłem w mieszkaniu,idąc przez centrum miasta
                      praktycznie każda brama,skwer,park,knajpy,puby nawet cmentarz to były miejsca w
                      których piłem.ba,ośrodek terapii uzależnień,w którym się leczyłem powstał w
                      miejscu działek ,gdzie też piłem.paranoja.toteż po prostu uznałem ten fakt za
                      rzeczywistość. i zaakceptowałem wszystko to co wydarzyło się w moim życiu:i te
                      złe rzeczy ,i te dobre,bo przecież i tych nie brakowalo.
                      a jeszcze na koniec: po uporaniu się z pracą nad swoim alkoholizmem,chcąc
                      porządkować dalej swoje wnętrze(bo przecież to tam bałagan spowodował,że moje
                      życie tak się toczyło)zacząłem dalej pracę nad sobą(też pod kierunkiem
                      profesjonalistów,ale i na 12 krokach).i dziś drugim dogmatem,który uznaję w
                      swoim życiu(pierwszym jest bezsilność wobec alkoholu) jest: - źródłem
                      wszystkiego co się dzieje w życiu człowieka jest dzieciństwo.tylko praca nad
                      tym kawałkiem siebie jest bardzo bolesna i trudna i lepiej robić to pod okiem
                      fachowców i w swoim czasie,bo to może po prostu rozpie...yć.ale warto ,wiem po
                      sobie.i jaka ulga i nowa jakość życia.
                      pogody ducha
                      • drak02 Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 12:07
                        Baasil, z tym dzieciństwem faktycznie coś jest.
                        Jest to bardzo trudny temat dla wielu alkoholików. Do dzisiaj mam spore
                        problemy emocjonalne jak wracam do dzieciństwa. Niby nic tragicznego tam nie
                        potrafię znaleźć ale coś tam nie gra:(
                        • baasil Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 18:05
                          do drak02 - moje dzieciństwo postrzegałem jako raczej udane.w trakcie pracy nad
                          nim zaczęły wyłazić demony.a jak się okazało to piękną bajkę sobie zakodowałem
                          w głowie.ale taka jest okazuje się obrona dzieci przed tym co je spotyka -
                          spychanie w podświadomość i nie pamiętanie,zaprzeczanie,odcięcie.a w
                          środku,gdzieś pod czaszką to gnije i śmierdzi i okrutnie zatruwa.i wierz mi to
                          problem nie tylko nas alkoholików.widziałem ludzi w ogóle niby
                          normalnych,zadowolonych z życia ,a jak pogrzebali, to łzy się strumieniami
                          lały.świetnie to oddaje tytuł książki alice miller "dramat udanego dzieciństwa"-
                          polecam.czasem mi się zdaje ,że Mojżesz spisując boskie przykazania zgubił
                          jedno.oprócz: czcij ojca swego i matkę swoją,powinno jeszcze być: szanuj dzieci
                          swoje. dopiero Chrystus o tym przypomniał,ale jego akurat mało kto słuchał.
                          tak troszkę patetycznie,ale naprawdę cały życiowy bałagan bierze się z
                          nieuświadomionej najczęściej traumy dzieciństwa.
                          dla mnie jak wspominałem,praca nad tym obszarem tak naprawdę pozwoliła
                          ruszyć do przodu i zacząć żyć.
                          • drak02 Re: jeszcze raz bo zamotalem 12.06.06, 10:23
                            baasil napisał:

                            > do drak02 - moje dzieciństwo postrzegałem jako raczej udane.w trakcie pracy
                            nad
                            >
                            > nim zaczęły wyłazić demony.a jak się okazało to piękną bajkę sobie
                            zakodowałem
                            > w głowie.ale taka jest okazuje się obrona dzieci przed tym co je spotyka -
                            > spychanie w podświadomość i nie pamiętanie,zaprzeczanie,odcięcie.a w
                            > środku,gdzieś pod czaszką to gnije i śmierdzi i okrutnie zatruwa.i wierz mi
                            to
                            > problem nie tylko nas alkoholików.widziałem ludzi w ogóle niby
                            > normalnych,zadowolonych z życia ,a jak pogrzebali, to łzy się strumieniami
                            > lały.świetnie to oddaje tytuł książki alice miller "dramat udanego
                            dzieciństwa"
                            > -
                            > polecam.czasem mi się zdaje ,że Mojżesz spisując boskie przykazania zgubił
                            > jedno.oprócz: czcij ojca swego i matkę swoją,powinno jeszcze być: szanuj
                            dzieci
                            >
                            > swoje. dopiero Chrystus o tym przypomniał,ale jego akurat mało kto słuchał.
                            > tak troszkę patetycznie,ale naprawdę cały życiowy bałagan bierze się z
                            > nieuświadomionej najczęściej traumy dzieciństwa.
                            > dla mnie jak wspominałem,praca nad tym obszarem tak naprawdę pozwoliła
                            > ruszyć do przodu i zacząć żyć.

                            Dzieki za informacje , postaram się kupic ksiazkę o której wspomniałeś,
                            Pozdrawiam
                          • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 12.06.06, 11:30
                            moja matka, jak tak sobie tez patrze w przeszlosc, caly szacunek do siebie
                            chyba oparla na tym przykazaniu "czcij ojca i matke swoja", tylko ze ojciec byl
                            alkoholik, to my akurat ojca nie musielismy cczic, bo to pijak byl.
                            Matka pobozna osoba, a jakze. Pobozna wiec szacunek sie jej nalezal chociazby z
                            tego wzgledu. Takie skrzywienie obrazu dziecka w stosunku do rodzicow, wrecz
                            przejaskrawienie widze np w stosunku do tego jak my, rodzenstwo, o niej
                            mowilismy, bardzo dlugo zreszta, miedzy soba. To byla "mamusia", nigdy matka.
                            Pamietam jak kiedys przyszla sasiadka i spytala czy jest matula w domu, a we
                            mnie takie oburzenie sie pojawilo, jak tak mozna moja "mamusie" nazwac.
                            Do ojca nigdy "tato", zawsze stary, ojciec, juz od najmlodszych lat.
                            Dopiero pozniej, jak juz zaczelam pic, pojawily sie sny z matka i z taka
                            ogromna nienawiscia i zloscia w stosunku do niej. I wychodzily demony, dlaczego.
                            Nie moge powiedziec, ze ona nas nie kochala, ale chyba gdzies z braku szacunku
                            do ojca, wychodzil brak szacunku do nas, bo my dzieci ojca, i wszystko, co nam
                            nie wyszlo, nie bylo wg tego jak ona to wymyslila, bylo bo my dzieci ojca, i to
                            dlatego.
                            I to chodzenie do kosciola, co niedziela, w kazde swieta, i ten pacierz z rana
                            bo jesc nie dostaniesz.
                            I teraz tak sobie mysle, ze gdy pozniej bylam starsza, i nie poszlam do
                            kosciola, bo zle sie czulam, bo nie mialam takiej potrzeby, nie wiem czy Bog
                            sie na mnie za to obrazil - za to na pewno obrazila sie matka i nie odzywala
                            sie tydzien, dwa.
                            A juz chyba jedno z najgorszych rzeczy, o jakiej sobie mysle, to to, ze matka
                            wysylala nas samych do kosciola od najmlodszych lat. Ja mialam chyba 8 lat, moj
                            brat 10, do kosciola wcale nie tak blisko, zimowe rekolekcje, wracanie po
                            ciemku do domu. Ja bylam w kosciele, moj brat tez, ja z kolezankami, brat z
                            kolegami, wrocilismy do domu osobno. Nastepnego dnia sie okazalo ze moj brat
                            nie byl wtedy w kosciele. Do niego i do jego dwoch kolegow przyczepil sie
                            pedofil i zaprowadzil do lasu.
                            I co to wlasciwie zmienilo? Otoz nic nie zmienilo, chyba nawet o tym rozmowy
                            nie bylo z moim bratem.(znaczy sie bylo jakies tam dochodzenie na policji z
                            inicjatywy matki jednego z chlopcow, nic nie dajace, ja tez uwiklana bo
                            widzialam przez moment tych chlopcow z tym facetem jak rozmawiali, i do tej
                            pory ten moment pamietam). Nastepnego dnia, o tej samej porze znow na
                            rekolekcje.
                • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 18:46
                  Nie wiem, moze i moje wypowiedzi wygladają na ściemnianie, ale wole takie
                  sciemnanie niz klepanie nieszczerze ze wierze we wszystko co mowia na terapii,
                  w AA itp. Znam takich, ktorzy tak klepali, a nagle ni stad ni zowąd poszli pic.
                  A ja jakos na razie nie.
                  • 7zahir Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 20:07
                    Dobrze, że tak piszesz.
                    Też tak mialam na poczatku - 3 lata temu.
                    Troche trwało, zanim zaczelam otwierać
                    umysł i trzeźwieć.
                    Pijane szare komórki broniły się przed tym
                    "rączkami i nózkami",
                    a teraz ilekroć cos mi się roi
                    pokazuję im " gest Kozakiewicza":-)
                    Pozdrawiam ciepło!
                  • gooch Re: jeszcze raz bo zamotalem 08.06.06, 21:57
                    Addi, to nie jest tak, że musisz być taki sam jak inni alkoholicy, żeby odnieść
                    korzyść z terapii. Możesz z niej brać to, co Ci pomaga. Ludzie chodzą na
                    spotkania, dowiadują się różnych rzeczy, ale rzeczywiście one do nich docierają
                    na przykład po 6 miesiącach. I dobrze. Każdy ma swoje tempo.
                    Jeśli jest tak, że uzależnienie (czy też problemy z alkoholem, bo jak
                    przeczytałam wyżej nie jesteś do swojego uzależnienia przekonany)jest raczej
                    wynikiem wcześniejszych problemów niż ich przyczyną, to i tak najpierw trzeba
                    zająć sie uzależnieniem. Wynika to z działania mechanizmu iluzji i zaprzeczania
                    - dopiero kiedy ktoś odzyska zdolność trzeźwego patrzenia na siebie i swoje
                    picie może pracować nad innymi rzeczami. Może jesteś już gotowy? może znajdziesz
                    psychoterapeutę, z którym zaczniesz pracować nad tym, co Cię uwierało zanim
                    zacząłes pić? Nie musi to być terapeuta uzależnień, ale w takim razie
                    poinformuj, że masz też (albo podejrzewasz) problem z alkoholem.
                    Pozdrawiam
                    • drak02 Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 09:31
                      To dobrze że masz wątpliwości , inteligentni ludzie zawsze analizują różne
                      aspekty i punkty widzenia.
                      Wbrew pozorom nie jesteś ani odosobniony w swoich rozmyślaniach ani oryginalny.
                      Ja również miewałem (zwłaszcza w poczatkowej fazie mojego trzeźwienia) bardzo
                      podobne dylematy. Dzięki bogu w swoim pijaństwie nie stoczyłem się kompletnie,
                      opamiętanie przyszło w miarę wcześnie, zachowałem pracę rodzinę i zdrowie.
                      Nigdy nie stosowałem przemocy w rodzinie i w moim leczeniu spotkałem wiele
                      uzaleznionych osób które były w dużo bardziej zaawanspowanym staduim
                      uzależnienia. Byly takie momenty kiedy myślałem że byc moze ja nie jestem
                      jescze aż takim alkoholikiem jak inni . A im dłuzej porównywałem się z innymi
                      tym częsciej nachodziły mnie watpliwości, że być moze ja wogóle nie jestem
                      uzależniony. Zgłosiłem się na terapie w obawie przed utrata tego co posiadałem
                      (rodziny, pracy, pozycji zawodowej). Przyjąłem a priori kilka pewników :
                      * mam problem alkoholowy
                      * próby samotnego wyjscia z nałogu w moim przypadku nie zdały egzaminu
                      * zakładam że osoby prowadzące psychoterapie są profesjonalistami i chca mi
                      pomóc
                      * korzystam z wiedzy , doświadczenia innych, koncentruje się na korzysciach.
                      Potem przekonałem się że jest jeszcze kilka innych ważnych rzeczy np to że
                      alkoholik nie jest w stanie obiektywnie zobaczyć swojego problemu i swojego
                      uzależnienia. Pod wpływem wieloletniego oddziaływania alkoholu na komórki
                      nerwowe , zmienia się biochemia mózgu. Powoduje to powazne zmiany psychiczne.
                      Który pijacy alkoholik jest w satnie zobaczyc swój problem. Wszyscy wokól
                      wiedzą że istnieje problem uzależnienia a pijący z uporem godnym lepszej sprawy
                      twierdzi że wszyscy inni zwariowali a on po prostu lubi czasem sobie wypić.
                      Problem z alkoholizmem polega na tym , ze albo się jest alkoholikiem albo nie
                      jest. Nie ma jakiegoś stadium pośredniego. Róznice polegają tylko stopniu
                      zaawansowania. Stąd twoje wątpliwości, dlatego ze porównujesz siebie do osób
                      które poniosły zanczniejsze straty związane z piciem.
                      Ja też porównywałem ale wyciągałem inne wnioski - głowny to taki że pijac dalej
                      bardzo szybko "nadrobię straty".
                      Jezeli będziesz koncentrował się na porównywaniu siebie z innymi i udawadniał
                      sobie samemu (nawet podswiadomie) że jesczez nie jesteś takim alkoholikiem albo
                      ze należysz do jakiegoś mitycznego stanu pośredniego, bedziesz miał problemy z
                      pogodzeniem się ze swoim uzależnieniem. To co przeżywasz jest naturalnym
                      mechanizmem obronnym. Boisz się etykiety "alkoholik", czujesz się kimś gorszym
                      i wyalienowanym. Nie potrafisz pogodzić sie z tym ze twoi koledzy chodzą na
                      imprezy , piją piwo w pubie a tobie każą unikac takich miejsc i najlpeiej
                      siedziec na nudnych mityngach AA. Takie myslenie powoduje frustrację i jest to
                      dosyć naturalne. Ja też (w chwili obecnej dosyć rzadko) miewam takie myśli.
                      Wtedy przypominam sobie nie tylko te miłe chwile jak siedziałem w pubie z
                      kumplami ale przede wszystkim momenty mojego upodlenia alkoholowego.
                      Nie ma jakieś jednej recepty aby złagodzić twój bunt, natomiast bedzie ci
                      łatwiej wychodzić z nałogu jeżeli mimo wszystko poddasz się , przestaniesz
                      walczyć i uznasz że jesteś alkoholikiem i nie chcesz pić.
                      To co odczytuhesz na terapii jako naciski, perswazję, wmawianiem róznych rzezcy
                      jest właśnie metodą pokonania twoich mechanizmów obronnych. Taka jest
                      metodologia , dla niektórych pranie mózgu. I albo przyjmujesz że ma ci to pomóc
                      i poddajesz się, albo zakładasz że to przeciwko tobie i walczysz. Sam
                      decydujesz i podejmujesz decyzję, masz wolny wybór i nic nie musisz.
                      Pierwsze miesiace leczenia sa bardzo ważne i restrykcyjne - stąd te wszystkie
                      zakazy. W pireszym okresie trzeźwienia prawdopodobieństow sięgniecia po alkohol
                      jest znaczne , dlatego te wszystkie zalecenia. Poźniej jest trochę lżej, co
                      nieznaczy ze jestes zabezpieczony na całe życie. Nie musisz wszystkim wokół
                      trabic ze jesteś alkoholikiem - nie pijesz bo takie masz zasady.

                      • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 20:08
                        1. Dziękuję za informacje zwrotne, dzją mi do myślenia.
                        2. Muszę powiedziec, ze nie wiem sam dlaczego ja raczej nie zaprzeczalem memu
                        piciu- w stosunku do rodziny stosowalem znana metode "moja sprawa", a w
                        stosunku do znajomych- wrecz ciagle o tym gadalem, skamlalem, ze jestem
                        alkoholikiem itp; a jak szedlem na terapie, tooczywiscie tez wszystkim
                        roztrabilem o tym.
                        A dla odmiany tu, na forum czy na terapii dziele sie watpliwosciami.

                        3. Moje porównywanie... tak naprawdę i w głębi duszy to ja najbardziej
                        porównujęsię ( i frustruje) do znajomych, znanych ludzi etc, którzy dużo piją,
                        chwalą się urwanytmi filmami i ani im do głowy przyjdzie myslec o uzaleznieniu.
                        Na przyklad gdyby stosowac miarke terapeutyczna toprezydent Kwasniewski po
                        wyczynach w Charkowie powinien zostac abstynentem, a jezeli dalej pije to jest
                        alkoholikiem?
                        Czytam artykuly w gazetach o kibicach, ktorzy jada na mundial ostro pic ( z
                        ankiety 60% brytyjczyków) i sie denerwuje i im zazdroszcze, ze tak to spokojnie
                        mowia. Ja bym mial juz 1000 wyrzutow sumienia.

                        Nie pilem ani najwiecej ani najczesciej sposrod moich znajomych- a zaznaczam to
                        nie sa tylko ludzie ostro pijacy. Moje picie od ich roznilo sie wlasciwie
                        zawsze tym, ze mialem straszne wyrzuty sumienia i wstyd i negatywnie wplywalo
                        to na moje emocje. Moglem wypic tyle samo i to samo co 5 innych osob i ja na
                        drugi dzien rozwalony emocjonalnie a oni sie smieja.

                        Poza tym to, co szczegolnie nie podoba mi sie w terapii i w modelu minnesota- i
                        to jest chyba sedno moich wywodow- to oddzielanie picia od sytuacji zyciowej i
                        mowienie "pijesz bo pijesz".
                        Z tego wynika, ze pilbym niezaleznie od okolicznosci. Nie kupuje tego.
                        i to nie jest moje odczucie tylko powszechne- czesto mowi sie, ze w PGRach
                        ludzie rozpili sie, ze osiedla robotnicze staly sie siedliskiem pijanstwa itp.
                        Gdyby prawdziwa byla teoria o tym alkoholizmie niezaleznie od okolicznosci i
                        zasada "pijesz bo pijesz" to statystycznie na warszawskim Wrzecionie i
                        Wilanowie powinien byl taki sam odsetek alkoholikow. Watpię czy tak jest.

                        A jezeli watpie w ta podstawowa koncepcje to trudno mi zaakceptowac wynikajace
                        z niej rygory i zasady.
                        Ja naprawdę chcę zmienic swoje zycie i naprawdę chcę wyrugować picie, ale nie
                        chcę robic tego wedle zasady rezygnacji z wlasnych planow, marzen.
                        Chyba ze naprawde uznam ze sie inaczej nie da.
                        Wtedy albo bede 100% aowcem, albo zarliwym religijnie czlowiekiem, albo sam nie
                        wiem...
                        • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 20:10
                          zapomnialem dodac, ze mam takie przekonanie, ze idac na terapie w moim
                          mniemaniu zrobilem dojrzalei madrze.
                          ale dzis mysle troche, ze sie jakos napietnowalem tym- mam "zasrane papiery".
                          smieszne ale prawdziwie
                          • magtomal Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 21:51
                            Napisałeś:"Poza tym to, co szczegolnie nie podoba mi sie w terapii i w modelu
                            minnesota- i
                            to jest chyba sedno moich wywodow- to oddzielanie picia od sytuacji zyciowej i
                            mowienie "pijesz bo pijesz".
                            Z tego wynika, ze pilbym niezaleznie od okolicznosci. Nie kupuje tego."

                            Oczywiście, reguł nie ma, ale mój Mąż potwierdza prawdziwość tego, czego
                            Ty "nie kupujesz". Ma świetną pracę, kochającą i niebrzydką żonę( czyli
                            mnie :)), trójkę naprawdę fantastycznych Dzieci i wszystko układa się po prostu
                            wspaniale. A On wszedł nie wiadomo kiedy w alkoholizm i robi wszystko, by
                            zniszczyć swoje piękne życie. Pije niezależnie od okoliczności. I jest coraz
                            gorzej...
                            • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 22:25
                              Dwa dni przede mna, zanim ja poszlam na pierwszy meeting AA, zaczal chodzic na
                              te meetingi facet, ktory w miare niedaleko mnie mieszka, przez co kilka razy
                              pozniej spotkalam go w sklepie na zakupach.
                              Przez jakies pierwsze dwa miesiace wydawalo mi sie ze jemu nawet lepiej
                              wychodzi to korzystanie z AA niz mi, bardziej otwarty niz ja itp.
                              Pozniej przestal chodzic na meetingi, ja chodzilam dalej, ale spotkalam tego
                              faceta za jakis czas znow w sklepie. Byl po zapas piwa, podpity. Rozmawialam z
                              nim troche, no i on mi wyjasnil, ze tak sobie pije drugi tydzien, bo chory,
                              zeby go bola, siedzi na zwolnieniu, i pije.
                              W ciagu dwoch miesiecy juz trzecia prace znalazl, bo tamte nie podobaly mu sie,
                              a poza tym to nie ma sensu zeby on przestal pic, bo nie ma tak jak inni z AA
                              zony, ktora by go wsparla, nie ma dzieci, ma 55 lat i 25 lat za soba
                              przepitych, i on nie wytrzezwieje, bo przeciez nie ma dla kogo.
                              Ten facet sobie wymyslil taki idealny wzorzec trzezwienia, z rodzinna sielanka
                              i wsparciem, bo "inni to maja a on nie".
                              Tak sie przyjrzalam ten grupie na ktora chodze, i tak po prostu widze, ze facet
                              sobie wybral ze trzy szczesliwe osoby, ktore faktycznie na cos takiego mogly
                              liczyc, mialy wsparcie wspolmazonki, dzieci, dobra prace i, czego nie zauwazyl,
                              kilka lat trzezwosci juz za soba.
                              On nie dostrzegl, bo chyba nie chcial, faceta ktory sie rozwodzil, i jego
                              problemem glownym byla nierozumiejaca go zona, z ktora wciaz mieszkal, nie
                              widzial tych, ktorzy maja dzieci, ktore same poszly w slady alkoholizmu lub
                              zaczely cpac, tych, ktorzy byli bez pracy, bo ich zycie to bylo czesc szpital
                              psychiatryczny a reszta zwolnienia, ani tez osoby chorej na stwardnienie
                              rozsiane, ktora tez trzezwiala, ani 30-sto kilku letniej dziewczyny chorej na
                              raka, ze znieksztalcona po operacji twarza, ani tez faceta, mniej wiecej w tym
                              samym wieku co ow facet, ktory ma miesiace zycia przed soba policzone, a mimo
                              to trzezwieje, chociaz tez mieszka sam, bo zniszczyl przez alkoholizm trzy
                              malzenstwa.

                              Jakie te zycie w ogole jest niesprawiedliwe, no nie, addi?
                              • e4ska Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 23:34
                                Dobrze napisałaś, Rauchen, rzecz w ogóle odnosi się do bycia szczęśliwym... i do
                                przypowieści o talentach, myślę... która nakazuje każdemu pracę, rzetelne
                                starania, kimkolwiek się jest i co się z góry otrzymało - najczęściej -
                                niewiele, a przecież mądremu wystarczy;)
                                • baasil Re: jeszcze raz bo zamotalem 09.06.06, 23:57
                                  a co ja mam powiedzieć,kiedy to wymodlona w Licheniu przez żonę moja
                                  trzeźwość ,jest jej życiową porażką.tak jej chłopa odmieniło.nic tylko iść się
                                  napić.
                                  gdy zacząłem się zastanawiać na początku mego trzeźwienia,dlaczego tak piłem -
                                  stwierdziłem w końcu - bo jestem alkoholikiem.i koniec.kropka.szlus.a jest nas
                                  spora rzesza.i tych pijących i trzeźwiejących i SUCHYCH.i każdy inny.także ty
                                  addi.jesteś jedyny ,niepowtarzalny.daj sobie szansę bycia szczęśliwym.
                                  bo każdy jest szczęśliwy na tyle ,na ile sobie pozwoli być
                                  szczęśliwym .tylko tego szczęścia nie szukaj wkoło,bo świat jest,taki jaki
                                  jest.szczęście trzeba znaleźć w sobie.że trudne? no pewno,baaardzo ,ale warto.
                                  jestem.
                                  • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 10.06.06, 20:07
                                    OK, ja rozumiem podejscie "nie wiadomo dlaczego się piło, ważne że się piło"
                                    jako podejscie pragmatyczne i odpowiednie w leczeniu uzaleznienia.
                                    Ale mi chodzi o cos innego. Jezeli ja pilem by uciekac przed danymi
                                    problemami, ktore moge wylozyc tu bez problemu i jak wiadomo pijac ich nie
                                    rozwiazalem, to teraz musze sie z tym zmierzyc naprawde, po odrzuceniu iluzji.
                                    A Ja uparcie twierdze, ze czym innym jest leczenie mechanizmow uzaleznienia, a
                                    czyms innym konkretnych problemow. To kolejny etap.

                                    Ja uwazam, ze problem pijanstwa mam jakos zalatwiony, tzn. wiem doskonale, ze
                                    to mnie prowadzilo w slepa uliczke.

                                    Teraz chcialbym zajac sie faktycznymi moimi problemami, a nie skupiac sie tylko
                                    na tym, by sie nie napic. Chce nauczyc sie jak upominac sie o swoje, jak
                                    walczyc o swoje i nie miec wyrzutow sumienia, jak ufac itp. A przede wszystkim
                                    chce opanowac trapiaca mnie pewna fobie o ktorej kiedys pisalem i ktora byla
                                    glownym powodem mego picia( obawa przed drzacymi rękami).

                                    Stad frustruje mnie ciagle walkowanie o nawrotach, wyzwalaczach itp., bo mnie
                                    to nie boli tylko co innego.

                                    Jezeli bardzo boli mnie i doprowadza do pasji a innym razem dołuje fakt, ze mam
                                    28 lat i nie mam i nigdy nie mialem stalej dziewczyny to jest dla mnie
                                    faktyczny problem, a nie wstawanie w niedziele o 8 rano i szukanie w sobie
                                    objawow suchego kaca.

                                    I moge miec 100 powtorzen listy wyzwalaczy i bez dziewczymny bede zly i sie
                                    napije, a jak bede mial to sie nie napije.


                                    • kmk25 Re: jeszcze raz bo zamotalem 13.06.06, 19:21
                                      OK. Załóżmy na moment: Addi oprócz uzależnienia ma inne problemy, alkoholizm
                                      wynika z tych innych problemów.

                                      Co z tego wynika? A no dla mnie nic. Bo i tak problemem, który musisz rozwiązać
                                      najpierw jest problem alkoholizmu.

                                      Jeśli nie zaleczysz najpierw swojego alkoholizmu, jeśli nie będziesz potrafił
                                      wyłapywać tych wszystkich "objawów nawrotu" (nie chodzi o to, żeby je wykuć na
                                      pamięć, chodzi o to, żeby je też umieć zauważyć jak się pojawią), to wtedy
                                      rozpoczynając pracę nad głębszymi problemami po prostu znowu popłyniesz.

                                      Jak dla mnie to masz chłopaku po prostu za mało pokory w stosunku do swoich
                                      słabości i w stosuku do swojego uzależnienia. Lekceważysz przeciwnika, uważasz,
                                      że sobie z nim poradzisz.

                                      Ja wiem, że trudno jest jak się ma dwadzieścia kilka lat i nigdy nie miało się
                                      dziewczyny. Ale może warto jeszcze kilka miesięcy poczekać i najpierw "zaleczyć"
                                      swój alkoholizm, a dopiero potem zająć się swoimi problemami w kontaktach z
                                      kobietami. Powiedz sam: jesteś w tej chwili gotowy na to, żeby na serio wziąć
                                      się na bakier ze swoimi problemami w związkach, pracować nad tym, przeżyć wiele
                                      porażek, być parę razy porzuconym itd.? Jesteś teraz gotowy na terapię swojej
                                      fobii, na trening społeczny, wystawianie się na cudzy śmiech albo komentarze,
                                      jak Ci się zaczną trząśc ręce? Jesteś już gotowy na pracę nad zaufaniem, na to,
                                      że podczas tej pracy wielokrotnie zostaniesz zraniony?

                                      Ja myślę, że nie jesteś gotowy. Będziesz gotowy, jak nabierzesz pokory do
                                      swojego uzależnienia, m.in. jak będziesz potrafił wyłapać wyzwalacze i wyłapać
                                      objawy nawrotu. Wtedy jak Ci się pojawi napięcie np. podczas terapii fobii, to
                                      nie powtórzysz starego schematu (napić się), tylko będziesz potrafił
                                      konstruktywnie sobie z tym poradzić. I będziesz potrafił powiedzieć "stop" jak
                                      praca nad innymi problemami będzie dla Ciebie zbyt szybka i zagrozi Twojej
                                      abstynencji.

                                      A co do tych wszystkich pijących prezydentów i mieszkańców Wilanowa: może po
                                      prostu uznaj, że Ty zaszedłeś dalej niż oni; oni na swojej drodze trzeźwienia są
                                      jeszcze przed startem, a ty już gdzieś dużo dalej, na którymś tam kilometrze.
                                      Czy startując w maratonie czekałbyś na tych, co biegną wolniej? Czy może lepiej
                                      spróbować podgonić tych, co z przodu, bliżej mety?

                                      Jak tak Ciebie czytam, to fajny gościu jesteś, taki trochę zbuntowany, taki
                                      poszukiwacz dziury w całym. Blisko mi do Ciebie, bo jestem taki sam, nie lubię
                                      autorytetów. :-)

                                      Ale... Od iluś tam miesięcy jesteś w terapii. Od iluś tam miesięcy nie pijesz.
                                      Może to i zbieg okoliczności, ale może jednak to jest tak, że to dzięki tej
                                      terapii, z którą się nie do końca zgadzasz, że to dzięki niej jesteś trzeźwy.
                                      Więc - skoro dalej zależy Ci na trzeźwości - to może nie warto szukać argumentów
                                      przeciw niej, tylko się jej poddać. Czy nie byłoby to bezpieczniejsze niż
                                      szukanie dziury w całym?

                                      Załóżmy, że ten terapeuta jest lekko nawiedzony i dlatego szuka wszędzie objawów
                                      alkoholizmu. OK - nikt nie jest idealny. Ale skoro terapia u tego terapeuty Ci
                                      pomaga w utrzymaniu trzeźwości, to jeśli naprawdę Ci zależy na tej trzeźwości,
                                      to potrafisz znieść nawet to jego "nawiedzenie". Jeśli naprawdę zależy Ci na
                                      abstynencji, jeśli terapia Ci pomaga, to zniesiesz nawet terapeutę-katarynkę
                                      zafiksowaną na jednym temacie. ;-)
                                      • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 13.06.06, 21:04
                                        znowu mnoze watki, ale dodam tylko jedno jeszcze
                                        ja nie mysle zle o swoim terapeucie ani o osrodku terapii.
                                        po prostu wydaje mi sie ze moje problemy z alkoholem zostaly mocno
                                        zwielokrotnione (wiem ze brzmi obrazoburczo)
                                        a inne niedoceniane.
                                        i boje sie, ze nie tedy droga.
                                        a to dlatego, ze nie pije, ale tez nic nowego
                              • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 10.06.06, 19:54
                                Rauchen, akurat to co napisałaś potwierdza tylko, że większosć pijących osób ma
                                pełno problemówi ma statystycznie dużo gorzej niz inni ( w sensie zanim a nie
                                po piciu).
                                A mąż który pije mimo tego że ma dobre życie?
                                No właśnie, on do mnie tes nie pasuje.
                                A może są dwa rodzaje alkoholikow, tacy kliniczni (niezalezni od okolicznosci)
                                i tacy przyczynowi?
                                • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 10.06.06, 20:10
                                  z tymi "przyczynowymi i klinicznymi" to nie wymyslilem, istnieje w literaturze
                                  podzial na meski i zenski alkoholizm, pierwszy zwiazany z genami, drugi z
                                  warunkami zyciowymi, pierwszy glownie fizyczne uzaleznienie, w drugim
                                  psychiczne.
                                  • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 10.06.06, 23:36
                                    tak,
                                    a uzaleznienie i psychiczne i fizyczne to trzecia kategoria alkoholizmu,
                                    alkoholizm malzenski :))))))

                                    ty addi sie w ogole ciesz, ze nie jestes kobieta, bo alkoholizm kobiet jest
                                    inny niz mezczyzn, to prawda.
                                    Tylko zwroc uwage na to, ze organizm kobiet jest cykliczny.

                                    A tak ogolnie, zebys sie juz nie meczyl z tymi problemami na forum, jaki ty to
                                    juz swietny znawca alkoholizmu, a w zyciu wciaz ta sama bieda, to znajdz sobie
                                    moze addi dobrego psychiatre, lub psychologa, i pogadaj z nim na te tematy
                                    oprocz alkoholizmu, indywidualnie. Czasami zdarzaja sie tacy, ktorzy widzac ze
                                    jednak cos tam indziej robisz w sensie uzaleznienia, poszukaja czy oprocz
                                    samego alkoholizmu jeszcze cos tam w tobie siedzi. I moze to ci wrescie pomoze.

                                    pozdrawiam
                                    • janulodz Re: jeszcze raz bo zamotalem 11.06.06, 00:33
                                      Po zapoznaniu się z powyższym doszedłem do wniosku, że jestem:
                                      męskim alkoholikiem, uzależnionym fizycznie, z przyczynowymi skłonnościami do niecyklicznych nawrotów wywołanych wyzwalaczami, co prowadzi do szukania o 8 rano w niedzielę objawów suchego kaca. Do tego z uporem maniaka odmawiam poddania sie grupowej terapii. Żonę mam.
                                      • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 11.06.06, 11:04
                                        no nie podpierajac sie zadna literatura,
                                        tylko na podstawie spostrzezen ogolnych,
                                        co do roznic pomiedzy kobieta a mezczyzna w sensie fizycznym:
                                        Alkoholicy nie moga byc honorowymi krwiodawcami, a juz na pewno pijacy,
                                        z tego wzgledu ze KREW jest potrzeba samemu alkoholikowi do przezycia,
                                        pomijajac juz sam fakt ze czesto u alkoholika pijacego zamiast krwi w zylach
                                        plynie alkohol :)
                                        (mysle ze wiaze to sie na pewno z tym, ze alkoholikowi pijacemu czesto brakuje
                                        w organizmie witamin,mineralow itp, wiec pewnie to alkoholikowi przydalo by sie
                                        wtloczenie troche zapasowej krwi, a nie wytlaczanie).
                                        Natomiast kobieta, jak to kobieta, jest "honorowym dawca krwi", bo jest tak
                                        zaprogramowana z gory. I to cyklicznym dawca.:)
                                        • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 11.06.06, 12:56
                                          i jeszcze co do szukania o 8-ej rano objawow suchego kaca.
                                          Nigdy nie szukalam i nie szukam.
                                          Jedyny objaw suchego kaca pojawil sie sam, pewnego dnia, po wieczorze, przy
                                          ktorym pomagalam przy spotkaniu szefow, na ktorych lal sie alkohol, a jak, a ja
                                          jednak te flaszki znosilam z magazyku, otwieralam szampany, wina, kilka razy
                                          bylam proszona o polanie, a na koniec wylewalam resztki z flaszek do zlewu.
                                          To byl autentyczny suchy kac, bo po obudzeniu sie rano nastepnego dnia poczulam
                                          sie sama z siebie oszolomiona w jakis sposob, w podobny sposob jaki miewalam po
                                          takich wieczorach, kiedy sama pilam. Tylko to oszolomienie mialo w sobie
                                          ogromna czarna dziure, cos czego serio brakowalo, a tym czyms bylo wlasnie to,
                                          ze ja poprzedniego dnia nie pilam, ale mialam bezposredni kontakt z sytuacja na
                                          ktorej zwyklabylam pic, na ktorej pewnie normalnie bym pila.

                                          Pamietam cos podobnego sprzed 6 lat, kiedy po moim w jakims sensie codziennym
                                          piciu przez okres jakis 3 lat, zdecydowalam sie na pierwsze, kontrolowane
                                          powstrzymanie sie od picia alkoholu. Wypilam wtedy pierwszy raz piwo
                                          bezalkoholowe (takie serio bezalkoholowe 0%, a nie polskie bezalkoholowe, czyli
                                          1,2%).
                                          Pamietam takie mieszane uczucie. Z jednej strony rozkosz, bo pije piwo, a z
                                          drugiej strony ogromne rozczarowanie, bo brakowalo w nim tego "kopa" ktory daje
                                          alkohol.
                                          I dla mnie suchy kac wlasnie z tym sie kojarzy, tu niby zamieszanie, a tu
                                          jednak jakas czarna dziura, bo czegos najwazniejszego brakuje.

                                          Tyle ze nie lacze suchego kaca z glodem alkoholowym, bo to nie to samo, choc
                                          glodu alkoholowego w obecnym okresie trzezwienia nie poznalam, i trudno mi
                                          cokolwiek o nim napisac. Choc wydaje mi sie ze laczy sie on z uczuciem ogromnej
                                          potrzeby napicia sie, wysylanej przez organizm, mimo ze gdzies swiadomosc mowi
                                          ci, ze nie wolno ci sie napic, bo..bo..bo.
                                          • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 11.06.06, 22:06
                                            Cieszę się, że macie poczucie humoru.
                                            Rozbawiła mnie ta ironia wobec moich wypowiedzi, które są może czasem naqiwne a
                                            czasem trochę bezładne- piszę je z kafejek bez poprawek i sprawdzania.

                                            Do czego ja zmierzam z tymi uzasadnieniami?
                                            1.dlaczego nie podoba mi sie teoria "pijesz bo pijesz";
                                            bo uwazam ze mechanizm "pbp" to problem osob na glebokim etapie uzaleznienia.
                                            przypomne, ze wg. tabelek faz uzaleznien pierwsze etapy alkoholizmu to
                                            upijanie sie w sytuacjach towarzyskich, okresowa utrata pamieci itd, i nie
                                            wierze, ze takim osobom takie podejscie "pbp" moze pomoc czy przekonac.
                                            chyba ze zalozymy, ze alkoholik od razu pije bo pije, a niealkoholik moze rwac
                                            filmy itp. ale jak ich odroznic na wczesnym etapie?
                                            2. wydaje mi sie, ze te wszystkie suche kace i nawroty itp to wymysl
                                            psychiatrow i psychologow, ktorzy chca wszystko nazwac.
                                            w zyciu osoby zdiagnozowanej jako "alkoholik" doszukuja sie we wszystkich
                                            objawach alkoholizmu i je kategoryzuja.
                                            3. wydaje mi sie, ze w calej terapii chodzi o to, by zmienic styl zycia, i
                                            nalezy oceniac po czynach nie slowach; jezeli ktos nie trzyma zasad AA czy
                                            terapii i nie lezy w rowie, rozwija sie i jest positive to nalezy mu gratulowac
                                            a nie wmawiac, ze niedlugo sie napije.

                                            howgh
                                            • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 11.06.06, 22:20
                                              ty addi, jak juz sie calkowicie zamieszasz w tych swoich przemysleniach,
                                              to sie tak rozwiniesz do tego stopnia, ze tylko w kaftan bezpieczenstwa
                                              bedziesz sie nadawal, zeby sie dalej juz nie moc rozwijac w tym kierunku, w
                                              ktorym probujesz :))))))
                                              • janulodz Re: jeszcze raz bo zamotalem 11.06.06, 23:18
                                                Addi - ja myślałem, że Ty w przewrotny sposób chcesz sprowokować dyskusje na temat wyższości terapii nad trzeźwiejącymi inaczej, ale im dłużej Cie czytam tym bardziej dochodzę do wniosku, że Ty po prostu przeszedłeś pranie mózgu.
                                                Wyluzuj, a jeżeli sam nie możesz to rzeczywiście zgłoś się do lekarza, bo masz po prostu problem.
                                                • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 11.06.06, 23:44
                                                  tak mi jeszce przyszlo do glowy, a propos kobiet:
                                                  otoz jest takie porownanie, ze z alkoholizmem jest jak z kobieta w ciazy: w
                                                  ciazy kobieta moze byc, albo nie byc, posrednich przypadkow nie ma.
                                                  To co robi addi, to probuje udowodnic ze on jest w ciazy, ale tylko troche,
                                                  zreszta zachodzac w nia, nie zaszdl w sposob "staroswiecki", tylko ze on chyba
                                                  jest wiatropylny, dlatego jego ciaza, jego alkoholizm, nie jest zwyczajny.
                                                  A moze zaplodnili go kosmici?
                                                  I teraz my musimy pomoc mu znalezc rozwiazanie, kto, co, kiedy, dlaczego i po
                                                  co zrobil addiemu taka krzywde.

                                                  Addi, wg mnie terapia ma na celu w pewien sposob uproscic zycie, dac konkretne
                                                  odpowiedzi na pytania, i nie szukania dziury w calym.
                                                  Kiedys do janu pisalam takie porownanie co do slonca i do deszczu w jego
                                                  ogrodku. Jak sie janu teraz zajmie zamiast swoim ogrodkiem, akceptujac zarowno
                                                  deszcz jak i slonce, wynajdowaniu przyczyn swiecenia slonca i padania deszczu,
                                                  oraz szukaniem rozwiazania jak powstrzymac gdy za duzo, jak zmusic do wiekszych
                                                  ilosci gdy za malo, to pewnie jego ogrodek ostatecznie bedzie wygladal jak
                                                  pozal sie boze, a to czy szukajac przyczyn slonca i deszczu znajdzie je, i
                                                  osiagnie kiedys tam mozliwosc manipulacji nimi, to ja mu tego nie gwarantuje.
                                                  • janulodz Re: jeszcze raz bo zamotalem 12.06.06, 00:02
                                                    A ja sądziłem rauchen, że ty już zaczęłaś robić postępy. No cóż...
                                                  • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 12.06.06, 00:14
                                                    nie mow janu, ze masz wplyw na pogode?
                                                    ja slyszalam ze pogoda ma wplyw na ludzi, tzw meteopaci,
                                                    a tu widze czasy sie zmieniaja :)))))
                                                  • drak02 Re: jeszcze raz bo zamotalem 12.06.06, 09:55
                                                    Kwestia, która strasznie męczy Addirgo to zdanie "pije bo pije".
                                                    Chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami i wiedzą na temat powyższej zasady.
                                                    Kiedy sięgamy po alkohol w początkoweym okresie swojego picia wtedy z cała
                                                    pewnością nie jesteśmy jesczez uzależnieni i ta zasada nie ma wówczas
                                                    zastosowania. Aby zostac alkoholikiem trzeba się nieźle napracować.
                                                    Alkoholicy zostaja alkoholikami po określonym czasie intensywnego picia.
                                                    Im młodszy organizm tym okres potrzebny do uzależnienia jest krótszy. Ja
                                                    zacząłem pić w wielku 18 lat i uzależniłem sie gdzies ok 27 roku życia , czyli
                                                    po ok. 9 latach. Mozna założyć że do okresu 27 rokużycia moje picie z całą
                                                    pewnoscią nie można było zakwalifikowac do "picia dla samego picia".
                                                    Pewne cechy osobowe sprzyjaja uzależnieniu , takie jak: niskie poczucie własnej
                                                    wartosci, niesmiałość, duża wrażliwosć, nieradzenie sobie z emocjami, podatnosć
                                                    na stres itp. W początkowym okresie picia, alkohol jest doskonałym antidotum na
                                                    wszsytkie wymienione przeze mnie cechy. Czyli sięgaliśmy po alkohol nie dlatego
                                                    aby pic dal samego picia tylko aby radzić sobie z konkretnymi problemami
                                                    własnej osobowosci. Innym elementem który sprzyja uzaleznieniu i ma również
                                                    związek z osobowoscią to poziom neuroprzekaźników. Osoby podatne na
                                                    uzależnienia mają niedobór (często dziedziczny- stąd teza o dziedziczeniu
                                                    podatnosci na alkoholizm) neuroprzekaźników które reguluja nasze emocje ,
                                                    głównie chodzi o neuroprzekaźnik GABA. Niedobór tego pzrekaźnika ma bardzo duży
                                                    wpływ pojawianie sie lęków, niepokojów, podatnosc na stres,m nieśmiałośc itp.
                                                    Alkohol zwiaksza poziom GABA stąd poczucie ulgi.
                                                    Tak to mniej więcej wyglada w początkowej fazie picia, poźniej na skutem
                                                    wieloletniego odziaływania alkoholu , dla poprawnego funkcjonowania naszego
                                                    układu nerwowego alkohol staje sie prawie niezbedny, alkohol stał sie bardzo
                                                    ważnym czynnikiem biochemii naszego mózgu. Wtedy właśnie mozemy mówić o tym
                                                    że " alkoholik pije bo musi pić" .
                                                  • baasil Re: jeszcze raz bo zamotalem 12.06.06, 12:12
                                                    a co wy na to: uzależniłem się od alkoholu ,po świadomym wypiciu pierwszego w
                                                    życiu alkoholu. czemu tak twierdzę - bo odkryłem jego "magiczną moc". i tu jest
                                                    pies pogrzebany.a cała reszta ,to dywagacje : geny? wychowanie? środowisko?
                                                    wybór? los? fatum? Bóg? Szatan? cykliści? kosmici? mój alkoholizm,a alkoholizm
                                                    innych.po kiego ch...a się pałować. jestem alkoholikiem i już. i albo mi z tym
                                                    dobrze albo nie.
                                                    addi - bez urazy - zrzuć w końcu tego garba,zaakceptuj to co ci się w życiu
                                                    wydarzyło i czego doświadczasz. (bo inaczej popadniesz w obłęd i uwaga < albo
                                                    zapijesz > ... pałowanie no nie ).popracuj nad poczuciem własnej
                                                    wartości ,poczuciem winy i wstydu (mnie bardzo pomogło).
                                                    i ciesz się życiem !
                                                  • baasil Re: do drak02 i rauchen 13.06.06, 11:16
                                                    jeszcze w sprawie dzieciństwa.to naprawdę fundamentalne zagadnienie w
                                                    uwalnianiu się od wszelkich problemów życiowych,pozornie nie mających żadnego
                                                    związku z naszym codziennym życiem.od narodzin ponadto wychowujemy sie w
                                                    rodzinach,których funkcjonowanie jest niestety chore.wynika to z bardzo
                                                    złożonych czynników,nie chciałbym tu na forum odgrywać rolę eksperta,gdyż tymi
                                                    zagadnieniami zajmują się profesjonaliści z najwyższej półki,a nieumiejętne
                                                    terapeutyzowanie może wyrządzić ogromne szkody.zresztą podobnie jak
                                                    indoktrynacja religijna.
                                                    ale z czystm sumieniem mogę polecić parę wartościowych pozycji: wspomnianej
                                                    Alice Miller-wszystko,John Bradshaw"zrozumieć rodzinę","toksyczny
                                                    wstyd",Virginia Satir-wszystko,Janet G. Woititz "wymarzone
                                                    dzieciństwo","dorosłe dzieci alkoholików",John Cleese,Robin Skynner"żyć w
                                                    rodzinie i przetrwać",Anna Dodziuk"pokochaj siebie","wstyd",Jerzy
                                                    Mellibruda"pułapka niewybaczonej krzywdy"Wojciech Eichelberger"kobieta bez winy
                                                    i wstydu","zdradzony przez ojca".
                                                    pogody ducha
                                                  • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 13.06.06, 20:52
                                                    drak02 napisał:

                                                    > Kwestia, która strasznie męczy Addirgo to zdanie "pije bo pije".
                                                    > Chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami i wiedzą na temat powyższej
                                                    zasady
                                                    > .
                                                    > Kiedy sięgamy po alkohol w początkoweym okresie swojego picia wtedy z cała
                                                    > pewnością nie jesteśmy jesczez uzależnieni i ta zasada nie ma wówczas
                                                    > zastosowania. Aby zostac alkoholikiem trzeba się nieźle napracować.
                                                    > Alkoholicy zostaja alkoholikami po określonym czasie intensywnego picia.
                                                    > Im młodszy organizm tym okres potrzebny do uzależnienia jest krótszy. Ja
                                                    > zacząłem pić w wielku 18 lat i uzależniłem sie gdzies ok 27 roku życia ,
                                                    czyli
                                                    > po ok. 9 latach. Mozna założyć że do okresu 27 rokużycia moje picie z całą
                                                    > pewnoscią nie można było zakwalifikowac do "picia dla samego picia".
                                                    > Pewne cechy osobowe sprzyjaja uzależnieniu , takie jak: niskie poczucie
                                                    własnej
                                                    >
                                                    > wartosci, niesmiałość, duża wrażliwosć, nieradzenie sobie z emocjami,
                                                    podatnosć
                                                    >
                                                    > na stres itp. W początkowym okresie picia, alkohol jest doskonałym antidotum
                                                    na
                                                    >
                                                    > wszsytkie wymienione przeze mnie cechy. Czyli sięgaliśmy po alkohol nie
                                                    dlatego
                                                    >
                                                    > aby pic dal samego picia tylko aby radzić sobie z konkretnymi problemami
                                                    > własnej osobowosci. Innym elementem który sprzyja uzaleznieniu i ma również
                                                    > związek z osobowoscią to poziom neuroprzekaźników. Osoby podatne na
                                                    > uzależnienia mają niedobór (często dziedziczny- stąd teza o dziedziczeniu
                                                    > podatnosci na alkoholizm) neuroprzekaźników które reguluja nasze emocje ,
                                                    > głównie chodzi o neuroprzekaźnik GABA. Niedobór tego pzrekaźnika ma bardzo
                                                    duży
                                                    >
                                                    > wpływ pojawianie sie lęków, niepokojów, podatnosc na stres,m nieśmiałośc itp.
                                                    > Alkohol zwiaksza poziom GABA stąd poczucie ulgi.
                                                    > Tak to mniej więcej wyglada w początkowej fazie picia, poźniej na skutem
                                                    > wieloletniego odziaływania alkoholu , dla poprawnego funkcjonowania naszego
                                                    > układu nerwowego alkohol staje sie prawie niezbedny, alkohol stał sie bardzo
                                                    > ważnym czynnikiem biochemii naszego mózgu. Wtedy właśnie mozemy mówić o tym
                                                    > że " alkoholik pije bo musi pić" .



                                                    I TO JEST DOKLADNIE TO, O CO MI CHODZI.
                                                    o to mi chodzi, ze jezeli zglosi sie ktos na wczesniejszym etapie problemow z
                                                    alkoholem to walniecie go mlotem "alkoholik chory smiertelnie"
                                                    w glowe moze narobic wiecej zlego niz dobrego.
                                                    a takie sklonnosci maja terapeuci
                                                    dlatego uwazam, ze indywidualne podejscie przynajmniej na wczesniejszym etapie
                                                    jest konieczne.
                                                  • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 13.06.06, 20:59
                                                    Ja wiem, że trudno jest jak się ma dwadzieścia kilka lat i nigdy nie miało się
                                                    dziewczyny. Ale może warto jeszcze kilka miesięcy poczekać i najpierw "zaleczyć"
                                                    swój alkoholizm, a dopiero potem zająć się swoimi problemami w kontaktach z
                                                    kobietami. Powiedz sam: jesteś w tej chwili gotowy na to, żeby na serio wziąć
                                                    się na bakier ze swoimi problemami w związkach, pracować nad tym, przeżyć wiele
                                                    porażek, być parę razy porzuconym itd.? Jesteś teraz gotowy na terapię swojej
                                                    fobii, na trening społeczny, wystawianie się na cudzy śmiech albo komentarze,
                                                    jak Ci się zaczną trząśc ręce? Jesteś już gotowy na pracę nad zaufaniem, na to,
                                                    że podczas tej pracy wielokrotnie zostaniesz zraniony?


                                                    zgadzam sie z powyzszym w 100%
                                                    tylko ze ja uwazam nie ze mam za malo pokory, tylko odwrotnie- za malo odwagi.
                                                    ja jestem zdecydowany na 100% na to, by walczyc z tymi problemami bez alkoholu-
                                                    po to przeciez poszedlem na terapie.
                                                    i mam juz wiedze na temat alkoholizmu, walkowalem to 6 tygodni.
                                                    i wlasnie- tyle walkowalem, wiec chce zaczac zajmowac sie tym, co mnie boli.
                                                    wiem, ze nie jestem gotowy na porazke z kobieta, drzacymi rekami itp.
                                                    ale jestem swiadom tego, ze w takiej sytuacji alkohol mi w niczym nie pomoze a
                                                    mocno zaszkodzi.
                                                    naprawde nie otwiera mi sie zadna klapka z napisem"moze od jutra".
                                                    nie moge reczyc za siebie, ale w takiej sytuacji nie napilbym sie teraz. ale
                                                    problem w tym, ze ja takich sytuacji nawet nie mam. schowalem sie w pancerzu,
                                                    nic nie robie, bo to co chce robic to jest niby niewlasciwe, a na sile walkuje
                                                    w kolko mityngi.
                                                  • kmk25 Re: jeszcze raz bo zamotalem 15.06.06, 15:34
                                                    > po to przeciez poszedlem na terapie.
                                                    > i mam juz wiedze na temat alkoholizmu, walkowalem to 6 tygodni.
                                                    > i wlasnie- tyle walkowalem, wiec chce zaczac zajmowac sie tym, co mnie boli.

                                                    Nie uwierzę w wyleczenie czy zaleczenie alkoholizmu w 6 tygodni. Nawet najwięksi
                                                    szarlatani tego nie proponują.

                                                    I ja nie rozumiem, dlaczego Ty oczekujesz od terapii uzależnienia, żeby w
                                                    terapii uzależnienia leczono np. fobię społeczną. Terapia uzależnienia ma na
                                                    celu zaleczenie uzależnienia. Pozostałymi problemami w tej terapii zajmuje się
                                                    tylko o tyle, o ile jest to konieczne dla zaleczenia alkoholizmu.

                                                    Zachowujesz się tak, jak byś wszedł do księgarni kupić książkę i miał żal, że
                                                    księgarz Ci przy okazji nie sprzedał kiełbasy, którą potrzebujesz na kolację.
                                                    Nawet jeśli czujesz, że jesteś bardzo głodny, to nie księgarnia jest miejscem
                                                    gdzie się sprzedaje kiełbasę.

                                                    Co do sprzeciwu wobec zasady "piję bo piję". Z ręką na sercu, czy naprawdę
                                                    uważasz, że piłeś bo nie masz dziewczyny? Czy to jest racjonalny powód do picia,
                                                    a nie tylko odtłumaczanie sobie?

                                                    Jeśli chcesz zająć się swoją fobią społeczną to idź do miejsca, gdzie się tym
                                                    zajmują (np. oddziały leczenia nerwic).
                                                  • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 15.06.06, 20:14

                                                    I ja nie rozumiem, dlaczego Ty oczekujesz od terapii uzależnienia, żeby w
                                                    > terapii uzależnienia leczono np. fobię społeczną. Terapia uzależnienia ma na
                                                    > celu zaleczenie uzależnienia. Pozostałymi problemami w tej terapii zajmuje się
                                                    > tylko o tyle, o ile jest to konieczne dla zaleczenia alkoholizmu.

                                                    ja to wiem, nie oczekuje leczenia fobii w osrodku uzaleznien, po prostu tam
                                                    slyszalem pare razy, ze wszystkie moje problemy biora sie z picia i ze na tym
                                                    bede sie koncentrowal a nie na jkichs "wymyslach".
                                                    i o tym caly czas mowie.
                                                    szczerze mowiac to ja mam juz dosc tych terapii wszystkich fachowych, bo im
                                                    glebiej w nie wnikam tym sie gorzej czuje.
                                                    to dla mnie jest najlepszy miernik.
                                                    a problem, o ktorym mowil janu- ze ja gadam "nie moge, nie chce" a nie robie tak
                                                    polega na tym, ze nie przezywam ten wewnetrzny konflikt- wlasnie miedzy tym co
                                                    ja czuje i uwazam za zle a tym co slysze od terapetow.

                                                    o do sprzeciwu wobec zasady "piję bo piję". Z ręką na sercu, czy naprawdę
                                                    > uważasz, że piłeś bo nie masz dziewczyny? Czy to jest racjonalny powód do picia
                                                    > ,
                                                    > a nie tylko odtłumaczanie sobie?

                                                    gdyby tak prosto to ujac to tak, to jest tlumaczenie- bo jak sie nie ma
                                                    dziewczyny to sie idzie jej szukac a nie pije.
                                                    ale to takie proste nie jest i nie ma przelozenia.

                                                    ja caly czas pijac mialem swiadomosc, ze pijac i uciekajac od problemow zle
                                                    robie- nie musialem wymyslac pretekstow czy sie zaslaniac, robilem to jakby jawnie.
                                                    tzn. nie "pije bo nie mam dziewczny" tylko "pije bo nie umiem sobie z tym radzic
                                                    i wiem ze to zle, ale nie mam sily/ odwagi/ by to zmienic."

                                                    u mnie wystepowal taki chemat, ze frustrowalem sie i w pewnym momencie brakowalo
                                                    mi sil, zrzeralo mnie napiecie i sie szedlem napic.
                                                    nie tak, ze w srode wieczorem chcialo mi sie pic to sobie mopwilem "nie mam
                                                    dziewczyny to moge".

                                                    pisalem juz, ze ja mialem duze wyrzuty sumienia od poczatku picia, wiedzialem ze
                                                    to mi nie pomaga.
                                                    ale pilem dalej - nie przestawalem- bo nie moglem sie pogodzic z tym, ze inni
                                                    pija a ja nie.
                                                    ale w pewnym momencie stwierdzilem, ze jednak sprobuje, dam sobie szanse.
                                                  • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 13.06.06, 20:46
                                                    To się czuję alkoholikiem czy nie nie jest w tej dyskusji istotne!
                                                    ( gwoli scislowsci- czasem sie czuje czasem nie:))
                                                    Chodzi mi tylko o to- co powtarzam- ze ja zyje w rozdwojeniu:
                                                    z jednej osobiscie jestem przekonany, ze moj problem alkoholowy nie jest
                                                    jedyny i wiecej, nie jest najwazniejszy.
                                                    a jednoczesnie terapeuci mi mowia, ze wszystki emoje problemy wiaza sie z
                                                    alkoholem.
                                                    i jest tak, ze moj umysl nie wie co myslec, bo z jednej strony uwaza swoje, z
                                                    drugiej nie jest tez w stanie zanegowac calkiem slow terapetow.
                                                    dodam, ze chodzilem wczesniej- przed terapia- do psycholog kilka miesiecy, i
                                                    ona mi powiedziala, ze moje problemy tkwiagdzie indziej, a picie jest forma
                                                    ucieczki.
                                                    wiec to nie jest tak, ze sobie calkiem to wymyslilem.
                                                    w tym watku chodzi mi TYLKO O TO

                                                    a swoja droga uwazam, ze wmawianie, ze mozna trzezwiec tylko w jeden sposob
                                                    jest albo naiwna dobrocia, albo sekciarstwem
                                                  • janulodz Re: jeszcze raz bo zamotalem 13.06.06, 22:25
                                                    Addi
                                                    Ja od trzech i pół roku trzeźwieję, bez tych wszystkich "para", "psycho", "neuro", "teo" i jeszcze innych logii i jestem trzeźwym, normalnym człowiekiem, bez żadnych obciążeń i stresów. Przyjąłem zasadę, że z każdej sytuacji są przynajmniej dwie drogi wyjścia. Nie ma jedynej słusznej. To po prostu demagogia. Trzeba umieć wybierać. Skończ z tymi rozmyślaniami i idź na plażę, na deptak, rozejrzyj się wkoło. Na pewno coś znajdziesz. Nie pijesz i nie zamierzasz. Teraz weź się za życie. Bądź mężczyzną.
                                                  • rauchen Re: jeszcze raz bo zamotalem 13.06.06, 23:24
                                                    addi,
                                                    miales jakies tam problemy, ktore zapijales,
                                                    teraz poszedles na terapie, znow problem, kolejny, sama terapia jest dla ciebie
                                                    problemem, bo ci nie za bardzo odpowiada, szkoda tylko ze tam ucza zeby nie
                                                    pic, bo pewnie jak to problem, to bys normalnie go zapil;
                                                    kolejna sprawa z ta dziewczyna: czy ty masz taka wizje, ze po spotkaniu tej
                                                    twojej pierwszej dziewczyny wszystkie inne problemy sie skoncza?
                                                    Niech ta dziewczyna nawet i aniolem byla, to tez bedzie to problem, bo to aniol
                                                    nie dziewczyna. I tez pewnie najlepiej byloby zapic, bo tez stwierdzisz ze nie
                                                    zaslugujesz na aniola.
                                                    Pewnie jak tylko zdecydowales sie na ta terapie, to z wiara w to, ze ta
                                                    wymarzona akurat tam znajdziesz, bedzie stala w drzwiach i od razu rzuci ci sie
                                                    w ramiona. I juz addi uleczony.

                                                    Problemy beda addi zawsze, mniejsze wieksze lub posrednie.
                                                    Ty po prostu wez tylek w garsc i zacznij pracowac nad soba, bo bez tego nigdzie
                                                    nie pojdziesz. Na razie dalej szukasz problemow.
                                                    Jestes jak hipohondryk czytajacy encyklopedie medyczna, ktory juz tylko wez i
                                                    umrzyj - tak sie zaczytujesz w tej psychologii i tak doszukujesz na ile ty
                                                    alkoholik na ile nie, na ile terapeuci maja racje na ile nie.
                                                    Czy ty w ogole sprobowales sie doszukac w tej calej terapii czegos, co moglbys
                                                    rozwinac, a nie zawiklac, zeby pomoc sobie nie tylko w piciu, ale tez i w
                                                    zyciu???
                                                  • e4ska Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 00:45
                                                    "Ja wiem, że trudno jest jak się ma dwadzieścia kilka lat i nigdy nie miało się
                                                    dziewczyny. Ale może warto jeszcze kilka miesięcy poczekać i najpierw "zaleczyć"
                                                    swój alkoholizm, a dopiero potem zająć się swoimi problemami w kontaktach z
                                                    kobietami. Powiedz sam: jesteś w tej chwili gotowy na to, żeby na serio wziąć
                                                    się na bakier ze swoimi problemami w związkach, pracować nad tym, przeżyć wiele
                                                    porażek, być parę razy porzuconym itd.? Jesteś teraz gotowy na terapię swojej
                                                    fobii, na trening społeczny, wystawianie się na cudzy śmiech albo komentarze,
                                                    jak Ci się zaczną trząśc ręce? Jesteś już gotowy na pracę nad zaufaniem, na to,
                                                    że podczas tej pracy wielokrotnie zostaniesz zraniony?"

                                                    Addi, czy to są słowa terapeutów?

                                                    Jeśli tak, to... - to jest po prostu nie do uwierzenia.

                                                    Addi, na miłośc się nie czeka, jej się nie zaplanuje, ona sama przyjdzie, dobra
                                                    albo zła. Nad miłością się nie "pracuje", terapeutom wszytko z pracą się
                                                    kojarzy, a gdzie spontanicznośc, gdzie instynkt, gdzie radość?

                                                    "przeżyć wiele porażek, być parę razy porzuconym" - Addi, czemu "wiele", czemu
                                                    "parę razy"? Miłość zawsze jest ryzykiem, ale nie na tym ono polega. Kto Ci
                                                    wmawia, że bedziesz porzucany, raniony? Z takim nastawieniem nigdy nikomu nie
                                                    zaufasz, i nic do rzeczy nie mają drżące ręce, czy rumieniec, czy czerwone
                                                    uszy... Raz Ciebie porzucą, raz Ty porzucisz, to zwyczajna rzecz i nad tym
                                                    pracować nie trzeba. Takie odwieczne plesirdamur, drogi Addi.

                                                    "trening społeczny, wystawianie się na cudzy śmiech" - Addi, albo musisz być
                                                    niesamowicie brzydki, antypatyczny, odpychający i wtedy, mówię z powagą, zbieraj
                                                    kasę na operację plastyczną, albo terapeuta robi Ci wielką krzywdę, kto wie, czy
                                                    świadomie?

                                                    Miłość, poszukiwanie bratniej duszy, potrzeba przyjaźni, tak, może zacznij od
                                                    przyjaźni, nie bój się ludzi, Addi, bądź dobry dla dziewcząt, bądź miły, zobacz
                                                    w dziewczynie człowieka, z ktorym mozna rozmawiac, komu trzeba pomoc nieraz, nic
                                                    nie "przerabiaj", ...a kobiety lubią się śmiać z mężczyzn, na tym polega ich
                                                    urok, ich kokieteria:)

                                                    Nie ma na świecie nikogo, kto ma prawo wyznaczać Twoje scieżki, nie ma takiego
                                                    mędrca ani proroka, który wie, co dla Ciebie dobre. Natura wyposażyła Cię w
                                                    rozum, więc nim się kieruj, a nie cudzym gadaniem, jeśli nie wiesz, co ta osoba
                                                    gadająca naprawdę sobie myśli.

                                                    "Dla was to jest zabawa, nam chodzi o życie"... zabawa czy zarobek, nieważne,
                                                    ale że o życie chodzi, tego jestem pewna.
                                                    No i nie pij:)
                                                    Trzymanko:)
                                                  • drak02 Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 10:20
                                                    Eska, jak zwykle sentymentalna i romantyczna:)
                                                    Miłosc to tylko chwilowe otumanienie które wczesniej czy później przechodzi.
                                                  • e4ska Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 12:27
                                                    Złota myśl fachowca: "Jesteś już gotowy na pracę nad zaufaniem, na to,
                                                    że podczas tej pracy wielokrotnie zostaniesz zraniony?"

                                                    Smoku Zerodrugi, sentymentalizm swoją drogą, ale czy według Ciebie miłość to
                                                    ciężka i niewdzięczna praca, podczas której mozna zostać rannym - sadomaso jakie
                                                    czy co?

                                                    Jestem pracoholiczką, nie ukrywam, zawsze lubiłam pracować i nadal lubię:)

                                                    Mniej sentymentalnie: może niektórzy powinni popracować w agencji jakiej, praca
                                                    zdecydowanie bezpieczniejsza niż przepracowywanie na terapiach, a przyjemność
                                                    nie tylko duchowa...
                                                  • drak02 Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 15:53
                                                    Wyraziłem tylko swój chwilowy brak entuzjazmu odnośnie uczuć wyższych:)
                                                  • kmk25 Re: jeszcze raz bo zamotalem 15.06.06, 15:19

                                                    > Smoku Zerodrugi, sentymentalizm swoją drogą, ale czy według Ciebie miłość to
                                                    > ciężka i niewdzięczna praca, podczas której mozna zostać rannym - sadomaso jaki
                                                    > e
                                                    > czy co?

                                                    Nie pisałem o miłości, tylko o pracy nad zaufaniem - nie przypisuj mi opinii,
                                                    który nie napisałem.

                                                    Ale nad miłością też trzeba wspólnie popracować, rozwijać ją, czasem jest to
                                                    trudne i bolesne, są cięzkie chwile, ale miłość pozwala je przetrwać i jak
                                                    przetrwa, to staje się jeszcze dojrzalsza. To nie ma nic wspólnego sado-maso,
                                                    bo ja nie mówię o czerpaniu przyjemności z cierpienia. Ale nie wyobrażam sobie
                                                    wieloletniej miłości, w której zawsze wszystko byłoby cacy i świetnie. To chyba
                                                    jakaś iluzja by była.
                                                  • addicted1 Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 17:49
                                                    rauchen napisała:

                                                    > addi,
                                                    > miales jakies tam problemy, ktore zapijales,
                                                    > teraz poszedles na terapie, znow problem, kolejny, sama terapia jest dla ciebie
                                                    >
                                                    > problemem, bo ci nie za bardzo odpowiada, szkoda tylko ze tam ucza zeby nie
                                                    > pic, bo pewnie jak to problem, to bys normalnie go zapil;
                                                    > kolejna sprawa z ta dziewczyna: czy ty masz taka wizje, ze po spotkaniu tej
                                                    > twojej pierwszej dziewczyny wszystkie inne problemy sie skoncza?
                                                    > Niech ta dziewczyna nawet i aniolem byla, to tez bedzie to problem, bo to aniol
                                                    >
                                                    > nie dziewczyna. I tez pewnie najlepiej byloby zapic, bo tez stwierdzisz ze nie
                                                    > zaslugujesz na aniola.
                                                    > Pewnie jak tylko zdecydowales sie na ta terapie, to z wiara w to, ze ta
                                                    > wymarzona akurat tam znajdziesz, bedzie stala w drzwiach i od razu rzuci ci sie
                                                    >
                                                    > w ramiona. I juz addi uleczony.
                                                    >
                                                    > Problemy beda addi zawsze, mniejsze wieksze lub posrednie.
                                                    > Ty po prostu wez tylek w garsc i zacznij pracowac nad soba, bo bez tego nigdzie
                                                    >
                                                    > nie pojdziesz. Na razie dalej szukasz problemow.
                                                    > Jestes jak hipohondryk czytajacy encyklopedie medyczna, ktory juz tylko wez i
                                                    > umrzyj - tak sie zaczytujesz w tej psychologii i tak doszukujesz na ile ty
                                                    > alkoholik na ile nie, na ile terapeuci maja racje na ile nie.
                                                    > Czy ty w ogole sprobowales sie doszukac w tej calej terapii czegos, co moglbys
                                                    > rozwinac, a nie zawiklac, zeby pomoc sobie nie tylko w piciu, ale tez i w
                                                    > zyciu???



                                                    zgadza sie, mialem problemy kore zapijalem.
                                                    zgadza sie, mam je nadal.
                                                    zgadza sie, nic z tym nie robie..... no wlasnie.
                                                    nic z tym nie robie, bo wedle terapii tych problemow nie ma.
                                                    bo ja pije bo pije, bo problemy to objaw alkoholizmu, bo one sie wziely z picia itp.
                                                    a w ogole to ja te problemy sam wymyslilem, by miec pretekst do picia.
                                                    (gdy slysze to zdanie krew mnie zalewa).

                                                    owszem, troche mam z hipochondryka. i wlasnie chce sie tego pozbyc. chce byc
                                                    bqardziej wyluzowany i mniej sie skupiac na sobie.
                                                    a nie pomaga mi w normalnieniu ciagle walkowanie historii picia, myslenie o
                                                    nawrotach itp.

                                                    ja nie neguje sensu terapii.
                                                    ja neguje sens ciagniecia jej w nieskonczonosc i zwalania wszystkiego na
                                                    alkoholizm by moc pokazywac sens ciagniecia tej terapii w te nieskonczonosc.
                                                    i ja to kwestionuje tylko w odniesieniu do siebie, nie w ogole.

                                                    ja nie czekam na ksiezniczke z bajki, nie licze na aniola, licze sie z
                                                    mozliwoscia porzucenia, porazki itp.
                                                    ale to sa normalne rzeczy. przeciez zeby sie tego nauczyc trzeba to przezyc.
                                                    jak bede sie bal porzucenia- to bedzie jak teraz- z tego strachu nie zrobie kroku.

                                                  • addicted1 Teraz pozytywnie. 14.06.06, 17:57
                                                    może rzeczywiscie wyglada tak, jakbym tylko krytykowal. a raczej tak jest.
                                                    ja dzieki terapii, temu forum, mityngom itp bardzo wiele sie dowiedzialem, wiele
                                                    zobaczylem i zrozumialem (moze to duze slowo).

                                                    POZNALEM FAJNE POJECIA TAKIE JAK WDZIECZNOSC, POKORA, ZDROWIE DUCHOWE.
                                                    dzieki terapii stracilem calkowicie komfort picia- z tym ze ja rozumiem to tak,
                                                    ze poczulem w sobie faktycznie nie tylko werbalnie te prawde, ze przed
                                                    problemami z alkoholem nie uciekne i ich nie rozwiaze.

                                                    i ja duzo zyskalem i duzo wyciagnalem.
                                                    chce miec tylko prawo do wlasnego myslenia i prawo do tego, bym wzial to co mi
                                                    pomaga.
                                                    nie podoba mi sie zasada "bierz wszystko albo nic".
                                                    ze jak wezme jedna rzecz a innej nie to jakbym bluznil.

                                                    terapia to nie religia, aa to nie wyznanie.

                                                    irytuje mnie takie podejscie calosciowe do efektow terapii- albo ktos zachowuje
                                                    sie w 100% wedlug "naszych" zasad, albo jest wszystko nie tak.



                                                    ludzie, przeciez nawet jezeli ktos pojdzie na terapie i nawet gdy po miesiacu
                                                    wroci do picia to jednak korzysci sa- byl trzezwy,
                                                  • janulodz Weź sie w końcu w garść 14.06.06, 22:27
                                                    Addi
                                                    Ty jesteś po prostu żałosny facet z tym autonakręcaniem się.
                                                    Co to znaczy do k... nędzy, że Ty chcesz mieć prawo do własnego myślenia. A kto Ci tego zabrania?. Bierzesz to co Ty chcesz, a nie to co Ci każą. Wdzięczność, pokora,potem uległość, rezygnacja, podporządkowanie, poddaństwo.
                                                    Jak ja to czytam to mam wrażenie, że już kiedyś to przerabiałem, tylko w innej rzeczywistości.
                                                    Chłopie walnij Ty się w końcu w łeb, bo całkiem ześwirujesz.
                                                  • cortona Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 18:22
                                                    Ja ciągle myślę, dlaczego ludzie szukają wyjaśnienia przyczyn swojego
                                                    alkoholizmu, zamiast po prostu odstawić alkohol. Co mnie obchodzi dlaczego
                                                    zaczęłam nadużywać, skoro wiadomo, że nadużywam.
                                                    Dajmy spokój tym swoim biednym rodzicom, którzy starali się jak mogli, tym
                                                    niedobrym mężom i żonom, niżom i wyżom.
                                                    Addi, jaki Ty masz problem? Pijesz? To przestań i już.
                                                    Wydaje mi się, że jeśli człowiek usprawiedliwia swoje picie, bo rodzice nie
                                                    tacy, nikt mnie nie kocha, nie jestem tak inteligentny jak bym sobie życzył -
                                                    to jest w wielkim niebezpieczeństwie, bo zawsze się może usprawiedliwić i znów
                                                    zapić.
                                                    Ja nauczyłam się na tym forum tego, że "pijak pije, bo chce".
                                                    Pozdrowienia dla Eski:))
                                                    A dzisiaj dzień niebezpieczny, bo w perspektywie długi weekend. Sama nie czuję
                                                    się zbyt bezpiecznie:(
                                                  • cortona Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 20:59
                                                    No i stało się, poszło jedno winko. Ale więcej to już nie!
                                                    I co, mam w poniedziałek lecieć do terapeuty, czy dalej się pilnować?
                                                    Zawołam, jak nasza ulubiona A5, Eska, ratuj!
                                                  • cortona Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 21:56
                                                    Rauchen, a może Ty coś powiesz upadłej koleżance? Tylu mam tu przyjaciół, a
                                                    nikt nie chce się zająć mną w niedoli.
                                                  • cortona Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 22:20
                                                    Godz.22.15. Wynik meczu 0:0. Tak doniósł mi mój poczciwy mąż.
                                                    Rozumiem, że dla trzeźwych alkoholików mój problem jest marginalny.
                                                    Pozdrawiam i idę spać:)))
                                                  • e4ska Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 23:41
                                                    Cortona, nie Ty jedna w ten piękny wieczór złamałaś swoje przyrzeczenia. Mecze,
                                                    święta połączone w długi weekend są dla alkoholików — świadomych lub
                                                    nieświadomych — groźną pułapką. Niejeden ciąg dziś zaczęty skończy się razem z
                                                    człowiekiem - statystyka ma swoje prawa.

                                                    Nawet gdybym była przy Tobie, oszukałabyś mnie, żeby się napić.
                                                    Co odczuwam na wiadomość, że Ci się nie udało? Moje odczucia są chyba
                                                    identyczne jak te, które szarpią aowca, kiedy dowiaduje się, że przyjaciel
                                                    zaczął pić. Poczucie totalnej bezsilności.

                                                    Cortono, nie licz na cuda terapii. Że sobie pójdziesz w poniedziałek i spoko.
                                                    Najlepszy terapeuta nie zagwarantuje Ci wyjścia na prostą. Że sobie popijesz, a
                                                    w razie czego na odwyk. Znam faceta, który po pierwszym odwyku upił się rok
                                                    później, a po drugim tego samego dnia. I sam tam poszedł, bez namowy. Bo
                                                    wiedział, ze mu nie wolno pić, bo jest chory. Umarł więc w sposób logiczny,
                                                    zgodnie z prawami łańcucha przyczyn i skutków, można powiedziec - po bożemu,
                                                    zgodnie z naturą wszechrzeczy.

                                                    Najpierw: pijesz, bo nie wierzysz, ze jesteś alkoholiczką. Na terapii
                                                    udawadniają delikwentowi, ale niektórzy i tak nie wierzą. Ja wiem, że jestem
                                                    uzależniona, nikt mi tego nie musiał mówić. Mnie to wystarcza. Samowiedza.
                                                    Dlatego w lodówce stoi szampan, jaki dostałam na Sylwestra. Jest tam juz pół
                                                    roku, a ja go jakoś dziś na nowo przyuważyłam, bo, otwierając lodówkę setki razy
                                                    nie zwracałam uwagi. I co? Troche się zdziwiłam, że tak mi już wszystko jedno,
                                                    kiedy patrzę na alkohol. Podobnie nie ruszyłaby mnie działka amfy ani najlepszy
                                                    papieros - bo nie jestem narkomanką ani palaczką, jestem alkoholiczką w stanie
                                                    spoczynku... niech sobie inni piją, ja już swoje odrobiłam...

                                                    Po prostu... żal. Widać, że jeszcze raz musisz spróbować, ale nie martw się na
                                                    zapas... W AA tez nie od razu wszyscy przechodzą na pełną abstynencję. Może
                                                    następnym razem i Ty znajdziesz swoją drogę.
                                                    Pozdrawiam, śpij z daleka od koszmarów...
                                                  • 7zahir Re: jeszcze raz bo zamotalem 14.06.06, 22:28
                                                    Poczytaj.
                                                    Moze cos wreszcie do Ciebie trafi.

                                                    wiadomosci.onet.pl/1337369,242,1,1,kioskart.html
                                                  • janulodz Cortona zrób to 14.06.06, 22:53
                                                    Przecież Ty doskonale wiesz, co masz zrobić, tylko to wydaje Ci się takie straszne. Myślisz, że masz nad tym kontrolę, a to g...o prawda.
                                                    Mnie też się tak wydawało. Ale w końcu podjąłem tę decyzję i nie żałuję.
                                                    Jak w tytule.
                                                  • janulodz Re: Cortona zrób to 14.06.06, 23:09
                                                    Żeby nie było wątpliwości, miałem na myśli całkowite i bezpowrotne odstawienie alkoholu. Bezpowrotnie. Całkowicie. Na zawsze.
                                                  • 7zahir Re: Cortona zrób to 14.06.06, 23:32
                                                    Nic jej nie przekona.

                                                    Wraz z Eską jest przekonana,
                                                    że alkoholizm mozna zaleczyć dzieki
                                                    sile woli i umysłu :-)

                                                  • e4ska Re: Cortona zrób to 14.06.06, 23:45
                                                    Tak, alkoholizm można zaleczyć dzięki sile woli i umysłu. Ale trzeba mieć jedno
                                                    i drugie.
                                                  • 7zahir Re: Cortona zrób to 15.06.06, 10:49
                                                    Zrozum wreszcie, że Ty nie masz pojecia
                                                    o alkoholiźmie droga Esko.
                                                    Nie masz nawet podstawowych wiadomości!!!
                                                    Silna wola u alkoholika???
                                                    To brednie!!!
                                                    Poczytaj najpierw i spróbuj zrozumieć,
                                                    jesli wogóle jestes do tego zdolna
                                                    i nie wciskaj kitu na tym forum-
                                                    bo jestes rozkosznie śmieszna i wszyscy to widzą:-)
                                                  • rauchen No i masz Cortona placek :( 15.06.06, 15:06
                                                    piszesz, zeby dac spokoj tym biednym rodzicom, ktorzy tak sie starali, az sie
                                                    wystarali dla swoich dzieci dziecinstwo, ktore w pewnym momencie odbija sie i
                                                    piecze zgaga w gardle,
                                                    a sama temu winku spokoju nie dalas, wypilas, i wolasz o pomoc.
                                                    Dziecinstwo ma sie jedno, zazwyczaj juz za soba, rodzicow tez ma sie jednych,
                                                    tego sie nie wybiera.
                                                    Ale butelek z winem w sklepie wiele, mozna wybierac, przebierac itd.
                                                    Jest wybor - pije albo nie pije, biore ten pierwszy kieliszek, albo nie.
                                                    I ty wczoraj kieliszek wybralas. Wiec nie narzekaj, bo ty mialas wybor.
                                                  • e4ska Re: No i masz Cortona placek :( 15.06.06, 23:51
                                                    Placek? chyba kacyk:)
                                                    Twój, Cortono, widowiskowy wieczór winny urozmaicił forumowe życie, heh,
                                                    wreszcie jakiś czynny alkoholik... siedzi teraz cichutko i udaje, że - nikogo
                                                    nie ma.
                                                    Co tam u Ciebie? W ciągi jeszcze nie wpadasz, no to się odezwij... Możesz pisac
                                                    z rumieńce, i tak nie będzie widać:)))
                                                    Pozdrowienia dla poczciwca, ale wynik mogłby podać troszkę lepszy:(((
    • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 15.06.06, 09:17
      Dużo w swoich postach wypisuje o swoich licznych problemach i kiepskim życiu
      gdyz wiem, ze zródło moich zmartwien tkwi we mnie, w moich postawach,
      zachowaniach, wychowaniu, nawykach itd.
      Wiem, że w duzym stopniu sam jestem zrodlem swoich niepowodzen.
      Napisze wiec o sobie troche konkretniej...
      Jestem uwazany za przystojnego, wiele kobiet interesowalo sie mna.
      Jestem uwazany za inteligentnego, nawet skonczylem studia (co prawda ponizej
      swoich aspiracji i mozliwosci, ale za to z wyroznieniem i najwyzsza ocena).
      Mam od lat wielu przyjaciół i znajomych, czyli chyba jestem lubiany.
      Mam liczne i wszechstronne zainteresowania, wiec jest wiele rzeczy ktore
      chcialbym/ moglbym robic w zyciu.

      A jednak: nie stworzylem zadnego zwiazku z kobieta, moje zycie zawodowe to
      prace na najnizszych stanowiskach za najnizsze stawki.
      nie mam mieszkania, a wynajem to byly z reguly niemal rudery i drugi czlowiek
      na łbie.
      Na hobby nie bylo czasu i pieniedzy, wiec je zaniedbywalem, przy chetnej pomocy
      alkoholu.
      Czasami sam sie smieje, gdy czytam: wysokie osoby osiagaja w zyciu wiecej (mam
      190), niski glos to przepustka do kariery (mam bas).
      To tylko takie przyklady, dygresje, ale dosyc wymowne.

      Stale odczuwalem narastajacy przez lata lęk, poczucie nizszosci, odmiennosci.
      Do tego doszla ta cholerna fobia- obawa przed drzeniem rak, ktora mnie
      paralizowala. A ona uwazam to tez manifestacja leku? niskiej wartosci? albo
      wszystkiego po trochu.
      Nie rozumialem tego- jezeli bylo tak dobrze to czemu bylo tak zle?
      Lata biegly, a moja sytuacja sie nie zmieniala- czyli naprawde pogarszala, w
      mysl zasady jak sie nie rozwijasz to sie cofasz.
      Stad rosnaca frustracja i picie coraz wiecej.

      A przeciez moje aspiracje sa chyba adekwatne, nie sa ksiezycowe, sa osiagalne,
      nie zmyslam i nie wyolbrzymiam. A jednoczesnie obiektywnie mam zle.

      Dzis wiem, ze nie chce juz uciekac przed problemami w alkohol i uzywki. Chce
      sie zmieniac. Chce sie dobrze czuc i miec normalne zycie. I chce zaczac to
      robic juz, nie odkladac jak kiedys.
      Troche zaczynam. Troche juz robie.

      Ale- i tu jest moja niezgoda. Moj lęk i problemy byly wyimaginowane i braly sie
      z unikow.
      Uniki i ucieczki potegowaly lęk. Wiec logiczne wydaje mi sie, ze powinienem
      robic odwrotnie.

      Wiec z jednej strony- tak, moze jestem niegotowy do zmierzenia sie z
      problemami. ale to wlasnie ta moja "niegotowosc" mnie popychala w picie.

      Boje sie uciekac w swiat mityngow, w hermetyczny swiat AA, bo to jeszcze
      pogorszenie mojej sytuacji.
      Boje sie katowac sie swoimi istniejacymi i wymyslonymi wadami, błędami i
      wyrzadzonymi krzywdami- bo i tak sie mocno katuje i zle o sobie mysle.
      Nie powinienem sie straszyc ciagle mysla o nawrotach i "smiertelnej
      nieuleczalnej chorobie", bo i tak sie wszystkiego boje.
      A gdy slysze, ze moje problemy sa tylko objawem picia czy pretekstem to jeszcze
      mniej rozumiem.
      A robie to. moze faktycznie mam wyprany mozg?

      A tak troche zartem- ogladałem wczoraj chyba pierwszy raz w zyciu sloneczny
      Patrol. wiem, banal i rzemioslo.
      jakos chcialo mi sie tam przeniesc, do tej wyidealizowanej Kaliforni.
      Ale tu "ziemia, ziemia", mityng i kolejny raz " psychiatryk, więzienie, grób
      albo wspolnota..."
      proza zycia:)




      I to chyba tyle w tym temacie.
      Wiem, ze macie juz dosyc, ze kilka razy pisze o tych samych rzeczach i w kolko
      walkuje to samo i juz jestem nudny.
      Mam swiadomosc, ze moje wypowiedzi sa chaotyczne i trudne w odbiorze- ale to
      odbicie moich mysli.
      Dzieki za cenne uwagi i slowa.

      Znowu powtorze:)- ja naprawde doceniam pozytywne rzeczy w terapii i w AA.
      np. podoba mi sie w AA samo to, ze w polskim malo obywatelskim spoleczenstwie
      taka wspolnota dziala.
      Mam swiadomosc, ze wspolnota i terapeuci ratuja mnostwo ludzi i rodzin, a nawet
      ze chca tez mnie uratowac.

      tylko ja juz nie chce tych mocnych lekow na zoladek, bo mi nerki siadaja.
      • baasil Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 16.06.06, 08:46
        addi przeczytaj może jeszcze raz mój post z 12.06
        i zrzuć to piętno nieudacznika.jeteś jedyny ,niepowtarzalny,wyjątkowy.a że
        niedoskonały,tylko kto na tym świecie jest idealny?dla mnie odkrycie prawdy o
        sobie tzn.że nie jestem maczo,że mam kupę wad i słabości,że popełniam masę
        błędów,że nie wyglądam jak Adonis(bliżej mi do Quasimodo),że nie znam prawd
        absolutnych było tak odkrywcze i uwalniajające,że uważam ,iż tak naprawdę
        dopiero zacząłem żyć pełnią życia.tylko powoli, nie od razu,na wszystko jest
        odpowiedni czas:i na miłość,i na przyjaźń, na sukcesy i na porażki(nie
        oszukujmy się - one też są częścią naszego życia).tylko daj sobie szansę. (ja
        obchodzę urodziny dwa razy w roku:raz "fizyczne"- to te z matki,a drugi
        raz "duchowe"-te z siebie,w rocznice niepicia).a problemów mam w życiu
        "więcej" niż gdy piłem.ale to tylko dlatego,że dzięki temu,iż jestem trzeźwy
        jestem w stanie je dostrzec i próbować rozwiązywać , a nie przed nimi uciekać.i
        wcale nie jest łatwo.robię więc i zmieniam to na co mam wpływ - i ciągle
        jeszcze się tego uczę.
        ps.Łapska trzęsą mi się nadal,taka moja uroda.w Kaliforni na plaży nie
        widziałem ani jednej!tak idealnej kobiety jak w
        "Patrolu"(w ogóle społ.amerykańskie jest zapasione w 60%).
        jak sam zauważyłeś, to my sami karmimy się iluzjami i stąd potem bolesne
        rozczarowania.
        dlatego ja żyję w świecie takim jaki jest.czego i tobie życzę.
        • baasil Re: do cortony i eski 16.06.06, 09:10
          - każdy moment jest dobry do zmiany.tu i teraz.i by przestać pić.
          a pierwszy kieliszek to dla mnie za dużo,następnych tysiąc byłoby za mało.
          - spróbuj za pomocą silnej woli powstrzymać biegunkę(lub katar).
          gdybym miał silną wolę to bym teraz pił (i mógł to picie kontrolować).a
          rozumem to latami temu zaprzeczałem i z tym walczyłem.gdy się poddałem-
          przestałem walczyć.i trzeźwieję,i nie muszę swego picia kontrolować.taka moja
          choroba. i dobrze mi tak.
        • addicted1 Re: alkoholizm- co bym nie odpowiedzial 16.06.06, 15:52
          Dzięki. Przeczytałem.
          Wiem, ze powinienem pozbyc sie tego leku przed niepowodzeniem, błędem i
          niedoskonałością. Masz rację. Ale ciężko mi to zrobić.
          Kiedys kupilem taka ksiazke nt roznych fobii i tam byla przedstawiona taka
          koncepcja - pozbycie sie fobii (agorafobii, spolecznej, itp)przez przyzwolenie.
          Czyli zeby nie walczyć z atakami paniki tylko je zaakceptowac i spokojnie
          przeczekac. A wtedy one sie zmniejszaja az wygasna.. Wedle tej ksiazki- i to
          sie u mnie zgadza w 100%- tak naprawde lęk i panike wywoluje wyobrazenie
          niebezpiecznych sytuacji i obawa przed ich nadejsciem, oczywiscie
          wyolbrzymiona, a nie rzeczywiste zle wspomnienia. podobno to bardzo dobrze
          działa.
          Ja zawsze balem sie "na zapas", i z tego strachu rezygnowalem z dzialania
          (a dobrym sposobem na rezygnacje w miare bezbolesna byl alkohol), co wzbudzalo
          we mnie straszne wyrzuty sumienia
          Ale jakos jeszcze chyba jestem zbyt uparty, by takie "niedorzecznosci" przyjac.
          To podobnie jak z tym aowskim przegrac aby wygrac.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka