janulodz 23.09.06, 11:16 Co z Tobą. Brakuje Twojego ciętego języka. Addi juz sieje na kilkudziesięciu wątkach i cały czas się dopomina, żeby mu przyłożyc:))) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
addicted1 Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 11:31 anulodz napisał: > Co z Tobą. Brakuje Twojego ciętego języka. Addi juz sieje na kilkudziesięciu wą > tkach i cały czas się dopomina, żeby mu przyłożyc:))) Ucziciwe musze przyznac ze tak bylo i jest. Widze, ze robie na forum za worek do wyzycia sie- moze byc i tak. ( psychologiczny mechanizm opisany przez Aronsona- jezeli osoba stawia sie w roli ofiary to inni te sposobnosc ochoczo wykorzystuja i " slowo cialem sie staje"). Odpowiedz Link Zgłoś
luna_76 Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 11:35 addicted1 napisał: > anulodz napisał: > > > Co z Tobą. Brakuje Twojego ciętego języka. Addi juz sieje na kilkudziesię > ciu wą > > tkach i cały czas się dopomina, żeby mu przyłożyc:))) > > Ucziciwe musze przyznac ze tak bylo i jest. > > Widze, ze robie na forum za worek do wyzycia sie- moze byc i tak. > ( psychologiczny mechanizm opisany przez Aronsona- jezeli osoba stawia sie w > roli ofiary to inni te sposobnosc ochoczo wykorzystuja i " slowo cialem sie sta > je"). Addi - Ty się zdecyduj :) uczciwie przyznajesz, że owszem, tego pragniesz, a po chwili, że rola "worka" Ci nie pasi; za ciasny? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 11:42 Addi - Ty się zdecyduj :) uczciwie przyznajesz, że owszem, tego pragniesz, a po > > chwili, że rola "worka" Ci nie pasi; za ciasny? ;) Ja przyznaje, ze sie nadstawiam- ale nie dla masochistycznej satysfakcji, tylko traktuje to jako wyzwanie. raczej mam mentalnosc nieustepliwego wojownika i bojownika i tocze wojny z pracodawca nawet o brak rolki papieru w kiblu. chociaz czasem przez zbytnia naiwnosc albo nieufnosc sie i podlozyc mi zdarzy. a mechanizm Aronsona wspomnialem by obnazyc pokazac, ze ten prosty mechanizm dziala nawet wsrod takich psychologicznych specow jak niepijacy alkoholicy:) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Zyciowy epilog- jestem zerem 24.09.06, 21:32 Tak o sobie treraz mysle. Mam nastroj samobojczo- depresyjno- bezsilny. Sam pozbawiam sie swojej godnosci. NMapisalem o tym mechanizmie psychologicznym- i dzis doswiadczylem, ze w nim tkwie. Mam straszne problemy w kontaktach z rodzina. Siostra, u ktorej kątem mieszkalem kilka miesiecy (bylem po ciezkim zabiegu ale matka nie chciala mnie w domu, siostra mi powiedziala "mieszkaj u mnie, nie jedz do starych") powiedziala, ze jej zawalalem i ze mnie nienawidzi, ze jestem nieudacznikiem, leniem, pasozytem i ze jestem wredny. Zdalem sobie sprawe, ze tocze straszny bój o swoja godnosc, ktory przegrywam. Walcze sam ze soba., Przeczytalem na tym forum o swojej upierdliwosci, o tym ze 100 razy pisze to samo i tlumacze, ze jestem nudny- i ja to wiem. ALe nie umiem tego opanowac. w ogole tego nie kontroluje. chcialbym to zmienic o niue umiem. Caly czas sie tlumacze ze swego zycia, z wszystkiego. A zarazem jestem zakala rodziny. chce sie od nich odseparowac, uwolnic, bo w tej rodzinie zawsze obowiazywala mentalnosc wyliczania wszystkiego i przeliczania za pieniadze. Jade za granice na inny koniec swiata- to moja ostatnia szansa. Jak dam dupy- zrezygnuje. Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 24.09.06, 21:42 Nie chce litosci, nie chce sie użalać ( choc mi trudno) ALe zauwazylem, ze wlazlem w ta role ofiary w swej rodzinie. Dobra i pracowita siostra, wszystko bylo mi dane- a tu wyszedl zakała, pasożyt, niezaradna oferma ktora nic nie potrafi. Dzis uswiadomilem sobie, ze ja nawet nie jestem nieudacznikiem!! Nieudacznik to ten, ktory probuje i mu nie wychodzi- ale próbuje. A ja po prostu zrezygnowalem. Uwierzylem we wszystkie zle slowa o sobie, w swoja role. Jednoczesnie uwazam, ze mam jakis potencjal, mam zdolnosci, ale nic nie probuje, bo i tak uznaje, ze mi sie nie uda. I bledne kolo sie toczy. Nie wysylam c.v., nie zaczepiam dziewczyn- i nie mam, co jest "dowodem" na moja nicwartosc. Dramatycznie walcze o "utrate" statusu zula i alkoholika- czyloi tego, co w zyciu wszystko spierniczyl i to jeszcze przez picie. Wiem, ze picie mi nie pomagalo, ale wiem, ze to czesc problemu. Ale to jest wygodny argument dla rodzicow- "piles- nie masz". A ja niby wiem, ze jest inaczej, ale tez zaczynam w to wierzyc. Niby sam nie wierze w ten swoj zerowy potencjal, ale wydaje mi sie, ze ludzie tak mnie widza. Co prawda przyjaciele mnie cenia, lubia, mam ich wielu, ale zaczynam sie bac, ze i oni sie odwroca. Wiec jeszcze wiecej i bardziej sie tlumacze, to przepraszam to atakuje, motam sie, desperacko walczac o jakas godnosc. Przepraszam, ze nudze. To nie kokieteria ani lep na pociechy- ale naprawde juz mam dosc samego siebie. czasami Nienawidze swojego zycia. Gdyby legalna byla eutanazja poprosolbym o nia. Po prostu nieraz juz nie wierze, ze jestem w stanie sie zmienic, ze moge sie wyrwac z tego kręgu tlumaczen, usprawiedliwien, przekonywania, przepraszania i udowadniania. Pojade do innego kraju, inni ludzie, ina kultura. Wiem, ze to ucieczka i moze byc roznie. Ale nic mi nie zostalo. Chce wysjc z roli ofiary, bo zostane zaziobany do reszty. Chce przestac zakladac ten kostium. Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 24.09.06, 21:48 jak komus nie chchialo sie czytac tych kolejnych nudnych moich wypocin- powiem tylko, ze mi lzej, ze to napisalem. podsumuje to: Mam dosc. Musze cos zrobic. Nie wierze w siebie niemal w ogole. ALe bede dzialal. p.s. Rauchen, to nie prowokacja i nie zart- w ogole nie chce mi sie pic w takich chwilach. Zamiast o piciu teraz mysle o sznurku. M.in. taki jest efekt mojej terapii- co mnie tez przeraza, bo boje sie ze kiedys to zrobie. Albo jedno i drugie- dla odwagi. Ale na razie probuje. p.s.2 Tyle podskakuje na tym forum, taki niby wesoly, niby odwazny, niby niezalezny, a taki slabeusz, co? Ale po napisaniu tego posta mam juz lzej i powiem- tak łatwo sie nie poddam. Koniec ze skladaniem ofiary z siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 24.09.06, 21:57 Addi ktoś Ci powinien sensownie odpisać, ale Eski nie ma, a Janu wyjechał. Ta zagranica to niegłupi pomysł. Mój facet ma takiego pogubionego syna. Chłopak wyjechał do Londynu, znalazł pracę w jakiejś fabryce i się trzyma, a jego młodszy brat został w Polsce i siedzi w z.k. Pociech metafizycznych udzielać nie będę, bo czasem mam wrażenie, że Ty i tak mówisz sam do... "ścianki". Ale naprawdę się przejęłam. Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 25.09.06, 13:04 Mysza, wiem, ze mam problemy ze sluchaniem, aly cas probuje to wypracowac, ale cienko mi idzie. Moze to wynika z tego, ze ogolnie nie ufam ludziom i tak naturalnie oczekuje najgorszego- wysmiania, podstepu, drugiego dna itp- stad moja rezerwa. ALe wbrew pozorom nie jest tak, ze az wcale nic mi nie wchodzi- moze tego nie wiac, ale czasm wcodzi i to mocno. Tranzyt: Jakie masz marzenia ? Bardzo wiele. Chyba za wiele. opisze Ci kilka takich obrazkowych Mam takie marzenie, b miec zaciszny domek pod miastem, wsrod drzew, z pokojem pelnym sprzetow muzycznych, gdzie siedzialbym od 6 rano i nagrywal, a zza okna nastrajaloby mnie wpadajace duzymi oknami slonce, albo i chmury, drzewa. Mam takie marzenie, by razem z grupa przyjaciol i soja kobieta marzen byc gdzies 2 tygodnie nad jakimklowiek morzem byle w cieplym kraju. Spedzac wieczory przy plazy, grajac w jakies gry, jedzac fajne rzeczy i chwytajaca nastroj chwili. Mam nawet taki obrazek, w ktorym plywam na desce surfingowej po falach morskiej bryzy a potem zmeczony wracam na brzeg, wypijam litr bardzo orzezwiajacej coli i jem banalna ale smaczna pizze. moglbym opiac ze 40. a ogolnie to marze o spokoju, pozcuciu bezpieczenstwa,, realizaci roznych pasji 9szczegolnie najwiekszej i ajbardzij zaniedbanej- muzyki), fajnej kobiecie i dobrych ludziach w okol. Juz nie wymienie marzen o rownosci, wolnosci calej ludzkosci. Odpowiedz Link Zgłoś
cortona Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 25.09.06, 13:20 I żadne z tych marzeń Ci się nie spełni, jeśli będziesz marnował czas na forum. Bo na to wszystko kochany Addi, trzeba najzwyczajniej w świecie zarobić. Pozdrawiam:)) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 25.09.06, 13:48 cortona napisała: > I żadne z tych marzeń Ci się nie spełni, jeśli będziesz marnował czas na forum. > Bo na to wszystko kochany Addi, trzeba najzwyczajniej w świecie zarobić. > Pozdrawiam dlatego m.in jade za granice. Odpowiedz Link Zgłoś
tranzyt80 Marzenia trzeba urzeczywistniac 25.09.06, 13:22 A jakie widzisz realne mozliwosci by spelnic swoje marzenia ? Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Marzenia trzeba urzeczywistniac 25.09.06, 13:49 tranzyt80 napisał: > A jakie widzisz realne mozliwosci by spelnic swoje marzenia ? > > Jesli przestane sie sam dołowac, sabotowac, dowalać sobie i zaczne działac i wykorzystyac swoje mozliwosci- to szans są bliskie 100% ( bo to nie sa wcale jakies wygorowane marzenia), Tylko łatwo mi mowić. Odpowiedz Link Zgłoś
tranzyt80 Re: Marzenia trzeba urzeczywistniac 25.09.06, 13:55 Zrob liste przedstawicielstw firm,ktore by Cie interesowaly i nie patrzac na nic,wal smialo do kazdej osobiscie. Przygotuj wymagana teczke z dokumentami! Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Marzenia trzeba urzeczywistniac 25.09.06, 13:59 tranzyt80 napisał: > Zrob liste przedstawicielstw firm,ktore by Cie interesowaly > i nie patrzac na nic,wal smialo do kazdej osobiscie. > Przygotuj wymagana teczke z dokumentami! dzkie za rade. Odpowiedz Link Zgłoś
tranzyt80 Re: Marzenia trzeba urzeczywistniac 25.09.06, 14:05 To jest gowno a nie rada,ale wazne zebys swoja dupe w konc ruszyl, a nie uwijal sznurek na siebie... Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Jeszcze jdno 25.09.06, 14:02 W ostatnich dniach szkoda mi sie robi matkia, bo ona zauwazyla, jak sie zle dzieje miedzy mna i siostra i chyba przestraszyla sie tego. Kiedys miala w zwyczaju napuszczac siostre na mnie, ale teraz ciagle probuje godzic, wydzwania i probuje przekonywac i tlumaczyc, jest przerażona. Ja jej powiedzialem- mysle ze chyba dojrzale- ze ja dla swojego i ich dobra musze sie zmienic i zmienic relacje w rodzinie i ze potrzebuje sie na jakis czas oddalic. Nie chce juz obwiniac, miec pretensji i zalu, ale nie chce tez byc ofiara, pierwzym winnym i przepraszac. Chce byc- no jaki? Normalny. Odpowiedz Link Zgłoś
tranzyt80 Re: Jeszcze jdno 25.09.06, 14:12 Matka krzyczy na Ciebie,bo co kobiecie innego pozostalo.Trzaska drzwiami, a potem placze.Twarda milosc.Zna Cie i wie najlepiej jak Ci pomoc. Moim zdaniem, wszelakie osrodki,obecnie wybij sobie z glowy! Odpowiedz Link Zgłoś
tranzyt80 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 24.09.06, 21:58 Jakie masz marzenia ? Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 25.09.06, 07:36 Zrobiłam Ci ładny znaczek :): (`'·.¸(`'·.¸* A *¸.·'´)¸.·'´) «´`·..A * Addicted1 * A..·´`» (¸.·'´(¸.·'´* A *`'·.¸)`'·.¸) Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 25.09.06, 07:40 Trochę nie wyszedł... (`'·.¸(`'·.¸* A *¸.·'´)¸.·'´) «´`·..A * Addi * A..·´`» (¸.·'´(¸.·'´* A *`'·.¸)`'·.¸) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem c.d. 25.09.06, 13:59 myszabrum napisała: > Trochę nie wyszedł... > > (`'·.¸(`'·.¸* A *¸.·'´)¸.·'´) > «´`·..A * Addi * A..·´`» > (¸.·'´(¸.·'´* A *`'·.¸)`'·.¸) Dziekuje bardzo! Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 24.09.06, 21:59 Addi, siostra w porządku, że przez parę miesięcy pomagała. Ale po prostu chciała być sama, już bez Ciebie. Dusiła w sobie, dusiła, aż w końcu... poszło! Moze zmobilizujesz sie do działania konkretnego... w Polsce jest duzo pracy, nawet nieźle płatnej... wiesz, w razie czego zgłoś sie na terapię zamkniętą. Wypoczniesz sobie przez sześć tygodni, a z terapeutami dasz sobie radę. Będziesz oszukiwał. Kto udowodni, ze nie pijesz:))) No... jak sie u kogoś kątem mieszka, to... Addi, ona wie, że piłeś, na pewno, terapia sama świadczy za siebie, zawsze będzie ten argument: bo jesteś alkoholikiem. Kto wykorzysta? rodzina, bliscy, kiedyś żona... Czemu? bo ludzie prymitywni zawsze lubią dokopać. A siostra, nawet jesli jej sie lepiej powodzi, tez ma potrzebę pokazania swojej siły. To normalne, Addi, a Ty, w gorszym położeniu, musisz zacisnąć zęby i wytrzymać, porozmawiaj, przeproś, Ty przeproś, nie unoś się ambicją - biedni nie mają ambicji, dojdź najpierw do lepszego zdrowia. A u rodziców jesteś zameldowany? Może jakaś porada prawna jest Ci potrzebna. Nie znam sytuacji, ale nie można człowieka wyrzucić na bruk. Przede wszytkim nie daj się ponieść, nie siegnij po piwo!!! Kto wie, czy nie byłoby to nawet dobre dla Twojej rodziny. Mieliby radochę. Natomiast forumowymi utarczkami nie przejmuj sie zbytnio, kto, jak nie Ty, przyczynił sie do żywszego biegu wątków. Najgorsze forum to martwe forum, tak sie też może stać... nawet lepiej, zeby nie byłoby nikomu potrzebne. Że jesteś nadwrazliwy, trudno, kiedyś się z tym pogodzisz i nauczysz lawirować tak, aby Cię nie raniono. Całe szczęście, że nie masz na głowie baby i dzieci, Addi, troszczysz sie tylko o siebie, człowieku... pomyśl, zanim zaczniesz się zamartwiać. Jestes po prostu w punkcie wyjścia. Na początku. Czegoś. A co to jest? Zobaczymy. Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 24.09.06, 22:01 O proszę - jak trzeba, to się wszyscy znajdą ...P Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 24.09.06, 22:27 Tak, właśnie weszłam na forum. Zagladałam wczesniej, ale przeciez mam inne obowiązki... niestety, jestem zmęczona. Ale chyba muszę kawę nocną, i jak zwykle... nigdy mi dnia nie starcza. A tyle miałabym do napisania. Nawet nie na forum. Miłej osobie winna jestem pościk. Może i Tobie:) Addiemu... tylko on ma taką cechę: nie jest konkretny w prośbach, wyjawi najskrytsze uczucia, ale nie znajduje realnej pommocy, bo jakby pomija to, co trzeba na pierwszym miejscu stawiać. Nie na forum, bo jakże mogłabym pomóc??? ale w życiu, tam, za monitorem... moze on tego na terapii szukał, ale nie znalazł. Terapeuci rzadko są zaradni życiowo. Tacy odtąd dotąd. Zjechał Addi na tor boczny i wrócić na główny nie potrafi. To są, niestety, "zalety" terapii... Konserwowanie. Przyglądam sie wielu ludziom piszacym tu czy tam, i dziwi mnie, że nie pracują, obijają się, nie mają mieszkań, wiszą komus na szyi, zalezni od cudzych fochów. Kiedy rozmawiałam z tym swoim, dał mi przykład idealnego pacjenta osrodka. Przez sześć czy więcej tygodni jakis czlowiek dojeżdżał dzień w dzień godzinę w jedną stronę, aby cały spędzić na zajęciach, "wszyscy go podziwialismy"... Pewnie miał to byc przykład dla mnie opornej, budujący jak najbardziej, ale mnie w mgnieniu oka jakby olśniła groza zdarzenia... ten człowiek był na dnie finansowym, i oni go nie zachęcili do pracy, zabrali mu dobry, wiosenny bodajże sezon, wyrwali ze świata, do którego i tak musiał wrócić. Przecież on jescze odrabiał prace domowe... I mityngi AA. Szczęśliwy więzień iluzji... Ślepiec. Nie wiem, czy tam, w tych ośrodkach, są ludzie samodzielnie myślący. Na pewno. Czemu więc rozliczano go z tych mityngów dodatkowych, zachęcano do stuprocentowej frekwencji. Tak, dla jego dobra. Żeby wytrzeźwiał. Jesli to było trzeźwienie... Addi, spokojnie, przespij sie z problemem, napisz prywatnie, może coś da się wymyślić. Najpierw zdrowie. Złe mysli przyszły i sobie pójdą, tak dzieje sie w kazdej ludzkiej duszy. Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 25.09.06, 13:47 Addi, spokojnie, przespij sie z problemem, napisz prywatnie, może coś da się wymyślić. Najpierw zdrowie. Złe mysli przyszły i sobie pójdą, tak dzieje sie w kazdej ludzkiej duszy. Tak, dzis jst lepiej. To w ogole dziwny paraoks, bo dzis rano obuzilem sie jakis...radosniejszy. w dobrym nasroju i pierszy raz od miesiaca nie towarzyszyl mi strach prze yjazem za ganice. Moze naprae ja mam jakies tendencje, ze w chaosie jestem "u siebie"? W ogole dzieki za wpisy. z siostra to wyglada tak kiedy sie do niej wprowadzalem to poprosilem, zeby kiedy cos jej nie bezie odpowiadac, by od razu zglaszala. Ona mowila super, ok. Uklad wydawal mi sie ok, bo ja mieszkam z nia wynajetym pokoju, za co ona nie dplaca, ale ja oszczedzam na tym, uznalem wiec ze bede robil zakupy, gotowal, sprzatal i kupowal zace itp. aby bylo fair. Ostatnio siostra stwiedzila, ze ja jej przeszkadzam, ze ja draznie od dawna, ze "mnie przejrzala" bo ja caly czas wykorzystywalem ja, siedzialem za darmo itp it. poza tym teraz uslyszalem, ze ja faszerowalem najgorszymi bublami( ona zarabia wiele tysiecy i uwaza "zwykle" jedzenie za badziew), Tylko ze ja prosilem "cos ni tak to mow" a ona mowila, ze zystko jst super, a teraz mnie podsumowala za cale pol roku. A ja czywiscie jak ryba w wodzie wdałem się w wyliczanki, przypominanie, udowadnianie i cale te cholerstwo. siostra stwierdzila, ze "matka jej otworzyla oczy na moje pasoztnictwo". Uznala, ze moze mnie wyzywac bo "jest u siebie", Na drugi dzien przychodzi i mowi, ze przeprasza, ze tak nie mysli, z byla zdenerwowana itp. A po kilku godzinach powtorka z rozrywki. I tak od tygodni zyje w rytmie takim. w ogole zaczelo sie od 2-3 miesiecy. siostra uznala, ze jej zazdoszcze i jej zle zycze(uznali wspolnie z rodzicami, ze skoro ona duzo zarabia a ja malo- to zazoszcze, mimo ze to nieprawda) moze wczesniej bylo za dobrze. moja siostra zna moje slabosci, obay, nawet byla ze mna na kiklu mityngach, jezdzila mnie odwiedzac w terapii itp. mowilem jej szczerze o sobie wzystko. dzis tym bardziej boli nie, ze ona to puscila z boku i skomentowala cale moje zycie slowami nieudacznik, pasozyt i wredny leń. poza tym ona ma zawsze podparcie w matce, ona moi matce to co ona chce slyszec a robi i ak swoje, ale matka jej ufa a mi od urozenia nie. cos jeszcze cos dla zainteresoanych. moze ktos oceni chlodnym okiem. Siostra stwierdzila wczoraj, ze nienawidzi mnie, bo wyliczylem jej kiedys ze je "zbyt wypasione kanapki". brzmi moze smiesznie, ale o co chodzi: jak mowilem uklad byl taki- mieszkam u siostry nic nie placac i za to gotuje, sprzaam i kupuje jedzenie. z tym, ze ok. raz na 2 tyg. dostawalismy "wałówkę" od matki- jakis ser, szynke itp. Ja zawsze bylem przyzwyczajony, ze na jedna kanapke klade 1 plaster szynki- inaczej matka krzyczala, ze przezeram poł wypłaty. Z kolei moja siostra odwrotnie- jeden posilek pół kio sra nie ma. I dalej: gdy dostawalismy walowke z domu- co matka uznawala ze starczy na 2 tygodnie starczalo na kilka dni a potem juz ja kupowalem. i super, dla mnie uklad ok. gdyby nie to, ze gdy ja miesiac pozniej, gdy bylem oskarzany o pasozytnicto, bronilem sie, ze przeciez m.in kupuje jedzenie, to szlyszalem "przeciez jedzenia na 2 tygodnie dostaliscie z domu". Wiec- nauczony tym wyliczaniem- kiedys mojej siostrze powiedzialem, zeby bardziej oszczedzac jedzenie, bo potem ja bede kupowal a i tak zostanie potem uznane, ze "przeciez mieliscie jedeni z domu". Na to moja siostra stwierdzla, ze jestem wredna swinia, ktora zabrania jej jesc, ze ona duzo zarabia i ja stac i mi nic do tego itp. I rozumiem, bo niepotrzebnie to wyliczalem- takie mam glpie przyzwyczajnie, bo zawsze niemal klepalem biede. Wiec wytlumazylem, ze ja nie zabraniam jej tego z chciwosci tylko przez te wyliczanie ciagle, i ze tak mnie nauczono w domu, na co ona stwierdzila, ze ja g. obchodza zasady matki czy ze matka mi bronila jesc, bo ona robi co chce- miala racje, nie mowie ze nie. (Ona miala ten komfort, ze jej matka nie bronila jesc, tylko mi, bo jadlem "za duzo, wic powinienem dopchac sie chlebem i ziemnakaimi", wiec gdy dala jedenie na 2 tygodnie i znikalo po tygodniu to i tak zawsze bylo, ze to ja zjadlem, mimo ze jem mniej i oszczedniej, ale tak sie utarlo). wczoraj uslyszalem, ze jestem wrednym pasozytem i ze ona nienawidzi mnie za to, ze kiedys "zabronilem jej jesc ser", co bylo wyjetym z kontekstu wypaczeniem moich zamiarow, chociaz faktycznie tak sie stalo. Ja to wtedy i potem 100 razy wyjasnialem, ale trudno, zneinawidzila mnie za to. Sorry, ze tak dlugo i pewnie nudno. Ael ejzcze cos musze dodac. Czytaja to mozna sie smiac lub plakac ze smiechu- z moich zachoan i dylematow. I prosze mi wierzcy- ja o wiem, dal mnie to tez jest żalosne. I o to mi wlasnie chodzi. Wiem to, a ciagle pcham sie w te kanaly. Jako facet, jako dojrzaly czlowiek i jako dbajacy o siebie czlowiek powinienem nie wchodzic w wyliczanki, jak ktos mi wylicza- pokiwac glowa, a ja sam wyliczam albo udowadniam, ze to i tamto. Paranoja. To jest teraz moj problem nr 1. Stac sie prawdziwm facetem. Wyjsc z roli ofiary. Uwolnic sie od pępowiny matki. Stac sie samodzielnym. pod kazdym wzgledm, szczegolnie emocji. p.s. a ten fakt "ofiarstwa" w moim zyciu "odkrylem" dzieki znajomemmu ze studiow, aki ajny koles, nie widzialem go ze 2 lata, zawsze go lubilem, aczkolwiek uznawalem, ze to prosty czowiek. A on tak prosto mnie oswiecil. Otworzyl mi oczy. Jednym tekstem. Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 25.09.06, 14:17 Jedno jest pewne - nikt tak jak Addi nie rozkręci nam imprezy :-O. A wiesz - ja kiedyś mieszkałam z człowiekiem, który zrobił mi awanturę, że za dużo wody wlewam do czajnika. Albo za mało, już nie pamiętam. I to była nasza ostatnia wspólnie gotowana woda. Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 25.09.06, 14:24 myszabrum napisała: > Jedno jest pewne - nikt tak jak Addi nie rozkręci nam imprezy :-O. > > A wiesz - ja kiedyś mieszkałam z człowiekiem, który zrobił mi awanturę, że za > dużo wody wlewam do czajnika. Albo za mało, już nie pamiętam. I to była nasza > ostatnia wspólnie gotowana woda. glupio:(\ ja z zasady nie robie awantur, ja raczej jestem upierdliy i 100 razy tlumacze, ale niemal nigdy nie krzycze i nie trace panowania. moze to zle, moze czasem poinienem alnac piescia w stół zamiast tak upierdliwie drążyć. to moj jeden plus.:) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 25.09.06, 14:27 myszabrum napisała: > > > Jedno jest pewne - nikt tak jak Addi nie rozkręci nam imprezy :-O. A wiesz, ciekawostka: 2 lata temu organizoalem w swoim domu 1 raz w zyciu sylwestra. Ja odpowiadalem za kanapki, inni za salatki, przekaski, slodycze.byla tez pizza. I to co napsize jest prada: moje kanapki zniknely w pierwsj kolejnosci ( nie dlatego, ze bylo ich tak malo:)) poza tym wszyscy chwalili, ze sa bardzo smaczn. wiec nie jest chyba ze mna az tak zle. Odpowiedz Link Zgłoś
rauchen Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 25.09.06, 14:14 addi, cztery lata temu moja sytuacja tez nie byla fantastyczna, marnie platna praca, trudnosci w placeniu rachunkow, bo wszystko czego chcialam to uniezaleznic sie od rodziny. Do tego picie. W pewnym momencie to wszystko zaczelo sie tak walic, ze wlasciwie jedynym wyjsciem bylo wprowadzenie sie na dworzec centralny, bo majac do wyboru powrot na rodzinne lono, wolalam dworzec centralny. Wyjechalam za granice, bylo kilka osob ktore byly w stanie mi tu pomoc. Cztery lata temu bylo troszeczke gorzej, Polska nie byla jeszcze w UE, z praca trzebabylo kombinowac na poczatek. Do tego picie. 10 miesiecy temu pilam po raz ostatni. Zaczelam AA, zaczelam spotkania z psychiatra, bez marudzenia, bez szukania dziury w calym, bo doroslam w koncu w tym wszystkim do tego, ze albo biore pomoc ktora jest mi oferowana, albo w kolejnym ciagu sie potne. Pierwsze miesiace od czasu do czasu stany fatalne, obsesje. Nie chcialam lekow, w koncu sie poddalam. Zaczelam sie czuc lepiej niz kiedykolwiek w moim zyciu, choc sytuacja zyciowa sie wcale nie zmieniala, zmienial sie moj stosunek do sytuacji zyciowej. Zabralam sie za poprawe sytuacji zyciowej, i tu wielkie bum miesiac temu. Przeroslo mnie. Dolek totalny, budzenie sie rano nie wiedzac po kiego, i po kiego mi dalej w tym wszystkim siedziec. I poprawiac, i naprawiac. Pretensje do ludzi, szantaze typu: no wiesz koles, ja mam tabletki w chacie, i jeszcze zapasowa recepte, nie bedzie po mojemu, to sie wylecze na zapas. Wycie u psychiatry, bo ta biedna rauchen, tak jej sie wszystko wali ze chyba najchetniej to przemelduje sie na cmentarz parafialny. Doszly antydepresanty do diety. Przeszlo. Odzyskalam sile, odzyskalam chec dzialania, odzyskalam radosc, jak rano sie budze to do przodu, moje szantaze uznalam za glupie, odzyskalam smialosc proszenia o pomoc jesli jest taka potrzeba. Nie jestem zwolennikiem lekow, ale okazuje sie ze byly potrzebne. U mnie przede wszystkim zmniejszyly maniactwa, natrectwa myslowe, pewien rodzaj obledu ktory czasem mnie nachodzily. Odbieralam dzisiaj wyniki od lekarza - dupa zdrowa, tylko w glowce widocznie cos nie tak. To ze pisze, ze twoje poszukiwania i watki sa nudne, to glownie dlatego ze sama wiem ze rownie nudna potrafilam byc. I ze wiem, ze w tym calym obledzie szukania czegos co niby ma cos dowiesc, choc nie wiadomo czego, wazniejsze od tego jest chyba obranie drogi ktora zamierzam isc, a nie wiecej i wiecej mieszania w glowie. Zdecydowanie i konsekwencja, chyba to jest najwazniejsze. A ciebe addi po prostu odbieram w ten sam sposob, jak odbieram sama siebie jeszcze jakies piec lat temu - w etapie jeszcze niedopicia. I w twoim wypadku masz do wyboru albo jeszcze wypic troche, zeby dojsc do tej pewnosci, ze bierzesz to co jest ci oferowane jako pomoc, albo nie pijesz, ale to co ci pisza trzewi dopici, bierzesz na powaznie. Wlasciwie eska ci dobrze poradzila, ze mowe faktycznie zglos sie na jakas zamknieta terapie, tyle ze bez oszukiwania - bo oszukujac innych rowniez tracisz godnosc do samego siebie, a przeciesz piszesz ze potrzebujesz godnosci dla samego siebie. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 25.09.06, 14:22 Dziekuje za wpisy. Na terapie nie pojde, bo raz ze nia moge- wyjezdzam, szukam pracy itp, dwa- ze poprzednie mi nie pomogly, a trzeci- moze najwazniejsz- ze pojscie na terapie to bylby kolejny etap w graniu roli ofiary i czekania, ze ktos zalatwi za mnie. Juz bym z tego chyba nie wyszedl. Jak bede na zupelnym dnie to wzme jakas chemie. Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 25.09.06, 14:27 Cześć Rauchen. Nie znamy się, ale czytałam Twoje wcześniejsze wpisy. Cieszę się, że i Ciebie Addi wyciągnął z niemieckich lasów ;). Trzymaj się. Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zyciowy epilog- jestem zerem 25.09.06, 17:32 addi, > cztery lata temu moja sytuacja tez nie byla fantastyczna, marnie platna praca, > trudnosci w placeniu rachunkow, bo wszystko czego chcialam to uniezaleznic sie > od rodziny. > Do tego picie. > W pewnym momencie to wszystko zaczelo sie tak walic, ze wlasciwie jedynym > wyjsciem bylo wprowadzenie sie na dworzec centralny, bo majac do wyboru powrot > na rodzinne lono, wolalam dworzec centralny. wiesz, takie mysli chodza mi po glowie od miesiecy. Wyjechalam za granice, bylo kilka osob ktore byly w stanie mi tu pomoc. > Cztery lata temu bylo troszeczke gorzej, Polska nie byla jeszcze w UE, z praca > trzebabylo kombinowac na poczatek. > Do tego picie. wiesz, ja 3 lata temu bylem w UK, tez bylo trudniej niz zis, nielegal itp, a jakos mnie ten wyjazd cieszyl, nawet powiem, ze bez zadnych zabiegow niemal przestalem tam pic. a powrot uwazam za chbya najwiekszy błąd swego zycia. Nie wracaj bez namyslu:) Odpowiedz Link Zgłoś
myszabrum Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 11:43 Cześć Janu :). Wprawdzie nie jestem Rauchen, ale chciałam się przywitać :). Czuję się "naprzytulana", wygłaskana i poskrobana za uchem. Addi rzeczywiście potrzebuje jakiejś "ścianki" do odbijania się, a tu tak cicho ostatnio o zmierzchu... Może nam się jaki nowy talent polemiczny objawi? Ja w każdym razie powoli wracam do swoich wcześniejszych poglądów - mianowicie, że nie sposób nikogo przekonać do niczego. Rauchen może przekonuje innych Addich na innych forach - a może uwierzyła w życie pozainternetowe... Podobno istnieje ...;)? Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 11:52 myszabrum napisała: > > Addi rzeczywiście potrzebuje jakiejś "ścianki" do odbijania się, a tu tak cicho > Ilustracja odkrycia Aronsona: Na jakims tam watku Mysza napisalas slowa typu " Pouczac Addiego":) Ja w > każdym razie powoli wracam do swoich wcześniejszych poglądów - mianowicie, że > nie sposób nikogo przekonać do niczego. Wiesz, jest tez inna teza psychologiczna- nie wiem kto spostrzegl- o konsekwencji i podtrzymywaniu swego zdania mimo bledow wykazanych. I ja i Rauchen i chyba wiekszosc udalo sie tak zgrzeszyc na tym forum. Ja raczj mysle zawze po swojemu i jetem dosyc uparty w swoich sadach- ale z reka na sercu moge powiedziec, ze 90% przypadkow to nie jest ten w.w. mechanizm, tylko ja naprawde wierze w to co pisze. Ale inni czesto mnie przekonuja i pomagaja, Rauchen tez. Jak mnie kiedys gdzies tam zaatakowala to podkulilem ogon i przyznalem racje:) Odpowiedz Link Zgłoś
luna_76 Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 11:48 Właśnie Mysza - może wyjść na słońce? Chce Ci się? Za bardzo do kompa przyrosłam, przyznaję; a może to już nałóg??! :) Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 12:37 No własnie, Rauchen... napisałam słówko na priv, dawno temu... Co sie dzieje, obraziłaś się? Dowodzisz, że życie w tzw. realu lepsze niż to tutaj? Nie, wcale nie lepsze, co za bzdura... piszemy do siebie, wymieniamy poglądy, dna macamy jak gospodarz kury... Psychiatra zakazał?;) Nie ma nikogo, kto by tak pięknie tłumaczył zagubionym, jak ma wyglądać ten pierwszy krok w chmurach... trzeźwości, kiedy jeszcze opary po wczorajszym się czają i snują;) zdrufki:))) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 12:40 Rauchen mieszka za granicami Polski, moze jezyka polskiego zapomniala? Rauchen, smialo, wal po angielsku. Odpowiedz Link Zgłoś
janulodz Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 14:23 Cześć Myszko,pozdrawiam Lunę, ściskam Eskę, a Ty Rauchen walnij Addiego po angielsku i nawtykaj po polsku, bo on cały czas myśli , ze jakiś pępek świata stanowi. Z żalem muszę się pożegnać na dni kilka, bo w plener się udaję, roboty remontowe wykonać. Wiechy na koniec nie planuję. Ciekawe, jak brać murarska to zdzierży. pzdr. Janu Odpowiedz Link Zgłoś
e4ska Bez wiechy:((( 23.09.06, 17:01 Jak to: bez wiechy? Brać murarska dobrze wie, że jak węgłów majster nie obrzyga, to się budowla trzymać pionu nie będzie. Gdzieś Ty się, Janu, sztuki budowania uczył? Za komuny zapewne... Niech się mury pną do góry, powodzenia, Janu:) Odpowiedz Link Zgłoś
rauchen Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 15:04 no to eska jak cos wyslalas, to najwyrazniej nie doszlo, bo wiekszosc na skrzynce to jakies wiadomosci z adresow bardziej podobnych do adresow czlonkow Al Qaidy - no chyba ze tez dzialasz :))) Odpowiedz Link Zgłoś
rauchen Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 14:57 rauchen wraca od czasu do czasu, ale jak widzi te kilkadziesiat watkow zalozonych przez addiego, to sorry addi, to zaraz wychodzi z forum, bo sie jej nie chce czytac a potem zastanawiac co autor ma tym razem na mysli. Poza tym rauchen robi porzadki w ogrodku zyciowym, czyli jak to ktos ladnie napisal, zyje zyciem pozanetowym, bo uwierzyla :))) W kazdym razie dzieki za pamiec, janu i pozdrawiam wszystkich ktorzy mnie jeszcze pamietaja :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 20:58 UUU, Rauchen widze, ze Cie zniechecilem do forum... Coz, gdyby nie te moje codzienne kilkanascie nowych watkow to nie byloby w ogole nic do czytania. Ale ze slow Twoich i Janu wnioskuje, ze denerwuje Was moja duza aktywnosc i narzucanie swoich tematow. Coz, mam takie zapędy. p.s. "co autor ma tym razem na mysli". jak to co, to co zawsze- jak tu wypic. Odpowiedz Link Zgłoś
rauchen Re: Rauchen wracaj 23.09.06, 21:44 z jedynym co sie zgadzam, to addi z twoim "peesem" :))) pytanie czy denerwuje mnie twoja aktywnosc, narzucanie swoich tematow i to, ze bez twoich watkow nie bylo by czego czytac? wcale :) wyszukiwanie takich ciekawostek, w stylu cos tam na temat picia kontrolowanego, i czy to smieszne, czy az paradoksalne - coz, tez kiedys w czasach kacowych pewnie bym sie tym zajmowala, ale jakos mi to przeszlo. Jakos przestalam szukac dowodow na to ze trzezwosc jest wspaniala, bo ja juz wiem ze jest. Jakos przestalam szukac powodow, ze lepiej jest nie pic, niz pic, akurat w moim przypadku, bo ja wiem ze jest lepiej nie pic. A juz najbardziej z czego sie ciesze, bo doswiadczylam tego w ostatnich tygodniach, to doznanie uczucia, ktore gdzies od kogos uslyszalam na jednym z pierwszych mitingow "ja po prostu nie potrzebuje pic", bo jakos gdzies w tych ostatnich tygodniach alkohol byl blizej mnie, niz sadzilam ze bedzie, a mnie to po prostu ani nie grzalo ani nie ziebilo: ja po prostu nie musze pic, nawet jesli jestem wsrod osob ktore pija alkohol. Serio, naprawde przyjemne uczucie. Co wcale nie znaczy ze wyrzucam do kosza AA, psychiatre i pamietanie o tym ze jestem alkoholiczka. Czy moge wiec zwyczajnie stwierdzic, ze twoja nadaktywnosc addi mnie po prostu nudzi :))) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:28 Nie zauwazylem chyba u nikogo na tym foum aby ktos tak jak ja sobie dowalał, tak się poniżał i robił z siebie kogoś bez żadnej wartosci, by potem jeszcze za tą nicwartosc kogos obwinic.(matke, rodzine, terapie). Nie ma takiego drugiego specjalisty we wpędzaniu samego siebie w pułapkę. Jestem więc wyjątkowy, tylko nie tak jakbym chcial. Dlatego i tu i na terapii nie czuję takiej "wspólnoty ducha" z innymi alkoholikami, bo widzę jakies podobienstwa e wpisach innych- grupa taka, grupa inna a ja jak samotny żaglowiec bz sternika. wymyslam i kombinuje. Nie czuje sie alkoholikeim, ale juz wolalbym byc takim "normalnym alkoholikiem" niz soba. Powinienem chyba przestac analizowac, kombinowac, zastanawiac sie, szukac przyczyn, skutkow, po prostu zaczac zyc codziennoscia. Tylko co z tego, ze ja teraz tak mysle, jak za 7 dni bedie znou zmiana, potem za 3 dni kolejna i znowu zatoczę koło i wrócę tu gdzie dzis. Dlatego tak od wczoraj straznie panikuje, ze w ogole nie konroluje mojego zycia. Idzie jak chce. Odpowiedz Link Zgłoś
cortona Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:31 Addi: "grupa taka, grupa inna, a ja jak samotny żaglowiec bez sternika". Dlaczego Ty nie masz dziewczyny? Koniecznie powinieneś mieć. To absolutny priorytet! :) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:35 cortona napisała: > > Addi: "grupa taka, grupa inna, a ja jak samotny żaglowiec bez sternika". > > Dlaczego Ty nie masz dziewczyny? Koniecznie powinieneś mieć. To absolutny prior > ytet! > :) Kiedys moj znajomy, pare lat temu, widzac ze sobotni wieczory regularnie sie znietrzezwiam powiedzial mi: jakbys mial kobiete to by Ci glupoty z glowy wybila. Dzis mysle, ze mial 100% racji:( ale tu w braku sternika chodzilo bardziej o brak kursu, zegowanie bez kierunku, celu i skladu. jak latawiec bez uwięzi. Odpowiedz Link Zgłoś
cortona Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:38 A ja myślę, że brak Ci sternika w sensie dosłownym. Bo Ty, mimo tego całego gadania o sobie, świetnie byś się nadawał pod pantofel. Gdyby ktoś zaczął o Tobie mysleć, to Ty byłbyś cały w skowronkach i może zajął się wreszcie konkretami. Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:41 cortona napisała: > A ja myślę, że brak Ci sternika w sensie dosłownym. Bo Ty, mimo tego całego > gadania o sobie, świetnie byś się nadawał pod pantofel. Gdyby ktoś zaczął o > Tobie mysleć, > to Ty byłbyś cały w skowronkach i może zajął się wreszcie konkretami. To nie komplement. ale Wiesz co, chyba prawda. O widzisz, jak to brzmi "pantoflarz". Ktora kobieta zechce pantolarza? Chyba tylko taka sama z problemami i niedowartosciowana jak ja. Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:39 cortona napisała: > > Addi: "grupa taka, grupa inna, a ja jak samotny żaglowiec bez sternika". > > Dlaczego Ty nie masz dziewczyny? Koniecznie powinieneś mieć. To absolutny prior > ytet! > :) wiesz, jak widze jakas dziewczyne i pojawia sie mysl, by ja poznac, w mojej glowie pojawiaja sie takie mysli: "stary, nawet nie mysl. Jestes bezrobotny i bez perspektyw, nie masz samochodu, nawet nie masz mieszkania- hdzie ja zaprosisz? nie masz pieniedzy, do tego jestes malo pewny siebie i do tego jeszcze po odwyku. Zapomnij". Fajnie, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
cortona Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:45 Ja to bardzo rozumiem, bo kiedyś, jak mi się chłopak podobał, to zawsze myślałam, że jak dla takiego, to ja jestem za mało inteligentna:) Więc jak poznałam mojego męża, to przez parę pierwszych randek wcale się nie odzywałam, a on myślał, że jestem taka tajemnicza:))) Ty wiesz, jak kobiety lubią pantoflarzy? Uwielbiają! Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:55 cortona napisała: > Ja to bardzo rozumiem, bo kiedyś, jak mi się chłopak podobał, to zawsze > myślałam, że jak dla takiego, to ja jestem za mało inteligentna:) Więc jak > poznałam mojego męża, to przez parę pierwszych randek wcale się nie odzywałam, > a > on myślał, że jestem taka tajemnicza:))) > Ty wiesz, jak kobiety lubią pantoflarzy? Uwielbiają! Lubia? Moze tak fomralnie, ale wydaje mi sie, ze wola prawdziwych mężczyzn- silnych i zaradnych, z wlasnym zdaniem 9 tu cos opowiem- z tym wiąże sie jedyny przypadek przemocy wobec kobiety z mojej strony w mym zyciu- jak pijany lazilem i prosilem za jakas dziewczyna i mnie olewała, to wyczytalem w jakims "Halo" ze kobiety lubia takich silnych agresynych samcow no i wyzwalem ją i jej kolezanke- nie z agresji, tylko by pokazac, jaki ja jestem mezczyzna prawdziwy). Najpierw chyba musze nabrac PRAWDZIWEJ pewnosci siebie bo a nie takiej na ginianych nogach jak mam teraz- ze byle przeszkoda zyciowa i leci w gruzy. Odpowiedz Link Zgłoś
cortona Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 18:00 Już idę do domu, więc to mój ostatni list do Ciebie ( poczekam 5 min. na odpowiedź), ale powiem Ci zupełnie poważnie. Na nic nie czekaj i nic nie odkładaj. Wyjdź wreszcie z tej cholernej kolejki i coś zrób. Najlepiej, gdybyś znalazł dziewczynę i to już, zaraz, a nie jak będziesz piękny, muskularny, bogaty i bardzo stary... Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 18:04 cortona napisała: > Już idę do domu, więc to mój ostatni list do Ciebie ( poczekam 5 min. na > odpowiedź), ale powiem Ci zupełnie poważnie. Na nic nie czekaj i nic nie odkład > aj. > Wyjdź wreszcie z tej cholernej kolejki i coś zrób. Najlepiej, gdybyś znalazł > dziewczynę i to już, zaraz, a nie jak będziesz piękny, muskularny, bogaty i > bardzo stary... Dziekuje:0 pomysle (stare klamstwo) :) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zazdroszcze Wam 26.09.06, 13:44 Cortono, jeszcze nie znalazlem dziewczyny. Ale szukam dalej. :) Odpowiedz Link Zgłoś
magtomal Re: Zazdroszcze Wam 26.09.06, 13:52 >Cortono, jeszcze nie znalazlem dziewczyny. Ale szukam dalej. :) Nie szukasz ani pracy ani dziewczyny, tylko znów w piękny, słoneczny dzień siedzisz w kafejce i rozdrapujesz stare rany (i zadrapania...) Odpowiedz Link Zgłoś
cortona Re: Zazdroszcze Wam 26.09.06, 13:58 To donoś, jak tam na froncie podbojów Ci idzie, bo ja historyjki damsko-męskie bardzo lubię:)) Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Zazdroszcze Wam 25.09.06, 17:57 moze znajde jakis zloty srodek miedzy pantoflarstwem a pewnoscia siebie? skoro mowisz, ze ten pantofel az tak nie dyskwalifikuje... Odpowiedz Link Zgłoś
addicted1 Re: Rauchen wracaj 26.09.06, 13:44 Jednak dobrze bylo obstawiane, ze u Rauchen cos sie dzieje, ale jednak zyje:) Odpowiedz Link Zgłoś