Dodaj do ulubionych

alkoholizm

01.10.06, 12:57
kto by chciał o sobie powiedzieć, że jego życie to całkowita, absolutna
porażka?

każdy człowiek będzie się buntował na takie słowa, każdy będzie próbował
odnaleźć te choćby cząstkę, wskazującą na bycie wciąż w obszarach
normalności, będzie próbował wskazać to, czy tamto, wydarzenie bądź
dokonanie, aby obronić swoją istotę człowieczeństwa, odszuka choćby iskrę, by
móc znów rozpalić swój płomień życia, "naprawdę bardzo trudno przyznać się,
że z kieliszkiem w ręku pozwoliliśmy się opętać zabójczej obsesji picia, od
której już tylko Opatrzność może nas uwolnić"

ta zatrata siebie nie ma porównania z niczym innym, obłęd rozniecania wciąż
na nowo tego samego płomienia, wciąż w tym samym palenisku wyssał z nas cała
wolę zmiany sytuacji, beznadzieja i świadomość niemożności poradzenia sobie z
alkoholizmem, przytłacza coraz bardziej

przyznanie się do bezsilności wobec alkoholu i niekierowania swoim życiem,
wbrew pozorom, przynosi wyzwolenie i staje się przyczynkiem budowania
zupełnie nowego, szczęśliwego i wartościowego życia, to właśnie taka
kapitulacja pozwala nam się wyzwolić i odzyskać siły, ale dopóki nie nastąpi,
głęboka i prawdziwa, niewiele się zmieni, a niekontrolowane pijaństwo będzie
powracać, choroba alkoholowa, będzie się pogłębiać, a bezradność wzrastać,
świadczą o tym doświadczenia alkoholików, liczonych w miliony istnień

zaufanie do siebie w walce z alkoholem, jest nic nie warte i może być tylko
przyczyną kolejnego upadku, ponieważ każdy z nas wie ile znaczy, nawet
najbardziej wytężona siła ludzkiej woli wobec podstępnej perfidii alkoholu i
obłędu w jaki popadliśmy "tyrania alkoholu działa jak miecz obosieczny:
najpierw zostaliśmy porażeni przez obłędną pokusę skazującą nas na przymus
picia, a następnie przez fizyczne uczulenie prowadzące do ostatecznego
samozniszczenia w miarę rozwoju choroby"

któż z nas potrafi oskarżyć siebie o rozsądek, skoro dopada nas to alkoholowe
szaleństwo? alkoholicy, prawie nigdy, nie wracają do zdrowia o własnych siłach

dlaczego tak bezwzględnym warunkiem jest całkowita kapitulacja i absolutna
abstynencja od alkoholu? po co jest konieczne poczucie osiągnięcia własnego
dna?

ponieważ potrzebna jest zmiana dotychczasowego sposobu życia, a więc
przyjęcie innych jak do tej pory postaw i zachowań życiowych, to dopiero pod
pręgierzem nałogu zwracamy się po pomoc, i dopiero wtedy dowiadujemy się o
skali naszego upadku, właściwie tylko wtedy mamy motywację do tych zmian i
jeżeli jesteśmy skłonni naprawdę zrobić wszystko, by się uwolnić od tej jakże
bezlitosnej obsesji, otrzymujemy szansę na wyzdrowienie lub umieramy w
alkoholowym cierpieniu

trzeba jednak pamiętać, że jeżeli ktoś stał się alkoholikiem, kimś, kto
utracił kontrolę nad ilością spożywanego alkoholu, to pozostanie takim do
końca życia, gdyż jest to choroba nieuleczalna i pogłębiająca się, ale możemy
ją powstrzymać, zaaresztować, poprzez zachowanie abstynencji od alkoholu, a
dzięki rozwojowi osobistemu, duchowemu, możemy żyć tak, jak byśmy nigdy nie
byli alkoholikami

a nawet nieco lepiej...
Obserwuj wątek
    • tranzyt80 Re: alkoholizm 01.10.06, 16:24
      Tenjaras napisal bardzo bardzo bardzo bardzo dlugo i duzo slow w zdaniach.
      Ale cccco wrzuciles naukowo...wyszlo jak zmaglowane w krochmalowym wymiocie.
      Naprawde pustopustopustoslowne i duzoduzoduzoslowne broszury jakies czytasz:)



      • myszabrum Re: alkoholizm 01.10.06, 18:55
        W krochmalowym wymiocie
        przed ciekawych wzrokiem
        Zapodziani po głowy
        przez długie minuty
        Czytaliśmy Jarasa
        ten wątek do d...y
        A wymiot krochmalowy
        trwał wciąż dookoła...

        Jaras - Ty trawestuj więcej, jak coś piszesz :)))))

        • e4ska Re: alkoholizm 01.10.06, 23:41
          Jaras ma taki styl... czego chcecie? W sumie głupio nie gada, tylko
          patetycznie... miszmasz terapeutycznej terminologii z aowskimi standardami. Jak
          sie przez to przebić, to Jaras ma dużo racji.
          Mysza, jesteś malinową Myszą... poznali się jednak na mityngach... z malinami:)))
    • honeyandmilk Re: alkoholizm 02.10.06, 11:57
      o jak miło przypomnieć sobie o malinowym chruśniaku, tak często kiedyś
      wygrywanym na gitarze.
      Pozdrawiam
    • kolejanek Re: alkoholizm 02.10.06, 16:24
      Gdybym był na kacu i podjął decyzję o niepiciu,to po przeczytaniu tego
      poszedłbym się zalać,bo dla mnie to zbyt nudne i górnolotne.Ciężko by mi było to
      pojąć,z perspektywy dna...
      • tenjaras Re: alkoholizm 03.10.06, 08:46
        kolejanek, gdybyś był na kacu i podjąl decyzję o niepiciu i wytrwał w niej,
        byłbyś w moich oczach kimś naprawdę wielkim

        doskonale jednak pamiętam ile wysiłku potrzebowałem by w czasie takiego
        postanowienia znaleźć coś, co usprawiedliwiłoby sięgnięcie po alkohol, moim
        jednym z ciekawszych pomysłów było to, że przecież muszę jeść, więc muszę się
        napić dwa piwa, by mi się ręce nie trzęsły gdy inni będą patrzeć na mnie...
        mój organizm i umysł, wiedział ode mnie odrobinę więcej, ja wówczas nawet nie
        przypuszczałem, że chodzi o te dwa piwa, myślałem że kłopoty mam dopiero po
        ośmu...
        • kolejanek Re: alkoholizm 03.10.06, 23:47
          A więc jestem wielki:-)Nie pije od pięciu lat
          • tenjaras Re: alkoholizm 04.10.06, 10:44
            naprawdę zamiast klina wybrałeś abstynencje?
            • kolejanek Re: alkoholizm 04.10.06, 13:31
              Abstynentem byłem ponad 5lat temu,kiedy nie piłem przez 2,5 roku bez wsparcia w
              terapii i ruchu AA.Stąd pewne nieścisłości w moich poprzednich postach co do
              okresu picia,bo uważam ten czas za stracony z punktu widzenia jakości
              życia.Jesli chodzi o Twoje posty,są po prostu nudne i wiem,że kiedy piłem,nie
              zacheciły by mnie do terapii i mitingów,skutecznie zniecheciły by mnie do
              robienia czegoś z tym problemem.
              • wolny32 smieszne 04.10.06, 13:36
                * Hi, my name is fill-in-the-blank, and I am an alcoholic.
                * I am stupid.
                * A.A. is wonderful.
                * I lived a life of crime and misery until wonderful A.A. miraculously saved me.
                * Here is a list of my favorite sins and crimes that I like to brag about.
                * My life is blessed with Serenity and Gratitude now because I do the Twelve
                wonderful Steps that the saintly genius Bill Wilson invented.
                * My thinking is all screwed up, and I can't manage my own life, but my
                sponsor is clear-headed and qualified to run my life for me, in spite of the
                fact that he recites the same speech and says that his thinking is fucked, but
                his sponsor is really clear-headed, in spite of the fact that his sponsor also
                gives the same speech, and says that his thinking is also really fucked, etc...
                • wolny32 Re: smieszne 04.10.06, 13:40
                  wolny32 napisał:

                  > * Hi, my name is fill-in-the-blank, and I am an alcoholic.
                  > * I am stupid.
                  > * A.A. is wonderful.
                  > * I lived a life of crime and misery until wonderful A.A. miraculously save
                  > d me.
                  > * Here is a list of my favorite sins and crimes that I like to brag about.
                  > * My life is blessed with Serenity and Gratitude now because I do the Twelv
                  > e
                  > wonderful Steps that the saintly genius Bill Wilson invented.
                  > * My thinking is all screwed up, and I can't manage my own life, but my
                  > sponsor is clear-headed and qualified to run my life for me, in spite of the
                  > fact that he recites the same speech and says that his thinking is fucked, but
                  > his sponsor is really clear-headed, in spite of the fact that his sponsor also
                  > gives the same speech, and says that his thinking is also really fucked, etc...
                  >

                  zeby nie bylo- ostro przerysowane.
                  ale smieszne ak czy owak.

                  pa
              • tenjaras Re: alkoholizm 04.10.06, 21:53
                rozumiem, że to co nie kręci Ciebie, jest po prostu nudne, a ta ocena wynika z
                jakości Twojego życia...
                • wolny32 Re: alkoholizm 05.10.06, 11:35
                  enjaras napisał:

                  > rozumiem, że to co nie kręci Ciebie, jest po prostu nudne, a ta ocena wynika z
                  > jakości Twojego życia...
                  >

                  jezeli Ci to poprawia nastroj to mozesz tak myslec.
    • e4ska Nic nie zmieniać, ale nie pić 02.10.06, 22:23
      Jarasie, jeśli tylko Opatrzność może wyzwolić od obsesji picia, to czy ateista
      nie ma szans na trzeźwe życie? Jestem ateistką i materialistką, więc powinnam
      popijac na maxa. A widzisz, nie tylko nie chcę, ale jest mi to wysoce
      obojętne... żeby obrazowo powiedzieć: jestem jak dziecko... kiedyś, kiedy nawet
      nie wiedziałam, jak smakuje alkohol, nigdy nie pragnęłam się napić - w
      dzieciństwie. I teraz czuję podobnie. Obojętność. Ale nie jest to równoznaczne z
      obojetnością wobec alkoholików:)))

      Rozumiem, że opierasz się na swojej aowskiej literaturze, ale bezsilność wobec
      alkoholu nie wyklucza zdolności do kierowania swoim życiem. Jakie tam
      kierowanie... Żyjesz sobie, pracujesz, sprzątasz, zarabiasz na chlebek, rachunki
      płacisz... czym tu kierować, samo leci.

      "zaufanie do siebie w walce z alkoholem, jest nic nie warte i może być tylko
      przyczyną kolejnego upadku" - a kiedy piłeś, Jarasie, to wiedziałeś chociaż, co
      to znaczy pojęcie "ufać sobie"? Ja ufam sobie i jest to dla mnie źródło siły,
      jakoś się nie potknęłam... żadnych zapić, nawrotów... ufam sobie. Proste.

      "alkoholicy, prawie nigdy, nie wracają do zdrowia o własnych siłach"... oj,
      Jaras, może rozejrzyj sie wokoło, znasz jakis ludzi poza członkami AA? Tu na
      forum jest paru. Owszem, pisujemy, dodajemy sobie otuchy, ale wielu nigdy tu nie
      zajrzy, a przecież nie pije.

      "potrzebna jest zmiana dotychczasowego sposobu życia, a więc
      > przyjęcie innych jak do tej pory postaw i zachowań życiowych", Nieprawda,
      Jaras, trwam przy swoim starym systemie wartosci i nie zamierzam go zmieniać.
      Jestem taka sama, rzucenie picia nic nie zmieniło, jestem tylko bardziej
      zadowolona, spokojna, zdrowsza... ale myślę tak samo... a życie się samo
      zmienia, czy to z AA, czy bez AA...

      Trochę za bardzo odsuwasz się od rzeczywistosci... Twoja rzeczywistość to
      książka. Szkoda, Jaras, że bardziej niż na własnych obserwacjach polegasz na
      tym, co ktoś napisał. Duzo robisz dla alkoholików, tak, ale nie wszyscy chcą tak
      daleko odchodzic od codzienności... takich możesz zrazić... nie uważasz?
      Piszę nie po to, aby Cię dotknąć. Takie tam refleksje:)

      • tenjaras Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 08:38

        podstawą nauki AA jest przerwanie samotnej, nieskutecznej walki, dołączenie do
        grupy ludzi o podobnych zainteresowaniach i problemach, życie w takiej
        wspólnocie i budowanie postawy uczciwości wobec siebie, w czasach gdy
        powstawało było jedyną możliwością skierowaną bezpośrednio do alkoholików, dziś
        można korzystać z tego na tym forum, wielu innych, czy różnych tego typu
        możliwościach, czasy się zmieniają, a alkoholicy nie są ludźmi bezczynnymi
        w tamtych czasach było już kilka dość skutecznych możliwości bycia trzeźwym,
        pomijając to, co ówcześni psycholodzy określali "przypadkiem beznadziejnym" gdy
        sugerowali izolację od społeczeństwa, można się tylko domyślać co się działo z
        tymi biedakami, wtedy, w psychiatrykach... były różnego rodzaju wspólnoty, w
        których alkoholicy odnajdywali przystań dla siebie, jednak cele tych wspólnot
        często prowadziły do rozsypki, wewnętrznych konfliktów i rozłamów, trudno było
        tam zachować poczucie bezpieczeństwa i trzeźwość
        Bill Wilson wpadł na pomysł, by alkoholicy stali się samodzielni, pragnął
        stworzyć coś, co będzie inne jak dotychczas i da, to właściwe, jakże potrzebne
        nam, poczucie bezpieczeństwa, nikt wsród mu współczesnych nie wierzył w
        powodzenie takiego projektu, upłynęło pare miesięcy, gdy zdeterminowany spotkał
        jakiegoś człowieka, z którym długo o tym rozmawiał, a potem poszli się razem
        napić, utwierdzając wszystkich, że jego pomysł nie ma szans powodzenia...
        wtedy, będąc kolejny raz w szpitalu pod opieką swojego psychologa, przeżył coś,
        co później nazwał "przebudzeniem duchowym", psycholodzy wówczas byli zgodni co
        do tego, że ogromną szansą dla alkoholików jest jakieś głębokie przeżycie
        religijne, pomagające w całkowitej zmianie postawy wobec życia, minęło jeszcze
        pól roku zanim spotkał drugiego alkoholika, zresztą, daleko od własnego domu,
        zadziałało, sprawdzili na trzecim i tak się zaczęło...

        zaobserwowali, że to właśnie alkoholik potrafi trafić do drugiego tak, jak nikt
        inny, "ten pierwszy już nigdy nie będzie dawnym sobą" i że nie ma znaczenia
        pierwsza reakcja - ziarno zostało zasiane, a "ten pierwszy" jeśli zdąży,
        przestanie w końcu pić i wyzdrowieje z alkoholizmu, bo komfort jego picia
        został mu odebrany jakąś dziwną mocą i co najważniejsze, zaczynają się w takim
        kimś zmiany znacznie głębsze niż tylko decyzja pić, czy nie, warto być na nie
        otwartym...
        • e4ska Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 10:52
          Wiesz, Jarasie, dla mnie z tej przygody:) dwóch pijakow amerykańskich wypływa
          taki optymistyczny wniosek: że jeśli dzieje się nam krzywda, choćby z naszej
          przyczyny, to warto sie zrzeszać... bo najgorzej to pogrązyć się w samotnosci.
          Gdyby każdy pijak porzucający butelkę miał możnośc doznania mistycznego
          przełomu, wszystko byloby proste. Ty prawdopodobnie doznałeś boskiej przemiany,
          tak mi sie wydaje, ale co z tymi, ktorzy nie doznali... i tutaj, widzisz, jest
          haczyk - czy może się dogadac ten z przełomem z takim bez przełomu? A trzeba nad
          tym myśleć, jesli AA ma trafiać do wielu niewierzących, do wielu bardzo
          przyziemnych ludzi, a ja jestem sobie przyziemna w pewnym sensie - jak to kobieta:)

          Ale to Ty jestes w AA, ja zupełnie nie mam pomysłu... może napychanie mityngow
          ludźmi z terapii jest dla ruchu niekorzystne? Pisała tutaj dziewczyna, raz tylko
          bodajże, jak jej dzielna i skuteczna grupka rozpadła się po wejsciu
          sterapeutyzowanych. Problem chyba jest, tak go widac z mojej strony... stoję z
          daleka, ale moze powinnam wreszcie przeczytać tę książkę... tylko mi jakos nie
          idzie, inny typ wyobraźni mam, chyba:) Lenistwo też:)
          • janulodz Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 11:34
            Eska . Ty jesteś z innej bajki. Jaras ma swoją, z Billem w roli czarodzieja i siłami niebieskimi, bez których nijak nie da rady. A Ty przyziemna w pewnym sensie. Tylko mnie tez się wydaje, że lepiej się chodzi po twardym. I wierzy w siebie. I może znależć oparcie . W konkretnej postaci.
          • drak02 Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 11:44
            Jestem agnostykiem i bardzo trudno jest mi uznać istnienie siły wyższej.
            Jednakże szanuję wiarę innych i uważam ze łatwiej jest żyć wierząc że gdzieś
            tam czuwa nad nami opatrzność. Dla wielu trzeźwiejących alkoholików wiara w
            siłę wyższą czy Boga, ma decydujące znaczenie dla ich wychodzenia z nałogu.
            Ja też przed podjęciem decyzji o leczeniu przezyłem swoiste olśnienie.
            Nie wiem czy to było olśnienie intelektualne czy metafizyczne.
          • myszabrum Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 14:00
            Dla znających angielski:

            www.orange-papers.org

            Historia ruchu AA bynajmniej nie z pozycji "na klęczkach" ;)
            • myszabrum Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 14:02
              www.orange-papers.org/
              • drak02 Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 14:16
                Mysza, zawartośc załączonej strony jest dosyć obfita- co konkretnie polecasz?
                • myszabrum Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 15:02
                  Drak - autor strony faktycznie pisze rozwlekle i zarazem drobiazgowo (taki
                  trochę amerykański Addicted ;).

                  Ja tę stronę "studiowałam" ponad pół roku temu, w momencie
                  swojego "odchodzenia" od AA.

                  Jak może zauważyłeś, jest mnóstwo wzajemnie krzyżujących się linków, i czytałam
                  właśnie tą metodą - jak mnie coś zaciekawiało, "zbaczałam" w link, a potem z
                  tego linku w inne linki itd. Tak więc nie pamiętam już dokładnie, na której
                  podstronie były które informacje.

                  Przyznam, że za pierwszym razem przekopywałam się przez to wszystko z wypiekami
                  na policzkach.

                  Rewelacją (w nie najprzyjemniejszym sensie) była dla mnie informacja, że Oxford
                  Group była organizacją faszyzującą, że Bill W. po założeniu AA nigdy już nie
                  pracował, natomiast do końca życia nałogowo palił i był znanym kobieciarzem
                  etc. No i skuteczność AA...

                  Dziś widzę, że autor strony za dużo ma w sobie emocji, za dużo chce "upchnąć w
                  jednym", stąd wszędzie masa cytatów, odniesień etc. Ale jak kto ma dużo czasu w
                  chłodny jesienny wieczór... ;)

                  Pozdrawiam.
                  • janulodz Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 16:11
                    Dlaczego tak się dzieje, że niewierzący wierzy i szanuje tę wiarę, że wierzącemu do wytrzeźwienia potrzebna jest wiara.
                    Natomiast wierzący, nie wierzy , że niewierzącemu do wytrzeźwienia takiej wiary nie trzeba.
                    • e4ska Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 16:56
                      To chyba zależy od jakiegoś coś tam w mózgu... mechanizmu:)
                      Zaprogramowane z góry - coś jak rzekoma skłonność do alkoholizmu;) Jedni mają
                      niedpartą potrzebę autorytetu, zauważ - konieczne są księgi, zaklęcia i rytuały,
                      drugim to nie leży i już.

                      Skoro alkoholikami zostają jedni i drudzy, istota alkoholizmu nie kryje się w
                      psychice, w konstrukcji naszego chrakteru, tylko gdzieś indziej, na innym
                      poziomie. Przychylam się bardziej do uwarunkowań fizjologii. I kto wie, czy nie
                      tutaj kryje się zagadka klęsk terapii. Alkoholizmu nie da się wyleczyć "przez
                      głowę", to może dać chwilowa ulgę, uśmierzyć...

                      Z tym, że znieczulenie jedni czerpią sami z siebie, drudzy muszą je skądś wziąć.
                      Z zewnatrz. Dają sobie "pomóc".

                      Tak, ateizm traktowany jest jako niedobór... pomyłka. Jaras będzie wbrew faktom
                      twierdził, ze nie ma mozliwosci samoozdrowienia bez opatrzności i organizacji,
                      choćby fakty lały go pałami jak ś.p. ZOMO. Nie zauważy, bo gdyby... to runąłby
                      cały jego system. Nie wymagaj za dużo, Janu. Zwłaszcza od akoholika:)))
                      • myszabrum Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 19:07
                        Z tą potrzebą rytuału i księgi coś jest na rzeczy.

                        Raz, że AA powstało w kulturze protestanckiej, gdzie jest większy nacisk
                        na "czytanie Pisma", analizowanie Słowa Bozego etc. niż np. u katolików.

                        Dwa, że być może faktycznie jest to organizacja przemawiająca najbardziej do
                        określonego typu osobowości.

                        Czytam np. amerykańską, opartą o AA listę dyskusyjną dla uzależnionych, gdzie
                        98% pisujących stanowią kobiety. Ponieważ dziewczyny dzielą się szczegółami ze
                        swego życia "pozaaowskiego", w pewnym momencie zauważyłam, że bardzo wiele z
                        nich wykonuje zawód... nauczycielki (ale nie akademickiej ;).

                        Napisałam o tym do nich i one potwierdziły, że istnieje związek - dobrze czują
                        się w strukturach, gdy mają kogoś "nad sobą" (sponsor) i "pod sobą"
                        ("sponsee"), gdy są kroki, tradycje, program. Wszystko wymierzone i poukładane.

                        Dodam jeszcze, że z moich obserwacji wynika, iż w anglosaskim AA sponsor jest
                        znacznie większym autoryteterm niż np. u nas, jest też silniejszy nacisk
                        na "pracę nad krokami" (czyli pisanie wypracowanek i omawianie ich ze
                        sponsorem) etc.

                        Piszę to wszystko bez żadnej uszczypliwości, bardzo podziwiam te dziewczyny,
                        ich walkę. I trochę żałuję, ze nie jestem taka, jak one.
                    • drak02 Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 17:06
                      Czesto zazdroszczę wierzącym tej łaski która otrzymali, jest im jakoś wogóle w
                      życiu łatwiej. Mają po smierci jakąś perspektywę przed sobą , jakiś wzniosły
                      cel. A dla mnie koniec to koniec - nie spodziewam się już pośmierci żadnych
                      atrakcji. jedynym dylematem jest to czy na końcu mojej drogi moje truchło
                      powinno być zakopane czy spalone. W sumie niezbyt pocieszająca perspektywa.
                      Uwazam ze można trzeźwieć bez odwoływania się do Boga tyle że trzeba sobie
                      wypracować pewien system motywacji- warto żyć w tzreźwosci bo .......
                      tutaj można wstawić cały szereg rzeczy dla kórych warto nie pić.

                  • drak02 Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 17:20
                    myszabrum napisała:


                    >
                    > Przyznam, że za pierwszym razem przekopywałam się przez to wszystko z
                    wypiekami
                    >
                    > na policzkach.
                    >
                    > Rewelacją (w nie najprzyjemniejszym sensie) była dla mnie informacja, że
                    Oxford
                    >
                    > Group była organizacją faszyzującą, że Bill W. po założeniu AA nigdy już nie
                    > pracował, natomiast do końca życia nałogowo palił i był znanym kobieciarzem
                    > etc. No i skuteczność AA...
                    >
                    > Dziś widzę, że autor strony za dużo ma w sobie emocji, za dużo chce "upchnąć
                    w
                    > jednym", stąd wszędzie masa cytatów, odniesień etc. Ale jak kto ma dużo czasu
                    w
                    >
                    > chłodny jesienny wieczór... ;)
                    >
                    > Pozdrawiam.

                    Jakiekolwiek idealizowanie AA nie ma sensu.
                    Myslę że ktoś kto potzrebuje wsparcia znajdzie tam to co mu najbardziej
                    odpowiada i pomaga. Gdy uczęśzczałem do AA , ceniłem sobie wypowiedzi
                    niektórych osób które były dla mnie cennymi wskazówkami, natomiast rytuały
                    kompletnie mnie nie przekonywały.Przy czym myśle że dla wielu osób jest to
                    barzdzo pomocny i cenny sposób wychodzenia z nałogu.
                    Pozdrawiam:)
                  • wolny32 Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 04.10.06, 11:42
                    myszabrum napisała:

                    > Drak - autor strony faktycznie pisze rozwlekle i zarazem drobiazgowo (taki
                    > trochę amerykański Addicted ;).


                    No nie, w ramach odzwyczajania się nie czytuje od tygodnia forum (tylko swoje 2
                    wątki), dzis mysle sobie "zajrze w jeden" i co widzę?

                    Myszabrum, znajdę Cię i powieszę za jądra:)
                    • wolny32 Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 04.10.06, 11:51

                      > myszabrum napisała:
                      >
                      > > Drak - autor strony faktycznie pisze rozwlekle i zarazem drobiazgowo (tak
                      > i
                      > > trochę amerykański Addicted ;).
                      >

                      Faktycznie podobny do ś.p. Addicted1!!!

                      Np. te doskonałe analogie, to umiłowanie prawdy , ta doskonałość w wyszukiwaniu
                      nieścisłości , ah ten Addi, to był ktoś Wielki,

                      czemu go zniechęciliśta do tego forum?
                      • wolny32 To, co mówił addicted1 04.10.06, 11:53
                        For just a few examples, cult members fear that if they leave the cult they will:

                        * die painfully or violently.
                        * become an alcoholic or drug addict.
                        * go insane.
                        * be a failure.
                        * lose control completely.
                        * lose their dreams.
                        * lose all hope of a happy future.
                        * become unspiritual.
                        * lose their relationship with God.
                        * be defeated by Satan.
                        * be possessed by demons or evil spirits.
                        * lose their chance for immortality or salvation.
                        * be judged unworthy when Armageddon takes place.
                        * not be taken up to Heaven when the Rapture happens.
                        * be unloved.
                        * be ostracized and rejected by the group (this threat is real).
                        * be abandoned.
                        * be accused unjustly.
                        * be persecuted by psychiatrists or other mental health specialists.
                        * be tortured or tormented by deprogrammers or exit counselors.

                        • wolny32 Re: To, co mówił addicted1 04.10.06, 12:00
                          One of the biggest problems with the Twelve-Step program is the learned
                          helplessness caused by the First Step, where people are taught to confess that
                          they are "powerless over alcohol." This leads many people to believe that once
                          they have a drink, that a full-blown relapse and total loss of self-control is
                          inevitable and unavoidable.

                          Jakbym czytał addicted1, gdyby chłopak żył to by mógł o tantiemy walczyć.
                    • myszabrum Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 04.10.06, 12:44
                      Za jajniki, chciałeś rzec :)
                      • wolny32 Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 04.10.06, 12:59
                        myszabrum napisała:

                        > Za jajniki, chciałeś rzec :)

                        Nie, chciałem rzec za jądra,jakby napisał za jajniki to byłaby zbrodnia karalna,
                        namierzyłaby mnie policja i wyszłoby co Prymas Polski robi po cichu:)
                        Poza tym mój idol Juzef Stalin miał taki test na osoby podejrzane:
                        powiesic za jaja. jak wytrzyma- znaczy ze uczciwy, jak umrze- znaczy ze kłamał.


                        A poważniej to dziękuję za tę stronę orange.com
                        dla mnie b. dobra strona, zachwyciłem się,
                        znalazłem w koncu bratnią duszę, już nie musze przekonywać bo wiem, ze nie
                        jestem sam w swoim "chorym" myśleniu.
                        p.s. on jest sto razy lepszy niz Addicted1 bo on podpiera sie danymi i
                        statystykami, a nie tylko gada.


          • tenjaras Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 20:50

            jestem w AA bo jak to uczy Wielka Księga - zwana tak z powodu rozmiaru
            pierwszego wydania, a nie zawartości - ta wspólnota jest dla ludzi, którzy nie
            radzą sobie w samotnej walce, przyjąłem wiedzę terapeutyczną, że pewnych rzeczy
            nie przeskoczę, że raczej mój życiorys to piciorys i posłuchałem sugestii, że
            dzięki AA może być prościej - nigdy nie mówię, żeby mnie ktoś naśladował, bo
            tak naprawdę mam przeje... nene nene... i dlatego unikam udzielania rad -
            czasem jednak wyrażam zadowolenie, że znalazłem miejsce i sposób na swoje
            kłopoty, nazywam to "na siebie" i chodzi mi o kierowanie swoim życiem
            o kierowaniu można w prosty sposób przemyśleć na przykładzie kierowcy - to nie
            ja zbudowałem samochód, nie zbudowałem dróg, nie ustaliłem przepisów, ja tylko
            siedzę za kółkiem i albo się stosuję, albo nie...
            o Bogu to inna bajka, każdy musi ustalić jak to jest, znam dwa sposoby, można
            przyjąć doktryne religijną lub obkumać własne rozumienie, ja obkumałem takiego,
            który ma na imie moovishimash, kierowałem się wskazówkami ze wspomnianej tu
            Wielkiej Księgi - po pierwsze, jakiś jest, po drugie, to nie jestem ja...
            dopiąłem trzeci aspekt, wyrwał mnie z nałogu, czyli jest mocniejszy, a ja tego
            nie potrafiłem i chyle czoła, bo jest za co ;-) jednak czuję się znacząco
            bezpieczniej w tym czasem dziwnym świecie...
            nie wszyscy alkoholicy, nie wszyscy AA, tak po prostu przyjmują Boga i idą do
            domu, to też jest poruszone na kartach WK, znam wielu, którzy mówią o sobie, że
            są uczestnikami AA, ale nie wierzą w "rzadnego tam Boga", znaczenie ma to, by
            stawać się uczciwym wobec samego siebie, do tego prowadzi to co Bill nazywał
            przebudzeniem duchowym, a ja wolę mówić rozwój osobisty i uważam, że Bill
            posługiwał się po prostu językiem sobie współczesnym, a 12 kroków to właśnie
            droga, którą wyznacza AA do coraz lepszego życia, nie każdy z nas miał okazję
            kiedyś być normalnym, zdrowym człowiekiem i jakoś trzeba się tego nauczyć, stąd
            ten program, wskazówki, jak to zrobić... i po to AA
            • e4ska Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 03.10.06, 23:20
              Ale, Jarasie, przyglądając się niektórym losom, nie jestem wcale pewna, czy
              zawsze, czy w każdym przypadku, zmierzamy do lepszego. Bo co to znaczy "lepsze
              życie".
              Przekreslasz swoje dzieciństwo, wczesna mlodość. Jaras, przeciez nie piłes od
              kolebki, nie mów, że byłeś pijany, gdy uczyłes się raczkować.

              Co mnie męczy w takim podejściu... kiedyś Ci o tym pisałam. Że się wypieramy
              własnej przeszłości, że nic w niej dla siebie nie mamy, jesteśmy bez korzeni...
              Choćby były one gorzkie, ale... to wyparcie to jakby rodzaj amnezji, to chore
              jest, Jaras... jak to, niczego się nie nauczyłeś? Pisać, czytać też nie? Mówic?
              Przechodzić na zielonym świetle?

              Trudno, to zapewne herezją trąci, ale były takie chwile w życiu pijaka, kiedy go
              jeszcze picie bawiło. Zanim doszlismy do swojego Morza Martwego, alkohol wiele
              nam dawał... pewnie, oszukał i skrzywdził, ale najpierw musiał uwieść.
              Wyrzekając się alkoholu bez trwogi - czy trzeba wyrzekać się tylu długich lat.
              Niczego się nie nauczyłes podczas popijania, Jaras? O sobie, o ludziach, o
              czymkolwiek?

              To co ja bym miała w Civiach pisać? Niezamężna absolwentka szkoły podstawowej...
              heh:)
              • tenjaras Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 04.10.06, 11:09
                niczego się nie wyrzekłem - zaakceptowałem fakt, zrozumiałem, że motywacja była
                skaleczona, ale osiągnąłem coś, czego szary człowiek powodowany zahamowaniami
                by nie osiągnął - jednak nie chciałbym tu być postrzegany jako uważającego
                siebie za lepszego od innych, teraz tylko znaleźć odwagę żyć tak dalej
                bez "motywatora" zewnętrznego, zmiana postawy, jak sądzę, nie koniecznie musi
                iść w parze z postępowaniem, chodzi o to by nie kierować się potrzebami
                uzależnienia, w pijany sposób, ale kierować się zdrowym rozsądkiem i trzeźwością

                moje doświadczenie i mądrość ludzi, których spotkałem w chwili przełomu jest
                moją osobistą wielką księgą, jestem tu postrzegany jako wysłannik jedynie
                słusznej drogi AA, ale prawda jest taka, że mówię o sobie i jestem tylko jednym
                z wielu, ponoć 3 000 000 ... to znacząca siła, świadomość w chwilach słabości,
                że nie jestem sam wiele robi...

                ja akurat nie pamiętam czasów gdy alkohol mnie uwodził, od kiedy pamiętam
                alkohol mi już był potrzebny, ale rozumiem, że są tacy ludzie, nie jestem
                przecież żadnym autorytetem, jestem kimś kto ma jakieś doświadcznie i ujawnił
                je, a jeśli ktoś uzna, że warto coś z tego dla siebie wziąć to bierze, w
                zależności od celów własnych, bierze to, co dla niego ważne...

                wierzę też głeboko, że jeśli przeczyta moje słowa jakiś zagubiony człowiek w
                alkoholowym szaleństwie, któremu wyjątkowo będę przypominał osobiste życie, ten
                w chwilach poalkoholowych słabości wspomni jarasa i przemyśli to i owo
                • tranzyt80 Re: Nic nie zmieniać, ale nie pić 04.10.06, 11:45
                  trzesie sie listek na wietrze...
                  niewidomy,wytracic mu biala laAAske,zerwac opaske,okul/ty...ary
                  szybciej pomogl by sobie niz Ty
                  Listku 3000000-nowy na konAArze :)
    • becia983 Re: alkoholizm 06.10.06, 16:48
      czy ktoś z was był alkoholikiem, o ktorym nikt nigdy by tego nie
      powiedział.Wiecie takim fajnym chłopakiem zawsze dobrze
      ubranym,pracującym,kulturalnym kiedy trzeba...Jestem żoną takiego
      alkoholika.Czy jest nadzieja że ktoś taki zapragnie kiedyś się leczyć...
      • tenjaras Re: alkoholizm 06.10.06, 17:59
        wielu ludzi zdrowieje zaledwie przekraczając próg alkoholizmu, dno to nie musi
        być to charakterystyczne upodlenie, jakie funkcjonuje w potocznym rozumieniu
        czym jest alkoholizm, ale to wymaga pracy nie samego alkoholika, on się bawi, a
        kto przerywa zabawę?

        polecam poradnik dla rodzin i przyjaciół alkoholika
        www.tenjaras.webpark.pl/al-anonY.html
      • yoytek Re: alkoholizm 08.10.06, 10:37
        Dół psychiczny nie ma związku z ceną używanych perfum. Mój dół to wytoczenie się
        skacowanego na ogród i rozpacz, i samotność- Kafka i Kierkegaard w jednym, na
        dokładkę ze Stachurą z dni przedostatnich.
        Nie chodzę do kościoła i także nie wiem , czy z kolei to, że pięć lat
        bezskutecznie tłukłem się po różnych terapiach ma związek z niedostatkiem wiary
        i ufności.
        No Jarasku- podjąłeś interesujące wyzwanie
      • aaugustw Re: alkoholizm 09.10.06, 20:04
        (becia983 napisała):

        > czy ktoś z was był alkoholikiem, o ktorym nikt nigdy by tego nie
        > powiedział.Wiecie takim fajnym chłopakiem zawsze dobrze
        > ubranym,pracującym,kulturalnym kiedy trzeba...Jestem żoną takiego
        > alkoholika.Czy jest nadzieja że ktoś taki zapragnie kiedyś się leczyć...
        _________________________________________________________________________-

        Becia983, jezeli on sam potrafi dbac o to, ze jest zawsze dobrze ubrany,
        najedzony, umyty i pachnacy to ja watpie, zeby on zapragnal sie leczyc!
        Natomiast, jezeli Ty mu pomagasz w tym wszystkim to on z pewnoscia NIGDY nie
        zechce sie leczyc.
        Pozdrawiam:
        A...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka