ona764
04.10.06, 22:03
Jestem alkoholiczka.
Pije coraz wiecej i coraz czesciej. Dezorganizuje mi to zycie prywatne i sluzbowe. Zaniedbuje wiele
waznych obowiazkow. Jeszcze niewiele osob to zauwaza, nie zadluzam sie, nie zbieram makulatury
po smietnikach. Ale psychike mam zrujnowana, pograzam sie. Alkoholizm ukryty ale rownie bolesny.
Oszukuje siebie i wszystkich dookola. Pale coraz wiecej. Pograzam sie w nalogu. Jest wiele rzeczy,
ktore bym robila a ktorych nie robie bo: jestem chronicznie zmeczona, zapita, zdolowana albo
skacowana. Albo 4 w jednym. Najczesciej.
Kiedy zaczynam pic wiem, ze nie skonczy sie na jednym, dwoch piwach, potem jeszcze musze pojsc
do klubu potanczyc. Nastepny dzien to walka z depresja i zmeczeniem, obowiazkami w pracy i
zmietym wygladem.
Potrzebuje pomocy ale jeszcze nie jestem gotowa zeby po nia siegnac.
Alkohol ? mocz szatana.
Mam dluzsze okresy abstynencji ale coraz rzadsze. Picie co drugi dzien (bo trzeba odpoczac) to
norma. Kiedy nie pije kilka dni czuje sie dowartosciowana i ?moge wszystko?. Zycie jest piekne.
Postanowienia bardzo mocne ?to juz sie wiecej nie potworzy?. Potem wszystko zaczyna sie od nowa.
To jedno piwo, ten jeden kieliszek wina. Tone w alkoholu. Kiedy wypije tez jest cudownie?
Moj Brat ma ten sam problem. Ojciec jest niepijacym od 20 lat alkoholikiem. Latwo tlumaczyc sobie,
ze to geny. Gladkie usprawiedliwienia to moja specjalnosc. Klamstwa ? chleb powszedni.
Nie pije. Jest dobrze. Potem ogarnia mnie niepokoj, nie moge znalesc sobie miejsca, szukam okazji.
Potem jest zle?.
Moj pierwszy zwiazek zniszczyl nalog. Wtedy jeszcze nie zdawalam sobie z tego sprawy.
Musze byc uzalezniona. Obojetne od czego: znajomych, tanca, seksu, picia, palenia, sportu itd.
Kazdy nalog jest dobry. Jednak sa nalogi, ktore zabijaja szybciej. Fizycznie i psychicznie. Czy z tego
wyjde? Czy zaakceptuje to, ze sama sobie nie poradze? Nie lezy to w moim charakterze. Ja nie dam
rady?! Nonsens! Czy mam problem? Owszem ALE JESZCZE to nie dezorganizuje mi zycia AZ TAK
BARDZO, zeby dac sobie pomoc. Zamykam sie.
Bardzo czesto rozmyslam? co dalej? Czas zalozyc rodzine. Czy wyjsc za maz z rozsadku? Bo milosc
odeszla. Miec dzieci. Ale to przeciez takie meczace, ukrywac sie bedac z kims, trudne. Latwiej zapic
samemu, bez kontroli, nie tlumaczyc sie. Chce sie ratowac? Chce? Niewygodne, za duzo trzeba
poswiecic. Teraz duzo trace. Bilans jest zawsze ujemny wiec o co w tym wszystkim chodzi?!!
Dostalam dar zycia po raz trzeci. Marnotrastwo. Pustka sie powieksza. Czego mi brakuje, o czym
probuje zapomniec?