04.10.06, 22:03
Jestem alkoholiczka.

Pije coraz wiecej i coraz czesciej. Dezorganizuje mi to zycie prywatne i sluzbowe. Zaniedbuje wiele
waznych obowiazkow. Jeszcze niewiele osob to zauwaza, nie zadluzam sie, nie zbieram makulatury
po smietnikach. Ale psychike mam zrujnowana, pograzam sie. Alkoholizm ukryty ale rownie bolesny.
Oszukuje siebie i wszystkich dookola. Pale coraz wiecej. Pograzam sie w nalogu. Jest wiele rzeczy,
ktore bym robila a ktorych nie robie bo: jestem chronicznie zmeczona, zapita, zdolowana albo
skacowana. Albo 4 w jednym. Najczesciej.
Kiedy zaczynam pic wiem, ze nie skonczy sie na jednym, dwoch piwach, potem jeszcze musze pojsc
do klubu potanczyc. Nastepny dzien to walka z depresja i zmeczeniem, obowiazkami w pracy i
zmietym wygladem.

Potrzebuje pomocy ale jeszcze nie jestem gotowa zeby po nia siegnac.

Alkohol ? mocz szatana.

Mam dluzsze okresy abstynencji ale coraz rzadsze. Picie co drugi dzien (bo trzeba odpoczac) to
norma. Kiedy nie pije kilka dni czuje sie dowartosciowana i ?moge wszystko?. Zycie jest piekne.
Postanowienia bardzo mocne ?to juz sie wiecej nie potworzy?. Potem wszystko zaczyna sie od nowa.
To jedno piwo, ten jeden kieliszek wina. Tone w alkoholu. Kiedy wypije tez jest cudownie?

Moj Brat ma ten sam problem. Ojciec jest niepijacym od 20 lat alkoholikiem. Latwo tlumaczyc sobie,
ze to geny. Gladkie usprawiedliwienia to moja specjalnosc. Klamstwa ? chleb powszedni.

Nie pije. Jest dobrze. Potem ogarnia mnie niepokoj, nie moge znalesc sobie miejsca, szukam okazji.
Potem jest zle?.

Moj pierwszy zwiazek zniszczyl nalog. Wtedy jeszcze nie zdawalam sobie z tego sprawy.
Musze byc uzalezniona. Obojetne od czego: znajomych, tanca, seksu, picia, palenia, sportu itd.
Kazdy nalog jest dobry. Jednak sa nalogi, ktore zabijaja szybciej. Fizycznie i psychicznie. Czy z tego
wyjde? Czy zaakceptuje to, ze sama sobie nie poradze? Nie lezy to w moim charakterze. Ja nie dam
rady?! Nonsens! Czy mam problem? Owszem ALE JESZCZE to nie dezorganizuje mi zycia AZ TAK
BARDZO, zeby dac sobie pomoc. Zamykam sie.

Bardzo czesto rozmyslam? co dalej? Czas zalozyc rodzine. Czy wyjsc za maz z rozsadku? Bo milosc
odeszla. Miec dzieci. Ale to przeciez takie meczace, ukrywac sie bedac z kims, trudne. Latwiej zapic
samemu, bez kontroli, nie tlumaczyc sie. Chce sie ratowac? Chce? Niewygodne, za duzo trzeba
poswiecic. Teraz duzo trace. Bilans jest zawsze ujemny wiec o co w tym wszystkim chodzi?!!

Dostalam dar zycia po raz trzeci. Marnotrastwo. Pustka sie powieksza. Czego mi brakuje, o czym
probuje zapomniec?
Obserwuj wątek
    • e4ska Re: dlugie 04.10.06, 23:45
      Wiesz, kiedy zdobędziesz wiedzę o alkoholizmie, przekonasz się, że... zawsze
      jest tak samo. Że pijaki robią sobie dłuższe przerwy, a potem, w nagrodę, ten
      jeden kieliszek zamienia sie w następny ciąg, coraz bardziej tragiczny. W Twojej
      historii nie ma niczego dziwnego, tak jest - za kazdym razem to samo... picie w
      ukryciu, zmęczenie totalne, wewnętrzna rozpacz, utrata ludzi, przyjaciól,
      ukochanych, samotnośc... i straszliwe poczucie bezsensu. Rozpacz.

      Może to Cię zdziwi, ale... kiedy wreszcie rzucisz picie, staniesz sie
      szczęsliwsza. Bo nasz organizm tak reaguje. Alkohol to tzw, depresant,
      rozumiesz? cieszy, gdy pijesz, a potem ta sztuczna górka zamienia sie w dół, co
      tam dół, to otchłań...

      I nie mysl sobie, że przestać jest łatwo, o nie... tak, wytrzymasz dzień, dwa,
      trzy... miesiąc... i dojdziesz do wniosku, ze Ty mozesz, jesli tyle wytrwałas.
      Nie. Nie możesz. Dopóki tego nie zrozumiesz, nie dasz rady.

      Wiesz zapewne, że można iść na terapię, adresy www.odwyk.pl, mozesz anonimowo
      iśc na mityng AA, tez wejdź na ich stronę, albo tak jak ja - terapia mi nie
      pasowała - wytrzeźwiec można samodzielnie. Więc nie martw się zbytnio - jak mnie
      sie udało, a piłam okropnie - to i Ty mozesz sie uratować. Ale butelke musisz
      odstawic sama, z terapią, bez terapii, z AA... nikt tego za Ciebie nie zrobi.
    • wojtech451 Re: dlugie.... i smutne ale można to zmienić! 05.10.06, 07:32
      ona764 napisała:

      > Jestem alkoholiczka...
      > Pije coraz wiecej i coraz czesciej. Dezorganizuje mi to zycie prywatne i
      >sluzbowe. Zaniedbuje wiele waznych obowiazkow....
      > Oszukuje siebie i wszystkich dookola. Pale coraz wiecej. Pograzam sie w
      nalogu...
      > Kiedy zaczynam pic wiem, ze nie skonczy sie na jednym, dwoch piwach,
      itd...........

      Szczera i dokładna analiza sytuacji, osobowości, problemu...

      > Potrzebuje pomocy ale jeszcze nie jestem gotowa zeby po nia siegnac.

      Oto i odpowiedź!
      Tylko, że może być za późno jeżeli będziesz odkładała w nieskończoność ten
      moment, jeżeli będziesz się zastanawiać codziennie rano patrząc w lustro czy to
      już dzisiaj osiągnęłam DNO?
      Twój list świadczy, że masz już SWOJE dno. Zacznij coś robić -jak
      radziła "e4ska"; terapia (najlepiej zamknięta), AA, poradnia, zacznij działać i
      szukać dla siebie takiego sposobu leczenia który będzie Ci odpowiadał.
      Ja próbowałem kilku w końcu pomogła terapia zamknięta.
      I jeszcze jedno - MOTYWACJA!
      Bez niej trudno będzie wytrzeźwieć!
    • 7zahir Re: dlugie 05.10.06, 08:19
      Zaczynałam wyrywać się z alkoholowego amoku tak samo jak Ty.
      Myslałam, że znajdę w internecie super sposób i sqama sobie
      poradzę.Szybko jednak sie przekonałam, że to nierealne.
      Nie trać czasu - DZIAŁAJ !!

      Poczytaj na linkach. które podałam tu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=47091074&a=47099200
      tu też warto:
      tenjaras.webpark.pl/75.html


      • e4ska Wiarygodność porad - do Zahir -- poważnie 05.10.06, 09:08
        Zahir, bez urazy. Twoje pożyteczne wypowiedzi zawsze są zbudowane według
        typowego, jedynego zresztą schematu, właściwego dla nas wszystkich - wiem, bo
        sam przez to przeszedłem (przeszłam). Ale nie wymyślaj. Bo popatrz - piszesz, że
        nie pijesz ponad trzy lata. Że skonczyłas pić dopiero po lekturze Jampolskiego.
        Że najpierw poszłaś na terapię otwartą, ktorą systematycznie zapijałaś, potem na
        zamkniętą, później dopiero lektura książki. A przed podjęciem leczenia
        próbowałaś jeszcze ratować się ... Internetem. "Myslałam, że znajdę w
        internecie super sposób i sqama sobie
        > poradzę.Szybko jednak sie przekonałam, że to nierealne.
        > Nie trać czasu - DZIAŁAJ !!"

        No no. czytanie to już działanie, niegorsze od słuchania terapeuty i jego
        zgrupowanych klientów. Na tym poziomie, na poziomie pełnej samodzielności każdy
        musi wytrzeźwieć na tyle, żeby dotrzeć trzeźwo na mityng albo do poradni. Czytać
        możesz na najgorszym kacu, to pierwszy kontakt alkoholika ze światem, pierwszy
        moment, kiedy się szuka pomocy. Zanim zacznie się działać, trzeba sobie to i owo
        uświadomić.

        Zahir, na moje piękne uzbrojone oko to taki proces trzeźwienia, jaki
        przedstawiasz na forum, musi sięgać ponad pięciu lat co najmniej. Chyba że pomoc
        internetową zredukujesz do tygodnia, terapię zapijaną i odwyk skomasujesz,
        późniejsze zapicia to będzie z miesiąc albo dwa... i wycofasz się z trzech lat z
        hakiem.

        Więc: pięć lat temu, ba, nawet cztery, trzy lata temu dostęp do Internetu był w
        naszym kraju znikomy. Mało kto miał stałe łącza. Wchodziło się przez modem tepsy
        - płaciłam monstrualne rachunki, mimo że nigdy nie korzystałam osobiscie, a
        jedynie mój syn-informatyk. Druga rzecz: nie było tylu materiałów co teraz.

        Nie twierdzę, że można przestać pić tylko i wyłącznie w oparciu o kontakt
        internetowy. Ja przestałam kilka ładnych miesięcy wcześniej, zanim napisałam na
        Gazetę. Jestem przekonana, że gdyby nikt nic nie napisał na świecie o
        nadużywaniu alkoholu, też bym nie piła. Wiedza nie jest aż tak bardzo potrzebna,
        ale ułatwia podjęcie decyzji, przygotowuje na trudności, a życzliwość, uśmiech
        tutaj pisujących jest czymś nie tylko dobrym, ale i pięknym.

        Możesz łaskawie powiedzieć, gdzie w roku 2000-2001 miałaś dostęp do informacji,
        z kim mogłaś dyskutować, na czym się opierałas, skoro te strony, do których
        teraz odsyłasz, powstały później? Może, skoro jestes świetna w podawaniu linków,
        zechcesz np. mnie odesłać do swoich ówczesnych dyskusji - fajnie byłoby poczytać
        dawną Zahir, mówiącą własnym ludzkim głosem... bardzo interesujące. Proszę.
        Odeślij mnie... gdzie to jest?

        W ogóle nie było jeszcze kilka lat temu wielu popularnych dziś książek,
        artykułów, rozpraw naukowych.... kiedy szukałam informacji o alkoholizmie, duzo
        rzeczy miało rok wydania po 2001.
        Będę wdzięczna, jeśli mi - i chyba innym - odpowiesz... Dla osób szukających
        ratunku świadomość, że wszystko, o czym tu piszemy, jest prawdą - przynajmniej
        prawdopodobieństwem - może być niezmiernie istotnym motywem do zaprzestania picia.

        • myszabrum Re: Wiarygodność porad - do Zahir -- poważnie 05.10.06, 09:21
          Wtrącę, Eska, słóweczko - ja stałe łącze mam od ponad pięciu lat, choć nie
          jestem informatykiem :).

          Sieć anglojęzyczna była już wtedy (a na pewno i wcześniej) kopalnią informacji.
          Zakopałam się po uszy ;)

          Fora "gazetowe" zaczęłam czytywać cztery lata temu (chociaż się nie
          udzielałam). Były już wtedy bardzo rozbudowane.

          To tyle a propos wiarygodności ;).
          Pozdro.
          • e4ska Re: Wiarygodność porad - do Zahir -- poważnie 05.10.06, 09:29
            Ja też - coś ze sześć lat. Musze zapytać syna. Ale była to, przyznaj, rzadkość.
            A wpisy na angielskich stronach... cóż, to nie to samo, co po polsku. Ja znam
            angielski średnio, jestem samoukiem, więc wielu niuansów, slangowych wyrazeń nie
            rozumiem... się tylko domyślam. Ale niech mnie tam Zahir podesle... nawet po
            angielsku też sobie poczytam, co forumowa koleżanka pisała.
            • myszabrum Re: Wiarygodność porad - do Zahir -- poważnie 05.10.06, 09:49
              Ee tam, na tych ichnich stronach nikt slangiem nie pisze ;) Ludzie kulturalni i
              baaaardzo życzliwi - nie spotkałam się z tym, żeby ktoś wyśmiewał błędy
              językowe obcokrajowca. Może dobre fora odwiedzam ;)

              To stałe łącze to naprawdę już nie była wtedy taka rzadkość - u mnie w pracy
              było jeszcze wcześniej, i na osiedlu założyli. No, ale w końcu nie w tym rzecz.

              Boję się, że Zahir może nie znaleźć swoich postów sprzed lat choćby dlatego,
              że... nie pamięta nicka (ja niektórych nie pamiętam - fakt, że pisywałam
              sporadycznie). Albo dlatego, że tak stare posty nie są już archwizowane (na
              różnych stronach różnie z tym bywa). Albo dlatego, że... GŁUPOTY PISAŁA :))))
              jak dziś Blanka lub ongiś ja i wstyd... No wstyd po prostu.

              Ja tam Eska nie pokażę Ci nic :P
              • e4ska Re: Wiarygodność porad - do Zahir -- poważnie 05.10.06, 09:59
                No a polskie strony uzależnieniowe... sprzed pięciu lat... ktore miałyby
                dzisiejszą dynamikę?

                Pierwsze banowanie urządzili mi na Wirtualnej, około pięciu lat temu. I nie
                tylko mnie. Przeszłam wtedy przyspieszony kurs zasad demokracji w wolnym
                kraju:))) Na ogólnych witrynach pisywało niewiele osób, a jak kto się skarżył na
                materialny niedostatek, to mu pisali: a na Internet cię stać? Ojciec mój, bo sie
                pochwaliłam - w stanie lekko drinkowo-miętowym będąc - wspomniawsy stalinowskie
                czasy, lament podniósł: dziecko, nie pisz, a jak przyjdą i cię zabiją?

                Wnioskuję więc, że na alkoholicznych stronkach polskich tłoku nie było;)
              • 7zahir Re: Wiarygodność porad - do Zahir -- poważnie 05.10.06, 09:59
                Miałam tylko 1 nick : znowuzagubiona
                i starałam się głupot nie pisać :-)
    • drak02 Re: dlugie 05.10.06, 08:44
      Zrobiłaś pierwszy bardzo ważny krok, uświadomiłaś sobie , ze masz poważny
      problem z alkoholem. Wbrew pozorom to spory sukces.
      Twoja sytuacja nie jest odosobnionym przypadkiem, dla osób które znają problem
      alkoholizmu twój przypadek to "klasyk gatunku". Czekasz na swoje dno , na
      upadek który skłoni Cie do podjecia zdecydowanych kroków. Niestety ludzie nie
      uczą się na błędach innych tylko na własnych.I prawdopodobnie doczekasz się
      momentu kiedy twoja determinacja osiągnie apogeum. Pytanie czy warto czekać,
      czy chcesz się koniecznie przekonac jak to jest , pić pod ciągiem przez kilka
      dni i nocy , tydzien , dwa. Nie móc wstać rano do pracy w koncu utarcić pracę.
      Utracić szcunek innych i szcunek do samej siebie. Skompromitować się
      publicznie. Wylądowac w łóżku po pijaku z przypadkową osobą. Stracić resztki
      godności i urody. Spojrzeć w lustro i zobaczyć opuchniętą twarz z czerwonymi
      przekrwionymi oczami. Żyć w poczuciu permanentnego strachu i lęku.
      Jeżeli czekasz własnie na te wszystkie atrakcje o których napisałem to wiedz że
      wczesniej czy później się doczekasz. Wybór należy do Ciebie. Można żyć bez
      alkoholu i być szczęśliwym , trzeba tylko bardzo chcieć i nie obawiać się
      pomocy innych.
      • ona764 Re: dlugie 05.10.06, 19:26
        Bardzo dziekuje za wszystkie odpowiedzi.
        Zycze milego wieczoru :)
        • myszabrum Re: dlugie 05.10.06, 22:13
          Z flaszeczką czy bez?
    • e4ska Re: dlugie 05.10.06, 22:41
      Chyba przesadzasz...
      "Musze byc uzalezniona. Obojetne od czego: znajomych, tanca, seksu, picia,
      palenia, sportu itd.
      > Kazdy nalog jest dobry. Jednak sa nalogi, ktore zabijaja szybciej. Fizycznie i
      > psychicznie".
      Tak myslec... człowiek nie miałby żadnej pasji... Nic. Jak samotnik - to
      uzalezniony od samotnosci, jak towarzyski - to od znajomych... Nie. Bez
      przesady. Kazdy jest od czegos uzalezniony...

      "Bardzo czesto rozmyslam? co dalej? Czas zalozyc rodzine. Czy wyjsc za maz z
      rozsadku? Bo milosc odeszla. Miec dzieci. Ale to przeciez takie meczace, ukrywac
      sie bedac z kims, trudne. Latwiej zapic
      > samemu, bez kontroli, nie tlumaczyc sie".

      A to są problemy, ktore rozwiązuje i trzeźwy, i pijak... ale tutaj jedno jest
      pewne - nie masz szans, jesli nie przestaniesz, kurczę, brzmi banalnie, ale
      naprawde zmarnujesz sobie życie. Nie ma co się użalać... lepiej nie będzie,
      tylko gorzej, jesli sie nie wyplączesz z butelek.

      a próbowałas juz przestać na dobre? Spróbuj, nie takie to straszne.
      • ona764 Re: dlugie 09.10.06, 19:01
        Oczywiscie, ze probowalam - nie raz
        • myszabrum Re: dlugie 09.10.06, 20:50
          Rozumiem, że tym razem idzie średnio?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka