21.11.06, 18:25
kros nie pije 10 lat i wypija kieliszek.

sukces to czy porazka?

ten jeden krok- wypicie kieliszka- gdy ktos zalozyl ze nie wypije- to jakas
porazka.

Ale to czlowiek sukcesu!

Jeden kieliszek nie kasuje 10 lat pracy, zmian, trzezwego spojrzenia.

Samo niepicie to wielki sukces.
Niepicie przed dluzszy- nastepny.

Niepicie i robienie czegos- jeszcze wiekszy.
Rzucenie picia w mlodym wieku lub stazu- kolejny sukces.

Sukces to nie tjest tylko wtedy, gdy nie pije sie 10 lat bez "wpadki",
draluje na mityngi i codzienie czyta Wielka Ksiege.

Sukces to kazdy krok.

To mnostwo malych sukcesow- powodow do szczerej dumy ( nie pychy!).
Powodow do radosci.
I prawa do respektu dla mojej decyzji o niepiciu- dla tej mojej decyzji.

Prawa do moich sukcesow.

Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: sukces 21.11.06, 20:47
      Zapicie po 10-ciu latach jest dla mnie porażką
      i dowodem na to, że ten ktoś nie zrozumiał
      i nie poczuł 1-go kroku, nie trzeźwiał - czyli nie zmieniał
      swojego uzaleznionego myslenia
      oraz zmarnował te 10 lat na tzw "dupościsku".

      > Sukces to kazdy krok.
      Dodam, każdy oddech lub jak kto woli każda godzina'
      z tych 24-rech bez alkoholu i nie zmarnowana
      na bycie tylko "suchym".Kazda godzina przynoszaca
      postep w pracy nad sobą - a jak - to niewazne,
      byle tylko przynosiło efekty w postaci zmian w psychice.
      Zmian gwarantujących, że alkohol nie będzie już lekiem
      na całe zło.
      • jerzy30 wolny - znowu trafne przemyslenia - ja takie tez 21.11.06, 21:37
        miewam - czy wlasnie zapicie po 10 czy 15 latach to porazka - odpowiedzi dlugo
        nie znalazlem - dzis przyszla [dzieki tez 7zahir] - moze byc to porazka jak
        ktos dbal o trzezwosc [mityngi terapia, wracanie do zycia] i jednak pochlal [z
        jakiegos tam powodu - lub bez powodu] - ale porazka nie bedzie jak ktos przez
        te 10 lat nic nie robil [nawet jak latal codziennie na mityngi] - bo terapia
        nie polega na wylacznie na lataniu na mityngi - [mozna -wedle mnie- chodzic
        jedynie co pol roku]
        Ale temat ciekawy
        • cortona oda ku własnej czci:)) 22.11.06, 08:16
          Przez ponad rok, odkąd poważnie zaniepokoiłam się swoim popijaniem, stosowałam
          ograniczenia. Nie pozwalałam sobie na alkohol częściej niż raz w tygodniu,
          potem najwyżej raz na dwa tygodnie. Za każdym razem, kiedy "pozwoliłam sobie"
          czułam się obrzydliwie. Ale nigdy nie uważałam tego za porażkę. Raczej
          wyciągałam z tego naukę. Trzeźwość jest przyjemna, a picie, to parę godzin
          zabawy, a potem dół. Najboleśniejsze były wyrzuty sumienia.
          Później robiłam bilans i wychodziło mi, że nie jest ze mną źle. W końcu przez
          zdecydowaną większość czasu funkcjonuję jako człowiek trzeźwy.
          Potem - dzięki wiadomościom z forum - doszłam do wniosku, że w moim wypadku
          lepiej będzie jeśli całkowicie zaprzestanę używania alkoholu.
          I podobam się sobie jako abstynentka.
          Tylko, że ja wcisnęłam hamulce na żółtym świetle. Myślę, że jestem rozsądna.
          A gdyby kiedyś mi odbiło, to znowu wstanę, otrząsnę się i pokażę figę
          alkoholowi.
          Po co ja tu piszę? Przecież wygląda na to, że jestem prawie idealna:))
          A dlaczego miałabym się nie pochwalić?
          • janulodz Re: oda ku własnej czci:)) 22.11.06, 09:39
            Witaj Cortono.
            Cieszę się razem z Toba twoim dobrym samopoczuciem. Ja wczoraj po wyjściu ostatnich gości( trochę się zasiedzieli) posprzątałem ze stolu kieliszki, schowałem niedopitą przez nich butelkę wina do barku, wyszedłem na spacer z psem i pomyślałem, jak się to odbywało dawniej, kiedy moje imieniny to była jedna wielka pijacka balanga.
            Dziś czuję się rześko i zdrowo, mam tak jak Ty dobry humor i też się sobie podobam, że "już nie muszę".
            Pozdrawiam Janu
            • cortona Janu. 22.11.06, 10:24
              Januszu, rzeczywiście, wczoraj były twoje imieniny!
              Życzę Ci zdrowia, miłości, radości, i żebyś szybko spełnił swoje marzenie
              o stałym zamieszkaniu na wsi. I dziękuję Ci za ... Ale to nasza tajemnica, którą
              i tak wszyscy znają:))


            • e4ska Re: oda ku własnej czci:)) 22.11.06, 12:19
              Suchego kaca to nie łaska... opisać?
              I podczas spaceru z boksem dezyderaty wdzięcznie przepowiadać sobie...

              Janu, wywrotowa trzeźwość jest jakaś taka zwykła, że nawet nie ma co o niej
              napisać... chyba że opisy potraw wierszem... ale to znów bulimików urazisz i na
              anorektyków przerobisz:) no a o zaletach czupryny chyba też niebezpiecznie...
              same śliskie tematy.

              A do życzeń Corti dołączam się najserdeczniej... pogody ducha:)))
              Życzliwa eska:)
    • tenjaras Re: sukces 22.11.06, 08:46
      Pewien trzydziestolatek bardzo często oddawał się towarzyskiemu piciu.
      Powodowało ono ranne stany nerwowości i podniecenia. Dla kurażu wypijał znów
      "klina" lub dwa. Człowiek, o którym opowiadamy miał duże ambicje, chciał
      osiągnąć wielki sukces zawodowy. Zdawał sobie sprawę, że pijąc nie zajdzie
      nigdzie, ponieważ gdy chwycił za kielich tracił panowanie nad sobą. Obiecał
      zatem sobie, że dopóki nie osiągnie sukcesu i nie dojdzie do emerytury nie tknie
      ani kropli alkoholu. Ów wyjątkowy człowiek przez dwadzieścia pięć lat nie
      zachwiał się ani na chwilę w swym postanowieniu. Po przejściu jednak na
      emeryturę, w wieku 55 lat, popełnił ten sam błąd, który popełniają wszyscy
      alkoholicy. Uwierzył w to, że po tak długim okresie abstynencji i samodyscypliny
      potrafi pić tak jak inni. Nałożył więc domowe pantofle i otoczył się
      butelkami... Po dwóch miesiącach ciągłego picia znalazł się w szpitalu. Był
      zaskoczony i upokorzony.
      Po tym fakcie przez jakiś czas próbował jeszcze kontrolować swoje picie,
      kilkakrotnie wracając do szpitala. Wreszcie, zbierając wszystkie swoje siły,
      postanowił rzucić swoje picie całkowicie, ale odkrył, że nie jest w stanie. Miał
      do swojej dyspozycji wszystkie środki, które tylko można kupić za pieniądze, ale
      żaden z nich nie przynosił rezultatów. Choć przechodząc na emeryturę, był silnym
      i zdrowym człowiekiem - załamał się i umarł po czterech latach.

      Anonimowi Alkoholicy str.27. - fragment rozdziału "Więcej na temat alkoholizmu"

      jak temu zaradzić? kawałek dalej pisze - "Jeśli z całym przekonaniem zaplanujemy
      zaprzestanie picia, nie może być mowy o żadnych wyjątkach, ani o żadnej
      podświadomej myśli i nadziei, że kiedyś w przyszłości staniemy się odporni na
      alkohol."
      • jerzy30 z planowaniem to ja bym byl bardzo ostrozny 22.11.06, 11:02
        "całym przekonaniem zaplanujemy
        zaprzestanie picia" - !!!!!!! szczegolnie planowaniem zaprzestania picia - to
        idiotyzm - zycie potrafi zaskakiwac - a plany "brac w leb"
        • janulodz Re: z planowaniem to ja bym byl bardzo ostrozny 22.11.06, 12:47
          Zero kaca, zero ścisku, zero planowania, nie piję, bo nie muszę. A nawet nie chcę;-) I nie planuję się napić, żeby sprawdzać, czy mogę. I tak musi być.
          Dziewczyny. Dziękuję za życzenia.
          • myszabrum Re: z planowaniem to ja bym byl bardzo ostrozny 22.11.06, 16:01
            Ech, Janu. Chyba tylko trzeźwiejący alkoholik robi imieninki w środku tygodnia
            :((

            Przyznaj się lepiej, że zwabiłeś i otrułeś na nich Augusta (ostatni wpis
            zaginionego w niedzielę wieczorem!).
            • janulodz Re: z planowaniem to ja bym byl bardzo ostrozny 22.11.06, 21:31
              Myszka
              Ta impra w środku tygodnia to z wyrachowania. ;-))).
              A na niedzielę wieczór mam alibii.
        • tenjaras Re: z planowaniem to ja bym byl bardzo ostrozny 23.11.06, 07:57
          czyżbyś uznawał, że kiedykolwiek możesz bezkarnie wrócić do alkoholu, jeśli
          przekroczyłeś już próg alkoholizmu??
          • wolny32 Re: z planowaniem to ja bym byl bardzo ostrozny 23.11.06, 17:58
            tenjaras napisał:

            > czyżbyś uznawał, że kiedykolwiek możesz bezkarnie wrócić do alkoholu, jeśli
            > przekroczyłeś już próg alkoholizmu??
            >


            zalezy co rozumiesz prze mozesz

            jezeli brak zakazu prawnego- to tak, moge bezkarnie
            jezeli umiejetnosc- to nie wiem czy moge bezkarnie, ale raczej nie
            jezeli ewentualnosc- to widze tu wielkie pradopodobienstwo ( nie wierze, ze nie
            bede pil. nie mam motywacji, nic mi nie pomaga i nie dziala na mnie AA i
            terapia, a im bardziej sie probuje do nich przekonac tym bardziej sie
            zniechecam.)
          • janulodz Re: z planowaniem to ja bym byl bardzo ostrozny 23.11.06, 19:49
            Nigdzie tego nie napisałem i nie wydaje mi się to możliwe. Nie mam zamiaru nawet spróbować. Nie planuję, że na zasłużonej emeryturze znowu popłynę i nie żyję w przeświadczeniu, że tylko na jakiś czas zaprzestałem picia. Nie piję, bo nie muszę i nie chcę. Mam do alkoholu respekt. Jak do przyczajonego wroga. Nie wchodzę mu w drogę i nie drażnię lwa.
            • jerzy30 taaaaaaaa - ten lew moze pokąsać wiec 23.11.06, 21:13
              lepiej mu do klatki nie wchodzic i do pyska [do flaszki] nie zagladac, nie
              glaskac [nie polewac]
              • wolny32 Re: taaaaaaaa - ten lew moze pokąsać wiec 24.11.06, 17:57
                Oczywiscie- glupota jest planowanie picia na emeryturze.
                Planowac to mozna w czwartek picie w sobote.
                Ale planowac picie 20 lat z gory?

                to trzeba byc chyba jebnietym w leb/
                ten z historyjki z Wielkiej Ksiegi to jakis idiota.

                Caly pic polega na tym aby zmienic zycie w taki sposob, ze nie planuje ani
                picia anie niepicia.

                Oczywisce swoje wiem- ze jesli sie napije to moze byc roznie- ale ani tego nei
                demonizuje, nie zyje ta obsesja, nie mysle ciagle o tym.

                Czyli aby zycie przestalo sie kiedys krecic wokol butelki.

                Rozumiem, ze pierwszy okres to moze trzeba wiecej uwagi poswiecic "trzezwieniu".

                Rozumiem, ze niektorym ludziom, ktorzy np pili 50 lat moze byc trudno tak sobie
                zapomniec o alkoholu w ogole i zyc sportem i muzyka- oni moze musza zyc
                trzezwieniem
                (swoja roga bardzo podziwiam takich, co pili wieledziesiat lat i nie pija- jak
                oni to robia?


                co to za zycie- ciagle cekanie na suche kace, uciekanie jak oparzony przed
                widokiem butelki, izolowanie sie w AA...

                tylko wyjatkowo zdesperowani moga to zaakceptowac.

                (niestety racy wyjatkowo zdesperowani twrzyli AA i narzucili swoje reguly i
                sposb myslenia calej reszcie, ale o tym innym razem:))

                • aaugustw Re: taaaaaaaa - ten lew moze pokąsać wiec 26.11.06, 19:18
                  wolny32 napisał:

                  > Oczywiscie- glupota jest planowanie picia na emeryturze.
                  _________________________________________________________.

                  To nie jest glupota, to nazywa sie choroba alkoholowa...!
                  Ja tez przed ok. 15 laty tak planowalem...
                  Bylem juz po terapii i nie chcialem chodzic na Mityngi AA.
                  Myslalem, ze po paru latach wyzdrowialem i bede mogl juz kontrolowanie pic.
                  Zapilem po ponad 5 latach abstynencji!
                  Dzis trzezwieje szczesliwie i chodze regularnie na Mityngi AA...
                  A...
                  • wolny32 Re: taaaaaaaa - ten lew moze pokąsać wiec 27.11.06, 19:15
                    aaugustw napisał:

                    > wolny32 napisał:
                    >
                    > > Oczywiscie- glupota jest planowanie picia na emeryturze.
                    > _________________________________________________________.
                    >
                    > To nie jest glupota, to nazywa sie choroba alkoholowa...!
                    > Ja tez przed ok. 15 laty tak planowalem...
                    > Bylem juz po terapii i nie chcialem chodzic na Mityngi AA.
                    > Myslalem, ze po paru latach wyzdrowialem i bede mogl juz kontrolowanie pic.
                    > Zapilem po ponad 5 latach abstynencji!
                    > Dzis trzezwieje szczesliwie i chodze regularnie na Mityngi AA...


                    struktura 90% wypowiedzi Augusta:

                    bylem cale zycie glupi.
                    przestalem byc glupi gdy spotkalem AA.
                    teraz jetem madry.
                    :)
      • janulodz Re: sukces 22.11.06, 13:05
        tenjaras napisał:
        Pewien trzydziestolatek bardzo często oddawał się towarzyskiemu piciu.
        Powodowało ono ranne stany nerwowości i podniecenia. Dla kurażu wypijał znów
        "klina" lub dwa. Człowiek, o którym opowiadamy miał duże ambicje, chciał
        osiągnąć wielki sukces zawodowy. Zdawał sobie sprawę, że pijąc nie zajdzie
        nigdzie, ponieważ gdy chwycił za kielich tracił panowanie nad sobą. Obiecał
        zatem sobie, że dopóki nie osiągnie sukcesu i nie dojdzie do emerytury nie tknie
        ani kropli alkoholu. Ów wyjątkowy człowiek przez dwadzieścia pięć lat nie
        zachwiał się ani na chwilę w swym postanowieniu. Po przejściu jednak na
        emeryturę, w wieku 55 lat, popełnił ten sam błąd, który popełniają wszyscy
        alkoholicy. Uwierzył w to, że po tak długim okresie abstynencji i samodyscypliny......................................

        Potworne.
        On 25 lat żył na dupościsku ( przepraszam za to ulubione słowo terapeutów)
        Co on miał za życie. Pewnie nie chodził na grupy. I nie wiedział, że mu nie wolno popełnić tego samego błędu co wszyscy alkoholicy. Tylko, jeżeli wszyscy alkoholicy popełniaja ten sam błąd, to po co w ogóle to wszystko.

        Żenujące są takie przykłady i przypominają mi opowiastki starych ciotek o niegrzecznym Jasiu, który nie trzymał rączek na kołderce, a za karę miał pryszcze.
        • jerzy30 planowac niepicie za do emerytury 22.11.06, 14:26
          alez takie zycie to koszmar
          • magtomal Re: planowac niepicie za do emerytury 22.11.06, 15:19
            Janu! Dołączam do życzeń. Wszystkiego co najlepsze dla Ciebie!
        • wolny32 Re: sukces 22.11.06, 15:32
          Żenujące są takie przykłady i przypominają mi opowiastki starych ciotek o niegr
          > zecznym Jasiu, który nie trzymał rączek na kołderce, a za karę miał pryszcze.


          wlasnie.

          i co ten czlowiek mial 55 lat dobrego jak wnioskuje zycia. ze potem umarl 4
          lata pozniej?
          mogl- nie rzucajac picia- umrzec 20 lat lub 10 lat lub 5 lat wczesniej.
          przezyl wiele lat trzezwo.

          oczywiscie mozna mu wmawiac, ze przeszedl je na duposcisku.

          ale co to znaczy?

          wedlug mnie duposcisk to jest wtedy, gdy ktos jako trzezwy nie jest szczesliwy.
          jezeli robi kroki, hodzi na terapie, - a nie jest szczesliwy- to jest wlasnie
          duposcisk.
          jezeli jest szczesliwy- to czy chodzi czy nie to nie jest duposcisk.



          A temat dyskusji- czy zmarnowane lata czy nie?

          Owszem, jezeli ktos chodzi do AA, na terapie, robi kroki, przeprasza, mysli nad
          soba, zapowiada ze nigdy nie wypije (przez 24 godziny razy x) i nawet tepi
          innych za zapicie= no to zapicie to porazka jak cholera.
          Tylko czy porazka jego, czy terapeutow, czy AA- to sprawa dyskusyjna.

          Dlaczego jak pacjent wraca do picia to jest jego wina?
          Bo " nie chcial" wspolpracowac, nie wystarczajaco sluchal programu- wszak
          trzeba mu sie poddac 2calkowicie" a co to znaczy nikt nie wie.

          Natomiast jezeli ktos po prostu nie pije i jest szczesliwy- no to nie moze byc.

          zaklada sie, ze jak ktos zapil po 10 latach to musial byc nieszczesliwy.
          Co za glupota.
          A moze wlasnie byl tak szczesliwy, ze endorfiny mu mozg zalaly i sie napil?


          oczywiscie, jest punkt widzenia- ze jezeli sie napil to znaczy ze nie zrozumial
          pierwszego kroku.
          a moze zrozumial tylko zapomnial?
          a moze nigdy nie uznawal go- i co wazne- zawsze bylo mu z tym dobrze?



          zycie jak zycie- rozne przypadki, rozne rzeczy.

          Oczywiscie jak nie podpada pod terapeutyczny schemat- ze 10 lat na duposcisku
          biedak siedzial vo albo nie chodzil albo nie wsporlpracowal= to sie robi
          problem.


          Ale nie o o chodzilo.

          Chodzilo tylko o tzw. pozytywne myslenie.

          1- lat.
          3650 dni.
          trzezwych.
          a potem jeden wieczor jedno piwo.
          i to jest porazka?

          (zeby nie bylo- prosze nie szukac analogii do mnie)
          • rauchen Re: sukces 22.11.06, 15:58
            > 1- lat.
            > 3650 dni.
            > trzezwych.
            > a potem jeden wieczor jedno piwo.
            > i to jest porazka?


            cos ci sie dni w roku namnozylo niemilosiernie, 3650????
            :)

            addi, jesli uda ci sie po roku wypic jedno piwo, i na tym skonczyc, i przez
            nastepny rok znow nie pic, to najprawdopodobniej nie jestes alkoholikiem.
            U alkoholika jedno piwo to za duzo, bo potem i cysterna z piwem to za malo.
            Skad to sie bierze? Tak reaguje organizm. Przynajmniej moj, dlatego ja wiem ze
            jestem alkoholiczka.
            Duposcik nie ma tu czasem wiele do zrobienia, wystarczy moment nieuwagi.
            Moment gorszego samopoczucia.
            6 lat trenowalam jedno piwo, jeden kieliszek wina, i nie szlo skonczyc na
            jednym.
            Jednoczesnie doskonale wiedzac ze mam problem z alkoholem.
            Ale probowalam zawziecie.
            • sarkoid Re: sukces 22.11.06, 19:49
              a mnie zastanawia taki fakt -
              otóż jest człowiek, który trzeźwieje pare lat-przypuśćmy 8...po tym okresie
              zapija..dlaczego to ma być porażka? czy wśród osób trzeźwiejących nie ma
              takich, które cieszą się z okresu niepicia? Według mnie, osoba która
              trzeźwieje, zaczyna widzieć więcej rzeczy (których jak piła nie widziała),
              zaczyna inne życie, pojawiają się jakieś sukcesy...nie można zapominac o
              porażkach ale w momencie kiedy czlowiek trzeźwieje inaczej je przeżywa.

              Więc, jesli taka osoba zapije i obudzi się na drugi dzień, to będzie miała
              takiego kaca moralnego ( i przez długi czas), że cały ten miniony okres może
              uznać za porażkę....ale dlaczego? nie można przecież(to moje zdanie)
              powiedzieć, że to koniec świata!

              ja po zapiciu uznałem trzeźwienie jako "syzyfowe prace"...wciągam kamień
              trzeźwości do gory (mojej śmierci) a tu nagle bach....więc od nowa rozpoczynam
              drogę trzeźwienia
              ....a Ci co nie pili kilkanaście lat/kilkadziesiąt...i ciach....od nowa?

              to chyba zżera od środka takie pytanie-dlaczego? gdzie popełniłem błąd? co sie
              stało?....
              to jak to z tą porażką? a sukcesy gdy się w tym okresie nie piło też nazwać
              porażką??
              • tenjaras Re: sukces 23.11.06, 07:55
                jeśli uznasz, że porażka to porażka, jeśli uznasz, że etap to etap, to Twoja
                sprawa co z tym robisz

                trzeźwość to możliwość dokonywania własnych wyborów, który alkoholik wracający
                do picia o tym pamięta?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka