rozmaryna2
02.12.06, 20:25
Coś mi tu nie pasuje. Żyję (żyłam, bo wkrótce się wyproawadzam z moją częscią
domu i zagrody) z alkoholikiem ponad 10 lat. Na początku - ciężko mi ocenić
czy to była już choroba (byłam szalenie zakochana). Picie postępowało, że
jest śmiertelne wierzę - znam młode śmiertelne ofiary, nawet znałam
osobiście. Młode wtedy, ledwo po 30-tce.
Tylko to określenie - choroba niezawiniona - mi nie pasuje.
Niezawiniona przez kogo? przez niego czy przeze mnie. Parę lat już
wysłuchuję, że gdybym była inna (bardzo pojene słowo), on przestaqłby pić.
Jak mówi - gdy wreszcie się wyprowadzę - to przestanie pić.
Czyli jak to jest niezawiniona przez niego tylko przeze mnie, niezawiniona
przez nikogo i przez nic.
Tak piszę, żeby sobie ulżyć, wiem że jestem 100 % współuzależniona i bezsilna.
Dlatego odchodzę od niego. jeszcze trochę wytrzymam.
Pozdrawiam
A.