myszabrum
13.01.07, 15:09
Na innym forum "uzależnieniowym", które czytam ktoś rzucił pomysł, żeby
kontaktować się z osobami, które piszą i nagle przestają. Kontaktować się -
tzn. wysyłać maile, tworzyć na stronie forum "listę drogich zaginionych" itp.
Inicjatywa ku memu zdziwieniu spotkała się z poparciem innych forumowiczów.
U podstaw rzeczonego pomysłu leży założenie, że osoba, która przestaje się
odzywać ma problemy i być może wróciła do nałogu, albo jest "na krawędzi".
Stąd też w niektórych grupach AA jest zwyczaj, aby dzwonić do dawno
niewidzianych stałych uczestników czy nawet odwiedzać ich (bez zapowiedzi) w
domach.
Jak to widzicie? Ja, kiedy jestem "w dole", staram się unikać kontaktów z
ludźmi. Wszelkie rozmowy - nawet, a ZWŁASZCZA z tymi, co się o mnie martwią -
bardziej mnie wtedy stresują niż przynoszą ulgę. A już bardzo źle zniosłabym,
gdyby ktoś mało znany próbował wówczas do mnie dzwonić. Ale ja to ja - już
dawno zauważyłam, że reaguję inaczej niż większość.
Czy jednak naprawdę oznaki czyjegoś zainteresowania mogą pomóc? Co innego,
kiedy wszystko cacy i miło nam się gada, a co innego, gdy każde stawienie
czoła światu jest wysiłkiem. I jeszcze jedno - osoby, które były na
wspomnianym forum "poszukiwane" odpowiadały, że bardzo im miło, ale mają teraz
"ciężki okres" - i na forum jakoś nie wracały.