miss_e
08.05.07, 19:04
Kiedys pytalam tu na forum o szczegoly dotyczace heroiny ze wzgledu na
uzaleznionego kolege- wiele odp. na wszystkie pytania znalazlam w tym
filmie:Wolnosc jest darem Boga"- jesli ktos go jeszcze nie widzial to
polecam.:
"Narkotyki wciągają jak bagno - to prawda stara i banalna, a jednak stale
ktoś wpada w pułapkę z tą samą naiwną wiarą, że w każdej chwili, jeśli tylko
zechce, będzie mógł się z niej wydostać. Wpadł w nią również autor tego
filmu. Cezary Ciszewski, rocznik 1970, należał do tych młodych, zdolnych,
którym w dodatku dopisuje szczęście. Absolwent geologii UW, od pierwszego
roku studiów współpracował z radiem, zdobywając dziennikarskie szlify.
Później przez kilka lat przebywał w Holandii jako korespondent. Gdy wrócił w
1996 r., od razu trafił do TVP. Tu robił reportaże interwencyjne, materiały
reporterskie do "Kuriera Warszawskiego". Jednocześnie studiował realizację w
łódzkiej filmówce i kręcił własne filmy dokumentalne, pisał scenariusze.
Został redaktorem naczelnym miesięcznika "Hip-Hop Archiwum", a w regionalnej
TVP3 prowadził pierwszy w publicznej telewizji program poświęcony hip-hopowi.
Popularność przyniósł mu telewizyjny program "Muzyka łączy pokolenia",
którego był pomysłodawcą i współprowadzącym. Był na fali, wszystko mu się
udawało. Chciał zrobić coś oryginalnego, odważnego, niecodziennego. Uznał, że
taki może być film o warszawskich squattersach - narkomanach. Przystępując do
pracy nad "Wolnością...", nie przypuszczał jednak, jakie będą skutki tego
kroku. Dziś mówi, że gdyby mógł cofnąć jedną jedyną decyzję w swoim życiu, to
ten film by nie powstał. Bo choć od ponad roku "nie bierze", uzależniony od
heroiny będzie już do końca życia. Wszystko zaczęło się w starej, na pół
zrujnowanej, ale noszącej jeszcze ślady dawnej świetności, kamienicy w
centrum Warszawy, przy ul. Foksal 13. Opuszczone mieszkania na trzech jej
piętrach podzieliło między siebie kilkudziesięciu punków, narkomanów i
ulicznych grajków. Wśród nich byli także bohaterowie tego filmu: Czarek,
Eryka, Ola, Młody, Poziomka i inni. Byli, bo wielu z nich odeszło już na
zawsze. Chcąc się do nich zbliżyć, lepiej poznać, zobaczyć, jak naprawdę
żyją, autor filmu zdecydował się wejść na dłużej w tę mikrospołeczność. Stał
się ich częstym gościem, a w końcu jednym z nich. Dzień narkomana dzieli się
na "grzanie" i zdobywanie pieniędzy na towar. Ola potrafi zebrać nawet tysiąc
złotych, a przeciętna dniówka narkomana to 200-300 zł. Na towar potrzeba
przynajmniej stówę. Z czasem coraz więcej. W przerwach się gada, śpi, gapi w
telewizor. Kpi się z tych, co gonią za pieniędzmi i karierą, co stali się
niewolnikami konsumpcyjnego stylu życia. Tak jakby zniewolenie przez nałóg
było wyższą formą istnienia. Lokatorzy Foksal 13 mieli też ambicje
artystyczne. Jedni grali na instrumentach, inni malowali, pisali własne
wiersze albo przynajmniej czytali cudze. Początkowo widok wbijanej w ciało
strzykawki budził odrazę Cezarego, mdlił go. On, który bał się nawet zwykłego
pobierania krwi, nie wyobrażał sobie, że mógłby sam w ten sposób brać.
Zwłaszcza kiedy patrzył, jak pozbawieni już praktycznie żył młodzi ludzie
godzinami szukają na swoim ciele miejsca, gdzie jeszcze mogliby się wkłuć.
Widział, jak wstrząsają nimi drgawki i tiki, jak skręcają się z bólu - nerek,
kręgosłupa, zębów. Był pewien, że jego to nie dotyczy. Ale gdy wkrótce
palenie skrętów przestało mu wystarczać, sięgnął po strzykawkę. Potem za mało
było mu już tego, co dostawał od gospodarzy na Foksal, zaczął dokupować dla
siebie dodatkowe dawki heroiny. Zrozumiał wtedy, że jego nowi znajomi nie
byli jakimś odrębnym gatunkiem. Byli tacy jak on. Resztę zdziałała "hera".
Gdy przyszło otrzeźwienie, Cezary załatwił wszystkim z Foksal 13 detoks w
Monarze poza kolejką. Przez chwilę uwierzyli, że wyjdą z uzależnienia,
poczuli się silni i pewni siebie. Inni, pamiętając kolegów, co przechodzili
odtruwanie nawet kilkadziesiąt razy i jak bumerang wracali do "grzania", nie
robili sobie większych złudzeń. Wiedzieli, że wrócą do dawnych praktyk.
Ćpają, bo lubią, bo muszą, bo chcą. Bo bez tego życie jest "ch...owe". A z
tym?"