marblad
04.08.07, 23:16
Witam wszystkich serdecznie! Dawno mnie nie bylo, wiec pomyslalem, ze moze warto sie odezwac i
napisac co u mnie slychac. Jakby nie bylo wytarlo sie klawiature przez tych kilka tygodni, zawracalo
glowe innym forumowiczom i nagle... zniknalem. Moze kilka slow o tym - "dlaczego?". To stalo sie
nagle, bo jakos ta naglosc dzialania jest wpisana w moja nature. Mam dzisiaj slaby dzien, ledwo
kojarze, kryzys formy, ale jestem trzezwy. Mam nadzieje, ze cos zrozumiecie z tego pisania.
Przestalem odwiedzac forum, bo poczulem sie zmeczony. Nagle uswiadomilem sobie, ze trzeba
zaczac dzialac. Wiecie, np. duzo facet mowi o... powiedzmy kobietach, seksie, az nagle uzmyslawia
sobie, ze zostal gawedziarzem, teoretykiem, ze zamiast pieknej niewiasty na kolanach ma laptopa.
No i kiedys przychodzi ten moment, ze zabiera sie z domu kurtke, wychodzi do "reala" po zywa
kobiete, niekoniecznie najpiekniejsza. Za duzo energii zabieraly mi sama czynnosc pisania i
polemiki polityczne. Nie zebym zostal przekonany albo przekonal oponenta (moim zdaniem
marksisty nie mozna przekonac, tym bardziej wierzacego - bez obrazy, to raczej sympatyczna
opinia), ale po prostu ogarnelo mnie totalne znuzenie, tym bardziej, ze za nas politycy robia cala
wspaniala robote. Nie racje polityczne, spoleczne, filozoficzne byly wazne, a zwykle zmeczenie
odegralo role. Zmeczenie materialu.
Od momentu znikniecia z forum nie pilem, nie liczac jakichs kropli wzmacniajacych, kilku lykow
piwa na wyjezdzie (uratowala mnie kiepska jakosc piwa zywieckiego, choc jestem pewien, ze nawet
gdybym wypil tamtego dnia dwa piwa, nic dalej by sie nie dzialo). Sprawy rodzinne troche sie
wyjasnily - separacja, na ktora notabene czekalem ponad pol roku. A pamietam moj pospiech w
grudniu. Nasze sady to groteska. Mozna napisac, ze osiagnalem stabilizacje. Sprawy zawodowe jako
tako, choc zaczeli slabo placic, a wiecej wymagac. Okazji do wypicia mialem mnostwo, ale juz
ludzie widza, ze odmawiam. Jakby co to zawsze mozna odburknac, ze bierze sie antybiotyki albo ma
wyjatkowo ciezka sraczke.
Tak wiec robota, samotnia, troche nerwow, niepewnosci i tyle. Kobiety nie znalazlem. I na razie nie
mysle o zwiazku. 14 sierpnia uplynie 8 miesiecy nie picia. Ale specjalnie nie licze dni. Najwazniejszy
jest ten dzien, kiedy sie zacznie, a jak sie nie zaczyna, to liczby maja dla mnie male znaczenie. 6
miesiecy nie pil... 8 miesiecy nie pil... 8 lat nie pil i nagle... wychylil. Wtedy wszystkie slowa, liczby,
daty, caly kosmos sie resetuje.
Napisalem dzisiaj, bo obejrzalem film o sprawach malzenskich, tam troche pili, glownie sie
zdradzali, i przypomnialem sobie grudzien, forum. No i napisalem. Nawet nie przejrzalem postow,
co tam u was slychac. Mam nadzieje, ze nikt ze stalych bywalcow nie zaczal tankowac. Bo nowych z
pewnoscia przybylo. Tytuly postow mowia, ze problem wciaz jest aktualny i z pewnoscia bedzie.
To tyle ode mnie.
Pozdrawiam,
Mar