Dodaj do ulubionych

moja heroina

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.03, 16:00
ten teskt jest porażający, jego siła tłumaczenia czym jest uzależnienie
przerasta gadanie terapeutów.
mój brat popełnił samobójstwo dwa lata temu, był uzależniony od pięciu,
rodzina za radą, odrzuciła go terapeutycznie, czego nie wytrzymała jego
nadwrażliwa osobowość.
dziękuję za ten tekst, brakuje mi teraz słów, dziękuję...
Obserwuj wątek
    • Gość: Yuri Re: moja heroina IP: *.icpnet.pl 03.07.03, 16:35
      Bardzo poruszający i dający do myślenia taekst.Oby jak
      najwięcej ludzi go przeczytało.
      • Gość: marek Re: moja heroina IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 00:35
        Jestem alkoholikiem i lekarzem.Artykuł niesamowity ale bardzo smutne
        zakończenie . Ja przestałem szukać ,znalazłem swoje miejsce .Wolę być mniej
        mądry .
    • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 03.07.03, 16:36
      Przeczytałem ten tekst z dużym niesmakiem. Nie, nie z powodu tematu. Niestety,
      moja córka była narkomanką uzależnioną od heroiny i zagadnienie znane jest mi z
      autopsji. Autor, ponoć narkoman, uzależniony od opiatów od ponad dwudziestu
      lat, zapełnia strony tandetną filozofią w prostej drodze dającej młodym
      ludziom, nierozgarniętym, niepotrafiącym wyobrazić sobie konsekwencji takiego
      działania - wygodne tłumaczenie: przecież to nie ja jestem winien, że biorę,
      kochajcie mnie, to tylko choroba... To nie cynizm ani złość przemawia przeze
      mnie, a tylko bezdenna rozpacz. Szanowny autorze: jak udało ci się przetrwać
      dwadzieścia parę lat na opiatach? Narkomani, których znałem z widzenia na wielu
      dworcach Polski, już dawno nie żyją (dla jasności: nigdy nie brałem żadnych
      narkotyków). Jak to się stało, że przy czterdzistu nawrotach zachowałeś prawo
      wykonywania zawodu lekarza? Ile razy byłeś zatrzymany przez milicję - policję?
      Jak to się stało, że po tylu latach ćpania masz mieszkanie, rodzinę i samochód?
      Że ciągle jesteś lekarzem? Że wciąż żyjesz?
      Piszesz, autorze, że nie można pozwolić, aby narkoman używał wobec nas
      przemocy, okradał i oszukiwał: jak to jest, że nie wiesz, iż narkomana
      absolutnie nie obchodzą nasze oczekiwania? Moja córka wyniosła z domu wszystko
      co tylko dało sie wynieść. Nie ruszyła pralki, lodówki i telewizora... Myślisz,
      że pytała, czy może zmasakrować mi twarz mlotkiem? Żałosny jest twój tekst,
      autorze, i myślę, że jesteś/byłeś jedynie bezmyślnym niedzielnym narkomanem.
      Taki tekst, jak twój, może tylko zachęcić kolejnych kandydatów na nałogowców.
      Ileś głupoli powie sobie: przecież facet ćpał kilkadziesiąt lat i dalej
      pracuje, ma brykę, chatę, babkę. Ja więc też mogę. Sławomir Zagórski w zajawce
      od redakcji zachwyca się tym tekstem. Powiem mu tylko tyle: dziękuj pan Bogu,
      że nie zetknąłeś się z narkotykami oko w oko. Błagaj każdego dnia Boga, aby syn
      zdołał zachować rozsądek i trzymał sie od tego z daleka. Ten artykuł jest zły:
      nie dlatego, ze mi się nie podoba. Dlatego, iż nie mówi wprost, wyraźnie i
      jednoznacznie: nigdy, nigdy, nigdy nie bierz żadnego narkotyku. Nigdy, nigdy,
      nigdy - nawet jeśli przestaniesz ćpać, nie będziesz w pełni normalnym
      człowiekiem. Nigdy, nigdy, nigdy nie bedzie już w pełni normalna twoja rodzina
      lub to co z niej zostanie. Nigdy, nigdy, nigdy nie ma i nie będzie żadnego
      usprawiedliwienia dla narkotyków. Nigdy, nigdy, nigdy przyzwolenia na
      jakiekolwiek narkotyki. Nigdy, nigdy, nigdy...

      Lulek
      • owszem Re: moja heroina 03.07.03, 17:31
        Gość portalu: Lulek napisał(a):

        > Przeczytałem ten tekst z dużym niesmakiem. Nie, nie z powodu tematu.
        Niestety,
        > moja córka była narkomanką uzależnioną od heroiny i zagadnienie znane jest mi
        z
        >
        > autopsji. Autor, ponoć narkoman, uzależniony od opiatów od ponad dwudziestu
        > lat, zapełnia strony tandetną filozofią w prostej drodze dającej młodym
        > ludziom, nierozgarniętym, niepotrafiącym wyobrazić sobie konsekwencji takiego
        > działania - wygodne tłumaczenie: przecież to nie ja jestem winien, że biorę,
        > kochajcie mnie, to tylko choroba... To nie cynizm ani złość przemawia przeze
        > mnie, a tylko bezdenna rozpacz. Szanowny autorze: jak udało ci się przetrwać
        > dwadzieścia parę lat na opiatach? Narkomani, których znałem z widzenia na
        wielu
        >
        > dworcach Polski, już dawno nie żyją (dla jasności: nigdy nie brałem żadnych
        > narkotyków). Jak to się stało, że przy czterdzistu nawrotach zachowałeś prawo
        > wykonywania zawodu lekarza? Ile razy byłeś zatrzymany przez milicję -
        policję?
        > Jak to się stało, że po tylu latach ćpania masz mieszkanie, rodzinę i
        samochód?
        >
        > Że ciągle jesteś lekarzem? Że wciąż żyjesz?
        > Piszesz, autorze, że nie można pozwolić, aby narkoman używał wobec nas
        > przemocy, okradał i oszukiwał: jak to jest, że nie wiesz, iż narkomana
        > absolutnie nie obchodzą nasze oczekiwania? Moja córka wyniosła z domu
        wszystko
        > co tylko dało sie wynieść. Nie ruszyła pralki, lodówki i telewizora...
        Myślisz,
        >
        > że pytała, czy może zmasakrować mi twarz mlotkiem? Żałosny jest twój tekst,
        > autorze, i myślę, że jesteś/byłeś jedynie bezmyślnym niedzielnym narkomanem.
        > Taki tekst, jak twój, może tylko zachęcić kolejnych kandydatów na nałogowców.
        > Ileś głupoli powie sobie: przecież facet ćpał kilkadziesiąt lat i dalej
        > pracuje, ma brykę, chatę, babkę. Ja więc też mogę. Sławomir Zagórski w
        zajawce
        > od redakcji zachwyca się tym tekstem. Powiem mu tylko tyle: dziękuj pan Bogu,
        > że nie zetknąłeś się z narkotykami oko w oko. Błagaj każdego dnia Boga, aby
        syn
        >
        > zdołał zachować rozsądek i trzymał sie od tego z daleka. Ten artykuł jest
        zły:
        > nie dlatego, ze mi się nie podoba. Dlatego, iż nie mówi wprost, wyraźnie i
        > jednoznacznie: nigdy, nigdy, nigdy nie bierz żadnego narkotyku. Nigdy, nigdy,
        > nigdy - nawet jeśli przestaniesz ćpać, nie będziesz w pełni normalnym
        > człowiekiem. Nigdy, nigdy, nigdy nie bedzie już w pełni normalna twoja
        rodzina
        > lub to co z niej zostanie. Nigdy, nigdy, nigdy nie ma i nie będzie żadnego
        > usprawiedliwienia dla narkotyków. Nigdy, nigdy, nigdy przyzwolenia na
        > jakiekolwiek narkotyki. Nigdy, nigdy, nigdy...
        >
        > Lulek


        Tak się składa, ze ów problem znam również z autopsji. Jestem żoną mojego męża.
        A mąż? Jest uzależniony od opiatów. Dlatego rozumiem Twoje rozgoryczenie.
        Jednak w całej rozciągłości podpisuję się pod autentycznością przeżyć autora.
        Nie jest to drogi lulku, tandetna filozofia, kogoś kto być może wyolbrzmymia
        swój problem. Uczestniczę w życiu narkomana niemal 15 lat i z wielkim bólem
        stwierdzam, ze jest to prawda, naga i zimna.
        Być może nie miałeś dobrego kontaktu ze swoją córką, być może widziałeś w Niej
        TYLKO samounicestwiającą się istotę, nie wiem, nie oceniam. Jednak warto pójść
        dalej i że tak banalnie powiem, po prostu zrozumieć, dlaczego jest jak jest.
        To studium pomaga w zrozumieniu, bez emocji.
        Nie wiem ile tysięcy godzin przegadałam na ten temat, ile razy rozkladałam
        to zagadnienie na czynniki pierwsze, ile razy, wreszcie, SLUCHALAM.
        To co słyszałam dokladnie pokrywa się z opisem. A przecież nie było to namawia-
        nie mnie do odkrycia nowych obszarów. To były rozmowy dwóch bliskich sobie
        osób.
        Dla porządku dodam, że nasz związek, po kilkunastu latach wzlotów i upadków,
        w rezultacie legł w gruzach pod względem emocjonalnym, pod względem czucia..
        Nie wiem co wygra, być może nie będziemy razem i będzie to obopólna decyzja
        która dojrzewała, jak widzisz na przestrzeni lat.
        Nigdy nie spróbowałam heroiny, funkcjonuję normalnie w sensie społecznym.
        Zapewniam Cię lulku, że można żyć na pozór normalnie, mieć auto, mieć żonę,
        mieć znajomych, jeśli się tylko ma ku temu środki i dostateczną wytrzymałość,
        by zachowywać pozory, jak tylko długo się da.
        Nie wszyscy lądują na bajzlu, prawie wszyscy, tak będzie bardziej precyzyjnie.
        Straty są niepowetowane, te w psychice, zubożenie wielkie, ale to zupełnie
        nie koliduje z opisem wyżej wspomnianym.
        Pozdrawiam


        owszem
        • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 03.07.03, 19:24
          Witaj Owszem,

          dzisiaj nie czuję już żadnego rozgoryczenia. Moje stosunki z córka: oczywiście,
          były jak w wiekszości rodzin - raz lepsze, raz gorsze. Zawsze jednak
          wskazywałem, że nie można kraść, kłamać, oszukiwać. Zachęcałem do nauki,
          szukania zadowolenia z życia. Jasne, czegoś tam wymagałem, czegoś oczekiwałem,
          ale nie byłem przecież w egzekwowaniu tego bezwzględny. Córka poszła do liceum,
          znalazła nowych kolegów i koleżanki. Nie interesowało już jej co mówi stary,
          nie przejmowała się, że nie aprobuje tych przeklinających na każdym kroku,
          pozbawionych sensownych zainteresowań osobników, że nigdy nie
          zaakceptuje "niewinnej" trawki, choć wszyscy młodzi sobie popalają. Próbowałem
          tylu sposobów, lecz przecież teraz młodzież ma tak wiele praw, trzeba tak
          delikatnie i z wyczuciem z nią postępować... A jak się młodzież zdenerwuje, to
          ma też prawo matkę czy ojca podać do sądu. Wiesz, miła Owszem, iż jeśli
          narkoman nie chce, to nie ma właściwie żadnej siły, aby go leczyć. Tak, zaiste,
          wielce pomaga nasze państwo rodzicom narkomanów. Powiedz, Owszem, jak to jest,
          że w tym naszym kraju - na poważnym szczeblu - toczą się dysputy o
          zalegalizowanie tzw. miękkich narkotyków? Jak to jest, że rzucając hasła o
          wartościach religijnych, szczycąc się papieżem, podkreślając troskę o młodzież -
          dopuszcza się, iż narkotyki można kupić bez problemu w szkołach, akademikach,
          klubach, dyskotekach itp. miejscach? Jak to jest, iż w TV, kinach i prasie
          lansuje się wręcz bezkrytycznie obraz "nieszkodliwego" właściwie popalania czy
          niuchania? Lansuje się obraz młodego, zdolnego, przebojowego człowieka, który
          odnosi sukces za sukcesem, a "biały proszek" stanowi nierozłączny fragment
          tego wizerunku. Współczuję Ci serdecznie, bo wiem coś o gehennie, którą
          przechodzisz. Nie zmienia to jednak mej opinii o artykule "Moja heroina". Jest
          zły ponieważ, jak już wspominałem, może stanowić usprawiedliwienie dla iluś tam
          kolejnych głupców. Nawet jeśli tylko jedna osoba pomyśli sobie: no, skoro facio
          bierze przez dwadzieścia pięć lat, żyje, pracuje (jako lekarz!!!), w dodatku ma
          więcej niz mój stary, to i ja mogę spróbować! Powtórzę raz jeszcze: niech media
          nie stosują wobec narkotyków żadnej taryfy ochronnej, nic bowiem nie
          usprawiedliwia sięgania po narkotyki. Niech nie prezentują palenia trawki jako
          miłego odprężenia po szkolnym (biurowym, giełdowym itd.) wysiłku. Niech nie
          ukazują narkomanów jako "poszukiwaczy" nieznanych wrażeń, zagubionych
          filozofów, bezradnych poetów, eksperymentujących muzyków. Bycie narkomanem to
          tylko i wyłącznie szczyt samoupodlenia i dramat rodziny.
          • Gość: M. Re: moja heroina IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.03, 10:26
            Szkoda, że mój ojciec nie myślał w ten sposób. Nawet nie tyle, że nie
            akceptował tego co robię mając 14 15 lat, wręcz przeciwnie miał to głeboko
            gdzieś. Po prostu wyprowadził się pewnego dnia i odciął od wszystkiego - ode
            mnie. Mama walcząc o utrzymanie mnie i rodzeństwa nie miała już siły na nic
            więcej.Wtedy poznałam ludzi którzy dali mi poczucie akceptacji, pokazali inny
            świat, zaopiekowali się mną. Potrzebowałam ciepła. Grzanie dawało nam poczucie
            wspólnoty. Dziś mam 21 lat jestem nosicielką wirusa HIV, po dwóch monarach. Nie
            biorę od pół roku, a właściwie nie brałam bo trzy dni temu znów zagrzałam...
            Czasami myślę, że to moje przeznaczenie, że takie życie jest mi po prostu
            pisane. Z resztą nie mam innego pomysłu na życie.
          • Gość: kika Re: moja heroina do lulka IP: *.resetnet.pl 06.07.03, 14:06
            współczuję i rozumiem.Ja od 7lat przeżywam dramat.moje dziecko ćpa .Chociaż nie
            przyznaje się do tego.Znalezione torebki nie są żadnym dowodem dla
            lekarzy ,terapełtów. To ja uchodzę za podejrzliwą i czepiającą się. Lekarze
            biorą pieniądze ,dają lekarstwa i nazywają to zaburzeniem osobowości.Ja widzę
            jak dziecko stacza się i wiem że powód to trawa . nie wiem gdzie szukać pomocy
            ijak dolej żyć.To było bardzo czułe wrażliwe dziecko.Nie umiał jednak znosić
            porażek.Gdy takie się zdażyły sięgnął po najgorsze rozwiązanie. On teraz
            wegetuje nie żyje. A ja nie wiem co robić.
        • owszem Re: moja heroina 03.07.03, 23:58
          Witaj Lulku.

          Tak to już jest, że to co powszechne, choćby naganne i z gruntu złe, staje
          się nieodłącznym elementem naszego życia. Dokładnie wtapia się w tło do tego
          stopnia, iż w głowach ludzkich pojęcie "złe" jest albo bardzo rozwodnione
          i elastyczne, albo bardzo teoretyczne. Narkotyki to doskonały przykład.
          Z perspektywy swojego trzydziestoletniego życia (tylko nie nazywaj mnie mało-
          letnią;)) wyraźnie widzę, że to równia pochyła. M in dlatego przestałam zasta-
          nawiać się dlaczego mówi się, a nie robi, dlaczego przyzwala się na rzeczy
          ewidentnie szkodliwe itd. Funkcję Kościoła chciałabym w tym wszystkim pominąć,
          ponieważ uważam, ze swoją rolę spełnia w stopniu minimalnym, co zresztą widać.


          Nie chciałam Cię przekonywać do swojego punktu widzenia. Po co? Brzmisz wysta-
          rczająco mądrze :)
          Nadal jednak uważam, że sporą przesadą jest Twoje twierdzenie, iż ów artykuł
          może być odebrany jako zachęta, a autor jako super bohater, któremu mimo
          nałogu wszystko w życiu wyszło. Jest dokładnie na odwrót. Autor przecież
          ma świadomość upadku, nie widzisz tego...? Przyznanie się przed samym sobą
          do wypalenia, zubożenia, przegranej, nie dość, iż to jest trudne w nałogu, to
          na dodatek żadnej zachęty nie stanowi. Oczywiście jeśli ktoś się uprze,
          we wszystkim zobaczy potwierdzenie słuszności swojego działania, w tym artyku-
          le też, to będzie jednak problem czytelnika nie autora.

          Trzymaj się Lulku

          owszem
          • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 04.07.03, 10:55
            Witam Cię, Owszem,

            kiedy człowiek pozwoli, aby zatarła się wyraźna granica między dobrem a złem,
            miedzy tym co dopuszczalne, a tym co zabronione - jest już w znacznej części
            przegrany. Jesteśmy słabi, to fakt. Ale, Droga Owszem, nie może oznaczać to
            zgody na moralny relatywizm: zło było, jest i będzie zawsze złem, obojętnie w
            jakie piórka je wystroimy. Artykuł (wspomnienia?) "Moja heroina" jest zły, bo w
            jakiś sposób usprawiedliwia (wystarczy, że chociażby szuka usprawiedliwienia)
            nałóg. Darujmy sobie takie pseudoliterackie dywagacje. Niestety, nie usłyszałem
            tam autentycznego żalu, autentycznej tragedii. Ale nie chcę się powtarzać...

            Pozdrawiam Cię, Owszem, nie poddawaj sie nigdy. Lulek
            • owszem Re: moja heroina 04.07.03, 12:17
              witaj Lulku

              Cóż nie da się ukryć tego, ze pewne rzeczy odbieramy inaczej, bo z racji
              doświadczeń postrzeganie mamy podobne. Rzadko zdarza mi się poznać ludzi
              w podobnej sytuacji do mojej, rzadko też z nimi rozmawiać, dlatego dobrze
              było Cię poznać. Życzę powodzenia Tobie i Twojej rodzinie.

              owszem
              • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 04.07.03, 12:56
                Witaj Owszem,

                dzięki, mnie również miło było Cię - choć tak internetowo - poznać. Niestety,
                nie mam już rodziny...

                Pozdrawiam, Lulek
                • owszem Re: moja heroina 04.07.03, 14:16
                  Oj Lulek, coś czuję, że wyrzucą nas stąd za tę prywatę ;)
                  Jesli masz ochotę na dalszy dialog proszę o maila. Będzie mi miło.

                  owszem
      • jaba58 Re: moja heroina 04.07.03, 10:26
        Cały ten artykuł jest klasyczną manipulacją narkomana, który chce ćpać.
        Ale nie chce płacić. Uważa, że płacić winna rodzina, pracodawca, gazeta. Wcale
        bym się nie zdziwił gdyby teraz autor, w poczuciu dobrze przeprowadzonej akcji
        uzasadnienia swojego brania nagrodził sie działką.
        Bo przecież inaczej wcale nie chce. Nie chce zmienić tego sposobu życie, w
        którym zawsze można uciec w narkotyk.
        Załosna i taka typowa jest ta chęć zmieniania wszystkiego tylko nie siebie.
        Erudycja i kochająca ślepo rodzina naprawdę może czasem szkodzić.
        • owszem Re: moja heroina 04.07.03, 12:13
          A co to znaczy kochająca ślepo rodzina....? Hmmm...chyba nie bardzo rozumiem.

          owszem
    • Gość: ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 04.07.03, 18:17
      Witam...
      Chcę podziękować za wszystko co napisała Owszem :)
      Poraz pierwszy spotykam osobę, choć w najmniejszym calu w podobnej sytuacji do
      mojej. Jestem z chłopakiem od roku, jest uzależniony od heroiny. Początkowy
      okres naszego związku, czas największej fascynacji i oczywiście mnóstwo
      obietnic... rzucenia dragów i rozpoczęcia "nowego" życia. Wtedy nie zdawałam
      sobie sprawy, co to jest uzależnienie i to od heroiny! Nie miałam pojęcia co
      roi się w jego głowie, nie znałam jego myśli... Powiedział mi, ze chce sobie
      sam z tym problemem poradzić, ze nie potrzebuje pomocy specjalistów. Juz
      wychodził z tego 2 razy. Jeden raz pomagali mu rodzice i lekarze (ale bez
      pobytu w szpitalu), kolejny raz poradził sobie sam, ale nie na długo (jak
      widac). Zaufałam mu, ze poradzi sobie sam. Poprosił mnie tylko, zebym przy nim
      była, nic więcej nie oczekiwał, tylko mojej obecności. Ja bez najmniejszych
      wątpliwości postanowiłam z nim byc, pomagac mu jak tylko to mozliwe. Wtedy nie
      wiedziałam, jakie to trudne... mijały miesiące, on nadal palił to świństwo,
      mówił mi ze schodzi z ilości, ze z tyg. na tydzien pali coraz mniej, az
      wreszcie zupełnie przestanie. Stracił pracę, co pogorszyło jego stan
      psychiczny. Ale nie załamałam się. Wiedziałam, ze jestem mu potrzebna, chyba
      jak nigdy dotąd. Minął rok, jest nadal tym cudownym człowiekiem, choc bardziej
      wybuchowym i nerwowym... Przestałam wierzyc w miłość, codziennie wydaje mi się
      ze jestem z nim z litości, ze tylko chce mu pomóc, nic więcej. On nadal pali,
      mowi, ze to juz naprawde mało (sama zauwazyłam ze mniej niz rok temu, ale TO
      nadal jest!!!!). Juz naprawde nie wiem jak mam z nim rozmawiac. Stac go na to
      świnstwo, co ułatwia mu sprawe. Z dnia na dzien trace wiare w to, ze nadejdzie
      ten cudowny dzien, kiedy zobacze go uśmiechniętego, bez bóli, dreszczy itd.
      Marzę o tym od roku i .... nic z tego. Przez pewien czas trochę go zaczęłam
      lekcewazyc, myslałam ze moze troszke go to zmobilizuje. Pojawił się inny facet,
      pomyslałam, ze moze powinnam odejsc. Ale nie mogę! Boję się, ze on nie da sobie
      rady. Jestem zmęczona, boję się, czasem się buntuje, czasem jestem łagodna i
      nikt mnie nie poznaje. Moje hustawki nastrojów są juz naturalane dla otoczenia.
      Pracuję i uwielbiam to co robię, natomiast wracam do domu i widzę jego...
      Wszystko traci kolor, tylko pozostaje nadzieja... Jestem z dnia na dzien coraz
      bardziej przerazona i nie mam pewności, co zrobię kolejnego dnia....
      Tak sobie napisałam.... I jeszcze raz dzięki!
      Jest cudownym człowiekiem, który poprzez swoje zwyczajne codzienne zachowanie
      potrafi wzbudzić ogromną sympatię u innych ludzi.
      • owszem Re: moja heroina 04.07.03, 20:35
        Witaj ana :)
        Czytając Cię widziałam siebie sprzed kilkunastu lat. Jeśli chcesz wiedzieć
        co zrobiłabym, gdybym mogła cofnąć czas, zapytaj. Sama nie powiem, bo daleka
        jestem od rad, chociaż wierz mi...cisną mi się same na usta.
        Sami kształtujemy swoje życie, konsekwencje decyzji też są nasze. Zbyt banalnie
        powiedziałam? Być może, wiem jednak, że bardzo prawdziwie.
        Pozdrawiam Cię

        owszem
        • Gość: ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 05.07.03, 16:03
          Dzięki Owszem :)
          ...i spytam! Co zrobiłabyś gdybys mogła cofnąć czas?
          Uwierz mi, że zgubiłam się i trudno jest mi podejmować jakiekolwiek decyzje.
          Całe szczęście jeszcze moja cudowna praca i kilka osób mi bliskich trzymają
          mnie na ziemi... Nie oczekuję od Ciebie rad, powiedz mi jedynie o tym, co Ty
          zrobiłabyś kiedyś... czy postąpiłabyś inaczej i Twoje życie byłoby inne?
          Chciałabym wiedzieć dlatego, że nie mam żadnego wzoru osoby będącej chocby w
          calu podobnej sytuacji... Nie będę się sugerować tym co mi powiesz, ja poprostu
          chciałabym wiedzieć...
          Dzięki
          • Gość: hepik1 Re: moja heroina IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 07:36
            Mogę pokusić się o odpowiedź w imieniu Owszem-przy wiedzy tej ,którą ma teraz
            od czternastu lat nie byłaby z swoim partnerem,być może byłaby z innym,być może
            o wiele szczęśliwsza,choć tu już bez gwarancji,bo są osoby ,które z
            zadziwiającą siłą przyciągają takich biednych,zagubionych,którzy są
            wspaniali,przecudowni,elokwentni tyle tylko,że biorą lub piją.I Ty za 15 lat
            przyznasz jej rację.
            A co do Lulka-to jeszcze jeden dowód jak każdy czyta i widzi coś
            innego.Zupełnie się z nim nie zgadzam co do wymowy tego artykułu a najlepszym
            dowodem jest dyskusja forumowiczów pod nim.Ile tam jest deklaracji młodych
            ludzi,którzy czegoś się dowiedzieli,którzy coś sobie obiecują.A więc napewno
            nie wysnułbym wniosku,że może on zachęcaćdo brania bo można z tym żyć 20 lat.
            Tego tam napewno nie ma.Żeby nie być posądzonym,że nie wiem o czym piszę to
            powiem,że jestem alkoholikiem ,który pił 2oparę lat i w tej chwili od jakiegoś
            czasu jest trzeźwy.A sam mechanizm uzależnienia jest identyczny.Narkotyk
            uzależnia tylko szybciej ,jego destrukcyjne działanie jest dużo szybsze i
            opłakane skutki widać już u nastolatków,co u pijaków najczęściej dopiero po
            kilkunastu czy kilkudziesięciu latach(statystycznie oczywiście z
            wyjątkami,potwierdzającymi regułę)Ktoś tam napisał(alkoholik zresztą),że to co
            tam napisane jest banalne,bo o mechaniźmie uzależnienia można dowiedzieć się
            po dwu czy sześciu tygodniach terapii odwykowej.I to też jest prawda,sam to
            dzisiaj wiem.Tylko po co doprowadzać się do etapu,gdy taka terapia jest już
            potrzebna.I jeśli tylko parę osób tą wiedzę posiądzie z tego artykułu i
            wyciągnie z tego wnioski a takie deklaracje tam padają to już jest bardzo
            dużo,to znaczy ,że spełnił on swoją rolę.I jestem pewien,że nikt nie sięgnie po
            heroinę po tym artykule a jego motywacją będzie wniosek,że tragiczne skutki
            dopiero będą za 20 lat a przez ten czas będzie wspaniale.A to ,żemożna
            funkcjować tak długo,co dziwi lulka?Widocznie można.Sam mam znajomego,który
            pierwszy raz kosztował denaturat w wieku kilkunastu lat,przez ostatnie
            kilkanaście pije go codziennie(jedną butelkę rozrabia na 4 działki)urozmajca
            sobie to winopodobnymi napojami i ma teraz lat 48.I jakoś funkcjonuje,tzn
            żyje,chodzi czy raczej drepcze,ot taki wybryk natury.Różne rzeczy ten świat
            widział ale na podstawie takich wybryków nie można wyciągać wniosków,że ktoś
            próbuje oszukać innych,że jest to niemożliwe.Bo jest.Tyle ,że 99,9 procent
            ludzi nie przeżyje 20 letniego brania heroiny czy picia denaturatu.Pozddr.
            • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 06.07.03, 12:20
              Witam,

              niestety, bardzo niewiele zrozumiałeś z moich wypowiedzi. Chiciażby moje
              zdziwienie, że człowiek ponad dwadzieścia lat ostro biorący heroinę, wciąż
              funcjonuje CZYNNIE jako LEKARZ!!! Ty piszesz, że Twój znajomy od lat pije
              denaturat i wciąż żyje, drepce sobie na działkach... Niech żyje, ale , na Boga,
              nie dostrzegasz żadnej różnicy między nim a lekarzem? Będę naprawdę szczęśliwy,
              jeśli po przeczytaniu tego tekstu chociaż jedna osoba powstrzyma się od brania.
              Powtarzam jednak, że według mnie tekst jest zły. Do wszystkich argumentów,
              które wcześniej wymieniłem, dodam jeszcze, że człowiek, który go napisał, stara
              się (według mnie) wciąż znaleźć choć najmniejsze usprawiedliwienie swego nałogu.
              Nie życzę Ci źle, Hepik, wytrwaj w swej trzeźwości do końca życia. Pojmuję, że
              z innej niż ja perspektywy patrzysz na ten artykuł. Może w jakiś sposób -
              poprzez fakt swego nałogu - poczuwasz się do solidarności z jego autorem.

              Pozdrawiam, Lulek
              • owszem Re: moja heroina 06.07.03, 14:46

                a Lulek swoje :D
            • owszem Re: moja heroina 06.07.03, 14:40

              No to moze teraz ja się pokuszę o odpowiedź.
              Hepiku życie niesie za sobą tyle zaskakujących, nieprawdopodobnych, czasem
              absurdalnych rozwiązań, ze gratuluję odwagi w wypowiadaniu się a mnie ;)

              Odeszłabym, to prawda. Przy czym wiem to dopiero dzisiaj i dopiero po tych
              wszystkich latach mam tego pewność. W owym czasie byłam tak bardzo przekonana
              ze się uda wszystko, ze mozliwości rozstania nie brałam pod uwagę. Tzw błędy
              młodości, by nie rzec głupota prawda?
              Mój mąż nie sprawia wrażenia zagubionego nieszczęsnika, żebrzącego o chwilę
              troski i uwagi, nie wiem kogo przyciągnęłabym do siebie, w każdym razie
              rola matki i opiekunki mi nie odpowiada.
              Nie jest jednak tak, że żałuję a moja przeszłość to pasmo udręk. Przez te
              lata mój mąż był dla mnie nauczycielem, przewodnikiem, wpoił mi sporo zasad,
              dzięki którym, mogę powiedzieć - staram się być dobrym człowiekiem. Był dla
              mnie, do pewnego czasu oparciem, takim jakiego potrzebuje kobieta, a potrafi
              dać tylko mężczyzna. Z ciągłym cieniem nałogu...musiało się więc rozpaść
              pod każdym względęm.
              Droga ano inteligencja, oczytanie, elokwencja, dobre serce i takie tam, nijak
              się ma do późniejszego życia i trwania jak widzisz. Sama odpowiedz sobie, czy
              nie zapłaciłam zbyt drogo. Ja uważam, ze tak. I dlatego ułożyłabym następnym
              razem swoje życie w sposób bardziej prosty, bez huśtawek emocjonalnych, bez
              odchodzącej i powracającej nadziei, bez coraz częstszego uczucia niemocy, bez
              zastanawiania się czy jeszcze kocham, czy nie, bez patrzenia z żalem na ucieka-
              jący czas. Czasem chyba warto działać wbrew swoim uczuciom, szkoda, że dopiero
              teraz to wiem.
              pozdrawiam


              owszem
              • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 06.07.03, 16:27
                Witaj Owszem,

                tak, ja swoje... Nie przejmuj się jednak, więcej nie będę już zabierał tu
                głosu. Życzę Ci wszystkiego najlepszego, naprawdę. Nie Twoja widać wina, że nie
                możesz pojąć o co mi chodzi. I Ty, jak widzę, w jakiś sposób usprawiedliwiasz
                narkomanów, nie wprost oczywiście, ale jednak... Mieć oparcie w narkomanie:
                wybacz, Owszem, coś Ci się myli. Gdybym osobiście nie miał do czynienia z osobą
                uzależnioną, to mógłbym się nad tym zastanawiać. Narkoman myśli tylko i
                wyłącznie o sobie, o swojej potrzebie brania, tej potrzebie jest
                podporządkowane całe jego istnienie, na to idą wszelkie pieniądze zdobyte
                legalnie i nielegalnie. Narkoman nie kocha nikogo i wobec nikogo nie jest
                lojalny. Wykorzysta każdą okazję do zaspokojenia narkotycznej potrzeby. Przez
                kilka lat walczyłem z nałogiem mej córki, walczyłem z nią samą i o nią... I
                powiem Ci, że chociaż była kiedyś dobrą, ciepłą i kochającą istotą, to
                narkotyki wyrwały z niej dokładnie każdy, najmniejszy nawet kawałek
                człowieczństwa. Są ludzie, którzy wciąż usiłują znaleźć usprawiedliwienie dla
                swego uzależnienia, usiłują znaleźć choć odrobineczkę akceptacji. Napisałaś
                (dość lekceważąco), że ja znowu swoje... I to także jest dla mnie znakiem, że
                mimo wszystko nie wiesz jeszcze o co chodzi. Ale daj Ci Boże zdrowie. Lulek
                • owszem Re: moja heroina 06.07.03, 17:25

                  Drogi Lulku,
                  pisząc o oparciu i innych dobrych rzeczach pisałam w czasie przeszłym.
                  To chyba wystarczający dowód na to, że moj związek jest chory i nikogo
                  nie mam zamiaru usprawiedliwiać?
                  Pamiętam jednak, ze to choroba, a konsekwencją jest wyzucie z uczuć, wyracho-
                  wanie ( chociaż tego mało doświadczyłam, może dlatego, że pieniądze nie były
                  problemem), egoizm, dążenie po trupach do celu itd.
                  Rozumiem sporo Lulku i dlatego mam siłę odejść.

                  owszem
                • owszem Re: moja heroina 06.07.03, 17:27

                  ach..i jeszcze jedno. Moja wypowiedź nie była lekceważąca. Nie mam powodu, by
                  mówić do kogokolwiek w ten sposób. Mówiłam raczej o Twoim uporze, który
                  świadczy tylko o tym, ze wierzysz mocno w to co mówisz. I chwała Ci za to.

                  owszem
                  • Gość: hepik1 Re: moja heroina IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.07.03, 20:36
                    Dlaczego lulek nikt cię nie może zrozumieć.Bo to też daje coś do myślenia.Ja
                    znowu nie potrafię zrozumieć czym lekarz ma aż tak bardzo różnić się od innych
                    zawodów?Czyli co -kierowca tirów,górnik czy prawnik może funkcjonować z swym
                    nałogiem zawodowo a akurat lekarz nie?Mnie się wydaje ,że może,zwłaszcza lekarz
                    psychiatra-gdy zwłaszcza w okresie abstynencji pracował na oddziałach
                    odwykowych.A z autopsji znam conajmniej trzech doktorów,co prawda alkoholików a
                    nie narkomanów o różnych specjalnościach(i też się dziwiłem,że przez tyle lat
                    mogli fukcjonować w szpitalach czy przychodniach)ale wychodzi na to,że to nie
                    jest wcale takie odosobnione.Nota bene 2 z nich znowu pije.
              • Gość: ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 07.07.03, 08:29
                Owszem! Dzięki... wielkie dzięki...
                Po przeczytaniu tego co napisałaś, czuję się jakbym czytała własne myśli...
                których jeszcze nie jestem pewna. I niestety... ale to własnie wszystko mnie do
                niego przyciąga. Inteligencja, niesamowity oryginalny umysł, często ta słodka
                niewinność, dzięki której czuję się jego "opiekunką". Całokształt jego
                osobowości pociąga mnie bardziej niz czyjkolwiek inny. To wszystko przysłania
                mi jego uzależnienie. Ale wiadomo... nie na długo, sama wiesz. To wszystko jest
                chore, wiem... ale tak cholernie silne... W każdym razie dzieki wielkie...
                Pozdrawiam ana
                • Gość: jula Re: moja heroina IP: 62.29.248.* 07.07.03, 11:28
                  Przeczytałam artykuł "moja heroina"...Nigdy nie brałam narkotyków ani tez nie
                  miałam do czynienia z osobami uzaleznionymi od opiatów, co nie znaczy, że nie
                  miałam kontaktu z uzaleznionymi w inny sposób...Nie chcę zeby brzmieć
                  trywialnie ale naprawde wszystkim wam współczuję, bo ból i mądrość, czasami
                  gniew (jak u Lulka) czytam w waszych postach...
                  Nigdy nie brałam narkotyków a ten artykuł jest gwoździem do trumny aby nigdy
                  ich nie spróbować... Tak Lulku... Ja w tym artykule czytałam o wielkim bólu i
                  walce... Autor oczywiście pisał o swoich racjonalizacjach, samooszustwach, o
                  tym, że z pewnością gdzieś tam na dnie była niechęć do definitywnego rozstania
                  się z narkotykiem... Pisał jednak prawdę, to było psychologiczne studium
                  uzaleznienia... CO uzalezniony myśli, co czuje, gdy sięga po raz pierwszy, jak
                  to psotępuje, jak bardzo oszukuje się, że "to nie problem", jak walczy o swoje
                  człowieczeństwo lub juz tylko o jego o pozory ale przecież Drogi lulu
                  Uzależniony, narkoman, alkoholik czy inny gdzieś tam czasami już na dnie jest
                  tez jeszcze człowiekiem... Z Twoich postów czytam ogromny ból, gniew, rożalenie
                  i masz do tego wszystkiego prawo i kapelusz z głowy za smutek Twoich
                  doświadczeń... Zarzucasz artukułowi samousprawiedliwianie a innym forumowiczom
                  usprawiedliwianie tychże uzaleznionych... Lulu narkotyki są złem, nigdy nigdy
                  jak piszesz nie powinno się po nie sięgać...Zgadzam się z Toba... NIKT z tu
                  obecnych nie usprawiedliwia narkotyków ale nie możesz winić ich za to, że
                  kochają, że pokochały narkomanów... Narkoman to też człowiek... Gdy czytałam
                  przerażający opis zachowania Twojej córki zrozumiałam, że masz prawo do takiego
                  żalu, masz ale Ty Lulu przestałeś córkę kochać, ona wyczerpala Twój limit
                  zaufania, zniszczyła wszystko lub jak Ty to mówisz wszystko, co w niej dobre
                  zniszczyły narkotyki i ja nawet Cie rozumiem, nawet Twoją nienawiść... Jednak
                  problem niby ten sam ale każdy różni się w szczegółach, które powoduja, że inni
                  forumowicze mają nieco inne niż TY doświadczenia... Nie każdy narkoman jest
                  taki sam, nie każdy alkoholik i nie każdy człowiek...
                  Na swoje usprawiedliwienie żeby Lulek i inni forumowicze nie zarzucili mi
                  ignorancji w trudnym temacie uzależnienia chciałabym powiedzieć, ze znam
                  problem uzależnienia, gdyż mój ojciec był, jest (niepijącym już) alkohliliem...
                  Wiem Lulku doskonale jak uzaleznienie degraduje osobowość, jak niszczy rodzinę,
                  jak ona cierpi, bo sama noszę piętno tego cierpienia... Mój ojciec spadł na
                  dno, wielki słaby egoista, który był za słaby żeby wyjść całkiem z uzależnienia
                  a może za bardzo egoistyczny nie wiem... Ty chciałbys powiedzieć, że zły,
                  egoistyczny, samolubny, nic niewarty i zapewniam Cię, że pewnie on gdzieś tam
                  na dnie ma takie samo zdanie o sobie... Dzisiaj jest lekomanem, łagodnym,
                  słabym, zachowywującym się jak małe dziecko i takiej wymagającym opieki, który
                  żyje w swoim nierzeczywistym świecie lub może on już nie żyje... Trudno nam z
                  nim żyć i było zawsze ale dzisiaj nie czuję do niego żalu, złości,
                  nienawiści... Ba chyba go kocham chociaż wiem, że zniszczył kompletnie swoje
                  życie, po drodze łamiąc tez psychikę innych... Znowu zarzucisz mi, że
                  usprawiedliwam... Nie ja nie usprawiedliwiam, ja się godzę, ze smutkiem ale
                  przecież takie są fakty mój ojciec zniszczył swoje życie i cały czas myślał
                  tylko o pielęgnowaniu swoich nałogów, nie o rodzinie, o nas... Jednak żal mi
                  go, bo on tak jakby nigdy nie żył naprawdę, jego całe życie jest bardzo, bardzo
                  kalekie i zal mi go, że nigdy nie cieszył się swoim życiem, nigdy nie przeżywał
                  autentycznej radości pogrążony w gęstych oparach swoich uzależnień... W tym
                  wszytskim jednak pozostał człowiekiem i tak go traktuję jak człowieka...Na ten
                  dystans na pewno pozwala mi uniezależnienie się od mojego ojca, porzucenie
                  jakichkolwiek wobec niego oczekiwań, moje własne życie szczęsliwe życie... Ja
                  już nie wierzę w jakąkolwiek jego metamorofzę, nic takiego się nie wydarzy, on
                  jest na równi pochyłej i takie są fakty, niestety...
                  Owszem powiedziała, że czasami trzeba działać wbrew uczuciom ale musiała się o
                  tym przekonac sama... To bardzo mądre... Tacy my ludzie jesteśmy, że błądzimy,
                  że upadamy, ze czasami robimy coś z głupoty, ze słabości nie zdajc sobie
                  sprawy, że to początek końca, że stawiamy krzyżyk na swoim życiu, że
                  nieuchronnie nasze decyzje doprowadzą nas a czasami i inne, niewinne osoby w
                  końcu do samozagłady i to wyczytałam z artykułu "moja heroina"
                  Inni z kolei jak Ty, Owszem, ja czasami w głebokim przekonaniu, że niesiemy
                  pomoc, że uda nam się coś, kogoś uratować walczymy i na tej drodze czasami są
                  zwycięstwa a częściej chyba klęski ale takie jest życie.... I ja nie wiem
                  dlaczego ono takie jest, dlaczego tacy jesteśmy my ludzie, że jedni niszczą
                  drugich, że nie potrafią czy nie chcą (a nawet jeśli to dlaczego) ze swoich
                  drastycznych uzależnień, dlaczego nie miałam spokojnego, radosnego dzieciństwa
                  i dlaczego inne dzieci czy inni dorośli tak bardzo cierpią przez tych, których
                  kochają, ja tego nie wiem ale współczuję i tym jednym i tym drugim...
                  I przepraszam jeśłi swoim dystansem czy jak zarzuci mi z pewnością Lulek
                  usprawiedliwijącym tonem uraziłam czyjeś uczucia, zdradziłam swoją ignorancę,
                  przepraszam, bo nie przeżyłam gehenny, o której wy piszecie a gdybym przeżyła
                  może nie miałbym siły wybaczyć, nie wiem... Pozostając bez odpowiedzi na
                  pytania, które być może zawsze będą mnie dręczyć i które zawsze będą tajemnicą,
                  bólem, gniewe, nienawiścią "dlaczego, dlaczego, dlaczego" pozdrawiam Was
                  wszystkich bardzo serdecznie i ciepło... jula
                  • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 07.07.03, 12:38
                    Jula,

                    miałem już nie zabierać tu głosu, ale... Piszę, przede wszystkim dlatego, aby
                    stwierdzić jasno i wyraźnie: nigdy nie przestałem i nigdy nie przestanę kochać
                    mej córki. Mimo, ze zniszczyła siebie, mnie, naszą rodzinę. Gdyby nie miłość,
                    nie walczył bym przecież o nią tak długo i tak boleśnie. Jednocześnie, Julo,
                    niczego w imię tej miłości nie usprawiedliwiałem i nie usprawiedliwiam. Ponoszę
                    konsekwencje swego działania, tak jak każdy musi ponosić własne. Przeczytaj
                    uważnie wypowiedzi niektórych osób: mniej lub bardziej widoczne
                    usprawiedliwianie, szukanie u innych choć pozoru aprobaty nałogu własnego lub
                    bliskiej osoby. Ja naprawdę, Julo, nikogo nie pouczam, nie nakazuję, nie
                    osądzam, nie jestem na nikogo zły. Pomimo tragedii mej córki, nie uchylam się
                    od pomocy innym ludziom. Jednak, jak robi to wielu, nie będę roztkliwiał sie
                    nad "oryginalna inteligencją" narkomanów...
                    Pozdrawiam Cię, Jula. Lulek
                    • Gość: ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 07.07.03, 12:58
                      Gość portalu: Lulek napisał(a):

                      Jednak, jak robi to wielu, nie będę roztkliwiał sie
                      > nad "oryginalna inteligencją" narkomanów...



                      Witam Cię Lulku!
                      Nie będę oceniać Twojej postawy, bo wiele przeżyłeś i z pewnością jestes
                      bogatszy o te przykre doświadczenie aniżeli ja. I z pewnością mnóstwo ludzi ma
                      takie samo zdanie na temat stosunku do osób uzależnionych. Ja z przykrością
                      muszę stwierdzić, że nie mam zadnego zdania. W tej chwili jestem zagubiona... i
                      nie mówię tego, żeby ktoś mnie pocieszał. To jest fakt, którym teraz żyję!
                      A "oryginalna inteligencja" -jak opisałam swojego chłopaka to jeden z milionów
                      powodów do tego, żeby z nim byc i mu pomóc. Nie twierdzę, że głaszczę go po
                      głowie, ze pobłazam mu to, co robi. Ale nie mogę go zostawic teraz, kiedy
                      potrzebuje kogokolwiek. Nie mogę zostawić go dlatego ze jest narkomanem, on tez
                      zasługuje na normalne zycie i przyjaźń. Jest cudownym człowiekiem, dla którego
                      ważne są rzeczy, które nie są istotne dla większości ludzi. Cenię go za jego
                      idealizm i całokształt osobowości. I nie roztkliwiam się nad jego "oryginalną
                      inteligencją" tylko jestem, z nim bo kogos potrzebuje... A ma tylko mnie. Ty
                      też byłes ze swoją córką, kiedy Cię potrzebowała, nie opuściłeś jej... Widzisz
                      więc, że nie jest łatwo zostawić uzależnionego człowieka na pastwę losu...
                      Pozdrawiam
                      • Gość: gb Re: moja heroina IP: *.toya.net.pl 07.07.03, 14:24

                        Nie twierdzę, że głaszczę go po > głowie, ze pobłazam mu to, co robi. Ale nie
                        mogę go zostawic teraz, kiedy > potrzebuje kogokolwiek. Nie mogę zostawić go
                        dlatego ze jest narkomanem, on tez>> zasługuje na normalne zycie i przyjaźń.

                        Ano, zastanów się, a może to Ty jego potrzebujesz, takich relacji jakie masz
                        ze swoim chłopakiem? A poza tym, jeżeli on zasługuje na normalne życie, to
                        niech zrezygnuje z narkotyków. Chyba życie bez nich uważamy za normalne.
                        Miłość między dwojgiem ludzi, to także wzajemne wspieranie się w trudnych
                        chwilach ale musi mieć ono jakiś efekt. Jasno określ, czego pragniesz i jak
                        wyobrażasz sobie Wasze życie i niech Twój chłopak wybierze między Tobą a
                        narkotykami. Nie stawiaj ultimatum, daj mu nieograniczony czas.
                        • Gość: ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 07.07.03, 14:41
                          Gość portalu: gb napisał(a):

                          >
                          > Nie twierdzę, że głaszczę go po > głowie, ze pobłazam mu to, co robi. Ale n
                          > ie
                          > mogę go zostawic teraz, kiedy > potrzebuje kogokolwiek. Nie mogę zostawić go
                          >
                          > dlatego ze jest narkomanem, on tez>> zasługuje na normalne zycie i przyja
                          > źń.
                          >
                          > Ano, zastanów się, a może to Ty jego potrzebujesz, takich relacji jakie masz
                          > ze swoim chłopakiem? A poza tym, jeżeli on zasługuje na normalne życie, to
                          > niech zrezygnuje z narkotyków. Chyba życie bez nich uważamy za normalne.
                          > Miłość między dwojgiem ludzi, to także wzajemne wspieranie się w trudnych
                          > chwilach ale musi mieć ono jakiś efekt. Jasno określ, czego pragniesz i jak
                          > wyobrażasz sobie Wasze życie i niech Twój chłopak wybierze między Tobą a
                          > narkotykami. Nie stawiaj ultimatum, daj mu nieograniczony czas

                          NIe wiem czy kiedykolwiek miałaś kontaklt z osobą uzależnioną i to od
                          heroiny... Jasne, że życie bez niej jest normalne, na jakie zasługuje mój
                          chłopak. Tyle, że nie skonczenie z uzależnieniem nie ejst takie banalne jakby
                          się komus wydawało. A czy to ja jego potrzebuję? Zapewne tak. Tyle ze ja bez
                          niego poradziłabym sobie w 100%, natomiast on beze mnie-nie jestem pewna... I
                          trudno jest okreslic się czego się pragnie zyjąc z narkomanem... Uwierz mi.
                          Poza tym niemożliwe jest postawienie człowieka uzaleznionego przed wyborem - ja
                          czy narkotyki. On zawsze powie, ze to jestem ja, ze chce byc ze mną. A i tek
                          moze dalej brnąć w ciągu heroiny... Słyszałam to miliony razy i pomimo tych
                          słów, obietnic nadal bierze. Tak więc stawianie takiego człowieka przed
                          jakimkolwiek wyborem nie jest odpowiednim wyjsciem. A czas daję mu od roku....
                          Tyle ze on nie wykorzystuje go w odpowiedni sposób. I to jest mój problem...
                          Być z nim pomimo wszystko i liczyć się z konsekwencjami tego wyboru, czy
                          zrezygnować z tego toksycznego związku i zyc normalnie, z innymi emocjami, bez
                          strachu, z którym budzę się kazdego dnia... Ale dziękuję Ci za Twoje słowa...
                          Trzymaj się Ana
                          • Gość: gb Re: moja heroina IP: *.toya.net.pl 07.07.03, 14:48
                            Ano, to jest Twój wybór i Twoja decyzja ale chyba masz świadomość, że nie
                            żyjesz życiem swoim ale innego człowieka. Szczerze Ci życzę sukcesu.
                      • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 07.07.03, 15:19
                        Witaj Ana,

                        każdy z nas nosi w sobie pragnienie miłości. Każdy z nas potrzebuje ciepła,
                        wsparcia i serca. Jesteś ze swym chłopakiem, darzysz go uczuciem mimo jego
                        nałogu. Dostrzegasz tkwiące w nim dobre cechy, a nawet idealizujesz je, aby
                        mieć powód do sprawowania nad nim opieki. Twoja przyszlość, Ana, może mieć
                        kilka wersji: np. on bierze nadal, wciąż mówi, że rzuci, ale nie rzuca. Ty
                        poświęcasz mu wszystkie siły, myślisz o jego dobroci, idealizmie itd. On nie
                        osiąga w zyciu niczego, staje się wypalonym, pustym wewnątrz czlowiekiem. Ty
                        nadal myślisz o jego idealizmie, cudownym charakterze etc. Musisz tak mysleć,
                        bo inaczej zauważysz, iż zniszczył zycie swoje i Twoje. Może też być inaczej:
                        zaczyna brać coraz więcej, potrzebuje wciąż pieniędzy, wciąż mu mało, wynosi z
                        domu wszystko co ma jakąkolwiek wartość, Ty - w imię swego uczucia - wierzysz,
                        że kiedyś coś się zmieni. Zaczyna coraz częściej Tobą pomiatać, okrada, bije.
                        Albo inaczej: wciąż bierze i wciąga Ciebie. Ty w ramach swej miłości i przez
                        wzgląd na jego idealizm, intelekt i wdzięk zagubionej niewinności - sama
                        stajesz sie narkomanką. Możliwości jest wiele. Z całego serca życzę Ci wariantu
                        optymistycznego: on przestaje na zawsze brać, jesteście szczęśliwi i
                        bezpieczni. Jednak, Ana, proszę, żebyś zechciała to pojąć: tak długo jak
                        będziesz zasłaniała sobie oczy tymi jego pozytywnymi cechami, jak długo
                        wmawiała sobie tę jego dobroć do ludzi, intelekt, wyobraźnię, oryginalność
                        etc. - będziesz na spalonej pozycji. Jeżeli nie pojmujesz, że w tej grze nie ma
                        remisów, to przegrasz Ty i on. Musisz być stanowcza - nie z okrucieństwa czy
                        braku miłosierdzia - ale dla waszego dobra. Nie ma tu innego wyjścia: jeśli ten
                        chłopak naprawdę jest coś wart, to Ty musisz pewne decyzje - konkretnie o
                        bezwzględnym leczeniu - podjąć i egzekwować z całą stanowczością.

                        Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego, Lulek.
                  • owszem Re: moja heroina 07.07.03, 15:03

                    Fantastycznie wyrażasz SWOJE emocje.
                    Pozdrawiam

                    owszem
                  • owszem Re: moja heroina 07.07.03, 15:04

                    jula znaczy tak wyraża ;)
                    • Gość: jula Re: moja heroina IP: 62.29.248.* 07.07.03, 16:18
                      owszem napisała:

                      >
                      > jula znaczy tak wyraża ;)
                      >
                      i vice versa:-) dziękuję
    • Gość: ursa Re: moja heroina IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 07.07.03, 12:37
      ładny tekst, tak... wszystko to prawda. moją heroinę nazwałam złotym środkiem
      na wszystko. rozstanie było trudne - "po trupach". teraz mija trzeci rok
      czystości od narkotyków i rok pracy z osobami uzależnionymi. są wzloty i upadki
      w pracy terapeutycznej.w życiu prywatnym również. chociaż, jeśli chodzi o
      prywatne sprawy, to raczej wiążą się one z pracą. moją stratą nie do odrobienia
      są trwałe i głębokie związki z ludźmi...
      nawroty to bajki niedorobionych terapeutów, którzy mają tendencję do
      etykietowania. każdy z nas jest inny i te różnice tak bardzo mnie pociągają w
      pracy z moim "klientem". to młodzi wspaniali ludzie, niektórzy już nie
      powrócą... jak śpiewał Rydel.ursa
      • Gość: chil[u]m Re: moja heroina IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.03, 16:07
        > jak śpiewał Rydel.
        Łopaty nie śpiewają.
        Rysiek miał na nazwisko RIEDEL.


        STOP WAR on DRUGS
    • Gość: ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 07.07.03, 13:49
      Mam jeszcze pytanie do Owszem
      Czy sesje psychoterapeutyczne są w moim przypadku wskazane? Moj chłopak kiedys
      spotykał się z psychoterapeutą... ja nie. A często wydaje mi się że potrzebuję
      o tym z kims porozmawiac. Czy masz w tym jakies doswiadczenie?
      • owszem Re: moja heroina 07.07.03, 15:24
        Droga ano
        Psychoterapeuta to ktoś, kto w moim mniemaniu, pomaga spojrzeć z innej
        perspektywy, ktoś kto, że tak patetycznie powiem, pokaże kierunek i przekona,
        do tego, że wyjście istnieje. Nawet jeśli bolesne.
        Kwestia znalezienia takiego, bowiem bywają artyści i rzemieślnicy...
        Szukaj dla siebie przede wszystkim, warto.
        Pozdrawiam

        owszem
        • Gość: Ola Re:moja heroina IP: 217.153.5.* 07.07.03, 22:55
          Chciałam tylko powiedziec ze bardzo wspolczuje wszystkim ktorych spotkala taka
          tragedia. Ja na szczescie nie mialam az tak bezposredniego kontaktu z osobami
          uzaleznionymi(tzn. nikt z mojej rodziny nie bierze), sama tez nie biore, ale
          cala masa moich znajomych jest juz prawie na dnie (niektorzy nawet juz nie
          zyja) i faktem jest ze bardzo ciezko jest im pomoc. Mam nadzieje ze opisane
          przezycia autora artykulu pomoga wielu ludziom dla ktorych (jak nietkorzy
          sadza) nie ma juz ratunku. Uwazam takze ze nalezy zawsze pomagac osobie ktora
          wpadla w ten okropny nalog obojetnie czyj to wina czy mediow czy ich samych
          czy jeszcze kogos innego.
          Pozdrawiam wszystkich serdecznie i nie przestawajcie wierzyc ze jest jeszcze
          ratunek dla Waszych bliskich.
          Ola
        • Gość: Ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 08.07.03, 18:52
          owszem napisała:

          > Droga ano
          > Psychoterapeuta to ktoś, kto w moim mniemaniu, pomaga spojrzeć z innej
          > perspektywy, ktoś kto, że tak patetycznie powiem, pokaże kierunek i przekona,
          > do tego, że wyjście istnieje. Nawet jeśli bolesne.
          > Kwestia znalezienia takiego, bowiem bywają artyści i rzemieślnicy...
          > Szukaj dla siebie przede wszystkim, warto.
          > Pozdrawiam
          >
          > owszem

          Dziękuję Ci za wszystko co mi powiedziałaś. Szczerze mówiąc cały świat jest
          przeciwny temu, że z nim jestem... To nie jest mówienie: zastanów się nad swoim
          życiem, on jest cudowny, ale... Oni tłumaczą mi, że jestem bezmyślna i naiwna,
          że on jest ćpunem, który nigdy z tego nie wyjdzie i nie ma sensu nawet w to
          wierzyć. Może mają rację, może faktycznie jestem naiwna... Ale najsmutniejsze
          jest to, że nikt nie potrafi na to spojrzeć obiektywnie. Nie mam z kim o tym
          porozmawiać (na palcach jednej ręki zliczyłabym osoby obiektywne w stosunku do
          tej sytuacji), aż nagle przez przypadek "spotkałam" Ciebie. Dziękuję za te
          wszystkie słowa. Pozdrawiam Ana
          • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 08.07.03, 22:13
            Ana, Ana...

            Ty nie szukasz żadnej obiektywnej oceny sytuacji, ale oczekujesz aprobaty dla
            swych poczynań. Wydaje mi się (obym się mylił), że według Ciebie obiektywizm to
            pocieszanie, prawienie miłych słów, zapewnianie o zrozumieniu. Pewnego dnia
            sytuacja Cię przerośnie i z przerażeniem dostrzeżesz obiektywną rzeczywistość
            bez wyjścia... Ocknij się, póki jeszcze czas.

            Pozdrawiam, Lulek
            • Gość: Ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 09.07.03, 08:42
              Gość portalu: Lulek napisał(a):

              > Ana, Ana...
              >
              > Ty nie szukasz żadnej obiektywnej oceny sytuacji, ale oczekujesz aprobaty dla
              > swych poczynań. Wydaje mi się (obym się mylił), że według Ciebie obiektywizm
              to
              >
              > pocieszanie, prawienie miłych słów, zapewnianie o zrozumieniu. Pewnego dnia
              > sytuacja Cię przerośnie i z przerażeniem dostrzeżesz obiektywną rzeczywistość
              > bez wyjścia... Ocknij się, póki jeszcze czas.
              >
              > Pozdrawiam, Lulek

              Lulku!
              Nie oczekuję żadnej aprobaty! Szczerze mówiąc mam już dość okazywania
              współczucia lub potępienia dla mojego postępowania ze strony innych ludzi. I
              mało obchodzą mnie opinie tych, którzy nie byli nigdy w takiej sytuacji. Sam
              przyznasz, że to trzeba przeżyć... Ja "jestem" w tym rok, nie wiem czy długo
              czy krótko... ale wydaje mi się, że czas nie ma znaczenia. I naprawde nie chcę
              zeby ktoś mnie zrozumiał, ktoś, kto nie ma z tym nic wspólnego. Spotkałam tu
              Owszem, która żyła i nadal żyje w związku z osobą uzależnioną. Jest jedyną,
              którą znam będącą w takiej sytuacji. Poprostu z nią rozmawiam. Ma
              doświadczenie, wiele przeżyła i nie oczekuję od niej jak i od nikogo innego
              zadnej aprobaty!!!
              Lulku! Ja juz dawno stwierdziłam, że mnie to przerasta. Kiedy siedzę po nocach
              i ryczę z tego całego bólu gdzieś po kątach, uświadamiam sobie, że to nie jest
              tak łatwe, jak wydawało mi się rok temu, kiedy poznałam swojego faceta. I może
              nie zdaję sobie jeszcze sprawy z tego, co mnie czeka. Ale wiesz co w tym jest
              najdziwniejsze? Ja mam cholerną potrzebę pomocy innym, a teraz mam okazję coś z
              tym zrobić. Zapewne wydaje Ci się to naiwne, cóż... mnie nie. Naiwny moze byc
              fakt, ze wierze w cud, który moze nastąpic lub nie. Zaczęłam zastanawiać się
              nad stidiami psychologicznymi. Dlaczego? Bo to co teraz robię (a pracuję w
              redakcji...) nie daje mi takiej satysfakcji. Może to tylko chwilowy przypływ
              potrzeby pomocy komuś, może to potrwa jakis krótki czas, tego nikt nie wie. I
              nawet jeśli rozstanę się ze swoim facetem-bo niestety na to się zapowiada, ale
              zrobię wszystko, zeby go z tego wyciągnąc. Lulku, wiesz ze kazdy chce żyć i nie
              pluć sobie w twarz codziennie patrząc w lustro. A mój facet robi to codziennie.
              Tyle, że ta pieprzona heroina jest silniejsza od jego słabiutkiej woli.
              Dzięki za słowa krytyki, ale nie mogę sie z nimi zgodzic. Nie jestem głupia
              nastolatką, która nie wie czego chce od zycia. Ja poprostu zgubiłam się gdzies
              w natłoku strachu i bólu-mojego i mojego faceta.
              Pozdrawiam Ana
              • Gość: Lulek Re: moja heroina IP: *.us / 10.2.0.* 09.07.03, 10:23
                Ana,

                Nie przeczytałaś chyba wszystkich moich wypowiedzi, a szkoda. Jeśli uważasz, że
                przeżyte przeze mnie 9 (dziewięć) lat z narkomanką, codzienna walka z nią, jej
                coraz bardziej zachłannym nałogiem, z własnymi słabosciami jest niczym, to masz
                rację... Nie napiszę Ci już nic więcej, bo i po co?

                Pozdrawiam, Lulek
                • Gość: Ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 09.07.03, 10:52
                  Gość portalu: Lulek napisał(a):

                  > Ana,
                  >
                  > Nie przeczytałaś chyba wszystkich moich wypowiedzi, a szkoda. Jeśli uważasz,
                  że
                  >
                  > przeżyte przeze mnie 9 (dziewięć) lat z narkomanką, codzienna walka z nią,
                  jej
                  > coraz bardziej zachłannym nałogiem, z własnymi słabosciami jest niczym, to
                  masz
                  >
                  > rację... Nie napiszę Ci już nic więcej, bo i po co?
                  >
                  > Pozdrawiam, Lulek

                  Lulku!
                  To chyba się nie zrozumieliśmy. Nie miałam na myśli Ciebie jako osoby nie
                  mającej pojęcia o niczym... Wiem, wszystko czytałam, co pisałeś... i jestes z
                  pewnością jednym z bogtszych o doświadczenia ludzi odwiedzających to forum.
                  Pisałam o ludziach, którzy mnie otaczają i z którymi równiez rozmawiam na tym
                  forum. Nie oczekuję od nikogo aprobaty! I wiedz o tym. Nie oczekuję jej od
                  nikogo, czy to jestes Ty czy ktokolwiek inny. Ale pewność mam: wiele przeżyłeś
                  i masz prawo wyrazania opinii na ten temat. Przez całe zycie...
                  I życzę Ci szczęścia, optymizmu i wiary w ten śmierdzący i okropny swiat,
                  pomimo wszystko!
                  Ana
          • owszem Re: moja heroina 09.07.03, 00:30

            Droga ano,
            wychodzę z założenia, że trzeźwiące rady, mające przemówić do rozsądku
            apele i szumne słowa nie mają większego wpływu na decyzje takie jak Twoja.
            Natomiast mam pewność, że spojrzenie na ten problem z kilu stron może sprowo-
            kować myślenie o tym, w którym momencie tak naprawdę się znajdujemy a w rezul-
            tacie sprowokować działanie.
            Tego Ci z całego serca życzę.
            Pozdrawiam również

            owszem
    • Gość: marek Re: moja heroina IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 00:29
      Gość portalu: Maciej Kozłowski napisał(a):

      > ten teskt jest porażający, jego siła tłumaczenia czym jest uzależnienie
      > przerasta gadanie terapeutów.
      > mój brat popełnił samobójstwo dwa lata temu, był uzależniony od pięciu,
      > rodzina za radą, odrzuciła go terapeutycznie, czego nie wytrzymała jego
      > nadwrażliwa osobowość.
      > dziękuję za ten tekst, brakuje mi teraz słów, dziękuję...
      Odebrałem ten tekst podobnie.Chłopak wie o czym pisze.To nie teoria .To jego
      wewnętrzna rzeczywistość .Ciarki chodziły mi po plecach ,gdy opisywał pierwsze
      doświadczenia z narkotykami . Ja też eksperymentowałem w trawką .Miałem bardzo
      intensywne uczucie beztroski , zaspokojenia .Nie ma się co czarować drodzy
      kochający uzależnionych . Do czegoś jest wam ta miłość potrzebna . Jasne dla
      mnie jest jedno - stoicie obok , nie znacie problemu od środka . Pomagacze
      wszystkich krajów łączcie się .
      • Gość: lexy Re: moja heroina IP: *.satkabel.com.pl / 192.168.1.* 08.07.03, 21:58
        O jaki tekst chodzi bo nie moge się połapać????
        • Gość: Ana Re: moja heroina IP: *.stacje.agora.pl 09.07.03, 08:43
          Gość portalu: lexy napisał(a):

          > O jaki tekst chodzi bo nie moge się połapać????

          Tekst z Dużego Formatu GW, w którym pewien człowiek opisła swoje doświadczenia
          z heroiną...Polecam.
    • Gość: zarobiony ucieczka IP: PLWAWD* / 172.31.224.* 08.07.03, 10:43
      Nie chce brzmiec jak dydaktyk ,ale ow tekst (w calej jego formie napisanej prze
      autora winien sie stac lektura obowiazkowa np. w liceach a byc moze nawet
      gimnazjach….) moze dla niektorych brzmi to ciezko I nazbyt „progresywnie”,
      aczkolwiek wydaje mi sie (kolejny raz podkreslam ze jest to moj prywatny punkt
      widzenia I nikogo do tego nie przekonuje) iz mloda osoba powinna poprzez
      szkole poznawac rzeczywistosc realna dla jej epoki … miast byc zarzucana stosem
      ksiazek o nieaktualnej tematyce….

      Dlaczego wyrobilem sobie takie wlasnie zdanie

      - Rozdzial I : STUDIA I CLUBBING: Jestem osoba dosc mloda (25) tak tez bede w
      ponizszym tekscie prezentowal dosc elastyczne I liberalne podejscie do
      narkotykow…. Pierwszy raz zetknalem sie z narkotykami w postaci tabletek
      pobudzajacych bylo to okolo 4 lat temu. Wzialem poniewaz kolega mnie namowil…
      bylo to tylko raz …. Czulem sie wowczas jak wniebowziety: Muzyka techno , pelen
      zapas energii oraz optymizmu – czego mlody czlowiek moze chciec wiecej…
      nastepnie przerwa pol roku… zakonczona wyjazdem na stypendium do kraju Zielem
      plynacego… dostepnosc lekkich narkotykow byla tak latwa iz czlowiek nawet sie
      nie zastanawial czy chce pojechac cos przysmazyc czy nie … najzwyczajniej kazdy
      posiadal zawsze przy sobie grama na potrzeby wlasne oraz ewentualnie
      napotkanych znajomych…….. od Marihuany, Hashu byl tylko maly krok po cos
      chemicznego … szczegolnie jezdzac do klubow w pobliskiej Antwerpii,
      Amsterdamie, Rotterdamie na Chemistry Parties.. ktore w zasadzie w sposob
      posredni promowaly spozywanie tabletek pobudzajacych…. Naturalna kontynuacja
      bylo uczestnictwo w wielkich imprezach typu IMPULS czy Dance Valley gdzie
      ludzie siegali po cos jeszcze mocniejszego.. byly to juz kwasy I jego pochodne
      oraz LSD w roznych formach (jestm raczej laikiem w „chemii spozywczej”) ….
      czlowiek niesiony energicznymi rytmami muzyki trans, techno, electro I
      drumm&bass powoli wstepowal na kolejne szczeble drabiny… coraz wyzej I wyzej…
      nie myslac o tym ze upadek bedzie coraz bolesniejszy …..

      - Rozdzial II: STUDIA - STRES, CHEC ODLOTU: Czlowiek jest istota ktora zawsze
      po silnej dawce emocji szuka odreagowania… odreagowanie w moch oczach polega na
      probie stworzenia sytuacji w pewien sposob „przeciwnej” do uprzednio
      zaistnialej…. Ok dosc tego wywodu…. Ogolnie chodzi o to iz student po
      egzaminie/ sesji a wiec stresie chce na pewien czas odpasc… jedni pojda na
      basen, inni pojada w gory a jeszcze inni wypic browara… ale umiescmy sie w
      srodowisku gdzie narkotyk jest powszechnie dostepny (mozemy go posiasc na mase
      roznych sposobow)… wielu z nas wybiera wlasnie taka opcje.. . smazenie ziela,
      odpalanie sie, trawienie (od trawy) … uzywanie marihuany ma rozne nazwy ale cel
      jest jeden : wyluzowac sie na chwile, wyhamowac, poczekac…. Egzaminow coraz
      wiecej… stresow zyciowych coraz wiecej a my juz przelamalismy opory zwiazne z
      dystansem do tzw. lekkich uzywek. Postrzegamy to raczej jak integralna czesc
      zycia, jak zapalenie papierosa …..

      - Rozdzial III: PRZEJSCIE W DOROSLE ZYCIE: Mam to szczescie I luksus, ze
      posiadam w czasach obecnych prace…. Wejscie w dorosle zycie napewno jest jakims
      tam szokiem po zwariowanych czasach studenckich gdzie egzamin, sesja, konflikt
      z rodzicami czy dziewczyna byly dla wielu z nas jedynymi stresami…. Nagle
      pojawia sie zdziwienie, gdyz pojawia sie kolejny element : PRACODAWCA…
      wymagajacy, nieugiety…. Oczekujacy pelnego poswiecenia dla pracy…. Od
      Poniedzialku do Piatku (czasami takze w weekendy) wymaga naszego zaangazowania
      …. Mnostwo moich kolegow czuje sie zmeczonych tym wszystkim: praca., pogonia
      za kasa, tempem zycia…. Tym ze w tak trudnych czasach nalezy wybierac pomiedzy
      zyciem rodzinnym-prywatnym a zawodowym (wyscigiem szczurow)/…. Pelni frustracji
      brniemy w to coraz glebiej, pozapinani w garnitury w uciskajacych krawatch….jak
      klony, przekonane ze to wlasnie MY kontrolujemy nasze wlasne zycie (jedna
      wielka uluda) …zapadajac sie coraz dalej I dalej.. rezygnujac z przyjemnosci,
      zycia towarzyskiego… w pewnym momencie zdajemy sobie sprawe ze wykopalismy
      gleboki dol… w ktorym sami sie znalezlismy… bez osoby nam bliskiej … bo
      przeciez partner juz odszedl nie mogac wytrzymac naszej pogoni za kasa I
      kariera … I w tym wlasnie momencie przypominamy sobie o tej drabince ktora
      towarzyszyla nam podczas okresu studiow…. Wspinamy sie po niej ponownie ….aby
      tylko uciec

      - Rozdzial IV: WYJSCIE NA POWIERZCHNIE : temat rozdzialu jest zludny….. wydaje
      mi sie ze gdzies w naszej swiadomosci jest ta zagrzebana mysl iz tym razem
      nasza stara „drabinka” moze okazac sie za krotka … ale sie pniemy …. Zaczynamy
      odreagowywanie w weekendy… ponownie IMPREZY… wrzucanie: tablety, dropsa,
      piguly, aviomarinu czy jakkolwiek to nazwac staje sie naszym standardem
      weekendu … bo przeciez zalezy nam tylko I wylacznie na ucieczce…. Chec ucieczki
      jest coraz mocniejsza,….. jestesmy coraz bardziej zdeterminowani aby ja
      wydluzac …. Wiecej wrzucanych tablet…. Uciekamy sie do kwasow…. Piatkowa noc:
      niech wiecznie trwa!!!… nareszcie wydostalismy sie na powierzchnie … swoista,
      stworzona przez nas samych Fantasmagorie… gdzie czujemy sie przyjemnie I
      bezpiecznie,…. Wsrod swoich…. Juz nie jestesmy osamotnienie we wlanym dolku
      ogladajc Telewizje w piatki wieczorem tlumaczc to sobie ze poziom zmeczenia po
      czesto 80 godzinnym tygodniu pracy siegnal zenitu…..

      - Rozdzial V: …. SOBOTA niech trwa wiecznie: ….nadchodzi pewien moment gdzie
      zmeczeni po piatkowej imprezie, wychodzac z klubu nie chcemy stracic dnia (w
      koncu jest juz 10 rano)…. Nasz umysl juz tam bedac w srodku (w klubie) zaczal
      szukac wyjscia z tej patowej sytuacji… moze kolejna pigula… nie to przeciez
      niezdrowe (bronia sie resztki rozsadku)…. A moze taki strzal czegos co
      postawiloby nas na nogi I pozwoiloby dalej, nieprzerwanie cieszyc sie weekendem
      …. Czesto ludzie siegaja w takich momentach bo bialy proszek (kokaine, koks) ….
      Przelamujemy kolejna bariere…..

      - Rozdial VI: BEZ TYTULU…. Po co ja to wszystko napisalem. Otoz po to iz wiem,
      ze nastepnym przystankiem - w moim zyciu oraz wielu innych mlodych ludzi -
      moglaby sie stac HEROINA…. Teraz wiem ze JA na tym przystanku nigdy nie chce
      sie znalezc….

      - DLA AUTORA I KOGOS KTO WALCZYL O TO ABY TEN TEKST SIE POJAWIL:
      SERDECZNE DZIEKI
      • Gość: margo Re: ucieczka IP: *.cns.pl / 192.168.1.* 17.07.03, 16:40
        Dziękuję! To najlepszy tekst (o tej tematyce) jaki czytałam. Dopiero dzisiaj
        natknęłam sie na niego w domu... Dziwne, moja mama wyrzuca wszystkie gazety po
        dwóch dniach. Choć może to jednak dziwne nie jest, może po prostu Ona też
        uznała go za prawdziwy... Ja po sześciu latach brania, nie biorę od trzech. Mam
        pracę problemy emocjonalne, czasami przerasta mnie rzeczywistość. Ale moi
        rodzice cały czas przy mnie byli, szczególnie ojciec (mama miała mniej siły, a
        może bardziej słuchała "mądrych" terapeutów). Byłam z chłopakiem przez 3 lata,
        w trakcie czwartego On zaczął ćpać (podobno był szczęśliwy, b. mnie kochał,
        etc.) Ja byłam za słaba, ponieważ pomagając Jemu sama zaczęłam spadać... Co
        tydzień tuląc się ryczeliśmy, że już dość, że to ostatni raz... Wydawało mi
        się, że nie dam sobie bez Niego rady (On beze mnie też), roztaliśmy się tzn. On
        nagle zniknął. Jak się okazało osobno też dawaliśmy sobie "świetnie" radę.
        Każde z nas osiągnęło własne dno i własne przebudzenie... Nie będę mówić ile
        przecierpiały nasze rodziny, moja siostra dopiero rok temu płacząc opowiadała
        mi o lęku, bólu, strachu, o tym przez jakie piekło musieli przejść (oczywiście,
        tak jak w artykule "za kotarą, żeby nikt nie wiedział", bo to
        przecież "porządna rodzina"). Bo ja będąc w ciągu nie widziałam nic innego jak
        tylko siebie i ćpanie... W ośrodku terapeuci, nazywali mnie "akuratną" i pytali
        się czy ja w ogóle kiedyś brałam narkotyki... To, że mam fantastyczne zdolności
        przystosowawcze, nie zdążyłam się "zajechać", po towar chodziłam w marynarce i
        na obcasach (cały czas pracując, bądź wegetując w pracy <nie musiałam tam nic
        wymyślać, tworzyć iluzji. To moi współpracownicy mnie tłumaczyli, przede mną i
        przed sobą.>), to dla terapeutów był powód, żeby nadać mi jakąś etykietkę.
        Dzisiaj z całą pewnością mogę powiedzieć, że ośrodek przez rok pokazał mi (sama
        sobie pokazałam?), że można rano wstawać i myśleć czy dzisiaj będzie słońce a
        nie czy mam zapas siuwaksu... Chciała bym też coś powiedzieć Anie - wydaje mi
        się, że powinnaś zostawić swojego chłopaka, nie ma małych porcji branych od
        roku (to niestety moim zdaniem bardzo śmieszne zdanie) za to jest wieczne
        oszukiwanie siebie i innych (teoria iluzji i zaprzeczeń) Jeszcze raz dziękuję
        za wspaniały artykuł, choć przeraziło mnie jedno z ostatnich zdań "o
        lekach ...nie są mi już potrzebne, ale ich zapas zamierzam na jakiś czas
        zachować - na wszelki wypadek..." NIE MA WSZELKIEGO WYPADKU!!! Ja chowałam i
        heroinę i leki "na wszelki wypadek" i wracałam tam z powrotem... Układam sobie
        życie na nowo (mój były też, nawet dzisiaj dzwonił), przez te trzeźwe lata nie
        miałam aż takich nawrotów, nad którymi bym sama (czy z pomocą bliskich) nie
        zapanowała... Bardzo gorąco pozdrawiam Autota artykułu , Owszem i innych z
        Forum. "Zaleczona"
        • Gość: calin.......ka Re: ucieczka= powrót IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 19.07.03, 08:16
          Czy ktos moze mi podac adres do autora? Tylko ja go zrozumialam mimo ze nie
          wpadlam, z innej strony, bo istnieje jeszcze Duch Sw, tylko nie ma mi kto podać
          tego.....na tacy.
          Mój imeil: cal-ineczka@gazeta.pl
        • owszem Re: ucieczka 11.09.03, 16:49
          Pozdrawiam Cię też i chociaż w tym temacie nie ma do końca nic pewnego,
          wierzę, że całe to kongo już za Tobą.

          owszem
    • Gość: cal.....ka moja numer tel. IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 19.07.03, 08:24
      Gość portalu: Maciej Kozłowski napisał(a):

      > ten teskt jest porażający, jego siła tłumaczenia czym jest uzależnienie
      > przerasta gadanie terapeutów.
      > mój brat popełnił samobójstwo dwa lata temu, był uzależniony od pięciu,
      > rodzina za radą, odrzuciła go terapeutycznie, czego nie wytrzymała jego
      > nadwrażliwa osobowość.
      > dziękuję za ten tekst, brakuje mi teraz słów, dziękuję...

      Macieju Kozłowski. Czy możesz mi powiedzieć dlaczego?
      Dlaczego napisałeś to w dwoch osobach jednoczesnie? Czy nie potrzebujesz
      psychiatry? Ja bym cos zbudowala, taki specjalny szpital, dla ludzi, tylko mi
      powiedz co zrobic, zeby zasnac. Nie moge spac. Od 3 dni, mimo ze to byla tylko
      1 kawa i herbata. Nie moge jesc. A chce jesc bo zasnac nie moge. Nie mialam
      bulimii ani anorexii, ja poprostu juz tylko z bogiem rozmawiam, bo pojelam
      wszystkie rozumy swiata. Od tego niespania......
      Nie pisze dalej, bo chyba wiesz czego potrzebuje.
    • elisa20 Re: moja heroina 08.09.15, 14:09
      Panie Doktorze, mam prośbę. Proszę o kontakt: ewelina.lis@newsweek.pl. Pozdrawiam! EL
      • aaugustw Re: moja heroina 08.09.15, 14:55
        elisa20 napisała:
        > Panie Doktorze, mam prośbę. Proszę o kontakt:
        ewelina.lis@newsweek.pl. Pozdrawiam! EL
        ________________________________________.
        Ewelina, ostatni wpis byl tu przed 12 laty... - Czy
        uwazasz, ze jest to dalej jeszcze aktualne...!? :-l
        A...
        • europa2772 Re: moja heroina 08.09.15, 16:54
          Jaki kontroler - pobiegaj sobie ! ;-)
          • aaugustw Re: moja heroina 08.09.15, 18:35
            europa2772 napisała:
            > Jaki kontroler - pobiegaj sobie ! ;-)
            ______________________________.
            Czy tak mam biegac, jak ty za mna..?
            A...
            • europa2772 Re: moja heroina 08.09.15, 19:15
              Ty nawet nie masz pojecia jak duzo dla Ciebie robie - byś sie nie wywalił ! :-)
              • aaugustw Re: moja heroina 08.09.15, 20:40
                europa2772 napisała:
                > Ty nawet nie masz pojecia jak duzo dla Ciebie robie - byś sie nie wywalił ! :-)
                _________________________________________________.
                Tylko mi nie mow, ze takze i pod siebie, bo nie uwierze...(!?).
                A...
                Ps. Gdyby nam to FU nie pomagalo, nie bylibysmy tu...! ;-)
                • europa2772 Re: moja heroina 08.09.15, 22:56
                  No co Ty , ja kobieta to skok na twoje plecy , szersze masz !
                  Smiech to zdrowie , moze i tak jest ze pomaga ! do jutra...;-)
                  • aaugustw Re: moja heroina 09.09.15, 12:05
                    europa2772 napisała (do A...):
                    > ... moze i tak jest ze pomaga !
                    __________________________________________.
                    A widzisz, i po co pisalas te wszystkie swoje glupoty,
                    (np.), cyt: "Aaugust ma tzw; kompulsje - i nie zdaje
                    sobie sprawy ze robi więcej szkody jak dobra..."
                    skoro nie wiesz co pomaga, a co nie...! - Bogiem juz
                    jestes, Deo jestes, ze wiesz co komu pomaga...!? :-\
                    A...
                    • europa2772 Re: moja heroina 09.09.15, 14:10
                      A ty wiesz !?
                      • aaugustw Przywroceni do zdrowia... 09.09.15, 16:55
                        europa2772 zapytała (A...):
                        > A ty wiesz !?
                        ___________________________________________.
                        Pytasz, wiec odpowiadam...
                        Tak, ja wiem co mi pomoglo i wiem takze co pomoglo
                        tym paru milionom trzezwych dzis alkoholikom, bo
                        uczeszczam na Mityngi AA, na ktorych slucham tam
                        tych trzezwych zwyciezcow, ktorzy przywrocili swoja
                        chorobe do zdrowia...!
                        A...
                        • europa2772 Re: Przywroceni do zdrowia... 09.09.15, 17:24
                          Ja też wiem co mi pomogło i też słucham trzeżwych co im pomogło , dla każdego co innego , natomiast wynik ten sam jestesmy trzezwi ....
                          • aaugustw Re: Przywroceni do zdrowia... 09.09.15, 18:40
                            europa2772 napisała (do A...):
                            > Ja też wiem co mi pomogło i też słucham trzeżwych co im pomogło ,
                            dla każdego co innego , natomiast wynik ten sam jestesmy trzezwi ....
                            _________________________________________________________.
                            ;-)) Taak, trzezwi, wolni, szczesliwi, wdzieczni, doswiadczeni, gotowi do
                            pomocy, odpowiedzialni, rozwijajacy sie duchowo, prawie pokorni, etc...! ;-))
                            A...
                            • europa2772 Re: Przywroceni do zdrowia... 09.09.15, 18:56
                              A jakże by inaczej ! ;-)))
                              • aaugustw Re: Przywroceni do zdrowia... 09.09.15, 19:42
                                europa2772 napisała:
                                > A jakże by inaczej ! ;-)))
                                _________________________________.
                                Nie moze byc inaczej, gdyby bylo inaczej
                                nie byloby nas tutaj... - Pilibysmy dalej..!
                                A...
                                • europa2772 Re: Przywroceni do zdrowia... 09.09.15, 22:23
                                  Nie myślę o tym i juz mam pewne rzeczy poza sobą na stałe !;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka