Dodaj do ulubionych

bezsilnosc wobec... tego przed czym sie ucieka

11.09.07, 15:16
Tak dzisiaj sobie pomyslalem, ze "odziedziczylem" pewne cechy
charakteru po swojej mamie, takie cechy, ktore uwazam za powod jej
cierpien zyciowych oraz jej problemow z ludzmi.
Co najgorsze, jestem od dawna swiadom tych jej wad, sam jej
probowalem tlumaczyc, ze tak nie warto bo to droga donikad- a tu sam
grzesze tym samym!.
Rece opadaja.

O co chodzi?
Moja matka zawsze miala jakies naiwnie idealistycznie oczekiwania
wobec ludzi, a takze zwiazana z nimi bezposrednio sklonnosc
do "wielkich rozczarowan".
To wiaze sie z brakiem przyzwolenia na czyjes bledy, czepianiem sie
slowek, szukaniem drugiego dna, bardzo powaznym traktowaniem slow
innych.
Pamietam, jak matka gdy poklocila sie z kims ze swojej rodziny to
szukala sojusznikow. W tej chwili okazywalo sie, ze sojusznik to
osoba bez wad i skaz, najlepszy przyjaciel. Ale wystarczylo, by
sojusznik wdal sie w jakis kontakt z wrogiem i sam sie stawal nim- z
dnia na dzien. Wystarczy, by nie spelnil pokladanych w nim nadziei
na "wiernosci i lojalnosc po grob" a juz ladowal na drugiej skali
osi przyjazni.
Pamietam tez, jak nie potrafila drobnych gestow nieprzyjazni czy
obojetnosci tak traktowac- tylko zawsze byly wielkimi deklaracjami.
Jak ktos zawiodl w malej rzeczy- automatycznie stawal sie osoba
niegodna uwagi, zdrajca, czychajacym na moje potkniecie zbojem.
taka lekka sklonnosc do paranoi, jak u nie przymierzajac Jarka
Kaczynskiego.

Kolejna straszna rzecz, ktorej zawsze nie cierpialem u matki, to
sklonnosc do wyszukiwania w swiecie spisku wobec siebie, jakiegos
tajnego sprzymierzenia innych, " ja sam", a tez zwiazany z tym
potrzeba zwracania na siebie uwagi, ciaglego otrzymywania znakow
poparcia, afirmacji, bycia w centrum uwagi.

I kurde blade, widze wiekszosc tych cech u siebie.
Niektore nieco mniej nasilone, inne wrecz bardzej, ale siedza we
mnie jak tasiemiec.

Moje szczescie w porownaniu z rodzicielka jest takie, ze ja jestem
tego juz teraz swiadom, a ona cale zycie nie byla i chyba juz nie
bedzie.
Moge nad tym pracowac, probowac to zmieniac, co zreszta caly czas
robie.

Zastanawielm sie tak od dluzzego czasu, skad u mnie te cxechy-
wnioskowalem ze to przez bycie w domu DDD, ale ze tak po prostej
linni je dziedzicze to uswiadomilem sobie chyba dopiero dzis.

Najciekawsze jest, ze to we mnie tak silnie siedzi, ze kiedy probuje
z tym walczyc czuje wrecz fizyczna blokade w glowie.
Nie wiem jak to jest, ale gdy np./ probuje sie nie nakrecac czyjas
wypowiedzia czy luzna uwaga na moj temat, po prostu czuje silne
sciskanie w glowie, czuje fizyczny przymus rozgrzebywania tego,
normalnie walcze z tm jak na ringu!
Dochodzi do tego, ze w tej walce dochodzi to takiego momentu, gdy do
oczu plyna mi niemal lzy- i nie sa to lzy zalu, uzalania sie nad
soba czy zlosci, sa to lzy bezsilnosci.



Obserwuj wątek
    • cortona Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 18:57
      A co to jest dom DDD?
      Addi, przeczytałam cały Twój post, więc bardzo proszę, żebyś nie
      pozostawiał mojego pytania bez odpowiedzi:)
      • addicted11 Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 20:13
        Cortono, jak ktos napisal, DDD dorosle dzieci dysfunkcyjne,
        taka etykieto- lata, nieco schemat, wzielo sie to stad, ze kiedys
        tam scharakteryzowano syndrom zachowan dla dzieci alkoholikow-
        poczucie braku bezpieczenstwa, haosu, nieufnosc, lek przed
        odrzuceniem itp- a potem okazalo sie, ze z tym identyfikuje sie
        wielu ludzi z omow wcale nie alkoholowych.
        Tak do DDA doklejono DDD.

        WIdzialem i widze w sobie pewne cechy charakterystyczne dla syndromu
        DDA/DDD.
    • rauchen Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 19:12
      w wydaniu addiego to oznacza:
      Dwapiwa Dwapiwa Dwapiwa :)
    • aaugustw Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 19:36
      addicted11 napisał:
      > Dochodzi do tego, ze w tej walce dochodzi to takiego momentu, gdy
      do oczu plyna mi niemal lzy- i nie sa to lzy zalu, uzalania sie nad
      > soba czy zlosci, sa to lzy bezsilnosci.
      _____________________________________.
      Zjawisko takie wystepuje takze u tych,
      ktorzy przysiada sobie genitalia i w
      lenistwie swym nie chce im sie podniesc
      aby odejsc od kompa do realnego zycia.
      To ciezka walka...! :-((
      A... ;-))
      • addicted11 Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 20:15
        aaugustw napisał:

        > addicted11 napisał:
        > > Dochodzi do tego, ze w tej walce dochodzi to takiego momentu,
        gdy
        > do oczu plyna mi niemal lzy- i nie sa to lzy zalu, uzalania sie
        nad
        > > soba czy zlosci, sa to lzy bezsilnosci.
        > _____________________________________.
        > Zjawisko takie wystepuje takze u tych,
        > ktorzy przysiada sobie genitalia i w
        > lenistwie swym nie chce im sie podniesc
        > aby odejsc od kompa do realnego zycia.
        > To ciezka walka...! :-((
        > A... ;-))


        Moze i u tych drugich tez wystepuje, nie wiem, ja naleze do tych
        pierwszych.
        • aaugustw Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 20:42
          addicted11 napisał:
          > Moze i u tych drugich tez wystepuje,
          > nie wiem, ja naleze do tych pierwszych.
          ________________________________________.
          Nalezysz do tych pierwszych z tych drugich...
          A...
        • rauchen Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 20:48
          twoja niby bezsilnosc wobec alkoholu addi, udowodniles w ten sposob
          ze bardzo chetnie powrociles do tych dwoch piwek, bo latwiej bylo, a
          przez te dwa lata niby niepicia, wciaz poszukiwales tylko i
          wylacznie drogi powrotu do picia, do zycia ktore a to ci sie
          podobalo, a to znow w jakis sposob podobalo. Dalej to robisz.

          Twoja bezsilnosc wobec matki okazujesz w ten sposob, ze bardzo
          chetnie wracasz do tematu, to matki, to bycia DDA/DDD, i do
          problemow ktore u ciebie stworzyly.

          Problem jest taki, ze ktoregos dnia trzeba dorosnac. Wlasciwie
          dorosnac na swoj sposob, bo ja o ile przez ostatnie miesiace
          zaczelam czuc ze chyba dorastam, duchowo, o tyle nadal pozwalam
          sobie na bycie dzieckiem, tym ktorym jestem, tym ktorym moze nie
          mialam okazji byc. Ale coraz bardziej staje sie odwazna na dorosle
          zycie, ktorego kiedys wczesniej nie bylam w stanie stawic czola.

          I czy komus to sie podoba, czy nie, ale jedyna odpwiedzia na
          pytanie, dlaczego tak sie dzieje, ze teraz potrafie to do czego
          wczesniej nie bylam zdolna, jest po prostu akceptacja.
          W tym jednym slowie, ktore wlasciwie zawiera tak wiele, ze az trzeba
          uzywac tylko jednego.
          Dzieki niej zaczelam zyskiwac sama dla siebie szacunek, za to kim
          jestem, za to kim bylam, i za to co zamierzam.

          Kiedy patrze wstecz na ostatnie miesiace, tak sobie mysle ze
          czepiajac sie tylko samej akceptacji, to nie bylo az tak bardzo
          trudno przechodzic etap uczenia sie akceptacji.
          Najtrudniejszy okres jest ten, kiedy mi do glowy nie przychodzilo
          zeby sie jej uczyc - z przekory, z lenstwa, z upartosci, z
          czegokolwiek to bylo. To byl bardzo trudny okres.
          Kiedy juz ponioslam kleske w swojej upartosci i padlam, i zaczelam
          sie uczyc akceptacji, bo wyjscia jakos juz nie widzialam innego,
          zaczala sie w ten sposob ta era mojego zycia w ktorej jestem.

          I tak pewnie nie uwierzysz, ale ja naprawde kocham zycie i takie
          jakie ono jest, bylo, i mam nadzieje tak tak samo bedzie w kazdym
          nowym dniu niezaleznie od okolicznosci.
          • addicted11 Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 21:01
            rauchen napisała:

            > twoja niby bezsilnosc wobec alkoholu addi, udowodniles w ten
            sposob
            > ze bardzo chetnie powrociles do tych dwoch piwek, bo latwiej bylo,
            a
            > przez te dwa lata niby niepicia, wciaz poszukiwales tylko i
            > wylacznie drogi powrotu do picia, do zycia ktore a to ci sie
            > podobalo, a to znow w jakis sposob podobalo. Dalej to robisz.

            Fajnie.
            Tyle, ze zupelnie nie na temat.

            >
            > Twoja bezsilnosc wobec matki okazujesz w ten sposob, ze bardzo
            > chetnie wracasz do tematu, to matki, to bycia DDA/DDD, i do
            > problemow ktore u ciebie stworzyly.


            Wcale nie wracam chetnie, pisze tu o bezsilnosci- wiesz czym ona
            jest?
            powinnas wiedziec.


            >


            I czy komus to sie podoba, czy nie, ale jedyna odpwiedzia na
            > pytanie, dlaczego tak sie dzieje, ze teraz potrafie to do czego
            > wczesniej nie bylam zdolna, jest po prostu akceptacja.
            >


            akceptacja siebie to taki slogan,
            oznacza akceptacje swojej slabosci tak ogolnie, jako osoby ludzkiej.
            Nie mam natomiast w sobie zadnej akceptacji dla tego, o czym
            napisalem, i miec nie bede.
            Walcze z tym i to przewalcze
            , w tej walce odkrywam pewne nowe lady i o tym pisze, moze ktos sie
            zidentyfikuje czy cos.

            nie kazdy jest taki mundry jak ty ze w 2 miesiace staje sie
            podrecznikowym przykladem szczesliwego dojrzalego doroslego
            spelnionego obywatela.





            >
            • rauchen Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 21:03
              no co??? a nie pisalam ze i tak nie zrozumiesz :))))

              do ciebie to tylko z glana :))
              • addicted11 Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 21:13
                rauchen napisała:

                > no co??? a nie pisalam ze i tak nie zrozumiesz :))))
                >
                > do ciebie to tylko z glana :))


                a co mialem zrozumiec?

                popatrz, Wielka Pani zstapila z wysokosci do plebsu pijacego i
                przemowila piecioma zdaniami, plebs nie zrozumial slow wielkich i z
                glana go!

                Ty z kolei nie zrozumialas mnie.

                Pierwsze, czego w ogole nie mozesz pojac- to ze to nie ma zadnego
                zwiazku z alkoholem.
                Drugie, czego nie mozesz pojac, to ze ja pisze tu by podzielic sie
                biezacymi refleksjami a nie by sie pomadrzyc i policytowac na
                dojrzalosc.
                ja pod wieloma wzgledami sie zmieniam, a pod innymi mimo checi nie
                umiem.
                wiele rzeczy osiagam blyskawicznie, a inne nie chca pojsc o metr
                mimo tony wysilku.
                to sie nie miesci w twoim rozumieniu swiata, gdzie liczy sie
                koszulka z napisem "jestem trzezwa".


                • aaugustw Re: bezsilnosc wobec... tego przed czym sie uciek 11.09.07, 21:43
                  addicted11 napisał:
                  > ...dojrzalosc...
                  > ja pod wieloma wzgledami sie zmieniam,
                  > a pod innymi mimo checi nie umiem.
                  _______________________________________.
                  Trzymaj sie tylko niedaleko zwciezcow..!
                  I... (tylko) BADZ...! (a samo bedzie)..!
                  A... ;-))
                  Dobranoc
                  • baasil Re: adi... 12.09.07, 11:31
                    Pia Mellody-"Toksyczne związki"-w tej książce znajdziesz odpowiedzi
                    na twoje pytania.polecam(nie sugeruj się tytułem,ani okładką)
                    a ode mnie: wszystkie nasze zachowania,problemy(cały ten "twardy
                    dysk" nagrany w mózgu)ma swe korzenie w dzieciństwie(niezależnie od
                    tego czy jesteśmy dda,ddd,czy inne ple,ple,ple).i można się od tego
                    uwolnić(już ci kiedys polecałem"Toksyczny wstyd","Powrót do swego
                    szczęśliwego,wewnętrznego domu" Johna Bradshaw),a można uciekać i
                    całe życie być nieszczęśliwym.
                    • addicted11 Re: adi... 12.09.07, 22:33
                      tak, dzieki za informacje.

                      ciekawi mnie taka rzecz, ze nie wszyscy z jedneo domu maja te same
                      problemy- np moja siostra ma wiele podobnych do mnie ale wielu
                      takich jak ja nie ma a zamiast tego ma inne, to mnie ciekawi.
                      ten sam dom, ten sam czas wychowania, a efekt inny.


                      wiuesz, zastanawia mnie, czy w takich ksiazkach jest odpowiedz na
                      pytanie- jak polaczyc to, zeby miec szczesliwe wspomnienia z
                      dziecinstwa i zarazem nie wypierac tych gorszych?
                      bo kazy chyba wolalby powiedziec" mialem fajne dziecinstwo",
                      szczegolnie gdy wszyscy dookola tak gadaja.
                      • e4ska Nie ma empirycznej możliwości 12.09.07, 23:44
                        żeby to sprawdzić. Wpływ dzieciństwa, rola matki itd.

                        Jakby to się sprawdzało, to można by wiedzieć, czemu depresje, czemu schizy
                        rozmaite, czemu nałogi i inne patologie. I dałoby sie je leczyć.

                        Też niedawno przeszłam przez czas rozrachunkowy - coś z 18 miesięcy. Przygoda
                        niesamowita. Wspomnienia sięgające do dziewięciu miesięcy życia.

                        Pytanie: jeśli było tak źle, to czemu mnie jest tak dobrze w życiu, wesoło i
                        nienudnie, czemu uwielbiam wspomnienia z dzieciństwa, śni mi sie ono pełne
                        słodyczy i blasku... czemu?

                        To zależy od naszego nastawienia. Jeśli psychoterapeuci będą nam podpowiadać - a
                        życie każdego człowieka przebiega wedle pewnych schematów - jak i u zwierząt,
                        nie inaczej - to zohydzą wszystko piękne. Każde dzieciństwo będzie toksyczne -
                        bo jakże inaczej?

                        Dam przykład: pytam tatę w wakacje - poszliśmy sobie do lasu na jagódki,
                        zbieramy i gadu gadu... tato, a czemu ty mnie brałeś do zwożenia drewna z lasu -
                        dziewczynkę, a nie chłopa, czemu??? Teraz to prawa dziecka obowiązują - nie
                        wolno, wiesz... - A sama się rwałaś, płakałaś, że chcesz do boru. Lubiłem z tobą
                        pracować, bo cudownie mi się rozmawiało. Cały czas się śmiałaś. Rozmowy... nie
                        jak z głupim ciołkiem. Zresztą do ciężkiej roboty bym cię nie wziął.

                        Co prawda to prawda. I przypomniałam sobie, jak często leżałam na mchu i
                        skręcałam się ze śmiechu. Przypomniał mi się stary ojcowski dowcip - dokładnie -
                        z tamtych lat... i znów się skręcałam. A po niebie, nad sosnami, leciały białe
                        obłoki. Takie same jak kiedyś:)))
                        • tlenoterapia Re: Nie ma empirycznej możliwości 14.09.07, 23:38
                          jak znasz mechanizm swoich problemów to sukces .Zastanawia mnie
                          czemu dziedziczy sie to co złe po staruszkach.Dawno nie mam juz zalu
                          do rodziców i okres w którym strasznie ich obwiniałam juz mina.Nie
                          da sie niczego zdziałac z przeszłoscia mozna tylko zmienic to co
                          jest teraz.Mysle ze sobie poradzisz w swojej walce jedne schematy
                          zachowan zamienisz w koncu na inne nie destrukcyjne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka