addicted11
12.10.07, 17:31
Roznie mozna dyskutowac. To banal.
Jak wiadomo, nie jestem fanem Mandaryny.
Nie slucham jej muzyki i koniec.
Jakby ktos zaczal drazyc, to powiem, ze wedlug mnie jest plytka i
prymitywna.
Jakby drazyl jeszcze glebiej, to powiem, ze jest dla prymitywnych
ludzi. Jeszcze dalej jest wniosek- kto slucha Mandaryny to prymityw.
ALe gdy ktos mnie pyta, czy slucham Mandaryny, odpowiadam w
zaleznosci od tego, co wyczuje. Jestem poniekad nieco falszywy.
JEsli pyta mnie obca dziewczyna, ktora jakos ujawnia, ze slucha
Mandaryny, to ja mowie, ze nie bardzo, ze wole inna muzyke, i nawet
mimo drazenia nie mowie "Mandaryna to prymityw".
Jak gadam z kolega- metalowcem, to czasem sobie pojedziemy po
nieszczesnej wokalistce. I jej fanach oczywiscie.
( co nie znaczy, ze uwazam kazdego sluchacza M za wiesniaka- wiem,
ze wielu ludzi nie ma takiego stosunku do muzyki jak ja).
religia.
JEstem agnostykiem, blizej ateizmu niz wiary.
Dalej- skoro tak uwazam, to znaczy- to logiczne- ze wiara w Boga
jest bez sensu.
A skoro wiara jest bez sensu- to znaczy, ze ktos kto ja podziela tez
jest bez sensu.
z mojego, subiektywnego p. widzenia.
Ale nie biegne do ludzi glebokiej wiary obwieszczac im o swoim
ateizmie i argumentowac, ze Boga nie ma.
Wiecej, nawet wciagniety do dyskusji, mowie osczednie i staram sie
omijac temat.
Co innego z kumplem ateista- tu mozemy sobie pogadac ostro.
Jaki wniosek?
Wedlug mnie postepuje madrze. Nie ranie niepotrzebnie ludzi, mimo,
ze nie zawsze mowie prawde. czasem nawet lekko klamie. A czasem
milcze.
Po co tu pisze?
bO wsrod alkoholikow rozsiewana jest jaka wypaczona kultura
absolutnego piekna "prawdy".
Jakas mania, ktora kaze leciec na sile do osoby o innych
zapatrywaniach i w ramach prawdy "dawac swiadectwo", nawracac ja na
sile.
Inna rzecz, to swiadome i- wydaje mi sie nawet- sprawiajace
przyjemnosc krzywdzenie innych, dowalanie im, w imie "swietej
prawdy".
Po jaka cholere?
Po co ela czy Jaras tak ostro z butami wlaza w zycie Jana czy Eski
na przyklad?
Po co to usilne odkrywanie "prawdy"?
Po co te sugestie, ze jak ktos nie wierzy w Sile wyzsza to jest
nieszczesliwy, uposledzony.
ze jak nie jest w AA to zachla sie na smierc.
ze jak nie byl na terapii to jest glupi, spycha problemy pod dywan?
Po co?
Byles na terapii?
Wierzysz w SW?
To swietnie, zyj i daj zyc albo i umrzec innym, jak spiewal Paul
McCartney.
Czy ludziom na lozu smierci tez fundowalibyscie takie rozliczanie
zycia na sile, aby "czysci" umarli?
a moze ktos woli umrzec brudno?