Dodaj do ulubionych

dlaczego esperal nie dziala?!

19.11.07, 19:42
dlaczego,no dlaczego?!znow zaczal pic,ta kupa gowna.
Obserwuj wątek
    • magtomal Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 19:44
      Smutne.
      Głód alkoholu był silniejszy niż strach przed ew.skutkami wypicia
      przy esperalu.
      • lady_camelie Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 19:48
        no dobrze,ale przeciez to nie mialo byc placebo tylko czysta chemia,dlaczego nie
        wchodzi w reakcje?
        • tenjaras Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 19:50
          a jakiego działania się spodziewałaś? co miał zrobić?
      • deoand Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 19:53
        Gdyby Esperal działał na 100 % to człowieczek przeniósłby sie natychmiast
        do Krainy Wiecznego Picia a chirurg nie nazywałby się doktor X a doktor
        Mengele ...

        ale niestety mimo iż chirurg nazywa sie doktor X to wcale nie jest pewne
        , że klient pijąc sobie spokojnie nie przeniesie sie do w/w Krainy ...

        niewielu ale jednak zawsze od czasu do czasu ktoś tam dostaje kartę
        powołania do Św. Piotra ...

        deo
        • lady_camelie Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:02
          no ale gdzie jakies bole glowy?gdzie nie wiem,obiacane zawroty,ewentualne
          padaczki bog-jeden-wie-co , gdzie zapasc?gdzie cokolwiek?!przeciez on zaraz
          siegnie po wódke
    • e4ska Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:03
      Czy on wszył sobie esperal, bo bardzo chciał, czy miałaś w tym swój udział?

      Poza tym: głód alkoholu bywa silniejszy nżz lęk przed śmiercią. Proste, chociaż
      smutne.

      wiele żon alkoholików wyobraża sobie, że esperal powstrzyma ich aniołeczka przed
      napiciem. Gdyby to było takie proste, problem alkoholizmu nie istniałby wcale.

      dlaczego zaczął pić? mówił, jak do tego doszło? Jest w ciągu? mocno popija czy
      tylko trochę?
      • lady_camelie Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:07
        to jest niestety moj ojciec.nie mąż.nikt sobie nie wyobrazal
        anioleczkow,tylko,ze nie bedzie pil chociaz do rozwodu,jak sie wyprowadzi.
        dlaczego zaczal pic?bo jeszcze w dniu wszycia(mama mu kazala wszyc kiedy jeszcze
        byl otumaniony prochami ze szpitala - probowal sie zabic - wszyty zostal jako
        proszek)powiedzial,ze nie bedzie czekal rok , zeby sie napic.
        czy mocno?dzis cztery piwa i cale wino.
        wczoraj szesc piw.
        przedwczoraj cztery.
        pare dni temu dwa.
        • e4ska Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:38
          Współczuję ci bardzo... przypominam sobie - to ten samobójca niedoszły?
          widzisz, jemu tak dobrze - boicie się o niego, a on to wykorzystuje. nie ma
          innego wyjścia - tylko pomyśleć, jak sobie ułożyć dalsze życie w sytuacji, gdy
          on znów będzie pił.

          Esperal pijaki potrafią "zapić" - jakoś im to sie udaje. A samobójcze szaleństwa
          najczęściej odprawiają przy próbach trzeźwienia.

          Szkoda cię, dziewczyno... pewnie chcesz pomoc mamie, ale to raczej
          niewykonalne... taki typ kobiety. Niekiedy żony alkoholików robią terapie,
          chodzą na spotkania Al-anon... ale i tak pijak pije - a dom jest strasznym miejscem.

          Ja przestałam pić właśnie ze względu na swoją rodzinę - ale od czego zależy, ze
          jeden wyżej postawi miłość, a drugi flaszkę - nie wie nikt.

          Trudno - postaraj się znaleźć coś dla siebie miłego - pijaka nie powstrzymasz...
          może jeszcze swojego "nie dopił", nie sięgnął dna... nie poniósł żadnych skutków
          pijaństwa. Na razie zrzucił to np. na ciebie.

          po prostu - udowodnijcie pijakowi, że potraficie żyć bez jego smętów - i to
          dobrze żyć - wesoło, na luzie... może zaskoczy? jak zejdzie na dalszy plan? Co?
          Bądź silna - i postaw na swoim... odbierz mu satysfakcję!

          Aha, na wpisy Rauchen nie zwracaj uwagi - jedynym motywem pobytu niektórych osób
          na naszym forum jest chęć dogryzania innym:)
          • rauchen Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:41
            wlasnie, eska, rodzina
            ciebie maz i syn "zabawiali", sama to napisalas;
            moze wiec nie wspolczuj tylko opisz jak maz i syn cie zabawiali, a
            sasiadka z gory ziolkami poila???
      • rauchen Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:11
        a skad ty eska wiesz ze to alkoholik, a ona zona alkoholika???
        A moze to tylko pijak,
        albo ona po prostu nie chce zeby on pil, bo za duzo to kosztuje, a
        ona by wolala w zamian nowe szpileczki sobie kupic???

        Zaraz tam w watku obok twoj pupil opisal jak sie alkoholizm
        rozpoznaje wg niego??
        I co, juz mu takie tyly robisz w kolejnym watku???

      • rauchen Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:20
        no tutaj eska masz doswiadczenie wielkie:
        no maz ci terapie zalatwil, a ty poszlas mezowi na odczepne na ze
        dwa spotkania, i sobie olalas.
        To wlasciwie taka sama sytuacja kiedy tu zona mezowi esperal wszyla,
        a ten zaraz zaczal pic.
        No eska, dawaj, wyjasniaj jak to wyglada,; i dlaczego tak sie dzieje
        • deoand Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:42
          bo jeszcze w dniu wszycia(mama mu kazala wszyc kiedy jeszcze
          byl otumaniony prochami ze szpitala - probowal sie zabic - wszyty zostal jako
          proszek)powiedzial,ze nie bedzie czekal rok , zeby sie napic

          Taka wszywka to nie miała żadnych szans powodzenia ...
          zreszta wątpliwe aby miał wszyty esperal raczej placebo ...

          i jak sie nie zapije bo ma sie zapić to sobie będzie pił jak do
          tej pory ... może oczywiście dostać padaczki czy delirium na przykład
          przed sprawa rozwodową albo zwyczajnie powiesić się ...
          ... co w końcu nie jest takie rzadkie wśród alko

          może przestanie pić wszakże ??

          pzdr deo
        • e4ska Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 20:45
          Jaka ty jesteś pusta, Rauchen... powiedz coś zmartwionej zamiast wypisywać
          głupoty. Co ją obchodzi mój mąż... ona ma w domu pijącego ojca i dziwi się, ze
          esperal nie działa. Nie działa... tak to jest. Facet chce pić i będzie pił... a
          jego kobiety zawiozą go znów do szpitala... i tak w kółko, póki nie zostawią go
          sobie samemu:(

          znasz inny sposób pomocy?
          • rauchen Re: dlaczego esperal nie dziala?! 19.11.07, 21:06
            co tu twoj maz ma do problemu??
            pewnie duzo:

            zwyczajnie:
            do zadnego szpitala nie wozic, jak ma wykorkowac to wykorkuje - maz
            eski nigdzie eski nie zawiozl - szkoda kasy na benzyne, szkoda czasu
            na sluzbe zdrowia, szkoda kasy na taksowki, a za karetke tez moga
            sobie zazyczyc.
            Rozwiazanie jest?? No jest.
            Eska sama sie skarzyla ze maz nie zapisal jej do zadnego specjalisty
            prywatnego, bo kasy zalowal (ze 100 zl, czy jakos tak),
            tylko do takiego darmowego, publicznego. Jaki wstyd do tego dobrze
            ze za darmo przynajmniej.


    • ela_102 Natalia.... 19.11.07, 20:44
      Twój ojciec napewno nie jest "kupa gówna"
      Jeżeli takich okresleń uzywsz wobec niego ...to po co mu chcesz
      pomoc? Co cie obchodzi czy umrze czy przezyje?
      Nie to jest smutne ze On pije...bo u alkoholika to nie powinno
      dziwic...ale to jak sie o nim wyrażasz:-(((((

      Ja zylam kiedys w facetem ...którego ratowalam od "alkoholizmu"
      Wystraszony wyrzuceniem z domu wszyl esperal...
      Po dwu tygodniach juz piwkowal...
      przestarszylam sie jak go zabaczylam na "bani" ze umrze...
      nic takiego sie nie stalo...
      Zyje do dzis...i ciagle pije...
      Czasami go widuje ...wiec wiem...przypomina co prawda "diabla" ale
      zyje...
      Organizm ludzki potrafi bardzo duzo zniesc....
      Twojemu ojcu "fachowcy" napewno udzielili rad...
      Moze miec skoki cisnienia...
      Moze miec zachowania schizofreniczne...
      Moze popelnic samobojstwo...(pamietam jak o tym pisalas?)
      Moze tez zapic sie na smierc...
      ale moze tez skonczyc z piciem...

      mozliwosci masa...i nikt nie wymysli co bedzie...
      Pomysl o ratowaniu siebie...
      • lady_camelie Re: Natalia.... 19.11.07, 21:03
        ela_102 napisała:

        > Twój ojciec napewno nie jest "kupa gówna"
        > Jeżeli takich okresleń uzywsz wobec niego ...to po co mu chcesz
        > pomoc? Co cie obchodzi czy umrze czy przezyje?

        jest,nie chce mu pomoc,chce pomoc NAM!mnie,mamie mojej malej siostrze.alkoholik
        i facet ktory nas bije i terroryzuje.zycze mu jak najgorzej,obchodzi mnie czy
        zyje czy umrze,bo jak zyje to tylko problem.

        jestesmy we wstepnych fazach pomocy Nam.sprawy niedlugo sie rozpoczynają.w tym o
        eksmisję jego.
        >
        • ela_102 Re: Natalia.... 19.11.07, 21:10
          Nienawiść choc moze byc uczuciem uzasadnionym...
          wyrzadza krzywde jedynie Wam...nie jemu...
          Ja ucieklam z takiego domu...raz rodzinnego...
          potem "malzenskiego" juz z dwojka dzieci...
          wiedzialam ze najwazniejszy jest spokoj i dystans...

          ale potem i tak sama sie rozpilam...skutek niezalatwionych emocji...
          mysl wlasnie o nich...i to wlasnie teraz...choc to szalenie trudne.
          • anciax Re: Natalia.... 19.11.07, 21:23
            Ela, łatwiej wybaczyc samemu czy powiedzieć innemu, że miałby umieć wybaczać?
            • ela_102 Re: Natalia.... 19.11.07, 21:26
              Anciax...trudno wybaczac...to prces ktory przeszlam z powodzeniem...
              dlatego wiem jakie to wazne...
              i dlatego wlasnie o tym klikam...
              • anciax Re: Natalia.... 19.11.07, 21:29
                Tylko, jak człowiek jest w takiej sytuacji jak opisana (nie znam autorki, bo
                była na FU chyba wcześniej niz ja), to ma gdzieś za przeproszeniem bajki o
                wybaczaniu, kochaniu bliźniego, itp.
                • ela_102 Re: Natalia.... 19.11.07, 21:33
                  Anciax...bylam kilka razy w takiej sytucji...
                  jedyne czego trzeba to osoby...ktora "opanuje" sytuacje
                  rzeczowo i konsekwentnie..
                  Nienawisc taka bierze sie z bezradnosci..
                  i nieumijetnosci poradzenia sobie z ta sytuacja...
                  wiem o czym klikam...
                  Akurat ta wiedza nie pochodzi z ksiazek...
                  lecz z wlasnych doswiadczen...
                  kilka juz razy udalo mi sie realnie zapanowac nad taka rodzine..
        • e4ska Re: Natalia.... 19.11.07, 21:24
          Takie mam smutne podejrzenie - bo to nornmalka w rodzinie alkoholowej - ze twoja
          mama, jakby chciała, to nie dałaby sobie ani wam po głowie deptać...

          Na przemoc jedna rada - policje wzywać, ale zanim przyjedzie... sama nie wiem,
          co ja bym zrobiła. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.

          wiesz, że nie dziwię się - nazywasz ojca kupą gówna - bo co to za ojciec... jak
          już pije, to żeby chociaż wam nie dokuczał:(

          Czasami trzeba zostawić matkę albo postraszyć odebraniem praw do młodszej córki
          - bo żony alkoholików bywają niesamowicie obojętne na wszystko - jakby czekały,
          ze się problemy same rozwiążą... dzieci po latach mają pretensje właśnie do
          matek. Że nie reagowały należycie. Porozmawiajcie z mamą - tak być nie może.

          pozdrawiam serdecznie... trzymaj dystans i dbaj o siebie:)
        • ariel48 Re: Natalia.... 19.11.07, 21:24
          Camelie :

          > jest,nie chce mu pomoc,chce pomoc NAM!mnie,mamie mojej malej siostrze.alkoholik
          > i facet ktory nas bije i terroryzuje.zycze mu jak najgorzej,obchodzi mnie czy
          > zyje czy umrze,bo jak zyje to tylko problem.

          Nienawiść obejmuje władzę nad całą twoją psychiką i rządzi Twoim życiem niestety.


          ************************************************

          To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
          • e4ska Re: Natalia.... 19.11.07, 21:32
            Ale i strach... jak tu sie nie bać... tego wszystkiego - tego umierania
            ojca...rękoczynów... prób samobójczych...

            ja bym szukała jakiejś pomocy u rodziny, znajomych, koleżanek... zwyczajnie bym
            uciekła z domu. Jak syn Eli. I dopiero potem, jeśli ojciec by wytrzeźwiał,
            wróciłabym.

            z bezsilności rodzi się nienawiść... że nas ktoś krzywdzi bez powodu, a my nie
            mamy wyjścia.

            Gdzie tu spokojnie czekać na sprawy, jak pijak znów pije...

            I na pewno straszy. Panowac nad emocjami można, ale najpierw trzeba mieć do
            tergo warunki.

            Jakie masz plany, Lady? Na jutro choćby?
            • ela_102 Re: Natalia.... 19.11.07, 21:40
              Eska:-)
              pisz o tym co robil twoj syn...jak jego mamusia chlala...
              a nie o tym co robil moj syn...
              I zastanow sie przy okazji co bedzie z nim dalej...
              bo Twoje pijanstwo nie wywarlo na niego dobrego wplywu..
              matka pijaca...to gorsza sprawa nic ojciec...
              duzo gorsza...
              • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Natalia.... 19.11.07, 23:11
                doklanie Eska, kto ci dal prawo pisac o synu Eli, o synu Eli to
                bedzie pisac Ela tak samo jak o synu Eski bedzie pisac Ela, co ma
                Eska do rzeczy?
                • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Natalia.... 19.11.07, 23:12
                  Ty Ty Ty!
                  Nie machaj tak moim palcem przed swoim nosem!
                  • lady_camelie Re: Natalia.... 20.11.07, 08:48
                    jakie plany na dzis?wyzdrowiec bo mnie goraczka dopadla.
                    ojciec,tylko patrzec jak wodke przyniesie.
                    ja nie chce siedziec i nienawidziec go.nie chce tez uciekac z domu.nie zostawie
                    matki z nim tutaj,nie ma takiej opcji.
                    zalamać sie tez nie moge,to nic nie da a pogorszy sytuacje dodatkowo.
                    nienawisc,no bo jak mam go nie nienawidzic?jak?duzo by pisac,co nam zrobil.
                    mama - zona alkoholika,wreszcie jej wbilam do glowy,ze trzeba cos robic,dlatego
                    sie 'podniosla' i dlatego dala rade wniesc sprawe
                    rozwodowo-alimentacyjno-eksmisyjną.w poczatku lutego ma byc sprawa dopiero.
                    no,a jak sie upije znow,tak jak potrafi to bede dzwonic na policje odrazu,nie
                    czekac,az zacznie awanturowac sie.
                    • e4ska Re: Natalia.... 20.11.07, 09:32
                      "nie zostawie
                      matki z nim tutaj,nie ma takiej opcji"...

                      I to jest klucz do twojej sytuacji.

                      Dlaczego chcesz dalej wyręczać matkę? Czemu to ona ma pasożytować na swoim
                      dziecku? Przecież to ona sobie wybrała alkoholika i życie z nim... ty nie masz
                      obowiązku załatwiać za matkę jej spraw... ty masz być w przyszłości dobrą żoną,
                      dobrą matką, szczęśliwą kobietą, a nie jakąś znerwicowaną pannicą, która nigdy
                      nie będzie umiała cieszyć się miłością do swojego mężczyzny...

                      Mama cię kocha, prawda? to czemu zrzuca na ciebie swoje bagaże? i czemu ty je
                      podnosisz?

                      Ja tylko pokazuję ci pewien punkt widzenia - jest tu kilka osób z tzw. syndromem
                      DDA - one mogą bardziej "naukowo" wyjasnić to, o czym ja piszę... bo ja piszę -
                      tak ze swoich obserwacji zyciowych - źle sie dzieje takim córkom jak ty...
                      zawsze za kogoś, dla kogos, a nic dla siebie.

                      Zdrowiej teraz, Lady - i nie pilnuj pijaka - na pewno przyniesie gorzałę - jeśli
                      wpadł w ciąg... a esperal - cóż, nie musi być prawdziwy albo nie musi działać na
                      każdego.
                      • lady_camelie Re: Natalia.... 20.11.07, 09:39
                        e4ska napisała:


                        >
                        > Dlaczego chcesz dalej wyręczać matkę? Czemu to ona ma pasożytować na swoim
                        > dziecku? Przecież to ona sobie wybrała alkoholika i życie z nim... ty nie masz
                        > obowiązku załatwiać za matkę jej spraw... ty masz być w przyszłości dobrą żoną,
                        > dobrą matką, szczęśliwą kobietą, a nie jakąś znerwicowaną pannicą, która nigdy
                        > nie będzie umiała cieszyć się miłością do swojego mężczyzny...

                        to nie jest wyreczanie,to jest pomaganie jej.i co,wyprowadze sie zadowolona cala
                        a on ją pobije kiedy ja bede sie swietnie bawic?juz raz tak bylo,do tej pory nie
                        moge sobie wybaczyc ze mnie nie bylo wtedy w domu.ojciec sie wyprowadzi,wtedy
                        wszystko wroci do normy.a jesli nie wroci to pojde na terapie,ale poki co nie
                        moge jej zostawic.
                        >
                        > Mama cię kocha, prawda? to czemu zrzuca na ciebie swoje bagaże? i czemu ty je
                        > podnosisz?

                        mialabym ją zostawic z tym wszystkim?wykluczone.
                        >
                        >
                        > zawsze za kogoś, dla kogos, a nic dla siebie.

                        dla mnie,mam okazję to i dla mnie wtedy tez.
                        >
                        • e4ska Re: Natalia.... 20.11.07, 10:14
                          Lady... twój wybór - trochę to tak, jakbyś miłość należną obojgu rodzicom
                          przelała na jedną stronę...

                          Czy mama byłaby szczęśliwa, gdyby ojciec wykorkował czy piwnie wykapslował po
                          esperalu?

                          Ty sama musisz się zastanowić - dobrze, skoro coś sie w waszej sytuacji zmienia,
                          coś tam robicie - ano, nie ma innego wyjścia...

                          chodzi o to, że musisz mieć świadomość: coś za coś. Albo owies, albo siano...
                          każdy wybór to nie tylko wybór większego czy mniejszego zła, to również wybór
                          między dobrem a dobrem.

                          Za bardzo mamy nie wyręczaj - bo to jej szkodzić może - ale to, ze jesteś przy
                          niej, to mi sie bardzo podoba... lepiej jednak, żeby wiedzieć o swojej
                          szlachetności... rozumiesz:)))
                        • ela_102 Re: Natalia.... 20.11.07, 12:05
                          Ntalia:-)

                          Madra i dzielna z ciebie dziewczyna...
                          wiesz czego chcesz...
                          wiesz po co to robisz...
                          a to wydaje się byc zawsze najwazniejsze...

                          Koszmar mija...
                          a skutki koszmaru czesto potem sa pomocne innym...
                          takim ktorym przyjdzie te koszmary przezywac po tobie...
                          powodzonka:-)
                      • ela_102 Re: Natalia.... 20.11.07, 11:31
                        źle sie dzieje takim córkom jak ty...


                        synom tez...jesli nic z soba nie robia:-(
                  • jerzy30 lekarze boją się wszywać esteral - bo po pochlaniu 20.11.07, 08:50
                    może być bardzo groźnie - łącznie z zejściem.
                    Dlatego wszywają niegroźne witaminki - za ciężką kasę oczywiście.
                    Esperal to gó..no
              • e4ska Re: Natalia.... 20.11.07, 09:23
                Podobno zasadą jest, aby pomagać innym, dzieląc sie swoją wiedzą czy doświadczeniem.

                Zamiast prawić dziewczynie morały o szkodliwej nienawiści, która jest tutaj
                naturalnym stanem psychicznym - w ogóle... jak można dobijać córkę
                pijaka-wariata wytykaniem jej negatywnych odczuć do ojca???... to kompletny brak
                przyzwoitości - lepiej powiedzieć, jak to sie ma w konkretnych przypadkach.

                Skoro twój syn, ela, uciekł od ciebie - to jednak nadal z nim teraz utrzymujesz
                kontakty - jak to zrobiłaś? jaki wpływ na ciebie miała decyzja dziecka? jak
                sobie z tym problemem poradziliście? Może Lady zobaczyłaby jakiś dobry przykład
                do naśladowania? Zrozumiała, że na niektórych pijaków działa ucieczka dziecka z
                domu? Że trzeba odejść, nie zważając na nic? Przecie syn twój zostawił
                niepełnosprawną siostrę pod opieką czynnej pijaczki, samej, bo partner też
                uciekł - a Lady boi się zostawić pełnosprawną matkę... przecie nie kalekę... w
                dodatku starszą osobę, a nie jakąś małą dziewczynkę - ile lat miała podczas
                tragicznych wypadków twoja córeczka? Czy teraz, po wszystkim, siostra nie ma
                żalu do brata? czy siostrzyczka Lady nie będzie miała pretensji do niej,
                starszej siostry? jak to jest w konkretnym domu, w konkretnym stanie rzeczy?

                Tutaj brak dziewczynie odwagi, determinacji?... a właśnie radykalnym działaniem
                mogłaby ocalić swoja psychikę przed morderczą nienawiścią... nabrać dystansu,
                podnieś się, być wreszcie pomocną innym, w tym matce i siostrze...

                O swoim synu nie mogę napisać, ponieważ mój syn nie uciekł ode mnie. Ale ja
                piłam inaczej. Mój dom nie był "dworcową poczekalnią". Mąż mnie nie zostawił.
                Nie założył sprawy rozwodowej... więc ja ze swoich osobistych doświadczeń nie
                mogę Lady powiedzieć, co się czuje w jej sytuacji. A ty - mogłabyś... natomiast
                wolisz wypisywać durne slogany o nienawiści.
                • deoand Re: Natalia.... 20.11.07, 10:14
                  Mąż mnie nie zostawił.
                  ale wziął za " kudły " i doprowadził do PLU !!!!!!!!!!!!

                  a z ojcem może byc gorzej w tej materii
                • ela_102 Re: Natalia.... 20.11.07, 11:41
                  Eska:-)

                  Twoje picie bylo gorsze od niejednej tutaj osoby...bo dalej jego
                  skutki sie ciagna...o ile wiekszosc osob ma to "zalatwione" Ty nadal
                  w "ciagu" psychiczno-intelektulanym...

                  Wiem jak sie pomaga i komu...
                  i chwala Boagu moeg to czynic w warukach "podziemia" aby taka
                  pijaczka jak Ty nie wyrzywala sie na innych tutaj za wlasne
                  Sku..elstwo...

                  Twoja pomoc innym...polega na ciaglym zadwaniu pytan...(pogwalcenie
                  prywatnosc) po to tylko aby potem je wykorzystywac do zadwania
                  bolu...ktory rozsadza twoja maderatorska lepetyne..

                  wiedz ze moj syn i moja corka...moja cie za nieszkodliwa idiotke...
                  czytaja cie aby sobie usmyslowic ile ich matka zrobila dla siebie
                  ich i innych:-)
                  choc ja osobiscie jak cie widze...to zbiera mi sie na hafty takie
                  ozdrowiencze:-)
                  • e4ska Pytania do znawcy problemu!!! 20.11.07, 13:30
                    Deo... co to jest to plu???

                    I - zauważ z łaski swojej głębokiej specjalistycznej wiedzy o leczeniu
                    uzależnień, że ojciec Lady był na detoksie, był w psychiatryku... i co? czemu go
                    nie wyleczyli twoi kumple od brania kasy? dlaczego mu nie pomogli? nie umieli
                    czy im się nie chciało? ale pensje pobierają bez najmniejszej żenadki -
                    niektórzy całkiem spore...

                    Przecież ja tam przy łożu pijaka nie stałam i nie podpowiadałam: a nie lecz się
                    czasem, pijaku... weź sie i opij przy najbliższej okazji... picie to jest
                    życie... no to chlup!

                    Mąż mnie za kudły nie prowadził, bo ja nie mam kudeł... i w moim domu nie ma
                    żadnych form przemocy. Również psychicznej. Jest współdziałanie i wzajemne
                    doradzanie. Natomiast fakt niepodjęcia terapii jest dowodem na to, że mi terapia
                    nie pasowała, w dodatku - co ci się strasznie nie podoba - gadanie biurwa
                    ośrodkowego prowokowało we mnie chęć schwytania za butelkę. Całkiem serio
                    zapytywałam wielokrotnie i tutaj, i w listach prywatnych do forumowiczów, czy
                    jest możliwe, aby biurw celowo prowokował do picia??? czy to tylko wynik jego
                    fachowości??? skutek błędnych założeń, trybików wielkiej machiny tegoż naszego
                    jedynego systemu????

                    Ty mi, Deo, odpowiedz: CZY TERAPEUTA MOŻE CELOWO PROWOKOWAĆ KLIENTA DO SPOŻYCIA
                    ALKOHOLU?

                    Może go np. nie lubić. Może np. mieć psychopatyczną osobowość. Może np. mieć zły
                    dzień. Może być pomocny niby jaras z augustem... Może nienawidzić pijaków i
                    życzyć im nagłej śmierci. Może, wyczuwszy kieszeń klienta, myśleć o podesłaniu
                    pijoka do prywatnej kliniki swojego kolegi. Tak jak nauczyciel w szkole stawia
                    pały po to, aby kolega miał ucznia - i sobie wzajemnie wyświadczają podobne
                    usługi... albo sami uczą za spore pieniądze - choć niby etyka i te sprawy.

                    Więc pytanie drugie do ciebie, specjalisto od terapii po bożemu:
                    JAK TO SPRAWDZIĆ?

                    ..............................................
                    Ela... daj se spokój z eską. Niby skąd ja wiem o twoich sprawach prywatnych? Z
                    satelity szpiegowskiej czy z UFO? A prywatnie o prywatności, to ja sobie myślę
                    bardzo nie tak, jak chciałabyś... trudno. I się bezczelnie cieszę, że moje
                    pijaństwo i moje życie jest zupełnie inne niż twoje. Alkoholizm nie jest znów
                    taki demokratyczny... jeszcze jeden szkodliwy i głupi mit.
                    • ela_102 Re: Pytania do znawcy problemu!!! 20.11.07, 13:37
                      Dlatego fachowcy...powiedzieli abys pila dalej...
                      widac Tobie mozna:-)
                      kobieto:-)
                      wiec korzystaj...

                      Eska daj se spokoj z ela...
                      to ela da se spokoj s toba...
                      zbyt czesto potem musze myc rece:-)
                      • e4ska Re: Pytania do znawcy problemu!!! 20.11.07, 13:45
                        "Dlatego fachowcy...powiedzieli abys pila dalej...
                        > widac Tobie mozna:-)"

                        Nie, Elu... fachowcy znają pewne metody, nazwijmy je socjopsychiczną
                        manipulacją. To nie teoria, jaką próbujecie z opłakanym skutkiem stosować z
                        jarasem na forum - to długa praktyka, ćwiczenia, metodyka itd. Pewnie, padało na
                        spotkaniach to słynne: idź się i napij... tutaj zaraz jest sklep! - ale było też
                        - ja wiem, czemu pani pije! ja na pani miejscu też bym pił! - i podobne, mniej
                        lub bardziej oczywiste, zachęty. Ale być może to tylko nieudolność lub, co mi
                        sie wydaje, źle ułożony program pracy z klientem. Naprawdę - nie wiem!
                        ??????????????????????????????????

                        Możesz umyć rączki.
                        • ela_102 Re: Pytania do znawcy problemu!!! 20.11.07, 13:53
                          Deo:-)
                          wez konkretna kase za udzielnie odpowiedzi..
                          w koncu wiedza kosztuje;-)
                          i kazdy na nia zasluguje za darmo...
                          im wieksze ponosi "koszty" tym bardziej docenia ...

                          niech sie przejdzie jeszcze raz...i dowie tam gdzie jej takiej info
                          udzielili..

                          eska ( dżwiek spuszczanej wody)
                          tym razem bylo konkretniej:-)
                          • e4ska Re: Pytania do znawcy problemu!!! 20.11.07, 13:58
                            Widzisz, Ela - jednym chodzi o forsę, a drugim o życie.

                            No to znów do umycia:)
                            • ela_102 Re: Pytania do znawcy problemu!!! 20.11.07, 14:11
                              Nie widze u Ciebie stanu "agonalnego"
                              ale portfelik musi ze pelniusi...
                              byl nawet wowczas...kiedy tak Umiarkowanie pilas te swoje
                              rozcienczane winko...w ogolnie panujacej atmosferze zrozumienia i
                              milosci...z lokami na nienagannej zawsze fryzurze..och:-)

                              (plusk blekitnej wody)
                              • e4ska Re: Pytania do znawcy problemu!!! 20.11.07, 17:31
                                Elu... u góry jest przyszpilony tekst, który polecałaś naszym forumnikom i
                                forumniczkom:)

                                No i pomyśl, co cię dotknęło w moim poście o doświadczeniu z dziećmi. Nie ma w
                                nim złośliwości - co tłumaczę. Jest natomiast pewna rzecz, które powinna ci
                                schlebiać - w dodatku prawda. Udało ci sie pozbierać swoją rodzinę. Odbudowałaś
                                dom - wychodząc z niezwykle ciężkiego upadku. Masz dobre relacje z dziećmi -
                                jeśli piszesz prawdę, mimo że - i tu bądźmy szczere - znalazłaś nowego
                                mężczyznę. Bo różnie to dzieci przyjmują - najpier flaszka, teraz facet, my na
                                drugim miejscu - takie opinie znam. Jedna swojego czasu zrezygnowała z wyjścia
                                za mąż, bo córka nastoletnia bardzo histeryzowała. I kobieta pogrzebała szansę
                                na normalne kobiece szczęście. Córka za późno pojęła, co sie w ich życiu stało.
                                To o tej mojej sąsiadce od ziółek:)

                                Że ty sobie wszytko poukładałaś w niezwykle ciężkiej sytuacji - naprawdę fajna
                                rzecz. Dodająca optymizmu każdej pijaczce. I jeszcze masz w sobie mnóstwo
                                życiowej energii, dobrych chęci też - ale boisz się ludzi... bo agresja, którą -
                                nie ukrywajmy - przejawiasz - jest często wynikiem jakiegoś lęku podszytego
                                wrogością do świata. Może to lata pijackich i osobistych smutków zniechęciły cię
                                do "normalnych" ludzi? Nie ufasz np. esce... przypisujesz mi jakieś złe intencje
                                - a tutaj, w tym akurat przypadku, nic takiego nie było. Dlaczego tobie się
                                udało coś niezwykłego? Jakimi metodami? Czy to terapia? chyba coś jeszcze
                                innego... i moglabys o tym napisać na forum - wszakże, wbrew kłótniom, jestesmy
                                jak rodzina - i wiemy o sobie bardzo zarówno złego, jak i dobrego.

                                Ja naprawdę nie miałam kłopotów z synem. Zawsze okazywałam mu miłość, a
                                właściwie - zrozumienie, opiekuńczość, troskę i dobroć. Nawet głosu nie
                                podniosłam, a co dopiero - jakieś bijatyki... Długo popijałam w ukryciu - i nikt
                                wcześnie nie zauważył... a potem - rozpaczał... zapowiedział też, że sie
                                wyprowadzi, bo nie będzie patrzył, jak mu sie matka marnuje. Więc ja nic nie
                                musiałam wiele odbudowywać - przyjęłam miłość jak pewnik i staram się, aby nie
                                krzywdzić bliskich swoimi pijackimi nawykami.

                                Skoro u mnie nie było awantur, ucieczek czy odwyku - to ja za bardzo nie mogę
                                sięgnąć do swoich przeżyć. Ale ty masz to doświadczenie - inne niż moje, chociaż
                                zawsze doświadczenia nałogowych alkoholików sa bardzo bolesne - gdziekolwiek się
                                jest i cokolwiek sie robi.

                                więc się nie chmurz i nie błyskaj jak gradowa chmura - zwyczajnie pisz - bez
                                podejrzewania kazdego o wystepne chęci:)

                                Zastanawiałam sie, jak to ci napisać - w czasie drogi - powiem krótko, że udała
                                mi się pewna rzecz - coś, czego sie obawiałam, jest już za mną... i nie ma to
                                nic wspólnego z nałogiem:)

                                Pozdrowienia dla ciebie i Lady... trzymki... wody nie wylewaj - zrób sobie dobra
                                kawkę:)
                                • ela_102 Re: Pytania do znawcy problemu!!! 21.11.07, 11:29
                                  Eska:-)
                                  Widzisz jak sie zasatnowisz to nawet niezle napiszesz...
                                  choc jest tutaj sporo nieprawdy..
                                  lub bardziej .."tego co Cie sie wydaje"prawda
                                  Dzieci wychowywane w alkoholowych domach...na wychowanie ktorych nie
                                  tylko przeciez dom mial wplyw (mialam cudowna babcie i jeszcze kilka
                                  osob wokol siebie) wiedza jedno..."nigdy wlasnym dzieciom tego nie
                                  zrobie"...bradzo dlugo to funkcjonowalo u mnie...
                                  Rozwod z mezem o ktorym piszesz ze to niby on wzial ze mna..
                                  przeprowadzilam ja nie bedec osoba uzalezniona po to wlasnie aby
                                  chronic dzieci przed jego "agresja" i nie przystosowaniem do zycia...
                                  co do dzis okazuje sie prawdziwe...
                                  Uzaleznilam sie od alkoholu...pod wplywem wizyt w domu
                                  rodzinnym...maja wrazenie ze zdobywam w ten spsob akceptacje i
                                  milosc mamy (nota bene)...na dobre zaczelam pic bardzo pozno i
                                  poszlo mi to bardzo szybko...dwa lata mi wsytarczyly oby zobaczyc w
                                  sobie matke...i zrozumiec dokad podazam...
                                  nie mow mi o moim wielkim upadku...
                                  Nie mow mi o moim dnie..
                                  Nie mow mi o ucieczce mojego syna..
                                  bo ja bylam z siebie dumna...ze wychowalam go tak...ze wiedzial co
                                  zrobic aby chronic siebie...dbac o siebie ...potrafil cos czego na
                                  nie potrafilam w jego wieku...
                                  Nigdy nie przestal mnie przez to kochac...
                                  byl poprostu bardziej uswiadomiony od swoich rowniesnikow...

                                  Nie mow mi o agresji..
                                  wiem czym ona jest i jak sie objawia...
                                  Ty moje zdania odczytujesz jako agresywne...bo udaerzja w jakis
                                  sposob w twoje "czule miejsca"

                                  Eska ja wiem naprawde duzo z wlasnego doswiadczenia...
                                  i jeszcze skads...
                                  umiem to doswiadczenie wykorzystac konstruktywnie...

                                  Twoje zdanie ..dzis jest takie...
                                  jutro bedzie inne...

                                  to by bylo na tyle...
                                  ja zycze tobie jak najlepiej..
                                  widze w Tobie ogromny potencjal intelektu i zwyklej ludzkiej
                                  madrosci...widze tez zagubienie..pomimo deklarowanego poukladnia....
                                  dlatego z toba kilkam:-)

                                  ale moge sie mylic przeciez;-)
                                  • e4ska Re: Pytania do znawcy problemu!!! 21.11.07, 12:11
                                    Miło mi, że sie odezwałaś... bo długo długo nic:)

                                    Forma naszych wypowiedzi nie zawsze bywa odpowiednia - chcesz dobrze, a wyjdzie
                                    źle. Przeczytałam parę wątków sprzed paru miesięcy, w nich moje wypowiedzi - i
                                    jedna szczególnie wydaje mi sie niezręczna bardzo... a miałam dobre intencje.
                                    Niby chcesz komu co podpowiedzieć, na coś zwrócić uwagę, a w istocie - możesz
                                    uderzyć. Tak samo jak w realu - ktoś się gniewa, a ty nie wiesz, dlaczego.

                                    Siła Najwyższa i tak będzie miała dużo roboty w Dolinie Jozefata... więc nie
                                    dokładajmy jej obowiązku postowaniem na FU:)))

                                    Tak nam dopomóż itd.
                                  • ariel48 Re: Pytania do znawcy problemu!!! 21.11.07, 12:34

                                    ela :

                                    > przeprowadzilam ja nie bedec osoba uzalezniona

                                    Z tego , co wiem ..popijałaś juz w wieku 17 lat .
                                    Od kiedy liczymy uzależnienie ?
                                    Ja wypiłam po raz pierwszy w wieku 15 lat.
                                    Od tego momentu miałam ,,pociąg,, do alkoholu.
                                    Gdybym uważała , że tylko picie destrukcyjne - to uzaleznienie , to musiałabym
                                    napisać , że uzależniłam się w wieku 38 lat.

                                    > Nie mow mi o ucieczce mojego syna..
                                    > bo ja bylam z siebie dumna...ze wychowalam go tak...ze wiedzial co
                                    > zrobic aby chronic siebie...dbac o siebie ...potrafil cos czego na
                                    > nie potrafilam w jego wieku...


                                    Tak. Bez komentarza ...
                                    Esko ... nasze dzieci były bardzo nieuświadomione ...
                                    Podawały herbatkę mamusiom ...

                                    Co do miłości ... kazde dziecko kocha swoich rodziców.
                                    Bez wzgledu na to , jacy są rodzice i co dziecko mówi w danym momencie.


                                    ************************************************

                                    To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
                                    • lady_camelie Re: Pytania do znawcy problemu!!! 21.11.07, 13:28
                                      ariel48 napisała:

                                      > Co do miłości ... kazde dziecko kocha swoich rodziców.
                                      > Bez wzgledu na to , jacy są rodzice i co dziecko mówi w danym momencie.
                                      >

                                      a to jest akurat bardzo smutna prawda
                                      >
                                      > ************************************************
                                      >
                                      > To jest moje zdanie i ja je całkowicie popieram.
                                      • ela_102 Re: Pytania do znawcy problemu!!! 21.11.07, 14:15
                                        Nie jest prawdą ze kazde dziecko kocha swoich rodzicow...
                                        Wiele dzieci "potrzebę milosci" od rodziców nazywa ten sposob..
                                        Sa przypadki "ekstremalne" pelne nienawisci..
                                        tak samo jak sa Matki ktore nie kochaja dzieci...
                                        sa z jakis powodow pozbwione "instynktu" maciezynskiego..

                                        Chyba najgorsze do przyjecia dla DDD jest zdanie.."wszystkie matki
                                        kochaja swoje dzieci"...bo one przez pryzmat wlasnych doswiadczen z
                                        zycia...przypisuja "odczuwlany przez nich brak tej milosci od matki"
                                        SOBIE...i zyja w okropnym poczuciu winy...nie
                                        zasluzonej...obwiniajac sie juz potem za wszystko co mozliwe...nawet
                                        za deszcz na dworze:-(
                                    • ela_102 Re: Pytania do znawcy problemu!!! 21.11.07, 13:28
                                      Eska:-)

                                      nie bylo mnie troche,,,jakies tam zajecia;-)

                                      tak nam dopomóz...
                                      Ja ze swojej strony mowię tylko tyle...ze nie mam wobec ciebie
                                      zadnych zlych zamiarow...los alkoholikow jest dla
                                      mnie "priorytetem"i kazdy z nich czynny...nie
                                      czynny...trzezwiejacy...samodzielny...i jakby ich jeszcze nie
                                      segregowac ...w moim rozumieniu jest tylko alkoholikim...kims
                                      podobnym do mnie...ani lepszym ani gorszym...i tak samo waznym:-)
                                      Zawsze jestem gotowa do "normalnej" rozmowy...
                                      jak i potrafie "oddawac" za ataki...
                                      potrafie tez zapominac o przykrych sytuacjach...kiedy rodzi sie cos
                                      konstruktywnego:-)
                                      mozemy wiec zaczac od poczatku;-)

                                      Ariel:-)

                                      pierwszy alkohol wypilam w wieku 19 lat...
                                      od razu zareagowalam "zatruciem" z silnymi objawami
                                      neurologicznymi...spazylam sie na bardzo dlugo...

                                      potem po 20-stce imprezy w Akademiku...ale krotko i z wyczuciem...bo
                                      zaraz stalam sie matka...i przez bardzo duzo lat alkohol dla mnie
                                      nie istnial...zajeta bylam bardzo zyciem...samotnym wychowywaniem
                                      dzieci ...intesywna rehabilitacja corki...walka o byt...(praca
                                      pieniadze) zdobyciem mieszkania...urzadzeniem go...itd itp.

                                      w tym okresie bardzo zblizylismy sie z tata do siebie..
                                      byl mi jedyna z rodziny pomoca w sprawach zyciowych...
                                      dla niego tez jezdzilam do domu...

                                      jak umarl....stalo sie ze mna bardzo zle..

                                      ale juz jest dobrze...i tak czuje jego obecnosc i wsparcie..
                                      ale to juz inna inszosc..
                                      nie wiem wlasciwie dlaczego ci to pisze...

                                      ale juz napisalam:-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka