gocha_gocha
02.10.08, 12:52
witam!
zaglądam od jakiegoś czasu tutaj, czytam i czytam... i nadal nie wiem co robić.
Moja matka pije wieczorami, robi to coraz później aby nie dać się namierzyć.
Często dzwoniłam wieczorami i po głosie już wiedziałam co robi, więc teraz
stara się pić później. Wszystko zaczęło się jakieś 15 lat temu - niby z
koleżanką winko itd. potem już było tak, że musiałam ją odbierać od znajomych
zalaną i odprowadzać do domu. Często było wysyłanie mnie po alkohol, jak się
skończyło - ponieważ ja odmawiałam to awantury były straszne, groźby,
wyzywanie itd. Ja się z domu wyprowadziłam 6 lat temu. Ponieważ pracuje razem
z moją matką to kontakt mamy ze soba co dzień. Ona mieszka z babcią, która
miała męża alkoholika - do dziś (facet nie zyje od 25 lat) gada na niego jak
najgorzej - w sumie to sie nie dziwię - ale przy okazji jedzie na moją matkę,
że jak tatuś chleje, że jest podobna do niego itd. Żrą się niesamowicie,
wyzywają od najgorszych.
Wracajac do mojej matki - wychowywała mnie sama, na studiach miała problemy z
alkoholem, potem jak mnie urodziła to też ponoć dopiero po jakimś czasie
przestała pić. Wszystko wróciło jak miałam około 15 lat i trwa do dzisiaj z
krótką przerwą na leczenie. W końcu błaganiem id. zmusiłam ją i poszła na
indywidualną terapię. szybko ją przerwała bo stwierdziła, ze ona to wszystko
wie a pije przez swoją matkę.
Zachorowała na cukrzycę i to był dramat - ryczała, że umrze - tragedia taka, a
teraz wiem, że ta rozpacz była na początku bo się bała pić - ale wypiła raz,
dwa i pije dalej, twierdząc że ma cukrzyce od stresu. nie przyznaje się jaki
ma poziom cukru, nie chodzi do lekarza - kiedyś, jak nie piła - to non stop
siedziała u lekarza - z każdą pierdołą leciała, a teraz ma w nosie.
Druga sprawa to psychotropy. W dzień zażywa signopan - 2-3 tabletki dziennie.
jest to kolejna rzecz, bez której nie potrafi funkcjonować.
Ostatnio stwierdziła, że pije bo się wyprowadziłam, wyszłam za mąż i ją
zostawiałam.
Na moje ciągłe gadanie o tym aby zaczęła się leczyć reaguje albo agresją,
krzycząc i wyzywając mnie od najgorszych - nie zważa nawet czy ktoś to słyszy
czy nie - albo ma jakieś swoje terapie :) - było juz to, ze pije bo wieczorem
się nudzi i musi mieć jakieś zajęcie więc kupiła sobie laptopa i siedzi w
necie - oczywiscie na internet już nie płaci, a laptop leży.
Najgorsze jest to, że razem pracujemy - i ja widzę, jak ona przychodzi, jak
wygląda, jak się zachowuje itd. często mówiąc jej o tym kończy się to
awanturą. Druga sprawa, że ma wszystko w nosie - firmę praktycznie położyła,
ja jakoś próbuje to ratować ale nie wiem czy to ma sens. W tej chorej sytuacji
- zastanawiam się czy nie odejść - z drugiej strony ona nic sama nie zrobi -
wszystkim ostatnio zajmuję się ja - więc może narobić większego bałaganu.
nie wiem czy mam jej mówić o tym, zeby poszła się leczyc, czy nic nie mówić,
kontrolować ja wieczorami czy nie?
wczoraj przez to pokłóciłam się z babcią. bo dzwoni do mnie moja matka, że
babcia na nią krzyczała bo wychodziła wieczorem coś załatwić - że idzie po
gorzołe, a faktycznie miała coś załatwić - i ryczy mi jak to ona ma cięzko,
więc zadzwoniłam do babci - i mówie jej, żeby tak nie mówiła, bo to jeszcze
gorzej, że trzeba jej pomóc itd. a ona, ze to ostatnie stadium, że wszyscy
sąsiedzi słyszą jak wrzeszczy, ja zę słyszą też jak babcia krzyczy no i sie
rozłączyła.
ach... sorry za chaos ale musiałam to wyrzucić z siebie