Gość: karol w.
IP: *.dsl.snfc21.pacbell.net
15.02.03, 06:59
aby uciec przed strasznymi mrozami w kanadzie, wybralismy sie z zona do
kalifornii na dwa tygodnie. po 1,600 km jazdy dotarlismy do san francisco i
dzisiaj spedzilismy caly dzien na polnoc stad, w dolinie sonoma. jest to
jeden z regionow winiarskich, moze 60 km. od miasta. obok jest slynna dolina
napa, ale przewodnik odradzal wizyte tam, piszac ze sonoma jest bardziej
bezpretensjonalna i wiejska, gdy napa jest jak szwajcaria dla turystow.
w piatek w lutym nie bylo wielu turystow. odwiedzilismy jedna winiarnie -
bartholomew park - a jest ich pewnie 40, gdzie zaczal sie kalifornijski
przemysl winiarski w roku 1862. to tam zwariowany wegierski arystokrata
agaton haraszthy (moze przekrecone) zasadzil pierwsze winogrona i zalozyl
pierwsza winiarnie. od niego tez pochodzi najbardziej popularne winorosl -
zinfandel, choc nikt nie jest pewny czy przywiozl te odmiane z wegier czy
byla to roslina lokalna.
haraszthy skonczyl w nikaragui gdzie zjadl go krokodyl, ale dzisiaj przemysl
winiarski w kalifornii to ponad 200 winiarni i miliony litrow wina - od
taniego sprzedawanego w 3 litrowych butlach za 10 dolarow, do wykwintnych
chardonnay czy zinfandel za jedne 100 dolarow za butelke.
kupilismy miesisty, zawiesisty pinot noir z 2000 roku za 27 dolarow, ktory
otworzymy przy jakiejs wiekszej okazji. ta winiarnia sprzedaje tylko na
miejscu, produkcje ma ograniczona i owo pinot noir zostalo wyprodukowane
tylko w ilosci 320 "cases", czyli 320 x 12 butelek.
pozdrowienia dla uczestnikow tego forum z miasta, gdzie dzisiaj ludzie chodza
w koszulkach z krotkimi rekawami !