Dodaj do ulubionych

tradycjonaliści:-(

23.07.08, 15:01
Wczoraj ugościłam znajomych kolacją złożoną przekąsek hiszpańskich.
Będąc w Hiszpanii na urlopie kupiłam niezbędne produkty. Jak podałam
szynkę serrano z melonem i kanapeczki na bagietce to mieli takie
miny...I ciągle krytykowali, że ta szynka to ma dziwny smak i jak ją
można podać z melonem, a bagietkę kazali sobie podpiec w piekarniku
i w ogóle dlaczego posmarowałąm oliwą, a nie masłem.
Też tak macie, że Wasi goście wolą tradycyjne potrawy? Nic
wymyślnego.
Obserwuj wątek
    • janek53 Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 15:43
      ".... że Wasi goście wolą tradycyjne potrawy?"

      W Hiszpanii sa to wlasnie .. tradycyjne potrawy stad, bardziej
      chodzi tu o kulure niz o potrawy.

      Zmien znajomych. Ludzie bez kultury i wyobrazni i do tego
      zasciankowi.

      Mam wielkie, 20-letnie doswiadczenie w propagacji potraw i produktow
      polskich tu w Hiszpanii (lacznie z chrzanem) i nikt sie nie skrzywil
      i nie narzekal ... wprost przeciwnie. Odkrywano nowe smaki choc nie
      zawsze byly tymi ulubionymi czy preferencyjnymi. W wiekszosci
      przypadkow, wlaczano dania do menu rodzinnego. Tego "tradycyjnego".
      • nexstartelescope Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 15:55
        cóz, nie mozesz wymagac od ludzi o odmiennych gustach kulinarnych,
        zeby zachwycali sie czyms, do czego nie są przyzwyczajeni i co im
        nie smakuje. z drugiej strony - ich zachowanie to buractwo w czystej
        postaci, brak ogłady i zrozumienia dla innych zwyczajów. Nie powinna
        sie przejmowac. na przyszłośc - nie warto starac się dla ludzi,
        którzy nie potrafią tego docenic, zaproś na taką kolację kogoś
        innego.
    • bene_gesserit Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 16:11

      Moi goscie wola rozne rzeczy - na ogol musze przygotowywac potrawy
      i miesne i wegetarianskie (a czasem weganskie), ale nigdy nie
      przyszloby im do glowy krytykowac wysilku i staran gospodyni. Inna
      sprawa, ze przed zaproszeniem kogos nowego robie dyskretny wywiad,
      czy sa rzeczy, ktorych nie jada, ma uczulenie itd - a jesli sie nie
      da, robie cos nudnego i bezpiecznego, co z zasady smakuje wszystkim.

      Kiedy nastepnym razem przytargasz przez pol Europy cos fajnego,
      zapros kogos milego a nie te smutne buraki, ktore najwyrazniej
      musza krytykowac innych, zeby sie samemu dobrze poczuc.
      • coralin Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 16:18
        bene_gesserit napisała:

        >
        >
        >
        > Kiedy nastepnym razem przytargasz przez pol Europy cos fajnego.

        No właśnie. Wiadomo jakie sa trudności z przewozem żywnosci
        szczególnie w samolotach. Z kolei problemem przy drodze ladowej jest
        ryzyko nieprzetrwania podróży. Zatem bardzo przykre jest jesli
        zapraszamy kogos, by podzielić sie czymś czego przewóz jest bardzo
        trudny i ci zaproszeni goscie nie dość, że nie docenia to jeszcze po
        chamsku krytykują.
    • coralin Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 16:12
      Brak elementarnej kultury u Twoich znajomych. Z tego co piszesz te
      specjały to były w formie przystawek, przegryzek czyli oglada się co
      na talerzach i próbuje. Oczywiscie, że nie wszystko musi podpasowac
      smakowo, ale to żądanie podpieczenia bagietki to szczyt chamstwa.
      Można lubić tradycyjne potrawy, woleć to czy owo, ale krzywić, że
      bagietka nie podpieczona to brak ogłady, kultury i dziwactwo. O tyle
      przykre, że nadzwigałaś się tego i pewnie wykosztowałaś, a ktos nie
      docenił.
    • pani.serwusowa Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 17:50
      Oj miewalam takich, miewalam. Nawet byl o tym watek na FK, albo i
      dwa. Wspolczuje i polecam zartobliwe haslo na przyszlosc:
      'Co podac? Herbate? Kawe? Kurtke?' ;)
      Na szczescie wiekszosc przeze mnie goszczonych, nawet jesli czegos
      nie zna, to jednak chetnie probuje i nie krytykuje.
    • coralin Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 18:38
      A ja ograniczyłam liczbę znajomych , których zapraszam do domu.
      Dawniej stawałam na głowie i kombinowałam: ta nie lubi koperku,
      tamci smaku oliwy z oliwek (więc wlewałam olej z pestek winogron
      zamiast), ale i tak zadarzały sie "dyskretne" uwagi o braku majonezu
      w sałatce. Choć majonezowe paciaje też robiłam dla znajomych.
      Teraz z niektórymi znajomymi wolę się umawiać w knajpce i nie
      uszczęsliwiać ich na sile czymś co dla mnie jest rarytasem, a dla
      nich niezjadliwe.
        • coralin Re: Coralin:PP 23.07.08, 18:57
          Ale ja pamiętałam o tym koperku, że nie lubi go jedna znajoma i nie
          dodawałam. Ale naprawde cieżko z czasem kiedy człowiek odkrywa nowe
          smaki i chce sie podzielic pojąć jak mozna nawet nie spróbować kęska
          czegoś. Bo to co zaserwowała autorka wątku to własnie kęski.
          A nie cała micha czegos czego nie lubimy.
          Np nie polubie deserów z zółtek, polanych syropem pomarańczowym,
          które jadłam ostatnio w podróży. Smakowało jak jajecznika na słodko.
          Ale zjadłam i nie marudziłam.
          • miska_malcova Re: Coralin:PP 23.07.08, 19:23
            moi znajomi i rodzina nie mają ze mną lekko. U mnie nie dostaną schabowego z
            kapustą.

            W kwestii Hiszpanii: mój kuzyn prowadzi w małym miasteczku bar do którego
            miejscowi przychodzą spędzać czas przy kartach czy grze w kości :-) Serwuje im
            koreczki, kanapki i zupy do picia np. rosół. ponoć jest to hit! :-) Nic
            hiszpańskiego, serwuje polskie potrawy
      • chillianna Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 20:12
        Zauważylam, że często, co nie znaczy zawsze, ludzie o ograniczonej
        wyobrażni, mają też ograniczone horyzonty smakowe.

        A taki typ gości to mój "ulubiony". Ja stawiam coś nowego i
        ciekawego na stół, a oni, że schobowy to jednak najlepszy...
            • coralin Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 21:19
              I chyba nikt nie pisał o przyjaciołach tylko o zwykłych znajomych.
              Ja tez dawniej w podróży myślałam o tym, by ugościć po powrocie nie
              tylko przyjaciół, ale i znajomych i kupowałam mnóstwo smakołyków.
              Przeszło mi:)Teraz tez kupuję smakołyki, ale pod kontem przyjaciól
              najbliższych i pod swoim kontem.
          • bene_gesserit Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 22:38
            billy.the.kid napisał:

            > jakieś marne te wasze znajomości i przyjaznie- gdzie o wadze
            przyjazni ma
            > decydowac zachwyt dla inastrannych wynalazków.

            Cos ci sie nietenten.

            Na kontinuum, wyznaczonym z jednej strony przez nieszczery i
            przesadzony zachwyt nad dokonaniami kuliranymi gospodarzy a z
            drugiej - ewidetne chamstwo, przejawiajace sie krytykanctwem i
            czepialstwem jest bardzo duza przestrzen, w ktorej jest miejsce i
            na szczerosc, i na grzecznosc.
        • thiessa Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 21:33
          Tradycjonalisci? Mysle, ze okreslilas takim mianem swoich znajomych tylko
          dlatego, ze jestes osoba kulturalna.
          Ja taki typ ludzi okreslam mianem kotleciarza, z tym, ze kotleciarstwo nie
          wyraza sie tylko i wylacznie upodobaniem do zjadania schabowego z ziemniakami i
          kapucha przez 365 dni w roku. Kotleciarstwo to cala otoczka. Jak juz wyzej
          wspomniala Chillianna ograniczone horyzonty smakowe ida na ogol w parze z
          ograniczona wyobraznia i pogladami.
          Kotleciarzy nie zapraszam na obiad, moga co najwyzej przyjsc na herbate, bo nie
          mam zamiaru sie wysilac dla kogos kto uzna ze wydziwiam. Na obiad zapraszam
          znajomych, ktorzy docenia przywiezione z podrozy, egzotyczne, niedostepne w
          Polsce przysmaki i tak dla przykladu chetnie zjedza salatke z kwiatu bananowca,
          curry z gorzkim melonem, kolczochem jadalnym, czy gruzinskie chaczapuri z serem
          imeruli.
    • menab Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 21:28
      Najśmieszniejsze było to, że mi to smakowało i chciałam im
      podziękować za opiekę nad kotem podczas mojej nieobecności i
      pomyślałam, że właśnie ten sposób będzie najlepszy. Chciałam im
      przywieźć trochę tamtego "klimatu". No trudno. Czułam się trochę
      głupio. Ja zajadałam bagietkę nasączoną oliwą z rozsmarowanym
      pomidorem i plastekiem pachnącej serrano, a im podpiekłam wedle
      życzenia bagietkę z rzekomo dziwnie pachnąca szynką:-)
      • janek53 Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 22:03
        menab kobieto

        Abys nie stracila "nawykow" nabytych w Hiszpanii ktore tak Ci sie
        podobaly, podaj mi jakis adres (priv) i wysle Ci "noge" nie serrano
        ktory jest mniej wiecej szynka parmezanska stad, tylko tzw. JABUGO
        de bellota co rzeczywiscie jest to od ktorego nalezy zaczac aby miec
        idee o jamon.

        Jako referncje, podam to:

        olibarna.com/fotos/ficha/jamon%20iberico%20bellota%20jabugo.jpg


        chyba, ze jakis tzw. Kaczynski tego zabroni.

        Chodzi o jakies 30€ za kilogram, tzn. 280€ za noge (tylna) ... nie
        paletilla (przednia).
      • coralin Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 22:23
        Na przyszłosć będzie pewnie lepiej kupić im coś w ramach
        podziekowań. Jakis drobiazg. Z jedzeniowych rzeczy lepiej nie
        ryzykowac oliwy z oliwek, drogiego octu balsamicznego czy nawet
        wytrawnego wina. Wykosztujesz się na coś czego i tak nie docenią.
          • coralin Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 22:44
            Ale trzeba sie cieszyć,że dla Ciebie podróżowanie to nie
            tylko "cykanie" zdjeć tylko próba wgłębienia sie w dana kulturę. A
            na nią składają się też kulinaria. Szkoda,że nie mam takiej
            sąsiadki:)
            • menab Re: tradycjonaliści:-( 23.07.08, 23:38
              Uwielbiam poznawać kuchnię danego kraju i potem wdrażać to w swoje
              życie, jeśli mi posmakuje naturalnie:-)I uwielbiam też gościć
              przyjaciół, same przygotowania mnie nakręcają i bedąc gdzieś daleko
              myślę również o nich, jak tym razem ich mile zaskoczyć. Wczorajszy
              wieczór to faktycznie porażka, ale akurat ta znajomość to nic
              zażyłego i pewnie powtórki nie będzie.
              Taka sąsiadka, która by doceniła moją chemię kuchenną, mmm - fajnie
              by było:-)
              • coralin Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 00:02
                Też tak lubię, ale z czasem staję sie większą egoistką. Ograniczyłam
                liczbę znajomych , których podejmuję w domu smakołykami z podróży,
                bo kiedy podaje sie raz, drugi i enty serce na talerzu, a w zamian
                nawet brak grzeczności to sie odechciewa. Z drugiej strony cieszą
                mnie prezenty od innych znajomych, którzy gdzieś kiedyś usłyszeli,
                że lubię pichcić i przywożą mi przyprawy. W tamtych krajach to
                kosztuje grosze, u nas nie do zdobycia prawie. Cieszy mnie bardzo
                taka pamięć.
                Z ostatniej podróży zwiozłam ogromne ilości serów i trochę surowej
                szynki. I pasty z oliwek. Nie wyobrażam sobie poczęstować tym
                sąsiadów, bardzo miłych.Sądzę, że nie smakowałoby im. A dla mnie to
                rarytasy.
                Z czasem nauczyłam się kupować rarytasy dla siebie i cos dla
                znajomych:)
              • lotoss Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 00:08
                Ja swoja sasiadke od strony kulinarnej znam na wylot:). Od razu
                wyliczla mi co lubi (bylo latwiej i szybciej), ale to nie wszystko.
                Bardzo wazne jest na przyklad, ze gotowane brokuly musza miec duza
                ilosc masla z bulka tarta (nasza jedyna wspolna kolacja skonczyla
                sie na tym ze musiala dosmazac tluszczu na jej zyczenie). Absolutnie
                musza byc w towarzystwie ziemniakow. Jej lista zjadalnych produktow
                jest tak krotka, ze nie bylo najmniejszego sensu wspolnych posilkow
                powtarzac. Dostalam wtedy z lekka bulwersa. Z perspektywy czasu
                jednak zrozumialam, ze nie ma co sie burzyc. Sa ludzie otwarci na
                nowe doswiadczenia kulinarne i sa tacy co zupelnie
                sie 'zakotletowali'.
                Kiedys zrobilam pyszne slimaki zapiekane z maslem czosnkowym itp. i
                tylko ja sie nimi zajadalam, wszyscy byli zestrachani. Ja tylko
                pragnelam zaprosic do innego swiata smakow, mialam jak najlepssze
                intencje. Wydaje mi sie, ze Ci ktorzy nie probuja i nie doswiadczaja
                maja ubozsze zycie.

                Menab, nie przejmuj sie. Chcialas jak najlepiej i przez to
                wydarzenie tylko znasz swoich znajomych bardziej. Wychowani na
                ziemniakach z miesem, pewno sami nie podrozuja i takie sa tego marne
                konsekwencje. Tak jak mi kiedys w moim przypadku, oburzenie na
                sytuacje Ci minie, a znajomi na kolacje nie zostana wiecej
                zaproszeni.
                • menab Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 07:45
                  Masz rację:-) A zaproszenie pewnie powtórzę, ale na tradycyjnego
                  śledzika.A swoje popisowe numery będę serwowoać swoim fanom:-)
                  Brokuły z bułką tartą???? Sąsiadka też niezła:-)
                  A jeśli chodzi o ślimaki to cieszę się, że podczas ostatniej podróży
                  udało mi się namówić mojego faceta do spróbowania ślimaków
                  anadaluzyjskich. Nie żałował:-))
    • turchanyi Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 08:46
      Dobrze to ujete przez Lotoss: Wydaje mi sie, ze Ci ktorzy nie
      probuja i nie doswiadczaja
      maja ubozsze zycie.
      Na szczęscie mam wśród gości takich co chętnie próbują nowych
      smaków. Ale też pamietam , że ktoś np nie toleruje śledzi, więc nie
      zmuszam, są do wyboru inne rzeczy. W ramach programu kulinarno-
      rozrywkowego zapowiadam, że jakaś potrawa jest eksperymentem (na
      gościach...) I moi nie mają tego za złe. Ostatnio była "causa
      rellena" wg przepisu od znajomego Peruwiańczyka. I zgadywanie - co
      to jest? Smakowało bardzo, ale trudno było wpaść co właściwie
      jedzą. Gotowanie dla takich gości lubię!
    • i_n_a Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 14:33
      czytam i śmieję się sama do siebie :) Jakbym widziała rodzinę mojego męża...
      Kiedyś dostali w prezencie cudowny płat łososia norweskiego. Jak usłyszałam, że
      teściowa chce zrobić go w panierce na oleju, wspaniałomyślnie zaoferowałam się,
      że ja zrobię obiad... Skończyło się na tym, że wszyscy zgodnie stwierdzili, że
      wolą okonie i dorsze ;)
      A ostatnio w szczycie sezonu szparagowego przyrządziłam szparagi z wody...
      Zjedliśmy praktycznie wszystkie sami z mężem ;)
      Znajomych można drugi raz nie zaprosić, rodziny (w moim przypadku) wykreślić się
      nie da ;)
      • jo.hanna a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 15:04
        ludzie, tacy jak moja kolezanka. Mieso, niezaleznie od jakosci, zawsze marynuje
        przez dni nascie, w mieszance oliwy, wina, bazylii, oregano i co jej tam jeszcze
        w rece wpadnie (np. kmin, garam masala), niesamowitej ilosci czosnku. Warzywa sa
        zawsze z grilla. Jak salatka z pomidorami to jedynie grecka. Pytalam kiedys czy
        nie szkoda jej marynowac pieknej poledwicy, bo przeciez marynata jest po to,
        zeby uzdatnic nieszczegolne kawalki miesa.....
        • coralin Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 15:21
          Trochę zbaczamy z tematu. O gustach kulinarnych trudno dyskutować i
          je krytykować. Jak dla mnie ktos może jesć 365 dni w roku kapustę i
          schabowego, albo naduzywać przeróżnych przypraw. Jego smak i jego
          sprawa.Bo tak naprawde przez wiekszosc zycia gotujemy pod siebie i
          pod domownikow.
          Ale kiedy jesteśmy zaproszeni do czyjegoś domu kultura nakazuje nie
          pokazywać ostentacyjnie, że cos nam nie smakuje.
          I wydziwiać, bo ta sytuacja z bagietką to wydziwianie.
          I zachowanie aspołeczne.
          • jo.hanna oczywiscie, to sprawa dobrego wychowania 24.07.08, 15:46
            kiedys zaprosilam na kolacje kolege z bylej pracy. Nie widzielismy sie od dawna,
            wiec zapomnialam, ze nie jada miesa. Podalam wiec jakas jagniecina. Kolega
            grzecznie wszystko zjadl, pochwalil i dopiero kilka dni pozniej, przy jakiejs
            innej okazji, przypomnial mi ze jada ryby a nie mieso.
            • bobralus Re: oczywiscie, to sprawa dobrego wychowania 24.07.08, 15:51
              u mnie w rodzinie najwyzsza pochwala jest "tez takie robie", natomiast "w zyciu
              czegos takiego nie jadlam" nacechowane jest strachem i nutka zalu. jak kiedys
              podalam cos z makaronem sojowym to poszedl szmer, ze to jakies robale. natomiast
              znajomi 20paroletni otwarci sa jak najbardziej i to z nimi eksperymentuje, nie
              mowiac juz o przypadkach, kiedy prosza o przepis na barszcz ukrainski czy
              chlodnik czy pierogi, teraz to jest wieksza egzotyka.
              • pani.serwusowa Re: oczywiscie, to sprawa dobrego wychowania 24.07.08, 16:12
                bobralus napisała:
                > natomiast "w zyciu
                > czegos takiego nie jadlam" nacechowane jest strachem i nutka zalu.

                Ja mialam ostatnio przypadek, ze wszystko co nowe bylo cyt. bez
                sensu! Padalo pytanie z czego sklada sie potrawa i nagle okazywalo
                sie, ze polowe z wymienionych przeze mnie skladnikow cyt. w Polsce
                nie ma! I ten przypadek znosilam 4 tygodnie! Dacie mi nagrode? ;) No
                dobra, zapomnijcie o nagrodzie, chociaz troche mnie pozalujcie. ;)
                Dodam, ze przy stole jakos trzymalam sie, ale w nocy zgrzytalam
                zebami. ;)
                  • pani.serwusowa Re: oczywiscie, to sprawa dobrego wychowania 24.07.08, 16:43
                    Zjadal, malo talerzy nie wylizywal. No moze nie wszystko - zostawial
                    ogonki ze swiezego szpinaku (odmiana 'baby' - delikatna, idealna do
                    podawania na surowo). Nie wiem, czy mu smakowalo, czy to bylo z
                    czystej oszczednosci (kasy i samego siebie, ha, ha! nie musial sam
                    robic zakupow i gotowac). Ale komentarze doprowadzaly mnie do szalu
                    i gdyby nie wczesniejsze doswiadczenia kulinarne, oraz fakt, ze mam
                    kontakt z rodzina w Polsce, ktora ma urozmaicona kuchnie, a takze
                    czytam FK, czy GP to pomyslalabym, ze Ci biedni ludzie w Polsce zyja
                    o kapuscie kiszonej i kartoflach. [sic!] Dzis sie z tego smieje, ale
                    pare miesiecy temu swoje odchorowalam.
                    • bene_gesserit Re: oczywiscie, to sprawa dobrego wychowania 24.07.08, 17:18
                      Calkiem mozliwe, ze ogonki szpinacze zostawial 'dla zasady', zeby
                      cie kluly w oko.

                      Nastepnym razem - o ile okolicznosci zmusza cie do nastepnego razu -
                      radzilabym ci sie bawic sytuacja. Nie wiem, czy slyszalas
                      o 'terapii negatywnej': to takie zachowanie terapeuty, ktory
                      ochoczo przytakuje kokietujacemu negatywna wizja swiata
                      pacjentowi. 'Swiat jest okropny, a ja beznadziejny' - mowi pacjent.
                      Lekarz: - 'O, w rzeczy samej, jest pan zupelnie beznadziejny, a
                      swiat do niczego'.

                      O ile mam swoje zastrzezenia co do stosowania tej metody w
                      gabinetach, to przy takim marudzacycm gosciu imho by sie zdala: na
                      kazde jego 'bez sensu' ty przytakujesz z zapalem 'No, zupelnie bez
                      sensu! To jak, nie bedziesz tego jadl? Mam gdzies tu suchy czarny
                      chleb, woda by to tego pasowala...'
          • pani.serwusowa Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 16:06
            Oczywscie, ze to kwestia wychowania, a bycia tzw tradycjonalista.

            Swoja droga obiecalam sobie, ze nastepnym razem kiedy bede goscic
            kogos kto robil mi takie numery, to podam kapuste, ziemniaki i
            schaboszczaka, albo to co zawsze u owych gosci zastaje - jaja w
            majonezie (sine), salatke z rozgotowanych warzyw z majonezem,
            ogoreczki i talerz wedlin. Ale cholera, nie potrafie! Na szczescie
            takie kontakty udaje mi sie ograniczac do minimum.

            Ktos tu napisal o zjawisku kotleciarzy (chyba Thiessa...) - piekne
            okreslenie!
            • coralin Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 16:24
              Kotleciarzem można być i nic mi do upodobań kulinarnych kogos.
              Część ludzi nie powinna jednak chodzić w gosci lub podróżować. Bo
              może okazać sie, że pani/pan domu nie bedzie miał herbaty Lipton na
              sznurku, a innej nie pija gość. A w podróży do niektórych krajów
              dostanie na 1 danie makaron. Byłam świadkiem awantury Polki, która
              ostentacyjnie odmówiła tego makaronu, który podał kelner. Chyba była
              na wyjezdzie, na którym opłacono posiłki i były one serwowane. Sądzę
              jednak, że tacy ludzie powinni siedziec w swoich domach. Inna
              sytuacja dotyczy innej Polki, która przy śniadaniu awanturowała sie
              o masło bez soli . Co nie przeszkodziło jej nałożyć sobie na talerz
              słona szynkę konserwowa i równie słony ser zółty.
              • bene_gesserit Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 16:33

                A ja na kotleciarzy mam uczulenie.
                Wlasnie ze mi lezy ich ciasnota kulinarna na sercu. Tzn jesli w
                swoim domu pochlaniaja schabowe zagryzajac pierogami przez cale
                zycie, to prosze bardzo. Ale tacy ludzie w ogole nie powinni bywac
                nigdzie, gdzie sie serwuje cos ponad kotlety. 'Jesli jestes
                kotleciarzem - jedz to w domu po kryjomu! Zero tolerancji.'
                • coralin Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 16:44
                  Nie komentuję upodobań kulinarnych kogoś, ale w przypadku kiedy
                  chodzi taki ktoś w gości, wyjeżdża wykupując posiłki musi liczyć sie
                  z tym, że świat (kulinarny też) wyglada inaczej niż w jego domu.
                  Tacy ludzie jako goście i jako towarzysze w podróży są uciążliwi
                  bardzo.
                • thiessa Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 16:57
                  'Jesli jestes kotleciarzem - jedz to w domu po kryjomu! Zero tolerancji.'
                  Piekne! Chyba sobie powiesze na scianie w kuchni.
                  Kiedys bylam swiadkiem zabawnej sytuacji, kiedy to do restauracji hinduskiej
                  wszedl kotleciarz z rodzina. Karty nawet nie przegladal i wrecz wyrwal ja
                  czlonkom rodziny. Z miejsca zapytal kelnera o schabowe i byl bardzo rozczarowany
                  kiedy dowiedzial sie, ze nie ma. Niezly ubaw mielismy z malzonkiem, ale
                  najbardziej nas nurtowalo pytanie po kiego... przylazl do hinduskiej knajpy.
                  Inne knajpy jednak wydaje sie, ze wychodza na przeciw polskim kotleciarzom.
                  Mojego malzonka byly szef zawsze zamawia schabowe w chinskiej restauracji do
                  ktorej udawali sie pracownicy podczas delegacji wlasnie po to, zeby zjesc cos
                  innego.
                  • bobralus Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 17:04
                    o rany co za barbarzynstwo. w glowie sie nie miesci! za to tzw kotleciarze maja
                    kolejna zabawna ceche - kiedy przyjdzie do nich japonczyk dostane sushi, czech
                    dostanie knedla a wloch makaron. ciezko to chyba nazwac poszanowaniem obcej
                    kultury, raczej brakiem jakiejkolwiek fantazji kulinarnej - skoro ja zapycham
                    sie tym co znam od lat, to inne narody zapewne tez. to tak jakby pojsc do muzeum
                    van gogha z albumem malczewskiego, siasc w kaciku i sobie poprzegladac. chociaz
                    chyba ciezko schabowego porownac do malczewskiego, to chyba raczej matejki bitwa
                    pod grunwaldem.
                  • bene_gesserit Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 17:23

                    Dzieki bogu (no, powiedzmy), nie tylko Polacy maja takie
                    konserwatywne zachowania. Kiedy bylam w Turcji, w polowie knajp dla
                    turystow na pierwszym miejscu krolowalo 'szpageti' z pulpetami w
                    pomidorach. I jesli sie tam zjawialo w porze obiadowej, wiekszosc
                    niemieckich turystow dzien w dzien tymze 'szpageti' sie zajadala. A
                    na pyszne swieze ryby i warzywa wygrzane na sloncu nawet nie
                    spojrzeli.
                      • coralin Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 17:43
                        W sumie mnie nic do tego, co ktos je i nie komentuje entuzjazmu dla
                        frytek z kurczakiem, ale czasem bywałam w podróży ze znajomymi,
                        którzy traktowali mnie jak dziwadło, bo chciałam najeść sie małżami
                        po marynarsku lub owocami morza na innym wybrzeżu. Te uporczywe
                        pytania: "tobie naprawde to smakuje"? A czasem było trudno znalezc
                        knajpke otwartą w porze sjesty, żeby zjeśc to.
                        Mnie jakoś nie przyszło do głowy pytać kogoś kto zajada sie frytkami
                        z keczupem i kurczakiem: "tobie naprawdę to smakuje?".
                          • bobralus Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 18:06
                            ha ja akurat prowadze takie badania terenowe - zawsze sprawdzam smak whoopera z
                            burger kinga lub bicmaca, jakies takie zboczenie dziwne;) no i, boze poblogoslaw
                            globalizacje, wszyscy tradycjonalisci moga spac spokojnie - wszedzie w europie
                            smakuja identycznie, mozna smialo ruszac poznawac obce kultury.
                            • bene_gesserit Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 20:36

                              Znajomy moj pojechal turystycznie do Chin. Na miejscu mial do
                              dyspozycji przewodnika-tlumacza. Kiedy go zapytalam, co fajnego
                              jadl, powiedzial, ze Fakdonalda, 'bo przynajmniej wiedzial, co tam
                              laduja do srodka'. Dwa tygodnie na czizburgerach w samym sercu
                              kraju o jednej z najdluzszych i najbogatszych tradycji kulinarnych
                              swiata.
                              • coralin Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 20:56
                                W krajach dla nas egzotycznych różnie bywa z tym jedzeniem w
                                miejscowych knajpkach. Zupełnie inna flora bakteryjna, higiena i
                                znajomi dostali rozstroju żołądka. Nie byłam nigdy w Indiach,
                                Chinach, Tajlandii i ciekawa jestem czy mogłabym wstąpić do knajpki
                                i zjeść i nie miec sensacji żołądkowych. Czy wierzyć znajomym? Skoro
                                nawet do mycia zębów lepiej uzyć wody z butelki to strach trochę.
                                Nie wybieram sie na razie w tamte rejony, bo pozostało mi wiele
                                miejsc bliżej do poznania kulturowo-kulinarnego.
                                  • coralin Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 21:17
                                    Jakby co doradzę się przed podróżą.
                                    I chyba przed podróża do niektórych egzotycznych krajów trzeba sie
                                    uodpornić jakowąś szczepionka na to i owo w powietrzu i wodzie. Mój
                                    kolega- prawdziwy podróżnik zabrał w droge lądowa do Indii 4 osoby i
                                    jeden nie wytrzymał. Zjadł coś w miejscowej knajpie i zatruł sie
                                    okropnie. Podróż to była wyprawa 1,5 miesieczna, a nie turystyczny
                                    wyjazd 2 tygodniowy. Chłopak wrócił samolotem po 2 tygodniach.
                                • thiessa Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 21:59
                                  coralin napisała:

                                  > Nie byłam nigdy w Indiach,Chinach, Tajlandii i ciekawa jestem czy
                                  > mogłabym wstąpić do knajpki i zjeść i nie miec sensacji
                                  > żołądkowych. Czy wierzyć znajomym? Skoro nawet do mycia zębów
                                  > lepiej uzyć wody z butelki to strach trochę.

                                  A ja bylam i w Chinach i w Tajlandii i w Malezji i jadalam na ulicy, w
                                  najtanszych lokalach dla miejscowych i zapewniam Cie, ze zadnych dolegliwosci
                                  zoladkowych nie mialam. Wody mineralnej uzywalam do picia, nie przyszlo mi do
                                  glowy, zeby nia umyc zeby. Zemsta dopadla mnie natomiast w Turcji, niby
                                  najbardziej cywilizowanym kraju z krajow arabskich jakie odwiedzilam.
                                  Jakos nie mam zadnych oporow jadac gdzie popadnie jadac do krajow azjatyckich. A
                                  juz nie sprobowac kuchni chinskiej, ktora jak wiadomo jest znana z tego, ze
                                  dania przygotowuje sie z maksymalnie swiezych produktow to juz jest zbrodnia
                                  prawdziwa. Bardziej obawialabym sie o zatrucie w Polsce w jakims nadmorskim
                                  kurorcie.
                          • coralin Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 18:06
                            No własnie. Nam nie przychodzi do głowy chamskie pytanie, a
                            kotleciarzom tak. I to wielokrotnie. Te pytania o moje ukochane
                            małze są nagminne. Nie obnoszę sie z tym, ale na wyjezdzie po prostu
                            staram sie najadać świeżymi, w najprostszej postaci czyli po
                            marynarsku i wychodzi szydło z worka, bo chce jeść codziennie.
                  • coralin Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 17:30
                    Sygnaturka świetna choc mogą sie zdarzyć uwagi na temat
                    nietolerancji.
                    Kolejny przykład wybrzydzania to szpinak w liściach podany do mięsa.
                    I oczywiscie nie obeszło sie bez komentarza "wolę taki przyrządzany
                    normalnie po polsku". Nikt nie pytał czy i jak mu smakuje. Nie
                    musiał jeść, bo była sałatka do wyboru. Czyli znów dowód kompletnego
                    braku kultury.
                    PS. A szpinak był zwyczajny, trochę soli czosnek niewyczuwalny lub
                    wcale. Tyle tylko,że swieże liście, a nie mrożona paciaja.
              • pani.serwusowa Re: a z drugiej strony medalu sa 24.07.08, 17:00
                Alez, nie sobie i bedzie kotleciarzem we wlasnym domu. Ale jesli
                jedzie do kogos w gosci i ma podawane jedzenie (przez miesiac) pod
                nos, to w moim domu niech sie ze swoim kotleciarstwem lepiej czai.
                Problem polega na tym, ze kotleciarz jest kotleciarzem
                najprawdopodobniej we wszystkich dzidzinach zycia, nie tylko
                kulinarnej.
                  • Gość: en Re: Niech sobie, mialo byc. n/t IP: *.chello.pl 24.07.08, 18:39
                    Kotleciarstwo jest zjawiskiem powszechnym i nic na to sie nie poradzi. Wszedzie
                    na swiecie sa ludzie, ktorzy lubia probowac tego, czego nigdy nie jedli i
                    poznawac nowe smaki (a potem dzielic sie nimi z przyjaciolmi, czasami wychodzi
                    to niefortunnie - jak u zalozycielki watku). I sa tacy, ktorzy podejrzliwie
                    traktuja wszystko, czego mama nie gotowala.
                    Przypomnijcie sobie watki z cyklu "co podac cudzoziemcom" i odpowiedzi, ze
                    burakow zaden Anglik nie tknie, Wloch nie zje zurku itp. - zakladam, ze te
                    odpowiedzi byly poparte doswiadczeniem. Pamietam, jak przekonywalam kiedys
                    pewnego Francuza, ze nie umrze po salacie po polsku (ze smietana i jajkiem). To
                    byl kotleciarz z plemienia francuskiego. A inny Francuz pozarl wiosenny obiad
                    polski (chlodnik, kurczak pieczony z nadzieniem, mlode ziemniaki z koperkiem,
                    salate i mizerie) i byl zadowolony, ze poznal nowe polaczenia smakow. Tak jak ja
                    bylam mu wdzieczna, ze zjadlam u niego pyszne swiezutkie malze.
    • Gość: ab też tak mamy IP: *.ghnet.pl 24.07.08, 21:06
      do mnie też kiedyś przyszli tacy goście. Nie znałam ich gustów kulinarnych
      dlatego wcześniej zaproponowałam do wyboru kilka dań, które mogę przygotować,
      poprosiłam też o ich własne propozycje. Zdecydowali się, ja jeszcze nawet
      powiedziałam z czego to zrobię i nawet co im dosypię;). A jak przyszli to już w
      drzwiach mi oznajmili, że jeść tego nie będą, tym się nie najedzą i ze to jakieś
      dziwaczne jedzenie. Przynieśli sobie (i tylko dla siebie) swoje własne,
      "normalne" jedzenie: kiełbasę, bułki i ketchup. Następnym razem jak do nas
      przyjechali zamówiłam im pizzę.
    • pawel_zet Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 21:17
      I mi się coś przypomniało. Otóż dużo podróżujemy z żoną po świecie,
      stąd też mam w domu sporą kolekcję przewodników turystycznych Lonely
      Planet. Opisywane są tam także knajpki i hotele. I w opisach tych
      bardziej "globtrotterskich" miejscowości są komentarze w
      rodzaju: "podróżnicy z łatwością znajdą w licznych barach swoje
      ulubione dania takie jak naleśniki z bananem". W Laosie, w Nepalu, w
      Tajlandii". Jechać do Tajlandii, żeby jeść naleśniki? Kotleciarstwo
      do entej potęgi.
      • bobralus Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 22:32
        znajoma w indiach napila sie coca coli z kostkami lodu z wody niemineralnej w
        ktorej byla ameba. lezala kilka tygodni w szpitalu, malo co nie zeszla z
        odwodnienia, schudla 25kg. wiec nie jest to w zadnym razie przesada, zapewniam.
        ja raz sie zatrulam nieswiezym lososiem wedzonym w knajpie na nowym swiecie
        (blue bar czy cos takiego), wymiotowalam przez noc i pol dnia. wiec jednak pewna
        roznica jest. chociaz polska salmonella moze rowniez wykonczyc oczywiscie, ale
        to nie znaczy, ze wszedzie indziej na swiecie jest cudownie i wspaniale.
        • pawel_zet Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 22:47
          Czy myślisz, że w naleśnikach nie może grasować pałeczka tyfusu?
          Oczywiście może. Dlatego jadąc w egzotyczne strony świata należy
          żywić się dokładnie tak, jak żywią się miejscowi. Po pierwsze
          dlatego, że jest to kulinarnie ciekawsze, a po drugie dlatego, że
          jedząc w miejscowej knajpce uczęszczanej przez tubylców mamy dość
          dobrą gwarancję, że jedzenie tam podawane jest dobrej jakości. Gdyby
          właściciel knajpy używał felernych produktów, dawno temu zostałby
          zlinczowany przez miejscowych.
          Generalnie kwestia chronienia się przed zachorowaniami w tropikach
          to sprawa dość złożona. Nie chcę tu wchodzić w różnego typu
          szczegóły, ale próba unikania komplikacji żołądkowych poprzez
          żywienie się naleśnikami z jaj to naprawę niemądry pomysł. Zresztą
          jestem przekonany, że popularność naleśników w uczęszczanych przez
          ludzi z Zachodu miejscach w Laosie nie bierze się z tego rodzaju
          motywacji, ale z ordynarnego kotleciarstwa.
          • bobralus Re: tradycjonaliści:-( 24.07.08, 22:55
            alez ja nie mowie, ze jak cos ma europejska nazwe to ameba od tego ucieka, mowie
            tylko, ze trzeba zachowac ostroznosc i ze ewentulane klopoty z ukladem
            pokarmowym nie oznaczaja demonizowanego w jakis dziwny sposob dwudniowego
            rozwolnienia i kilku wymiotow, tylko moga sie skonczyc naprawde nieprzyjemnie. w
            zwiazku z tym uwazam, ze przekonanie, ze nalezy jesc i pic co popadnie,
            zahartowac sie dwudniowym zatruciem, a potem z lekkim żołądkiem ruszyc na podboj
            kulinarny, moze byc niestety bledne.
      • amused.to.death Re: tradycjonaliści:-( 03.09.08, 16:24
        > ulubione dania takie jak naleśniki z bananem". W Laosie, w Nepalu, w
        > Tajlandii". Jechać do Tajlandii, żeby jeść naleśniki? Kotleciarstwo
        > do entej potęgi.

        akurat tajskie naleśniki z bananami są zupełnie inne niż polskie naleśniki z
        bananami.
      • mwookash To nie były rozkazy 25.07.08, 00:51
        Cieszę się, że robisz wszystko po swojemu, mam liberalne poglądy.
        Dziwi mnie tylko, że mhr-cs nie może robić/pisać tak jak uważa, bo zaraz
        znajduje się kilka osób chętnych do natrząsania. Przy całym jej zawiłym pisaniu
        nie zauważyłem aby robiła osobiste wycieczki do forumowiczów (no może z
        wyjątkiem ba_nity ale to inna kategoria forumowicza). Jego poziomu obrażania i
        wyzywania mhr-cs mam nadzieję jeszcze długo nie będziecie mogły osiągnąć. Ale
        róbcie jak uważacie :)
        • bene_gesserit Re: To nie były rozkazy 25.07.08, 01:00

          OK, OK - to byly bardzo kategoryczne prosby w takim razie :)

          Listy mhr sa czesto tak zawile, ze mozna spokojnie traktowac je
          jako spam. Wbrew temu, co piszesz, wcale sie nie poprawia -
          przeciwnie, uparcie traktuje enter jako kropke, przecinek i srednik
          w jednym, a opcja 'ortografia' jej sie wlacza i wylacza w
          zaleznosci od wysokosci cisnienia chyba. Jeszcze paru
          takich 'forumujacych inaczej' i bialy szum na forum zrobi sie
          bardzo, ale to bardzo szary.

          I - bez ogladania sie na twoje blogoslawienstwo - bede dalej robic
          jak uwazam.
          • mwookash Przekonałaś mnie 25.07.08, 01:12
            prawie, bo jakoś brak wielkich liter po kropce u niektórych Ci nie przeszkadza ;)
            A ja widocznie czasem też jadę na pewnej odmianie szałwii, bo rzadko się zdarza
            abym nie rozumiał jej wypowiedzi, mimo iż są z błędami i mają specyficzną
            składnię. Enter zamiast znaków przestankowych to też jest jakiś pomysł :)
            Mam nadzieję, że nie uważasz, że publiczne wyśmiewanie się z NIEJ za JEJ sposób
            pisania jest najlepszą zachętą do poprawienia stylu i ortografii.
            PS Mam nadzieję, że to nie był ani rozkaz ani błogosławieństwo :)
            PPS mhr-cs! staraj się pisać lepiej i nie daj się :) Powodzenia
            • bene_gesserit Re: Przekonałaś mnie 25.07.08, 01:20

              mialam te mozliwosc okazac mhr zyczliwosc
              cierpliwosc rowniez bo to jest ludzkie
              a;e nie rozumiem czego trudno jest urzywac znakow
              przystankowych na emigracji
              dlatego wiem co pisze ,
              a co to znaczy ortografii w Wikipedia nie znalazlam

              ps te szalwie maja zrobic nielegalna
              • mwookash Ususzę sobie na zapas ;-) 25.07.08, 01:32
                bo skoro nie widzisz poprawy to może mi być nadal potrzebna. A czemu jest trudno
                używać wielkich liter? Na przykład ania_m tak właśnie pisze i tłumaczy to
                konwencją i przyzwyczajeniem. Mnie np. drażni pisanie "maroko", "tunezja". Może
                więc brak przecinków to nie trudność używania tylko kwestia przyzwyczajenia?
              • Gość: senin come on, bene-gesserit! IP: *.for.connect.net.au 25.07.08, 11:16
                czyzbys imitowala mhr

                sorry, ale jak Cie lubie to tym ostatnim postem w piete sobie
                strzelilas...;DDD

                ani przecinka przed "bo", ";" zamiast "L", "uRZywac" zamiast... no
                wiesz o czym mowie ;)))

                no i cala reszta Twojego postu...??? zamierzona?? czy tak po prostu
                wyszlo ? :))

                > a co to znaczy ortografii w Wikipedia nie znalazlam

                dajmy se na luz

                mhr ma racje wprzynajmniej w jednym.. ze jak sie przywozi cos by
                URACZYC znajomych, to lepiej znalezcc takich znajomych, o ktorych
                wiemy ze mozna ich URACZYC

                bo jesli tylko chcemy ZAUROCZYC sasiadow, albo zrobic na nich
                wrazenie, czy im (sie)po prostu "pokazac" jako osoby bywale
                ("niekotleciarze).. to mamy to co mamy :))

                O tym pisala mhr-s...i ma chyba racje ...tak sadze po przeczytaniu
                calego watku

                z calym szacunkiem dla otwartosci kulinarnej
                piszacych...zdegustowana jestem brakiem szacunku dla 'odrebnosci'
                ludzi, ktorych sie zaprasza....

                • bene_gesserit Re: come on, bene-gesserit! 25.07.08, 11:24

                  He he he.
                  No nie no - naprawde nie bylo jasne, ze zatrollowalam w stylu mhr?

                  Co do ortografii - prawda, dajmy se na luz.

                  A kiedy przychodzi ktos w gosci i demnostruje brak otwartosci to
                  imo powinno sie go pizgnac w ucho. Nie doslownie, ale jakos
                  metaforycznie. I tak jak kotleciarzom przyznaje swiete prawo do
                  obgadywania moich dziwacznych dla nich obyczajow jedzeniowych, tak
                  i ja moge sie z nich ponabijac. Byle nie u nich na proszonym
                  obiedzie.
                  • Gość: senin Re: come on, bene-gesserit! IP: *.for.connect.net.au 25.07.08, 13:13
                    > Co do ortografii - prawda, dajmy se na luz.

                    ja se daje na luz... nie tyle z ortografia, co z interpunkcja...

                    nienawidze cztac mioch postow po 'wyslaniu'... te zapomniane
                    przecinki i inne takie :)))


                    a na mhr sie nie wkurzaj, mysle ze jej intencje i 'zrozumienie'
                    ludzi jest bardzo 'insightful' - czuje snoba na kilometry :)))
    • mwookash Jak się ma takie wymagania ;-) 25.07.08, 01:25
      to albo trzeba sobie dobrze "wychować" znajomych albo zmienić ;)
      Nowinki niektórym należy przedstawiać ostrożnie i systematycznie. No chyba, że
      ktoś zupełnie niechętny nowym smakom to lepiej odpuścić. Jego prawo/strata.
      Też trafiłem na kogoś kto dwa razy w odstępie paru godzin wzgardził proponowanym
      creme brulee zachwycając się przy tym gyrosem z fastfoodu...
    • billy.the.kid Re: tradycjonaliści:-( 25.07.08, 10:20
      powinni z obleśnymi uśmieszkami chwalic - ach jakie smaczne, jak ty to robisz -
      a tu chamy jedne, skrytykowali.
      i bez tych przypraw potrawą nie lada
      jest bigos- bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa
    • mhr-cs Re: tradycjonaliści:-( 25.07.08, 12:03
      a po co zaprosilas znajomych
      po to zeby im pokazac jak masz dobrze?
      a wiec bylo to dla ciebie wazne,
      co oni powiadaja sasiadom,
      dla mnie to bylo by nie wazne,
      moze kolezanke,kolege,rodzine,
      ale znajomi,
        • mhr-cs Re: tradycjonaliści:-( 25.07.08, 12:20
          to moze wina twoja,
          oni powiedzieli prawde
          a ty ich teraz na ta strone,
          jestes obuzona robisz problem
          z czegos czego nie ma,
          _
          inteligencji sie nie nauczysz,masz albo nie
          • menab Re: tradycjonaliści:-( 25.07.08, 12:28
            Jaki problem? Problem to chyba ktoś inny tu ma...
            Każdy odbiera innych wg swoich zasad. Gdyby kotś mnie czymś uraczył
            na pewno nie skrytykowałabym tego. Zjadłabym mniej, albo wcale,
            dziękując, że właśnie jestem po obfitej kolacji - np.
            • mhr-cs Re: tradycjonaliści:-( 26.07.08, 10:37
              menab napisała:

              > Jaki problem? Problem to chyba ktoś inny tu ma...
              > Każdy odbiera innych wg swoich zasad. Gdyby kotś mnie czymś
              uraczył
              > na pewno nie skrytykowałabym tego. Zjadłabym mniej, albo wcale,
              > dziękując, że właśnie jestem po obfitej kolacji - np.

              ale taka wymowka jest tez nie najlepsza,
              bo ludzie nie sa glupi,
              i nie bylby to wtedy wspanialy wieczor,
        • mhr-cs Re: tradycjonaliści:-( 25.07.08, 12:33
          zapomnialam napisac
          czy polska tradycjalnosc mozna wyzucic,
          ja bym zrobila normalny polski wieczor,
          a te przywiezione ciekawostki
          podalabym na innym talezu,
          na probowanie w malej ilosci,
          i kazdy byl by szczesliwy,
          i nie bylo by problemu,
      • lotoss Re: tradycjonaliści:-( 25.07.08, 15:59
        Watek sie rozrosl od wczoraj niesamowicie:). Nie jest dla mnie
        niespodzianka, ze na forum "Kuchnia" nie ma generalnie wspomnianych
        juz i okreslonych jako 'kotleciarze' osob. Dlatego mozemy sobie
        tutaj po nich jezdzic z dosyc duza swoboda;).
        Co tu dodac? Tu gdzie mieszkam cos takiego jak barszcz czerwony, czy
        knedle ze sliwkami sa raczej egzotycznymi potrawami. Pamietam jeden
        raz podajac zupe z burakow tylko Japonczyk sprobowal i zachwalal,
        czyli znowu przyjezdny z dalekiego kraju:).
        Forumowicz Mhr-cs przypuszcza, ze raczac kogos daniami z innych
        kuchni swiata jest chwalipiectwem. Moim zdaniem nic bledniejszego
        byc nie moze. Absolutnie nie ma takie dzialanie nic wspolnego z
        pokazaniem sie itp. itd. Intencje zawsze sa dobre, ale nie musza byc
        wlasciwie w ten sposob odczytywane.
        Moze faktycznie cos takiego wzbudza zazdrosc i jedyna obrona jest
        atak w roznej postaci?
        • billy.the.kid Re: tradycjonaliści:-( 25.07.08, 17:19
          jak to nie ma.JA JESTEM KOTLECIARZEM.
          mielone- w kazdej ilości.
          schabowe- takie na pół talerza.
          boczek pieczony-miodzio.

          sushi-tfu.
          z robali lubię tylko RAKI.

          ps.elwood graneczki jadał regulartnie inie było to tylko jego widzimisię czy
          excentryzm.
    • grinning.scania i pięknie jest 25.07.08, 21:57
      dzięki temu wątkowi kilka zdolnych forumowiczek ustanowiło podział ludzkości na
      kotleciarzy i światowców, co to pełni wyobraźni wszelakiej, z otwartmi umysłami
      i otworami gębowymi podróżują po świecie, necie, paluszkiem po książce
      kucharskiej czy czym tam jeszcze.

      a po co? ano żeby spotkać innostrannych kotleciarzy i ich zagraniczne, a więc
      ekskluzywne kotlety smakować, a później z dumą zagraniczny kotlet na ubogim
      polskim gruncie, co jedynie świniną i kapustą porasta, serwować i napawać się
      swoja światowością.

      echhhhh, płakać ze śmiechu czy jednak załkać szczerze ze smutku? pewnie
      światowcy uznają, że to pochlebne powiedzenie - co francuz wymyśli, polak zaraz
      kupi? ( było kiedyś cytowane w materiałach promocyjnych naszej krainy jako dowód
      sympatii francuzów:)
      nawet kotlet nie urodził się na naszej jałowej ziemi panie światowe, a wychył
      waszego wahadła w stronę światowości świadczy jedynie, ze chwilę temu było po
      tej ubogiej, kotleciarskiej stronie. i wzajemne obłapki intelektualne (?) i
      picie sobie z dziobków - ach, jacy okropni są ludzie, ja tez kochanienieńka tak
      miałam, widziałam taką..., a w domyśle - my nie, my to crême de la crême
      wzbudza politowanie. może i śmietanka, ale mocno skwaśniała.




      • bene_gesserit Re: i pięknie jest 26.07.08, 11:49
        grinning.scania napisał:

        > dzięki temu wątkowi kilka zdolnych forumowiczek ustanowiło
        podział ludzkości na
        > kotleciarzy i światowców, co to pełni wyobraźni wszelakiej, z
        otwartmi umysłami
        > i otworami gębowymi podróżują po świecie, necie, paluszkiem po
        książce
        > kucharskiej czy czym tam jeszcze.

        Nie, zaraz - paluszkiem tez sie liczy.

        > a po co? ano żeby spotkać innostrannych kotleciarzy i ich
        zagraniczne, a więc
        > ekskluzywne kotlety smakować, a później z dumą zagraniczny kotlet
        na ubogim
        > polskim gruncie, co jedynie świniną i kapustą porasta, serwować i
        napawać się
        > swoja światowością.

        Moze sie myle, ale chyba starasz sie byc zlosliwy? Niepotrzebnie.
        Jesli bys uwazniej przeczytal watek, wiedzialbys, ze chodzi o
        niesmak wobec upodobania jedzenia trzech potraw na krzyz, obojetnie
        od tego, w jakich okolicznosciach przyrody sie znajduje. I jakiej
        porze roku. To nie ma nic wspolnego ze 'swiatowoscia', cokolwiek by
        przez to rozumiec. Chodzi o pewna ceche osobowosci,
        nazywana 'otwartoscia na nowe doswiadczenia' (-> teoria osobowosci
        tzw 'Wielkiej Piatki'). Sa ludzie, ktorzy te ceche maja w bardzo
        niewielkim stopniu, sa ludzie, ktorzy wychodza niemal ze skali. To
        jest fakt, sa na to wykresy i statystyki, wiec radze ci - nie
        obrazaj sie na rzeczywistosc, to z nia nie wygrasz.

        > echhhhh, płakać ze śmiechu czy jednak załkać szczerze ze smutku?

        Proponuje, zebys zrobil i jedno, i drugie naraz, a fotke wrzucil na
        jakies forum fotograficzne. Co sie ma marnowac.

        pewnie
        > światowcy uznają, że to pochlebne powiedzenie - co francuz
        wymyśli, polak zaraz
        > kupi? ( było kiedyś cytowane w materiałach promocyjnych naszej
        krainy jako dowó
        > d
        > sympatii francuzów:)

        Znowu - mam wrazenie, zes sie w watek nie wczytal. Albo wczytal,
        czytajac jednak co innego, niz bylo w nim napisane. Intelektualne
        prestidigitatorstwo - szacun.

        > nawet kotlet nie urodził się na naszej jałowej ziemi panie
        światowe, a wychył
        > waszego wahadła w stronę światowości świadczy jedynie, ze chwilę
        temu było po
        > tej ubogiej, kotleciarskiej stronie. i wzajemne obłapki
        intelektualne (?) i
        > picie sobie z dziobków - ach, jacy okropni są ludzie, ja tez
        kochanienieńka tak
        > miałam, widziałam taką..., a w domyśle - my nie, my to crême de
        la crê
        > ;me
        > wzbudza politowanie. może i śmietanka, ale mocno skwaśniała.

        Noale domysl jest twoj. Swiadczy wiec raczej o autorze domyslu, niz
        o piszacych. Jakby wiec nie patrzec - objawiles w tym poscie mniej
        ciekawa strone swojej osoby.
      • Gość: Paweł Z. Re: i pięknie jest IP: *.as.kn.pl 26.07.08, 17:14
        Nie ma potrzeby śmiać się czy łkać. Trzeba natomiast żałować, że tak wiele osób nie chce poznawać innych smaków, ograniczając się do swojego ulubionego schabowego z kwaszoną kapustą. Dzięki temu osoby lubiące poznawać nowe smaki mają trudności z kupieniem przypraw (z wyjątkiem kilku stosowanych w kuchni polskiej) czy mniej popularnych warzyw. Dlatego też niewątpliwie należy wypowiedzieć wojnę kotleciarzom i ich przyzwyczajeniom.
        A czy ktoś uzna to za szpan, mnie ni grzeje, ni ziębi. Jak ślepemu nie wytłumaczy się, na czym polegają kolory, tak kotleciarzowi nie wytłumaczy się, że człowiek może odczuwać rozkosze podniebienia, smakując codziennie potrawy z różnych sytron świata. Życzę smacznego kotleta.
        • grinning.scania coraz piękniej 26.07.08, 18:24
          post wyżej gastronomiczna psychoanaliza i teorie osobowości, w następnym trzeba
          wypowiedzieć wojnę, bo zakałą społeczeństwa są i kłody z ze schabowych (z
          kością) rzucają pod nogi biednym ludziom o otwartych umysłach i wrażliwym
          podniebieniu.

          niedługo się okaże, że kotleciarskie bojówki nocami opróżniają obce
          lodówki, a w miejsce wykwintnych składników podrzucają kotlety i kapustę,
          zaplute karły reakcji, w końcu jakaś eskalacja konfliktu musi nastąpić, nie będą
          poprzestawać na blokowaniu dostaw przypraw oraz warzyw, albo niezjadaniu
          na przyjęciach ogonków od szpinaku.

          pozostaje endlossung poprzez mechaniczne zapchanie im jadaczek potrawami z
          drugiego końca świata, nie zniosą takiej zniewagi i się zadławią skutecznie.
          albo przejdą na stronę światłości i dołączą do chórku, a wtedy, panie, to
          przypraw będzie pod dostatkiem, wszystkich, z każdego zakątka świata kamis
          dowiezie, a rolnik spod grójca zacznie hodować wszystkie warzywa świata, nie
          wspominając o tym, że wreszcie w bałtyku będzie się dało łowić kałamarnice i
          ostrygi.

          własny talerz już nie wystarcza, trzeba grzebać w cudzym? ich sprawa, co jedzą,
          a czego nie jedzą, a przerabianie na swój obraz i podobieństwo jest domeną
          boską, albo ..., no nie, psychoanalizy zostawimy specjalistce tutejszej.
          • grinning.scania taka ciekawostka 26.07.08, 18:30
            forowa, tu się wypowiadają przeciwnicy kotleta z kapustą, a w galerii potraw
            triumfy święci schab zapieczony pod majonezem, czyżby podanie schabu bez
            kapusty, za to z majonezem zapieczonym było już haute cuisine i dowód otwartości
            na świat?

            • jo.hanna czyzby byly dwie galerie potraw? 26.07.08, 18:44
              albo pomylily ci galerie (WP, Interia?), bo byl co i kotlet z majonezem, byly
              salatki warstwowe i z zupek chinskich, ale zbieraja tyle samo krytyki co
              zachwytow...i jest ich naprawde malo. I jak ci juz BG, dyskusja jest nie o
              zamilowaniu do schabowych a o braku kultury i ksenofobii kulinarnej.
              • grinning.scania jedna i wciąż 27.07.08, 00:20
                ta sama galeria.
                fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,82572790,82572790,0,2.html?v=2
                a w nim link do wątku podstawowego, który wróci, gdy tylko zrobi sie nieco
                chłodniej. takie wątki zawsze wracają.

                o kulturze już odpowiedziałem niżej, wiec nie ma sensu powtarzać, mogę jedynie
                dodać, że być może ten wątek miał mieć taki temat w intencjach założycielki
                wątku, ale trochę skręcił ku nieeleganckiemu obgadywaniu cudzych gustów.
                • thiessa Re: jedna i wciąż 27.07.08, 19:36
                  > ta sama galeria.
                  > fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,82572790,82572790,0,2.html?v=2
                  > a w nim link do wątku podstawowego, który wróci, gdy tylko zrobi sie nieco
                  > chłodniej. takie wątki zawsze wracają.

                  Nie widze tych rzekomych zachwytow. Pod watkiem wypowiadaja sie raptem 4 osoby,
                  w tym opinia jednej jest niepochlebna.
            • bene_gesserit Re: taka ciekawostka 26.07.08, 22:11
              grinning.scania napisał:

              > forowa, tu się wypowiadają przeciwnicy kotleta z kapustą, a w
              galerii potraw
              > triumfy święci schab zapieczony pod majonezem, czyżby podanie
              schabu bez
              > kapusty, za to z majonezem zapieczonym było już haute cuisine i
              dowód otwartośc
              > i
              > na świat?

              Masz gorszy dzien czy ty tak zawsze?
              Nikt nikogo, marzycielu, do niczego nie zmusza, co histerycznie
              sugerujesz. Bojowki to wymysl twojej chyba nieco skrzywionej
              wyobrazni. KAZDY ma prawo do posiadania wlasnego zdania: moje i nie
              tylko moje jest takie, ze kotleciazy z ich zasciankowymi
              upodobaniami nie trawie. Rozumiem, ze cie to boli, skoro bronisz
              frakcji kotleciarskiej wlasna piersia, ale - takie jest zycie -
              twoja watpliwej proby elokwencja nie nawroci mnie na kotleciarstwo.
              Mozesz sie nadal zrzymac, oburzac i anonimowo parskac, tupac
              nozkami i tarzac po dywanie w protescie, skoro najwyrazniej to
              lubisz.
              • grinning.scania droga terapeutko 27.07.08, 00:11
                pamiętasz termin przeniesienie zwane również projekcją?:)

                nie zabraniam ci mieć własnego zdania, znosić lub nie znosić, ale skoro w tym
                wątku była mowa o kulturze osobistej, a raczej jej braku w przypadku
                kotleciarzy, to może zasugerujesz jak można nazwać zachowanie
                obgadujących cudze gusta nie_kotleciarzy? zaglądanie w cudze talerze?
                czy ta kura, proszę pana...


                a co do zmuszania, twoj towarzysz broni i aliant nawołuje do wojny, ty ogłaszasz
                potrzebę zamknięcia w areszcie domowym, jo.hanna pisze o ksenofobii. takie mocne
                słowa tylko dlatego, że ktoś nie ma ochoty na coś co mu nie smakuje? no owszem,
                będąc gościem powinien zachować się przyzwoicie, zjeść, pochwalić bez przesady.
                ale to pewnie byłoby i tak za mało

                gdyby nie to zaangażowanie emocjonalne i bezpodstawny samozachwyt, byłoby nawet
                śmieszne.


                • Gość: Paweł Z. Re: droga terapeutko IP: *.as.kn.pl 27.07.08, 00:22
                  Idąc do kogoś na przyjęcie nie obgaduje się gospodarzy, nawet jeśli podali
                  fatalne jedzenie.
                  Co nie oznacza, że nie można publicznie skrytykować zwyczaju podawania fatalnego
                  jedzenia na przyjęciach jako takiego.
                  Gdy idę do kogoś na imieniny, to kultura osobista nie pozwala mi krytykować
                  wysiłków kulinarnych gospodarzy, nawet jeśli ich wynikiem jest domowa paciaja.
                  Co nie oznacza, że nie wolno mi powiedzieć publicznie, że ograniczanie
                  jadłospisów imieninowych do domowych paciai to tragedia i świadectwo kulinarnego
                  ograniczenia.
                  Proponuję, by tego typu zachowanie nazwać normalnym, nie popadać w polityczną
                  poprawność, która każe nazywać postawę polegającą na żarciu kotletów z frytkami
                  tak samo dobrą jak delektowanie się urozmaiconymi egzotycznymi smakami.
                  Ta kura, proszę pana, jest dobrze wychowana.
                  My, ludzie o wykwintnym podniebieniu, mamy prawo być z siebie dumni. A jeśli
                  kogoś to śmieszy, to, cóż, śmiech to zdrowie!
                • bene_gesserit Re: droga terapeutko 27.07.08, 02:08
                  grinning.scania napisał:

                  > nie zabraniam ci mieć własnego zdania, znosić lub nie znosić, ale
                  skoro w tym
                  > wątku była mowa o kulturze osobistej, a raczej jej braku w
                  przypadku
                  > kotleciarzy, to może zasugerujesz jak można nazwać zachowanie
                  > obgadujących cudze gusta nie_kotleciarzy? zaglądanie w cudze
                  talerze?
                  > czy ta kura, proszę pana...

                  Droga kuro, sprawdz w swoim podreczniczku s.v., jak sie ma
                  narzekanie i marudzenie nt zwyczajow calkiem anonimowych osob do
                  jawnego okazywania gospodyni, ze podaje swinstwa, ktore sie nie
                  dadza zjesc. Potem wroc do swojego mrocznego i wilgotnego kurnika i
                  przemysl sobie to i owo.

                  > a co do zmuszania, twoj towarzysz broni i aliant nawołuje do
                  wojny, ty ogłaszas
                  > z
                  > potrzebę zamknięcia w areszcie domowym, jo.hanna pisze o
                  ksenofobii. takie mocn
                  > e
                  > słowa tylko dlatego, że ktoś nie ma ochoty na coś co mu nie
                  smakuje? no owszem,
                  > będąc gościem powinien zachować się przyzwoicie, zjeść, pochwalić
                  bez przesady.

                  A kiedy postulowalam przesade? Jakos mi to umknelo, wiec laskawie
                  zlinkuj, dziekuje z gory.

                  > ale to pewnie byłoby i tak za mało

                  Popatrz - znowu twoj szkaradny domysl. Oj, sie nie popisujesz.
                  Pewnie mozesz tak jeszcze dlugo :(

                  > gdyby nie to zaangażowanie emocjonalne i bezpodstawny
                  samozachwyt, byłoby nawet
                  > śmieszne.

                  'Zaangazowanie emocjonalne'? Pamiętasz termin 'przeniesienie' -
                  zwane również 'projekcją'?
      • aiczka Re: i pięknie jest 04.08.08, 12:52
        Eh, ja myślę, że większość ludzi jest "pomiędzy" - jak ja. Chętnie spróbuję
        czegoś nowego od czasu do czasu, ale już nadmiar nowości a szczególnie o
        niezidentyfikowanym skladzie trochę mnie przytlacza. Lubię, żeby chociaż jedno
        danie/dodatek mialo coś znajomego.
        Nie uważam, że obiad bez kotleta się nie liczy - mięso jako mięso (w odróżnieniu
        od mięsa w zupie albo skwarków na kopytkach) jemy raczej co drugi-trzeci dzień
        niż co dzień.
        Jest też szereg potraw/skladników do których nie doroslam i obejmuje on zarówno
        egzotyczne (mięczaki) jak i swojskie (móżdżki, wątróbki, nereczki - czemu zawsze
        mówimy zdrobniale? ^_^).
    • jarek_zielona_pietruszka Re: Następnym razem zapodaj im dżownice 26.07.08, 02:04
      zapiekane w cieście. Mnie poczęstowano taką przekąską, gdy miałem 12 lat i
      pamiętam to do dzisiaj. Lubię nowe dania i nowe kulinarne wyzwania i lubię
      eksperymentować w kuchni. U mnie ślimaki, małże, krewetki, raki to standard.
      Niestety nie wszyscy mają podobne gusta, ale to ich sprawa. Każdy ma prawo
      wyboru tego co spożywa.
      dzisiaj marzę
      o wielkim homarze
      a na moje gusta może być langusta.
          • sylwia1607 Re: Następnym razem zapodaj im dżownice 26.07.08, 23:21
            dobrze, ze ja nie mam takich znajomych:) niedawno robilam impreze urodzinowa,
            mieszkam w niemczech wiec bylo sporo znajomych niemcow. zapraszajac ich na ta
            impreze zawiadamiali mnie , aby byly polskie dania, wiec byly i polskie i
            "zagraniczne" dania. wszyscy byli zadowoleni i najedzeni-ja tez:) a co dziwne
            smakowal im bardzo chlodnik i nalesniki z twarozkiem na zimno polane sosem
            czekoladowym.
            • lotoss tradycjanolisci:) 28.07.08, 20:00
              Ja jestem fanem Andrew Zimmern. Jezdzi facet po swiecie i probuje
              roznego rodzaju najdziwniejszych potraw (tez zalezy z ktorego punktu
              widzenia sa wyjatkowe, prawda?;). Czasami sa to ekstremalne
              przypadki typu wspomnianej juz dzdzownicy, robali czy innych jader,
              oczu itp. itd. ale podobno jest pysznie:). Nawet mu zazdroszcze ze
              jest w stanie zjesc praktycznie wszystko. Kosztuje bez problemow i
              zmruzenia okiem bez wybrzydzania.
              Pamietam ze pare razy zdarzylo mu sie przelknac cos z mala
              satysfajcka dla podniebienia:).
              www.andrewzimmern.com/home
              Powiem Wam, ze jako nawrocony "kotleciarz" uwazam, ze ze mnie duza
              szczesciara jest:). Spotkalam kogos na swojej drodze zycia, kto mnie
              pociagnal za soba w kraine smakow, nowych doznac i doswiadczen. Wiem
              jak to jest jesc dziennie ziemniaki z miesem i mam porownanie do
              tego co bylo wtedy i co mam teraz.

              "Kotleciarze"! Probujcie nowych smakow,
              Nawet gdy talerz jest pelen robakow:).
              Otworzcie siebie na cos co nieznane,
              Moze nie wiecie, nuz bedzie kochane.




              • lotoss Re: tradycjanolisci:) 28.07.08, 20:24
                ... jeszcze jeden link, czyli zgadnij co na talerzu;).

                www.travelchannel.com/TV_Shows/Bizarre_Foods/What_the_Heck_Is_Andrew_Eating?idLink=5eaac23fe6418110VgnVCM100000698b3a0a____
              • bene_gesserit Re: tradycjanolisci:) 29.07.08, 11:01

                Sliczny wierszyk i piekne swiadectwo ;)
                Tez czasem ogladam program tego czlowieka. Pamietam, ze raz
                zdarzylo mu sie peknac i nie zjesc - to byl hamburger ze zgnilego
                tofu na fragmencie krowiego zoladka. Ale i wtedy bardzo milo
                podziekowal pani, ktora go zrobila, bo wiedzial, ze wklada ona w
                swoje gotowanie duzo serca. Powinien byc patronem trudnych sytuacji
                jedzeniowych :)

    • mhr-cs Re: tradycjonaliści:-( 26.07.08, 10:44
      bene_gesserit

      lepiej tez byl nie napisala,
      bo wlasnie w tym co napisales(as),
      jest ta prawdziwa prawda,udawanie,
      bo co oni by powiedzieli,okropnosc?
      nas to nie ochodzi,
      my zyjemy bez tego i wszyscy sa szczesliwi,


    • emkaska Re: tradycjonaliści:-( 29.07.08, 10:54
      "A jak stąd wyjdę,zrobię wam... kotlet de volaille. Albo ten... boef
      strogonoff.Umiem też... tornado a la Rossini,pommes frites z
      buraczkami...
      ...albo zalewajkę...
      ... albo pyzy...
      Jak moja matka zrobiła pyzy, to niech się schowają wasze żaby i
      ślimaki...Pulchniutkie, ze słoninką..."

      pozdrowienia dla fanów polskiej kuchni :)
      • lotoss Re: tradycjonaliści:-) 29.07.08, 15:04
        Emkaska:), przyjmuje zaproszenie:). Ja bardzo lubie wszystkie pyzy,
        pierogi, kotlety, strogonoffy jak najbardziej. O! Jeszcze bryzol
        wolowy z pieczarkami. A sloninka solona prosto od swini na pajdzie
        wiejskiego chleba tez moze byc przy specjalnych okazjach... Jednak
        znalazlam duza przyjemnosc jedzenia z innych kuchni swiata i na
        polskiej nie mam zamiaru poprzestawac.
        A wspomniany juz przeze mnie podroznik Zimmen, bedac w rosysjkiej
        czesci NYC "Little Odessa" tez kosztowal egzotycznej dla swiebie
        potrawy (slonina z chlebem) i byl zachwycony:).
        Moze kiedys pojedzie do Polski i na przyklad bedziemy go ogladac jak
        wsuwa czernine i kiszke;).
        Moze ktos zna przepis na zupe z kaczki, czyli czernine. Dobre to
        jest? Jak dla mnie to jest egzotyka:). Pochodze z innej czesci
        Polski niz ta zupa. Kiedy ja podawali niechcianemi
        absztyfikantowi:). Nieprawdaz?

        Pozdrowienia dla wszystkich bez wyjatku:)
        • bene_gesserit Re: tradycjonaliści:-) 29.07.08, 15:26

          Zeby zrobic czernine, nalezy miec zywa kaczke, bo ja sie robi z
          kaczej krwi, a te chyba latwiej uzyskac z kaczki niz kupic. Noi mi,
          z racji dodatku suszonych sliwek, kojarzy sie ona raczej z jesienia
          niz srodkiem lata.

          A czernine - wiem to ze wstrzasajacej opowiesci kolegi-Anglika - w
          niektorych domach nadal podaje sie nieakceptowanym konkurentom do
          reki corki.